Zniszczona promenada

avatar
PisanieTemat: Zniszczona promenada   Pon Gru 29, 2014 2:14 am

Zniszczona promenada
Promenada usytuowana jest wzdłuż kamiennego wybrzeża. Niegdyś stanowiła miejsce spacerów mieszkańców i osób odwiedzających mniej zamieszkałe okolice, obecnie jednak nosi przydomek opuszczonej. Wszystko zaczęło się od tego, kiedy Sabat kilka lat temu stoczył tutaj niezwykle krwawą bitwę z czarodziejami, siejąc dookoła ogromne spustoszenia. Dlatego też promenada w połowie jest nieprzechodnia i napawa ogromnym przerażeniem – nic więc dziwnego, że mugole wolą omijać to miejsce, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy z prawdziwych wydarzeń.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Wto Sty 06, 2015 10:46 pm

Jak się dzisiaj masz?
Minęły już krótkie noce, minęły już te najdłuższe. Za pięć miesięcy skończę trzydzieści lat.
Ja w twoim wieku miałam już wszystko, mówi mi matka, patrzę na nią i odpowiadam - nie miałaś nic. Bo i co ty Matko masz, co jest tak naprawdę twoje? Na co sama zapracowałaś? Czego nie dała ci piękna twarz?
Gdyby ci ją zabrać nie miałabyś nic.
Nie mam jeszcze trzydziestu lat - a i tak mam więcej od ciebie.
Mam głowę na karku i dłonie pokryte mąką, a i tak kręcę się w kółko.
Kręcimy się w kółko. Byliśmy już wszędzie. Obydwoje dobrze wiemy, nic z tego nie będzie. A jednak.
Pewnego dnia wstanę, wezmę kokainy strzał i strzelę ci w łeb. Bez sentymentów.
A jednak.
Wstaję każdego dnia. Schodzę po drewnianych schodach do swojej kuchni. Otwieram wielki wór mąki i piekę. Ciastka, babeczki, serniki, murzynki, torty, red velvet i tartę tatin. Moje myśli płyną wolno wokół muzyki, wokół czytanych książek, wokół filmów w kinie, wokół ciebie. I twojego brata.
A jednak.
Krążę po mieście, kroki prowadzą mnie same. Czasem wystarczą tylko trzy. Czasem tysiąc. Czasem muszę się cofnąć. Czasem pobiec do przodu. Zgubić trzy razy drogę. Skręcić siedem razy w lewo.
Na koniec powiedzieć - do widzenia, do jutra.
Zawsze wrócić.
Nie potrzebny mi kokainy strzał. I tak jestem na haju.
Kończę na dzisiaj z pieczeniem. Wchodzę po drewnianych schodach, idę pod prysznic. Nucę jeden z nieśmiertelnych hitów, zmywając pył ze swoich włosów. Z rąk. Z nosa. Na policzku zostało mi trochę ciasta, za paznokciami miąższ brzoskwini.
Dzisiaj pachnę brzoskwiniami.
Jak w transie wychodzę z domu, skręcam w prawo. W lewo. Idę trzy kroki w przód i pięć do tyłu. Sama już nie wiem czy znalazłam wskazówki, czy sama wiedziałam gdzie trafić.
Jestem.
Nie martw się, nie mam już dwudziestu lat, straszne miejsca nie napawają mnie grozą.
Dobry wieczór, co u ciebie, co sprowadza cię w tak osobliwe miejsce? Jak nastrój?
J a k się dzisiaj m a s z?
Znamy się zbyt dobrze by bawić się w rozmówki z klasą.
Mam coś dla ciebie w swojej torbie. Ale nie wiem czy zasłużyłeś dzisiaj na prezent.
- Melancholijny wieczór? - wybaczysz mi brak słodkiego buziaczka na przywitanie - Wspominasz stare, dobre czasy? - opieram się o jedną z barierek, masz ogień? Zapaliłabym.
Tak mnie dzisiaj naszło, przesiąknąć dymem, zabić zapach słodkich brzoskwiń. Znalazłam je na drugim końcu świata, dojrzewały w słońcu.
Ty i ja?
Nam do twarzy z ciemnością.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Wto Sty 06, 2015 11:34 pm

Jak się dzisiaj miewam?
Wpisuję się w czas. Wpisuję się w przestrzeń. Łowię fragmenty czasu spomiędzy płynących w powolnym tempie wskazówek zegara. Właśnie tutaj, właśnie teraz. Nic nigdy nie było równocześnie bardziej stałe i bardziej ulotne. Gdy tak śledzę wzrokiem ich skoczne, nieciągłe ruchy, wsłuchuje się w napierające na mnie ze wszystkich stron głośne tik-tak, tik-tak, tik-tak. Pif-paf. Kokainy strzał.
Każdego dnia budzę się z wiecznie wykrzywionymi w grymasie wargami. Każdego poranka truję się tysięcznym z kolei papierosem. Całe popołudnie pozwalam moim smukłym palcom na włóczęgę po skompilowanych trybikach kolejnych mechanizmów. W nocy z tych samych palców zmywam zaległy pod paznokciami bród. Krwi, ziemi. Wszystkiego, co w tych chwilach nawinie mi się pod rękę. A potem tylko nikotynowy smród zabija zapach wcześniej zadanej przez nie śmierci. Ale to przecież wciąż tylko dziesięć szczupłych palców.
Czasem wpadamy na siebie. Czasem krążymy razem po mieście. Czasem spotykamy się, niby przypadkiem, gdy podświadomie wysyłam ci wiadomość. Pif-paf. Mogłabyś być tu. I tam. A teraz jeszcze tutaj.
Na urodziny podaruję ci prezent. Krwawy Red Velvet  ozdobiony martwymi muchami. Ciasto. Tym razem wyjątkowo mojej parszywej roboty. Namaluję na nim taki psychodeliczny, rozpływający się uśmieszek. Słodką, bitą śmietaną. Potem rozmażę ci ją na całej twarzy. Żebyś pamiętała, że niektórzy umierają ze śnieżnym uśmiechem na siłę przyklejonym do twarzy. Cały ja. Czuły ja. Czuły prezent.
Nie dziękuj. Nie trzeba. Nie musisz.
Pamiętam, że już się nie boisz. Takie miejsca dawno przestały napawać cię grozą. Po prostu lubię podziwiać to spustoszenie, w którego tworzeniu  tak wyjątkowo nie brałem udziału. W tamtych czasach Sabat był dla mnie niczym więcej niż kolejnym petem, który wrzucałem do ulicznych kanałów. Kto by pomyślał, że mój stosunek do niego zmieni się tak diametralnie. Choć czy naprawdę? Czasem zadaję sobie pytanie, dlaczego w ogóle się na to zdecydowałem. Może zawsze tego chciałem? Podjąć walkę z wiatrakami, rzucić się z motyką na słońce. Bo wiedziałem, że mi się uda, że wszystko zmieni się pod moją twardą ręką. Nie wiem, o co chodzi. Ale chyba nie o władzę.
Ale przecież i tak jeszcze o niczym nie wiesz. Czy zdajesz sobie sprawę, że najprawdopodobniej już całkiem niedługo staniemy po dwóch stronach barykady?
Wzruszam ramionami, w ten sposób kwitując twoje pytanie. Dobrze wiesz, że nie. Liczy się tylko jutro, nie wczoraj. Nie liczba przegranych przez wroga walk, poniesionych porażek, ale ilość jeszcze niezdobytych celów, trupów w piwnicy, momentów, w których tych tylko dziesięć szczupłych palców zaciśnie się na czyjejś szyi. Chyba już dawno oduczyliśmy się żyć przeszłością. Czy w innym wypadku w ogóle byśmy tutaj stali?
Przechylam lekko głowę, zapalając kolejnego papierosa. Damom nie przystoi palić, przecież wiesz, a mimo to wyciągam paczkę w twoją stronę. Krótki błysk i woń dymu splata się z zapachem słodkich brzoskwiń z końca świata.
- Powiedz mi - zaczynam, odwracając się tyłem do barierki i opierając na niej łokcie. Skoro już zacząłem, nie mogę sobie pozwolić nawet na chwilę wahania. Wypuśćmy z ust to pytanie pełne niewinności. - Co ty widzisz w tym całym Neoasgardzie? Naprawdę wierzysz w te brednie? Wierzysz w Jemimę?
Wypuszczam w niebo kolejną strużkę dymu, pozwalając sobie na ironiczny grymas. Przecież wiem, jak bardzo jej nie znosisz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Nie Sty 11, 2015 2:59 pm

Zegary. Wskazówki. Czas.
Myślodsiewnie. Ciągi codziennych spraw.
Ciasta. Ciastka. Ciasteczka.
Czarna magia. Klątwy. Zaklęcia.
Kiedy patrzę w lustro - a zdarza mi się to bardzo często, w moim domu pełno jest luster - nie widzę już tej małej dziewczynki którą byłam jeszcze kilka lat temu. Wciąż jestem niska, tego nie zmienią nawet najwyższe buty. Wciąż mam twarz dziecka, chociaż wokół oczu widzę pierwsze zmarszczki. Ale to właśnie spojrzenie mam inne. Twardsze. Nie odwracam już wzroku kiedy coś mi się nie podoba.
Moja skóra nie jest już tak miękka i gładka jak kiedyś Yngvi, mam swoje własne blizny.
Prezent urodzinowy od ciebie? Na pewno docenię. Wszak Red Velvet to nasz Paryż.
Zabawne, prawda? Red Velvet. Zwykłe ciastko. Niezwykłe. Nie mam go w swoim menu. I tak by się nie sprzedało. Tutaj nikt nie lubi czerwieni.
Czerwony to twój kolor. Kiedy zamknę oczy widzę cię całego we krwi, nie swojej, Pamiętasz, kilka lat temu, krzywiłam się na samą myśl. Naiwna mała dziewczynka. Myślałam o tobie jak o Mrocznym Rycerzu. Mężczyźnie który zagubił się w ciemności. Planowałam jak cię stamtąd wyciągnąć, myślałam, że tylko zboczyłeś, ze swojej drogi. Nic bardziej mylnego. Miałam w głowie tyle scenariuszy, każdy piękniejszy od poprzedniego, wiesz, w myślach widziałam nas, razem, dziecko, dom, psa i herbatę w ogrodzie. Słodko-pierniczkowe życie. Słodko-pierniczkowa Maia, wydałabym na świat demona.
Popatrz na mnie dzisiaj. Na moich dłoniach ta sama krew.
Nie szukam żadnych innych dróg. Ja mam swoją. Ty swoją.
I jak słodko naiwny jesteś. Jak babeczka z budyniem. My już stoimy po dwóch różnych stronach barykady. Nie wiem czy kiedykolwiek byliśmy po tej samej. Teraz doskonale to rozumiem. Nie jesteśmy partnerami. Nasze wpisanie się we wzajemną czasoprzestrzeń było wbrew naturze. Wykrzywiam twoją, zaginam, rozciągam i kurczę. Działam wbrew wszelkim prawom, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Jestem gorsza niż kokaina.
Jesteś gorszy niż kokaina.
Ta historia ma tylko jeden koniec Yngvi. Pytanie brzmi tylko - które z nas jako pierwsze pociągnie za spust. Nie kreuje już w głowie żadnych scenariuszy. Ćpunom nie przysługują szczęśliwe zakończenia. Zniszczymy świat dookoła nas, rozgnieciemy go w drobny pył, zabijemy wszystko co żyło. Stojąc na zgliszczach, po dwóch stronach barykady ty i ja. Celując w siebie, kto pierwszy pociągnie za spust? Które z nas okaże się słabsze, to mnie nurtuje. Które z nas?
Znam dobrze twoje smukłe palce. Nadają się nie tylko do naprawiania mechanizmów i rozszarpywania tkanki miękkiej. Mają też kilka znacznie przyjemniejszych zastosowań, przesiąkniętych wonią papierosów. Znam je dobrze. Znam dobrze grymasy, pierwsze siwe włosy. Sporo zapamiętałam, więcej zrozumiałam, trochę nauczyłam się na nowo. Studiuję cię bardzo uważnie w poszukiwaniu mocnych stron i słabych punktów, lubię obserwować cię przy pracy. To się nie zmieniło przez te wszystkie lata, może tylko to. Twoje smukłe palce i mechanizmy, wtedy może nawet udaje się cofnąć czas i na chwilę zapominam o wszystkim. Jakbyśmy dopiero się poznali, dwie czyste, niezapisane kartki. Ja, biała Maia. Ty, czarny Yngvi. I wskazówki zegara.
- A co ty widzisz w tym całym Sabacie? - wypuszczam dym z ust i odbijam piłeczkę, jesteśmy tacy pełni fałszywej niewinności. Milczę przez chwilę obserwując stróżki dymu przegryzające się z zapachem brzoskwiń - Każdy człowiek lubi w coś wierzyć - stwierdzam w końcu, opierając się o barierki i zapatrując gdzieś w dal, w miejsca leżących ciał - Ja wierzę, że Jemina musi posiadać niesamowite umiejętności oralne, że udało jej się stanąć na szczycie - och tak, piękna, smukła blondynka o sarnich oczach. Modelka. One zawsze są niezwykle utalentowane.
Szczególnie w tak młodym wieku.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Sro Sty 14, 2015 11:23 pm

Jeśli samo odbicie, pojawiające się na gładkiej powierzchni zwierciadła, mogłoby rozbić je na miliony drobnych kawałeczków, to byłoby nim właśnie moje. Drobiny szkła z impetem rozniosłyby się w powietrzu, pozostawiając na skórze kolejne porcje krwi. Drobne strużki żłobiłyby swą drogę na chropowatych policzkach, wygiętych w grymasie kącikach ust i na przedramionach, na których już od dawna roi się od blizn. Boso stąpałbym po jego zgliszczach, rozkoszując się delikatnymi poszczypywaniami bólu, rozlewającym się po całym ciele. Takie by to było pseudo-rozkoszne.
Moja Ciemność ma to do siebie, że z każdym dniem robi się coraz mroczniejsza. Ale przecież miałaś prawo nie wiedzieć. Topiłaś się wtedy w tej swojej naiwności, w wierze, że uda ci się mnie zmienić. Wyciągnąć z dna głębokiej studni. Nie wiedziałaś, że każdym swoim gestem tylko pogłębiam tę otchłań, tylko zatapiam się w niej coraz bardziej i bardziej. Nie byłaś moją gwiazdką na niebie. Nie byłaś światłem, które wyprowadziłoby mnie z ciemności. Och, moja droga, nigdy nie pisałaś dobrych scenariuszy. Czego pragnęłaś? Jaką - naszą - przyszłość malowałaś przed swymi oczami? Czy jeszcze to pamiętasz? Ja nie. Nie słuchałem.
Ale to nie tak, że jeszcze nie nosiłaś w sobie tego zła, które dzisiaj nie pozwala o sobie zapomnieć. Ty na to nie pozwalasz. Jednak to nie ja byłem tym decydującym czynnikiem, to nie ta krew dostrzegana na opuszkach moich palców sprawiła, że pozwoliłaś opanować się przez tą mroczną stronę jestestwa. Nie mam złudzeń. To nie ja sprawiłem, że zdjęłaś z głowy różowe okulary, że nadałaś światu zupełnie inne barwy. Szare? Bure? Tak właściwie, Maju, powiedz mi, jakich kolorów dzisiaj w nim brakuje?
Jesteśmy gorsi niż kokaina. Masz rację. My nie uzależniamy. My tworzymy pustkę. A o nią, pamiętaj, nie można się oprzeć. Ale my nie potrzebujemy oparcia. Nie potrzebujemy siebie. Jest tylko ja. Ja - Yngvi. Ja - Maja. I to twoje ja wcale mnie już nie obchodzi. Po prostu skupmy się na sobie.
Entliczek-pentliczek. Które z nas. Pif-paf. Ty czy ja? Na tego bęc! Może to będzie kwestia przypadku. A może nieprzypadkowości przypadków. Któreś z nas w końcu weźmie sprawy w swoje ręce. Ale jeszcze nie teraz. Nie dziś. Niezapisane kartki. Zapiszmy je dziś.
- Sabat. Myślisz, że już nie mamy w sobie tamtej siły? - Wzruszam ramionami. To jeszcze nie pora. Jeszcze nie musisz wiedzieć, że to chowanie się w cień to tylko taka gra pozorów. Gdy Neoasgard odwróci wzrok, łatwiej będzie go zaskoczyć. - To nie kwestia wiary. To kwestia przekonań. - Wiary nikt mi nie wmówi. Z natury jestem nieufny. Nie ufam wybujałym frazesom, sztucznym obietnicom. Takie, to tylko ja mogę składać. - Jesteś zazdrosna? Może po prostu chciałabyś zająć jej miejsce - mówię zgryźliwie, posyłając ci przelotne spojrzenie. - Och, to gdyby to nie stare próchno Andree! - Nadaję tym słowom wyższą nutę. - Takie masz myśli? Dlaczego wybrał właśnie ją? Tak to u was działa? Przecież nie wmówisz mi, że tak po prostu stary, poczciwy Andree pozwolił jej wysunąć się na pierwszy plan. W tym musi kryć się jakiś podstęp.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Nie Mar 08, 2015 8:49 pm

Zabiłam dla ciebie Yngvi. Ile kobiet może powiedzieć to samo?
Nie przez ciebie. Nie zrobiłam tego bo mi kazałeś. Bo poprosiłeś. Rozkazałeś. Powodem nie była większa sprawa, żaden górnolotny cel, nie zaspokoiłam w ten sposób swoich ambicji. Nie z naiwności, by zdjąć ci kogoś z sumienia i zabrudzić moje, to już nie ma większej różnicy. Obydwoje jesteśmy czarni. Nie ma już białej Majeczki, niewinnej dzieweczki z rękoma o smaku brzoskwiń. Nie ma już Yngviego, mrocznego rycerza, czarnego księcia potrzebującego ratunku.
Nigdy nie było. To była tylko taka gra.
Dałam ci wtedy czego potrzebowałeś, kogo potrzebowałeś, niewinnej istoty którą mógłbyś manipulować, w której oczach widziałeś kogoś innego - nie siebie - i przyznaj, lubiłeś ten widok. Lubiłeś kiedy patrzyłam na ciebie z nabożną wręcz czcią i miłością, jakbym nie widziała poza tobą świata, jakbym w głowie układała coraz to piękniejsze scenariusze wspólnej przyszłości. Ja już wtedy wiedziałam, że zakończenie jest tylko jedno, wodziłam i mnie, i ciebie, oszukiwałam, że może być inaczej.
To było zabawne.
Ty i ja, wtedy, zabawa w Piękną i Bestię.
Lubiłam tamtą dziewczynę Yngvi, naprawdę ją lubiłam. Udało mi się nawet uwierzyć, na chwilę, że nią jestem. Zagubić się w niewinności. Red Velvet. Dżemie porzeczkowym. I twoich oczach, brawo. Brawo, zwiodłeś mnie tak bardzo, sama zapomniałam się we własnej grze.
Ale widzisz kochanie, nie popełniam tych samych błędów więcej niż raz.
Nie zmieniło się jedno - moje usta wciąż są słodkie.
Jak każda trucizna.
Tylko ty. Yngvi. Tylko ja. Maia.
Zabiłam dla ciebie Yngvi - nikt inny nie może tego powiedzieć.
Dzisiejszy dzień nie jest wystarczająco spektakularny. Świat dookoła nas wciąż stoi. Kiedy jedno z nas pociągnie za spust dookoła będą tylko zgliszcza. Zostawimy po sobie jedynie pustkę. Bo widzisz, jeśli ja mam pójść na dno to świat razem ze mną, nie pozwolę mu trwać dalej bez mojej obecności.
To byłaby wielka strata.
I myślę, czasem myślę, że to nie jest ważne. Kto będzie pierwszy. Dobrze wiem, że ostatkiem sił drugie też pociągnie za spust. Pif paf. Nie żyjesz i ty.
Kiedy śpisz obok czasem mam wrażenie, że za chwilę otworzysz swoje ślepia i zatopisz pazury w moich wnętrznościach. Tryśnie gorąca krew o kolorze smoły, wraz z ostatnim haustem powietrza przetnę twoje gardło. I wciąż będziemy walczyć, przez tę krótką chwilę, walczyć o to czyje oczy zgasną pierwsze, które z nas zobaczy pod sobą martwe ciało.
Otoczeni czarną krwią.
- A ma? - pytam. Czy ty masz tamtą siłę? Przecież wiem, że to ty. Nikt inny - tylko ty. Nikt inny nie mógłby tego zrobić, dlatego właśnie jesteś najlepszym przeciwnikiem. Jedynym godnym uwagi. Jedynym o którym myślę - Więc każdy musi mieć jakieś przekonania - jeśli nie wiarę, w porządku, nazywaj to jak chcesz. Dobrze mi w miejscu w którym stoję - Zazdrosna? - parskam śmiechem kręcąc głową, och, te drobne zgryźliwości - Jemina nie ma tego czego chcę. Jest tylko błyskotką przykuwającą uwagę, oślepiającą wszystkich swoim odbitym blaskiem. Jestem zbyt utalentowana, zmarnowałabym się zostając figurantką - nie jest inaczej - Nie obchodzą mnie ich podstępy - ja chcę wszystkiego Yngvi.
I nie boję się po to sięgnąć.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Wto Mar 24, 2015 1:46 pm

A czy ja zrobiłem cokolwiek dla Ciebie? Czy kiedykolwiek dałem Ci do zrozumienia, że doceniam to, co dla mnie robisz? Tak naprawdę nietrudno byłoby mi znaleźć kogoś, kogo z łatwością mógłbym wodzić za nos, zmuszać do zrobienia czegoś w reakcji na jedno skinienie palcem. Mógłbym wyszeptać mu coś do ucha, nakłonić do zrobienia rzeczy, które nigdy wcześniej nawet nie przyszły mu na myśl. Ale ja nie zadowalam się ochłapami - podobne postępowanie to najniższy stopień manipulowania bezwładną ludzką marionetką. Nie, ja sięgałem po coś więcej, wkładałem w moje polowania na, z pozoru niewinną, istotę nieco więcej pracy. Chodzi o to, aby przekonać ją, że podejmowane przez nią decyzje zależą tylko od niej, że sama postanowiła poświęcić się dla mnie w taki, czy inny sposób.
Czy Ty byłaś jedną z nich? Nie. Ty bardzo szybko zdałaś sobie sprawę z tego, co robię. I po części przejęłaś pałeczkę. To była nasza gra. Ja udawałem, że wciąż mam cię w swoich sidłach, że każdy milimetr twojego ciała podlega skinieniu głowy, że mogę głośno wciągnąć powietrze, a ty już sama będziesz wiedziała, co masz robić. A ty udawałaś, że wciąć mi się poddajesz. W pełni, że naprawdę jesteś bezbronną marionetką, pozwalałaś na to, aby niewidzialne żyłki unosiły kolejno rękę, nogą, odwracały twarz, kierowały wzrok we wskazaną przeze mnie stronę.
Ale już dawno zmieniły się reguły gry. Już dawno nadaliśmy naszej zabawie w kotka i myszkę zupełnie inny kierunek, zupełnie inny rytm. Wszystko skończyło się wraz z naszym rozstaniem, a rozpoczęło na nowo, inaczej, gdy w sklepie muzycznym pocałowałem cię po raz pierwszy od lat.
Nie ma słów do opisania naszych pokrętnych relacji. Ale my nie potrzebujemy niczego definiować. Wystarczy trwać. Wystarczy czekać na ten konkretny moment, w którym pozabijamy się wzajemnie. Bo będzie tak jak mówisz. Pif paf. Trzask. Trzask.
Kiedy śpisz. To trochę tak jakbym znowu miał przed oczami tą niewinną dziewczynę, tę, którą pamiętam sprzed lat. Już nie masz na sobie białej sukienki, już nie tak bladą masz twarz. Leżysz koło mnie naga, jakby zamroczona snem. Już nie masz na ciele śladów Red Velvet. Muskam palcami twoją szyję, rysuję na twarzy niewidzialne rany, wbijam wyimaginowany nóż w podbrzusze. Jakbyś była kolejną ofiarą, a nie Mają. Zapominam się na chwilę. Bywają takie momenty, w których nie odróżniam już wyobrażeń od rzeczywistości.
Czarna krew. Wszędzie. Na prześcieradle, na twarzy, na dłoniach, pod paznokciami. Czuję jak tonę, słyszę krzyk. Ich wszystkich i każdego z osobna. Ilu ludzi posłałem już na tamtą stronę?  
- Myślę, że sama dobrze znasz odpowiedź na to pytanie. - Wzruszam ramionami, spoglądając ci w oczy. - Widzę, że nie tylko ja lubię bawić się w pana świata. Andree i jego laleczka Jemina, wcale nie jest gorszy. Może właśnie o to chodzi, dzisiaj nie trudno schwytać w dłonie kolejną głupią marionetkę. Manipulowanie innymi. To takie fascynujące, a z drugiej strony tak banalne. Cały świat tak łatwo się temu poddaje. - Wrzucam niedopałek w toń, obserwując jak znika w głębinach. Dokładnie to samo stanie się niedługo z Jeminą. Z całym Neoasgardem. Już ja się o to postaram. - Jesteś pewna, że dobrze wybrałaś? Z twoim potencjałem... Mogłabyś być kimś więcej. Mogłabyś być wielka. Nie tego dla siebie pragniesz?
Co takiego mi dzisiaj ze sobą przyniosłaś, Maju? Wciąż pamiętam, że coś chowasz dla mnie w tej swojej torbie. Powiedz, co to jest.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   Czw Kwi 02, 2015 11:42 pm

Yngvi. Ale ja niczego od ciebie nie potrzebuję.
Kiedyś odgrażałam się, że ty będziesz jeszcze potrzebować mnie - ale zabiłam dla ciebie i wiesz co? Spodziewałam się większych fajerwerków. Tutaj nie chodzi o wzajemną potrzebę, o skinienie palcem, o uległość. Nie taką uległość.
Czasem lubię tak sobie poudawać, że ci się poddaję, że jestem uległą marionetką na każde zawołanie, że możesz zrobić ze mną wszystko, ręka, noga, głowa, sterujesz mną poprzez niewidzialne żyłki. Lubię to nawet teraz, taka zabawa na rozluźnienie, nie wychodzi to poza progi sypialni. Poszarp mną, pogryź, podrap, ugryź, posmakuj, odwdzięczę się tym samym kiedy przyjdzie mi ochota, może wciąż doszukam się smaku brzoskwiń i Red Velvet.
Nie potrzebuję niczego od ciebie. Ty nie potrzebujesz niczego ode mnie.
I właśnie o to w tym chodzi. Stoję naprzeciw ciebie na równi - nie patrzę na ciebie z dołu czy góry, nie mrużę oczy jakbym wpatrywała się w tarczę słońca, nie unoszę z pogardą brwi. Jesteśmy sobie równi Yngvi, czy tego chcesz czy nie, przez te wszystkie lata od naszego pierwszego spotkania (pamiętasz je jeszcze, bo ja jak przez mgłę, pamiętam śnieg i smak pierwszego pocałunku w chmurze cukru) odkryliśmy wszystkie karty. Ty byłeś znacznie mniej dyskretny. Może dlatego, że na samym początku mnie nie doceniałeś, może dlatego, że tak bardzo starałam się dopasować pod to co chciałam żebyś zobaczył. Duży, zły wilk z futrem skąpanym we krwi.
Przez te wszystkie lata ciemniała. Nie jest już czerwona, dookoła tylko czerń.
Powoli pokazywałam ci więcej samej siebie, przyznaj, nawet lata później w muzycznym sklepie nie spodziewałeś się zobaczyć wszystkiego. Moglibyśmy poudawać czasem normalnych ludzi, tych ze świata definicji i szufladek, tak dla zabawy, by przekonać się jak szybko stałoby się to nudne i nie do wytrzymania. Wtedy w teatrze słabo nam poszło.
Zmieniam zasady gry.
Zmień zasady gry.
Gra toczy się ciągle, nie można jej ot tak, po prostu zatrzymać. Do tego wymagane są strzały, pif-paf, trzask trzask, morze krwi. Gra toczy się ciągle i wiesz, nie możemy się nią znudzić, to będzie koniec.
Bo i co innego nam zostaje?
Dobrze wiesz, że jestem dla ciebie jedynym wyzwaniem.
Możesz zbudować swoją armię. Możesz mieć u swojego boku tysiące fanatyków, dla ciebie dokonają krwawych rzezi niewiniątek, śluby, pogrzeby, narodziny, śmierć. Możesz piąć się coraz wyżej i wyżej, obwołać się Panem, Władcą, Bogiem, możesz. Możesz mieć tysiąc dziewcząt wodzących za tobą potulnym wzrokiem, gotowych na każde poświęcenie, możesz je wysmarować każdym z możliwych ciast i sterować nimi poprzez niewidzialne żyłki. Nawet cię nie ugryzą. Możesz mieć miliony kobiet, silnych kobiet, przygwożdżą cię do łóżka szpilami swoich obcasów, nawet zranią cię do krwi, pobawisz się przy nich w posłusznego pieska, możesz. Jesteś im potrzebny.
Mnie - nie.
Toruję sobie własną ścieżkę w górę, bez pozwoleń i protekcji, mogę być Słońcem, Księżycem, Nocą i Dniem. Mogę wszystko.
Ty nie potrzebujesz mnie. Ja nie potrzebuję ciebie.
Paradoksalnie właśnie przez to potrzebujemy się najbardziej. Nikt inny nie pociągnie za spust.
- Czy właśnie mi coś proponujesz? - nie owijajmy się w bawełnę, za długo się znamy, dobrze wiesz, że wolę kiedy stoisz przede mną nagi - Widzisz mnie pośród swoich? Chcesz mi dać możliwości rozwoju mojego potencjału, wyznaczyć mi ścieżkę ku wielkości? - czy w Sabacie mogłabym być wielka? Dostać to czego pragnę?
To urocze.
To może być przydatne.
- Lubię działać od wewnątrz, gnicie zawsze zaczyna się od środka - chowający się za laleczką Andree musi być taki słaby, to tylko kwestia czasu aż popełni błąd. A wtedy pyk, pif-paf, słodkie ciastko z klątwą, nawet nie będzie bolało - Z chęcią przyśpieszę je wszystkimi sposobami.
Znowu kłamię. Lubię jak ich boli.
Zmienimy znowu reguły gry? Zostaniemy partnerami w zbrodni?

Maia i Yngvi z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Zniszczona promenada   

Powrót do góry Go down
 

Zniszczona promenada

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zniszczona kapliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Okolice-