Magiczne stragany

avatar
PisanieTemat: Magiczne stragany   Pon Gru 29, 2014 12:44 am

Magiczne stragany
Stragany utworzone zostały niemal dwie dekady temu, gdy czarodzieje i czarownice postanowili wzbogacić się na rozprzestrzeniającym się niczym zaraza strachu. Na stoiskach znaleźć można wszelkiego rodzaju amulety, eliksiry czy księgi zaklęć, które ponoć mają chronić przed najbardziej niebezpiecznymi odłamami czarnej magii. Choć większość wystawionych na sprzedaż przedmiotów jest zupełnie bezużyteczna bądź też, co gorsza, wysoce niebezpieczna, to na łowców przedmiotów czekają prawdziwe perełki, których nie można znaleźć w żadnym innym miejscu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Pon Mar 23, 2015 4:37 pm

Snuje się po ulicach jak dym po pożarze, zapach nieszczęścia, które wydarzyło się już jakiś czas temu. Jak żałoba, która z reguły nie podlega żadnym dyskusjom, wyparta, gdzieś jednak rzuca sie w oczy gdy przekraczasz mostem rzekę i patrzysz na płynące dołem statki. Wspomnienie. Jest swoja jednoosobową żałobą pozbawioną powodu, czarnym sercem z czarnym pustym smutkiem w środku, ubranym w zbyt wiele materiałów, z całym ciałem pokrytym farbą, pudrem i przekleństwami. Nie zna tych miejsc, a jednak wie dokąd idzie. Uczucie posiadania wspomnienia, którego sie właściwie nie pamięta budzi w niej niepokój, jednak pod taką warstwą makijażu nie widać już żadnych emocji. Pogoda staje się już co raz lepsza, a jednak chowa się po nos w plątaninie czarnego szala.
Wstąpiwszy między stragany zwalnia swój ślizg. Po coś tu ją nogi przywiodły i choć nie jest pewna po co, to jasne oczy przewiercają się przez każdą z mijanych twarzy, każdy z widzianych przedmiotów. Ocenia odległości między stoiskami, ilość ludzi, zagęszczenie na metr kwadratowy. Cztery metry do bocznej ulicy, dwóch starszych czarodziejów, jeden z blizną na dłoni w miejscu w którym zazwyczaj rośnie ludziom mały palec. Mruży powieki, szpony i suszone krucze nóżki postukują cicho na wietrze, włosy szeleszczą pod materiałem kaptura podpowiadając jej dokąd iść, o czym myśleć, czego tu dziś szukać.
Przy jednym ze stoisk wymalowana na czarno dłoń powoli wysuwa się z kieszeni, ostrożnie, jak łasica wychylająca czubek wąsów z nory, Nana obserwuje ruch, obserwuje kątem oka mijających ją ludzi, sprzedawcę żującego kulkę tytoniu, kolorowe pudła, którymi zastawiony jest blat, bezużyteczne tomiska postarzone zaklęciami, by wyglądały na bardziej autentyczne. Ocenia, mierzy, analizuje, wie, że to nie jest towar, który może jej się do czegokolwiek przydać, łasica znika znów w przepastnej kieszeni.
Lawiruje z wolna między blatami i wieszakami, trzeszczy stawami, szura materiałem, amulety podzwaniają jej w odpowiedzi pozdrawiając starą przyjaciółkę.
Spędziła swego czasu kilka miesięcy w zaginionej oazie na składaniu amuletów z klątwami, kuca więc przy jednym z wyjątkowo obwieszonych stojaków i bardzo sprawnie przegląda jego zawartość. Palce jak małe odnóża przebierają w paciorkach, koralikach, podzwaniających kawałkach blaszek i polerowanych kostkach różnych kształtów. Większość jest bezużyteczna, część obłożona zwykłymi zaklęciami pomyślności, te srebrne odganiają złe duchy - może to poznać bo parzą ją w opuszki palców nim zdąży zauważyć runiczne symbole wytłoczone na ich lśniącej powierzchni. Nie przestaje jednak, wyciąga z kieszeni drugą rękę i zagłębia się w pęki rzemieni. Czuje na sobie badawczy wzrok sklepikarza i jakiegoś eleganckiego mężczyzny z którym ów prowadził dyskusję. Słyszy, jak urywa w pół zdania i choć nie specjalnie skupiała sie na treści ich dysputy zwalnia swoje poszukiwania by powoli podnieść na nich wzrok. Nie zna ich wcale, stoją od niej ledwie pół metra, jeden opiera się o wielki stary kufer, który pachnie czymś co znała. Czymś złym. Znów mruży oczy, a włosy szeleszczą jej pod kapturem przepowiadając złą nowinę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Sob Kwi 04, 2015 7:04 pm

Tandetne świecidełka. Drogie, jedwabne szaty. Piramidy klatek, w których niewielkie hybrydy domowych, mugolskich zwierzątek z mało bezpiecznymi stworzeniami magicznymi szamocą się, próbując rzucić do gardeł przechodzącym obok potencjalnym kupcom. Naprędce warzone mikstury na każdy z twoich problemów. Prawdziwie tureckie latające dywany, zwrotów i reklamacji nie przyjmujemy. Ludzie, ludzie, ludzie. Tabuny pasożytów, pięknie opakowany wirus. Zaraza bez krztyny ogłady wpisanej w rodowód, w wewnętrzny honor, w poczucie własnej godności. Nie tęskniłem ani sekundy. Przez wiele długich, skąpanych w ekstazie dni nie zapragnąłem pojawić się w tym pełnym brudu i niegodziwości miejscu, za bardzo przyzwyczajony do luksusu, jaki nagle mi ofiarowano. Nawet mury sabatowej rezydencji wydają się być mniej wypełnione nieprawością niż każde z magicznych stoisk, niż wąskie ścieżki pomiędzy straganami, chytre uśmiechy wiekowych sprzedawców, którzy wydają się wiedzieć więcej aniżeli widać to po nich na pierwszy rzut oka. Nie wiedzą jednak nic, jedynie tak perfekcyjnie grają swoje role. Nikt nie chce kupować nadgryzionych zębem czasu papirusów u przyjemnie uśmiechającej się blondyneczki, nawet pomimo tych jej czarnych jak wnętrzności kota oczu. Nikomu do głowy nie przyjdzie podejść do starowinki przemierzającej targowisko z wisiorkami radośnie podzwaniającymi na każdym kroku, akompaniując nuconej pod nosem piosnce. W tym miejscu uśmiech zabija cały – wyimaginowany – czar. Stajesz się nikim będąc życzliwym. To pełne podejrzliwości i wrogości spojrzenia mają czynić cię kimś ważnym. Gówno prawda. Może przyciągacie najwięcej klienteli, ale dla mnie jesteście równie wartościowi, co większość sprzedawanego przez was, trefnego towaru. W większości z was nie ma pasji, nie macie historii, nie macie sekretów, nie macie wiedzy o zaklęciach, których nawet martwy człowiek nie powinien znać, nie wiecie, gdzie mógłbym je znaleźć. Maskujecie swoją ułomność, zostawiając na widoku tych, którzy próbują zwrócić na siebie jak najmniej uwagi. Nie dziękuję. Biorę, co należy do mnie, do Yngviego, do Sabatu, was zostawiając na wpół obłąkanych, będących kulą u nogi dla swoich rodzin, dla siebie, dla nabywców waszych zaczarowanych błyskotek. Szybko stąd znikacie, zastępowani kolejnymi marionetkami, których sznurki plączą się tak samo szybko jak wasze. Nie zostaniecie zapisani nigdzie, rozpływając się w dusznym, cuchnącym ostrym kadzidłem powietrzu waszych straganów.
Lekkie, stanowcze pociągnięcie za pęk skołtunionych wspomnień, by wyplątać z tego bałaganu jedną, konkretną myśl. Drugie, by uporządkować je tak, byś przez dobre dwa miesiące nie był pewny, jak się nazywasz, gdzie mieszkasz, czym się parasz, czy na pewno powinieneś wciąż kochać tę pulchniutką bibliotekarkę, czy może właściwszym posunięciem byłoby z jej żył stworzyć śliczną, ażurową narzutkę dla księżnej Norwegii. Zakorkowuję fiolkę niemal pękającą od lśniącego metalicznie dymu. To była ostatnia chwila, by uratować prawie zapomnianą przez sędziwego krawca receptę na antidotum przeciw veritaserum. Nie powinienem kwestionować istnienia czegoś, co może być kluczem do bezbolesnego przejścia przez niezastąpiony dotychczas wykrywacz kłamstw, lecz nie wierzę, że dotychczas nikt nie kwapił się, by sprawdzić, czy podobne cudo nie istnieje, by nie stworzyć go samemu. Dopiero teraz. Gdy naszła ich potrzeba. Znaleźli. To. Pył na wietrze.
Pył we włosach. Pod chustami. Między rozchylonymi wargami. Na rzęsach chroniących mrużone oczy. Hej, nie patrz na nich. Odwróć się w drugą stronę. Czujesz, jak myśli zaczynają przeskakiwać z miejsca na miejsce, jakby w twojej głowie ruszyła olbrzymia machina pełna zardzewiałych zębatek? Pasujesz tu bardziej niż ktokolwiek inny. Gorące, pustynne powietrze drażni mi wewnętrzny węch. Długą drogę przebyłaś.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Nie Kwi 05, 2015 7:46 pm

Podróże kształcą, prawda? Wiesz coś o tym, podróże uczą wrażliwości, pozwalają zwiedzić inny świat, zobaczyć to co poza granicami podwórka. Już od dziecka marzymy o wycieczce tam dalej, kawałek za horyzont, gdzie nasz wzrok nie sięga, a w jego miejsce obraz rzeczywistości podsuwa nam nasza nieograniczona wyobraźnia. Od czasu kiedy pierwszy raz wychodzimy poza podwórko, wyjeżdżamy poza nasze miasto, poza granice kraju, wtedy w człowieku zostaje taka tęsknota. coś nas goni dalej, coś zaprasza, szepcze o przygodach, o obrazach i tajemnicach w zakątkach krajów o których czytaliśmy tylko w książkach.
Też tam była, w tym momencie życia, z tą tęsknotą za obcym, za innym. Pamiętała bardzo niewiele ze swojego życia przed dniem w którym obudziła się w szarym namiocie przeklętych medyków, jednak wiedziała, że nie jest z pustyni. Nawet jeśli nosiła w sobie ducha piramid, ciepło palonego słońcem piasku i zapach suchej kory palmowej wiedziała, że nie była stamtąd. Że przyszła tu, że jest z daleka. Podróż do Skandynawii odkrywała w niej zakamarki wspomnień, których istnienia nie znała jednak bliżej jej było do nieudolnego poszukiwacza skarbów, odkopującego małe skrzynki w swoim wielkim ogrodzie życia i głowiącego się nad zakluczonymi zamkami, niż do kogoś, kto wraca w rodzinne strony i wspomina swoje dzieciństwo.
Skrzynek z każdą przemierzoną ulicą miała już w głowie coraz więcej, zabezpieczonych wspomnień całe szeregi, znaków zapytania niekończącą się armię. I choć wszystkie w jakimś stopniu wywierały na niej wewnętrzna presję, to nie budziły ciekawości. Rozum tak twardo siedzący w swoich torach mijał jedynie te mgliste obrazy nie wiedząc czym są, do czego je przypisać i czy mają jakąś wartość. Ważenie wartości wszystkiego było przecież w tym momencie jej zycia najważniejsze. Marnotrawienie energii na czynności nie przynoszące wymiernej korzyści było nierozważne, rozpadające się, sklejane na zaklęcia i mikstury ciało nie nadawało się do żadnych zbędnych, nadprogramowych zabaw. Musiała ważyć każdy swój gest, każde swoje słowo, każdy oddech jakby był tym jednym przedostatnim.
Podróże kształcą, Halbjornie. Na tyle, że bezbłędnie zgadujesz skąd przybyły tu te aromatyczne, ciemne pasy materiału, skąd tu ten zapach, ciepłe-zimne powietrze. Jesteś doświadczony, widziałeś je w swoim życiu. Takie oczy, takie ręce, te malowidła i symbole. Póki jest tyłem w Twoim kierunku wydaje sie byc tylko mglistym kłębem czarnego dymu, pachnącego czymś zupełnie nietutejszym, a całkiem znajomym Tobie. Szeleści cicho, przenosząc ciężar ciała z jednego biodra na drugie kucając tak niemal przy samej ziemi, szeleści znajomo, szeleści jak papier, jak piasek przesypujący się w lnianym worku z kąta w kąt. Kiedy podnosi na Ciebie wzrok jej twarz nie ma żadnego wyrazu, a jednak wiesz, że patrzy prosto w Ciebie. Nie w ten sposób w jaki Ty spoglądasz, kiedy łowisz ludzkie wspomnienia, patrzy na wskroś, jakby umiała spojrzeniem obrać Cię ze skóry, mięśni, rozlożyć na czynniki, przejrzeć każdy cal Twego organizmu, oddzielić wzrokiem ciało i duszę, zważyć ich wartość. Tak patrzy. I to właśnie robi przez chwilę, gdy tak mierzycie się na spojrzenia w tej wyrównanej walce. Palce zdają sie chwile jeszcze przebierać między rzemykami niczym białe pająki, ale widzisz wyraźnie, że straciła zainteresowanie. Pająki też juz nie skupiają się na symbolach, na wadze koralików i choć zaciskają się ostatecznie na jednym z nich, prostując się z klęczek w ogóle nie zwraca uwagi na to co wyciągnęła z pęku amuletów, wyciąga niedbale dłoń w stronę sprzedawcy i wyrzuca umazanymi na czarno palcami kilka monet na blat straganu. Materiał ciasno zawinięty wokół przedramion, wokół szyi, az pod same uszy, ciężkie, grube bransolety na nadgarstkach i delikatne, ledwo zauważalne ślady maskującego pudru gdzieniegdzie na szatach. Wiesz o tym, widziałeś taki puder u kogoś na toaletce, prawda? Znajome ślady, Twój mistrz przebieranek miał takich całe stosy.
- Halbjorn Venalainen. - odrobiła lekcje, zapoznała sie z wszelkimi dostępnymi aktami na temat Natalie Venalainen, włącznie z kartoteką jej rodziny - choć trudno ten pliczek papierów nazwać jakąś kartoteką. Venalainen to raczej popularne w Skandynawii nazwisko, Sabat nie byl mikro-organizacją szczególnie teraz, gdy piął się w rankingach bezkonkurencyjnie. Widziała tę twarz na jednym ze zdjęć, Halbjorn Venalainen producent najwyższej klasy myślodsiewni. Nie wiedzieć czemu spodziewała się, że akurat przeglądanie fotografii było bezcelowe - po Natalie oczekiwała raczej oczywistej zmiany tożsamości, jednak stojąc twarzą w twarz z członkiem jej rodziny poczuła ponownie, po raz pierwszy od dawna, ekscytację.
Nie pasujesz tu, Papierowy Książę, nawet na twarzy został Ci troche taki niesmaczek, lekkie zdegustowanie otoczeniem, jak bardzo być próbował to przed nią schować. Jesteś tu z obowiązku? Jaki to obowiązek podarował jej ten cenny prezent, którym jest spotkanie z Tobą. Podnosi umalowaną dłoń i wyciąga w Twoją stronę miedziany amulet na szarym rzemyku. Szeptał do niej, brzęczał cicho, wibrował swoją melodią opowiadając jej o tym, jak bardzo nienawidzi każdego swojego właściciela. Znała te wibracje, migotały jak obraz palm na środku pustyni, gdy zaciskasz na takim palce nie jesteś pewien, czy to czujesz, jednak klątwa zostaje z Tobą na zawsze. Tak teraz, patrz Halbjornie, taki drobiazg na przypadkowym straganie, znasz ten kształt prawda? Nie zaskoczyła Cie, choć próbowała?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Pią Kwi 17, 2015 9:19 pm

Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Chciałbym, by w moim przypadku był to pierwszy stopień do wyjścia z niego. Z każdym dniem brnę w jego otchłań coraz głębiej, niemalże na pamięć znam każdy z korytarzy, każdą ścieżkę wyłożoną brukową kostką, każdą mijaną twarz, głosy pełne udawanego szacunku i uniżone gesty. Wątpisz, że to najgorsze miejsce na świecie? Nie rób tego. W swoim przepychu, w bogactwa jakie opływa, w jakich każe ci się topić. To mityczny Tartar. W końcu masz tego dość, chcesz wyjść, chcesz żyć normalnie, poznać świat z jego najgorszej-najlepszej strony, nie mieć niczego na wyciągnięcie ręki, na skinienie palcem, pragniesz być zależnym od innych jednocześnie będąc jedynie sobie samym panem. Ale wciąż nie masz nic. Nie dostajesz niczego poza kpiącym uśmiechem losu. Tu cnotą jest milczenie. Przepaska na oczy. Ślepa wiara w słuszność wyższej idei. To dobre dla niepokornych szczyli, dla zagubionych owieczek, dla szaleńców. Nie dla mnie, chociaż, jak na ironię, perfekcyjnie wpasowuję się w każdy ze schematów. Drażni mnie ta myśl. Do tego stopnia, że wyciągam ją, mnę i rzucam pod nogi najbliższych przechodniów, gdzie jej właściwe miejsce; gdzie powinno być miejsce każdej rodzącej się w mojej głowie wątpliwości, jaki kiedyś mi powiedziano i jak przypomina się za każdym razem, jakby po tylu wspólnie przeżytych latach, po dziesiątkach wykonanych poleceń kwestionowanie mojej lojalności było czymś na porządku dziennym. Może słusznie, nie mnie to oceniać.
W końcu, jak wszyscy, i ja mam być jedynie jednym z wielu narzędzi do osiągnięcia celu. Wszelkie sentymenty i koneksje odsuwane są na bok, zakrywane ortalionową płachtą, by nie były przeszkodą. Bez względu na wszystko należy zachować profesjonalizm.
Odsuwam się o krok, kręcąc głową. Zabierz to ode mnie. To nie dla mnie, wiemy to oboje. To i jemu podobne świecidełka powinny trafić w ręce mojej siostry, wtopić się w nią całą. Dla takiej chwili tryumfu może mógłbym się nawet przełamać, może chwyciłbym rzemyk między palce, może odgarnąłbym jej włosy i z nabożeństwem zapiął, zdobiąc jej szyję ostatnim aktem braterskiej nienawiści. Tym samym zniszczyłbym twoją zapłatę, prawda? Ile ci za nią dadzą? W ogóle potrzebna ci jest żywa? Przedzieram się przez setki myśli błąkających się po twojej głowie, potykam o obrazy, które większość zmroziłyby krew w żyłach, pajęcze sieci odległych od siebie wspomnień oblepiają mnie, jakby próbowały powstrzymać przed dalszą wędrówką w głąb twojego umysłu. Spogląda na mnie moja własna twarz, tuż za nią wyłania się Yngvi, mgliste fakty z życia Natalie. Wiesz o niej więcej niż ja, przynajmniej o ostatnich latach jej życia. Nie interesuje mnie, w jakim towarzystwie lubiła się obracać, skąd zdobywała wymyślne stroje, gdzie i na co przepuszcza całą swoją fortunę, kto opuszczał jej mieszkanie i z czyich posiadłości wychodziła ona. Im mniej widzę w niej człowieka, tym lepiej mi się żyje. Tym chętniej byłbym w stanie ci ją wystawić, oddać jedynie za obietnicę nieoglądanie jej nigdy więcej. Tak bardzo jest mi droga.
- Zgaduję, że nie za myślodsiewniami zjechała pani taki kawałek świata. – Oczywiście, zgaduję, jakżeby inaczej. Nie szukam twojego nazwiska, nie szukam miejsca zamieszkania, nie interesuje mnie nawet twoja czystość krwi, choć przecież w obecnej sytuacji to powinno mieć największe znaczenie. Nie ma. Ciągłe mydlenie oczu, że przecież wszystko jest w porządku; że nic się nie stało. W pojedynkę, na odległość, bez ujawniania się mogę sprawdzić, kto psuje wzór idealnego systemu. A potem nie szczędzą na mnie veritaserum, by sprawdzić, czy sam nie kłamię. – Jak mogę pomóc? – pytam bez ogródek, ton głosu wyraźnie się zmienił. Mów szybko, cicho; myśl; przekaż wszystko, czego ci potrzeba, nie będziemy grać w podchody, nie ma na to czasu, ja nie mam na to ochoty. Możemy pomóc sobie wzajemnie, wiesz o tym. W innym przypadku rozmawialibyśmy już w innym miejscu, na innych warunkach.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Pon Kwi 27, 2015 12:44 pm

Obserwuje Twoją twarz powoli przechylając głowę. Oczekuje czegokolwiek, nie dostaje nic. Jej wąskie usta rozciągają się w tym mikro uśmiechu kiedy wymownie odwracasz głowę od przeklętego wisiorka. Wciska go do kieszeni, pamiątka na później, takie prezenty można było łatwo komuś podrzucić, a większość stąpających po tym świecie ludzi była na tyle głupia, by zamiast wyrzucić ten drobiazg bez zastanowienia - woli mu się przynajmniej przyjrzeć. A to wystarczy. To zawsze wystarczy.
- Bynajmniej. - władca wspomnień, czy to prawda? Pogłoski krążące wokół Twojej osoby budziły jej żywe zainteresowanie w stopniu większym niż powinny. Rzadko krążyła wokół tego tematu, w okół dziedziny wspomnień, rzadko zastanawiała się jakie prawdy są w niej pogrzebane. Nie tęskniła, nie brakowało jej niczego, a jednak w chwilach takich jak ta, gdzieś echo tego dzwonu pobrzmiewało jej w głowie. Mówili, że potrafisz wygrzebać z człowieka wszystko. Na wspomnienie tych słów jej ostry uśmiech znów lekko drży, umiesz? Ponoć czegoś już na niej próbowali, tylko nikt nigdy nie przyznał, czy miało to w czymkolwiek pomóc, czy raczej zaszkodzić w ewentualnych działaniach mających na celu odszukanie prawdy. Był tam też ten drugi lokator, tylko... czy on miał wspomnienia.
- szukam koleżanki sprzed lat. - mówi, kłamie, choć przez głowę przetaczają jej się obrazy Natalie, której organy wewnętrzne wypływają nosem, obrazy sześciu pergaminów od zleceniodawców, w których ktoś postarał się by dokładnie opisać jak powinna zrywać z niej skórę, jakim zaklęciem powinna doprowadzić ją do obłędu, jak ją złamać, zniszczyć i przyciągnąć za włosy prosto pod drzwi pragnących zemsty ludzi - Długo niewidzianej. - polowała na nią już kilka miesięcy. Stanowczo zbyt długo jak na takie zadanie, zbyt długo jak na głupią kwokę na jaką się kreuje Twoja siostra. Ale Mabrouk była cierpliwa, spokojna, jak rybak stojący po kostki w jeziorze, rzucała zanętę od niechcenia obserwując błyskające pod powierzchnią łuski odbijające promienie słońca.
Możesz jej pomóc, możesz jej przeszkodzić, możesz nic nie robić, ale i tak osiągnie w końcu swój cel. Nie pamiętała by umiała coś innego, nie wiedziała, czy umiała kiedykolwiek robić coś lepiej niż znajdywać i patroszyć.
Och bo uwierz lub nie, ale to nie fizyczne patroszenie organów było w tym wszystkim najgorsze. Najgorsza była utrata osobowości. Mabrouk była kolekcjonerką, wysysaczem duszy, opętanym człowiekiem-dementorem. Nie to w jej długiej liście zleceń zakończonych sukcesem było najgorsze, że mogła skrzywdzić ofiary fizycznie - co robiła niemal zawsze- jednak to, że z niepokojem można było dopatrzeć się pewnego schematu. Im dłużej polowała, im sprytniej ktoś się ukrywał, im trudniejszą był zagadką, tym gorzej kończył. Obłędy, nerwice, depresje, zapaści, zaburzenia dwubiegunowe, jak kończą ludzie, którym ktoś bez zapowiedzi wyrwie kawałek duszy? Zapadają się w szaleństwie, obłąkani, odizolowani, niezdolni żyć w żadnych warunkach tak bardzo pragną posmakować błogosławionego końca. Kryształowe fiolki grzechoczą w jej kieszeni, a szare oczy mrużą się lekko. Chodź, Venalainen, zapolujemy na Twoją siostrę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   Nie Maj 03, 2015 3:10 pm

Władca wspomnień? Czy to nie zbyt pompatyczne określenie? W ustach – myślach – kogoś innego mogłoby być równie dobrze oskarżeniem; mogłoby stać się wyrokiem skazującym, ostatecznym gwoździem do trumny. Drażnisz tym moje ego w sposób, który choć w pierwszych chwilach wydaje się być przyjemny, potem jest już tylko uczuciem nieznośnego swędzenia. Od wewnątrz. Maltretowania mięśni, zgrzytania kość o kość, jest jak puch muskający najbardziej wrażliwe miejsca, do których nigdy nie będzie miało się dostępu, by zabrać to, co niewygodne. Czy to jedno z twoich osławionych już powitań? Wieści niosą się wyjątkowo szybko, Neo Asgard i Protagoniści próbują wyciągać po ciebie ręce. Jedni, by wcielić cię do swojego boskiego panteonu, drudzy, by wyciągnąć z ciebie wszystkie informacje. Ale ty nie dasz się nikomu tak łatwo. Jesteś Pustynną Wiedźmą. A ja? Nie, Nano Mabrouk, ja nie władam wspomnieniami. Chociaż wierni i niebezpieczni to jednak marni z nich poddani. Brak odpowiedniej pielęgnacji, niepoświęcanie im należytej uwagi sprawi, że znikną jakby nigdy ich nie było. Zbieram je. Jestem kolekcjonerem, jak ty. Szalonym, fanatycznym poszukiwaczem, który nie cofnie się przed niczym, by sięgnąć po obiecany, upragniony skarb, dla którego zjechał cały świat i stanął na jego krańcu i postąpi krok do przodu, wchodząc na ścieżki nieopisane na żadnych mapach. Jak teraz, kiedy nurzam się w oleistych wizjach pozbawiania życia mojej siostry. Usta rozciąga mi mefistofeliczny uśmiech, z szaloną radością obejrzałbym spektakl z wami w rolach głównych. Wchodzenie do twojej głowy to jak stąpanie po słabo zamarzniętej tafli jeziora, lecz niczym jest to, co widać nad jego powierzchnią od tego, co skrywa się pod kusząco trzeszczącym lodem. Dźwięk ten bezlitośnie kusi, by mocniej tąpnąć nogą, pozbawiając cię jedynej bariery chroniącej od pomieszania myśli. Tak zrobiłbym w innych okolicznościach, obecnie jednak stoimy po tej samej stronie barykady. Wspólna niewygoda, wspólna znajoma – tyle wystarczy, by nawet nie próbować wyciągania broni.
- Kręci się po okolicy. – Dosłownie. Tanecznym krokiem przemierza oslowskie ulice, pantofelkami wystukując na płytkach chodników swoją koszmarną melodię. Wystarczy, że wsłuchasz się uważnie, a usłyszysz ją wszędzie, nawet w najbardziej hałaśliwym miejscu. Nawet tutaj. Zostawia za sobą ślady w każdym zakątku Oslo, jak okruszki, prowadząc do swojej piernikowej chatki, by cię w niej zamknąć. Wielu już się na to nabrało, choć zdawać by się mogło, że przecież nie ma nic do zaoferowania. A jednak ten motłoch ciągle coś w niej widzi. Zaczynają tańczyć wraz z nią dopóki nie opadną z sił. – Podaruję ci ją w prezencie. – Za ten trud. – Ale powiedz, Nano, jak wiele o niej wiesz? – Nie interesuje mnie po co i dlaczego jest co potrzebna, masz swoje zobowiązania, to nie moja broszka. Ciekawi mnie jedynie, co naprawdę kierowało nią, gdy zdecydowała się na powrót w rodzinne strony. Czy to jedynie chęć chronienia siebie przed smrodem gówna, w jakie wdepnęła czy wywołanie skandalu w Grecji to tylko przykrywka. Gestem zachęcam cię, byśmy ruszyli się z miejsca, spróbowali wmieszać się w ten tłum, pomimo że oboje stanowimy wyraźnie odznaczające się wysepki w tym bezkresnym oceanie szarości. Czerń i biel. Koniec i początek.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Magiczne stragany   

Powrót do góry Go down
 

Magiczne stragany

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii-