Bar „Windmill Inn”

avatar
PisanieTemat: Bar „Windmill Inn”    Pon Gru 29, 2014 12:38 am

Bar „Windmill Inn”
Jak na whisky, to do Windmill, każdy to wie. Nigdzie nie podają też lepszej pieczeni z dzika. Ściany pokryte boazerią, wysokie świece wzdłuż baru i na każdym stoliku i jeszcze wyższe kufle z piwem. Zakład prowadzi małżeństwo irlandzkich imigrantów, więc największą atrakcją dla turystów są mieszkające między kegami z piwem leprechauny, które obrzucają wchodzących złotem, jeśli zastanie się je w lepszym nastroju. Za kelnerów robią w Windmill stare miotły (dosłownie) i stojaki na płaszcze. Zamówienia przyjmują fajansowe świeczniki mówiące z mocnym irlandzkim akcentem. Głównym źródłem światła w pubie jest ognisko płonące w dziurze wydrążonej wprost w kamiennej nierównej posadzce. Co środę właściciele organizują potańcówki, do których przygrywa lewitująca nad ogniem samogrająca kobza niegdyś należąca do mistrza Angusa Connery’ego.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Belfast, Irlandia Północna
Wiek : 25 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : ubogi
Zawód : producent kufrów

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Czw Mar 19, 2015 9:58 pm

Gdzie indziej mógłby szukać odrobiny domu, jeśli nie tutaj? Kiedy otwierał swój sklep, O'Connorowie, którzy prowadzą to miejsce, byli ptak naprawdę ierwszymi ludźmi u jego drzwi. Wyściskali go jakby był cudownie odnalezionym synem, a potem zaprosili na obiad. W sumie dalej często go dokarmiają, a do tego rzadko kiedy przyjmują od niego pieniądze za zakupiony w barze alkohol. W końcu: my Irlandczycy musimy się trzymać razem, nie? W zamian zrobił dla nich już trzy zaczarowane kufry, istne arcydzieła magicznego stolarstwa. Jednego używali zdaje się zamiast sejfu. I słusznie. Aiden był dobry w tym co robił, więc jeśli obiecywał, że nikt się do kuferka nie włamie, to faktycznie nikt tego nie zrobi. Czasem pomagał też organizować większe wydarzenia i wyrzucał z baru rozrabiających klientów. Sheridan przecież lubił czuć się potrzebny.
Siedział właśnie nad szklaneczką whisky i z rozbawieniem przyglądał się jak drobna pani O'Connor wykłóca się ze swoimi leprechaunami o nieustanny bałagan w ich kwaterach. Przynajmniej z większością z nich, bo jeden ze skrzatów, chował się za Aidenem i półgłosem obiecywał mu wszystkie skarby świata za utrzymanie tego bezpiecznego bastionu. Młodzieniec tylko uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową nad swoją szklanką. Kieszeń jego kurtki zrobiła się ciężka od skrzaciego złota, które za kilka minut wyparuje, ale i tak miło było choć pomarzyć o tym, że jest to rzeczywistość. Wciąż mu się nie przelewało, ale nie było co marudzić. W każdym razie - na pewno nie teraz, gdy wieczór taki młody, a towarzystwo miłe. Właściciele krzątali się po sali i za barem, skrzaty, które zebrały już swój srogi opieprz, piły teraz na spółkę dwa piwa i szybko wracał im dobry humor. Goście dopiero zaczynali się pojawiać i póki co przy barze pan Sheridan był jedyny. W tle szumiało magicznie podrasowane radio, które łapało stacje z domu i zawodziło znajomymi kawałkami. Aiden od czasu do czasu wymieniał kilka słów ze swoimi gospodarzami, szczęśliwy, że może to uczynić w rodzimym języku. Choć zdążył już nawet polubić norweski - i podobny do niego szwedzki - mimo wszystko to nie był macierzysty język. Gdy żyje się z dala od domu, nagle takie rzeczy urastają do rangi najistotniejszych. Dno szklanki mrugało do niego odbijając światło świec.
- Jeszcze jedną Ognistą, bądź tak dobry - poprosił, popychając pustą szklankę do barmana i wyciągając rękę po kolejną.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Sob Mar 21, 2015 5:18 pm

Ostatnie kilka dni nie należały do najlepszych w moim życiu. Nie powiem, żeby w przeciągu tych dwudziestu kilku lat jakoś wybitnie wiele dni było dla mnie czarujących, jednak ostatnio tendencja spadkowa leci na łeb na szyję. Staram się jak mogę sklejać te swoje rozbite życie z powrotem w jedną całość, ale albo jestem w tym temacie upośledzona, albo ten wazon to jakaś cholerna mozaika turpisty o nikłym poczuciu stylu. Wszystko jeden chuj i nawet nie próbujcie mi wypomnieć ostrego języka. Co robię w irlandzkiej knajpie? Nie wiem, chyba podświadomie wybieram lokale, w których nie wpadnę na nikogo znajomego. Nie zobaczę wymownych spojrzeń, nie usłyszę niewybrednych uwag. Po prostu będę mieć przez chwilę czystą kartkę. Kończy się już czas na czyste kartki, Lulu. Zawsze byłam szczególnie poukładaną osobą. Miałam wiecznie dokładnie dopięty plan na przyszłość i nie istniała na ziemi siła, która mogłaby mnie wybić z rytmu. Szanowałam czas swój i innych w związku z czym nie pozwalałam sobie na zawirowania w tej materii. Niestety, zawirowanie pozwoliło sobie rozpierdolić mi wszystko i miało na imię Elmo. Ostatnio staram się zbyt dużo o nim nie myśleć, co jest trudne ze względu na to, że noszę jego dziecko w sobie.
Dziecko.
Jestem matką.
Kolejny powód do pojawienia się w Wiatraku. Na wszystkich bogów, jestem przecież matką. Potrzebuję whisky. Dobrej, leżakowanej w dębowych beczkach, pachnącej procentami i wiśnią. Blizny w kształcie zębatek i symboli wyrytych na drobiazgach, które wyciągałam z ognia, wciąż błyszczą się rumianym kolorem na moich dłoniach. Nawet kiedy próbuję udawać, że o tym nie myślę to jednak trudno jest udawać, że ich nie widzę. Albo nie czuję. Przekraczając więc próg lokalu pozbywam się resztek godności. Chowam logikę po raz kolejny do kieszeni, odpowiedzialność zostawiłam w domu, dojrzałość emocjonalną u Elmo w lofcie, jestem gotowa. Garść złotych monet ciąży w mojej kieszeni, więc dziś również, tak jak wczoraj i dzień wcześniej, wyjdę stąd na czworaka. Wstydzę się trochę przed sobą przyznać, ale to chyba jakaś moja wewnętrzna zemsta. Jakie to dziecinne to nawet nie próbuję w tym momencie porównywać. Dlaczego to robię?! On może niszczyć sobie i mi życie, dlaczego muszę mu jeszcze w tym pomagać? Pełna tak pozytywnych myśli, zasiadam w końcu przy barze obok nieznanego mi jeszcze blondyna o sympatycznej gębie i uśmiechając się do niego całkiem szczerze, serio, klepię kontuar. No co tam, chłopaku?
- Ja też poproszę! - Taka ze mnie dziarska dziewucha. Czemu mam się tu użalać nad sobą sama, skoro jakiś wesołek może mi umilić czas niedoli.
To wszystko hormony. Na stówę. Na sto stów.
Jestem o tym przekonana.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Belfast, Irlandia Północna
Wiek : 25 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : ubogi
Zawód : producent kufrów

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Sob Mar 21, 2015 8:20 pm

Jego stopa podrygiwała w rytm skocznej melodii płynącej z radia, a dłonie ułożone płasko na barze raz po raz uderzały w drewniany blat, wtórując wybijanym rytmem. Humor zdecydowanie mu dziś dopisywał. A robiło się jeszcze lepiej, bo oto właśnie, krzesło obok zajęła jakaś ładna panienka. Na oko w zbliżonym wieku, ewidentnie tutejsza. Specyficznej urody kobiet północy, nie dało się z niczym pomylić. Blade, jasnowłose i jasnookie. Choć fizyczne różnice nie były aż tak wyraźne jak te duchowe - inny krąg kulturowy, te sprawy. Z każdym kolejnym dniem w Norwegii dostrzegał wyraźniej odmienność między nimi, a swoimi.
Dziewczyna uśmiecha się do niego, więc Aiden bez zastanowienia odpowiada podobnym, choć zdecydowanie dużo szerszym uśmiechem. On chyba nie umie uśmiechać się inaczej, niż właśnie tak - szczerząc wesoło komplet zębów. Przygląda się dziewczynie krótko i od razu stwierdza, że jej podejście bardzo mu się podoba. Wieczór zawsze upływał milej, gdy było do kogo otworzyć usta i zamienić kilka słów (w miarę upływu czasu coraz bardziej bezsensownych). Barowe rozmówki należały do zaszczytnego grona rozrywek najmilszych jego irlandzkiemu sercu. Plasowały się gdzieś pomiędzy tańcem, a obrzucaniem błotem Wielkiej Brytanii.
- Hej! - zakrzyknął wesoło, unosząc swoją szklankę do toastu. Szkło zastukało przyjemnie, Aiden upił spory łyk i z trzaskiem odstawił drinka na bar. - Podoba mi się twoje podejście, laleczko - oznajmił radośnie w perfekcyjnym norweskim, z delikatnie tylko słyszalnym obcym akcentem i dość oczywistym wtrąceniem po angielsku. To była jego cecha rozpoznawcza: przedziwne przezwiska nadawane rozmówcom, zwłaszcza tym płci żeńskiej. W Irlandii dama nazwana przez niego babydoll i obdarzona jednym z tych radosnych uśmiechów, zwykle wybuchała śmiechem i rumieniła się uroczo. Tutaj zdarzyło mu się już oberwać kilka razy czy to zaklęciem, czy po twarzy, ale nie wyglądało na to, by zamierzał zmieniać swoje przyzwyczajenia. Skandynawki były trochę zbyt przewrażliwione jak na jego gust. Oby ta się nie przestraszyła. Nie powinna! - Pierwszy raz w Windmill? - kontynuował, chcąc podtrzymać konwersację. Melodia płynąca z radia się zmieniła, a on kontynuował wystukiwanie rytmu palcami na szklance.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Nie Mar 22, 2015 5:50 pm

Unoszę brwi na tę laleczkę. Dawno mnie nikt laleczką nie nazywał, w sumie, to chyba nigdy, ale jest mi dziś tak wszystko jedno, że chyba się cieszę nawet z tego zwrotu, więc szczerze zęby w uśmiechu i otrzymawszy swoją szklankę stukam nią wesoło w twoje naczynie. Słyszę w głosie naleciałość jakąś, małą ale wyraźnie nietutejszą. Zaraz jednak kiedy wymawiasz nazwę tego lokalu z perfekcyjnym wyspiarskim akcentem wszystko staje się raczej jasne.
Czy tu bywam? Kolego. Jestem tu trzeci dzień z rzędu! Taka ze mnie szalona imprezowiczka, nic nie poradzę, chyba coś zapijam. Na pewno coś zapijam i są to moje emocje. Potrafię teraz raczej bezmyślnie się uśmiechać i rozmawiać o bzdurach, więc nie powinnam obciążać ci za bardzo zwojów myślowych.
- Tak jakby - odpowiadam mimo wszystko, bo nie chcę ostatecznie wyjść na jakąś alkoholiczkę, a z drugiej strony każdy raz to pierwszy raz, kiedy zasiadasz do stołu w towarzystwie alkoholu. Poza tym, ciebie widzę pierwszy raz, więc trochę sobie dopowiadam. - Stały bywalec? - kontynuuję rozmowę i bardzo chcę już wypić jednym haustem zawartość szklanki, tylko widzę, że patrzysz, a ja jestem dziś chyba trochę damą, a damy nie łykają ognistej jak wody po joggingu. Choć ognista jest mi trochę wodą, mam organizm zmęczony emocjonalnym maratonem. Muszę pić, napić się, nawodnić i odwodnić, wyczyścić, wypłukać, kompletnie zresetować. Potrzebuję... - Jestem Lejka - dodaję, bądźmy kolegami, obcokrajowcu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Belfast, Irlandia Północna
Wiek : 25 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : ubogi
Zawód : producent kufrów

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Nie Mar 22, 2015 6:40 pm

Pan Sheridan przygląda się jasnowłosej laleczce i zastanawia się, co ją ściągnęło do irlandzkiego pubu. Często się nad tym zastanawia, bo klientela tego miejsca bywa niewiarygodnie zróżnicowana: od miłośników taniego piwa i irlandzkiej muzyki, po smakoszy whisky i zaciekawionych przechodniów, którzy wchodzili raz i często nie wracali. Nagminnie więc przyglądał się innym gościom i próbował zgadnąć czemu tu byli. O to czemu on tu był nie trzeba było w sumie pytać, bo pasował przecież do wystroju jak część dekoracji. Może nawet był czymś w rodzaju atrakcji - Irlandczyk zabawiający gości rozmową w ich rodzimym języku. Pewnie dlatego dostawał drinki za darmo! Układ mu zdecydowanie pasował. Jej nie umiał jeszcze niczego dopasować, ale może potem na coś wpadnie. Może też była jednorazowym, zaciekawionym przechodniem? Nigdy jej tu wcześniej nie widział, ale to by się zgadzało, skoro wczoraj i przedwczoraj cały czas przesiedział w pracowni. Dziś był wieczór na odpoczynek.
- Tak jakby - powtarza jej słowa i wzrusza lekko ramionami, bo nic innego nie przychodzi mu do głowy. - Trochę przypomina dom - dodaje jakby w ramach wyjaśnienia i nie trzeba tłumaczyć, że ten dom to nie cztery ściany, kuchnia i kibel, bo przecież nie wychował się w barze (a szkoda), ale coś większego. To jego Irlandia, ale wyostrzona, intensywniejsza. Jakby zielona wyspa była zupą, którą ktoś zbyt długo gotuje i cała woda odparowuje, a na dnie zostaje tylko sól. Niby obleśne w smaku, ale jak nie masz wyboru to zjesz, bo nie masz nic innego. Więc Aiden nie marudzi i cieszy się tą namiastką ojczyzny, którą O'Connorowie sprzedają zimnolubnym tubylcom.
- Aiden - przedstawia się jej z niegasnącym uśmiechem, wzdychając cicho pod nosem. - Lejka to zdrobnienie, nie? - pyta ze szczerym zainteresowaniem, bo wszystkie te ich imiona brzmią tak obco i ekstrawagancko. Upija łyk ze swojej szklanki i smuci się w duchu, bo zdecydowanie zbyt szybko zbliża się do jej dna. On też trochę coś zapija, ale nie sprintem, a w maratonie. Powoli kropla, po kropli. Dużo tęsknot musi regularnie topić, by móc się tak non stop radośnie uśmiechać. Taki już jest żywot Aidena Sheridana.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    Pon Mar 23, 2015 5:39 pm

Mógłbyś mnie stąd zabrać, chłopaku, wiesz, poszłabym za tobą, idźmy gdzieś. Mam plany, powiem ci szczerze, znaczy nie powiem, ale myślę o tym, patrząc na twój nietutejszy profil i uśmiechając się wesoło. Nie jest mi wcale wesoło, ale dawno nauczyłam się uśmiechać jak dureń. Poszłabym gdzieś w obce miejsce z obcym tobą robić nowe zupełnie rzeczy i chyba teraz przychodzi mi do głowy to rozwiązanie, którego szukałam od jakiegoś czasu w przeźroczystych dnach butelek i dźwięku tłuczonego szkła, gdy szklanki wyślizgiwały się ze zdrętwiałych palców.
- Dom? - Unoszę brwi, co? - Jesteś synem młynarza? - Brawo, Lejka. Już gadasz głupoty. Może te kilka drinków w domu przed przyjściem tu nie było dobrym pomysłem. Zaraz sobie nalewam trochę tej wybornej whisky, żeby spłukać z języka ten cudownie wyborny żarcik i uśmiecham się. - Irlandczyk! - Mam nadzieję tylko, że uratuję swój honor.
Czy ja mam jeszcze jakiś honor?
- Aiden. Miło mi - powtarzam jego imię i zawieszam się. Skądś znam to imię, ale jeszcze nie pamiętam skąd. Może już nie pamiętam? Może nigdy sobie nie przypomnę. - Lululeica. To nie do końca skandynawskie imię, też nie jestem zupełnie stąd. - Ale jak dobrze się maskuje! Właściwie wyglądam na rodowitą Norweżkę, albo Finkę, bo Norweżki nie są zbyt ładne, a ja słyszałam tyle razy, że jestem śliczna. Często moje ego nie wspomina, że zazwyczaj szeptali mi to ludzie w lekkim upojeniu alkoholowym, bo przecież śliczna to śliczna szczegóły się nie liczą.  - Pochodzę z Węgier. - dodaję więc, czarująco mrugając oczami, cobyś ty tez mi to może powiedział. Miło słuchać komplementów. Mogłabym ci kilka dobrych sprzedać, wiesz. - Chodźmy się może przewietrzyć, co? - mówię, po czym ciągnę go na zewnątrz baru.

Lululeica i Aiden z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Bar „Windmill Inn”    

Powrót do góry Go down
 

Bar „Windmill Inn”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Szalonej Brunhildy-