Cukiernia Vibakae

avatar
PisanieTemat: Cukiernia Vibakae   Pon Gru 29, 2014 12:52 am

Cukiernia Vibakae
Tylko osoba naprawdę kochająca słodkości i potrafiąca wydać wszystkie pieniądze na smakołyki, odwiedza cukiernię pana Vibakae. Wystawność, przepych i bogactwo wychodzą tu z każdego kąta, epatując swym jestestwem. Prócz części sklepowej, klienci mają możliwość wypicia kawy w kawiarence, pod opieką niezwykle uprzejmych, młodych i dobrze wyglądających kelnerów i kelnerek. Nie dziwotą jest, iż najczęściej przybywają tu osoby majętne, wysoko postawione, których kieszeń nie ucierpi za bardzo przy chwili cukierkowej przyjemności.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   Czw Mar 19, 2015 5:16 pm

To już niedługo. To już bardzo niedługo. Jeszcze chwilę, kilka dni, może tygodni, gdy będzie można złapać oddech; gdy wszystko stanie się oficjalne; gdy nie będzie już czego ukrywać. Gdy świat nie będzie podnosił niewidzialnych kotar, by śledzić każdy nasz ruch, a wszystkie nieprawidłowości nie będą już odznaczane czerwonym flamastrem na sztywno ustalonym planie dnia, piętnując nas, jakbyśmy byli wojennymi zbrodniarzami. Nie. Piętnując mnie, ty w końcu nie jesteś za nic odpowiedzialna. Nie musisz obawiać się ich reakcji, nie musisz korzyć się przede mną w poczuciu winy. Ale jeszcze trochę, obiecuję. Nie będzie więcej wymykanie się w środku dnia z niedorzecznych powodów. Nie będzie wybierania mniej uczęszczanych miejsc; absurdalnych pór, w obawie, by ktoś nas nie zauważył. Bo chyba nie tak powinno to wszystko wyglądać. Dlatego dziś jest inaczej. Dzisiaj słońce świeci jasno, a ulicami przechodzą setki osób. Jestem ci to winien. Ten uśmiech, to szczęście i decyzję, co chciałabyś dziś zrobić, gdzie pójść, jak wyglądać, kim się otaczać, czego smakować. Jestem ci winien siebie. Bez strachu, bez lęku, z nieograniczonym czasem, którym możesz dysponować, jak tylko masz ochotę. Ze ślubnymi obowiązkami, które wisiały nad nami już od jakiegoś czasu i które niezwłocznie należy wypełnić, by to szczęście nie przeciekło nam między palcami, nim zdążymy się w ogóle zorientować, że coraz szybciej nam go ubywa. Dlatego dziś mam wrażenie, że wyglądasz piękniej niż kiedykolwiek. Może to dzięki tym spojrzeniom, które zatrzymywałaś na sobie dłużej niż każda inna kobieta na Szalonej Brunhildzie? A może wcześniej, tak zdjęty obawami, nie byłem w stanie widzieć cię naprawdę, choć zawsze byłaś tuż obok? To nieważne.
Pomagam zdjąć ci płaszcz, odsuwam krzesło. Proszę, to wszystko dla ciebie. Choć przez ułamek sekundy kiełkuje myśl, by zażądać wyprowadzenia z kawiarenki smakujących swoje dobre chwile klientów, dławię ją szybko. Nie tak się z sobą umawiałem. Nie tak wyglądałaby normalność, o ile jeszcze na jakąś możemy sobie pozwolić. Kelnerkę podającą nam menu proszę o katalog tortów. To będzie ważny dzień. To już niedługo.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   Czw Mar 19, 2015 7:07 pm


Za każdym razem, kiedy nie było cię obok, bo nie mogłeś, bo miałeś inne sprawy, bo nie mogliśmy akurat wyjść, czułam się jak odstawiony do szafy manekin krawiecki. Stałam więc w swojej willi nieruchomo, przez parę chwil, po prostu chłonąć wdowią energię tego miejsca. Później wychodziłam, na rower, do parku, popatrzeć na fontannę, zakładając maskę, aż nadszedł ten dzień, który wywrócił mi kilka rzeczy, wiesz, jakby fizycznie poprzewracał parę gratów w willi. Wtedy postanowiłam, że każdą chwilę bez ciebie spędzę na porządkowaniu mojego życia tutaj. Chciałam ją poznać, bo przecież nie znałam jej wcale tak, jak chciałam. Dom, w którym mieszkam, taki obcy i znajomy jednocześnie, to apogeum paradoksu, jak wszystko w moim życiu. Zaczęłam od piwnic, przeglądania kartonów, opróżniania ich z niepotrzebnych gratów, które wcale nie należały do mnie. Robiłam miejsce na inne, na te rzeczy, które znosiłam z kuchni, z salonu, z sypialń, z gabinetów. Odkurzyłam i przejrzałam wszystkie książki, odkładając sobie na bok te, które chcę przeczytać. Przejrzałam wszystkie szafy, odkrywając niezliczoną ilość strojów, których mierzeniem nie mogłam się przed nikim pochwalić. Czułam się samotna. Dalej czuję. Jak to jest, że poza tobą nie mam nikogo? Przecież to jest chyba niemożliwe, mieszkać tyle czasu w jednym miejscu i nie znać nikogo? Biegałam w tych zwiewnych sukniach po mieszkaniu, podskakując, z sofy na dywan, z dywanu wspinając się na meble, uważając, żeby nie strącić kryształowych karafek, ale nie było nikogo, kto mógłby się ze mną ścigać. Postanowiłam więc zaadoptować kota. Ale od razu przypałętały się dwa. I to nie byle jakie. Jeden z nich, ma częściowe porażenie mózgowe. Jego, a właściwie jej główka przechyla się na lewą stronę, wystaje jej języczek i ma zeza. To Marnie. Drugi to Felu, bez jednej łapki, strasznie się ślini. Są brzydkie, ale dla mnie najpiękniejsze. Nie chciałabym innych i nie rozumiałam, dlaczego nikt się nimi wcześniej nie zajął. Lepiej dla nas, ja Felu i Marnie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Powiedziałam im dziś, że idę wybierać tort i przybiliśmy sobie piątkę. To znaczy Felu przybił, a Marnie nie trafiła, ale nie szkodzi, naprawiłam to, do trzech razy sztuka.
Widzę, że jesteś mimo wszystko spięty, ale nie przejmuję się tym, nie dziś. Kiedy siadasz kładę ci dłoń na kolanie i uśmiecham się. Kochanie, spokojnie, nic złego się nie stanie. Dziś będzie dobry dzień. Wiem to, wiedziałam od momentu, kiedy otworzyłam rano okno. Nawet ubrałam jedną z tych zwiewnych sukni. Brzoskwiniową. Chciałam być dziś słodka jak te głupie torty. Walczę usilnie, żeby na krześle nie usiąść po turecku, klasnąć w dłonie i poprosić jak dziecko o próbki wszystkich tortów. Mam prawo być infantylna, wychodzę za mąż, kiedy indziej będę mogła być tym tak podekscytowana? Ale wiem, że wręcz przeciwnie, powinnam zachowywać się dojrzale, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, jak nie lubisz zwracać na nas uwagi. Niemniej jednak przysuwam swoje krzesło bliżej ciebie, na chwilę zatrzymując nos przy twoim karku, jeszcze cię dziś nie wąchałam, a wiesz, tęskniłam całą noc.
Dobrze. Torty. Mam ochotę na coś bez czekolady, koniecznie dużo owoców. Może liczi? Czy są torty z liczi?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   Pon Mar 23, 2015 2:44 pm

Zastanawiam się czasem, jak to możliwe, że znosisz wszystko z takim spokojem, że nie masz nic przeciwko temu mojemu wiecznemu niebyciu, nieuczestniczeniu w twoim życiu, niedopuszczaniu cię do moich spraw, niemal ignorowaniu. Jakbym traktował cię jak intruza, jakbyśmy byli sobie zupełnie obcy, a przecież nieustannie odnoszę wrażenie, jakbyś mi była bliższa od pracy, od brata, ode mnie samego. Zastanawiam się nieraz, skąd u ciebie tyle cierpliwości, czy aby przypadkiem nie jesteś wytworem mojej zmęczonej wyobraźni, złaknionej dokładnie kogoś takiego, jak ty. Czasami boję się – i strach ten jest gorszy od każdego innego – że kiedy się obudzę, ciebie nie będzie, jakbyś nie istniała wcale. I wówczas ostatnie, czego potrzebuję to zostawanie samemu, bez ciebie, chociaż na chwilę, jakby spuszczenie cię z oczu miało być końcem świata; jakby wypuszczenie cię z objęć sprawiło, że rzeczywistość stłucze się, zostawiając po sobie jedynie ostre, tnące drobinki zawodu, smak gorzkiego rozgoryczenia wnikającego głęboko w podniebienie, tak rożny od słodyczy twojej skóry, łagodnego spojrzenia, kojącego balsamu słów. Ja tu będę. Wciąż tutaj będę. Bo dokąd indziej mogłabyś pójść? Z kim innym miałabyś się spotkać? Zamknięta w olbrzymim, pięknym domu, jak w złotej klatce. Bez możliwości wyjścia, jeśli ci na to nie pozwolą. Jeśli ci na to nie pozwolę. Wszak to ja jestem winny temu stanu rzeczy. I tylko zastanawia mnie, czy tak będzie już zawsze. Niezdrowo. Toksycznie. Czy zatruję cię sobą, sprawiając, że staniesz się jak reszta tych nieciekawych kobiet, tak niewolniczo oddana swoim mężom. To byłaby klęska. Największa przegrana w długiej historii świata.
Może więc czas odciąć się od ciebie? Zrobiłem sobie z ciebie respirator, bojąc się, że kiedyś nie będę w stanie bez ciebie oddychać i zapominając, że jednak jeszcze nie zatraciłem tej umiejętności. A przecież ty też musisz czasem odpocząć. Musisz decydować o sobie. Musisz być.
Uśmiecham się. Bez grymasów. Bez zmuszania się, chociaż czuję, że to wciąż przypomina tylko maskę. Ale jednak naprawdę cieszę się, że tu jesteś. Że tu jesteśmy. Dobrze jest być przy tobie. Zaciskam dłoń na twoich szczupłych palcach. Odrobinę się denerwuję. Tymi tortami. Czy jeden nam wystarczy? Mówiłem, że to nie będzie wielkie wesele, ale może tego właśnie chcesz? Może znajdziemy twoją rodzinę? Mamy jeszcze czas. Wszystko możemy przesunąć. Możemy też wyjechać, gdzieś do Afryki, na Fidżi, na Antarktydę, gdziekolwiek. Tam znajdziemy swoich gości – tak bliskich, jak bliscy są nam klienci Vibakae. Pingwiny mogą jeść słodycze?
- Bez marcepanu? – Marcepan to nie czekolada, jest jednak równie słodki. Słodszy, aż mdli. Nie będzie dobrze komponował się z liczi, z malinami. – Może goździki? – Kwiatowy tort, drobna, ślubna fanaberia. Jeśli tylko będziesz chciała. Przede wszystkim podobać ma się tobie. Potem pomyślimy o gościach.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   Sro Mar 25, 2015 12:08 pm

Dlaczego mamy szukać gości, mój kochany? Przecież to nasz ślub. Na którym po prostu chcę mieć tort, chcę go z tobą pokroić, to nam ma smakować, a nie ludziom z Fidżi, których nie znamy. Oni mnie nie interesują, za to ty tak. Nawet bardzo, wiesz. Tęsknię za tobą, za urywkami ciebie, staram się być cierpliwa, wiem, jaka to sytuacja, ale czy to takie złe, że chciałabym mieć cię na wyłączność? Chciałabym z tobą wiązać kokardki, które potem umieścimy na krzesłach dla nieistniejących gości. Chciałabym zamknąć się w sypialni i odganiać cię, gdy będziesz pukał do drzwi, bo akurat mierzę sukienkę, a wiesz, co to znaczy. Chciałabym te wszystkie przygotowania i weselne zwyczaje zrobić tylko z tobą. Nie obawiaj się, jeden nam wystarczy, a jeśli nie, to możemy wspólnie skoczyć do osiedlowego sklepu po pączki, czy maślane ciastka w paczce. Nie czuję się tu dobrze, nie dlatego, że otoczenie mi nie odpowiada, ale dlatego, że mam ograniczone możliwości. Wiem, że przecież ludzie tak robią, siedzą w cukierni do oporu, aż nie dojdą do porozumienia, nie wybiorą tego, czego potrzebują na pewno, ale ja nie chcę marnować czasu. Zamykam więc kartę, do której ledwo zerknęłam i odkładam ją.
- A może zabierzmy po prostu po kawałku z wszystkiego co tu mają i zdecydujmy w domu? - Uśmiecham się szeroko, ale wiesz, chyba przy tobie inaczej nie potrafię. Poza tym, co to za nudy, siedzenie w cukierni, my powinniśmy się bawić, powinniśmy grać, tak, jak wtedy, gdy się spotkaliśmy i później i później i później, nie chcę udawać nudnej, pospolitej pary, tylko dlatego, że bierzemy ślub. Czy to nie dziwne? Trochę abstrakcyjne. Nigdy nie sądziłam, że to się tak potoczy, a jednak bardzo szybko wpadliśmy w swoje sidła i uznałam to za coś naturalnego, jeżeli mogę być szczera wcale nie rozkręca mnie myśl o narzeczeństwie, czy prostej zmianie nazwiska. Chcę, żeby to było przypieczętowane, zaobrączkowane, bo inaczej nie czułabym się twoja, przecież pewnego dnia któreś z nas mogłoby zniknąć i jaką mielibyśmy pewność, że wcale siebie nie wymyśliliśmy, albo, co gorsza, okazałoby się, że nigdy do siebie nie należeliśmy. Chodź, pobądźmy ze sobą, zjedzmy wszystkie kawałki, aż rozboli nas brzuch i będziemy leżeć plackiem na moim dywanie, przeklinając własną głupotę i starając się stłumić nadmiar energii wywołany podwyższonym poziomem cukru. Aż zrobi nam się mdło, więc przeczekamy to w agonii, żeby potem móc napić się tego likieru, który mam w spiżarce. Po nim się dobrze zasypia. A rano, kiedy się obudzę, ciebie już nie będzie, bo wrócisz do swojego świata, uprzednio pozmywawszy naczynia i nakarmiwszy moje koty. Pościelę więc tylko swoją połowę łóżka, żebyś choć trochę jeszcze ze mną był. A potem pójdę na rower.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   Sro Mar 25, 2015 2:11 pm

Tonę w twoich słowach. To bardzo przyjemne uczucie, jakby raz po raz oblewały mnie ciepłe fale; jakby nieśmiałe promienie pierwszego, letniego słońca wtapiały się w skórę. Lubię dźwięk twojego głosu, któregoś razu pozwoliłem go sobie nagrać, by, nie mogąc być przy tobie, móc słuchać jak opowiadasz o powietrzu. To tylko kilka krótkich zdań, które mogę już recytować z pamięci, układając wargi, jak robiłaś to ty, akcentując tak samo każdą z sylab, modulując swój głos na podobieństwo twojego. A jednak wciąż jest mi mało. Wciąż łaknę go więcej, bardziej, mocniej, z pasją, ze smutkiem, z litością i zmieszaniem. W szczęściu i zmęczeniu. Ekstazie i złości. Chciałbym przeprowadzić cię przez całą paletę emocji, by tylko poznać go od początku do końca, od najcichszego tonu, po ten rozrywający uniwersa na strzępki. Ale nie mogę. To byłoby zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. To intensywność, która spaliłaby nas na popiół, rozrzucając proch we wszystkie strony, rozdzielając na zawsze bez szansy na ponowne spotkanie. Dlatego chłonę to, co mi dajesz. Każdego dnia. Każdej nocy. Czasem przychodzę w tajemnicy, gdy nie zdajesz sobie sprawy, że jestem tuż obok. Albo jedynie chciałbym tak przychodzić.
W domu. Zadecydujmy w domu. Zadecydujmy. My. W domu. Ciągle jeszcze bardziej twoim, dużo mniej naszym. Jeszcze.
Kiwam głową. Niech tak będzie. Pocałunkiem zgadzam się z tobą. Dziś wszak ty o wszystkim decydujesz. Dzisiaj, jutro, przez cały następny tydzień, rok, przez całe życie. Bo w końcu mam być twój, tobie powierzyć mam swoje życie, w tobie mieć zaufanie. Nie mogę zamykać cię w złotej klatce w obawie przed twoimi decyzjami. Naszymi wyborami. Kolejnym pocałunkiem przypieczętowuję swoje myśli. On mógłby być moją małżeńską przysięgą, wiesz? Nie potrzeba mi namacalnych dowodów, kiedy to wszystko zależy tylko od nas. Ale kiedy okazałoby się, że gdzieś mi się zgubiłaś, że ktoś mi cię zabrał, nie miałbym żadnego świadectwa na bycie twoim, na posiadanie cię, choć brzmi to tak niedorzecznie przedmiotowo, aż haracze strumienie myślowe. Przecież nie jesteś zabawką, którą można rzucić w kąt, gdy ktoś powie, że stała się niebezpieczna. Jesteś moją duszą, umysłem i ciałem. Moim słowem i moim życiem.
- Dobrze, kochanie. – Jak sobie życzysz. Twojemu uśmiechowi nie mógłby oprzeć się nikt, więc kim musiałbym być ja, by nie zadziałał na mnie jego czar. Mogłabyś nim zdobywać narody. Mogłabyś nim podbić nawet Natalie. I myśl ta wcale mnie nie paraliżuje, bo jest tak oczywista, jak słońce wschodzące na wschodzie; tak naturalna jak oddychanie.
Zamówienie na próbkę każdego z tortów – szczególnie tych nie znajdujących się w standardowej karcie – składam tonem niepoprawnie podekscytowanym. Każdy kawałek znajdzie się w naszym domu jeszcze przed wieczorem, teraz będziemy mogli zasłodzić się tylko – bo to wciąż nie aż – tym, co Vibakae posiada w swojej szerokiej ofercie. Na koniec zostawimy tort z liczi.
Po szczeniacku splatam swoją rękę z twoją, by tuż za drzwiami ucałować każdy możliwy fragment skóry twojej dłoni.

Halbjorn i Sierra z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Cukiernia Vibakae   

Powrót do góry Go down
 

Cukiernia Vibakae

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Szalonej Brunhildy-