Salonik

avatar
PisanieTemat: Salonik   Pon Gru 29, 2014 2:46 am

Salonik
Ponieważ tę część szpitala zajmują pacjenci pozostający tu na dłużej (czasem nawet do końca życia), salonik jest znacznie bardziej przytulny i mniej sterylny niż reszta pomieszczeń. Tutaj nad pacjentami opiekę roztacza specjalnie wybrana grupa uzdrowicieli, którzy noszą charakterystyczne białe czepki. W saloniku pacjenci znajdą książki, gry planszowe i karciane, szarlotkę na ciepło, a nawet miniaturowy stadion do quodpota, na którym rozgrywają mecze figurkami posłusznymi ich poleceniom. Pacjenci jednak nie mogą wnosić tu różdżek i pozostają pod czujną obserwacją pielęgniarzy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : treser

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Wto Mar 10, 2015 6:06 pm

Znał to miejsce dobrze. Nawet bardziej niż dobrze, znał je w sumie za dobrze. Salonik dla stałych bywalców, czyż nie? Siedział wygodnie w jednym z foteli przy drzwiach prowadzacych na taras i palił swoje waniliowe cygaretki. Zarząd szpitala zawsze zabraniał palić na oddziale, ale ludzie zamknięci w tej części, ludzie zamknięci na stałe żyli już innym życiem. Elias dobrze pamiętał to życie, pory dnia uzależnione od dzwonka w okienku wydającym leki, sesje terapeutyczne po każdym podwieczorku, gimnastykę w środe. Nie pamiętał tylko kilku dni w miesiącu i to one jedynie napawały go niepokojem, bo zazwyczaj gdy tu wracał czuł się szczerze jak człowiek wracający do domu.
Rozejrzał się leniwie po pomieszczeniu z ulgą uznając, ze nic sie tu nie zmieniło od kiedy był tu po raz ostatni (jakiś tydzień temu), a przecież z jego nerwica natręctw gdyby cokolwiek uległo zmianie pewnie wybuchłaby mu głowa. Brakowało mu w tym miejscu jedynie barku. Najlepiej takiego wypełnionego po brzegi różnymi trunkami. W zasadzie nawet nie różnymi, wystarczyłaby wódka. W sumie nawet barek był zbędny, na prawdę. Po prostu chętnie by się napił teraz. I chwilę temu też by się chętnie napił, tak samo jak za pięć minut będzie mial ochotę.
Westchnął lekko kiwając głową to Berg'a, jednego z woźnych, który czasami razem z pacjentami, w późnych godzinach nocnych grywał w pokera na fanty.
Elias wciąż nie był pewien, czy pobyt w tym miejscu wspomina bardziej z lękiem czy nostalgią. Zdarza mu się przecież po dziś dzień mieć takie chwile, kiedy stojąc z rana na ganku swego domu patrzy w przestrzeń, na ulice i ludzi i czuje, że jego miejsce jest jednak w zamknięciu. Zdarza mu się, nawet jeśli na co dzień jest przekonany o swoim stuprocentowym psychicznym zdrowiu.
A dziś? Był na wizycie kontrolnej. Jak zwykle, kilka tabletek, trochę eliksiru, trochę veritaserum, czytanie w myślach, "Czy był pan stabilny panie Flame przez ostatni... tydzień?", "Tak, byłem stabilny." i inne formalności. Nauczył się łgać już tak doskonale, że nie drgała mu nawet powieka, no i te antidota na eliksiry prawdy. Gdyby zarząd szpitala wiedział co Eliasz wyprawia w wolnym czasie, pewnie znów zamknął by go na stałe.
Ale czy byłoby to takie złe?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 30 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : vice-dyrektor szpitala Bogini Eir

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Wto Mar 10, 2015 8:58 pm

Kiedy jej obcasy wybijają na korytarzu złowieszcze crescendo, wszyscy (a przyjemniej wszyscy, którzy wiedzą jakie szkody może wyrządzić huragan Birgitta) cofają się pod ściany lub szukają kryjówek w salach. Panna Nilsson nie musi się nigdy przepychać, nie musi patrzeć pod nogi. Nikt kto ma choć odrobinę zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego nie będzie próbował przecinać jej drogi. Bo nie daj Morgano, pani dyrektor podniesie wzrok znad swojego kalendarza. Spojrzy Ci w oczy, uśmiechnie się zimno i zapamięta Cię. A pamięć to ma ona doskonałą! Lepiej być tylko kolejnym szarym pracownikiem lub pacjentem bez kartoteki. Wtedy jest większa szansa, że nielegalny poker, klub gargulkowy albo zajęcia z szydełkowania, pozostaną nietknięte i dalej będą cieszyć bywalców Bogini Eir. Wszyscy pamiętają tą nieszczęsną Margeritę Kraft, która tak zaczytała się w powieści, że wpadła na Birgittę i wytrąciła jej z ręki terminarz. Pani dyrektor nie powiedziała ani słowa, przyjęła przeprosiny z uśmiechem zimnym jak morze Północne. A potem dziwnym trafem wszystkie powieści zniknęły z półek w saloniku. Przypadek? Chyba znacie odpowiedź.
Kiedy stanęła w drzwiach pokoju dziennego, rozmowy dziwnie przycichły. Kilku pracowników bąknęło nieśmiałe "dzień dobry", na które odpowiedziała im krótkim skinięciem głowy. Palcem przywołała nadzorującą dziś salon medyczkę.
- Kawę. Czarną. Z kardamonem. - krótko, zwięźle i na temat. Uprzejmy, choć nieco oschły ton osoby, która wie, że dostanie to czego chce bez słowa sprzeciwu. Dlatego, że jej się to należy. Przecież jest tutaj jedyną panującą królową. Zgrzybiały profesorek, który był ponoć dyrektorem bardziej przejmował się szukaniem lekarstwa na smoczą ospę niż administracją, więc władza faktycznie skupiała się w jej rękach. Nikt w to nie wątpił, ona była pewna. Czekając na swoją kawę rozejrzała się po saloniku. Sporo znajomych twarzy, którym nie umiała przypasować nazwisk, ale bez trudu odnalazłaby ich akta medyczne. Kilku pracowników, których kojarzyła z nazwiska, bo imionami nie zawracała sobie głowy. I jedna osoba, której dawno tu nie widziała. Lekki uśmieszek wykrzywił jej wargi, ale nie sięgnął niepokojąco zimnych oczu. Podziękowała grzecznie za kawę i z kubkiem w ręku pomaszerowała w stronę drzwi tarasowych. Za jej plecami powoli ożywały przerwane rozmowy. Wilczyca wybrała swoją dzisiejszą ofiarę, którą pomęczy zamiast ciastka do porannej kawy.
- Panie Flame. - przywitała go uprzejmie, zatrzymując się obok wolnego fotela na wprost Eliasza. - Ależ dawno nas pan nie odwiedzał! Pozwoli pan, że się przysiądę? - nie czekała na odpowiedź, już rozsiadała się wygodnie. Nogę zarzuciła na nogę, poprawiła materiał szmaragdowozielonej szaty i posłała mu szeroki, koci uśmiech. Zapach waniliowych cygaretek drażnił przyjemnie jej nos, tworząc wraz z kardamonowym aromatem kawy cudowne połączenie. Zapowiadał się miły dzień.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : treser

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sro Mar 11, 2015 8:05 am

Stukot jej pantofli Flame znał aż za dobrze. Jeszcze zanim obraz pokrył mu sie z dźwiękiem, zanim pamięć wyłowiła i połączyła ze sobą fakty poczuł jak robi mu sie niedobrze. Dlaczego taka reakcja? Spojrzał nawet zdziwiony na swoją cygaretke. Dopiero po chwili skojarzył ten rytm z osobą Nilsson i aż się wzdrygnął.
Po jego głowie krążyły już od dawna strzępki wspomnień związanych z tą kobietą, ale nie był pewien ani jednego z nich. Wielu rzeczy związanych z tym miejscem nie był pewien i czasami sam nie wiedział co z tym fantem począć - więc nie robił z tym nic.
Kawa z kardamonem. Oczywiście. Znał ten zapach aż za dobrze. Kiedy podeszła bliżej zamknął oczy, by przypadkiem nie wyjść ze swojej doskonałej roli. Dopiero kiedy sie odezwała otworzył je i uśmiechnął sie sympatycznie. Uprzejmości za uprzejmości, konwenanse, konwenanse, wstał jak dżentelmen, poczekał aż ona usiądzie, wtedy sam zajął swoje miejsce.
- Panno Nilsson. - skinął głową- Bywam tu regularnie co tydzień, acz zakładam iż w nadmiarze swoich obowiązków mogła to Pani przeoczyć. - powiedział grzecznie.
Był w tym na prawde dobry. W zgrywaniu miłego faceta. Grzecznego i sympatycznego jegomościa z lekkimi zawiechami systemu po prostu. Czasem, kiedy jego życiowa rola wisiała na włosku demaskacji po prostu wyłączał się na chwilę, żeby wgrać odpowiedni program z powrotem na swoje miejsce.
- Wygląda Pani olśniewająco. Jak zwykle. - poczęstował ją komplementem z tym swoim szalenie szarmanckim uśmiechem filmowego amanta uwodziciela. Domyślał się też, że to ten typ kobiety, która wybitnie lubi płaszczenie się i hołubienie.- Proszę mówić mi Elias. Myślę, że zna mnie pani za dobrze na te konwenanse mówienia po nazwisku. - i taka tez była prawda. Nilsson zapewne znała jego kartę choroby na wylot. Jak każdą inną kartę, miała ich całe stosy, dokładne, skrupulatne, z opisanymi najdrobniejszymi czasem nawet najstraszniejszymi objawami i zachowaniami pacjentów.
Popalał swoją cygaretkę przyglądając sie jej, może nie natarczywie, ale bez tego poddańczego odruchu spuszczania wzroku. Był przecież myśliwym w tym świecie, był synem boga, nie bedzie mu żadna bladolica dupcia wjeżdżać na honor.
Może powinien zaprzyjaźnić sie z nią bliżej? Kto jak nie ona mógłby zdradzić mu mroczne tajemnice zakamarków jego wspomnień. Och ile by dał za to, by przewertować swoją własną teczkę, zamknięta pod kluczem w szpitalnych archiwach. Rozwiązało by to wiele jego problemów. Szpetny plan powoli kiełkował w jego głowie, kiedy tak od niechcenia poprawił usadowienie w fotelu i przełożył papierosa do drugiej reki coby przypadkiem nie dymił w jej zgrabny, filigranowy nosek.
- Kontrola oddziału świrów? - zagaił żartobliwie, obserwując uważnie jej reakcje. Potrzebował szybko nauczyć sie co na nią działa, a co nie, co ją bawi a co niepokoi. Potrzebował sam sobie w głowie stworzyć kartotekę Brigity Nilssen. To miał być klucz do rozwikłania tajemnic jego przeszłości.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 30 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : vice-dyrektor szpitala Bogini Eir

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sro Mar 11, 2015 10:59 am

Konwenanse, konwenanse. Taniec, który znała od dziecka. Który miała niemal we krwi! Tu uśmiech, tam dygnięcie i wszyscy klaszczą dla dzielnej Birgitty, jest takim mądrym dzieckiem ta nasza ruda laleczka! Teraz nie miała już zbyt wiele wspólnego z dziecięcą niewinnością. Ze słodkiego kociątka wyrosła krwiożercza bestia, której uśmiech może co najwyżej zjeżyć włos na karku. Wytresowana, posłusznie podąża za zasadami. Skacze z krzesła na krzesło i przez płonącą obręcz. Pozwala wsadzić sobie głowę do rozwartej paszczy. A jeśli złamiesz zasady odważny treserze potworów..? Wybijesz ją z rytmu. Gotowa Ci za to odgryźć głowę. Ot tak, dla kaprysu.
- Naprawdę? Co tydzień? - uśmiecha się z zaskoczeniem, a kłamstwo gładko spływa jej z uszminkowanych na czerwono ust. Birgitte wie o wszystkim, ten szpital to jej wielka pajęcza sieć i zna każde drgnięcie pod swoimi palcami. Oczywiście, że wie kiedy i o której Eliasz pojawia się w budynku. Wie jakim poddają go badaniom, o co pytają i co on odpowiada. W każdy piątek, gdy kawę pija w swoim gabinecie przegląda jego kartę, obiekt swojej niezrozumiałej fascynacji i zastanawia się co ten człowiek skrywa. Ciekawość, ciekawość zawiedzie ją na samo dno piekła, jak słowo daję.
- Aż dziw, że nie wpadamy na siebie częściej. - kolejny uśmiech następuje zaraz po wcześniejszym, nieco słodszy, ale wciąż nie sięgający oczu. Te oczy nigdy się nie śmieją, chyba nie potrafią. Spotkali się, bo ona tego chciała, miała takie życzenie. Inaczej nie zobaczyłby nawet jednego rudego włoska z jej głowy. Jej królestwo, jej zasady.
Co do jednego miał racją, Birgitte uwielbia komplementy. Spija je z ust jak życiodajny nektar, jak pokarm dla swojej wiecznie głodnej próżności. I nigdy nie ma ich dość. Przecież komu, jak komu, ale jej należą się wszystkie! Zna jednak zasady, więc udaje skromność i lekceważąco macha dłonią, jakby chciała powiedzieć: "Och, daj spokój! Bo gotowa jestem się rumienić". Ale lodowate spojrzenie zmrużonych oczu jasno mówi, że alabastrowe policzki nie pokryją się czerwienią ani i za sto lat.
- Birgitta. Będzie mi bardzo miło. - odpowiada szybko, bez wahania. Przecież już kiedyś mówili sobie po imieniu. Gdy spali w tej samej części szkoły, chodzili tymi samymi korytarzami. Ale to było tak dawno temu, że już niemal popadło w zapomnienie. Teraz znacznie lepiej znała go z opisów swoich ulubionych medyków. Banda tresowanych świrów, którzy doglądają jeszcze większych wariatów! Czy czerpanie z tego takiej zabawy, ją też stawiało w kolejce do kozetki i okna wydającego leki? Czytała karty pacjentów dla odstresowania, jak lekturę - zamiast kolejnego numeru "Uzdrawiacza". Ale jego karta była póki co jej ulubioną. Absolutnie bezkonkurencyjna!
- W pewien sposób. - wzruszyła lekko ramionami, upiła łyk kawy. Czarna z kardamonem, niezmiennie od lat. Kawa a la Nilsson, tak ją po cichu nazywano. - Codziennie staram się odwiedzić jeden oddział. Rozmawiam z personelem, pacjentami. Lubię wiedzieć co w trawie piszczy. Jak żyje mój szpital. - uśmiecha się jak święta, ale w oczach błyszczą złośliwe ogniki. Każdego popołudnia wybiera jednego pechowca i męczy go przez dwa kwadranse. Choć oczywiście są i tacy, którzy to lubią - bo mają skargi i donosy, którymi chcą się podzielić z uważnie słuchającą Birg. Albo tacy, którzy toczą swoją grę, jak Eliasz. Cztery oddziały w cztery dni tygodnia. I piątkowe spotkanie z aktami. Potem weekend i zaczynamy od nowa.
- Może ty masz jakieś uwagi? - zapytała z zainteresowaniem, pochylając się lekko w jego stronę. Na wpół świadomie podążyła za zapachem waniliowego dymu, który wcale jej nie przeszkadzał. Chciwym spojrzeniem śledziła ruch cygaretki. - Będę bardzo rada mogąc ich wysłuchać. - na białej porcelanie widać odcisk jej czerwonych warg. Idealnie w tym samym miejscu, niezależnie od ilości łyków, które wzięła. Perfekcja w każdym calu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : treser

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sro Mar 11, 2015 5:50 pm

Poczuł się przy niej prędziutko taki zmęczony, taki nagle wyzuty ze wszystkich chęci, taki pozbawiony nadziei. Wcale nie dziwiło go, że pacjenci uskakiwali przed tą kobietą po krzakach, nawet jeśli nie chodziłoby tylko o fizyczny lęk. Miała w sobie coś, jakąś aurę, nazwij to jakkolwiek, co pozbawiało człowieka chęci życia. Może to ta doskonałość, ta bolesna wręcz pewność siebie, perfekcja do granic możliwości. Zapłonęło w nim szalone, dzikie pragnienie zbezczeszczenia tej jej idealnej świątyni, wjechania z butami, błotem, krwią, smrodem, brudem i chaosem. Żądza zniszczenia czegoś pięknego.
Uśmiechnął się jedynie.
- Mogę nad tym jedynie w milczeniu ubolewać. - przyznał kiwając głową. Zaciągnął się głęboko swoim małym, grzesznym tytoniowym wyrobem i przymrużył oczy.- Brigitta. - powtórzył po niej- Zabrzmię aż nazbyt pochlebnie, ale doskonale pasuje Ci to imie. - zajrzał w jej oczy. Znowu. Zamiast uciekać wzrokiem ciągnęło go do tych dwóch zimnych punktów. Jak chorego na suchoty do kostek lodu w szklance, jak pazernego rzezimieszka do kryształów. Bezcześcić, bezcześcić, pieprzyć konwenanse.
Kiwał głową z zainteresowaniem, był przecież takim dobrym słuchaczem, jeśli akurat taką rolę chciał dziś grać. Uśmiechał się na sugestywne żarciki, bo przecież poważna kobieta nie interesuje się tym co w trawie piszczy, to taka przenośnia. Uśmiecha się, żeby pokazać że rozumie. Obserwuje filiżankę, kiedy podnosi ją do ust, obserwuje jak pokryte pomadą usta przyklejają się do gładkiej powierzchni porcelany, przygląda się im, gdy powoli sie od niej odlepiają, a trybiki jego głowy w zawrotnym tempie układają scenariusz.
Flame zapragnął czegoś dostać, panienko Nilsson. Zapragnął bardziej niż kiedykolwiek czegokolwiek. Gdy w końcu pada pytanie, na jego ustach pojawia się chytry uśmiech velociraptora. Przez ułamek sekundy jakiś błysk przebiega przez dno jego oczu, setną sekundy, ale zawsze.
- Mam. Nawet kilka. - rzuca wiedząc, że taka odpowiedź ją sprowokuje. Licząc na to, że zainteresuje ją swoimi słowami. Podniesie jej puls chociaż o kilka uderzeń, bo przecież "Jak to?!", ten szpital działa jak w zegarku, nikt tu nie może mieć uwag do niczego, nikt tu na nic się nie skarży. A on, och tak, on powiedział, że ma ich nawet kilka!
Przeciąga tę chwilę ćmiąc trochę z cygaretki, by zaraz spojrzeć znów w jej oczy i udać zaskoczenie, jakby zapomniał co przed chwilą powiedział, jakby nie pomyślał, że zadała te pytania na poważnie. Manipulant.
- Mógłbym Ci o nich opowiedzieć. Przy lampce wina na moim tarasie. - mówi powoli. Całkiem wyraźnie. Nie żeby się peszył, czy kokietował. Informuje ją jak może wyglądać ich wymiana, wystawia swoje warunki transakcji. I patrzy. I czeka.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 30 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : vice-dyrektor szpitala Bogini Eir

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sro Mar 11, 2015 9:13 pm

Taka doskonałość wcale nie była prosta. Nie kiedy cały świat nieustannie dążył do chaosu. Wszystko sprzeciwiało się jej próbom uporządkowania i uszeregowania. Ludzie nie chcieli nosić etykietek, które im nadawała. A przecież wszystko czego chciała to ład! Nie tylko w szpitalu, ale również w kraju i w całej magicznej Skandynawii. Chciała jasnych zasad, którym wszyscy musieliby - chcieliby, w tej pozytywnej wersji - się podporządkować. Dlatego tak szerze oddawała się ideom Sabatu. Oni mieli plan i wizję świata. Wszystko miało mieć sens. To była chyba jedyna rzecz, której Birgitta pragnęła z całego swojego serca. Zupełnie i nieodwołalnie. Z całym oddaniem i brakiem refleksji, na które stać jedynie największych fanatyków. I była gotowa znieść wszelkie cierpienia i wszelkich cierpień przysparzać, byle tylko osiągnąć cel. To wszystko w imię większego dobra, prawda?
- Ojciec trafnie wybrał. - zaśmiała się w odpowiedzi i zapewne była to pierwsza naturalna reakcja, na jaką sobie pozwoliła. Birgitta to znaczy silna. Ona była silna. Twarda i zahartowana. Ale to nie była kwestia szczęścia, czy samospełniającej się przepowiedni. Imię, które jej nadano było deklaracją i przypomnieniem. By pan Nilsson nigdy nie zapomniał kim miała być jego córka. I taką ją stworzył. Wykuł ją jak broń, zapisał jak strony księgi. Była jego dziełem, a nie dzieckiem. Zawsze traktowano ją jak przedmiot, nie widziała więc nic dziwnego w tym, by innych ludzi traktować tak samo. W jej mniemaniu tak to właśnie działało. Może dlatego tak pociągał ją przypadek Flame. Bo jego też niejako stworzono od nowa. Zmięto w palcach jak glinę i ukształtowano w nową formę. Było między nimi jakieś podobieństwo.
Nie odwracała wzroku, nie miała tego w zwyczaju. Patrzyła wyzywająco i dumnie. Patrzyła jak ktoś kto wymaga szacunku. Nie prosi o niego, nie próbuje go zdobyć, ale go wymaga. Bo się jej należy. I podświadomie czekała na moment, aż to on odwróci wzrok, bo w końcu każdy jej kiedyś ulegał. Bo nikt nie chciał z własnej woli wkładać głowy w paszczę bestii. Do tego trzeba być... niespełna rozumu.
W przeciągu z uchylonych drzwi tarasowych jej kawa stygnie szybciej niż zazwyczaj. Nie parzy już delikatnego wnętrza ust, więc pije większymi łykami. Aromat pieści jej kubki smakowe, orzeźwia umysł wyrazistą goryczą mocno palonej kawy. Taką lubi najbardziej. Birgitta dostrzega jego spojrzenie i choć nie umie go w pełni zinterpretować, wie że coś jest na rzeczy. Pije i cierpliwie czeka. W jej żyłach krew krąży nieco żwawiej, a ona z pewnym zdziwieniem stwierdza, że jest podekscytowana. Jej ulubiony pacjent jest wyzwaniem, zagadką i to kręci ją jak cholera. Bo odkrycie wszystkich jego kart, nadanie numerka i wciśniecie w odpowiednią ramę jej idealnego świata byłoby cudownym zwycięstwem. Władza ją podnieca, dlatego tak kocha swoją pracę. Ale co nawet ważniejsze - to byłoby słuszne. Tak trzeba. Nadać mu odpowiedni cel, zmusić do posłuszeństwa. Dla dobra idei.
- Doprawdy? - mruczy sceptycznym tonem, unosząc leciutko jedną brew i zaciskając usta, by powstrzymać drapieżny uśmiech, który sam pcha się na wargi. Musi chodzić o coś więcej, bo Birgitte wie, że jej szpitalowi nic nie można zarzucić. Jest doskonały w każdym calu. A nawet jeśli jest kilka niedociągnięć, to zawsze tuszowała je do czasu rozwiązania. To jest jakaś gra, której ona jednak nie umie przejrzeć. Jeszcze! Niewiele brakuje, by zaczęła się niecierpliwie wiercić w fotelu, taka jest ciekawa co będzie dalej. Mijają sekundy, Brig przygryza od wewnątrz wargi, a potem wydyma je lekko jak rozkapryszone dziecko. - Ależ po co mnie tak trzymać w niepewności! - skarży się pół żartem, pół serio, przechylając kokieteryjnie rudą główkę. A potem wybucha śmiechem. Szczerym i tak wesołym, że kilka głów odwraca się nerwowo w ich stronę. Dobry nastrój pani dyrektor zwiastował kłopoty.
- Byłabym zaszczycona. - odpowiada i znów mówi szczerze, choć jej intencje nie do końca są czyste. Co to będzie za rozrywka! I tyle okazji, tyle perspektyw. I oczywiście pewne ryzyko, bo tutaj była królową, to jej teren. Ale będąc gościem będzie stała trochę niżej na swym piedestale. Sytuacja jest jednak zbyt kusząca, a ona zbyt pewna siebie, by się wahać. Do odważnych świat należy, prawda?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : treser

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sob Mar 14, 2015 11:44 am

Wymiana uśmiechów idzie tak sprawnie, że Flame zaczyna czuć się nieswojo. Troche przywykł już do tańczenia pośród żmij, jednak patrząc w Twoje zimne oczy odczuwa jakiś niepokój i bardzo mu to nie odpowiada. W końcu kim Ty w ogóle dla niego jesteś, poza mrocznymi cieniami przeszłości nie nosisz w sobie boskiego pierwiastka. Nie to co on, nie to co jego przodkowie.
Ma potrzebę posiadania, pęczniejącą niebezpiecznie, mutująca w jego wnętrzu i głowie. Obserwuje twoje ruchy, a wszystkie te gesty zaskakują w odpowiednie zapadki w jego głowie. Przymyka oczy i zaciąga się cygaretką po raz ostatni.
- Doprawdy? - parafrazuje Twoje słowa równie sceptycznym tonem, wypuszczając dym nosem. Zaszczycona. Szczerze powątpiewał w Twoją zdolność odczuwania takich emocji, a używania słów których się nie rozumie powinno się zaprzestać gdzieś w drugiej klasie panienko Nilssen. Powątpiewał w ogóle w twoją umiejętność czucia czegokolwiek pod tą skorupą samouwielbienia i chęci dominacji, jednak nie było to przeszkodą. Nie dla niego.
Pamiętał Cię ze szkoły. Małą, upartą pannicę z przerostem ambicji. Gdzie Cię to doprowadziło? Szkoła. Gdzie to doprowadziło jego. Co za śmieszny plot wydarzeń przeciął wasze ścieżki tu i teraz. Zrządzenie losu, życzenie bogów. Musiał, chciał się dowiedzieć dlaczego. Nic nie dzieje się bez przyczyny, czyż nie?
Zagasił peta w popielnicy stojącej na stoliku starając się nie okazywać zbytnio swojego zadowolenia obrotem spraw.
- Skoro tak, postaram się, by był to niezapomniany wieczór, Brigitto. - wyznał szarmanckim tonem wyciągając dłoń po Twoją rękę. Ucałował ją delikatnie, wstając z fotela.
Czuje na sobie spojrzenie personelu, który ukradkowo szeptem wymienia swoje uwagi na temat śmiechu pani vice-dyrektor. Pani vice-dyrektor się przecież tak nie śmieje, co się wydarzyło, co to za sobą pociągnie?
Uśmiecha się.
- We wtorek? Wieczorem. - trochę pyta trochę oznajmia, wsuwając papierośnicę do wewnętrznej kieszeni marynarki. Trochę żyłkę pociągnąć, trochę popuścić, by mu sie nie urwała. Trochę zanęty dorzucić, trochę spławikiem pokusić. Wszystko pomału Eliaszu. Zbyt wielki entuzjazm może zniszczyć cały, kiełkujący plan.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 30 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : vice-dyrektor szpitala Bogini Eir

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Sob Mar 14, 2015 2:22 pm

Uśmiech potrafi być równie niebezpieczny co różdżka, o ile umie się go odpowiednio używać. Birgitta posiada tą umiejętność. To jedna z pierwszych rzeczy, którą zrozumiała: jak układać usteczka w tysiącu i jednym grymasie, by dostać to czego się chce. Wydaje jej się, że tak właśnie działa świat. Wszyscy próbują dostać to czego pożądają. Jej świat jest pełen egoistów. Nie ma w nim miejsca na altruizm i poświęcenie. Nie ma miejsca na miłość, przyjaźń i oddanie. Oddawać można się jedynie ideom, ale przecież to też podszyte jest egoizmem. Chciała idealnego świata dla siebie. Bo w tym świecie byłaby królową pośród maluczkich. Mogła mówić i myśleć, że robi to dla wszystkich, ale przecież to byłoby zupełnie wbrew jej naturze. Wszystkie jej marzenia i cele obracały się zawsze wokół krótkiego słówka "JA".
Dlaczego jednak wszyscy zdawali się wątpić w jej zdolność do odczuwania emocji? On, pracownicy, pacjenci... Pewnie nawet jej rodzony brat! Przecież Birgitta czuła. I to jak intensywnie! Jej radość odurzała jak butelka taniego wina wypita w upalny dzień i to najlepiej na czczo. Kręciło się w głowie od tego szczęścia i chciało się więcej i więcej, by opóźnić przyjście kaca. U niej moralnego. Umiała się też złościć i to widowiskowo. Umiała płakać ze szczerym smutkiem. Czuła strach, zazdrość, zawiść, dumę. Choć tu ją masz, Eliasie - zaszczycona nie była. Ani troszeczkę. Do tego trzeba przecież odrobiny pokory i poczucia niższości wobec proponującego owe zaszczyty. To ty powinieneś w jej zamyśle giąć się w ukłonach, że się zgodziła. Choć to była tylko nikła myśl, która w żaden sposób nie odmalowała się na jej twarzy.
- Tym bardziej nie mogę się doczekać. - odparła grzecznie. Dłoń oczywiście mu podała, bo tak wypadało. Ale gdzieś w środku, jej żołądek ścisnął się nieprzyjemnie. Birgitte bardzo nie lubiła dotyku innych ludzi. To było naruszanie jej granic, tych bardzo intymnych. Była przecież śliczną laleczką. Na takie się patrzy, gdy stoją gablocie, ale się nie dotyka. Jednak dla dobrych manier była gotowa na malutkie wyjątki, jak ten. Biada jednak temu kto spróbowałby ją przytulić. Czy nie daj Merlinie, pocałować! Zgroza.
- We wtorek... - mruknęła pod nosem, a w jej dłoni pojawił się kalendarz, który przewertowała z wprawą. Na kwadraciku z dniem, który zaproponował widniało już enigmatyczne S, skreślone jej piórem. Zacisnęła lekko usta. - Środa, jeśli to możliwe. Wtorek mam już zajęty. - odpowiedziała, wciąż wygodnie rozparta w fotelu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : treser

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Wto Mar 17, 2015 4:15 pm

Tak, oboje zdajecie się znać tę zasadę. Wiedzieć, że czasem kilka słów potrafi przynieść lepszy efekt niż najgorsza klątwa. Czasem jeden uśmiech sprzedaje lepszą historię niż szereg upartych działań.
Elias większość swojego życia przekoczował w cieniach. W półmrokach korytarzy, w zakamarkach sal, raczej niespecjalnie towarzyski ale też nie ten dziwny odludek wytykany palcami. Był doskonałym szarym obywatelem, kompletnym nikim nie rzucającym się w oczy dopóki tego nie potrzebował. To trudna zdolność, Birgitto, potrafisz być niewidzialna?
Twoja dominująca osobowość nie była zagadkowa. Wystarczyło zobaczyć ten Twój profil panny z dobrego domu by wiedzieć, że z pewnością nie narzekałaś na brak wygód. Że dobrze znasz wszystkie możliwe drogi osiągania swoich celów. Masz takie spojrzenie, takie nieustępliwe i pewne zwycięstwa. Zawsze dostajesz w końcu czego chcesz, prawda?
Flame już nie jest w kręgu Twojej jurysdykcji, nie masz władzy nad niczym więcej w jego życiu i choć nie wie jak wielkie szkody wyrządził mu Twój szpital, cieszy się, że teraz startujecie z tej samej pozycji.
Choć Ty zapewne uważać będziesz inaczej.
- Przyjdę po Ciebie we wtorek o dwudziestej. - mówi wesoło zapinając guziczek marynarki i zerkając niby od niechcenia w stronę wyjścia z pomieszczenia - Taka kobieta jak Ty na pewno może dowolnie operować swoim czasem. - prowokuje puszczając Ci oczko i przeczesując palcami swoje ciemne włosy.
Powoli, pomaleńku zakreślał swoją granicę. Jak kot krążący po podwórku w pobliżu psa na łańcuchu. Sprawdza, jak blisko może podejść zanim odgryziesz mu głowę, choć... kto tu jest tak na prawdę tym kotem?
Chwyciwszy swoją teczkę ze stolika kiwa Ci uprzejmie głową i kieruje się do wyjścia. Niespecjalnie prędkim krokiem, ale też nie ociągając się tęsknie, żeby w Twojej głowie nie zrodziła się przypadkiem żadna niepożądana myśl.
Dopiero przy drzwiach zerka po raz ostatni na jedwabistą gładkość muśniętych pudrem policzków i ta myśl, której Tobie nie życzył, chyba pojawiła się gdzieś w nim.


z/t
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 30 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : vice-dyrektor szpitala Bogini Eir

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salonik   Czw Mar 19, 2015 6:50 pm

Birgitta nie umiała być niewidzialna. Była najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, płonęła intensywnym światłem. W błędzie był jednak ten kto pomyślał, że skoro nieustannie jest na widoku, to z pewnością nie poradzi sobie w świecie pełnym sekretów i intryg. Wszak jeśli będziesz zbyt długo patrzeć w słońce przestaniesz widzieć, bo oślepi Ci jego blask. I wtedy wiele może się zdarzyć. A ona była mistrzynią w odwracaniu uwagi i mydleniu oczu. Owijała sobie ludzi wokół palca z niepokojącą łatwością. Oczywiście wielu pozostawało odpornych na jej urok... ale wtedy wciąż zostawały jej groźby, szantaż i przekupstwo. Bo przecież nie zmusisz ludzi, by Cię kochali, ale zawsze możesz sprawić, że zaczną się Ciebie bać. Rudowłosa pani dyrektor miała wiele na sumieniu - i to wszystko przy dostatecznej ilości rozumu, by nigdy nie dawać nikomu dość dowodów na pogrążenie swojej kariery. Tak, zawsze dostaję to czego chcę. Nikt kto jej odmawia nie kończy dobrze. Bo ona nigdy nie przegrywa - co najwyżej bitwę, ale nie wojnę. Zraniona wpełza do swojej kryjówki jak wąż i czai się do kolejnego ataku. Nieustępliwa, nieugięta, pozbawiona celu poza tym jednym - byciem górą. Zawsze i nad wszystkimi.
Panna Nilsson znów się śmieje, ale teraz w tym śmiechu jest prócz rozbawienia pobrzmiewa jakaś ostra nuta. Jej spojrzenie wciąż jest zimne jak wiatr nad Arktyką, ale jednocześnie zdradza zaciekawienie. Zaimponowałeś jej swoją butą, bo niewielu ma odwagę się tak do niej odezwać. To pociągające, choć nie w sposób oczywisty dla wszystkich. Jesteś wyzwaniem. Możesz zgrywać szaraka, ale ona widzi w Tobie coś wyjątkowego, specjalnego! I pragnie to posiąść. Mieć, rozumieć, rozgryźć. Chce dobrać się do Twojego wnętrza i wydrzeć z niego wszystkie te tajemnice. Cóż to będzie za rozkosz...
- Będę czekać. - odpowiada równie wesołym głosem, zatrzaskując spoczywający na kolanach kalendarz. Będzie musiała przesunąć kilka spraw, ale faktycznie - to nie było szczególnie duże wyzwanie. Raczej drobna niedogodność. Pozwala więc sobie na drapieżny uśmieszek, który perfekcyjnie pasuje do jej karminowych ust.  
- Do zobaczenia. - rzuca jeszcze nim jej miły towarzysz odwróci się i ruszy do wyjścia. Czy czuł na swoich plecach jej lodowate spojrzenie, wiercące mu dziurę między łopatkami? Kto wie. Kiedy jednak stanął w progu, ona przezornie spuściła wzrok, by nie dać się złapać na tej małej obserwacji. Ze spokojem kreśliła piórem po kalendarzu, przesuwając spotkania i uwalniając wtorek od zobowiązań. Policzek palił ją od jego spojrzenia, choć ledwie przez ułamek sekundy.
W świetnym nastroju dopiła kawę. Pozbierała swoje rzeczy, wstała z fotela i stukając obcasami ruszyła do wyjścia. Wszyscy odetchnęli, bo przez najbliższy tydzień nie będą musieli jej tutaj oglądać.      

[zt]
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Salonik   

Powrót do góry Go down
 

Salonik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Szpital Bogini Eir :: Parter: Oddział Zamknięty i Psychiatrii-