Ukryty pokoik

avatar
PisanieTemat: Ukryty pokoik   Pon Gru 29, 2014 3:30 pm

Ukryty pokoik
Odkrycie wejścia do tego pomieszczenia graniczy niemal z cudem, ponieważ nałożone na drzwi zaklęcia maskujące sprawdzają się perfekcyjnie. Ci, którym udało się poznać sekret wejścia snują teorię o tym, że w wyniku tej sztuczki powstały na strychu – dokładnie nad ukrytymi drzwiami – niby-drzwi. Sam salonik jest wierną, chociaż mniejszą niż oryginał, kopią sali kominkowej. Poza kominkiem znajdują się tu dwa fotele, stolik i regał pełny starych, choć niezapisanych zwojów. Do ścian przymocowano kunsztowne świeczniki, a w oknie wychodzącym na lasy zawieszono ciężkie zasłony.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Pią Sie 07, 2015 8:31 pm

To już dziesięć miesięcy i dwa dni. Tyle czasu minęło odkąd zdecydowałam się odpowiedzieć na zamieszczone w przeglądanej jednym okiem gazecie. Poszukiwany, poszukiwana. Pomocnica pielęgniarza. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Dahvald. Minęło już wystarczajaco dużo czasu by mniej przyjemne wspomnienia z czasów szkolnych rozmyły się, zadziałał niepamięci cud. Pozostały tylko te słodkie. Śmiech na korytarzach, pierwsza butelka wina przeszmuglowana do dormitorium, tańce podczas nocy Walpurgii. Kwiaty we włosach i pachnące ogniska.
Nie przemyślałam tej decyzji. Zadziałał instynkt. Przeznaczenie? Kartka papieru pod ręką, atrament w plecaku. Napisałam list. Wysłałam. Odpowiedz - czekamy.
Na początku myślisz, że minęło już tyle lat, cała wieczność. Myślałam, że przeżyłam całą wieczność. Odwiedziłam tyle miejsc, zapuściłam włosy, ściełam włosy, znowu odrosły. Słońce spaliło moją skórę, na nosie pojawiły się piegi. Straciłam tłuszczyk szkolnego bezpieczeństwa, łydki stały się twarde, na czole i ramieniu wykwitły blizny. Kiedyś usłyszałam mądre słowa - jeśli chcesz zobaczyć jak bardzo się zmieniłeś, odwiedź miejsce niezmienne. Dahvald wydawał się nieomal identyczny gdy przekroczyłam jego próg. Ja - inny człowiek.
A jednak wszyscy mnie poznali. Stary profesor od Alchemii i dawny już dyrektor, witaj w domu mówili. Kiwałam im głową, w głębi ducha powtarzając sobie - to tylko przystanek. Tylko przystanek. Chciałam stworzyć dystans. Między sobą a każdą złamaną nogą, każdym przemieszczonym nosem, każdym poparzeniem. To tylko na chwilę. Dzień. Miesiąc...
Jest już ich dziesięć. I dwa dni.
Pojawiła się nawet własna kuchnia, a w kuchni garnek. W garnku mieszam składniki. Najpierw długo gotowany bulion. Na niego nigdy nie można szczędzić czasu, to podstawa. Piękny kawałek mięsa, świeże warzywa. Potem dodane główne składniki. Pieczone pomidory. Innym razem cukinia i szpinak. Złote kurki. Białe wino. Ogranicza tylko wyobraźnia. Otwieram woreczek z przyprawami przywożonymi z rożnych stron świata. Podczas ostatniej wędrówki znalazłam piękne nitki szafranu. Nie trzeba ich wiele by aromat rozlał się po całym mieszkaniu.
A kiedy spotkamy się słonecznym popołudniem postawię przed tobą parująca miseczkę aromatycznego wywaru. Podam łyżkę. Przysiądę obok i w dłoniach schowam uśmiech, obserwując jak jesz. Nie przyznam się głośno, ale moje wycieczki są coraz krótsze. Myśl o twoim pustym żołądku dopada nawet na drugim końcu świata. I chcę żebyś spróbował tych wszystkich pyszności rozkwitających na targu w Marakeszu.
Dystans jest coraz mniejszy. I coraz bardziej dotykają mnie złamane nogi, nocy, łokcie, kolana. Robi mi się żal. Czasem się martwię. Czasem smucę, że zamiast tańców wokół ogniska podczas nocy Walpurgii, padali jak muchy. Nie rozumiem dlaczego. Nie do końca rozumiem jak.
Wiem tylko, że straciłam obojętność.
Ciekawe co będzie następne.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Sob Sie 08, 2015 12:46 am

Ja chyba już niczego nie chcę, prócz zajęcia. Tego jednego rozpaczliwie mi trzeba, więc zasypcie mnie, zawalcie, bylem został w ruchu.
Siódma rano. Dwa razy przekręcam sweter zanim znajdę przód, jak zwykle. Nie można powiedzieć, by mama dobrze radziła sobie z drutami, to nie tylko przez niewyspanie. Kawa na śniadanie. Kawa na lunch, i na obiad zresztą też.
Ósma trzydzieści, raporty dla naczelnego i chmara kruków z Kwatery. Auror Stenberg to, auror Stenberg tamto. Starannie poskładane kartki śmierdzą sklejką biurek.
Dziesiąta, zajęcia z piątym rokiem, dwie godziny, Kolvarien i Malverien naraz. Tych dwóch grup przynajmniej nie trzeba zachęcać do wrogości, czasem aż miło popatrzeć, ciskają zaklęciami, jakby sądzili zbrodniarzy wojennych, jakby walczyli w powstaniu w getcie. Jak ja, przypominają mi się obrazy, których nie chcę ci pokazywać, ale ty pewnie i tak je widzisz, kiedy niechcący wzdragam się między jednym a drugim łykiem ciepłej zupy. Na zębach chrzęści sezam. Smakuje mi.
Trzynasta trzydzieści, rutynowe spotkanie w Kwaterze. Przegląd kandydatów do Kwatery, stanowcze odmowy prowadzenia kolejnych szkoleń z amnezjatorami, wymiana zleceń i raportów z Korhonenem.
Piętnasta, siedemnasta, dwudziesta pierwsza. Dopiero po północy, poplamiony atramentem, z progami punktowymi ostatniego zadania domowego zapisanymi poniżej nadgarstka, wychodzę, a w plecach strzykają wszystkie kości. Snując się po korytarzach niektórym wydaję się być kolejnym duchem, zjawą panoszącą się wśród zimnych murów. Inni zaczepiają mnie: psorze, możemy pogadać, mam problem; przepraszam, panie Stenberg, referat doniosę na jutro.
A teraz to już nawet zajęcia nie chcę, tylko wyjść i trafić gdzieś, gdzie nie ma sprawdzianów do oceniania, listów czekających dokończenia, planów, rozkładów, zamiarów.
Regeneracja, jak skorupiak cofnąć się na chwilę, schować w ciemne, chłodne miejsce i wystąpić z powrotem, stawić światu czoła.
- Dzień dobry. Wieczór. - Nie szkodzi, że tu jesteś. To nawet dobrze. Może mi pomożesz na strzykające kostki, bo chyba nie jestem jeszcze tak stary, żeby uznać to za naturalną kolej rzeczy. Poplamione palce poznają się z grzbietami książek pod ścianą. Czytałem je wszystkie, i ty chyba też. Bo nie wiem, czy ktoś inny w ogóle tu przychodzi. Kiedyś, będąc uczniem, przychodziłem tu pogrywać na gitarach z kolegami i popijać kradziony z domowego kredensu rum. Z dziewczynami, grywać niezdarnie jeszcze polonezy Ogińskiego, czasem mazurki Chopina.
Teraz mógłbym zagrać lepiej, ale chyba już mi się nie chce.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Sob Sie 08, 2015 1:34 am

Masz zmęczone oczy.
Czasami patrzę w twoje oczy i zastanawiam się co takiego już widziałeś. Nie masz tak? Ja mam. Obserwuje z oddali. Siadam w skupiskach największej ludności, pośrodku najbardziej poprzebieranych szlaków. Poprawiam swój wojskowy worek, te spodnie z grubego jeansu towarzyszące większości wypraw i patrzę. Tysiące twarzy. Tysiące historii. Tysiące obrazów. Staruszki zgarbione pod naporem wspomnień, dzieci lekko skaczące pod niebo. Miliony rąk, które nigdy się ze sobą nie spotkają, zagubionych spojrzeń, które nigdy nie znajdą celu.
Nie tak dawno temu widziałam obrazek. Ona, on, ona. Trójkąt typowo występujący w przyrodzie, nic nadzwyczajnego. On i Ona siedzieli przy jednym ze stolików, roześmiani. Ona patrząca gdzieś zza ich pleców, smutne spojrzenie wbite w jego wizerunek. Oczy wołające - spójrz na mnie. Oczy wyrażające głód, tęsknotę, przywiązane. Jesteśmy tylko zwierzętami, wiem o tym dobrze, jesteśmy tylko zwierzętami, a ona była psem przywiązanym do słupa, obserwującym jak jej właściciel przygarnia do domu nowego pupila.
Nieomal nie pękło mi serce.
Wiesz, ja wciąż jestem zwierzęciem nieoswojonym. Kręcę się wokół ciebie, zataczając coraz to mniejsze kręgi, czasem nawet ocieram się gdzieś o twoje nogi, jeszcze nie dając się pogłaskać. Stoję jednak coraz bliżej, bose stopy, niewiele pozostało mi kroków. Boje się, że na końcu tej drogi zostanie mi jedynie to spojrzenie przywiązanego psa, że niezależnie od tego jak blisko podejdę nie doskoczę do pozycji innej niż smętnego obserwatora. Tylko widzisz, przekroczyłam już pewną granicę. Jak te dzikie zwierzęta, które pomimo nieufności, każdej zimy wracają w to samo miejsce bo wiedzą, że tak właśnie czekać będzie na nie jedzenie.
I nie myślą o tym, że pewnego dnia może się to okazać jedynie pułapką.
Masz zmęczone oczy.
I wiesz, ostatnio nawet bardziej niż kiedyś. Twoje ramiona ugięły się pod ciężarem kolejnego wspomnienia, widzę to dobrze. Coś się zmieniło. Czy już dotarłeś do tej wąskiej linii - czy zobaczyłeś już tyle, że nic więcej cię nie wzruszy? Nic więcej nie zdziwi. Spodziewasz się tylko najgorszego?
Wiesz. Mówią, że życie zawsze wraca do stanu równowagi. Niezależnie od wszelakich nieszczęść, przyjdzie moment radości, który wyrówna smutki. Niezależnie od beztroski przyjdzie moment, w którym trzeba będzie stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami. Chciałabym w to wierzyć. Nawet nie dla samej siebie, ja chyba żyję w tej nijakiej równowadze, w tym stanie zawieszenia pomiędzy tym co boli, a tym co sprawia radość. Lubię nie czuć nic. Ale chciałabym w to wierzyć dla ciebie, nawet wiedzieć, że kiedyś te wszystkie złe obrazy sprzed twoich oczu zostaną wymazane przez przyjemne. Osiągniesz harmonię.
- Dobry wieczór. Dzień - usta mimowolnie kształtują się w uśmiech na twój widok, oczy twoje zmęczone - Czy to był dobry dzień? - pytam, mogę pomóc ze wszystkim. Strzykającymi kostkami i brakiem snu. Oraz nadmiarem kawy. To niezdrowe, podwyższa ciśnienie, wypłukuje z organizmu magnez.
Lubiłam przychodzić tu za czasów szkolnych, po prostu, pobyć sama. Nie było wtedy wiele takich zakamarków, dzisiaj jest ich jeszcze mniej. Dzisiaj już nie jestem uczniem - czy to nie dziwne, tak wrócić po latach?
Jak bardzo zmieniłeś się od pierwszego razu gdy stanąłęś pośród tych czterech ścian?
Ja nie wiem czy poznałabym tamtą dziewczynkę.
Jestem pewna, że miała dwa warkocze.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Sob Sie 08, 2015 8:35 pm

To, czego do końca nie umiem ci jeszcze powiedzieć to to, że ja chciałem patrzeć na to wszystko. Że było wiele głosów usiłujących odwieść mnie od takiego życia, od zasapywania się w pościgach i czyhania w ciemnych kątach na jeszcze ciemniejszych typów. Ale nie; wybrałem bohaterstwo instant, z uporem godnym lepszej sprawy (choć niewiele jest spraw lepszych, jak nadal wyznaję) nic nie robiłem sobie z kategorycznych protestów, próśb i gróźb matki, nawet mniej lub bardziej logicznych argumentów ojca. Pewnie nie wyglądam teraz na młodego gniewnego, co? Wtedy też nie wyglądałem, jeśli mam być szczery. Nie przywiązywałem nigdy zbytniej uwagi do stroju, co zapewne nadal widać, czasem mi aż głupio, kiedy wymuskana kadra, młodzi uczniowie, zadbane uczennice, a szczególnie ty, przyłapią mnie na wyglądaniu jak ostatni łach, kiedy powinienem reprezentować sobą stateczność i wiarygodność wykładowcy. Wtedy, za czasów szkolnych, wszystko było inaczej. Kaszmirowe sweterki, gładka – ku mej trwodze – twarz, staranne uczesanie, nie te „potępieńcze kudły”, na które nieprzerwanie narzeka moja stara babuleńka. Muszę cię kiedyś z nią poznać, łączy was głębia głosu i wojownicza troskliwość, z jaką mnie dokarmiacie. Ja bym siebie poznał, na pewno.
Bo wierzę, muszę wierzyć, że każdy krok, każde słowo i każda krzywda prowadziła mnie dokładnie w to miejsce, gdzie jestem, że przeznaczony jest mi ten późny wieczór w tajnym pokoiku, że wcale nie byłoby mi lepiej, gdybym jako trzynastolatek zdecydował, że zostanę łyżwiarzem, albo gdybym nie został bez Anny. Pewnie miałbym teraz dom i rodzinę, zrobiłbym to, co należy. Wiesz, jak jest, na ciebie też pewnie stare kobiety w parkach krzywo się patrzą, powinnaś już wychodzić za mąż ustatkować się. Siedemnastoletni Jasper nie był wcale tak pogodzony z oczekiwaniami społeczeństwa. Chciał tego co każdy chłopak, blasku wiecznej chwały i zabierać dziewczyny do lokali z ustronnymi kącikami. Chciał sławy na własność, nie zaschniętej, odziedziczonej po ojcu sztywnej estymy zamkniętej w salach koncertowych.
Teraz nie lubię tego chłopaka, wiesz. Tęsknię nawet za ojcem, bardziej niż mam odwagę powiedzieć. Za dziesięć lat, czy ile tam dokładnie nas dzieli (przyznaję, że wolę o tym nie myśleć) ty pewnie też nie polubisz tej dziewczynki z warkoczykami. Może nawet nie polubisz ulotnej panienki, która z uśmiechem ze świętego obrazka troszczy się o poobijanych podczas meczu quidditcha chłopców. O takich sanitariuszkach śnili żołnierze.
- Hm. – uśmiecham się, sam nie wiem kiedy i jak, zamyślony, maleńki uśmiech i patrzę na skórzane grzbiety książek. Uważasz to za urocze, czy już żałosne, że czasami nadal kamienieję, gdy wpadam na ciebie niespodziewanie. Anna zawsze śmiała się, że ujarzmiam najokropniejszych zbirów, a z kobietami nie umiem za nic rozmawiać. – Tak, dobry. Zapełniony. Trafił, zdaje się, do ciebie jeden chłopak z Malverienu po moich zajęciach. Okropna opuchlizna i takie dziwne bąble.
Wyciągam z szeregu piękne wydanie Braci Karamazow. Czuję, że teraz bardziej nadał by się Idiota, jeśli mam być szczery.
- Twój chyba zatem nie był zbyt dobry?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Nie Sie 09, 2015 12:26 am

We mnie mało jakiegokolwiek rycerstwa. Zawsze uważałam się bardziej za bezstronnego obserwatora, stronę nie biorącą udziału w żadnej z walk, patrzącą na wszystko z bezpiecznej perspektywy braku przywiązania. Nie wiem skąd ta obojętność, ale rośnie gdzieś we mnie od lat najmłodszych, szklana ściana pomiędzy mną a resztą świata. Obojętne obserwowanie szykanowań ojca, obojętne patrzenie na świat za oknami domu rodzinnego, obojętność w stosunku do większości szkolnej kompanii. Z każdym krzyżykiem w metryce szyba robi się coraz grubsza i coraz lepiej tłumi dźwięki dochodzące z zewnątrz. Czasami zamazuje też obrazy. Świat za mgłą.
Zdarzają się widoki, które poruszają mną do głębi. Dźwięki wywołujące uśmiech na twarzy. Wydarzenia zapadające w pamięć. Ale to wszystko grzeje tylko przez chwilę. Jak płomień gasnącej już świeci. Tli się w środku dając coraz mniejsze światło. Zastanawiam się co stanie się gdy już całkowicie zgaśnie.
Nie wiem.
Żyjemy w czasach kiedy trzeba być szczęśliwym. Wszystko na szybko. Wszystko w tempie natychmiastowym. Wszystko we fluorescencyjnych barwach. Ekspresowe życie, ekspresowa miłość, ekspresowy dom kupiony w katalogu. A w nim wszystko jak z papierowej gazetki. Uśmiechy jak z papieru, meble jak z papieru, jedzenie jak z papieru. Życie też. Jak z papieru.
Widzisz siebie w takim obrazku? W tych katalogach zawsze są lekko wyblakłe kolory i ogromne, wybielone uśmiechy. Nienaturalne pozy. Pewnie na podobnym obrazku nie miałbyś brody - to musiałby być zabawny widok. Prześwietlona kuchnia. Okrągły stół. Ty, dwójka dzieci, modelowa żona z trwałą na głowie. Pięknie wypieczony kurczak ze złotą skórką. No i oczywiście butelka coca-coli. Coca-cola jest w tym wszystkim absolutnie najważniejsza.
Może gdybyś zdecydował się zostać łyżwiarzem wszystko byłoby zupełnie inne. Gdybym ja… Sama nie wiem. Gdybym nie odrzuciła zalotów Leonarda w piątej klasie, może moje życie też wyglądałoby zupełnie inaczej. Ziściłby się obrazek, strona z katalogu. Szczyt marzeń współczesnego człowieka.
Gdybym miała zapozować obok ciebie nie chciałabym byś ścinał brodę. Ani włosów, lubię twoją bujną grzywę. Wcale nie uważam też, że wyglądasz jak ostatni łach nosząc swoje marynarki. Uważam, że ci w nich do twarzy. Wyróżniasz się spośród reszty grona nauczycielskiego, to duża zaleta. Łatwo odnaleźć się wzrokiem w tłumie. Nie musielibyśmy pozować też z nowoczesnej kuchni pełnej lśniących sprzętów. Mógłby być to zakurzony pokoik pełen książek. Nie potrzebowałabym też na zdjęciu szerokiego uśmiechu nienaturalnie białych zębów.
Myślę, że masz rację - rozważania na temat tego co cy było gdyby nie mają większego sensu. Jeśli sumą wszystkiego co do tej pory przeżyłam, widziałam, doświadczyłam jest ten moment w ukrytym, zakurzonym pokoiku - niech tak będzie.
Nie smuci mnie to w żaden sposób, wręcz przeciwnie. A metryka nie gra tutaj większej roli, nie ma żadnego znaczenia.
- Tak, rzeczywiście - przytakuję głową, patrząc jak wyciągasz z szeregu jedną z książek. Nie wiem co jeszcze mówiła na twój temat Anna, ale ja bardzo lubię z tobą rozmawiać. Nawet kiedy początkowo unikasz mojego wzroku. Mogę podejść wtedy trochę bliżej, niezawstydzona - Dość często do mnie trafia, to przyjemny chłopak. Chociaż domyślam się, że dość… nieskoordynowany podczas zajęć - podejrzewam, że jest wiecznie czymś odurzony, ale nie chcę przyprawiać mu dodatkowych kłopotów. Wygląda na to, że nikt nie przejmuje się tym faktem, może taki po prostu jego urok? Niektórzy nie potrafią funkcjonować bez porannej kawy, może on po prostu nie lubi widoku świata bez otłumanionych zmysłów? - Był bardzo przyjemny, dzieciaki poszkodowane podczas nocy Walpurgii czują się już coraz lepiej - słyszysz to? Dzieciaki. Teoretycznie niewiele starsza od nich, już ponoszę za nich pewną odpowiedzialność. Przywiązałam się do nich - Niestety nie wszystkie… Ale jestem dobrej myśli - pełnia już wkrótce, wszystko powinno wrócić do normy.
Norma.
Zastanawiam się czy jest coś bez czego ty nie wyobrażasz sobie życia. Oprócz pracy, oczywiście.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Nie Sie 09, 2015 3:13 pm

Zrobili nam kiedyś wspólne zdjęcie, wiesz? Z tym że nie wiedzieliśmy o tym. Był styczeń, ziąb okropny i pierwszy tego roku mecz quidditcha, Verden kontra Kolvarien. Ja w ogromnym swetrze i z zaczerwienionym nosem, którym pociągałem żałośnie przez cały kolejny tydzień, z transparentem, który pomagałaś mi przytrzymać na trybunie dla grona pedagogicznego. Kadra powinna być niby bezstronna, ale nie po to godziłem się zostać opiekunem swego starego domu, by teraz nie manifestować lojalności. Ty pewnie też należałaś do Verden, co? Chyba nie zdążyłem cię jeszcze o to zapytać.
W każdym razie, zdjęcie trafiło do albumu dla rocznika opuszczającego zamkowe mury, absolwenci roku 83/84. Dostałem kopię i zdjęcia i albumu, ale oddałem ci obie te rzeczy. Już po raz czwarty J. Stenberg pojawia się w spisie nauczycieli. Ty dopiero po raz pierwszy, czyż nie? Wyglądam niepoważnie na zdjęciach, bo nie umiem po prostu się do nich uśmiechnąć; kiedyś może pokażę ci wszystkie stare legitymacje, zaświadczenia z kursów i przeróżnych szkoleń, uśmiejesz się.
Żyjemy w czasach, kiedy wymóg powszechny bycia szczęśliwym nie przystaje do faktycznego prawdopodobieństwa osiągnięcia tego stanu. Dobrobyt przeminął i zaczynamy znowu żyć na nadziei bardziej niż na chlebie. Czasy, w których niebezpieczeństwa grożą dzieciom i ludzi od ludzi odgradza się murem.
Widziałem cię krzątającą się między łóżkami tego marnego lazaretu, w jaki zmieniło się skrzydło szpitalne. Nawet nie wyganiałaś mnie, kiedy co drugą noc od kiedy tylko wydarzyła się jatka w Noc Walpurgii, przychodziłem, by przysiąść przy co drugim łóżku, czuwać przy wychowankach. Potem pisałem listy do ich rodziców i nijak nie wiedziałem, jak mam za to, co się stało, ich przeprosić.
- Tworzycie zgrany zespół, ty i Einar. - bo to prawda. Jak jeszcze był sam i musiał łatać mnie po akcji (nierzadko bliżej i milej było mi powlec się do Dahlvaldu niż do szpitala w Oslo), czasami skrzydło było zapełnione i leżałem przez tydzień. Odkąd ma choć jedną parę rąk do pomocy, przepływ chorych i cierpiących jest znacznie sprawniejszy.
- Jak Ama? - wypytuję cię jeszcze potem o innych moich podopiecznych, o Nielsa, Arnolda, małą Siri, która wybłagała mnie o zgodę. Trzeba było tam być, ciągle dręczy mnie ten wyrzut. Być tam, męczyć się na ponurej imprezie, ale chociaż trochę pomóc, zobaczyć, kto stał za masakrą.
Taka powinna być dla mnie norma, oglądanie płonących domów i rannych ludzi, robienie wszystkiego, co się da, żeby wyszli z nich cało. I dokładnie tak jest, ale to wiesz, że choć ciąży mi ten element codzienności, to właśnie on jest najważniejszy. Co poza tym, to trudno mi powiedzieć. Steinway po ojcu. Wspomnienia gal, wystrojonych tłumów. Poranna kawa.
O wielu rzeczach sam nie wiem, póki mi ich nie zabraknie. Lepiej więc nie znikaj, proszę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Pon Sie 10, 2015 6:14 pm

Lubię to zdjęcie. Ja też mam na nim powyciągany sweter, ten biały, najcieplejszy. I wojskową kurtkę chroniącą przed wiatrem. Zerkam na ciebie wcale nie tak dyskretnie jak myślałam, uśmiechając się przy tym bo całe to popołudnie było jednym z najprzyjemniejszych. Mecz wygrany przez naszą drużynę - oczywiście, że skończyłam Verden, nie za mało we mnie swobody na Malverien, za dużo niepewności na Kolvarien. Verden jest dla mnie w sam raz. Potem zrobiłam ci herbaty w naszym pielęgniarskim kantorku, ale nawet to nie pomogło na pociąganie nosem.
Za to właśnie lubię zdjęcia. Zatrzymują momenty warte zapamiętania. Już na zawsze. Może minąć nawet pięćdziesiąt lat, świat może zmienić się diametralne. Może się okazać, że gdzieś w międzyczasie rozejdą się nasze drogi. Ja umrę na pustynną gorączkę, ty podczas cięższej z misji. Albo będziemy żyć dalej, tylko w różnych miejscach, dostosowując się do nowych warunków. Ale kiedy ktoś znajdzie to zdjęcie, dwójka ludzi w ogromnych swetrach trzymających transparent dopingujący szkolną drużynę, zaczerwieniony nos twój, moje zaczerwienione policzki - to jakbyśmy znowu przeżywali ten moment na nowo. I na nowo. I na nowo. Kilka sekund naszego życia zaklętych w kliszy.
Teraz też mogłabym ci zrobić zdjęcie. Lekko zwichrzone włosy, wzrok i palce przesuwające się po grzbietach książek, w końcu wybierasz, bracia Karamazow w rękach. Moment niby tak zwyczajny, a dla mnie jednak wyjątkowy.
Nie lubię myślec o przyszłości, specjalnie jej też nie planuje. Płynę raczej z prądem, kierując się w podejmowaniu kolejnych wyborów jakąś wewnętrzną intuicją, nie jasno wyznaczonym celem majaczącym gdzieś w oddali. Nie ma w moim życiu żadnych etapów które muszę osiągnąć. Za dwa lata przejąć gabinet pielęgniarski, wyjść za mąż, potem przenieść się do szpitala w Oslo. Urodzić dwójkę dzieci, bo jedno to za smutno, a trójka już jednak za dużo. Może na chwilę zostać niepracującą mamusią, ale nie na długo, bo współczesnej kobiecie to nie przyswoi, emancypacja coraz szerzej zatacza swoje kręgi. To, co miało gwarantować uwolnienie kobiet od stereotypów płci, po prostu wsadziło je w nowe.
Mój tryb życia gwarantuje mi dużo wolności. A ja, jak każde dzikie zwierzę, nie potrafię żyć w klatce. Nawet kiedy byłam małą dziewczynką na całe dnie wymykałam się z domu by po prostu kręcić się po fiordach i wpatrywać w wielką wodę. Teraz nic mnie nie krępuje. Nawet to niewielkie mieszkanko w którym trzymam swoje rzeczy nie jest moje. Rzeczy tych niezbyt dużo. Kilka sukienek, kilka swetrów, jakieś książki. I zdjęcia. W tym to ze styczniowego meczu.
Możesz pokać mi całą resztę, chętnie je zobaczę. Poznam młodszego Jaspera. Czasy, kiedy jeszcze nie miałeś brody (wybacz, ale ciężko mi to sobie wyobrazić!), kiedy żył twój ojciec. Kiedy ty miałeś dwadzieścia jeden lat.
- Dopiero się docieramy - przyznaję, to proces szeroko rozłożony w czasie - Miło mi się z nim pracuje - dodaję. Jeszcze trochę brakuje nam do pełnego porozumienia, w pewnych sytuacjach wciąż musimy używać słów i tłumaczyć czego wzajemnie od siebie oczekujemy, ale w chwilach kryzysu działamy bardzo sprawnie, wyczuwając to czego w danym momencie potrzebuje drugie - Na pewno jest znacznie milszy od moich pozostałych pracodawców. Pewnie dlatego zostałam na tak długo - to zdecydowanie nie jest jedyny powód, to po prostu miły dodatek - Z Amą coraz lepiej - odpowiadam, chwytający to był za serce widok, ty na niewygodnych krzesełkach, zmarszczka na twoim czole pogłębiała się od niepokoju, wyobrażałam sobie co musisz czuć kiedy pisałeś do rodzin te wszystkie listy i coś ściskało mi się w środku. Ze zmartwienia - Martwię się tymi dziećmi. Nie tylko przez fakt, że teraz już nigdy nie zaufają szkole jak kiedyś, to już dla nikogo nie jest w pełni bezpieczne miejsce - wyznaję po dłuższej chwili milczenia, wiem, że ty zrozumiesz. Za moich czasów Dahvald był synonimem domu, nic złego nie mogło się stać w tych murach. A w przeciągu ostatnich miesięcy najpierw wstrząsnęło nami getto, teraz to - Te dzieciaki wyróżniały się spośród innych, miały swoje małe sekrety. Teraz zna je cały świat, a one będą musiały do tego świata wrócić - namaszczeni jako ci inni. Ci gorsi. Nawet jeśli nikt nie uwierzył w żadne z tych bredni, słowa padły. Okrutne, krzywdzące, nie da się już ich cofnąć.
Dlatego ja staram się nie mowić ich za dużo. Żeby potem nie żałować.
Może jestem dzikim zwierzęciem i ciągle ciągnie mnie do świata, jak do tej pory zawsze wróciłam. Chcę zawsze wracać - chociaż po to by ugotować ci zupę. To jest ta myśl skłaniająca mnie do powrotu, wizja ciebie żywiącego się jedynie kawą. Jestem prawie pewna, że w dni w które mnie nie ma, nie dbasz by włosyć do ust cokolwiek innego.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   Wto Sie 11, 2015 10:18 pm

Czy chcę czy nie, zawsze kiedy dopada nas spokój i cisza i siedzimy tak razem, oddzieleni przestrzenią małego pokoiku albo blatem masywnego biurka w moim gabinecie, wyobrażam sobie jak krew w żyłach mrozi ci lęk przed prostotą, przed zwyczajnością. Jakbyś się bała, że zatęsknisz do domu na przedmieściach, rodziny, psa, koszenia trawnika i grilla ze znajomymi w najbliższą sobotę.
Nie wiem, czy przychodzi to z wiekiem każdemu, może tak, ale na pewno mija, mogę ci obiecać. Mi przeszło. Lecz i tak czasem zgrzytam zębami i mam ochotę wyjść, bo szum całego wielkiego świata, który już widziałaś dusi mnie, sprawia, że czuję się mały i zardzewiały, jak zmęczony rutyną trybik w maszynie przesuwającej kartki w kalendarzu. Jednocześnie chciałbym wsłuchać się w ten szum, wydobyć z niego każde słowo opowieści o twoich podróżach.
Może nawet kiedyś pojadę gdzieś z tobą, kiedy nadejdą takie wakacje, z których już nie zechce mi się wracać do Instytutu. Wydaje mi się jednak, że jeszcze dzieli mnie od nich wiele, wiele dni. Lubię ich przepływ, wiesz? Wolę nie zatrzymywać się w ogóle, ciągle być w biegu, ciągle czymś zakrzątany. Czuję czasem, że jeśli pozwolę, by zatrzymały się moje nogi, to cała reszta ustanie wraz z nimi, taki wrodzony defekt.
Teraz jednak nie zatrzymaliśmy się. Tego momentu nie da się w ogóle umieścić na żadnej osi czasu, trwamy oboje z boku, otoczeni leniwą chmurą myśli. Moje, jakby wisiał nad nami ogromny magnes, ciążą ku tobie i nęka mnie obawa, że moja zszarzała twarz widnieje w twoich. Wstyd mi nieco przyjąć takie pochlebstwo.
Nie wiem, czy byłoby ci lepiej, gdybyś wiodła życie z tygodnika dla pań domu, w fartuszku i coca colą na stole. Mój własny instynkt samozachowawczy podpowiada, że na pewno mnie byłoby wtedy choć trochę łatwiej spędzać wieczory i opędzać się od myśli, od niezrealizowanych scenariuszy. Tak, to chyba jest sposób oskarżania siebie samego o tchórzostwo.
Nie pamiętam, bym tak był sobie niechętny mając dwadzieścia jeden lat. Kiedy miałem dwadzieścia jeden lat umarł mój ojciec, byłem na drugim roku szkoły aurorskiej. Nie miałem nawet pojęcia, co w życiu zobaczę i gdzie skończę. Bądź pewna, stały się rzeczy, których nigdy bym się nie spodziewał.
Nazywałem domem miejsca, których nie umiałem sobie wtedy nawet wyobrazić. Teraz dom jest tutaj, znowu. Z tym że już nie dla wszystkich.
Niedobrze mi się robi na myśl. Ale to silniejsze ode mnie, kiedy nachylam się ku tobie i ogarnia mnie dziwna nieśmiałość. Jest środek nocy, pewnie śpią, wszystkim jest potrzebny ten sen, ale nie zaszkodzi spróbować.
- Możemy do nich pójść?
Puste wydaje mi się rozwodzenie w tym cieple i spokoju nad cudzą tragedią.

Jasper i Élodie z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Ukryty pokoik   

Powrót do góry Go down
 

Ukryty pokoik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Przyczajony tygrys, ukryty wąż. [walka wręcz]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom trzeci-