Las Måneström

avatar
PisanieTemat: Las Måneström   Nie Gru 28, 2014 11:47 pm

Las Måneström
Bujnie rosnący las zawsze szumi wrogo, a wieczna noc w nim panująca przeraża nawet najodważniejszych, kiedy zapuszczają się w jego głąb, a czerwone ślepia łypią na nich zza krzaków. Zdarza się, że niektórzy lekkomyślnie organizują wycieczki do lasu, liczni przypłacają to zdrowiem, a inni nawet życiem, kiedy poranieni przez zwierzęta, których jeszcze wszystkich gatunków nie spisano, są skazani sami na siebie w niesamowicie gęsto rosnącej, liściastej otchłani.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Nie Cze 21, 2015 10:38 am

Czary!
Widziałem już wcześniej magów, jeszcze w moim starym, pięknym księstwie. Gdy szli raz kolumną, jeden za drugim, spowici w dziwaczne szaty i roztaczający jakąś tajemną aurę, mama poleciła mi odwrócić wzrok. Zdumiało mnie to - wcześniej przecież wciąż powtarzano mi, że niewiele jest osób, przed którymi książę musi ugiąć karku. Że odpowiadamy tylko przed Bogiem, skoro z jego łaski mojemu ojcu powierzono władanie nad krajem. Myślałem: kim są ci ludzie, skoro nawet my, członkowie familii samego pana i władcy, musimy się ich lękać?
Ba, widziałem nawet, że sam książę ojciec zachowywał w sercu dla nich trwogę. Nieraz odniosłem wrażenie, że kiedy ktokolwiek z czarodziejów wymawiał słowa "mój panie", nie były one niczym, prócz pustym tytułem. Magowie nigdy nie dostawali rozkazów - w wyjątkowych sytuacjach ojciec dyktował spisywaną po łacinie uprzejmą prośbę o pomoc. "Pomni wszelkich obowiązków, jakie ciążą na (i tu padała niezliczona ilość tytułów) Nadwornym Magiem", et cetera, et cetera.
Czary. Potężne, dziwne i straszne. Matka mówiła, że każdy (bez wyjątku) czarodziej zawarł pakt z diabłem i za cenę duszy wykupił zdolność czynienia magicznych sztuczek. A ja w to wierzyłem. A potem okazało się, że Nef jest czarodziejem, choć niemal błagałem o powiedzenie prawdy, wyparł się, by kiedykolwiek powierzył jakiemu czartowi własną duszę. Twierdził, że się taki urodził. Urodził się? Jak to się zdarza, że jeden rodzi się obdarzony tajemną mocą, a inny przychodzi na świat w kalekim, niezdatnym do niczego ciele? Jak to się zdarza, żem mnie tytułują księciem, a Nef jest ino synem warega, członka kompanii książęcej?
A przecież i ja jestem równie wyklęty. Tamta kobieta przekonywała mnie gorąco, bym szkolił się w swoim talencie, ale skąd u licha u mnie jakiekolwiek magiczne zdolności? Przecież ja swojej duszy też nie przehandlowałem. A może ta magia tkwi w każdym człowieku, jak niegasnąca pokusa, jak każde grzeszne pożądanie, a grzesznikiem staje się dopiero ten, kto po nią sięgnie? Może ja już jestem potępiony, bo wyzwoliłem w sobie te czary?
Głowa mi pęka od przemyśleń, a najbardziej smuci mnie to, że nie mogę wyjawić nikomu swoich wątpliwości. Obok mnie idzie Nef, ale gdy tylko napotykam jego wzrok, wyczuwam, że dalej pełno w nim złości. On uważa, że to moja wina! Moja! Jakże mogłem przewidzieć, dokąd zagnają mnie czary? Na rany Chrystusa, gdybyśmy przypadkiem trafili na sabat czarownic i spadłaby na nas ulewa, też by uważał, że to ja ponoszę za to odpowiedzialność?
- Skończ już z tymi dąsami - rzucam w końcu w przestrzeń, nie patrząc jednak na mojego towarzysza. - Zastanów się lepiej, gdzie jesteśmy. - Rozglądam się, dla niepoznaki starając się sprawić wrażenie, że coś kojarzę, że tamto drzewo jest prawie znajome, że jeszcze chwilka, a zstąpi na mnie olśnienie. Kogo jednak oszukuję? Obaj przeto wiemy, że ze mnie książę, jak z Nefa skald. Wzdycham ciężko, ale wówczas nachodzi mnie nagła myśl - w tym lesie naprawdę jest coś, co przypomina mi dom! - Pamiętasz, gdy dwórka mojej siostry powiła trójkę chłopców, zasadziliśmy w lesie obok siebie trzy dęby. - Skinięciem podbródka wskazuję na splecione ze sobą, niegdyś potężne, dzisiaj pewnie martwe w środku drzewa. - To musi być bardzo stara tradycja. - Ileż one mogą mieć lat? Zostały zasadzone na wieki przed tym, jak mój ojciec wstąpił na książęcy stolec.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
Wiek : 15 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi
Zawód : błędny rycerz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Nie Cze 21, 2015 7:23 pm

To wszystko było poniżej jego godności. Pilnuj księcia, mówili. Będzie fajnie, mówili. Było. Do czasu. Sielanka skończyła się niemal tak szybko, jak szybko się zaczęła. A potem nadszedł czas, by rozpocząć życie, o którym tak wiele mu opowiadano, do którego przyuczano go od pacholęcia, które z takim zafascynowaniem obserwował i którego pragnął, jak niczego innego w świecie (może poza własną drużyną, która gotowa będzie oddać zań życie). Ale, na bogów wszechmocnych, nie w takich warunkach, nie z takim towarzyszem u boku i nie na obcych ziemiach. Z Nefjólfra Odkelsona wszak żaden jeszcze zdobywca, w pojedynkę nie zapanuje nad rozjuszonymi chrześcijanami, nie wspominając o tym, że i wojować nie miałby czym. Miecz wyszczerbiony, ogłuszyć nim może co najwyżej zwierza niedużego, magia tu też jakoś nietęgo działa, jakby nie wiedziała, na czym się skupić. On jednak wiedział i dążył do tego wytrwale. Też do czasu.
Bo życie – gdziekolwiek wiedzione – zawsze bywa przewrotne. Bo Norny, gdziekolwiek by się nie było, zawsze cię dopadną i zgotują los najgorszy z możliwych. Więc dopadły Nefa, a wraz z nim Lamberta, pewnie mało im było książęcej krwi, pewnie chrapkę miały na jego bogactwa. A dowiedziawszy się, że zadrwił z nich niemożebnie, odegrały się tak, jak tylko nordyckie kobiety odegrać się mogą. Bezlitośnie. I nim zdążyło paść chociaż słowo; nim zdążył odtrącić książęcą rękę, wszystko pobłogosławił Loki.
- Nie dąsam się! – zaprzeczył gwałtownie, potrząsając głową i ściągając brwi w prostą linię. Dlaczego miałby się dąsać? Nie przystoi mu, zwłaszcza przy księciu. Książęta nie powinni wiedzieć, że ich rycerze są na nich źli. Książęta nie powinni wiedzieć, że popełnili błędy, bo książęta nie popełniają błędów, nawet jeśli sami nie wiedzą gdzie są, w którą stronę powinni się udać i co czyha na nich za kolejnym wzniesieniem. Książęta ten przykry obowiązek zrzucają na ludzi takich, jak Nefjólfr, jednocześnie nie dając im dowodzić całą wyprawą. Ten jeden raz po przybyciu na wyspy musiał być wyjątkiem, nie ma innej opcji. – Aha. – Nie pamiętał. Coś mu świtało, że jakieś dzieci, że jakieś drzewka, ale kto, co, po co i dlaczego, nie bardzo. Teraz miał jednak przed sobą monumentalne, splątane ze sobą i nadające się jedynie na rozpałkę dęby. I nie wiedział, co zrobić. – Chyba nie myślisz, waść, że to one? Mają… – Nef pobladł, podchodząc do nich ostrożnie. Dłonią przeciągnął po korze w niemym zachwycie i przerażeniu. – Na mordę Ymira, kilka setek lat.
To bardzo stara tradycja, w rzeczy samej, mości książę. Alboś tak zepsuł świat. W końcu, za pozwoleniem, całkiem marny z ciebie czarodziej!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Pon Cze 22, 2015 11:48 am

Nefjólfrze, cóż za insynuacje mi tu poczyniłeś? Zerkam nerwowo na splecione ze sobą drzewa i uśmiecham się nieco pobłażliwie, jakże to mogą być tamte sadzonki? Ostatnio, gdyśmy je widzieli, były cieniutkie niczym byle patyk.
- Nic podobnego nie sądzę. Skończ z tymi niewieścimi histeriami - upominam go niemal surowym tonem, ale gdzieś pozostaje we mnie pełna niepokoju myśl. Co jeśli Nef wcale się nie pomylił? Kto przewidzi, dokąd zagnają cię czary? Jaki kierunek obierze czarcia sztuczka? Może wszystko już się wymieszało, dawne dzieje, chwila obecna i niepewna przyszłość, i trwają teraz splecione niczym te dęby? Czuję, jak od tych ponurych przemyśleń sztywnieje mi kark. Nigdym dotąd nie myślał, że cała ta farsa mogłaby przynieść większe nieszczęście - przeto myślę tyle, ile widzę, a widzę, że z moim kompanem błąkamy się po nieznanych ziemiach. A co jeśli tylko łudzą tą nieznajomością, może nie potrafimy się odnaleźć, bo tamto drzewo już było, tamto jest, a to jeszcze dopiero będzie?
I coś jakby ścisnęło mnie za żołądek. Pochylam się raptownie, udaje mi się jednak powstrzymać odruch wymiotny. Ach, nie, to z pewnością tylko głupie bajdurzenia. Po krótkim marszu pewnikiem trafimy na trakt, skąd trafimy do jakiejś większej czy mniejszej osady, gdzie uda nam się zasięgnąć języka i dowiemy się, jak wrócić do domu. Przy czym przez "dom" rozumiem dwór mojej siostry. Może jeśli usłyszy o naszych nieszczęściach, sama uzna, że na łupieżcze wyprawy się nie nadajemy i pozwoli oddać się stosowniejszym zajęciom.
Nie wiedzieć czemu, ukłuła mnie niemożebnie myśl, że nie spotkam już Abhainn. Czemu tak moją głowę zajmuje jedna dziewka - i to tak okrutna! Ani krzty litości nie znalazła dla biednego wygnańca!
Chcę zrobić krok na przód, ale czubkiem buta trącam coś i do moich uszu dociera cichy chlupot. W gęstym mchu leżała butelka, na której dnie spoczywała jakaś brunatna ciecz. Ze zdziwieniem podnoszę naczynie i unoszę je na wysokość twarzy - na szkle wyhartowano jakąś tajemniczą inskrypcję.
- Coca-cola... - mruczę pod nosem, cóż to za język? Podaję sztywnym ruchem butelkę mojemu towarzyszowi. - Czy to trunek zdatny do spożycia?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
Wiek : 15 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi
Zawód : błędny rycerz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Pon Cze 22, 2015 10:01 pm

Niewieście histerie! Niewieście. Histerie. Nieśmieszne poczucie humoru ma ten Lambert, bardzo nieśmieszne.
Kora pod palcami młodziana zajęczała niemiłosiernie, gdy zaciskając na niej pięść, odrywał od pnia jej kawałeczki. Książę księciem, ale nawet jemu nie wolno znieważać Nefjólfra Odkelsona, syna Odkela Liótólfrsona, syna Liótólfra Arnhallrsona, znamienitego czarownika i tymczasowego doradcy wielmożnego pana. Daleki był od stanów histerycznych, jeszcze dalej od niewieścich przyzwyczajeń, jednakże wikińska krew gotować się w nim poczęła, jakby nie po ziemi, lecz po bezkresach Muspelheim stąpał. I czuł się jak jeden z gigantów ognia. Może to prawda, co staruchy z osady mówiły o magach? Może wcale nie potomkami bogów są – tymi winni być królowie – a istot straszliwszych, przeklętych, których lękać się należy? Które gwiazdy i księżyce, i wszystek nienazwany dotąd bezmiar rzeczy stworzyły? Być może.
Wzdychając cierpiętniczo, trochę przez wzgląd na nieudolność i brak samodzielności Lamberta, trochę dlatego, że po tej osobliwej podróży kości, o których istnieniu nie miał pojęcia żadnego, bolały go, jakby cała armia zrzuciła nań swój oręż, odebrał od niego podany mu przedmiot. Powąchał zawartość butelki (przez ostry zapach leśnej ściółki przebijała się nieznana mu, słodkawa woń), zamieszał znajdującym się w środku płynem i wylał na dłoń parę kropel ciemniej jak kraina Hel substancji. Zanurzył w niej koniuszek języka i… Czekał. Pół minuty. Minutę. Dwie. Podniósł niepewny wzrok na swojego księcia, szukając w jego spojrzeniu i mimice jakichkolwiek niecodziennych znaków. Nie był jedynie pewny, czy, gdyby cosik wyrastać zeń miało, Lambert przejąłby się tym do tego stopnia, by dać mu o tym znać w dyskretny sposób. Pewnikiem nie, skoro wciąż oczekiwał relacji.
- Być może, że zdatny jest u początku i w ilościach małych. – Jak arszenik, co podawany roztropnie, leczyć może, nie truć. – Ale Jaśnie Oświecony próbować nie będzie potwierdzać przypuszczeń. – Ani nikt inny; Nefjólfr pewnym ruchem podlał Mateczkę Ziemię nieznanym naparem. Nie mógłby pozwolić, by przy nim książę żywota dokonał, jakkolwiek kompanem ciężkim by nie był. Pożytek z żywego Lamberta mieć będzie, wszakże za truchło niczego mu nie dadzą, ale za księcia w sile wieku? – Znajdziemy niechybnie zaraz wody trochę, napijesz się, panie, jeśliś spragniony – zapewnił bez cienia zwątpienia w głosie, chowając butelkę za pazuchę i ponaglając, za pozwoleniem!, księcia do dalszej drogi.
Lasy nieznane, trakt niepewny, w miejscu zostawać nie należy. Przed zmrokiem, jak nie osadę, chociaż przyzwoitą pieczarę znaleźć powinni, co by nierozważnie nie wystawiać się na łaskę i niełaskę nieznanego otoczenia.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Wto Cze 23, 2015 1:18 pm

I cóż ci uczyniło to biedne drzewo? Spoglądam ze zdumieniem na oderwany kawałek kory w dłoni warega, może to i prawda, że splecione ze sobą dęby są znakiem okropnego nieszczęścia, jakieśmy zesłali na tę ziemię, póki co to jednak nic pewnego i złość na jeno symbol niczemu nie zaradzi. Teraz, drogi przyjacielu, potrzebujemy (właśnie to sobie wykoncypowałem) maga. Nie byle jakiego, potężnego, straszliwego maga, który mógłby przełamać czary wymyślone przez tę czarownicę Ravenclaw (z tego całego przerażenia mgła niepamięci odsłoniła mój umysł i w końcu sobiem przypomniał jej godność). Gdyby to jeszcze dało się takiego czarodzieja jakoś sprytnie odnaleźć! Raz widziałem, jak jeden karłowaty mąż stanął na beczce i donośnym głosem jął ogłaszać swoje usługi czaroznawcy, zaraz się jednak okazało, że to zwykły kuglarz i ani kropelka czarodziejskiej krwi w nim nie płynie.
Czy życzenie, by akurat na pieszą wycieczkę po puszczy wybrał się jakiś miejscowy mag, byłoby zbyt wielką zuchwałością wobec losu? Ach, gdyby istniała jeszcze jakaś zgrabna modlitwa, którą dałoby się wyprosić boską interwencję. Znam masę modlitw o dobrobyt i dobre zdrowie, o zbawienie rzecz jasna jest ich najwięcej, ale takiej, by Bóg litościwie zesłał swoim pokornym sługom w potrzebie jednego, chociażby tyciego czarodzieja - ani jednej!
- Nie waż się...! - Chciałem zaprotestować, ale nim podniosłem larum, resztka tajemniczej cieczy już wsiąkła w gęsty mech. Wzdycham ciężko, ach, Nef, widać, żeś ty się urodził, by podążać ścieżką wojenną. - Trzeba było tę miksturę zachować, skąd wiesz, jakie było jej przeznaczenie? - Wyrywam butelkę z jego dłoni i oglądam ją raz jeszcze, tym razem dokładnie wodząc palcem po tej niezrozumiałej dla mnie inskrypcji. Cóż ten napis znaczy? Jakie tajemnice skrywało to dziwne naczynie? - Pierwszy raz widzę butlę wykonaną taką techniką... - wyznaję, po czym marszczę czoło, w moim umyśle pojawia się bowiem pewna mętna jeszcze myśl. Gdy myśl się krystalizuje, otwieram szeroko oczy, zdjęty nagłą trwogą i z tego poruszenia nieomal nie upuściłem cennego naczynia. - Nefjólfrze! Nie myślisz aby, że to może być Święty Graal? - Jakże by to pasowało! Ukryty w miejscu poza czasem, poza przestrzenią, odkryty w przekorze losu przez dziedzica chrześcijańskiego państwa i niemal pół-poganina! A to by znaczyło, że ta dziwna, brunatna ciecz o słodkiej woni, którą tak bez żadnej refleksji wylał na leśną murawę ten bezbożnik, to...! Ach, nie, nawet nie będę o tym myśleć!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
Wiek : 15 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi
Zawód : błędny rycerz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Sro Cze 24, 2015 4:57 pm

Nefjólfr nie wiedział, co to skrucha. Po pierwsze, ponieważ na pewno przeszkadzała we właściwiej ocenie sytuacji (brzmiała podejrzanie, a wszystko, co podejrzane, koniec końców przeszkadza); po drugie, bo dzielny wareg nie popełniał błędów, za które musiałby w ostatecznym rozrachunku żałować. Wszystek czyn, którego się dopuszczał z woli bogów pochodził i na ich cześć był popełniany; wszystek on miał swoje uzasadnienie i dobry być musiał, bo i w intencjach dobrych wyrządzany był. Grabieże, gwałty, mordy, a w końcu i wylewanie niewiadomego pochodzenia substancji – wszystko to dla większego dobra i mniejszego zła. Dla dobrobytu króla i jego poddanych, obecnie w liczbie sztuk: jeden. Nie rozumiał więc wzburzenia, jakie zawładnęło Lambertem. Czy rozum mu odjęło? Czy tak znużyło jaśnie pana jego towarzystwo? Czy tak spieszno mu stanąć przed obliczem Przedwiecznego? Jeszcze należnej mu chwały i czci nie odebrał, nie pochwala się zatem zejść mu ze świata przed wypełnieniem królewskich obowiązków, a tych więcej mieć musi niżeli on, do wojaczki, nie rządzenia z łaski bożej powołany.
- Zaprzestań, panie, podobnych knowań! – Za jakie przewiny kazano mu sprawować opiekę nad chrześcijaninem? Dochodziły go słuchy o ich fanatyzmie, o zaciętości, z jaką głosili słowo swojego Boga i jak uprzejmie przekonywali do przejścia na swoją wiarę. Dochodziły go słuchy o tym, jak kończyli na nordyckich ziemiach. Na to też pozwolić nie mógł; uzasadniona wątpliwość rozciągała nad nim swe macki, kiedy powracały jako żywe wyobrażenia o rozszarpywaniu przez niedźwiedzie tych nieszczęśników, nad którymi ichni Bóg wszechmocny nie roztaczał tarczy opieki, pozwalając im konać w męczarniach. Pełen słowiańskiej brawury Lambert jeszcze gotów stanąć w szranki z podobnym stworzeniem, byleby dopiąć swego! – Jakże opisywany jest on w waszych księgach, waść? – Księgi zawsze prawdę mówią, tyle zdążył przysposobić sobie podczas bytności na magicznych włościach. W księgach musiało być zatem ukazane bogactwo mitycznego Graala. Zatem książę wiedział, jak Graal wyglądać ma. Zatem… Spojrzał Nefjólfr z wątpieniem na butelkę. Jeśli nie ręka człowiecza dokonała tego cudu, boskim sprawunkiem jest. Czy jednak bogowie trudziliby się tworzeniem butelek? I czy synowie bogów z butelek pijają?
Machnął Nefjólfr na to ręką. Nie jego to bóg, nie jego święte butelki.
- Jaśnie Oświecony raczy tak nie hałasować, wiewiórki i zające przepłoszy, nie będzie co jeść – upomniał Lamberta młody wiking, zostawiając go w tyle.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Czw Cze 25, 2015 10:19 am

Za jakie przewiny Bóg zagnał mnie na kraj świata z poganinem? Z takim barbarzyńcą nie można zaznać wspólnej, kojącej modlitwy, nie można wyznać żadnego credo, nijak wypada zwierzyć się z lęku przed nieznanym nam przeto planem bożym. A co najważniejsze, choćbyśmy w drodze odnaleźli Graala, Arkę Noego i cały zastęp anieli, nie wzbudziłoby to w jego nieznającym Boga sercu stosownej bojaźni. A może to właśnie cudowne przeznaczenie, jakie nadał Nefjólfrowi Pan? Może podczas tej podróży zesłana zostanie na niego łaska, by znalazł w sobie chrześcijańską miłość i pokorę, a tedy zaniósłby dobrą nowinę do najbardziej zatwardziałych w swym pogaństwie braci?
Spójrz, przyjacielu! Oto pierwszy cud!
- Jak...? - W moim głosie pobrzmiewa wahanie, zaraz jednak znów nabiera mocy. Jak! W Piśmie nie ma słowa o Graalu, ba, pewnikiem ani razu nie został wspomniany słowem pisanym. Krążą za to o nim legendy, o cudownej sile, jaką napełnia swojego posiadacza, o niezliczonej liczbie błogosławieństw, przeznaczonych dla każdego, kto odda temu potężnemu artefaktowi należną cześć i chwałę. Czyś ty słyszał kiedy opowieści z dalekich, chrześcijańskich krajów? Ileż to króli i rycerzy oddało życie, by odnaleźć Graal i zapewnić mu godny spoczynek, by nie marniał wśród ruin i gęstych chaszczy, wystawiony na rabunek, lub, co gorsza, sprofanowanie przez wciąż licznych pogan. Żadne oczy jeszcze nie spoczęły na tej relikwii, jakże zatem mamy wiedzieć, jaki kształt obiera? - Nefjólfrze, jak inaczej może wyglądać najświętsza z relikwii, jeśli nie właśnie tak? - wołam w uniesieniu, po czym z czułością gładzę brzeg naczynia. - Spójrz tylko, uświadczyłeś kiedyś tak czystego szkła? Woda, która płynie w górskim strumieniu, jest mniej świetlista, niż to cudo! - Widząc, że wiking ani trochę nie interesuje się moim wywodem, ruszam gwałtownie za nim, próbując go wyprzedzić. - Słuchajże! Nieważne, jakim bałwanom cześć oddajesz, wystarczy spojrzeć, by pojąć, że ludzka ręka tego naczynia nie wykonała. Jeśli nie boskim jest dziełem, to znaczy, iż... - Spoglądam na butelkę i nagle jej urokliwa postać wydaje mi się podejrzana. Czy to nieskazitelne, surowe piękno wynika z posiadania boskich przymiotów? Czy może ma nęcić podróżników łaknących chwały, jaka niechybnie spocznie na każdym, kto zwróci chrześcijańskiemu światu tak ważną relikwię? - A jeśli w niej jakie licho nie było? - zastanawiam się na głos, choć ta myśl wydaje mi się koszmarnie bolesną. I sam nawet nie wiem, czemu to słowa - "licho" - cisnęło mi się na usta, rzekłbym z sam siebie "czort" albo inny diabeł. Ach, to wszystko wina tej poganki Abhainn, sama mnie tak nastraszyła swoimi pogańskimi duchami, że teraz wszędzie się ich doszukuję!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
Wiek : 15 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi
Zawód : błędny rycerz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Czw Cze 25, 2015 3:40 pm

Aha! Nefjólfr przeczuwał to od początku. Wszystko to to li jedynie daremne próby wyprowadzenia go na manowce, ograbienia z godności woja, podstępna i, dzięki Odynowi!, niepomyślna chęć zaciemnienia mu umysłu istnieniem boga jednego tylko. Niechby się o tym Loki dowiedział, uchowaj Thorze swój gniew, ten nieświadomy waszej potęgi bałwochwalca nie wart jest waszej uwagi. Miejcie za to baczenie na swojego sługę uniżonego, w powodzeniu go trzymajcie i ześlijcie z niebios poratowanie dlań.
Pokiwał gorliwie głową. Właśnie: jak? Jak, Lambercie, wygląda twój Graal? Nef, spiesząc nieistniejącymi ścieżynkami, tworząc nowe dla księcia, nie mógł widzieć wahania odmalowującego się na szlacheckiej twarzy (może nie było czego oglądać?), słyszał je jednak w pańskim głosie i czekał. Czekał, by słowa Jaśnie Oświeconego zesłały mu obraz świętego artefaktu, dla którego to – i wielu inszych, wszakże nieskończoność ich ten szeroki świat posiada – ci nieosławieni rycerze i opętani boskim szaleństwem chrześcijańscy królowie wyruszali na wyprawy, z których częstokroć z hańbą, aniżeli zaszczytami, wracali. Czekał, co by naczynie z taką trwogą trzymane przez Lamberta zalśniło boskimi przymiotami; by godne stało się porównywania ze wspaniałością jabłek Idunn, z odynowym Gungnirem, nawet z kotłem Andhrimnira – ha! przede wszystkim z nim, bo w czymże innym przyrządzon będzie kosmiczny dzik? Miast upragnionej świętości spłynęły nań kolejne książęce słowa, wedle Nefjólfra dalekie od boskiego pierwiastka. Zasmucił się wielce wareg, bo z księcia, co choćby prostego chłopa pchnąć ku nowym horyzontom nie umie, pożytku może nie mieć żadnego.
Odynie, litości!
- Zamil… Zaprzestań, na młot Thora, Lambercie! – Zdenerwowanie zawładnęło Nefem na dobre. Wszystko znieść potrafił, jednakże słuchać dłużej nie był w stanie obrazoburczych wymysłów księcia. Nie tego uczono go o chrześcijanach i nie tak powinni się prowadzić. Powątpiewał, by na podobnych prawidłach opierało się ichnie umiłowanie bliźniego. Czy może i miłość definiują inaczej? – Ręka boska wymierzy ci teraz sprawiedliwość za te pomówienia, mości książę – powiedział z powagą, nieufnie spozierając na tę kość niezgody. Może faktycznie ki czort im to pod nogi rzucił? Mało to lasy chochlików skrywają? Może i tutaj swego szachraja mają? Aż się na powrót rozejrzał Nefjólfr, czy aby nikomu w oko nie wpadli; czy zarośla pospolicie nieruchome zostają, czy jaki bies pozorami spokoju oczy im mydli. Wyciągnął z książęcych dłoni butelkę, znowuż chowając ją przed jego wzrokiem. Licho nie-licho, odczarować ją należy i waszmościa napoić, bo księżniczkować poczyna. – To resztki jego wygonimy. Żodyn czort księciu z bożej łaski powołanemu się nie postawi – zapewnił, znacząco poklepując miejsce schowania niecodziennej czarki.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : TO WSZYSTKO WINA LAMBERTA.
Wiek : 19 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Czw Cze 25, 2015 4:52 pm

To wszystko wina Lamberta.
Ja wiedziałam. Wiedziałam od zawsze - chrześcijanie to samo zło. Pałętają się takie pachoły po naszych ziemiach, palą, grabią, a potem wieszają krzyże i mówią - z bogiem! I się wywyższają, że ich to niby lepszy, że sprawiedliwszy, że taki dobry, a skoro niby taki dobry to po co przymuszać? Skoro taki sprawiedliwy to powinien uszanować inne wierzenia - dla mnie to i tak wszystko to samo. Mój papa nie raz zmieniał w naszych pieśniach nazwy naszych bogów na ich, nikt się nie zorientował. Czasem nawet myślę, że to jedno i to samo, nie ważnie jak się nazwie, ale ludzie o to wojować chcą - i proszę. Tak to się kończy. Znajdziesz w lesie jakiegoś chrześcijańca, litujesz się nad takim, zbierasz ze szlaku i towarzystwa dotrzymujesz, nawet się z nim dzielisz jadłem i napitkiem - a ten się odwdzięcza w ten sposób!
W głowie się nie mieści!
Znajdziemy słynnych czarodziei, powiedzieli nam, a ojcowie dali się złapać. Jak lis w pułapkę!
A przecież mówiłam. A przecież prosiłam. Papo, nie muszę za księcia wychodzić. Wystarczy mi zwykły, silny, przystojny chłop. Sprzeda się kilka lunuli, postawimy dom, jak się poszczęści to nawet taki podmurowany. Słomę na stropie dobrze naoliwimy, w zimę będzie trzymać ciepło, w gorące lato w izbie będzie się można schować, przyjemnego chłodku zaznać. Hodowałabym kurki, co rano karmiła ziarnami co rosłyby za domem. I urodziłabym gromadę silnych, rumianych dzieciaków. Kto wie, może nawet wyrosłyby z nich bardy? Kultywowaliby tradycje na całej Wielkiej Wyspie. Albo przynajmniej tej części, której do cna nie wypalą chrześcijańcy.
Ale nie. Papa się uparł - jak wychodzić, to tylko za księcia. A jak to nie wyjdzie, to mogę przynajmniej zostać wielką czarownicą.
Wcale nie chciałam!
Owszem, to wygodne czasem, ułatwia życie. W sprzątaniu pomaga. Czasami sztuczką zabawiam małe dzieci za gospodą przy której się zatrzymujemy, w ten sposób zawsze się z nimi zaprzyjaźniam. Ale z magią wiążę się cała konsekwencji, ona ma swoją cenę! Przynajmniej tak mawiał wuj i sama nie potrafię zrozumieć dlaczego zapomniał o swoich własnych regułach, biorąc stronę papy.
A ja wiedziałam. Wiedziałam, nic dobrego z tego nie wyniknie! Czułam to w kościach. Ale było tylko - wydziwiasz Abhainn, co złego się może stać?!
No i proszę. Wylądowałam na tyłku na jakiejś mokrej trawie i jestem prawie pewna, że nigdy wcześniej tu nie byłam. Czarna magia! Trzeba było nie tykać, nie wkładać swoich łap tam gdzie nie trzeba. Ale nie, ten nie słuchał. i zniknęli! Potem ta kobieta, ważniaczka, zaczęła panikować, że nie wiadomo co się stało, że na pewno poginą, że nie ma ni nadziei, ni ratunku.
Papa zawsze uczył, że trzeba pomagać słabszym, opowiadał jak Fionn wyciągał biedniejszych od siebie z opresji. Więc mówię jej - ja ich wyciągnę stamtąd. A ona drze się pod niebiosa, żem rozum postradała, że przepadło, że za późno…
Niedobrze mi się zrobiło od jej ględzenia, więc zanim się obejrzała pociągnęłam mocno z główki, do tej pory widzę gwiazdy przed oczyma. Teraz jeszcze gorzej, bo złapałam ustrojstwo, powirowało mi przed oczyma…
I proszę. Jestem tutaj.
Mokry zadek, listki we włosach, pieruńsko zimno.
W głowie szumi.
Podnoszę się w końcu z ziemi i otrzepuję spódnicę, cała brudna. Wzdycham ciężko, dookoła się rozglądam… W końcu w niedalekiej oddali słyszę znajome krzyki, no oczywiście.
Nie tylko mnie Lambert potrafi doprowadzić do szewskiej pasji.
Dysząc ze złości jak dziki osioł wychodzę zza kniei, chyba nigdy nie byłam aż tak wściekła.
- Ty… chrześcijański… POMIOCIE - ręce mi się trzęsą, mimowolnie zaciskam je w pięści, gotowa rzucić się na kurczaka. Tylko nogi trochę odmawiają mi posłuszeństwa po tych wszystkich emocjach - KIEDY KTOŚ MÓWI - NIE TYKAĆ, TO NIE TYKASZ, CZY TO TAKIE TRUDNE DO ZROZUMIENIA?! - i proszę. Wpadliśmy po same uszy w najgorszy wychodek!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Sob Cze 27, 2015 11:19 am

Ty mnie straszysz ręką bożą? Ty, który imię masz pogańskie, ty, którego po pogańsku chowano i który ostatecznie pogaństwo zachował w sercu, mimo że mógłbyś dostąpić łaski przystąpienia do wspólnoty chrześcijańskiej? Twój ojciec, zdaje się, wespół z moim został ochrzczony wraz z resztą drużyny, niech były włodarz Księstwa Polskiego w pokoju spoczywa, ale wątpię, czy on prawdziwie poznał Boga za życia (żywię bowiem szczerą nadzieję, że przynajmniej po śmierci zaznał ukojenia). Czuję się nagle bardzo nieszczęśliwy pośród tych ochrzczonych pogan, pochylających głowy przed arcybiskupami, a odmawiających modły ku czci bożkom-demonom. Ach, chrześcijaninem trzeba się chyba urodzić z matki chrześcijanki, jakiekolwiek przechrzty bawią się tylko w teatrzyki, niczym aktorzy odgrywający misterium na Wielkanoc.
Jestem tak oburzony, że dopiero po chwili dociera do mnie fakt, iż Nefjólfr ośmielił się zwrócić do mnie tak poufale, niczym członek najbliższej familii. A niech mu będzie! Pozwalam mu odebrać sobie butelkę, siląc się, by mój wyraz twarzy oddawał absolutne poczucie urażenia. To chciałeś powiedzieć, mój przyjacielu? Że teraz na wygnaniu, głodny, sponiewierany, zaszczuty - nie mogę nawet być księciem tytularnym? Ile warta jest ta błękitna krew płynąca w moich żyłach, skoro bez gwardii przybocznych każdy może sobie pozwolić na znieważenie mnie!
- Nie odebrałem wykształcenia z zakresu wypędzania Złego - stwierdzam, wciąż urażonym tonem. - Jeśli masz czelność sądzić, że ze wsparciem swoich bałwanów podołasz, czyń swoje czary! - Chociaż ja bym wolał jednak jakiegoś wykwalifikowanego kapłana. Nawet wiejski klecha zdałby się tu chyba na więcej niż Nefjólfr.
Chcę rzucić jeszcze jakąś kąśliwą uwagę, ale zamiast tego zamieram w bezruchu. Szelest dochodzący zza krzaków napawa mnie niepokojem, nie wiem już, czy to moja imaginacja, czy może rzeczywiście słyszę też jakieś złowieszcze pomruki. Zerkam niepewnie na Nefjólfra.
- Słyszysz? Czy to nie jaka... - Ach, i wtedy wyłania się ta potwora! - STRZYGA!!!
Cofam się z przestrachem, jednocześnie jednak próbuję się przeżegnać, dobyć sztyletu (miecza nie noszę, zbyt ciężki dla książęcej ręki) i schować się za mojego warega, ostatecznie tylko zaplątują mi się ręce i nogi i potykam się o jakiś zagubiony korzeń. Nie padam jednak haniebnie na ziemię, w ostatniej chwili łapię Nefa za ramię i odzyskuję równowagę.
Wtem ten szatański pomiot ku mej konsternacji ludzkim głosem przemawia. Marszczę brwi i przyglądam się strzydze przez chwilę.
- Abhainn? - Gdy dociera do mnie, z kim mam do czynienia, nie wiem, czy bardziej chcę się roześmiać z ulgi, czy ofuknąć dziewkę za to, że tak na nas wyskakuję zza kniei, jak jakaś dzika bestia! - Co tu robisz? Jakżeś tu trafiła? - Decyduję się jednak poruszyć wyciągniętą przez nią kwestię. - Kto zostawia czarnomagiczne artefakty tuż pod nosem niewinnych przechodniów? - pytam, czemuście się tak uparli, że to wszystko jest moją winą? - Jeśli ktokolwiek zapyta o mój osąd, uważam, że dama Ravenclaw jest równie odpowiedzialna jak i ja - kończę, dla potwierdzenia moich słów kiwając głową.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...
Wiek : 15 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi
Zawód : błędny rycerz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Las Måneström   Wto Cze 30, 2015 7:12 pm

Samżeś bałwan, książę! Miast złych duchów, Nefjólfr mości pana przeklinać w myślach zaczął. Jakże tu z takim chrześcijaninem rozmawiać, jeśli słowa, jak groch od ściany, odbijają się od niego? Jak żyć? Jak dbać o niego, skoro wszystkie dobre uczynki w podszepty diabelskie zamienia? A nie taki poganin zły, jak go malują! Niestety Lambert z zacofanego, w ciemnościach pogrążonego kraju pochodzi, umysłu na nowe otwierać waszmość nie chce, zatem i bałwaństwo myśli mu zatruwa, jako to licho co zagadkową butelczynę zamieszkiwać mogło. Może i lepiej byłoby oddać ją na powrót puszczy? Tedy i kłopotu by nie mieli, i duchów lasu nie prowokowali.
- Aha.
Nefjólfrowe „aha” więcej znaczyło niźli tysiąc słów. Mieściło wszystką gorycz, całą niewypowiedzianą, a tlącą się w zmrużonych oczach złość, wszelkie inwektywy, co ich Lambert swoimi nieskalanymi uszami słuchać nie powinien. A przede wszystkim zrozumienie. Zrozumienie, że książę li jedynie księciem jest, żadnym władcą potężnym, żadnym klechą, żadnym – brońcie wszyscy bogowie! – szarlatanem, nie musiał przeto demonologicznych nauk pobierać, bo i belzebuby chociażby oka zawiesić na nim by nie chciały.
Juże chciał się wareg ruszyć z miejsca, juże wędrowanie na nowo podjąć, boć na widoku czarować nie wypada, ale szelest niepokojący go doszedł. Zerka jeszcze na księcia, czy to nie on zaczął odprawiać swoje chrześcijańskie modły na odegnanie nieszczęścia, lecz takoż w bezruchu zastygł, zatrwożony niespodziewanymi odgłosami. Jak dziewka jaka, szlachetnie urodzona, co leśne straszydła z opowieści nianiek zna.
- Baldurze, litości i mądrości ześlij – westchnął ze zrezygnowaniem, sprawdzając, czy mu książę nie upadł jednak, czy wciąż resztki dumy i honoru trzymały w pionie jaśniepańskie ciało, czy wstydu mu żadnego za plecami nie narobił. – Żadna to strzyga… – Ale słowa już zatonęły w dziewczęcym wrzasku, zatem Nefjólfr darował sobie kolejne wyjaśnienia. Okazały się zbędne. Nikt nie zwracał się do jego księcia w podobny sposób, jak ta bardowa córa, która towarzyszyła im w podroży po Wielkiej Wyspie. Nikt takoż nie podnosił głosu jak ona. Musikiem była to Abhainn. Żadna strzyga – Jaśnie Panu za dużo czarów i czortów w głowie. Żaden to też ratunek dla nich. Nie o nią prosił bogów. Poza wrzaskami i płoszeniem zwierza (i każdego innego złego) nie będzie z niej pożytku choćby znikomego.
Podparł się pod boki, głowę w górę zadzierając. Czego mógł się po kapryśnych bożkach spodziewać. I po jednym Bogu chrześcijańskim, co wszystkich modłów wysłuchiwać nie może, bo to żaden litościwy bóg, skoro swoich rycerzy na własne podobieństwo tworzył. Biada wszystkim, jeśli czuwa nad nimi wszechmocny Lambert.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Las Måneström   

Powrót do góry Go down
 

Las Måneström

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Måneström :: Okolice-