Butik pana Lindberga

PisanieTemat: Butik pana Lindberga   Pon Gru 29, 2014 2:53 pm

Butik pana Lindberga
W tym butiku każdy znajdzie coś dla siebie. W zaciszu swej pracowni, otoczony dziesiątką, a może nawet setką kotów, pan Lindberg tworzy każdego dnia ręcznie wykonane dzieła sztuki. Od poważnych, jednak nigdy nudnych szkolnych i wizytowych szat, aż po ekskluzywne i ekstrawaganckie stroje balowe. Za odpowiednią opłatą można tu zamówić zupełnie niepowtarzalne i, co ważniejsze, wykonane z niezwykłą pieczołowitością małe dzieło sztuki. Na tych, którym los poskąpił zaś talarów czeka spory wybór używanych szat, które pomimo upływu czasu niemal nie tracą na swojej jakości. Uwagę przyciągają również rozliczne kapelusze i dodatki, bez których obyć nie może się żadna modna czarownica tudzież szanujący się czarodziej.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Nie Sie 30, 2015 10:22 pm

Clairemino. Uspokój się, dziecko, naprawdę nie rozumiem, o co ci chodzi. Dla mnie wszystkie te marynarki wyglądają tak samo, czy ty posiadasz jakiś dodatkowy zmysł, że widzisz tu jakieś różnice? Weźmy pierwszą rzecz, która będzie pasować, i chodźmy już stąd. Mamy ważniejsze rzeczy do ustalenia, jak na przykład: "czy ty nie możesz mieć normalnych znajomych, Clairemino?". Patrzę z uniesionymi brwiami na to indywiduum przyprowadzone przez Claireminę, po czym przenoszę powoli wzrok na Claudię. Nie chcę tu spędzić całego dnia i wiem, że ty też nie masz na to ochoty.
Musimy się na to zdecydować. Teraz albo nigdy.
- Za jakieś trzy minuty znowu zacznie oglądać sukienki i uwięzi cię w przebieralni, więc to nasza ostatnia szansa. - Nachylam się ku mojej narzeczonej, szepcząc konspiracyjnie.
Tu nawet nie chodzi o to, że nienawidzę przymierzać ubrań (chociaż to również prawda). Przede wszystkim organicznie nie cierpię dużych miast. Oslo nie jest co prawda tak przytłaczająco przerażający jak Nowy Jork (wciąż cię nienawidzę za tę wycieczkę, Reg), ale i tak czuję się nieswojo. Bardzo. Mrowie ludzi wchodzi i wychodzi podczas każdej godziny, prawdę mówiąc, gdybym miał bardziej osobiste odczucia co do nadchodzącego ślubu, chyba uciekłbym już dawno temu.
Poważnie, co jest nie tak z ludźmi? Małżeństwo to raczej osobista sprawa, dlaczego co druga osoba, która orientuje się, po co tu jesteśmy, podchodzi i wypytuje o te wszystkie intymne szczegóły? Jak długo jesteśmy razem, kiedy nadchodzi wielki dzień, wszystko już dopięte na ostatni guzik? Nie będę z wami o tym rozmawiał, nie znam was!
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Nie Sie 30, 2015 11:05 pm

Ile tu jest rzeczy! Ile rzeczyyy! Materiały i i i obsługa ii już kazałam ich zmierzyć dokładnie.Nowożeńcy. Cała się trzęsę w środku z podeskcytowania, obojętnie, ile razy będą mi próbowali wytłumaczyć, że nie są razem i biorą ten ślub z zupełnie innych powodów, boże, przecież wiem jakich, ale czy to znaczy, że nie mogę się cieszyć?! A właśnie, że mogę. I będę! Za waszą dwójkę też! Nie myślcie, że was nie obserwuję jak siedzicie na tej kanapie. Zerkam przecież tylnym okiem raz na jakiś czas. Czekając, aż Lambert wyjdzie z przymierzalni idę na sukienki. Claudia jest wybredna, nic się jej nie podoba, a jednocześnie jest jej obojętnie, to najgorsza panna młoda z jaką miałam okazję pracować! To również jedyna panna młoda, z jaką miałam okazję pracować!
- Nie! Siad! - Odwracam się nagle z wyciągniętą ręką, co myśleliście, gołąbki, że was nie nakryję? Na kanapę, ale już. Nie, tylko ty, Yuma, a ty tu chodź, no chodź! Już nie patrz tak na niego, on ci nie pomoże, na litość boską, to wasz ślub, to wam powinno zależeć, żeby to choć wiarygodnie wyglądało! Wręczam jej kilka sukienek, w tym ze dwie różowe, które natychmiast mi oddaje, ale wrzucam je za nią do szatni. Masz je przymierzyć.
Lambeeeert! Pokaż się, pokaż się, pokaż się. Przeskakuję z nogi na nogę krążąc dookoła chłopaka, ale ślicznie, ale ślicznie, cmokam, tak, tak to jest fajne, nie no, wyglądasz cudnie książę, tylko może jednak byś tamto zmierzył jeszcze raz, co? No proszę. Hi hi. Cudownie. Z rękami opartymi na biodrach zadowolona z siebie odwracam się do Yumy. No i co? Ty już przecież jesteś załatwiony. Możesz sobie odpoczywać. Szczerzę się do ciebie, ale krótko, bo słyszę dobiegający zza kotary głos Claudii, oznajmiający mi, że stanowczo odmawia ubrania tej bezy. Wchodzę tam. No i co jest złego w tej sukience? Bardzo ładna. Dobrze, być może trochę jest taka, duża, no ale, Claudio, ej, ej!
Wyrzuciła mnie. Podchodzę do kanapy.
- Możesz zrobić porządek ze swoją narzeczoną? Sama niczego nie wybierze ale nic jej się nie podoba! - Przez nią nigdy stąd nie wyjdziemy. Siadam naburmuszona na kanapie i wbijam wzrok w okno.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Nie Sie 30, 2015 11:53 pm

No i proszę, będziemy mieli ZAŚLUBINY. To wielce poważna sprawa, w końcu gdy się staje na ślubnym kobiercu, to przed samym Bogiem przysięga się miłość po grób. Od Claireminy słyszałem, że i w tej materii zaszło wiele zmian, na przykład, ceremoniał już nie zajmuje miejsca przed drzwiami kościoła. Szaleeeeeeństwo. Wielce za to mi się podoba ten kram, to takie poręczne, że tyle odzień na różne okazje można znaleźć w jednym przybytku! Chociaż te ślubne regalia wydają mi się zbyt monotonne, czarne i prosto skrojone, okropnie smutne. Clairemina twierdzi jednak, że prezentuję się w nich dość godnie, więc się rozpromieniam, kto ma się lepiej znać na obyczajach odzieżowych niż Clairemina Brohlówna?
Lustra też wyglądają inaczej. Niegdyś nie sposób znaleźć było takie zwierciadło, tymczasem teraz mogę się przejrzeć tak dokładnie, jakbym sam we własnej osobie stał tuż przed sobą i... hmm, gubię się trochę w tych porównaniach, po prostu ta precyzyja jest iście zabójcza. Nienienie, nie zabójcza, pfu, takie słowa nie mają racji bytu przy przyszłej młodej parze, jeszcze im to jaki zły urok przyniesie!
Zerkam na narzeczonego damy Claudii, och, to też nasuwa mi na myśl wspomnienia.
- O-mój-stwórco, to prawie jak historia Henryka ze Szwabii i tej praczki, tylko że Henryka dzik ubódł kłem, a tak poza tym to smalił cholewki do córki bednarza, mam na myśli Henryka, a nie dzika, oooch, Clairemino, co to za przyodziewek? - Ściągam z białej człowieczej statuy (jak się już dowiedziałem, zwą to manekinami jakąś zwiewną, błękitną chustę. Jest taka miękka! - Claudia jako Galijka winna w stan małżeński wstąpić w zieleni, to taka odpowiednia dla jej ludu barwa! - Rozmarzam się trochę, zawsze chciałem zwiedzić tajemniczy zachód!
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Pon Sie 31, 2015 12:05 am

O. Mój. Boże. Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. Wytrzymam. Nie. Nie dam rady. Siedzę sztywno gapiąc się w jeden punkt przed sobą, zastanawiając się, kiedy ta męka się skończy. Clairemina wciska mi jakieś kiecki a na początku kazała mnie mierzyć, bo na pytanie jaki noszę rozmiar odpowiedziałam, że nie wiem. Nie wiem! To niewybaczalne. Przepraszam, Clairemino, ale ja wkładam zazwyczaj to, co mam pod ręką. Jeśli spadają mi spodnie po prostu zaciskam pasek, wiem, że jesteś załamana stanem mojej garderoby, ale czy naprawdę tak trudno ci zrozumieć, że nie zwracam uwagi na to, co mam na sobie, niemniej jednak nie będę ubierać twoich różowych kompletów. Ja się świetnie czuję w moich sztruksach, ogrodniczkach, za dużych koszulach i swetrach. Tak, co z tego, że są brzydkie, nikt cię nie pytał o zdanie. Niemniej jednak nie mogę mieć do niej pretensji, wiem, że przy niej i tak wybiorę coś, co będzie o wiele lepsze, niż włoskich sukien ślubnych boże na samą myśl mam dreszcze. Tak, wybiorę, bo może jest mi wszystko jedno, co noszę na co dzień, ale nie pozwolę się ubrać w jedną wielka falbanę, chyba oszalałaś. Zabieraj ją. Nie zabrała. Chociaż jej ją wciskałam. Wychodzę z szatni, odkładam białą bezę, rzucając Yumie przelotne spojrzenie. Mogliśmy uciekać od razu. Wchodzę spowrotem mając nadzieję, że w końcu coś będzie odpowiednie. Dobra. Niech będzie teraz ta. Jest za duża. Ściągam. Słyszę paplaninę Lamberta, nie mam dziś na niego siły, doprawdy. Kto to jest. To znaczy wiem kto, ale. Może być gorzej? Przecież wiem, że Clairemina zabierze go na ceremonię, to teraz jej ulubiona maskotka, nareszcie znalazła kogoś posiadającego podobne zasoby entuzjazmu co ona.
No świetnie, zielony pasuje mi do karnacji, zapamiętam na przyszłość. Biustonosz mnie uwiera, naprawdę co to zmieni, że będę go miała na sobie podczas mierzenia tych kiecek. Sciągam go i rzucam w kąt, Clairemina i tak nie zauważy. Zakładam ręce na biodra i stoję tak w tej szatni, patrząc na wiszące na ścianie sukienki i zastanawiam się, co dalej. Chcę to mieć za sobą. Ale naprawdę, naprawdę nie chcę ich wszystkich mierzyć.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Pon Sie 31, 2015 10:56 am

Clairemino, od kiedy jesteś taka apodyktyczna? Wzdycham tylko i opieram się o oparcie kanapy, zerkając niecierpliwie w sufit. Skoro już - z bólem - znalazłaś coś, co - jak uznałaś - wygląda dobrze na mnie, to może, hmm, mógłbym już stąd pójść? Liczę na to, że Claudia wybaczyłaby mi ucieczkę z pola bitwy, naprawdę źle znoszę tłumy. Ledwo wytrzymuję na szkolnych korytarzach, zazwyczaj po prostu szukam dla siebie jakiegoś cichego miejsca. A tutaj za dużo się dzieje.
Zerkam przelotnie na Lamberta, doskonale wiem, jak to jest trafić do świata, którego nie do końca się rozumie, ale to chyba najwyższy czas, by zaczął się... orientować? Może orientowanie się nie jest jego mocną stroną. Na Wielkiego Ducha, jaki cudem moja Clairemina i ta zguba sprzed tysiąca lat dzielą wspólną mentalność? Ich rozmowy mogą przyprawić myślącą istotę o drgawki. Brawo, Lambercie, ta historia faktycznie pasuje jak ulał do naszej sytuacji, pomijając fakt, że nie mamy z Henrykiem ze Szwabii nic wspólnego.
- Co mam z nią zrobić? - pytam, wskazując dłonią na przebieralnię, w której tkwi Claudia. - Jeśli o mnie chodzi, może brać ślub nawet nago. - Wzruszam ramionami i dopiero wtedy dociera do mnie, co właściwie powiedziałem. Hm. Niezręcznie. - Daj jej chwilę, jeśli ją znam, to wybierze coś, co jest najmniej kłopotliwe w noszeniu i ten koszmar się skończy - dodaję szybko, zanim Clairemina zacznie wariować (nie, naprawdę, Clairemino, masz już piętnaście lat, to nie jest wiek, by rumienić się nawet na dźwięk słowa "pocałunek").
Sięgam po jakiś magazyn leżący na stoliku przy kanapie i dopiero po kilku sekundach wodzenia po tekście bezrozumnie wzrokiem dociera do mnie, że trzymam go do góry nogami. Nieważne. Zip zap, Yuma is mentally out.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Pon Sie 31, 2015 1:28 pm

C-c-c-co? Czerwienię się automatycznie. Co to znaczy, że jest mu jedno? To znaczy że że że że oni coś, że oni no. Coś. No. ???? . To to znaczy no, to oczywiste, to jego przyszła żona, więc nie przeszkadza mu bez ubrani a-a-ale cały czas m-mówili i eeeeee. To ja już teraz nie wiem, mam im przygotowywać sypialnię, czy jak? Boże. Co teraz. Zerkam na Lamberta. Nie, zła ścieżka, tam nie szukaj pomocy.
Może po prostu zapytam? E. Tak. Tak, żeby uniknąć nieporozumień. Dobrze. Biorę oddech i nachylam się w stronę Yumy zniżając głos do szeptu.
- Yuma, to wy… to wy… razem… a ja myślałam że że że ty to… to ten… z chłopakami… - Co za koszmar. CO ZA KOSZMAR. Kiedy to się w ogóle stało? Przecież jeszcze niedawno to Yuma kręcił się pod drzwiami pokoju Carlo, czego już nie robi z oczywistych względów i OBOŻE TO ON TAK I Z NIM I Z NIĄ?! Słabo mi. Czy jest na sali lekarz? Uderzam się otwartą dłonią w czoło, przecież jest Claudia! Claudia, właśnie! Przychodzi mi z odsieczą, wstaję uradowana, ale potem mina mi rzednie.
- Ja ci tej sukienki nie wybrałam! - Rzucam oskarżycielskim tonem, ale zamykam się natychmiast, bo jej spojrzenie mrozi mnie tak strasznie, że przez chwilę mam ochotę przeprosić za to, że tu stoję. Tutaj, w Norwegii, a nie w salonie. Zmieszana truchtam za nią do kasy, dając znak Lambertowi, żeby odwiesił te sukienki. Nawet się nie odzywam już, tylko stoję tak cicho obok niej, chociaż walczę ze sobą, aby nie wspominać o paru drobiazgach, które musimy jeszcze załatwić, są bardzo istotne ale. Ale. Jeszcze chwilę pomilczę. Płoszę się kiedy spogląda na mnie, czy ona instynktownie wyczuwa kiedy chcę powiedzieć coś, co jej się nie spodoba?
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Pon Sie 31, 2015 3:28 pm

O Panie, czemuś mnie pokarał tak czułym słuchem? Drepczę posłusznie za Claireminą i mimo że (przysięgam!) wcale uszu nie nadstawiam, gdy ta zniża głos, rozmawiając z przyjacielem, mimowolnie docierają do mnie te straszne wieści! Aż cały się płonię na myśl o tym, co się dzieje w posiadłości Claireminy Brohlówny!
- O MÓJ STWÓRCO! - Przyciskam obie dłonie do polików, gest ten jednak okazał się zbyt rychłym i suknie wraz z wieszakami wypadają mi z rąk. Kucam i szybko je zbieram, oglądając się za siebie i bacząc, czy przypadkiem ktoś tego nie widział. Umarłbym ze wstydu! - Z-z-za takie łamanie obyczajów można spłonąć w piekle! Słowo daję, ksiądz z ambony raz aż cały zabulgotał, i... i... ja na twoim miejscu nie chciałbym, by kto mnie szpikulcem dźgał przez całą wieczność! - Kończę surowym tonem, choć zapewne pobrzmiewa w nim również niedowierzanie. Doprawdy, wiele się zmieniło przez tysiąc lat.
Odeszła mi jednak ochota do dalszego oratorstwa, stoję tak tylko, dziwnie zawstydzony, i przygładzam materiał trzymanych szat. Oooch, patrzcie, nadchodzi Claudia! Odwracam się ku niej, kontent, że nadarza się okazja do zmiany tematu.
- Pani, ależ to nie jest strój na swaćbę! - Załamuję ręce, wszystko jest nie tak! Pan młody to sodomita, a pannę młodą ze względu na skromny odzienek można będzie pomylić z dziewką służebną! - Pani, jeśli wystąpicie w takiej sukni, byle drużka was przyćmi strojniejszym wyglądem, tudzież... Clairemino, powiedz coś! - Odwracam się nagle z rozłożonymi rękoma w stronę Claireminy Brohlówny.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Pon Sie 31, 2015 4:25 pm

Basta. Wystarczy. Mam dosyć. Odgradzam od siebie sukienki, których za nic nie włożę i te, które mogą być. Zadna mi nie odpowiada. Ubieram koszulę i wymykam się z przymierzalni, rzucając szybkie spojrzenie na sofę, ale Clairemina jest zajęta czerwienieniem się. Ciekawe, co jej powiedział. Albo co ona sobie dopowiedziała. Nie ważne. Nie moja sprawa, nie chcę tu wybuchnąć, więc przemykam na sukienki, grzebiąc w nich, w końcu biorę dwie, wracam truchtem do szatni. Mierzę pierwszą, pasuje mi, więc na drugą macham już ręką. Rozbieram się, wkładam znowu swoje spodnie i sweter, wciskając biustonosz do kieszeni. Wychodzę. Ani słowa. Ani. Się. Waż. Idę do kasy, i o ile Clairemina zrozumiała moją niewerbalną wiadomość, to Lambert Mieszkowic gada jak najęty i nie mogę. Nie mogę. Odwracam się do nich, z sukienką przewieszoną przez przedramię, drugą ręką wyciągniętą w ich kierunku z palcem wskazującym.
- Nie! Nie. Ani słowa więcej, aż do dnia ślubu, usłyszę choć jedno jęknięcie i możecie się na nim nie pokazywać wcale. Nie żartuję. NIE. - Unoszę dłoń wyżej, kiedy oboje otwierają usta, żeby zaprotestować. To mój ślub, jeśli będę chciała, to ubiorę tą sukienkę na lewą stronę i nic wam do tego. Nie wytrącajcie mnie z równowagi, dotychczas w życiu podniosłam głos tylko na mojego brata, poza tym w takich sytuacjach syczę jak żmija. Dobrze. Milczą, ze zbolałymi minami. Nic mnie to nie obchodzi. Do kiecki dostaję pończochy. Ok. Wracam do Yumy, nieszczęśnicy człapią za mną, spokojnie, spokojnie Claudio. Możemy już iść? To nie jest sposób, w jaki chcę spędzać swój wolny czas. Wychodzę z butiku od razu wyciągając z kieszonki fajkę i zapalając ją, przysięgam, przez to zamieszanie zejdę na raka płuc, bo tylko więcej palę. To będzie twoja wina, Clairemino. To znaczy, oczywiście, że nie twoja, ale obecnie jesteś najbardziej frustrującą rzeczą w moim otoczeniu. Dobrze. Uspokajam się, przecież nie chcę ich urazić. Zamykam powieki.
- Dobrze. Idźcie, załatwiajcie, co musicie. Wszystko jedno. A ja… - Wyrzucam peta przygniatając go butem. - … zabiorę stąd Yumę zanim wywoła sensację. Mdlejąc. Hm? - Spoglądam na narzeczonego i wyciągam do niego rękę. Przecież wiem, że jeśli zostaniesz w tym mieście minutę dłużej to spanikujesz. A chyba nie chcesz, bym cię cuciła i pierwsze, co zobaczyłbyś po otwarciu oczu, to pochylony nad tobą tłum mieszkańców Oslo. Spoglądam na Claireminę i Lamberta łagodniej. No biegnijcie, przecież wiem, że już się gotujecie na myśl o kwiatach, obrączkach i lakierowanych butach. Clairemino, ty wiesz. Zadnych obcasów.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   Wto Wrz 01, 2015 12:15 am

Clairemino, słowo daję, czasem brakuje mi na ciebie siły.
- Po co się tak ograniczać? - Wzruszam ramionami, pozwalając sobie na odrobinę sadyzmu względem tej dwójki. - A do twojej świadomości, książę bez korony, na mnie i tak czeka kraina wiecznych łowów, więc jakby nie patrzeć, jestem skazany na piekło bez względu na wszystko. - Może nie powinienem być tak uszczypliwy, według ostatniej aktualizacji bazy danych Lamberta wszelkich odszczepieńców seksualnych powinno się palić na stosie. Nieważne, potem pewnie Clairemina mu wszystko wytłumaczy. - Nie, nie uprawiałem seksu z Claudią, jeśli o to pytasz - stwierdzam jednak, chowając się bardziej za gazetą, nie dlatego, że temat uważam za wstydliwy, tylko liczba klientów wzrosła drastycznie i zaczynam się naprawdę bardzo źle czuć. Wielki Duchu, jak ludzie mogą to znosić na co dzień, przecież w takim ścisku wszyscy zdają się być mrówkami, a nie (teoretycznie) myślącymi osobami. Mrugam kilkakrotnie, nim w końcu odkładam z impetem magazyn na stolik, nie wytrzymam tego dłużej, wynoszę się stąd, naprawdę, Clairemino, musiałaś na domiar złego tu przytargać możliwie najbardziej irytującą osobę we wszechświecie?
Ale kiedy zrywam się już z kanapy, pojawia się Claudia i wszystko naprawia. Dziękuję, Claudio! Wznoszę obie ręce w dziękczynnym geście, gimbusy siarap, a my znikajmy z tego okrutnego miejsca, proszę.
- Tak, tak, chodźmy. - Chwytam niecierpliwie wyciągniętą do mnie dłoń. NIENAWIDZĘ dużych miast. Są niezdrowe i klaustrofobiczne. - Baw się dobrze, Clairemino - rzucam jeszcze za rudą, chociaż jestem pewien, że i bez tego reszta dnia upłynie jej przyjemnie. Zajmowanie się niepraktycznymi sprawami to w końcu jej ulubiony sposób na spędzanie czasu.
Na ulicy kulę się nieco w ramionach, ale dłoń Claudii w mojej dodaje mi otuchy.

/licbaza zt
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Butik pana Lindberga   

Powrót do góry Go down
 

Butik pana Lindberga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Butik
» Czy świat to rzeczywiście matrix?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Szalonej Brunhildy-