Casino Oslo

PisanieTemat: Casino Oslo   Pon Gru 29, 2014 4:51 pm

Casino Oslo
Choć kasyno nie cieszy się najwyższym uznaniem, zdecydowanie nie brakuje tu osób pragnących podążać za tłumem hazardzistów, którzy oddają się trywialnemu graniu, nierzadko tracąc i zyskując mnóstwo pieniędzy. Lokal utrzymany jest w ponurej kolorystyce, oświetlenie zaś stanowią białe lampy. Elegancko ubrani kelnerzy serwują napoje bogate w etanol, a ze ściany dopływają dźwięki zagłuszanej przez monotonny rytm tasowania kart i rzucania żetonami muzyki.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Nie Lut 15, 2015 12:07 am

Nigdy nie obchodziłem urodzin Lemon. Ona sama o nich nie pamiętała, nie jestem nawet pewny, czy w ogóle zdawała sobie sprawę czym są urodziny. Pewnie uznałaby, że skoro już wie, kiedy ten dzień wypada, musi umrzeć i odrodzić się na nowo. Idiotka. Moja biedna siostra. Nigdy nie miałem dla niej żadnego prezentu, nawet mnie przy niej nie było. Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Miałem wolny wieczór. Naprawdę wolny wieczór. A w szafce wciąż nieotwartą butelkę tequilli. Nie pamiętam skąd i dlaczego się tam wzięła, przecież nie gustuję w tequilli, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie pamiętam, żebym miał okazję jej spróbować. Okazja jednak dziś bardzo szybko się znalazła, urodziny Lemon, trzeba oblać! Nie będę pił za jej zdrowie, nigdy bym tego nie zrobił, bo tego się nie da naprawić. Nie wiem nawet, czy żyje, czy jej ten klątyfikator gdzieś nie zaciukał w tunelu miłości czy w starym hangarze. Więc jej raczej wszystko jedno, mnie zresztą też, czy wypiję w dniu jej urodzin, czy nie. Ale wolę mieć choć na pokaz okazję. Lepiej zabrzmiało, gdy zapukałem do drzwi Hala, wyciągając w górę rękę z butelką i oznajmiając mu, że są urodziny mojej siostry, niech wbija w garniak, idziemy świętować. Mniej więcej tak to powiedziałem. Ale najpierw dwa szoty z tequili, po jednym na każdą nogę. Nie obawiaj się Halbjornie, zabawa będzie przednia. Podbijemy dziś całe Oslo. Włosy uczesałem, spiąłem je w ogon, najlepszy garnitur przyodziałem, muszkę czarną oczywiście, założyłem. Idziemy do kasyna. Wygrać pieniądze na więcej alkoholu. Ile procent ma tequilla? Zresztą, czy to ważne? Dla mnie nie. Noc się dopiero zaczyna. Mam nadzieję, że w środku trafimy na jakieś nadziane idiotki. Biedne też mogą być, zawsze można takim wmówić, że się ma kupę forsy. Tutaj każdy wygląda na bogacza, nawet kelnerzy, gdyby nie ich białe fartuchy. Wystarczy się dobrze ubrać i cała zabawa się zaczyna. Rozglądam się po kasynie i szczerze powiedziawszy nigdy nie grałem, więc nie wiem skąd przyszedł mi do głowy akurat taki pomysł.
- Halbjornie? W prawo, w lewo, czy do baru? - Osobiście proponuję ostatnią opcję, bo pomimo tego, że tequilę upchnąłem w kieszeni i dwa pierwsze kieliszeczki wprawiły mnie w dobry przed-pijacko nastrój, to mam dziś jasno postawiony cel : upić się. Młoda dziewczyna z toczkiem na głowie prosi o nasze okrycia wierzchnie, więc ściągam skórzaną kurtkę i podaję jej. Nie mam tam niczego wartościowego, chociaż bardzo ją lubię. Do tego stopnia, że innej nie posiadam, więc nieważne jak dziwnie wyglądała do tej kurtki moja biała koszula i muszka, w czymś iść musiałem. Jestem zimnolubny, ale jak każdy mam swoje granice. Dzisiaj jednak nie ma granic, tak, nie uznaję zatrucia alkoholowego. To mit. Co nie?
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Nie Lut 15, 2015 1:55 am

Niektórzy nie szanują czasu. Nie zważają na to, która godzina, czy jest jasno, czy ciemno, czy przypadkiem nie będą przeszkadzać. Nie dbają o nic i o nikogo. Są tylko oni i ich sprawy. Ich aktualne zachcianki. Ich siła przebicia. Nie liczy się nic innego. Dlatego w końcu stanąłem przed Björksonem i dlatego, dla świętego spokoju, dałem sobie wlać w gardło tequilę. Pierwszym błędem było wpuszczenie go do środka. Drugim – wysłuchanie go. Trzecim – brak silnej woli. Czwartym – naiwna wiara w to, że, po wypiciu za Lemon, zaraz sobie pójdzie. Piątym – wyjście z nim. Mogłem to przewidzieć, w końcu nie przyszedł do mnie z pustymi rękoma, od początku wiedział, gdzie chciał iść i co chciał zrobić. Mogłem go przejrzeć, ale nie miałem na to ochoty, to jak grzebanie w umyśle menela. Niby kusi, by zajrzeć, co siedzi mu w głowie, ale odrzuca brak jakiegokolwiek porządku i hierarchii wyczuwalny na odległość. Więc dałem sobie spokój, a teraz pluję sobie z brodę, klucząc ulicami Oslo u jego boku. W smokingu czułem się jak obleczony w bąbelkową folię. Zazwyczaj przyjemnie jest się nią bawić, ale gdy przylgnie ciasno do skóry, zabawa natychmiast się kończy, a zaczyna walka o odrobinę swobody, o choćby kawałek wolnego miejsca w całym wszechświecie. A to i tak na nic. Wepchnięty w elegancką, czarną trumnę, zaciągnięty do najlepszego zakładu pogrzebowego w stolicy czuję się jak na fecie umarlaków. Doprawdy, Elmo, nie chcesz mieć z tymi zombiakami do czynienia. To nie twój świat. Mój też nie. Bywam tu, ale jedynie jako coś, co ładnie prezentuje się u boku innych, równie ładnych rzeczy. To na swój sposób kłopotliwe.
Elmo… Ty kpisz czy o drogę pytasz?
- Ja tu jestem tylko gościem. – Nieznacznie wzruszam ramionami, wykrzywiając usta w smutnym uśmiechu. – To twoja impreza.
A mimo to oddając płaszcz, przy wejściu podarowałem ci na dobry start dwie setki żetonów. Może kupię sobie tym wolność. Może nie każesz niańczyć się do białego rana. Może zrezygnujesz z gry po pierwszej porażce. Cicho liczę na takie rozwiązanie całej tej sytuacji, jednak czuję, że niedługo nie będę miał problemu z tym, jeśli wszystko potoczy się zgoła inaczej. A nic nie wskazuje na to, że dasz mi spokój; że swój pokój ponownie odwiedzę, gdy tylko wylądujesz pod którymś ze stołów; że wszystko skończy się bez choćby krzty nieprzyjemności. Nic na to nie wskazuje, bo jesteś tu ty, ja zaś, miast skierować się do któregokolwiek ze stołów, idę z tobą do tego cholernego baru, w którym, choćbym każdemu z barmanów wyrwał oczy, nie dadzą mi wody, bo dzięki niej nikt nie zostawił tu forsy z własnej, nieprzymuszonej woli.
Masz jakieś specjalne życzenie, dzieciaku? Urodziny to w końcu poważna sprawa. Zwłaszcza, jeśli nie są twoje.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Nie Lut 15, 2015 3:08 pm

Siadam przy barze i od razu zamawiam po dwa szoty, jeden na raz, drugi na zakończenie tematu i przejście do stolika, tak, jak to powinno wyglądać. Chyba, że wolisz jeden za drugim, bo nie będziesz w stanie spędzić tego wieczoru ze mną na trzeźwo. Nie mam nic przeciwko, brzydalu, o wiele łatwiej będzie nam znieść siebie po alkoholu. Więc pij, przyjacielu, bracie Mistrza, będziemy się dziś bawić, bo okazja jakich mało. Jak się nad tym zastanawiam, to możliwe, że nawet moją małą znałeś, przecież idiotka bujała się z twoimi siostrzeńcami. Popatrz, jak to życie dziwnie się układa, gdyby Lemon była zrównoważona psychicznie to może poznalibyśmy się w zupełnie innych warunkach. Stojąc w rzędzie za panem młodym, usiłując nie złapać muszki. Lemon naturalnie była niebrzydka. Gdyby jadła i nie była tak wychudzona, miałaby całkiem ładne ciało. I włosy, gdyby je myła i czesała. I twarz, gdyby wyciągnęła wszystkie te żelastwa, nie zyskała nigdy blizn i farbowała rzęsy. Gdyby, gdyby, gdyby. Ale to nie byłaby ona, prawda? Moja mała siostrzyczka. Myślisz, że ja jestem menelem? Spróbuj pogrzebać w jej głowie. O ile kiedyś na nią trafisz. Na pewno byś się zorientował, że to moja siostra. My Bjorksonowie jesteśmy dość charakterystyczni. Nie mówię, że mam z nią wiele wspólnego, ale pewnych cech się nie wyprę. Na przykład braku skrępowania w związku z nagością.
- Kostka Rubika. Staje się popularna dopiero teraz. Zauważyłeś? Wszędzie, na ulicach, w sklepach, w autobusach, wszędzie są ludzie, nie tylko dzieciaki, męczące Kostkę Rubika. Podobno twórca układał ją przez miesiąc. - Męczy mnie natężenie jej kolorów, które rozmazuje mi się przed oczami, zwłaszcza, że przez moją zażyłość z czasem jestem w stanie obliczyć każdy ich następny ruch. Gdyby nie było mi czasem tak bardzo jedno wziąłbym te kostki i poukładał im je do końca. Ale mam to w dupie. Mijam ich i problem znika.
- Lubisz filmy, Halbjornie? Bergman. - Nie, żebym uważał się za wybitnego znawcę kinematografii, ale to Bergman. Ze Szwecji. Duma narodowa, rozumiesz.
- Fanny och Alexander. Cztery nagrody Akademii w ubiegłym roku. Ok chodźmy grać. - Opróżniam drugi kieliszek i odstawiam go z hukiem na blat. Schodzę z wysokiego, barowego stołka i kiwam na ciebie dwoma palcami, żebyś podszedł bliżej. Idziemy w lewo.
- Nie wiem, czy kiedykolwiek rozważałeś wykorzystanie swoich umiejętności w grze, ale ja nie mam przed tym oporów. - Prawie zacieram ręce, chociaż jestem spokojny na zewnątrz, w środku bardzo ekscytuje mnie możliwośc okantowania mugoli w tak spektakularny sposób. Wiesz na co wydam dzisiaj wygrany hajs? Na figurkę Buddy. Oraz dziwki i koks. Dam ci polizać.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Pią Lut 27, 2015 6:27 pm

Jak to z tobą jest, Björkson? Nie masz innych znajomych, by ich wyciągnąć na popijawę i okantowanie kasyna? To mi wcale nie schlebia. Nie jestem… Nie byłem tym typem człowieka. Coś się zmieniło, nie jestem tylko pewny, kiedy ta zmiana nastąpiła. Widzieliśmy się ostatnio? Mam niejasne wrażenie, że tak. Inaczej przecież nie pokusiłbyś się, by do mnie przyjść. Nie jesteśmy przecież w zażyłych relacjach, na dobrą sprawę nie mamy ze sobą żadnych relacji. Widując cię w sklepie brata nawet się z tobą nie witam, czasem jedynie skinę w twoim kierunku głową. To nie zobowiązuje do niczego, a na pewno nie do oblewania urodzin twojej siostry. Do dzisiaj nie wiedziałem, że jakąś miałeś – nawet gdybym wiedział, niewiele by mnie to obchodziło, choć może powinno, jeśli jest tak samo… Specyficzna co ty. Przez myśl przemknęło mi, że może wcale nie masz siostry, że to tylko bajka, ale, po pierwsze, ty taki nie jesteś; po drugie: po co miałbyś mi kłamać, skoro wiesz, że zawsze mogę cię przejrzeć? Przyjmuję więc za pewnik, że masz siostrę, że ma dziś urodziny i że musi być tak samo szurnięta, jak ty, skoro chcesz celebrować jej dzień w taki sposób. Niech będzie i tak. W końcu okazji do takiego spędzenia z tobą czasu jest trochę więcej, niż myślisz. Załóżmy, że będzie to mój wieczór kawalerski. Można tak robić? Przed zaręczynami i tym wszystkim? Uśmiecham się, niby jako podsumowanie tego, co mówiłeś, chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł i czy zaraz nie dasz mi w twarz, bo nie bardzo cię słuchałem i nie wiem, o czy mówiłeś. Mimo to z grzeczności potakiwałem ci raz po raz, jednocześnie próbując zapomnieć o tym, że alkohol wypala mi gardło. Björkson, nie mam pojęcia, jak się pije, a ty próbujesz wykorzystać to przeciwko mnie, bo będąc tutaj, nie mam już jak się wycofać. To byłoby nieuprzejme, a my jesteśmy przecież gentelmanami, nieprawdaż?
- Oczywiście, że nie masz oporów. – Bo znikomą masz moralność, kulawą i ślepą jak bezdomny pies. Ale to dobrze, skoro mamy się dziś bawić, trzymanie się zasad jest nam zbędne. Bądźmy zatem jak James Bond, spróbujmy swojego s z c z ę ś c i a w bakaracie. Tak na dobry początek. Zatrzymuję się przy odpowiednim stole. – Sprawdźmy więc, jak to działa w praktyce.
To nie będzie trudne. Wystarczy odrobina skupienia, które, jak się właśnie okazuje, w obecnym stanie nie przychodzi wcale łatwo. To żałosne, jak szybko działa na mnie nawet taka kapka alkoholu. Niech cię Mjölnir bije, Björkson. Może kiedyś będę ci za ten wieczór dziękować. Uśmiecham się, wyławiając twoje pytanie z plątaniny krążących po kasynie myśli.
- Co mi dasz polizać, Elmo? Dziwki czy koks? – pytam z wcale niewymuszoną uprzejmością, nachylając się w twoją stronę. Ale mnie teraz zaciekawiłeś, no naprawdę.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Sob Lut 28, 2015 11:05 pm

Rozbawiłeś mnie. Nawet wybucham śmiechem, trochę jak szczeknięcie, taki spontaniczny napad. Zapomniałem, że powinienem się przy tobie pilnować. Ale właściwie dlaczego? Dzisiaj właśnie powinieneś doskonale mnie odbierać. Od tego zależy nasza wygrana i figurki Buddy.
- A co byś wolał? Dziwki czy koks? - Odwracam się, rozkładając ręce i idąc tyłem. Niech mugole na mnie uważają. Attention! Elmo Król Kasyna idzie. I jego wierny giermek, niebrzydki bo alkoholu - Hal. Teraz ty mnie zainteresowałeś. Zmieszane są jeszcze lepsze. Idziemy do stolika. Robimy tak. Czytasz mnie? Liczę. Daj mi się skupić, na sekundę, zaraz będę miał w głowie całe trajektoria. Niewidoczny ruch, nikt z graczy nie poczuje nawet wymiany kart. Bawi mnie to, dziecinne proste zadanie. Dlaczego nie wpadłem wcześniej na to, żeby w ten sposób zbijać fortunę. Nie jestem kanciarzem, jestem tylko bystrzejszy od nich. A zresztą co mi tam. Dziś jestem kanciarzem. Ludzie u władz zawsze oszukują. Mógłbym tak długo, a mija trochę czasu odkąd tu siedzimy i świetnie nam idzie. Sukcesy zawsze przyciągają kobiety. Widzisz brunetkę na czwartej? Trzyma się z dala od stolika, ale obserwuje. Nie ma sytuacji, w której by się taka nie znalazła. Myśli, że jest sprytniejsza od innych, intrygantka. Niby jej nie ma, ale daje znak, spójrz, jak zawiesza wzrok. Później ją znajdę. Inteligentka. Nie masz ze mną szans. Znudziłem się, chodźmy na inne stanowisko. Dziękuję serdecznie graczom, rączki całuję damom, teraz, spójrz, jak onaschyliła głowę, niby upija łyk. Co mi przypomina, że my też powinniśmy. Pstrykam na kelnera, pokazuję dwa palce. Zjawia się po chwili, według mnie za wolno, ale ja lubię poruszać się szybko. Zabieram kieliszek, stukam o twój. Bęc. Co z kobietą w złotej sukni? Idzie za nami?
- Możemy o nią zagrać. - Tak uczciwie, przyjacielu, bez żadnych sztuczek, możemy nawet kamień, papier, nożyce. Ale czy to wypada o damę w ten sposób grać? Można też w ‘kto pierwszy mrugnie’. Jak długo potrafisz wytrzymać?
- Kręci się w pobliżu, prawda? - Bawi mnie to niesamowicie, aż parskam śmiechem, łapiąc cię za ramię. Ależ parcie na hajs. Co za chytra mugoleczka.
- Dobrze, dobrze, dobrze. Stój. - Zatrzymuję się przed tobą i wyciągam przed siebie rękę, ale nie mogę nic powiedzieć, bo sam widok twojej mordy wywołuje u mnie napad śmiechu, ale nie obawiaj się przyjacielu, ja ciebie tutaj nie obrażam, to serdeczny napad. Wiesz, już mamy hajs na figurkę i inne rzeczy, ale bawi mnie fakt, że obchodzę w ten sposób urodziny z bratem Mistrza. Szybkie picie i gorąc nie sprzyja zachowaniu czujnego umysłu, więc pobawmy się jeszcze trochę, póki nie zrobimy czegoś idiotycznego, a potem chodźmy zwiedzić neonowe ulice. Łzy mi wyszły do oczu z rozbawienia, kiedy uniosłem głowę i widzę w natłoku cyferek, że jesteśmy tu już prawie dwie godziny. Ależ ten czas leci, skupiony na teraźniejszości nie zwróciłem na to nawet uwagi. To chyba źle. To chyba już ten stan Halbjornie. Kiedy podświadomie omijam wzrokiem detale i prześwietlam tylko te duże łańcuchy liczbowe. Odpocznijmy, na tamtej kanapie. Zamawiam kolejne drinki i rzucam się na poduchy.
- Pamiętasz dziewczynę, którą spotkaliśmy w pubie? Nie słyszałem, co do mnie powiedziała. - Bęc. Odstawienie pustego kieliszka, zaczerpnięcie tchu. - Bo nie miałem aparatu, stary. Rozumiesz to. Nie miałem aparatu. Nie ważne jak by się naprodukowała, jakich słów działających na zmysły by użyła, wszystko w pizdu, bo i tak nic nie słyszałem. - Bawi mnie to tak cholernie, że robię się czerwony i zginam w pół, rżnąc w jedną z kremowych poduch. Odynie, Hal, jak mnie to bawi. Ratunku.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Wto Mar 03, 2015 4:00 pm

Chcesz, byśmy się idealnie odbierali? Powinniśmy pójść na ryby. Powędkować. Niekoniecznie teraz, w końcu mamy jeszcze prawie puste kieszenie, jeszcze za mało uwagi na siebie zwróciliśmy, jeszcze do świtu daleko. Ale powinniśmy, kiedyś. Bo to nad woda nabiera się najwięcej zaufania, a niedługo może być nam ono bardzo potrzebne. Zobaczysz, już niedługo będziemy rozumieli się bez słów i wtedy nie będziesz musiał już pytać, czy wolę dziwki czy koks. Będziesz wiedział. Teraz dam ci zgadnąć.
- Zagrać o nią? To nie jest dobry pomysł – mówię całkiem poważnie. – Boję się, że wygram, a wtedy co? Będę musiał znosić kręcącego się pod nogami szczeniaczka, który najpierw nasra mi na dywan, a potem wleci pod samochód? – Hazard hazardem, ale to za duże ryzyko.
Ponadto przypomina mi siostrę. Wiesz o niej? Yngvi ci mówił? Prawie o niej zapomniałem, za każdym razem po jej wizycie spychając ją w najciemniejsze czeluści umysłu, gdzie sam Loki bałby się zajrzeć. Tak samo bałby się spotkać Natalie. Chyba, że to on zaanektował sobie jej ciało. To wyjaśniłoby wiele rzeczy i jeszcze więcej skomplikowało. Tak jakbyś wymieszał tego drinka z tamtym, właśnie tak. I potem wszystko zapił tą swoją tequilą. Dokładnie…
…chyba coś jest nie tak. Mówisz, cały czas mówisz, słyszę cię, rozumiem i nie rozumiem jednocześnie. Czuję, jakby coś wciągało mnie pod wodę. Nie, to nie jest woda. To coś lepkiego, oleistego i pustego, co pochłania mnie fragment po fragmencie, zmieniając w bryłkę czarnego lodu. Jaką dziewczynę? Jakie my? W jakim pubie? Kiedy to było, Elmo, i dlaczego nie potrafię odszukać tego w pamięci? To chyba nie wina tego rządku pustych kieliszków przede mną. Bo przecież wcześniej chyba też nie pamiętałem, byśmy gdzieś razem wychodzili. Nie ostatnio. Nie wczoraj. Nie przedwczoraj. Nie tydzień temu. Chyba. Nie pamiętam. Nie pamiętam, co robiłem tydzień temu. Nie pamiętam, co robiłem cztery dni temu. Nie pamiętam, co działo się miesiąc temu. To wszystko to tylko niejasne przebłyski, które mógłbym dopasować wszędzie, gdziekolwiek, byle jak. Więcej mam w głowie czarnych dziur. Moja siatka myśli wygląda jak ser szwajcarski. Rozumiesz? Jak cholerny ser! To niepojęte, próbuję wyobrazić sobie, jak to musi wyglądać. I jak on się tam zmieścił. Może ty mi powiesz, cholerny Teslo? Co, Elmo? Elmo! No tak, nie możesz mnie słyszeć, co za szkoda. Więc o czym ty…? Sięgam po kolejny kieliszek, rozlewając połowę, nim ręce udaje się pokonać odległość między stolikiem a ustami. Zerkając na wciąż rechocącego ciebie, kątem oka widzę, jak trzęsą mi się ręce. Nic się nie stało, tak to wszystko chyba się zawsze kończy.
- A podobno czego uszy nie słyszą, tego sercu nie żal. – Może chodziło o oczy? Odyn raczy wiedzieć, wychodzi na to samo. Mi powiedziałeś o kilka słów za dużo. Za dużo musiałem też widzieć wtedy, skoro wszystko poszło w… pizdu? – Nie wróciłeś się, by ją znaleźć?
Musiałeś się wrócić, nie zmarnowałbyś takiej okazji przy możliwościach, z jakich możesz korzystać. Wróć się tam jeszcze raz i zabierz mnie stamtąd, stary. Nie pozwól mi się tam pojawić. Możesz tak zrobić? Chyba nie. Czas chyba tak nie działa. Chyba nie możesz przecinać swoich dróg w nieskończoność. Chyba możemy dać sobie z tym spokój. Chyba to najwyższa pora byś zajął się swoją damą w opałach, jeśli nadal masz na nią ochotę, a potem całą resztą.
- Tego Buddę to chcesz posiąść tutaj? Czy w Indiach? A może chcesz… – Na Odyna, jak tu gwarno. Jak duszno. Jak niedobrze. Niekontrolowana teleportacja. I miast wciąż siedzieć z Elmo, znajduję się pod jednym ze stołów. Szlag by to. Zastanawiam się, czy jestem w jednym kawałku, nie mam jednak jak tego sprawdzić. Głuche pyknięcie i z powrotem jestem na kanapach. Björkson jest obok, wszystko w porządku. – Może z tej swojej panny chcesz zrobić Buddę? – kończę, co zacząłem. Wszystko w porządku. Nic się nie stało. Ręce wciąż mam dwie, nogi są dwie. Głowa na swoim miejscu. Reszta nie ma znaczenia.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Wto Mar 10, 2015 8:28 pm

Zabierz sobie ją. Zgarnij. Wygraj. Jeśli tylko chcesz. Nie chodzi mi o trofeum, tylko o samą przyjemność grania. Możliwość posiadania tej kontroli nad drugim człowiekiem, jak złapanie jej za łańcuch z włosów, zanim w ogóle zdąży się zorientować, że to już. Nie wiem jednak, czy jej dzisiaj chcę. To tylko wydmuszka wiesz, jest sprytniejsza od reszty, ale nie zachęca mnie. Ładna, ale nie apetyczna. Widzisz Hal, to jest ta różnica w kobietach, można trafić na takie przepiękne, jak malowane wiesz, bosko idealnie, ale na kilometr czuć, że nie mają w sobie krzty zmysłowości. Ja takich nie chcę. W pamięci wiele mam nawet tych mniej urodziwych, ale za to jakich! Kobiety-ogień. Woda też i wiatry nawet, pełne pasji. Takie piękne. Wszystkie bym je przygarnął, o tak, ramionami ogarnął.
- Nie musiałem się wracać, miałem już wszystko zaplanowane w momencie, kiedy tylko się ode mnie odkleiła, człowieku. - Hal nie doceniasz mnie wciąż. Wiesz co, nie grzeb mi w głowie, zamykam ją dla ciebie, chociaż w części, zobaczysz, że docenisz mnie jeszcze, ja ci pokażę jaki jest Elmo Marynarz, dokładnie tak. Jednak teraz jestem marynarzem. Buddę to, na mieście, tak. Koniecznie na mieście, w jakich Indiach, ja nie chcę do Indii, wyglądałbym tam jak pajac, cały biały, jak jakaś pierdolona albino łania. Widzę, jak trzęsą ci się ręce, zazdroszczę, ja jeszcze nie jestem w tym stanie, chociaż jestem na dobrej drodze, ale wiesz, mogę sobie pomóc w inny sposób, a tobie przy okazji. A wtedy mi znikasz i widzę dokładnie, gdzie się znajdujesz, ludziom może to umknąć, ale nie mnie, nigdy mnie, nawet, jeśli alkohol uderzył mi już do głowy. Powinienem się śmiać, ale to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że czas zmienić miejsce. Niemniej jednak, kiedy znów się pojawiasz obok uśmiecham się wilczo, no, kolego, trzymaj się, to dopiero początek. Buddę z mojej panny?
- Z której? - Parskam śmiechem, bo nawet nie wiem, którą bym wybrał. Każda byłaby unikatową Buddą. Każda w innych barwach. Z innymi poglądami. To już wtedy nie byłby buddyzm prawda? Ale jeśli uznałbym je tylko za piękne dekoracje mojego loftu. Och, przysięgam, w każdym rogu mógłbym mieć inną, nagą przedstawicielkę tego nurtu. W każdym rogu, pod każdą ścianą, jedną przy wannie, jedną na stole, dwie w nogach łóżkach, którejś z nich pozwoliłbym nawet przycupnąć przy moim biurku. Bawilibyśmy się całą noc. To właśnie powinniśmy zrobić Hal. Kilka takich zdobyć. Napić się szampana prosto z ich pępka. Wstaję. Chodź. Idziemy tam. Suniemy przez tłum. Nikt się tu nie liczy tylko my. Przesuwam niepotrzebne elementy ręką. Gwar i muzyka mi przeszkadzają, ale nie ściągam aparatu, w takich momentach lubię, kiedy pęcznieją mi wszystkie zmysły. Docieram do eleganckiej toalety, niech was Odyn strzeli, nawet pisuary są tu oddzielone półściankami. Co to za miejsce. Nie ważne. Myślałem, że nam jest potrzebna tylko kabina, ale kątem oka zauważyłem kobietę wychodzącą z damskiej. Zmieniamy kurs, Hal. Idziemy do damskiej. Tam są jakieś pierdolone krzesła i toaletka. Rozumiesz. Nie obchodzi mnie niczyje oburzenie, uciszam wszystko jednym zaklęciem. Siadaj. Będziemy bawić się w białe kreski. Na początku drapią w nosie. Ale potem są już tylko kolory. Spotęgowane efekty psychotropowe i wszystko będzie nasze wiesz. Wiesz, ilu z tych ludzi ma dziś omamy? Dajmy im nacieszyć sobą oczy, tak mało mają rozrywki, nie wiedząc nawet, jakie możemy stosować triki w grze. W życiu. Widzisz już jak wszystko się rusza? Chcę biegać, chcę latać, Hal. Lecieć. Masz ogromne źrenice. Spójrz. Chodź. Wypycham cię przed lustro, staję za tobą. Ja też mam. Takie duże. Takie ogromne. Mógłbym w nich cały świat zmieścić dwa razy. Dobrze, że tu jesteś ze mną. Podoba mi się to. Może kogoś odwiedzimy? Rozwalimy mu wszystkie meble, okradniemy z ostatniej nici godności. Trochę siebie wzajemnie, mam ochotę wiesz. A właściwie możemy tu zostać. Właściwie możemy jednym gestem prawie niewidocznym zamknąć drzwi. Powiem ci co zrobimy potem. Wygramy większy hajs i przepierdolimy go. Mam za dużo energii, muszę ją na coś spożytkować. Za twoje włosy też idzie ciągnąć, zupełnie jak za damskie warkocze, co odkrywam z zadowoleniem. Czas się zatrzymał? Wszystkie te cyferki są chaotyczne i nawet nie mogę ich już od siebie oddzielić. Wtapiają się w twoją skórę, w dłonie, policzki i płatki uszu, znikają pod kołnierzem, chowają za mankietami, żeby wsiąknąć w ciebie całego, jesteś teraz nafaszerowany tym, co lubię najbardziej. Czas wypływa ci z oczu, paruje z głowy, tworząc po obu jej stronach ulotne rogi, jak u widmowego jelenia. Jesteś teraz trochę mi podobny, w tym zatraceniu się w czasie, nawet jeśli tego nie wiesz, możesz przecież zobaczyć siebie moimi oczami. Chyba, że nie jesteś w stanie? Co ty widzisz? Chyba będzie ci więc obojętne, jeśli zrobię to.
Dziwne uczucie, być tak blisko mężczyzny, ale zapominam o tym, równie szybko, co pomyślałem, jakby nie było granic, jakbym zawsze miał pozostać w takim stanie, płonąc w wilgotnej chmurze. Zapominam jak świat wygląda, czy istnieje tylko ta fioletowa (? przysięgam, minutę temu była złota) toaleta, a za jej drzwiami tylko próżnia i nie ma już nic, już nic, nawet powietrza, jak mnie brak tchu kiedy przyciągam ciebie do siebie. Gdzie jest koniec i początek, bo nie potrafię go rozpoznać, wszystko jest zbitą masą, tylko ty jesteś energią, wiesz, teraz moją, trochę drżącą, z posmakiem wódki na języku i pęłzającymi jak pluskwy po ciele białymi cyframi. To moje cyferki Hal. Pozwól, że zabiorę je sobie. Zaraź mnie nimi, przez dotyk, oddaj w tej sposób, nie inaczej, bo mogę ich nie uchwycić, zgubię trop, zgubię ciebie i je, szukając w przestrzeni i sam zostanę, a ja tego nie chcę. Przecież miałem w naszych źrenicach cały świat zmieścić.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Pią Mar 27, 2015 4:04 pm

Każda, Elmo, każda zasługuje na bycie Buddą – małym, nieruchomym, grubiutkim, nieświadomym niczego bożkiem. Może nie mają w sobie tej pasji, która tak cię przyciąga, której pragniesz, ale spójrz na nie, na każdą z osobna, przyjrzyj się uważniej, spróbuj zajrzeć w ich dusze przeżarte chęcią ciągłego, łatwego bogacenia się. Spójrz w umysły pełne świecidełek, monumentalnych złotych gór. I teraz starannie wywróć to wszystko na zewnątrz, trochę w sposób, jakbyś zwijał skarpety – robisz to chociaż; wiesz jak się za to zabrać? – tworząc z tego walającego się bezpańsko bogactwa nową skórę. Diamentowo-złotą. Czyż nie wyglądają teraz pięknie? Piękniej niż chwilę temu, bezwstydnie odsłaniając przed nami swoje wnętrza. Aż żal nie poustawiać ich wszystkich gdzieś w reprezentacyjnym miejscu w równym rządku od najbardziej lśniącej, mieniącej się w popołudniowym, leniwym świetle wszystkimi kolorami świata po tą wydającą się najbardziej cnotliwą, z hierarchią wartości niemal nieskalaną pragnieniem zdobywania i władania. Podwieś je pod sufitem, wmuruj w ściany albo schowaj pod podłogowymi panelami, wszędzie będzie im lepiej niż tutaj.
Łechcę cię tą moją wizją dopóki nie znikamy w łazience, tak samo złotej, cuchnącej przepychem jak niedoszłe figurki, które teraz w popłochu umykają przed nami, niczym łanie przed myśliwymi. Bawi mnie własne porównanie, do momentu aż nie uświadamiam sobie, jak bardzo jest akuratne. Strzał w dziesiątkę, niemal jak legendarny Robin Hood, z tym wyjątkiem, że zebranych skarbów nie ujrzą oczy biedoty.
- Co robisz? – Pytanie zadane nawet nie z czystej ciekawości, raczej z chęci przerwania mocno wadliwego ciągu myśli. Wszystko widzę, odrobinę zbyt zachłannie chłonę każdy ruch twoich dłoni, tak ostrożny, jakbyś pieścił swą najdroższą kochankę, czas, a nie grzebał się w białym proszku. Jesteście sobie tak podobni, przez chwilę nawet zastanawiam się, czy właśnie teraz nie patrzę na twoją siostrę. To byłoby coś, wow, naprawdę wielkiego. Celebracja jej urodzin w niemal mistyczny sposób, nadanie jej prawdziwie kosmicznego wymiaru. To sprawia, że ukryta głęboko ekscytacja coraz pewniej wychyla z każdej nory setki tysięcy małych, syczących główek. Każesz mi się w tym zatracić, a ja nie protestuję. Witaj, Otchłani. To niesamowite. Nie czułem się tak od opuszczenia Armenii. Znów mam jej tuż przed sobą, bliżej niż na wyciągnięcie ręki, oddzielone jedynie rzęsami. I szklaną taflą. Pustka. Czarne dziury, coraz ciemniejsze, ciemno zaczęło robić się wokół, gdy pochłaniały, wciągały w siebie światło jarzeniówek. Wreszcie, kiedy nie było już nic, a świat na ułamki sekund przestał istnieć, wszystko zalał oślepiający blask, lustra pękały tworząc wokół nas wirującą, składającą się z drobinek roztrzaskanych zwierciadeł bańkę. Zamknięci. Zatrzymani w czasie. W myślach. Zaplątani w niewypowiedziane słowa. W bezkształtne dźwięki zderzających się ze sobą cząsteczek. Czuję uciekające ci z klatki piersiowej serce. Czuję kości rozbijające się o ścianki stołu, tym na końcu kasynowej sali. Czuję swoje zmieszanie, gdy znikam ci w trakcie rozmowy. Czuję twoje spojrzenie ślizgające się po ramionach tej pustej brunetki, gdy obserwuje nas spod lewie rozchylonych powiek. Czuję śliską fakturę w pospiechu, z wieloletnią wprawą tasowanych kart. Wszystko miesza się ze sobą, tworząc specyficzny koktajl Mołotowa. Wiesz, że to my, Finowie, wymyśliliśmy tę nazwę? I oto ja, jeden z nich, jestem tu – jednak nie wiem czy wciąż stoję, czy unoszę się przed tobą, czy coraz bardziej grzęznę w nieskazitelnej posadzce – jako żywa mieszanka wybuchowa, po brzegi nafaszerowany łatwopalnym materiałem, który upychasz we mnie niewrażliwie, z lekceważeniem odganiając od siebie możliwe konsekwencje, nie przejmując się nieuchronnie nadchodzącym momentem, w którym rozsadzą mnie od środka mikroeksplozje zbyt wielu doznań jednocześnie.
Znam to uczucie. Poraża mnie. Przeraża, z jakim spokojem je przyjmuję. Wypływa z wnętrza, wybija się z pluskiem, by dryfować na powierzchni niczym spróchniała deska. Przestań, przestań, przestań. Zatrzymaj to! Będę mężem, Elmo. Będę miał żonę. Będzie ślub. Setka tandetnych, białych jak twoje kłaki baloników. Nie odbieraj mi tego teraz tym… Co to było? Zbyt dużo. Za bardzo kolorowo. Szczypiąco. Pomóż mi z tymi mankietami. Jednym ruchem odkręcam wszystkie kurki z zimną wodą. Próbuję złapać każdy strumień jednocześnie pozbywając się nagle zbyt ciasnej koszuli. Niech ten chłód paruje. Niech zdejmie ze mnie czas. Albo ty to zrób, znasz się na tym. Od tego cię mam.

Elmo i Halbjorn z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Casino Oslo   Today at 9:06 pm

Powrót do góry Go down
 

Casino Oslo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo-