Jadalnia

PisanieTemat: Jadalnia   Pon Gru 29, 2014 3:23 pm

Jadalnia
Pierwsze, co rzuca się w oczy po wejściu do jadalni to brak jakiegokolwiek naturalnego źródła światła – w pomieszczeniu nie ma nawet drobnego lufciku, przez który mógłby wpaść tu promień słońca. Cztery długie, hebanowe stoły – trzy należące do każdego z domów oraz jeden dla zarządu szkoły – oświetlają unoszące się w przypadkowy sposób i nieraz zderzające się ze sobą tysiące baniek jarzących się delikatnym, perłowym światłem. Dość często goszczą na nich wyszukane ozdoby, jakby dla podkreślenia przepychu, w jakim żyją mieszkańcu zamku. Na dębowych ścianach zawieszono lustra, w których miast rzeczywistego obrazu widać przypadkowe miejsca z terenów otaczających Instytut Dahlvald i Måneström. W rogu sali umieszczone zostało niewielkie podium ze stołem przeznaczonym wyłącznie dla grona pedagogicznego. Na jednej ze ścian znajduje się wielki obraz przedstawiający Idunn – nordycką boginię wiosny, która rozdaje bogom złote jabłka nieśmiertelności na jednej z uczt w legendarnym Asgardzie.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Lip 28, 2015 3:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Lip 19, 2015 12:22 am

Nie smakuje mi owsianka. Nie dlatego, że faktycznie jej nie lubię, tylko nie podchodzi mi dziś. Ani wczoraj. Ani przez ostatnie kilka dni. W zasadzie nie smakowało mi nic. Mogłabym w ogóle ust nie otwierać, ani jeść za dużo nie mogę, ani z nikim nie rozmawiam, a z Yumą zwłaszcza. Głównie. A dzięki niemu niemalże cała reszta nie rozmawia ze mną. A on najwyraźniej niczego nie zauważa i ma to gdzieś. Mam tego dość, kiedykolwiek próbuję naprawić sytuację i porozmawiać ze znajomym oni odwracają się bądź rzucają kąśliwe uwagi. Przecież ja sobie na to nie zasłużyłam! Jestem mi bardzo smutno, zwłaszcza, że zawsze starałam się być dla wszystkich bardzo miła. Ktoś przeszedł obok stolika, przy którym siedzę, na moment podniosłam głowę, ale od razu spowrotem niemalże włożyłam ją do miski z owsianką, w której grzebię bezsensownie łyżką. Wszyscy siedzą z przyjaciółmi i dobrze się bawią tymczasem ja tu siedzę, znienawidzona już przez połowę uczniów, tylko dlatego, że mój opiekun jest bucem. Zaluję, że wspomniałam mu o tym weekendzie, chciałam zrobić nawet z Chiarą mini babeczki na pojednanie z moimi kolegami, ale teraz nie mam już nawet jej i to też dzięki niemu. A miała być moim wsparciem i opowiadać, że Yahto miał tylko gorszy dzień. Teraz nie wiem, jakie plotki o mnie krążą, ale gdzie nie spojrzę widzę odwracające się naprędce głowy.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Lip 19, 2015 12:51 am

Siadając naprzeciw stawiam przed rudą mały talerzyk z ciastkiem. Nie jest dla mnie wielką tajemnicą, że lubi wyroby cukiernicze, to jedna z tych cech, które da się zauważyć niemal natychmiast, nie musząc nawet poznawać człowieka osobiście. Opieram się łokciami o blat tym samym nachylając się odrobinę w stronę dziewczyny. Nawet się uśmiecham i wskazuję brodą na podarunek.
- Sernik z mascarpone. - Informuję, chociaż wiem, że nie muszę, przecież dobrze się na tym zna. Muszę jeszcze tylko przebrnąć przez serię jej podejrzliwych wspomnień, ale wiem, że szybko ustaną, w końcu rozejrzyjmy się, jestem jedyną osobą, która zagadała do niej od niemalże tygodnia. To dziecko, które potrzebuje ludzi i ma zbyt dobre serce by i mnie w końcu nie ulec. Już widzę, że nie jest tak bojowa, jak byłaby, gdyby miała sojuszników, nawet nie przy sobie, ale ogólnie, dla siebie.
- Nie gniewaj się na Chiarę. - Rzucam w końcu po dłuższej chwili milczenia, w końcu po coś tu przyszedłem. Czy ktoś widział Yahto? Spójrz frajerze how to brother.
Widzę, że jest zaskoczona, bardzo dobrze, tego się nie spodziewałaś co? Pewnie, że nie, przecież łykałaś wszystkie colettiplotki jakie serwowały ci łazienkowe bardki.
- Nie chciała sprawić ci przykrości, zareagowała tak pod wpływem emocji. - Chiara z Claudią stoją za drzwiami, zerkając przez małe, szklane szybki, trzymając tacę z innymi smakołykami, które zamierzamy zjeść na śniadanie, bez względu na to, czy będziesz nam towarzyszyć, czy nie. A wiem, że będziesz Clairemino, nawet nie masz po co oszukiwać, że oszukujesz.
- Jeśli spojrzysz w stronę drzwi zobaczysz, że stoi tam i czeka na mój znak, czy może podejść i z tobą zjeść. - Wskazuję dłonią, a wzrok rudej podąża w kierunku schowanej niezgrabnie za drzwiami Chiary. Kiwa głową i nawet uśmiecha się. Wiedziałem. Dobra dziewczynka. Tak się właśnie załatwia sprawy między piętnastolatkami.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Lip 19, 2015 9:55 am


Carlo Coletti jest ostatnią osobą, którą spodziewałam się zobaczyć obok. Chociaż nie, mogłabym przecież przypuszczać, że przyszedł się nade mną pastwić, korzystając z okazji, że nie ma w pobliżu nikogo, kto by mnie obronił przed jego słowami, a świadków, na moje czyny przeciw niemu jest wielu. Ale Carlo Coletti przyszedł do mnie z deserem, włoskim serkiem, na który pewnie parę dni wcześniej zabrał zasmuconą siostrę. Czy to jakiś jego magiczny, popisowy deser, który ma poprawiać humor dziewczynkom, czy zabieg mający na celu zdołowanie mnie bardziej? Nie ufam ci Coletti. Po co to robisz. Chcesz czegoś? Dostać się do Yumy? Nie pomogę ci, tak się składa, że z nim nie rozmawiam, tobie do niego bliżej.
Ale wtedy mówisz o Chiarze i zbijasz mnie strasznie z tropu. A więc o to chodzi? Niemożliwe… chyba, przecież, czy to może być to, że Charlie Coletti jest po prostu dobrym bratem? Przecież Chiara tak narzeka. Z drugiej strony… Chiara na Claudię też narzeka. I na Cezara… W zasadzie Chiarze zachowanie wielu ludzi nie odpowiada. Czy to ja się pomyliłam i wierzyłam nie tym osobom, którym powinnam? Nie zdziwiłoby mnie to, jestem mocno skonfundowana, moi znajomi, którzy zdawali się być szczerzy wobec mnie teraz nie zamieniają ze mną słowa, a Yuma, który był mi tak bliski zajmuje się sobą i swoimi pretensjami do świata.
- Nie gniewam się. - Mówię w końcu i nawet nieśmiało odwzajemniam uśmiech, nigdy bym nie powiedziała, że Carlo Coletti zrobi coś miłego dla mnie. Chociaż wiem, że zrobił to głównie dla swojej siostrzyczki, to koniec końców nie jest jednak taki zły, prawda? Od razu mi lepiej, szczególnie, kiedy obie Coletti wchodzą na jadalnię z tacami pełnymi jedzenia i siadają przy naszym stoliku.
- Cześć Clairemina.
- Cześć Chiara.
- Witaj Clairemino.
- Cześć, Claudio.
Wszyscy uśmiechają się i wyjadają sobie z talerza i częstują mnie, a mi naprawdę wrócił apetyt, odkładam miskę z mątwią owsianką i sięgam po jogurtową sałatkę z marchewką i jagodami. I już nie obchodzi mnie, co mówią wszystkie głowy wokół, bo rozmowy, śmiechy i wygłupy Colettich zagłuszają wszystkich innych użytkowników jadalni i smutne głosy w mojej głowie.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Lip 20, 2015 1:02 pm

"Dlaczego Clairemina jest smutna?", zapytała mnie Lola Okeke. "Clairemina nie jest smutna" wydawało mi się całkiem dobrą odpowiedzią, ale po przeanalizowaniu ostatnich wydarzeń dotarło do mnie, że wcale nie mam takiej pewności. Po pierwsze, nie rozmawiałem z nią od czasu tej sprawy z Chiarą i Colettim. Po drugie, w ogóle rzadko ją widywałem, ale uznałem, że to konsekwencja nadmiaru obowiązków szkolnych (dodatkowo Lola znalazła kolejnych dwóch niedouczonych tłumoków, doprawdy, skąd ona ich bierze?). Nie przyszło mi do głowy, że Clairemina może mnie po prostu unikać.
A skoro mnie unika, istnieje też prawdopodobieństwo, że to z mojego powodu jest smutna (o ile rzeczywiście jest). Trochę mnie to stresuje, w książce o nastolatkach nie znalazłem jeszcze rozdziału radzącego, co zrobić, gdy brat przyjaciółki podopiecznej składa ci niemoralne propozycje, co w jakiś pokraczny sposób rzutuje na nastroje wychowywanej dziewczynki. Cóż. Może po prostu zapytam, o co chodzi?
Claireminę, ku swojemu zdumieniu, odnajduję w towarzystwie Colettich. Nie wiem, co o tym myśleć, Carlo ostatecznie zasabotował wspólny weekend Claireminy i Chiary, jakim cudem to nagle na mnie się gniewa (jeśli się gniewa)?
- Możemy porozmawiać? - pytam, nie przysiadając się, tylko stając za krzesłem Claireminy. - Z tego co widzę, dobrze się bawisz - dodaję chłodniejszym tonem i dopiero gdy wypowiadam te słowa, myślę o tym, że mogłem sobie oszczędzić tego komentarza.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Lip 20, 2015 3:22 pm

Nigdy nie spędziłam czasu z większością rodzeństwa Colettich. I czuję się z tym zaskakująco dobrze, może to tylko kwestia tego, że przez ostatni tydzień byłam dość samotna, ale oni są tacy mili i ciepli, dla mnie, dla siebie, naprawdę w mig zapominam o przykrościach, o Yumie, napychając sobie buzię smakołykami i słuchając opowieści Claudii o tym, jak będąc małą dziewczynką próbowała zrobić sernik na zimno z fety. Historia jest zabawniejsza, kiedy dociera do momentu degustacji. Nie wiem na kogo patrzeć, bo Coletti wchodzą sobie w słowo, dokańczając nawzajem zdania, obserwuję ich śmiejąc się, chociaż gdzieś tam dociera do mnie mała kropelka smutku, kiedy uświadamiam sobie, że ja nigdy z nikim nie będę miała takiej relacji. Nie myślę o tym jednak, bo samo obserwowanie ich sprawia mi wiele przyjemności, dopóki nie zjawia się Yuma i śmiechy milkną, jakby ktoś nagle ściszył radioodbiornik, a w miejscu szerokich uśmiechów pojawia się wyraz konsternacji. Każdy patrzy w inną stronę, trochę, aby nie przeszkadzać, trochę na pewno wyczekująco, a mnie robi się w środku bardzo, bardzo zimno.
Z tego co widzę, dobrze się bawisz.
Nie mógł sobie tego darować? Oszczędzić mi kolejnej dawki wstydu przed nimi? Poza tym, czy to coś złego, Yuma? Czy coś przeszkadza ci w tym, że dobrze się bawię? Bo to, że od kilku dni nie bawię się wcale jakoś nie zwróciło twojej uwagi. Gapię się w swoją miskę zastanawiając się, co powiedzieć i czy w ogóle chcę z tobą rozmawiać. Chyba nie, jeśli traktujesz mnie w ten sposób. Nie chcę tego przyznać, ale jesteś… podły. Unoszę głowę rzucając zawstydzone spojrzenie na każdego z Colettich po kolei, ale ich obecność dodaj mi otuchy, więc prostuję się i nabieram jogurt łyżką, pakując ją sobie do buzi.
- I co dalej? - Zwracam się do Claudii, a ona natychmiast reaguje, uśmiechając się i kontynuując swoją historię, jakby nic się właśnie nie stało, z Chiarą przytakującą jej i wtrącającą półsłówka, aby jak najszybciej zamaskować echo niezręcznej sytuacji.
I tylko Charlie siedzący naprzeciw Claireminy rzuca Yumie triumfujące spojrzenie, uśmiechając się kącikiem ust, chociaż tego ruda już nie widziała.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Lip 20, 2015 11:48 pm

Aha. Więc to tak.
Chociaż nie, skłamałbym, gdybym stwierdził, że cokolwiek rozumiem. O co ci chodzi, Clairemino? Prosiłaś mnie o interwencje w sprawie Chiary Coletti, zrobiłem co mogłem, czy to moja wina, że Carlo jest odporny na argumenty? Zresztą, nawet jeśli to jest powodem tego twojego buntu, dlaczego teraz z nim rozmawiasz jak z najlepszym przyjacielem, a mnie tak ostentacyjnie ignorujesz? Nie mam pojęcia, co ty właściwie robisz, mścisz się teraz na mnie?
Nie cierpię takich sytuacji, jesteś na mnie zła, powiedz, o co chodzi, może się pokłócimy, ale przynajmniej poznamy wzajemnie swoje racje, to już jakiś krok w stronę kompromisu. Takim udawaniem że nie istnieję, co chcesz osiągnąć?
W całej tej historii coś mi straszliwie nie gra. I dociera do mnie, co dokładnie, gdy wyłapuję wzrok Carla.
Coletti.
Ty skurwysynie.
Wszystko zaczyna się nagle rozjaśniać, choć jakaś część mnie nie chce uwierzyć, że Carlo posunął się tak daleko i nagle zaczynam wątpić, czy znam chociaż ułamek jego motywacji. Może to wszystko było jakąś grą, od samego początku. Najpierw Coletti-niegroźny-acz-irytujący-sodomita miał uśpić moją czujność, a teraz Coletti-wzorowe-dziecię-włoskiej-mafii z druzgoczącą łatwością nastawia przeciwko mnie Claireminę. Czemu to robisz? Chcesz ją mieć bezbronną i pozbawioną wszelkiej opieki? Czego ty chcesz, do licha?
Przez moją twarz przebiega cień, z pewnością nie uszło tu uwadze Colettich, ale nie sądzę, by przeczuwali, że walczę z ochotą rozsadzenia ich od środka. Z Carlem na deser.
- Przyszedł list do ciebie. Nadawca napisał na kopercie "proszę o możliwie najszybszą odpowiedź". - To nie jest prawda, dosyć łatwe do zrewidowania kłamstwo, ale później się z niego jakoś wytłumaczę. Patrzę na Carla, nie na Claireminę, z pewnością domyśla się, że próbuję ją stąd wywabić i rozmówić się z nim sam na sam. - To byłoby bardzo nieładne z twojej strony, gdybyś zignorowała swojego korespondenta dla historii o serniku.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Lip 22, 2015 4:55 pm

Yumo Yahto, czy ty nie dostrzegasz, że pogrążasz sam siebie? Odrywam od ciebie wzrok, kiedy znów zabierasz głos, tym samym, po raz kolejny, przeszkadzając moim towarzyszkom w rozmowie i śniadaniu. Nie musiałeś znów jej atakować, przecież każdy z nas wie o co chodzi, wystarczyło poprosić o chwilę atencji. Mój boże, to wręcz nieprzyzwoite, nie pozwalać własnej podopiecznej dokończyć posiłku w gronie przyjaciół. Oparty luźno o krzesło, z splecionymi przed sobą dłońmi obserwuję, jak Clairemina ze zmarszczonymi brwiami zbiera ze stołu kilka naczyń, kładąc je na tacy, a Chiara natychmiast oferuje jej swoje towarzystwo, spoglądając na ciebie - słusznie zresztą - jak na idiotę. Odprowadzam obie dziewczynki wzrokiem, jaka szkoda, że ciebie nasz mały rudzielec nie zaszczycił nawet sekundowym spojrzeniem. Claudia zbiera resztę naczyń, ale kiedy zaczyna podnosić się z krzesła sięgam do jej dłoni, choć wzrok utkwiony mam w twoich zimnych, gniewnych oczach.
- Dokończ, kochana.
Chyba tyle możesz poczekać? Wolną dłonią wskazuję ci krzesło zajmowane uprzednio przez Claireminę. Przysiądź się, bądź nie, to twoja decyzja, co będzie bardziej pasowało do sceny, którą sobie właśnie planujesz. Wielkie wyjście będzie lepiej wyglądać, jeśli nie będziesz musiał poświęcać energii na wstawanie z krzesła. Ale, proszę, rozsiądź się. Dajmy biednej dziewczynie dokończyć swoje ciastko. Co też w tobie tkwi, mój drogi, czego potrzebujesz, aby otworzyć oczy? Taki zagubiony chłopak, takie marnotrastwo. Nie muszę spoglądać na moją siostrę, by wiedzieć, że mimo maski niezręczności, w jej wzroku, wbitym w posiłek czają się chochliki rozbawienia. Znam ją dobrze, nie wygląda na to, ale Claudia nigdy do niczego nie podchodzi w pełni poważniej, choć na zewnątrz jest bardzo sztywną osobą. Siedzimy sobie tak więc, rozkoszując się chwilą w milczeniu, uśmiechnięty, nie odwracam od ciebie wzroku. I nie zrobię tego, dopóki nasza rozmowa się nie skończy. A czuję, że nie nastąpi to szybko, nawet, jeśli rozłoży się w czasie. Szczęk widelczyka o porcelanowy talerzyk, odgłos odsuwanego krzesła, podziękowanie, błękitna taca przez chwilę zasłania mi twoją twarz. Teraz na stoliku nie zostało nic, poza moją filiżanką z herbatą. Masz dużo miejsca, aby wyłożyć swoje karty.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Lip 22, 2015 8:03 pm

To też celowe działanie? Może w jakiś sposób wiesz, że żadnego listu nie ma, może przeciągasz tę chwilę, pozwalając, by Claudia jadła ciastko, gdy Clairemina dowie się, że ją okłamałem i wróci tu, rozwścieczona. To mnie strasznie męczy, Carlo Coletti, świadomość, że źle oceniłem twoje możliwości i pod tą maską irytującego kretyna znalazłem chłodnie rachującego drania. Nie podoba mi się to, że z właściwie postaci drugoplanowej stałeś się kimś, kto przeprowadził skuteczny zamach na moje życie. Zanim się pojawiłeś, wszystko układało się dobrze.
Nie, nie było dobrze. Przecież zdaję sobie z tego sprawę, że między mną a Claireminą coś zaczęło się psuć już dawno. Ale wmieszałeś się, Carlo, i zniszczyłeś wszystko do samych fundamentów, nie dając mi nawet szansy, bym zorientował się, skąd te coraz częstsze nieporozumienia.
Mimo wszystko decyduję się usiąść naprzeciwko ciebie, mierząc cię zimnym spojrzeniem, z krótką przerwą na to, by odprowadzić Claudię wzrokiem. Kiedy w końcu zostajemy sami, nachylam się ku tobie, z łokciami opartymi na stole i splecionymi dłońmi.
- W co ty grasz, Coletti? - Nie wiem, co planujesz, ale nie pozwolę ci jej skrzywdzić. To tylko dziecko, Carlo, co więcej, dziecko, które zobowiązałem się chronić. Nie rozumiem, po co jej potrzebujesz, co chcesz z nią zrobić, ale jeśli włos spadnie jej z głowy, gwarantuję ci, że ze wszystkiego, co dla ciebie ważne, zostaną zgliszcza. - O co ci chodzi? O nią? O mnie? Nie waż tak bawić się Claireminą, Coletti.
To ostrzeżenie. Jeśli chcesz, możesz pomiatać własnym rodzeństwem, wedle uznania rozdawać i odbierać im zabawki, nic mnie to nie obchodzi. Clairemina nie zasługuje na Carlo Colettiego stale obecnego w jej życiu. Zdaje się, że życia jej nie starczy, by zapracować sobie na taką karę.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Lip 22, 2015 10:48 pm

O nią? O ciebie? Błagam, Yahto, nie jesteś centrum świata, nie zawsze wszystko musi się kręcić wokół twojej osoby, a już na pewno nie moje działania.
- Co masz na myśli? - W co gram? O co chodzi? Ja w coś gram? Nie wydaje mi się. Mój drogi, spójrz na moją twarz, czy twoim zdaniem prowadzę jakąś grę? Sięgam po filiżankę, upijam spokojnie łyk, mrużąc przy tym oczy. Nie podobasz mi się, nie podoba mi się twoje nastawienie, przywodzisz mi na myśl słup soli, ciężki, zimny, słony, do tego stopnia, że od chwilowego zetknięcia się z powierzchnią człowiekowi jest niedobrze, chociaż na początku tak strasznie przyciągałeś. Nie bawię się z tobą dobrze, nie odpowiadasz mi należycie, nie tak, jak wymagałbym tego od ciebie, gdybyś znał mnie lepiej, gdybyś chciał, wiedziałbyś jaki ruch wykonać, aby mnie zaskoczyć, będąc takim, jaki jesteś strasznie mnie rozczarowujesz, każde twoje działanie jest tak łatwe do przewidzenia.
- Rozejrzyj się, Yumawikvayatawo nie ma tu nikogo, kogo mógłbyś nazwać sojusznikiem. - Narobiłeś sobie wrogów, tym samym piętnując twoją podopieczną, myślisz, że wcześniej miała problemy? Była lubiana. Bardzo. Rozumiem czemu, zadaję sobie trud poznania jej, a ty? Jak dobrze ją znasz?
Co sprawia, że myślisz, że się nią bawię? Nie mam złych intencji. Nachylam się w twoją stronę, układając ręce w dokładnie taki sam sposób, co ty. Powierzchnia stolika jest na tyle mała, że pozwala mi znaleźć się naprawdę blisko, lubię ci się przyglądać, może myślisz, że panujesz nad emocjami, ale one zawsze, w mniejszym lub większym stopniu odbiją się w twoich oczach, na twojej twarzy.
- Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, aby pozostawić swoją dumę nienaruszoną? - Przechylam głowę. Nie uśmiecham się. Co za dziwny z ciebie człowiek, tak uparty, tak ślepo podążający za własnymi zasadami, fascynujące. Zainspirowałeś mnie. Może jednak zagram z tobą w grę? Nie. Zagram tobą. Zobaczę jak będziesz tańczył. Jesteś w błędzie, jeśli myślałeś, że do tej pory urządzam sobie rozgrywkę. Tak naprawdę jesteś właśnie blisko otwarcia igrzysk ze sobą w roli głównej. Wcześniej to była ot, kłopotliwa relacja. Moja mięta, nieuzasadniona, do ciebie, Chiara i Clairemina zaprzyjaźniające się, przecież nic więcej.
- Nie bawię się twoją podopieczną, Yahto, nie wszystko jest takie, jakie ci się wydaje. - A już na pewno nie twoja relacja z nią.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Lip 22, 2015 11:24 pm

Myślę, że wiesz, co mam na myśli. Nie jesteś głupi, prawda? Chociaż tak doskonale dałeś mi sobie wmówić, że nie stanowisz żadnego zagrożenia, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że próbujesz rozdzielić mnie i Claireminę. Nawet to zamknięcie nas w lochach, które wziąłem za akt zwykłej złośliwości, mogło w twoich zamiarach nas skłócić. Zmęczeni i zamknięci w małym, zagraconym pomieszczeniu, na kto wie ile czasu - doskonałe warunki, by wyrzucić frustrację na drugą osobę. Czy Chiary nie puściłeś do nas z tego samego powodu? Wiedząc, że będę chciał pomóc Claireminie? A teraz jakimś cudem przerzuciłeś odpowiedzialność za zniszczenie ich planów na mnie.
Clairemina ma dopiero piętnaście lat, jest zdecydowanie za bardzo podatna na wpływ innych osób. A ty jesteś jak stereotypowy książę z bajki, prawda? Bogaty, obyty w świecie, pewny siebie, czarujący i uwielbiany przez połowę szkoły (a drugą połowę nienawidzony). To znacznie lepszy materiał na kogoś, kto uratowałby ją z sierocińca, prawda?
Coś zimnego rozlewa się w moim żołądku, kiedy o tym myślę. Może Clairemina od początku wolała za opiekuna kogoś takiego jak ty. A teraz zjawiasz się i obdarzasz ją całą swoją uwagą.
Kolejna uwaga Colettiego mnie zaskakuje. Cofam się o centymetr do tyłu, ale nie pozwalam, by zdziwienie dłużej malowało się na mojej twarzy.
- Sojusznicy? Zlituj się, Coletti. To nie jest bitwa z rodzaju tych, które można wygrać przewagą sił. Chyba że po tym wszystkim zamierzasz mnie obezwładnić i wrzucić do jeziora w betonowych butach. - Taki mafiozo lifestyle.
Żartuję, ale prawda jest taka, że nie potrzebuję sojuszników. Od czasów, gdy zabito moją matkę, jestem zdany sam na siebie - chociaż nie wiem, czy gdyby żyła, cokolwiek by się zmieniło. Nie żyje od tak dawna, nie potrafię powiedzieć, jaka była. Rozumiałaby więcej od reszty mojego ludu? Nie sądzę, skoro zazwyczaj słyszałem, że byłaby mną rozczarowana. Cóż, oyo ayelodi, mamo.
Unoszę podbródek do góry, nie podoba mi się kierunek, w którym ta rozmowa podąża. Nie zamierzam rozmawiać o sobie ani o mojej dumie - co to ma wspólnego z Claireminą? Wydaje ci się, Coletti, że wiesz już o mnie wszystko, że przejrzałeś moje słabości, że widzisz błędy, które popełniałem? Stoisz z boku, Coletti, przyglądasz się tym swoim ciekawskim spojrzeniem, jakbyś oglądał teatr marionetek, i myślisz, że możesz teraz wkroczyć na scenę i przejąć sznurki. Zbywam to pytanie milczeniem, zresztą, co mogę odpowiedzieć? I wtedy przychodzi mi na myśl właściwa odpowiedź.
- Nie poświęciłbym Claireminy. Nie martw się o to. - Schowałem dumę do kieszeni i poszedłem do ciebie tylko dlatego, że mnie o to poprosiła. - Proszę, wyjaśnij mi. - Rozplatam dłonie i rozkładam lekko ręce w quasi-zachęcającym geście. - Pomóż mi zrzucić klapki z oczu. Jak naprawdę wygląda natura rzeczy? - Teach me senpai.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Lip 22, 2015 11:55 pm

Trochę jestem księciem. Posiadam te cechy, które faktycznie są uwielbiane i znienawidzone. Ale nigdy nie podjąłbym się prawnej opieki nad kimś, kto jest mi obcy. Wspieranie, prowadzenie, jako mentor, przyjaciel, quasi-brat, och, owszem, ale nigdy nie zrobiłbym tego, co ty. I bynajmniej nie uważam się za gorszego człowieka. Szczerze mówiąc, wręcz przeciwnie. Jestem od ciebie lepszy, Yahto.
Ty chcesz jej pomóc, a dzieje się dokładnie odwrotnie. Mnie ona jest obojętna, a daj mi tydzień, zobaczysz, jak będzie mi jadła z ręki. Co nie znaczy, że faktycznie chcę nią manipulować. W tym przypadku musiałbym cię rozczarować, ale nie chodzi mi o żadne profity. Przyjaźni się z moją siostrą. Akceptuję to i staram się zrozumieć. Rodzina jest najważniejsza.
Wrzucać cię do jeziora w betonowych butach? Proszę, nie masz o tym zielonego pojęcia, oglądaj dalej mugolskie filmy o mafii, na pewno wiele użytecznej wiedzy z nich wyniesiesz. Och, jeszcze całkiem niedawno chętnie bym ci opowiedział o naszych metodach, ale okazałeś się, cóż. Durniem.
Mam ci wyjaśnić? To bardzo proste.
- Z nią nikt nie rozmawia. Wszyscy się od niej odwrócili z twojego powodu, Yumo. - Przykro, że to ja jestem osobą, która ci o tym mówi, powinieneś raczej zauważyć to sam. Znowu ci duma ucierpi, co? Opieram się znów o krzesło, automatycznie poprawiam filiżankę, aby stała równo na spodeczku. Widzisz, jesteś w błędzie, to jest bitwa, ludzie zawsze nam są potrzebni, a osobom takim jak Clairemina Brohl szczególnie.
- Ty zdaje się tego nie zauważyłeś. Ani tego, w jakim stanie była przez ostatnie parę dni. My tak. Bez względu na teorie, które tworzysz sobie w głowie, zaczynam lubić to dziecko i nie rozumiem swoich poprzednich uprzedzeń. Tak, jak nie jestem w stanie pojąć, dlaczego wcześniej tak strasznie chciałem ciebie. - To szczera prawda, czy nie tego chciałeś? Przy ostatnim zdaniu uśmiecham się i również rozkładam ręce, choć to zupełnie inny gest. Jestem w końcu człowiekiem i jak każdy mogę popełniać błędy, większe lub drobniejsze, widzisz, ja potrafię przyznać się do nich przed samym sobą, jak i przed innymi.
Yummy Yahto, mógłbym ci pomóc. Gdybym cię lubił.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Czw Lip 23, 2015 12:49 am

Z nią nikt nie rozmawia. Wszyscy się od niej odwrócili z twojego powodu, Yumo.
Mrugam i odchylam się całkiem, dotykając plecami oparcia krzesła. Nie, Coletti, mylisz się. Przecież ja...
A potem nachodzą mnie obrazy.
Ta dziewczynka z klasy Claireminy, chuda, z warkoczykami i wielkimi okularami na nosie. Wpadła na nas (cóż, dosłownie nawet) na korytarzu, zdziwiłem się, że ktoś, kto nosi szkła grubości denka od butelek, dalej ma problemy z zauważeniem ludzi na swojej drodze. Spuściła głowę i poszła dalej, nawet nie przejmując się Claireminą, mamroczącej jednocześnie przeprosiny i przywitanie.
Albo ten chłopiec, który przysiadł się do nas i zapytał, czy to prawda, że czarodziejski rząd w Stanach Zjednoczonych przejęli kosmici. Och, nie zostawiłem na nim suchej nitki, Clairemina chyba chciała się wtrącić, ale chłopiec ją uprzedził, wstał i wyszedł.
Robi mi się niedobrze, bo wiem, po prostu wiem, że Carlo ma rację. Biedna Clairemina, co ja najlepszego zrobiłem? Ostatnio była niemal wiecznie samotna, byłem przekonany, że sama stroni od towarzystwa, w końcu ostatnio tyle miała na głowie. Coletti, ja naprawdę byłem dla niej kolejnym problemem, który musiała znosić.
Oszczędź mi tego, albo słowo daję, zwymiotuję prosto na tę twoją jebaną filiżankę.
Wstaję nagle, w głowie mi się kręci, ale nie chcę tu siedzieć przed Colettim, oszołomiony i zszokowany. Na Wielkiego Ducha, Clairemino, nie chciałem.
A teraz... powinienem jej poszukać.
Nie, lepiej nie.
Dzisiaj będziesz mieć ode mnie spokój.
Kieruję się w stronę drzwi i po raz pierwszy nie wiem, co ze sobą zrobić.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Czw Lip 23, 2015 3:25 pm

Z jakiegoś powodu nie chcę pozwolić ci uciec i zaskakuje mnie twój brak odpowiedzi, choć gdzieś tam podświadomie wiedziałem, że i tak to zrobisz. Oczywiście, że nie wiem o tobie wszystkiego, w zasadzie o wielu rzeczach nie mam pojęcia, ale musisz zaakceptować fakt, że jestem świetnym obserwatorem, owszem, czasami patrząc na ludzi jak na małpki czy marionetki, ale czy jest w tym coś złego? W końcu któż z nas nie jest chodzącym performancem. Wstaję zaraz za tobą, zabieram filiżankę ze spodkiem, odkładam ją na blat nieopodal drzwi i podążam za tobą, po chwili zrównując krok. Choć na zewnątrz jestem spokojny, irytuje mnie to, bo sam nie wiem, co właściwie to robię, dla kogo, w jakim celu. Dla mojej siostry? Dla siebie? Dla Brohlówny? Dla ciebie? To bez sensu, żadna z tych odpowiedzi nie pasuje. Może to jednak instynkt. Może podświadomie chcę wykorzystać tę sytuację w dwojaki sposób, wcale nie musząc włączać tego do gry. Kto powiedział, że każda gra musi być podstępem. Przyglądam mu się, kątem oka jedynie wyłapując drobne, nieistotne przeszkody, przecież każdy i tak ustępuje nam miejsca, choć korytarz nie wydaje się wybitnie tłoczny, nie mogę zwalić tego na rozproszoną uwagę, przecież ja zawsze zauważam więcej.
Tak, jak teraz, kiedy mijam jego i automatycznie odwracam od ciebie wzrok, na chwilę, na sekundę, żeby po chwili patrzeć już przed siebie. Gdzie idziemy, Yumawikvayatawo Yahto? W którym miejscu znajdziesz dla siebie schronienie jednocześnie katując się w środku? Będzie ci przeszkadzać moja obecność. Ale, Yumo, ja jeszcze z tobą nie skończyłem.
- Co zamierzasz zrobić? - pytam, choć w normalnej sytuacji nie odpowiedziałbyś mi, bądź zbył mnie kąśliwą uwagą. Trochę jestem zainteresowany, lubię, kiedy coś się dzieje. Sielanka, lemoniada na powietrzu, uśmiechy, owszem, ale momenty, w których z ludzi wylewają się czyste emocje to dla mnie esencja.

Yumawikvayatawa, Clairemina i Charlie z tematu
Powrót do góry Go down
Kapitan Verden

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Gävle, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sob Sie 01, 2015 10:16 pm

Idę przed siebie w milczeniu wystrzelonej z łuku strzały. Prosto, szybko, z oczami skupionymi na celu. Jedynym co w tej chwili odróżnia mnie od kawałka przecinającego powietrze drewna jest rytmiczny stukot kuli o kamienną posadzkę. Zaznaczam, że celowo nie wymieniłam myślenia. Wiem gdzie idę, po co idę i pod jakim kątem wyciągnę go z sali, jeśli zajdzie taka potrzeba. Chwilowo nie potrzebuję niczego więcej, maszyna zostaje wyłączona, to zmniejsza ryzyko wypadków przy pracy.
Wpadam do jadalni z niemym hukiem towarzyszącym mentalnemu trzaśnięciu i tak otworzonych drzwi i rozglądam się po pomieszczeniu jak drapieżnik wypatrujący ofiary, chociaż doskonale wiem gdzie go znajdę. Jestem nawet w stanie przewidzieć na którym krześle będzie siedział z tą przeklętą, białą czupryną, idiotycznym wyrazem twarzy i całkowitym brakiem świadomości, że czasami to nie świat musi się dostosować do niego, tylko on do reszty świata. Patrząc na to jak często muszę wywracać oczami i komentować jego zachowanie modlitwą do boga zainteresowania normami społecznymi, zaczynającą się wdzięcznym "Cały Lágon znowu..." (dalsza część zazwyczaj wątpliwie pochlebna, choć nie popadajmy w przesadę), oszczędziłabym sobie kilku lat życia tatuując sobie tą kwestię na czole - albo na powiekach, trzeba iść z duchem czasu.
Ciągle musiałabym wywracać oczami, ale przynajmniej odzyskałabym energię marnowaną na jedną, niezmieniającą absolutnie niczego, czynność.
- Chcesz mi powiedzieć dlaczego nie przychodzisz na treningi, czy mogę od razu przejść do rozdziewiczania twojego oczodołu moim towarzyszem życia i jedyną osobą, w której zawsze mam oparcie? - Pytam zdecydowanie spokojniej i ciszej niż zasługuje na to cały przekaz, jednocześnie uderzając kulą o posadzkę, - Otworów tylnych dolnych nie biorę pod uwagę, to nie ma być przyjemność.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 02, 2015 8:15 am

Rzadko mi się zdarza, że ktoś po prostu przerywa mi posiłek. W sumie w ogóle rzadko się zdarza, żeby mi ktokolwiek ncokolwiek przerywał i choć może domyślam sę dlaczego, to jednak wcale mi ten stan rzeczy nie przeszkadza. Nie próbuję tego zmienić w żaden sposób. Mimo to, kiedy tak zastanawiam się nad kolejnym tostem kiwając trzymanym w palcach kielichem z sokiem, dociera do mnie, że właśnie naruszyłaś mój poranny rytuał opierdalania się nad trzecią kanapką nie przychodzi mi nic innego do głowy jak uśmiech ulgi. Nie myśl, że Cię nie zauważyłem, nawet jeśli początkowo nie reaguje w żaden sposób na Twą słodko-gorzką groźbę. Słyszałem jak się zbliżasz. Zawsze słyszę. Jesteś jak mój własny, chodzący metronom, rytm Twoich kroków podbijany stukiem kuli, jest niezwykle inspirujący, czego nigdy nie powiem Ci otwarcie. Gdzieś w głowie krąży mi nawet krótka, acz szalona uwertura łącząca stacatto tego kroku i melodyjnością Twoich rysów twarzy. Jesteś małą, chodzącą sztuką, choć pewnie nikt Ci tego nigdy nie powiedział.
Odwracam się powoli, z namaszczeniem jakby ciesząc się chwilą cichego napięcia jakie tu rośnie niczym pączek w tłuszczu. Dali na śnadanie pączki. Z konfiturą różaną. Jadasz pączki, Księżniczko?
- Egil. - posyłam jeden z tych swoich błogich, czarujących uśmiechów boga miłościwie panującego. Musimy wyglądać we dwójkę pięknie. Ty, taka niedoskonała, kaleka, z grymasem gniewu, dezaprobaty, rezygnacji i wiecznego chłodu na twarzy. I ja. Laguna.
- Umiesz jednak czasem powiedzieć złożone zdanie, jeśli Ci się zechce. - nie przestaję się uśmiechać. Oczyma wyobraźni widzę jak znów wywracasz te swoje skośne oczy, cmokasz z niezadowoleniem. Nie masz cierpliwości, Księżniczko,ale ja Cię jej mogę nauczyć. Powoli, spokojnie, uparcie dążąc do celu. Zaraz za głową odrwacam się tłowiem, caly przodem do Ciebie. Och jestem gotów, od czubków paznokci po końcówki moich jasnych włosów. Jestem gotów na to, czym mi grozisz. Nawet chciałbym, byś w końcu coś zrobiła. Sprowokować Cię, chciałbym. Zareaguj. Ile razy muszę jeszcze podważyć Twoją siłę, zdoności, ile razy zachwiać Twą cierpliwość by wykrzesać z tego skutego obojętnością ciałą jakąś reakcję. Na zachętę jakby nawet rozkłądam ramiona w geście przepraszająco-zapraszającym. W głowie już mi grają werble, słyszę szeleszczący syk Twojego oddechu, wsłuchał bym się w niego głębiej, z bliska, zaglądając Ci w oczy, trzymając Twoją chudą szyjkę w dłoniach.
Spodobało by Ci się, obiecuje.
- Rozważam zrezygnowanie z Quidditcha. - mówię, choć po twarzy błąka mi się rzewrotny uśmieszek. Trochę jakbym kpił. Trochę to robię. Igram sobie, ciekawy Twoich kolejnych reakcji. Uwielbiam to sprawdzać. Twoje granice. Są wielkie, twarde i groźne, dlatego mnie tak pociągają. Co w sobie kryjesz?
- Proszę, dosiąć się. Nie znoszę patrzeć, jak się przemęczasz. - uderzam koljne struny. Grajmy, Egil. Zagrajmy coś.
Powrót do góry Go down
Kapitan Verden

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Gävle, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 02, 2015 1:08 pm

Słysząc swoje imię tylko unoszę lekko brew, jakbym chciała w ten sposób pomachać z zażenowanym uśmiechem i powiedzieć słodko coś pokroju "tak, to ja", ale jest to poniżej mojej godności i umiejętności werbalnych. Obawiam się, że gdybym spróbowała to zrobić, skończyłabym z nadwyrężonymi i naderwanymi siedmioma mięśniami twarzy, poza tym tylko by mnie to rozpraszało. Chwilowo wolę obserwować. Nie drażni mnie to, że nie reaguje na moje powitanie, w końcu było to po prostu nieco bardziej elokwentne "dzień dobry, co jesz". Zadowala mnie sam fakt, że się do mnie odwraca. Lubię ten konkretny uśmiech. Przypomina mi rysunki książąt i władców z książek dla dzieci, przyjemny, ale mało wiarygodny, jakby tą minę namalował mu ktoś pozbawiony wprawy, ale pełen dobrych intencji.
- Niewiarygodne, wiem - odpowiadam tym samym, pustym tonem co poprzednio, choć zdaję sobie sprawę, że sarkazm bardziej by pasował do sytuacji. Czasami sama siebie rozczarowuję, ale nauczyłam się już czerpać z tego pewnego rodzaju satysfakcję. Wiem, że on chce mnie złamać. Znam jego dwie zewnętrzne warstwy na tyle, żeby móc w sposób zadowalający interpretować pewne jego gesty i słowa. Ostatnio obserwowanie to jedyna zabawa towarzyska, której zasad jestem w stanie przestrzegać. Pozwól mu robić i mówić co chce, patrz mu prosto w oczy i ucz się szyfru, szukaj prawidłowości i powtórzeń. Tak naprawdę ludzie to czysta matematyka, musisz po prostu zrozumieć polecenie i dopasować do niego poprawny wzór, mając nadzieję, że w trakcie rozwiązywania nie pojawi się jakaś ukryta dotąd niewiadoma.
- Tyko rozważasz? - Przenoszę ciężar ciała z kuli na nogę i przechylam nieco głowę na bok. - Mężczyźni, którzy nie umieją podejmować decyzji nie są... -Zawieszam teatralnie głos i wzruszam lekko ramionami. Zgubiłam pomysł na ripostę.
Wzmiankę o przemęczeniu postanawiam zignorować. Nie łapię haczyka, choć i tak czuję ukłucie, gdy się we mnie wbija. Wie, że nie znoszę gdy to robi, wie też, że ja wiem, że on wie, ale to nie wpływa w żaden sposób na zasady. Nie powstrzymuję go tylko dlatego, że badam go równie dokładnie, co on mnie. Po prostu mamy nieco inne zainteresowania i cele badań. On bada moje granice, ja badam jego naturalną przestrzeń. To rodzaj zabawy, którą prowadzimy od dłuższego czasu i mam wrażenie, że oboje jesteśmy ciekawi wniosków, które na koniec wyciągnie druga strona.
Mogę też nie wiedzieć o nim absolutnie niczego. I właśnie to sprawia, że nie jestem w stanie wyjść w połowie seansu. Chcę zobaczyć, czy dobrze wytypowałam mordercę w trakcie pierwszych scen, dlatego film utrzymuje mnie w napięciu. Poza tym lubię jego autorską ścieżkę dźwiękową.
- Proszę, wstań. Uwielbiam patrzeć, jak się męczysz, maestro. Najbardziej podniecasz mnie na boisku, w stroju do Quidditcha i kaflem w dłoniach, mam fetysz na spoconych mężczyzn z dużymi kulami. Zrobię się totalnie mokra, jeśli będziesz to robić przez dwie godziny, dzisiaj o czwartej, och... - Recytuję tępo z ekscytacją godną pracownicy dworca ogłaszającej wszem i wobec, że pociąg z Oslo spóźni się o dwadzieścia minut, po czym siadam obok niego i biorę na talerz kilka tostów z masłem. - Samo myślenie o tym sprawiło, że zmiękło mi kolano. Szkoda, że chcesz to rzucić, po wyjściu na czołówkę rankingu pewnie sama wpakowałabym ci się do łóżka.
Chwytam kawałek chleba w zęby i patrzę na niego z najbardziej obojętnym wyrazem twarzy na jaki mnie stać przy jednoczesnym jedzeniu.
Ja nie gram, Lágon. Ja czasami zmieniam tempo i patrzę, co nowego skomponujesz.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 02, 2015 5:25 pm

Obserwuję przez pewien czas, nie ukrywam, że z satysfakcją, jak jednak ta kamienna twarz przejawia przebłyski emocji. Jesteś za mała na zgorzknienie Egil, wiesz o tym? Ja wiem. Ja Ci o tym przypomnę, choć zrobie to w taki sposób, byś mnie znienawidziła. Uśmiecham się więc dalej całkiem błogo, spoglądam w przestrzeń zupełnie nieświadomie ignorując Cie przez chwilę bo coś przyciągnęło moją uwagę i stało się bardziej interesujące od Twojego braku zadowolenia moją osobą. Mam tak od zawsze chyba, uchylam się, a kiedy mi niewygodnie to zmieniam miejsce. Dlaczego miałbym to znosić, skoro coś mnie uwiera? Przez chwilę rozważam opuszczenie Cię właśnie w tym momencie i udanie się w sobe znanym kierunku, a wiem przecież, że jakbyś się nie starała to mnie nie dogonisz - być może nawet rzuciłbym pełen politowania uśmiech przez ramię, ot, by wykrzesać z Ciebie choć iskry ćwierć - zaczynasz jednak mówić więcej. I więcej. I kolejne zdania. Przez dłuższą chwilę z wrażenia sam nie wiem jak zareagować, wiesz, nie chciałbym Cie spłoszyć jakimś nieodpowiednim gestem czy wyrazem zachwytu. Urzeka mnie, kiedy takie oś się w Tobie budzi, nawet jeśli bardzo chcesz żeby pluło jadem. I tak jest piękne. Mimo to, gramy przecież, grajmy dalej. Staram się wraz z każdym Twoim słowem mieć coraz bardziej zachwyconą minę, i gdybym nie uważał samego pomysłu za odrażający pewnie zastanawiał bym się jak wywołać u siebie wzwód na zawołanie, byle tylko wyglądać na urzeczonego Twoją sugestią. Gdy kąsasz kromkę chleba już kręcę z niedowierzaniem głową, sięgam znów po kielich i biorę kolejne dwa łyki. Zaschło mi z wrażenia w gardle. Wstać ne wstanę, ale spójrz, wyciągnę nogi, cobyś wiedziała, że na siedząco jest wygodniej. Opieram się o stół i wzdycham.
- Prawie idealnie, mógłbym się nawet nabrać... - mówię to tylko z uprzejmości- ...musisz tylko pamiętać, by używać tego. - wyciągam swoją długopalczastą dłoń artysty i dotykam wskazującym palcem, całkiem znienacka, Twojego policzka. Tego wypchanego zmemłanym chlebem- I tego. - wskazuje wyżej, na czoło, bo już nie sięgam, a wstawać jeszcze nie chcę. Bez mimiki wypadasz raczej słabo, ale wiem, że o tym wiesz. Zastanawiam się więc po co ta cała szopka, co próbujesz pod nią schować, przed tym ta gazowa zasłona. Katatonicznie czasem bardzo chcę się przez nią przedrzeć, a czasem sprawiasz, ze nie mam chęci nawet na Ciebie patrzeć.
- Poza tym, skąd pomysł, że mnie też kręcą laski z kulami. - podnoszę się w końcu, całe moje ja, prostuję się, leniwie przeciągam przebiegając wzrokiem po ostatnich łasuchach w jadalni.
Powiem Ci coś szczerze, ale tak między nami, znaczy wcale nie powiem, tylko wyobrażę sobie, że powoli i dokładnie wycinam Ci właśnie nożem, na czole, kilka słów mojej dezaprobaty. Z całej, nieoczekiwanej lawiny słów, jaką raczyłaś mnie dziś poczęstować, dotyka mnie tylko jedno, to użyte być może celowo, z pogardą. Ze wszystkich sylab jakie wydusiłaś by opluć Lagunę swoją czarującą osobą zapamiętałem jedno i szczerze, najszczerzej, przestałem być zainteresowany dalszymi przekomarzankami.
- Skoro tak mnie potrzebujesz - nachylam się - to przyjdę. - kładę rękę na tej nastroszonej czuprynie i głaszczę. Krótko, jednak zawsze, po czym mrugam, bo jeszcze mnie ugryziesz.
Powrót do góry Go down
Kapitan Verden

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Gävle, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 02, 2015 7:01 pm

Przełykam powoli chleb ignorując wścibski palec naruszający mogą przestrzeń osobistą. Mogłabym nawet wzruszyć ramionami, ale to wymagałoby ode mnie wykonania nadprogramowego ruchu, który nie wniósłby niczego nowego ani w naszą relację, ani w nasze wspólne śniadanie.
- Zepsułeś całe przedstawienie, chciałam zgorszyć pierwszorocznych - mówię, gdy mam pewność, że moje usta są całkowicie pełne, po czym skinieniem głowy wskazuję jedenasto-, może dwunastolatków, którzy przesiedli się na tą część stołu w poszukiwaniu ostatnich słodkich rogali. Przez chwilę nawet zastanawiam się, czy nie powinnam ostentacyjnie zjeść tego, który leży w koszyku niedaleko mojego talerza (oczywiście utrzymywałabym z nimi kontakt wzrokowy, "tak, zrobiłam to, witamy w dżungli zwanej szkołą", ot, sposób na pokazanie, że do szczytu łańcucha pokarmowego jeszcze im daleko), ale rezygnuję w ostatnim momencie i i sięgam po sok. I tak chyba nie usłyszeli naszej rozmowy, a jeśli to zrobili, to ich reakcja nie jest wyjątkowo interesująca. Miałam nadzieję na kilka plotek, może małą awanturę przy stole - cokolwiek, co by mnie zmotywowało do wbicia się w rytm dnia.
Powiedzenie, że nie chce mi się iść na zajęcia z historii magii byłoby tragicznym niedomówieniem. Historia ma to do siebie, że już minęła. Niczego z nią nie zrobimy, a jeśli bez niej będziemy popełniać te same błędy... z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić i szukać w nich pozytywów. Może po ósmym wielkim ludobójstwie w końcu pozbędziemy się słabych genów i pozwolimy naszej planecie odpocząć.
- Ani razu nie wzięłam pod uwagę twoich preferencji - mrugam kilka razy, zmuszając się do zrzucenia myśli z tematu ekologicznych, masowych samobójstw i rozmyślań nad jakością kompostu z ludzi na właściwy tor. Wyszłam z założenia, że darzysz mnie wystarczającą sympatią, żeby ten chwyt zadziałał na ciebie bez późniejszej potrzeby dotrzymania obietnicy. Nie zrozum mnie źle.
Dopiero po kilku sekundach dociera do mnie, że drugiej części nie powiedziałam na głos, ale nie potrafię się zmusić do powtórzenia ich po raz drugi - tym razem głośno. Nie są w tej chwili potrzebne
Połykam te słowa razem z kolejnym kawałkiem tosta i niewypowiedzianym pytaniem odnośnie tego, o jakich kulach aktualnie mówimy, bo w mojej głowie pojawiły się trzy różne opcje znaczenia tego słowa.
- Czyli wulgarny pół-podryw działa? To dobrze, mam przygotowanych kilka innych tekstów na temat twardego słupa między nogami, będę miała kiedy ich użyć - Jak gdyby nigdy nic biorę łyk słodkiego soku dyniowego i posyłam w kierunku muzyka coś, co w moim wykonaniu można uznać za nawet szczery uśmiech. Taki dający do zrozumienia, że ciągle gryzę i nie, nie przestało mnie to bawić.
Czasami nawet zastanawiam się, czy zamienienie cię w wilkołaka nie byłoby ciekawym pomysłem, ale szybko dochodzę do wniosku, że tak regularne ataki bez sensu by cię ograniczały. Chyba mimo wszystko wolę cię jako gryzącą w oczy mieszankę chemiczną wybuchającą bez jasno określonego wzoru - w ten sposób wolniej stajesz się nudny.
- Robisz dzisiaj coś wymagającego mojej obecności? - Pytam w końcu zmieniając temat. O grze porozmawiamy po zajęciach, więc teraz jestem w stanie posłuchać trochę na temat, którym nie jest poprawna rozgrzewka, przynajmniej teraz, gdy jestem zakneblowana jedzeniem.
Widzisz? Nie tylko ty potrafisz być dobrotliwym władcą.
Chociaż ostatecznie zatapiam zęby w rogalu, niemalże wyciągając go z ręki dzieciaka, więc... może jednak tą rolę pozostawię tobie.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 05, 2015 3:50 pm

"Zepsułeś przedstawienie!" To zdanie nawet mnie bawi, nawet mi uśmiech przebiega po ustach kiedy tak przymykam oczy, nawet mógłbym to sobie wyobrazić. Wtargnięcie na Twoją scenę z miotłą w ręku. Przedstawienie. Uważaj jakich słów używasz w mojej obecności, kiedy chce jestem bardzo asertywny, kiedy chcę bywam naiwny jak dziecko. Robię dokładnie to, co mi akurat odpowiada i czuje się z tym bajecznie bezkarnie.
- Bardzo mi przykro, może gdybyś rozważyła jakie one są, Twój wulgarny pół-podryw zadziałałby inaczej niż repulsywnie. - nie będę Ci wyjaśniał gry słów z kulami. To nas niegodne Egil. Ty używasz niby przypadkowo swoich słówek, ja używam swoich, znamy tę grę aż za dobrze.- Twardy słup między nogami wydaje mi się już tak skrajnie odrażający, że chyba zmienię swoje mniemanie na Twój temat... - mrużę jedno oko z przewrotnym uśmiechem. Co mam na myśli? Żartuję, czy rzeczywiście mnie gorszysz.
Zaraz za Twoim wzrokiem podążam na tych pierwszo- i drugorocznych uczniów, dla których wciąż jesteś sensacją. Uwierz mi, to na Ciebie patrzą, na gwiazdę stołówki - jak Ci się podoba ten tytuł? Myślę, że żadne z nich nie miało okazji widzieć kaleki, a już z pewnością nie tak zadziornej jak Ty sama.
No tak, przedstawienie. Ty mała atencyjna kiciu. Robisz to świadomie, czy podświadomie? A może tym razem to ja do czegoś sprowokowałem Ciebie.
- Czy robię? Ratuję Twoje przedstawienie. - odpowiadam ze spokojem pochylając się w Twoim kierunku. Podniesienie Twego ułomnego ciałka nie wymaga ode mnie wielkiego wysiłku, choć z zaskoczeniem przyznać muszę, że spodziewałem się innych gabarytów. Jednym machnięciem ręki zwalam z krawędzi stołu talerze i pucharki, które robią wystarczająco dużo hałasu, by naszym spektaklem zgorszenia zainteresowali się nie tylko nastolatkowie, z którymi niewerbalnie walczyłaś o bułeczki. Posadzenie Cię na blacie nie było moim celem, raczej wiesz, chcę podtrzymać wyobrażenie wulgarności, więc popycham Cię na pokryty resztkami jedzenia stół z pasją godną prawdziwego amanta, chwytam dłońmi za twarz i kciukiem wycierając Ci usta oceniam okruszki na Twojej bluzce.
- Wiesz, że jesz jak świnia? - mruczę, po czym gorąco całuję prosto w usta.
Lagon na scenie, akt pierwszy.
Powrót do góry Go down
Kapitan Verden

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Gävle, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sob Sie 22, 2015 9:38 pm

- Jesteś spóźniony o trzy lata, ale klub osób, które mnie nienawidzą chyba ciągle przyjmuje nowych członków... - Odpowiadam wzruszeniem ramionami, kolejnym tego dnia i na pewno nie ostatnim, po czym omiatam spojrzeniem jadalnie sprawdzając, czy aby na pewno nikt z obserwujących nie chce tak dla odmiany popatrzeć w moje oczy. Ot, rytualna kontrola grzecznościowa, na wypadek gdyby ktoś jednak postanowić złamać zasady starej gry "wcale na ciebie nie patrzę". Przez chwilę nawet mam wrażenie, że to właśnie dzisiaj stanie się niemożliwe, gdy jakaś pulchna blondynka przy sąsiadującym stole zaczyna nieśmiało odwracać się w moją stronę po tym, jak energicznie szarpnęła głową, gdy ją przyłapałam na wgapianiu się w moją kulę.
Niestety mój mały, behawioralny eksperyment przerywa Lagun, czy raczej jego ręce unoszące mnie w powietrze. Spinam się, to odruch bezwarunkowy. Drugim, który wciąż piecze mnie na krawędziach nerwów, gdy napinam mięśnie, żeby się powstrzymać, jest wymierzenie intruzowi szybkiego ciosu w gardło, ale w tej chwili jestem bardziej zaintrygowana jego improwizacją.
- Mogłeś to zrobić porządnie, łyżka wbija mi się w łopatki - Mam dokładnie ten sam ton co zawsze i chyba pierwszy raz od kilku dni naprawdę mi na tym zależy. Planowałam to wszystko jako eksperymentalny monodramat, czy jakąkolwiek inną, wysublimowaną formę artystyczną, na której ty znasz się pewnie dużo lepiej ode mnie. Czas przeszły jest tutaj kluczowy, a może się nawet okazać wyjątkowo ważny dla tego dnia, jeśli jakiś nauczyciel postanowi do nas podejść i uprzejmie zauważyć, że po takim pokazie mogą nam zaoferować tylko odprowadzenie do drzwi wyjściowych. "Wilkołaczka-kaleka wyrzucona kilka tygodni po zostaniu kapitanem drużyny". Powiedzcie mi, że przynajmniej trafię do jakiejś kroniki.
- Wiesz, że...
Egil zostaje nagle pocałowana, na dodatek jest to jej pierwszy pocałunek w życiu. Co zrobi?
a) Pozwoli petentowi działać;
b) Zerwie się do siadu i zrobi scenę;
c) Uderzy go w ucho;
d) Wszystko powyżej.
Dowiecie się w ciągu następnych kilku sekund.

Jestem... chyba w szoku. Nie na tyle, żebym miała dostać ataku teatralnej histerii, ale wystarczająco, żeby zacząć rejestrować pewne fakty z pewnym opóźnieniem. Po sekundzie, może dwóch, znów zaczynam oddychać. Kolejny ułamek sekundy mój mózg próbuje skontaktować się z mięśniami, aż ostatecznie wzdycham ostentacyjnie przez nos i opieram dłoń na jego czole, nie bawiąc się w czułości, gdy z całej siły odpycham go od swoich ust. Pachnie śniadaniem i jest nieprzyjemnie ciepły, jakby ktoś rzucił we mnie wilgotnym bochenkiem chleba.
- Chciałeś zdobyć potępienie wszystkich, czy wyjść na samca alfa, który każdą kobietę rzuci na kolana? - Nie mówię tego głośno, ale dbam o to, żeby za każdym starannie wyartykułowanym słowem była cicha groźba. Naruszyłeś moją przestrzeń osobistą, ale łamiesz zasady.
Jeśli jest coś, co doceniam, jest to dobrze odegrany faul. Tylko dlatego eksperymentalnie nie odgryzłam ci wargi.
- Odrażające i repulsywne - wycieram usta rękawem szaty, - Dwa mniej. A teraz odstaw mnie na miejsce.
Może tobie nie zależy na ukończeniu tej szkoły normalnie, a nie przez otrzymanie kwitku przy drzwiach za gorszenie połowy tutejszej populacji podczas posiłku, ale ja wolałabym zostać wyrzucona z własnej winy - nie dlatego, że mimo bycia dużym chłopcem nie potrafisz sobie ulżyć dłonią i musisz używać koleżanki.
Każda akcja ma swoją reakcję.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Jadalnia   Today at 9:12 pm

Powrót do góry Go down
 

Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Parter-