Solsiden Restaurant

PisanieTemat: Solsiden Restaurant   Pon Gru 29, 2014 3:09 pm

Solsiden Restaurant
Solsiden Restaurant to lokal dla niewybrednych elegantów. Potrawy serwuje tu wybitny kucharz, a ich różnorodność przyprawia wręcz o zawroty głowy. W karcie dań głównych można znaleźć specjały pochodzące z zagranicy. Stoliki należy wcześniej zamówić, znajduje się tu również miejsce na poddaszu dla zakochanych par pragnących nieco prywatności. Romantycznej atmosfery dopełniają świece oraz pokryte czerwoną satyną krzesła. W kącie lokalu umiejscowione są pufy i kanapy, z gramofonu wydobywają się delikatne dźwięki jazzu, które relaksują i odprężają wszystkich gości.  
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Czw Wrz 10, 2015 12:20 pm

Nie, Claudio, wraacaj. Nie rozumiem, co tu się dzieje, obcy ludzie ściskają mnie, potrząsają za rękę lub całują, wykrzykując życzenia w trzech różnych językach. Szlag by cię, Carlo, zobaczysz, że jeszcze tego wszystkiego pożałujesz. Nie mam jednak czasu obmyślać planu zemsty, próbuję dopchać się do Claudii, co nie jest takie proste, gdy wszyscy po drodze mnie zatrzymują. Uhm, a ty to kto? Nieważne, twój rodzinny pocałunek w policzek staje się coraz mniej rodzinny, a ja mam już wystarczająco złych doświadczeń z colettichłopcami, więc uciekam, zip zap.
Widzę, że jakiś mężczyzna z podeszłym wieku zapanowuje nad tłumem, dzięki, plus pięć punktów sympatii. Dzięki jego interwencji w końcu udaje mi się stanąć obok Claudii, przepraszam, Claudio, będziesz moją tarczą, ja po prostu nie przeżyję kolejnych interakcji z twoją rodziną. Podnoszę wzrok i wyłapuję spojrzenie Carla, kręcę ledwo zauważalnie głową na jego pełen zadowolenia wyraz twarzy, doigrasz się, Carlo, słowo daję, że... co? Spoglądam na mężczyznę, zdziwiony, gdy docierają do mnie jego słowa. Cudowna żona. Ściskam mocniej dłoń Claudii i nawet uśmiecham się do niej słabo. W sumie nie mam powodu, by myśleć inaczej, co?
Chyba naprawdę jestem strasznie naiwny, bo przy wyjściu wzdycham do mojej żony z ulgą, że to już koniec, ale po jej minie poznaję, że jednak nie. Błagam, Claudio. Nie mów, że... Wielki Duchu, nie.
...
A teraz zapraszam was na moje wielkie, włoskie wesele. Ja osobiście jestem PRZERAŻONY.
Jest tu tak głośno. Chyba zaraz zemdleję. Byłem raz na jednym pow-pow, przybyło na niego cztery razy więcej manogemasak niż zgromadziło się tu ludzi, ale z tego co pamiętam, nie narobiliśmy aż takiego hałasu. Ani chaosu. Jakieś dziecko próbuje się na mnie wdrapać. Wielki Duchu. Jakieś. Dziecko. Próbuje. Się. Na. Mnie. Wdrapać. Nie, dziecko, proszę, nie rób tego. Łapię dziewczynkę za rękę, zdążyłem już się przekonać, że ta nie odstąpi mnie o krok, a w ten sposób przynajmniej mam minimalną kontrolę nad jej zachowaniem. Zaraz. A gdzie jest jej... kiedy jakieś piętnaście kilogramów żywej wagi wskakuje mi na plecy, odpowiedź nasuwa się sama. Pewnie zdołałbym utrzymać równowagę sam, ale znikąd pojawia się ramię Flavia Falcone. Oh dear, are you ok? Mhm, I'm fine, thanks for your concern.
Trzymam więc jedną dziewczynkę za dłoń, drugiej pozwalam usadowić się na ramionach (a mam jakiś wybór?) i tak objuczony człapię do Claudii. Nawet nie rozumiem, co dwójka dzieci mówi, skoro świergoczą po włosku.
- Jeśli nie wyniesiemy się stąd w ciągu jakichś piętnastu minut, będziesz musiała mnie reanimować - ostrzegam lojalnie.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Czw Wrz 10, 2015 2:53 pm

Chyba nie może być tak źle? Nie może być tak źle. To część rodziny, do której nic nie mam właściwie. Nie są zaangażowani w mafijną działalność Colettich. Nie może być tak źle… a-ale Yuma. Przecież on zwariuje. Co ja mam zrobić? Nie chcę ich przegonić, zjawili się tu dla mnie. Dobrze. Zaraz coś wymyślę. Gdzie jest Lyberth? Czy ja mogę w ogóle na nią liczyć? Ale nie, może nie, może lepiej nie, bo co ona zrobi z armią Colettich, skoro sama ze sobą ledwo daje radę.
Dobrze, dobrze, nie krzyczcie już tak! No już, sio, porozsadzajcie się gdzie chcecie przy tym długim stole. Mam nadzieję, że będzie dużo jedzenia, zasłużyłam na to. A czuję, że z nerwów zjem więcej niż zazwyczaj. Kilka dzieci przewija mi się jeszcze przed oczami, chłopcy się gonią pod stołem a dziewczynki...a. Hm. Przed chwilą były dwie. No dobrze. Mrużę oczy i boże. Mój biedny Yuma.
- Spokojnie, włoskie wesela są bardzo krótkie. - Trwają do północy. Co daje nam jakieś. Dziewięć godzin. Dobrze, nie powiem ci tego. Jakoś nas z tego wykręcę. Wyciągam ręce i ściągam małą Lucię z ramion Yumy. Nie możecie wchodzić na mojego męża. Co? Aha. Hm, dobrze, możecie trzymać go za rękę. Za jedną! Druga należy do mnie, wy małe ropuchy.
- Jesteś ich królewiczem śniegu. Tak. - Blisko wystarczająco, przepraszam Yuma, ale dopóki one nie padną ze zmęczenia chyba ciężko ci będzie się od nich uwolnić. Niewielu w Palermo jest młodzieńców o twojej typie urody.
Wypijam jednym haustem mały kieliszek szampana, który nam podają. Musimy to stłuc? To żenujące. Dobrze. Miejmy to wszystko za sobą. Natrafiam wzrokiem na Claireminę i sekundę później nachylam się do dziewczynek. Hej, kochane, widzicie rude dziewczę i towarzyszącego jej kawalera? To prawdziwy książę, nazywa się Lambert, jeśli mi nie wierzycie to same go zapytajcie. Prostuję się i puszczam Yumie oko, kiedy gromada go opuszcza biegnąć do Lamberta. Łatwo zdradziły swojego królewicza śniegu. Tylko Emiliana została, ale to grzeczne dziecko. Nie będzie ci sprawiać kłopotu, widzisz, nawet się nie odzywa. Tylko sobie stoi i obserwuje gości.
Flavio na horyzoncie, skręcamy. Manewruję, żeby w końcu usiąść. Gdzie moja świadkowa? Weź ode mnie ten bukiet, proszę cię. Tylko wracaj tu szybko błagam, żeby cię żaden kuzyn Falcone nie podsiadł. Dobrze, dobrze, każdy się zajmuje rozmową z sąsiadem. Przez całą długość stołu… No nic. Co, Carlo, ani się waż siadać naprzeciw i. Wujek Ezio, przesuwa go z uprzejmym nie, synu. Ha, żryj to. Wujek Ezio, ciotka Ella, obok Hubba, przy Yumie Lambert i Clairemina nie ma źle. Nie. Mogło być gorzej. Hm, Emiliana zerwała materiałowego kwiatka z serwetki i podała go Yumie. Mam nadzieję, że nie nosi już pieluszki i woła o kupę i siusiu. W końcu ma już dwa lata. Ale ja i tak z nią nie pójdę. Gdzie jest Anita? No, widzę ją. Mam nadzieję, że monitoriujesz to, że mój mąż ma twoje dziecko na kolanach. Mój mąż.
- Pod żadnym pozorem nie pij wina. - Nachylam się w stronę jego ucha. Naprawdę, Yuma, nie dotykaj tego wina, po jednym kieluchu będę musiała cię zbierać z podłogi. To bardzo mocny trunek. Bardzo mocny. A wolałabym abyśmy stąd wyszli o własnych siłach.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Czw Wrz 10, 2015 4:42 pm

Trwogą objęła mnie myśl, że mógłbym zostawić Aloisa samego na czas swaćby. Skryty w postaci małej, szklanej kulki, stanowiłby łatwy łup dla ciekawskiej szkolnej braci, nieświadomej, że to nie ino ordynarna błyskotka, a żywa (prawie!) osoba. Postanowiłem więc ukryć go w połach marynarki, ku aprobacie samego Aloisa, któremu również nie uśmiechała się przykra samotność. Do niczyich uszu nie dotrze nasza rozmowa, więc nikt też nie dowie się o jego obecności na weselu!
Nie spodziewałem się aż tak hucznej zabawy, państwo młodzi rzekomo pragnęli skromnego ceremoniału zaślubin. Wydawało mi się niedopuszczalne, by dwie szlachetne osoby (z tłumaczeń Claireminy zrozumiałem, że Claudia jest potomkinią jakiego wielce wpływowego galijskiego rodu, a choć Yumaesdsajakwntwa - czy jakkolwiek mu tam dano na chrzcie - wypiera się arystokratycznego pochodzenia, wystarczy popatrzeć na jego jasne lico, co chyba nigdy nie zaznało skwary, by wykoncypować, że na niedostatek nie narzekał nigdy, zatem muści być on jakim książęciem!) ukrywały się z ożenkiem jak jakie najpodlejsze zbiry. Szczęśliwie, brat panny młodej zatroszczył się o urządzenie biesiady!
Oooch, ktoś mi wręcza kieliszek, co to za napitek? Kosztuję trochę, zaraz jednak odsuwam krawędź naczynia od ust, zaskoczony smakiem. Dziwne i intensywne! Clairemina tłumaczy mi, że to szampan i prosi, bym nie pił za dużo, cóż, o to się nie frasujcie, pani, to mi wcale nie smakuje! Myślicie, że można skądś sprawić sobie jeszcze miód pitny?
- Ooooch, jakie urocze pacholęcia - rozczulam się na widok dwóch dziewuszek, zaraz jednak nachylam się do Claireminy, zaniepokojony. - Czy one zmierzają ku nam, pani...? - Okazuje się, że i owszem! Mrugam, zdumiony, gdy dziecięcia porywają mnie za dłoń i ciągną ku dołowi, zadając pytania w języku... którego... hm... Przypomina łacinę, a ja łaciną władam doskonale! Principe? Ach, princeps! Tak, zgadza się, choć tylko tytularnie, obawiam się, że moje wpływy nie sięgają już tak daleko, jakbym sobie życzył... czegóż młode damy mogą chcieć od księcia?
Nic z tego nie rozumiem, pacholęcia ciągną mnie gdzieś dalej, odwracam się do Claireminy, wyciągając ku niej rękę, Clairemino, pomocy! Ale widzę, że moją przyjaciółkę nęka inny berbeć, żegnaj, moja miła!
...uch, chyba im uciekłem. Przysiadam się do pana młodego, poprawiając zwichrzone włosy. Och, i jak dobrze, Clairemina też przeżyła tę inwazję! Wzdycham cicho, już nieco znużony, zaraz jednak uśmiecham się do Claireminy Brohlówny.
- Tak teraz wygląda swaćba? Wesele Bolesława i Emnildy pamiętam zupełnie inaczej! - Głównie dlatego, że gdy Bolesław brał Emnildę za żonę, ja sam miałem za sobą dziewięć wiosen życia.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Pią Wrz 11, 2015 12:04 am

Bardzo krótkie? Wiesz, bardzo chciałbym w to wierzyć, ale żaden z gości nie wygląda tak, jakby w przeciągu godziny chciał wrócić do domu. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że bawią się coraz lepiej, czego nie da się powiedzieć o mnie. Przepraszam, Claudio, twoja rodzina na pewno jest... przeurocza, ale ja nawet nie potrafię w tym momencie spamiętać ich imion, o stopniu spokrewnienia nie wspominając, choć każde z nich mi to szczegółowo wytłumaczyło. No ale dobrze. Dobrze. Biorę głęboki oddech, jakoś dam radę. Przeżyłem inaugurację nauki w Longbourne, przeżyłem początkową ciekawość uczniów Dahlvaldów, myślę, że przeżyję też własne wesele.
Rozmasowuję kark, gdy Claudia przejmuję ode mnie jedną ze swoich kuzynek, po czym rozsupłuję krawat i rozpinam dwa pierwsze guziki koszuli. Przepraszam, namęczyłaś się z rana, bym jakoś wyglądał, ale ja już ledwo oddycham. Nie sądzę, by ci jakoś szczególnie zależało na błogosławieństwie od reszty Colettich, więc nawet jeśli uznają, że wyglądam skandalicznie, chyba się nie pogniewasz?
- Co za wyróżnienie - mruczę tylko, wprost marzyłem, by dwie czterolatki uznały mnie za księcia. Nie, naprawdę, nie nadaję się na niańkę. Mechanicznie przyjmuję podane mi naczynie i dopiero gdy próbuję zawartości dociera do mnie, co to właściwie jest. Wielki Duchu. Nigdy nie próbowałem alkoholu. Zerkam na Claudię, po czym oglądam się na jakichś losowych gości, wszyscy patrzą na mnie wyczekująco, muszę to wypić? O rany. Przestaję oddychać i wypijam szampana na raz jak paskudne lekarstwo, mając nadzieję, że udało mi się opanować odruchowe skrzywienie twarzy, po czym w ślad za Claudią tłukę kieliszek. Chociaż. Nie rozumiem. Po co. Ludzkie zwyczaje są takie... bezsensowne?
Ledwo powstrzymuję uśmiech, gdy moje prześladowczynie dla odmiany postanowiły dręczyć Lamberta. Całuję szybko Claudię w policzek, jesteś genialna, Claudio, a teraz wybacz, idę gdzieś, gdzie stężenie ludzi na metr kwadratowy będzie stosunkowo najmniejsze. Odwracam się i omal nie wpadam na kolejne dziecko. Wielki Duchu, stałaś tu cały czas? Prawie zapomniałem o twojej obecności. No dobrze, daj rękę. Nie uciekamy daleko, Claudia w porę się pojawia ostrzegając przed kuzynem Flavio, hm, no więc skręcamy, tylko... nie do stołu, ja... ja... nie chcę.
Niemniej w końcu siadam na krześle, a dodatkowo ta mała dziewczynka wdrapuje mi się na kolana. Więc teraz nie ucieknę. Hm. Dziękuję za kwiatka. Wsadzam go sobie do butonierki, cały czas patrząc na twarz dziecka, może tak być?
- Chyba to jakoś odżałuję - odpowiadam szeptem Claudii, naprawdę nie mam ochoty. Zerkam smętnie na talerz przed sobą. Mam wrażenie, jakby żołądek mi się skurczył do rozmiarów ziarna fasoli.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Pią Wrz 11, 2015 1:47 pm

Pochłaniam wszystko w ekspresowym tempie, dobrze, że teraz nie mam na sobie żadnego gorsetu, bo czuję, że będzie to najbardziej syta noc mojego życia. Hm, Yuma dla odmiany nie je nic. Mija czas, ludzie rozmawiają z nami, niektórzy podchodzą, dosiadają się, inni krzyczą. Nie ma to jak rodzina. Oczywiście, wino specjalnie z Sycylii, przecież nie kupowaliby tutejszego, jeśli mogą wziąć butelki ze swoich zapasów. Domowe wino, boże, nie. Toasty. Poważnie, Carlo, pożałujesz tego. Wygłaszasz taką piękną mowę, o mnie, o Yumie, historię naszej miłości, nie cierpię cię, goście śmieją się gdy pada anegdotka o Claireminie i jej kiju. Wychylam się i zerkam na nią, ale i bez tego wiedziałabym, że w sekundzie zrobiła się cała czerwona. Jak to miło, Carlo, że w wersji dla rodziny ciebie i Yumę łączy tylko szczera przyjaźń. Dobry brat, przecież nie pozwoliłby siostrze wyjść za byle kogo. Kończ już, nie zniosę kolejnej fali westchnień ze strony moich kuzynek. I Lamberta. Bacio.
Bacio, bracie? Tak się składa, że bacio z moim mężem wychodzi mi bardzo dobrze. Patrz i żałuj, jakim jesteś idiotą.
Nachylam się, by pocałować Yumę krótko, ale nie wychodzi krótko. Chyba jakoś automatycznie nie mogę się oderwać, nawet jeśli nie zapomniałam o całej tej publice, ale. Niech to szlag, to nasze wesele! Odsuwam się dopiero, kiedy wszyscy zaczynają wyć, stężenie hałasu atakuje mi czaszkę. Jeśli ktokolwiek z rodziny miał wątpliwości, co do autentyczności naszych uczuć, to chyba właśnie je rozwialiśmy? Nie, żeby mi specjalnie zależało na opinii obecnych, ale. Ale zależy mi na Yumie. Widzę za Yumą, po przeciwległej stronie stołu rozwaloną wygodnie sylwetkę Flavio Falcone, nie lubię tego spojrzenia, Carlo ma takie same, gdy coś knuje. Prostuję się i uśmiecham do gości, macie, bierzcie to szczęście i kończmy już szopkę. Teraz możecie już upić łyk. Opróżniam od razu kieliszek do połowy i resztę wlewam Hubbie, będziesz dzisiaj moim spustem alkoholowym, nie gniewaj się, potrzebuję trochę, ale nie więcej. Pilnuj, abym nie wypiła więcej. Pojawiają się lody i zamrażam sobie przełyk wsuwając je w kilka sekund. Obok, Emiliana siedząc wciąż na yumowych kolanach, wsadza buzię w salaterkę, ale nie może dosięgnąć językiem, poza tym to dość niewygodny sposób jedzenia lodów, więc w końcu prostuje się i bierze pierwszą z góry kulkę do rączki. To… interesująca metoda. Obserwuję ją przez chwilę, nie potrafiąc doprowadzić się do porządku i pomóc jej z tym, podać łyżeczkę czy coś… po prostu patrzę jak zahipnotyzowana, jak to dziecko rozsmarowuje sobie loda na całej buzi. Do licha, dziecko, masz kulkę w rączce, a dalej nie trafiasz językiem? Zerkam na Yumę. Ona tak na poważnie? Odwracam się, ale Anita już idzie w naszą stronę, wyciągając ręce ponad stołem i zabierając dziewczynkę. Oczywiście Emiliana zabrana wujkowi zaczyna płakać i wierzgać nogami w powietrzu i zapewnienia, że jeszcze się pobawi z wujkiem niczego nie zmieniają. Rzuciła kulką, która wylądowała na podłodze. Hm. Yuma pewnie i tak nie jadłby tych lodów. Więc sięgam po to, czego Emiliana nie zdążyła wyciągnąć i zjadam. Kątem oka wyłapuję, jak Flavio wstaje, więc narzucam sobie szybsze tempo połykania, wycieram buzię serwetką i łapię Yumę za dłoń.
- Mogę cię prosić na chwilę? - Wyjście z sali nie jest takie proste, kiedy przy każdym niemalże krześle ktoś nas zaczepia, a spod stołu wypełzają dzieci. Poważnie, gdzie ja jestem. W końcu wymykamy się na korytarz. W którą stronę? Do ogrodu, czy przed restaurację? Przed restauracją każdy pali. Idę w kierunku pomieszczeń dla pracowników, tutaj nikogo nie ma, możemy chwilę odetchnąć.
Nawet nie wiem, co powiedzieć, ale przecież wiem, że ty też ciężko to znosisz, dlatego tylko wtulam się w ciebie, postójmy tak chwilę, odpocznijmy. Niewątpliwie zapamiętamy nasze wesele do końca życia. Nasze. Właśnie. A propos. Jest coś, o czym chcę z tobą porozmawiać. Odsuwam się i spoglądam na ciebie. To trudne, wiesz, ale. Chyba nie można tej nocy zepsuć bardziej…? Czy… nie wiem.
- Yumo. - Biorę oddech. Znowu to samo. Dokładnie to samo, co wtedy w łazience. Znowu nie wiem, jak zareagujesz.
- Wiem, że ten ślub to tylko formalność. I że jesteśmy przyjaciółmi. Byliśmy. Bo potem to wszystko wydarzyło się między nami, a ja chciałabym… chciałabym… - O rany, wyduś to z siebie. Spuszczam zawstydzona wzrok, nie jestem w stanie chyba mówić ci takich rzeczy, bo boję się, jak zareagujesz. Może dla ciebie to tylko przyjaźń z profitami, a ja tutaj właśnie wygłupiam się przed tobą i właściwie dlaczego miałabym oczekiwać, że to ze mną, a nie z Flavio Falcone będziesz dziś spał w jednym łóżku. Przecież nie tak to miało wyglądać, niczego sobie nie obiecywaliśmy, ale ja właśnie, właśnie jednak próbuję coś tutaj zawiązać i robię to tak strasznie koślawo, chyba trochę liczę, że czujesz to samo i po prostu zrozumiesz, czego chcę, że chcę spróbować, przecież to chyba nic złego? Spoglądam w końcu na ciebie i… Yumo. Chyba. Kocham cię.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Pią Wrz 11, 2015 6:34 pm

Błagam cię, Carlo, kogo próbujesz nabrać? Wlepiam w niego ponure spojrzenie, gdy opowiada wzruszającą, szkoda tylko, że zupełnie nieprawdziwą, romantyczną historię o mnie i Claudii. Mrużę oczy, słysząc, jak wspomina incydent z Claireminą i kijem do quidditcha, posunąłeś się za daleko, Carlo, goście się śmieją, ale wiesz przecież, w jaki sposób reaguje to dziecko, pewnie właśnie czerwienieje cała na twarzy, przekonana, że wszyscy drwią z niej w tym momencie. Cóż, ona już na pewno nie będzie się dzisiaj dobrze bawić, a ty zapłacisz mi za to wszystko, obiecuję. Mój drogi przyjacielu.
Odwracam się w stronę Claudii, chcąc zapytać ją o znaczenie tego słowa, które ochoczo wykrzykują jej pobratymcy, no bo... bacio? Ale nie musi mi tłumaczyć. Odwzajemniam pocałunek, na chwilę zapominając, że znajduję się pośród prawie trzydziestu obcych ludzi i dopiero ich krzyki uświadamiają mnie, że wcale nie zniknęli, wciąż są tutaj. Aha. Więc to jest bacio. Uśmiecham się do niej słabo, wiesz, to było miłe, ale ja naprawdę długo już tu nie wytrzymam. Moglibyśmy jakoś się stąd ewakuować i robić bacio w bardziej ustronnym miejscu. Brzmi jak dobry plan?
Och, o rany. Dziecko. Rozglądam się za potencjalną matką dziewczynki, ale przypominam sobie, że nie wiem, do kogo ona właściwie należy, pozostaje mi tylko patrzeć bezradnie, jak rozsmarowuje sobie lody na twarzy. Unoszę brwi do góry, zerkając na Claudię, nie pamiętam, rzecz jasna, jak się zachowywałem w jej wieku, ale mam nadzieję, że jednak konsumowałem w bardziej cywilizowany sposób. Bez większego żalu żegnam dziecko, gdy przychodzi w końcu po nie mama, szkoda tylko, że teraz powietrze rozdziera jej płacz. Dziwne, wydawało mi się, że dzieci za mną nie przepadają, ale cóż, jakby nie patrzeć, płynie w tych maluchach krew Colettich, a jeśli o Colettich chodzi, to chyba mają do mnie jakąś niezrozumiałą słabość. Wzdycham głęboko i odwracam się do Claudii, marszczę brwi, nie powstrzymując gardłowego "yh", poważnie, Claudio? Zaraz pęknie ci żołądek. Jak ty w ogóle możesz jeść w takiej sytuacji?
Um. Na chwilę. Mnie. Prosić? Mam złe przeczucia, czy takie słowa zwykle nie zwiastują jakiejś przykrej niespodzianki? Mimo wszystko kiwam głową i wstaję, by ruszyć za Claudią. Wielki Duchu, o co może jej chodzić? Brzmiała dość poważnie, więc chyba  to nie kwestia jakiejś drobnostki. A może. Może. J-jednak jej się nie podobało. Bacio. Ze mną. A co jeśli ona. Nie będzie chciała. Na Wielkiego Ducha, mam wrażenie, że ten dystans do pomieszczeń pracowników rozciąga się w nieskończoność.
A potem obejmujesz mnie i nic nie rozumiem. Stoję tak, trochę skołowany, wiesz, strasznie kręci mi się w głowie, nie wiem, czy od tego hałasu, emocji czy może od szampana, chociaż nie wypiłem go wcale dużo, ale. Nie piłem nigdy wcześniej alkoholu więc. Nie wiem.
- ...chciałabyś wrócić do "tylko" przyjaciół? - kończę za ciebie tonem daleko bardziej zbolałym, niż planowałem. Tylko że wyglądasz na tak zaskoczoną. - O rany, nie chcesz - stwierdzam ze zdumieniem, po czym uśmiecham się z ulgą. - Nie chcesz - powtarzam, śmiejąc się krótko i nerwowo, przepraszam, Claudio, jestem kretynem. Strasznym. Cierpię chyba na nieuleczalny pesymizm, a przy tobie przecież spotykają mnie prawie wyłącznie miłe rzeczy. Przysuwam się do ciebie i obejmuję cię, przykładając swoje czoło do twojego. Pachniesz miętowymi lodami. - Wiesz... jeśli ty chciałabyś... to ja też. - Szepczę, ledwo poruszając wargami. Nie mam pojęcia, skąd wiem, co planowałaś wtedy powiedzieć. Po prostu. Wiem. I serce bije mi absurdalnie szybko.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Sob Wrz 12, 2015 1:25 am

Co? Tylko przyjaciółmi? Nie. Nie, nie, to nie tak! Yuma, ja nie to chciałam, wszystko nie tak. O, tak! Tak, właśnie. Przez chwilę zrobiło mi się słabo, ale uśmiecham się do ciebie i nic nie mogę poradzić, ściskam cię tak strasznie i wiem, że to nie deklaracja miłości, tylko po prostu wejście w związek (poza tym, że jesteśmy małżeństwem), ale jestem. Szczęśliwa. Jeśli chcesz, to ja chcę, chcę, chcę. Zarzucam ci ręce na szyję i obsypuję cię buziakami, nie śmiej się, że to dziecinne bądź nieznośne, ale ja po prostu. Nie mogę się nacieszyć. I muszę dla tego znaleźć jakieś ujście. Yuma. Yumawikvayatawa. Czy to znaczy, że teraz jesteśmy razem? Ze jesteśmy parą? To znaczy, że mój mąż jest moim chłopakiem? Nie, to bez sensu. Jest moim. Po prostu, moim. Moim Yumą. Czuję, jak w żołądku robi mi się gorąco i zimno jednocześnie, potrzebuję więcej koców i mniej koców. Chce mi się krzyczeć i śmiać się w głos, ale to idiotyczne. Prawda? To idiotyczne… Ale nie wiem. Całuję cię, minimalnie stając na palcach, wiesz, to nie są najwygodniejsze buty świata, o wiele bardziej wolę swoje zniszczone adidasy lub trampki i wiem, że tobie nie przeszkadzałoby, gdybym je teraz miała na sobie.
Hej, zaraz się przewrócimy!
Odrywam się od ciebie dopiero kiedy jeden z kelnerów idąc do kuchni przechodzi obok nas, ale czy to ważne?
- Chodźmy stąd. Podziękujmy, pożegnajmy się, szczególnie z wujkiem. Niech oni tu zostaną, niech się bawią, ale my chodźmy. - Ja ich nie potrzebuję. Tylko ciebie. W końcu to jest nasze wesele, nasza noc poślubna, możemy ją spędzić jak chcemy, a nie tak, jak nam to zaplanowano. Kładę dłoń na twoim policzku. I wiesz, widzę, jak na mnie patrzysz, jak mogłam myśleć, że nie, że nie chcesz, że to tylko przyjaźń, gdybym mogła to rozpuściłabym się tutaj teraz pod twoimi spojrzeniem, ściskam twoją dłoń, nachylam się do twojego ucha i wiesz…
- Ja też lubię sok klonowy. - Chociaż nigdy go nie piłam.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Sob Wrz 12, 2015 2:18 pm

Ze śmiechem cofam się o kilka kroków, ledwo łapiąc równowagę, gdy mnie tak całujesz. Po prostu. O rany. W głowie huczy mi od emocji, ale wiesz, choćbym chciał, nie potrafiłbym z nich wyklarować choćby jednej myśli, po prostu wiem, że jestem szczęśliwy. Bardzo. I jestem jeszcze bardziej szczęśliwy, gdy widzę, że ty też jesteś. Odgarniam twoje włosy za uszy, gdy mnie całujesz, przez palce czuję uciekającą spinkę, Clairemina mnie zamorduje za zniszczenie twojej perfekcyjnej fryzury, ale naprawdę w tej chwili niewiele mnie to interesuje. Nawet nie czuję, że prawie się przewracamy, w tej chwili mógłbym nawet to pomylić z lataniem, przynajmniej dopóki nie padłbym w końcu na ziemię.
Wyprostowuję się nagle, gdy dosłownie znikąd pojawia się ten kelner, mierzę go zdziwionym wzrokiem, by w końcu przypomnieć sobie, że znajduję się na własnym weselu. Wielki Duchu. Przenoszę spojrzenie na Claudię i nie powstrzymuję się przed parsknięciem śmiechem, widzisz, jakie to wszystko absurdalne? Moje oświadczyny nie wywołały w nas takich uczuć, jak ostatnich kilka minut. Ujmuję twoją twarz w dłonie i tylko tak na ciebie patrzę, chciałbym ci powiedzieć tyle rzeczy, ale nie znajduję słów. Jesteś wspaniała. W życiu bym nie powiedział, że na ciebie zasługuję, wiesz. I nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek... kiedykolwiek... wiesz.
Tak. Chodźmy. Mamy teraz coś innego do uczczenia, to śmieszne, ale w tej sytuacji nasz ślub naprawdę jest mało ważny. Ściskam mocniej twoją dłoń, słysząc to wyznanie o soku klonowym. Spryciara. Nie mogę przed tobą mieć żadnych tajemnic, co? Dobrze. Dobrze. Cieszę się strasznie, że lubisz też. Sok klonowy. Wciąż trzymając cię za rękę, przechodzimy do głównej sali, żegnamy się z gośćmi, a raczej ty się żegnasz, ja tylko stoję z boku i uśmiecham się. Nawet wyłapuję zdumione spojrzenie Claireminy, tak, uśmiecham się, Clairemino, o co ci chodzi? Przy wyjściu słyszymy jakiś hałas, ale to już nie nasza sprawa, widocznie otworzono kolejną butelkę szampana.

/państwo Yahto robią zt
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Sob Wrz 12, 2015 2:43 pm

Co tam rzeczesz, Aloisie? Nie słyszę cię wyraźnie. Jakaś urodziwa, ciemnowłosa niewiasta dolewa mi trunku, nie sposób odmówić tak pięknej damie, więc z nieśmiałym uśmiechem upijam kilka łyków. Zaskakuje mnie smak tego wina, w niczym nie przypomina tego, jaki podawano niegdyś do strawy. Z całą pewnością nie posiadało takiej mocy! Mimo wszystko wszyscy biesiadują, nie oszczędzając alkoholu, chyba wielkim nietaktem byłoby z mojej strony, gdybym odmówił kolejnej dolewki, prawda? Gratias, przyjaciółko! Aaach, grazie? Też pięknie, moja nadobna.
Szkoda tylko, że teraz od Aloisa oddziela mnie jakby jakaś dziwna mgiełka w mojej głowie. Wiem, że jest ciągle ze mną, ale nie potrafię z nim swobodnie rozmawiać. Trudno, towarzystwa mi nie brakuje.
Wysłuchuję z pewnym wzruszeniem mowy Carla Colettiego, niewiadomym dla mnie było, że damę Claudię i jej szanownego małżonka łączy taka piękna historia! Marszczę jednak brew, gdy wypomniane zostaje głupstwo popełnione przez Claireminę Brohlównę. W pierwszej chwili uznaję, że pewnikiem to jakieś kłamstwo, ale kraśniejące lico mej przyjaciółki zdradza, że ten incydent zdarzył się naprawdę. Lecz. Lecz. Wzmianka o tym w tak dużym gronie to okropnie niedyplomatyczne poczynanie! Przeto to jakie... casus belli już! Zniewaga honorowa!
Odwracam się do Claireminy, chcąc jej wyłożyć, do jakich zachowań ma teraz pełne prawo, lecz ona tylko biadoli, że jest skończona. Skompromitowana, tak! Czuję znowu łzy pod powiekami, moja biedna! Wychylam się, szukając wzrokiem Claudii i jej męża, jako gospodarze winni pociągnąć Carla do odpowiedzialności, w końcu sami zostali pośrednio znieważeni, skoro urażono ich gościa, ale... nie widzę ich.
I wtedy wzbiera się we mnie gniew. Nachodzi mnie nawet jaka szalona myśl, że to nie mój gniew, bo ja sam do takich wielkich uniesień nigdy nie byłem zdolny, ale jakżeby to mogło być prawdziwe? Podrywam się i spoglądam na moje dłonie, ale nie mam rękawicy, którą, mógłbym rzucić Carlowi, więc... więc... rozwiązuję krawat i rzucam go na talerz tego bezbożnika.
- Stawajcie do walki, panie. - Ależ mi gorąco, aż czuję, jak płonieję na twarzy! - Będę walczył w obronie czci Claireminy Brohlówny, dopóki nie przyznacie, że to najszlachetniejsza ze wszystkich zgromadzonych tu niewiast! - Odwracam się szybko do tej dziwnej pani, zwanej Hubbą Bubbą. - Pani! Gotoweście czuwać nad honorowym przebiegiem pojedynku?
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Kulusuk, Grenlandia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : 1/4
Status majątkowy : biedny
Zawód : greenpeace'owa aktywistka

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Sob Wrz 12, 2015 10:59 pm

Prawdziwe włoskie wesele. Niech będzie. Miało być skromnie, po cichu, bo to tylko formalność, nie sraj się tak, Lyberth. Wszystko zajmie godzinę, nie dłużej. A potem się zaczęło. Wesele. Po, kurwa, włosku. Hubba była zaskoczona. Wszędzie tylko makaroniarze, ciemne karnacje, małe diabły latające między nogami, uśmiechy tak prowokacyjne, aż przyprawiające o ciarki. A pośród tego ona, Clairemina, Lambert i Yumawikvayatawa odznaczający się na tle gości jak… Bardzo. Co nie było ani trochę komfortowe, tak samo jak niekomfortowe musiało być to, że nic tu nie przypominało amerykańskiego wesela. No dobrze, Hubba nie wiedziała, jak wygląda wesele po amerykańsku, pewna jednak była, że na pewno nie w ten sposób. Yahto musiał czuć się okropnie, mając Claudię za jedyny stabilny punkt w tym chaosie i rzece niekończącego się wina.
Kieliszek za kieliszkiem, raz po raz zapełniany to przez Coletti, to przez Colettiego, potem już przez samą Hubbę systematycznie odlewającą z lampki panny młodej co najmniej połowę wina. Dobrze, może tak być, choć to zapewne nie jedyne zadanie, jakie na niej spoczywało. Ale, na wszystkich bogów, nikt nie powiedział, że powinna przeczytać poradnik idealnej świadkowej.
Młoda para zniknęła bez słowa, by, pojawiwszy się ponownie, uraczyć gości jedynie pięknymi uśmiechami i zdawkowym pożegnaniem, jeszcze bardziej podgrzewając i tak już wystarczająco gorącą atmosferę. Niemal dało się wyczuć, jak niektórzy gotują się od niewypowiedzianej złości, która, koniec końców, musiała wreszcie znaleźć ujście. Choć Nannuraluk niekoniecznie takiego rozwiązania sytuacji się spodziewała. Szumiący w głowie alkohol sprawił, że wszystko było aż nazbyt wyraźne, jednocześnie nie pasując do niczego, co znajdowało się w tej rzeczywistości. Krawat opadający na talerz Carlo wydawał się niedorzecznie groteskowy, a wypowiadane przez Lamberta słowa tak bardzo nie na miejscu, że nie sposób było mu nie przyklasnąć. I Hubba niemal natychmiast gotowa była przytaknąć jego pytaniu, już nawet otwierała usta, by zapewnić go o patronowaniu pojedynkowi, ale zaraz je zamknęła, rozglądając się za jakimkolwiek ratunkiem po zebranych gościach. A w głowie już klarowały jej się trzy wyraźne myśli: oczywiście, że będzie czuwała nad honorowym przebiegiem pojedynku, takiej zniewagi nie można puścić płazem; prawdopodobnie do zadań świadkowej należało przede wszystkim czuwanie nie nad pojedynkami, ale nad w miarę spokojnym przebiegiem zabawy – bez żadnych bójek, tak więc natychmiast powinna wybić księciu pomysł walczenia o cześć Claireminy, jakkolwiek to szlachetne; nie powinna pozwolić Lambertowi na podobne wygłupy, lecz sama wziąć sprawy w swoje ręce i sprać Colettiego tak, że rodzona siostra go nie pozna, kiedy przyjdzie do niej, by go poskładała – w końcu zasłużył jak nikt, zaczynając od zorganizowania tego, a na doprowadzeniu rudej do prawie histerii skończywszy.
Schowała twarz w dłoniach. Odynie, dlaczego.
- Lambercie… – Podniosła na niego wzrok, jeszcze mając nadzieję, że jednak zmieni zdanie. Że może tylko żartuje. – Tak. Czyń honory. – Czy coś. Zrób tak, żeby nie było nudno. I żeby potem nie żałowała podjętej decyzji.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Solsiden Restaurant   Today at 9:13 pm

Powrót do góry Go down
 

Solsiden Restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo-