Zbroja rycerza

PisanieTemat: Zbroja rycerza   Pon Gru 29, 2014 7:50 pm

Zbroja rycerza
Na strychu od zamierzchłych lat urzęduje sympatyczna zbroja dzielnego rycerza, który uwielbia wdawać się w przelotne pogawędki z młodymi uczniami. Jest to dość przyjazny i bez wątpienia ekstrawertyczny jegomość, wprost emanujący pogodą i wigorem. Przekonany o własnym heroizmie z chęcią pomoże w imię wyższego dobra, choć jego nadgorliwość bywa często męcząca i nieznośna. Rycerz ma na sobie srebrną zbroję, w dłoniach zaś dzierży ostry miecz, którym walecznie wymachuje.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Sro Lip 22, 2015 11:46 pm

Zawsze jest czas, żeby tutaj być. Tutaj, gdzie jest się tylko kolejnym elementem wystroju, rzeczą, na której kurz osiada bez baczenia na ewentualność kichnięcia, czy krążenie w żyłach w ogóle, jeśli już przy tym jesteśmy.
Zawsze jest czas, bo czasu tu nie ma.
Stąd łatwo przychodzi wylewność, jakaś dziewiętnastowieczna flegma skłaniająca do uprzejmości owiewa strych, spowalniając ruchy, tłumiąc wszelką agresję. Wzmagając ochotę na herbatę w porcelanowej filiżance z Miśni.
Jenka kroczy z zamkniętymi oczami, na wpół śpiąca, nogi same powłóczą się znajomą drogą. Wysoko na strych, tam gdzie ptactwo i gdzie rycerze.
Drżyjcie rycerze, bo na nic pancerze. Chyba że chitynowe. Karaluchy przeżyją wszystko, nawet Jenkę. Choć ona wyznaje uwielbienie dla rycerzy, dodając gdzie trzeba kiczowatości do patosu ich zachowania, wypatruje lśniących zbroi i galopujących Bucefałów.
Króla to nie, ale rycerstwo to zupełnie inna sprawa; a swoją drogą okrągły stół to bujda jakaś, żeby tak wszyscy razem, rozumie się.
- Iago? - Tkliwie, czule i przesadnie, jak małpa co wspina się na drzewo, muśnięta przyłbica heroicznej zbroi. Codziennie, albo przynajmniej co środę dostaje od Jenki nowe imię, nową wspaniałość lub nową parszywość.
Jak się jeden rycerzyk kaszmirowy spóźnia, to trzeba zadowolić się tym, co nie do końca ma krew czy kości, tylko nadmiar entuzjazmu.
Powrót do góry Go down
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Czw Lip 23, 2015 12:10 am

Ostatnio dużo się dzieje. Śmiem nawet stwierdzić, że za dużo. Życie nagle nabrało szalonego rozpędu, z którym niekoniecznie potrafię sobie poradzić. Sam już do końca nie wiem, w co mam ręce włożyć, a głowa z kolei pełna jest od nadmiaru nagłych spraw i sprzecznych myśli, stąd wszędzie się nieustannie spóźniam – a to, jakby nie patrzeć, zupełnie do mnie niepodobne. W końcu zawsze ceniłem sobie punktualność, ale jakoś ostatnio o tym nie pamiętam, są sprawy ważniejsze. I tak też było tym razem, zgadałem się z Jenką jakoś o porannej porze przy śniadaniu, powiedziałem, że przyjdę w umówione miejsce i będę na czas, nie tak jak ostatnio, kiedy w ogóle zapomniałem o naszym małym rendez-vous. Kwiatów na przeprosiny co prawda nie przyniosłem, słaby ze mnie romantyk, a Jenka nigdy nie wyglądała mi na kobietę, która chciałby je przyjmować. Poza tym, romantyzm jest dość niepraktyczny w dzisiejszych czasach. Idę więc przez trzy piętra aż na sam strych, z kondycją nie jest najgorzej, więc nie mam problemów z wspinaniem się po schodach. Kiedy jestem już na miejscu, widzę przy zbroi zaabsorbowaną Jeneve.
- Przestałabyś męczyć tego biednego rycerzyka, Sørensen – odzywam się dość głośno z drugiego końca korytarza, tym samym sygnalizując o swojej spóźnionej obecności. Tylko, proszę, nie wypominaj mi znowu, że zapomniałem o naszym spotkaniu. To wcale nie tak, zawsze mogę się ładnie wytłumaczyć, tylko po co to robić. Po prostu za dużo mam wszystkiego na głowie. Poprawiam swoją skórzaną torbę, którą mam przewieszoną przez prawe ramię, po czym uśmiecham się szeroko i opieram się dość nonszalancko o ścianę. – Nigdy ci się to nie znudzi, co? – zagajam po chwili z cichym westchnięciem pod nosem.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Czw Lip 23, 2015 11:49 pm

- Hm.
Wszystko tu słychać, wiesz. Jenka nastroszyła się na odgłos kroków na schodach, aż przyszło jej do głowy, że to może twoje. Jak twoje, to i przecież jej: rytm kroków, powietrze, kaszmirowe swetry.
Dzielimy się nieznaczącymi rzeczami, można by rzec. Jenka nie wie przecież, co cię tam trapi, co ci prorocze sny spędza z powiek.
Dlaczego ty tu w ogóle jeszcze przychodzisz
Przecież Jenka nie chodzi na twoje mecze, na twoje zabawy, na twoje czwartkowe Obiady W Gronie Rodzinnym, na które spraszasz ministrów, doktorów. Kiedyś przychodziła, ale dziwnie się patrzono.
Czwartkowe obiady jadacie akurat razem, jeśli w ogóle masz na to chwilę. Bo Jenka jest posągiem i jej chwile nie dotyczą. Gdy nie dokucza komuś ciężar godności dziedzica, to ma się znacznie więcej czasu i znacznie mniej oczekiwań, przynajmniej wobec samego siebie. Łatwiej zostać malkontentem. Dlatego czeka na ciebie, żebyś podszedł i w chłodzie marmuru ochłonął.
Jenka odwraca się jakby z trudnością schromiałej staruszki.
- Nie. - I to musi wystarczyć za wszystko.
Nie wyglądasz tu jak u siebie, rycerzyku. Nie z niedbałą żurnalową pozą, zaaferowaną twarzą, przedramionami, na których świat oparłby się i bez przeszkód ustał. Ale to nie szkodzi. Przecież jesteście jak jedno. Jeszcze, na razie, dopóki. Dopóki szkoła się nie skończy, to osiągalna, faktyczna granica, przed którą można się wzdragać. Dopóki od Jenki nie zaczną domagać się podpisywania cyrografów. Dopóki nie wybiorą jej jakiegoś dziada, któremu będzie trzeba oddać nazwisko.
I nagle jakoś tak łatwiej znieść niejasne makabry, które nas nie dotyczą i spadające żyrandole, niż widmo tego, co będzie za tydzień.
- Co będzie za tydzień?
Może ty mógłbyś to wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Pią Lip 24, 2015 2:53 am

Nie wiem, dlaczego tu przychodzę. Jestem zawsze. Tak po prostu. Zawsze przy tobie byłem, Jenny. Nie ma wielu takich osób w moim życiu, może jest jeszcze Løvenskiold czy Jukanpoika – ale to nie to samo. To nie moja Jenka. To nieważne, że nie przychodzi na moje mecze, nie kibicuje mi na szkolnych trybunach przy każdych mistrzostwach czy nie chce prowadzić takiego życia jak ja. Dobrze wiem, że nie zaciągnę jej na te swoje kolacyjki do rodzinnego domu. Nie musi. Nie będę przecież jej do tego zmuszał, choć na początku tak robiłem – teraz jednak zdaję sobie sprawę, że to nie jest najlepszy pomysł, a Sørensen nie należy do osób, które można całkowicie poskromić. Przekonałem się o tym na własnej skórze, potrzebowałem jednak do tego czasu. I to dużej ilości. Jemy za to nasze czwartkowe obiady. To taka nasza mała tradycja, chyba jedna z niewielu, choć nie zawsze udaje mi się na nie dotrzeć. Czasem żałuję, że moje życie nie może wyglądać tak jak chcę czy właśnie zaplanuję. Być synem samego Tobiasa Hukkelberga to zobowiązanie. Jestem w końcu dziedzicem tego rodu, choć sam jeszcze jakoś do tego się nie poczuwam. Jest jeszcze za wcześnie, nie mam żadnych zmarszczek na twarzy, chcę przecież z życia korzystać, a nie tylko ograniczać się do wystawnych kolacji z samymi osobistościami. I może nie pasuje do mnie ta nonszalancka poza czy mina, nie zawsze jednak muszę chodzić z kijem pomiędzy łopatkami.
- Nie wiem, co będzie jutro, a ty pytasz mnie o przyszły tydzień – mówię z cichym westchnięciem, wzruszając bezradnie ramionami i przypatrując się przez moment rycerzykowi. Nie mam wizji na zawołanie, ty też nie. – Ale możemy gdzieś się wybrać. – Nie proponuję ci kolejnego obiadu z moją rodziną. Moglibyśmy uciec, tak na parę dni, gdzie nie znajdzie nas nikt. Ja, ty, jakiś koniec świata. Albo zabierz mnie w miejsce, w którym jeszcze nie byłem. Zróbmy cokolwiek. To nie jest ważne co. Nigdy nie było.


Ostatnio zmieniony przez Antoni Hukkelberg dnia Sob Sie 01, 2015 10:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Sro Lip 29, 2015 9:34 am

Jesteśmy na końcu świata, kochany. Krok w krok podąża za nami groza, pompatyczna ostateczność apokalipsy, dławimy się niewytłumaczalnym lękiem. Zaprzeczysz?
Pan i pani na brzegu otchłani. Równie dobrze zatem możemy świętować swoje saturnalia w cieniu gór lodowych, o które się rozbijemy. Nie do końca jest między nami miejsce na wielkie nadzieje.
Te małe może się zmieszczą.
- Amsterdam. - Jenka uwielbia to wyuzdane miasto, jego pordzewiałe mosty i fasady, przez które przenika nieuchronne wrażenie porażki. Gdyby Posejdon miał się wynieść z dna oceanu, na pewno tam by osiadł, w którymś z obskurnych lokali na brzegu brudnego kanału i przesiąkał smrodem gotowanych ziemniaków i sauerkraut. - W Rijksmuseum wystawili Fabritiusa.
Żadna niespodzianka, Jenkę zabrać można tylko do muzeum. Zabierzesz ją tam, Antoni, posadzisz przed jakimś obrazem i kilka godzin masz z głowy, Jenka nasiąknie sobie muzealnym szumem jednorazowych kapci po parkiecie, zostanie sama w sobie eksponatem. Pracownik ochrony zgłosi, że w sali 32-B przy jednym posągu brakuje tabliczki.
- Jutro będzie... - urwała, poniósłszy klęskę w przypominaniu sobie, jaki dokładnie dzień jest jutro. Zbliżywszy się do emanującej umiłowaną cwaniaczkowatą nonszalancją antosiowej sylwetki, przestudiowała udźwignięty we własnej ręce nadgarstek z zegarkiem. Maleńka data widniała tuż pod małą wskazówką. Powinna być znacznie większa, by Jence oszczędzić problemów ze skupieniem się. Całą uwagę naraz zaprzątnęła jej żółtozielona plamka ukryta w zgięciu między kciukiem a palcem wskazującym. Powąchała tę rękę, która nakrywa całą jej twarz, nalega, by dźwigać za nią książki z biblioteki, grzebie w jej talerzu przy śniadaniu, by wybrać porzeczki (wybrać oznacza nakraść, rzecz jasna, Jenka zawsze daje jej jasno do zrozumienia, że jej talerz śniadaniowy to nie jest miejsce dla tej ręki).
Ręka pachnie alkoholem, jeszcze czymś kwaśnym, może czymś cierpkim. Znaczy: poniedziałek po południu i jakąś godzinę temu Antek skończył alchemię.
- Na jutro masz to-to z prawa, wiesz, o Ustawie Tajności Czarów - przypomniała ci, bo się o ciebie troszczy, zobacz jak bardzo. Nieważne przecież, że gdy obiecała pomóc ci wyszukać materiały, spędziliście wieczór, wykłócając się o to, czy rzeczona ustawa jest bzdurą, czy nie.
- Która zresztą jest kompletną bzdurą i przeżytkiem - napomknęła Jenka, bo przecież tak trzeba.
Powrót do góry Go down
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Pią Lip 31, 2015 9:06 pm

Amsterdam.
Miasto rozpusty i wyuzdania. Zupełnie inne niż nasze Oslo. Niekiedy nawet mam wrażenie, że Skandynawia jest zupełnie oderwana od reszty świata. Tutaj przecież wszystko jest inne. Ale pamiętam, jak wybraliśmy się tam pierwszy raz z rodziną. Na początku mi się nie podobało, nie potrafiłem w żaden sposób się przemóc i nie cieszyłem się z tego wyjazdu. Brakowało mi jakiegoś porządku, Amsterdam nie miał tego magicznego pierwiastka, może było to też spowodowane moim zapatrzeniem we Francję – a to przecież zupełnie inny kraj niż Holandia, nie da się ukryć. Jenny jednak za drugim razem pokazała mi to, co w tym miejscu najlepsze, choć wciąż się upieram przy swoim i zdecydowanie bardziej wolę Paryż, mimo że to ponoć wyjątkowo oklepane miasto. Nie dla mnie, zważając na to, że korzenie Hukkelbergów są norwesko-francuskie. Niezmiennie jednak lubię Moulin Rouge – przecież mają tam nawet specjalne kabarety dla czarodziejów, o czym nie wszyscy wiedzą! Za rok otwierają Musée d'Orsay, przez co już nie mogę się doczekać, kiedy się tam wybiorę. I są chociażby wzgórza Montmartre, słynne Champs-Élysées czy przepiękne ogrody Tuileries, jest Café de Flore, w której czasem idzie spotkać Simone de Beauvoir tudzież Café Procope, gdzie można przenieść się w czasy takich osobistości jak Jean-Jacques Rousseau bądź Voltaire…  Aż chciałbym z przyjemnością rzec: j’ai deux amours, mon pays et Paris.
- Może być Amsterdam – przytakuję po krótkiej chwili namysłu, wzruszając lekko ramionami. Nie mam nic przeciwko, przyda mi się odpocząć od tej całej ciężkiej atmosfery w Skandynawii, która powoli robi się nie do zniesienia. – Nie byłem chyba w Rijksmuseum, ale rozumiem, że z Fabritiusem nie mam co konkurować? – Kąciki ust wykrzywiam w półuśmiechu, już się przyzwyczaiłem, że w starciu z innymi artystami nie mam najmniejszych szans. Później jednak słyszę o swoim jutrzejszym zadaniu na podstawy prawa magicznego, o które kłóciliśmy się zażarcie przez ostatni wieczór. Wzdycham ciężko pod nosem, przecież dobrze pamiętam, co mam do zrobienia, mimo że ostatnio sam nie wiem, w co mam włożyć ręce. Ale dzisiaj powinienem wszystko skończyć, naniosę ostatnie poprawki i voilà! Wiedz jednak, że doceniam twoje troski. – Ależ się o mnie martwisz, aż tak źle z moją pamięcią nie jest, Jenny. A Ustawa Tajności Czarów jest potrzebna. Już ci o tym ostatnio wspominałem, że bez niej zapanowałby totalny chaos, więc dobrze znasz moje zdanie na ten temat. Nie chcę się znowu o to kłócić.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Sob Sie 01, 2015 11:45 pm

Pff. Paryż. Gdyby Hukkelberg przestał nalegać na coroczne wycieczki do stolicy beretów, które znudziły się już całej reszcie jego tak zwanych przyjaciół (co, swoją drogą, dość dobrze o nich świadczy), Jenka naprawdę nigdy by się doń nie przekonała, marudząc zawzięcie do ostatniej minuty, póki nie stanie pod Łukiem Triumfalnym. Tymczasem poprzez zwykłe zmęczenie zaprzestała narzekań i dzielnie włóczy się z Antosiem po Polu Marsowym z adekwatnie marsową miną. Mów jednak, co chcesz, Jenko, Paryż to już drugi dom. Jesteście tam, mała powykręcana jedność, od lat w tym samym hoteliku, którego właściciel już nawet nie pobiera czynszu, od lat po kolacji na Monmartre nie możesz zasnąć, nasłuchując płaczliwego akordeonu, radosnych tłumów przesiadujących do rana nad Sekwaną i tego, co Antoni bredzi przez sen.
Moi aussi, j'ai deux amours. I na ogół podczas tych organizowanych z dnia na dzień wycieczek obie znajdują się w tym stareńkim hoteliku przy Quai aux Fleurs.
A do Musée d'Orsay to nawet ona chętnie się wybierze, a co! Choć raz bez krztyny oporu.
- Byłeś, byłeś, ale przejazdem. Wtedy to zresztą nie było nic specjalnego. Nieważne. - Jenka jest oburzona, choć sama nie jest w stanie orzec, kiedy to było dokładnie. Szkoła holenderska to nie jest to, co doprowadza ją do łez estetyczną perfekcją, ale odwdzięczając się jedynie za porywającą wizytę w muzeum Legii Honorowej przy okazji może czwartej lub piątej eskapady do Paryżewa, przeciągnęła Hukkelberga po salach pełnych makabrycznego Rembrandta. Nic dziwnego, że wyparłeś to wspomnienie, kochany, straszny to był dzień. Padało koszmarnie.
I za chwilę pewnie się rozpada. Gdzieś w pobliżu jest okno i jest miarowy stukot kropel w szkło. Może deszcz pada już ciepły, może już niedługo zostawicie tą dziurę na całe dwa miesiące.
Gdyby tylko chodziło o pławienie się na obczyźnie w luksusach podróży, które tylko czekają, by się na nie zdecydować, można by jeszcze winić naszych młodych gniewnych o ordynarną manifestację bogactwa i w związku z tym cały szereg ohydnych zachowań czyniących z nich snobów, którymi zresztą są, przynajmniej w pięćdziesięciu procentach.
Jeśli natomiast dopatrzymy się w tych rozpaczliwych wyprawach nawet na dno oceanu, gdyby ktoś sprzedał im bilety, lichej nadziei na ucieczkę od tego, co czeka ich tutaj za malejącą wciąż ilość czasu, może postronni wstrzymali by się od osądów.
Cóż jednak z tego, że gadają, mój drogi?
Jenka wciąż milczy, a pozostałość alkoholu z antosiowej ręki kręci w nosie. Wystarczy maleńkie skrzywienie, ostentacyjnie opadające powieki, by zasygnalizować, jak nudzi ją ponowne wysłuchiwanie tęsknych do porządku argumentów.
- To czego chcesz? - Tonem pisma z urzędu miasta.
Skoro już tu jesteśmy, mój drogi. Dlaczego nie. Widowisko.
Powrót do góry Go down
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Nie Sie 02, 2015 7:17 pm

To prawda – Paryż to nasz drugi dom.
Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, z czym kojarzy mi się Jeneve – bez wahania odpowiedziałbym, że właśnie z Paryżem, co zapewne niekoniecznie może by ją ucieszyło, ale to nie jest teraz szczególnie istotne. W końcu spędziliśmy tam dużo czasu, pomimo jej niekończących się narzekań; mamy swoje stałe przyzwyczajenia, które nieustannie pielęgnujemy. I co z tego, że chodzimy niezmiennie do tych miejsc, nie wadzi mi ten sam hotel przy Quai aux Fleurs – choć nadszarpnął go ząb czasu, nie przeszkadza kolejna kolacja na Montmarte, mimo że zawsze zamawiam to samo, czy picie wytrawnego wina nad Sekwaną. Mamy miejsce, do którego możemy wrócić w każdej chwili i czuć się w nim po prostu swobodnie. A to przecież bardzo ważne, szczególnie gdy ma się tak jak teraz dość Skandynawii. Nie ma spokoju i chwili wytchnienia, co chwilę ktoś czyha za naszymi plecami, by tylko z chorą satysfakcją wbić w nie nóż. Chociaż, może jestem przewrażliwiony.
- Skoro tak mówisz… Mam nadzieję, że chociaż teraz Fabritius będzie warty uwagi – dodaję po chwili zastanowienia, spokojnie odwracając spojrzenie w kierunku zbroi rycerza, którego trochę zaczepiam bez większego powodu. Jeśli faktycznie był to wyjątkowo koszmarny dzień, to nic dziwnego, że go nie pamiętam. Nie sposób w końcu zapamiętać szczegółowo każdy moment z naszego życia. A do deszczowej pogody zdążyłem się już przyzwyczaić – w sumie trudno, aby tak się nie stało, skoro całe życie mieszka się w Norwegii, gdzie deszcz i śnieg są na porządku dziennym. Spoglądam jednak w kierunku okna, mrużąc nieznacznie oczy niczym zaspany kot i przeciągając się leniwie. Czego chcę? To dobre, choć trudne pytanie. Jest wiele takich rzeczy, ale teraz mam tylko jedno życzenie. Najprawdopodobniej nie ma nawet co liczyć na pozytywną odpowiedź, aczkolwiek zawsze warto spróbować. Nic przecież nie stracę
- Za dwa tygodnie organizowany jest bankiet charytatywny. Chodź ze mną, Jenny – proponuję bez ogródek, wciskając ręce do kieszeni spodni i uważnie wpatrując się w jej szare oczy. Domyślam się, że zapewne Tobias nie będzie z tego powodu wielce zadowolony, w końcu wszyscy, byle nie Jeneve. Moi rodzice nigdy nie potrafili zrozumieć, dlaczego się z nią przyjaźnię, chyba ze względu na poglądy polityczne i osobistą awersję do Sørensenów, ale zawsze starałem się ignorować uwagi pod jej adresem. Czasem chciałem im po prostu pokazać, że nie jestem do końca produktem ich oczekiwań i nie zawsze da się mną sterować tak, jakby tego chcieli. W końcu to moje życie i moje decyzje. – Muszę tam z kimś iść, choć wcale nie jest mi to na rękę – tłumaczę szybko, wyczekując odpowiedzi ze strony Jeneve.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Pon Sie 03, 2015 12:43 am

Tak mało rzeczy jest tu naprawdę nasze. Są te, które dzielimy niekoniecznie z własnej woli, koszmarne przeczucia, ciężkie ołowiem nieuchronności prorocze sny. Są znaczące nazwiska, opowiadające nas po przeciwnych stronach barykady. Są obrzydliwie wielkie majątki.
Oto kim jesteśmy.
Łudzić się jednak należy bez ustanku, budować maleńkie enklawy spokoju i tam do woli udawać, że jest tylko to, co widać, co czuć pod palcami i na języku. Że wszystkie sprawy mają tylko jedno dno i życie trwa tylko do zachodu słońca.
Zresztą, z nami nigdy nie ma do końca pewności, czy to jeszcze życie czy już sen.
- Zostaw. - Z czułością właściwą tuleniu do snu małej pluszowej kaczuszki Jenka opuściła na miejsce trąconą przez Antka przyłbicę zbroi. Wokół rzeczy martwych zawsze nabiera gracji i miękkości, Jenka staje się znacznie cichsza i bardziej troskliwa. Widzisz eksponat ożywiony, podziwiaj, mój drogi, bo oprócz ciebie widoku Jenki złagodzonej opiekuńczością doświadczyli tylko ci, co nazywają się tak, jakbyś nigdy nie chciał, żeby się nazywali.
Sørensen i Hukkelberg, prawie jak Montague i Capulet Skandynawii.
Ale my jesteśmy mądrzejsi niż tamta banda dzieciaków, prawda, mój drogi? Na tej scenie, na przestrzeni tych dwóch kroków między nami nie ma ryzyka. Skoro nie ma go od tylu lat, ani razu nie zatrzęsła się sieć, można przecież założyć, że ten nasz pająk nie śpi a już po prostu zdechł.
Jenka dobrze wie, że jest narzędziem buntu, nożem w twojej ręce. Czuje się powołana wręcz do przyciągania spojrzeń nienaganną twarzą, słowami i manierami.
To wcale nie jest to, czego spodziewają się po tych Sørensenach, którzy mieszkają w tym podupadającym zamku, którzy mają te dziwaczne dzieci i te niepokojące historie. Że już nie wspomnieć o tych szemranych afiliacjach politycznych.
- Rzecz jasna, że pójdziemy. - Pójdziemy i znowu nie odstąpisz jej na krok. Pani Sørensen krzywi się mniej na cały ten ambaras, na to jak chadzacie po salach bankietowych z nachylonymi ku sobie głowami, naśmiewając się z tupecików i rozsiewając wokół bezczelnie aurę młodości. Krzywi się mniej tylko dlatego, że zamiast twarzy została jej twarda jak gips maska usztywniona zaklęciami i całą masą specyfików, która spada na Jenkę za każdym razem, gdy przegląda szafki w łazience.
- Ale czy nie lepiej zatem w ogóle nie iść? - Jenka przecież, czy pan Tobias chce tego, czy nie, bywała i bywa nadal w posiadłości w Bergen i odnosi się do niej niezmiennie od lat, z nieudolnie maskowaną niechęcią. Zapewne, choć nadal niechciana, jej obecność na tym całym gogusiowatym bankiecie jest oczekiwana.
Owszem, z kolei brak obecności następcy głowy rodziny byłby z kolei zagraniem znacznie wykraczającym poza granicę czegokolwiek, co można nazwać wychowaniem w ogóle. Żadna z rodzin, które w końcu przecież reprezentują, nie może sobie pozwolić na podobny faux-pas.
- Może to i nie taki dobry pomysł. - Po namyśle.
Bunt to w końcu tylko zabawka, a nazwisko to nazwisko. Jeśli już i tak rzucają ci nim w twarz jak mięsem, lepiej i się do niego przyznać i bronić.
- Będzie jak wycieczka do zoo. Ahlbergowie są zaproszeni? - Jenka ma słabość do owej parki nuworyszów z orlimi nosami i rozbieganymi oczami. Prowadzą wspaniale prosperujące przedsiębiorstwo w branży chemicznej, czy tam medycznej, w każdym razie ciągle zajeżdża od nich amoniakiem.
A może pieką po prostu amerykanki na światową skalę?
Powrót do góry Go down
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Sro Sie 05, 2015 9:33 pm

Mamy wiele.
Szanowane nazwiska, szkarłatną krew w żyłach, piękną, rodową historię, długoletnie tradycje, potężne fortece. Wiekowe dywany, portrety zasłużonych czarodziejów na ścianach w posiadłości, służbę na skinienie palca, skrzynki obrzydliwie wypchane złotem. Mogłoby się wydawać, że mamy wszystko – życie, którego mógłby nam pozazdrościć niejeden, ale czy faktycznie czasem jest czego? Prości ludzie czasem nie zdają sobie sprawy z drugiej strony medalu, która niekoniecznie jest tak piękna, nieskazana, jakby się mogło na pierwszy rzut wydawać. Ludzie widzą tylko to, co chcą ujrzeć, niekoniecznie brutalną rzeczywistość. Nie chcą dostrzec tego, że nasze życie od początku do końca jest zaplanowane przez innych. Nie zauważają presji, która na nas ciąży. Najważniejsze dla nich jest to, że mamy pieniądze i czujemy się od nich lepsi, tyle w nas widzą. Może trochę z nas Montague i Capulet Skandynawii, ale nie mamy już po szesnaście lat jak te dzieciaki i nie jesteśmy w sobie śmiertelnie zakochani. Mnie trochę daleko do Romea, a tobie do Julii tym bardziej. Cóż, może dobrze, że nie uczą nas tutaj Szekspira. I tak naprawdę nigdy nie zarzekałem się tego, że jesteś bronią w moich rękach. Ale nie myśl, że jesteś dla mnie tylko narzędziem buntu, Jenny.
- Muszę iść, nie ma wyjścia. Przyznam jednak, że spodziewałem się odmowy z twojej strony, jeśli mam być szczery – odpowiadam zgodnie z prawdą, posyłając w kierunku Sørensen lekki uśmiech. Jestem jednak świadomy tego, że znacznie bardziej wolałaby po prostu na ten bankiet nie pójść i porobić coś innego. Sam Tobias po cichu liczy, iż przyjdę z kimś zupełnie innym. Nie z Amandine, bo Løvenskiold. Nie z Jeneve, bo przecież Sørensen. Zawsze coś nie tak. Antku, a może poszedłbyś z Lottą? To przecież taka piękna, ułożona dziewczyna. W dodatku pochodzi z Ullmannów, a to taki dobry ród! Cóż, czasem mam nieodparte wrażenie, że Tobias i Brynja chorobliwie boją się tego, bym przypadkiem nie skończył jak Maia, która ostatecznie wylądowała we wrogim Sabacie. W przeciwieństwie do nich zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest tam z zupełnie innych powodów niżeli jej osobiste poglądy. To raczej kwestia interesów, co w końcu dostrzegłem po obaleniu gett. I choć moja siostra jest jedną z najbliższych mi osób, to szczerze wątpię, abym właśnie poszedł jej śladami. Jesteśmy w końcu zupełnie inni – ja, Maia czy chociażby Gudrun, dlatego też w żaden sposób nie powinni nas oceniać tą samą miarą.
- Tak, widziałem ich na liście – rozpoczynam po krótkim namyśle, przestając wreszcie zaczepiać tę nieszczęsną zbroję rycerza. – Ahlbergów by zabrakło? Dzięki swojemu interesowi są w czołówce najbogatszych rodów w Skandynawii, a nie zapominaj, że to bankiet charytatywny dla ofiar rodzin getta. Nie będzie jednak wszystkich, łatwo się w tym przypadku domyślić, że zabraknie rodzin otwarcie popierających Sabat. – Patrzę uważnie w tym momencie w kierunku Jeneve. Konflikty polityczne to z pewnością jeden z tych niewygodnych dla nas tematów, których nie lubię zbyt często poruszać.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kolding, Dania
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   Sro Sie 05, 2015 11:48 pm

Mamy również stosy złudzeń, kufry starych książek, ostre języki. Mamy kolczyki, cóż z tego, że diamentowe,  którymi znaczy się nas jak sztuki bydła i wystawia na pokaz, na widok wytrzeszczonych oczu, na ukłucia dziennikarskich piór.
Łatwo i kosztownie jest nam być rodziną królewską skandalu. Wszyscy jesteśmy połączeni żyłą złota, która biegnie nieprzerwanie od skarbca do skarbca po całym starym kontynencie.
To nie do końca się wam kalkuluje, ta cała walka o wolność. Historia uczy, że zwykle to hojni arystokraci kończą na takiej waleczności wykupując z lombardów ambicje i możliwości, każdemu za jedno, kosztem wszystkiego, co sobą reprezentują. Salony chamieją, w piecach pali się książkami, kolacje jada się sztućcami z aluminium i mówi się na to "nowoczesność", mówi się na to "dobrobyt".
Zgnuśniała, bo zgnuśniała, wszystkie kręgi gnuśnieją, ale kto jak nie arystokracja zachowa jeszcze jakieś tradycje? Wszystko się wywraca i tak do góry nogami, więc może powiesz, że koniec jest nieunikniony. Ale mów, co chcesz. Jenka sprzeda w cholerę cały ten Sabat, ale nie nazwisko, nie zamek i nie dystynkcję, nie cyzelowane w ustach głoski i godzinne lekcje konwersacji i logiki przy kominku w dzieciństwie.
- Niedoczekanie. Pełno tam będzie bohaterów sypiących groszem, co poczują się upoważnieni do rzucenia we mnie mięsem, jak tylko usłyszą, jak się nazywam. Mało jest rzeczy, które lubię bardziej niż oskarżenia o hipokryzję.
Jenka jednocześnie pokrzyżuje towarzystwu plany i zrobi wszystkim małą przysługę. Jako jedyna, może jedna z dwóch osób kojarzonych ze środowiskami Sabatu, które na bankiet zaproszono, wysłuchiwać będzie przyciszonych głosów, zgorszonych obecnością oprawcy na uroczystości żałobnej.
Będą doszukiwać się krwi na atłasowych rękawiczkach.
- Pf. Cały ten spęd to bardziej przysługa dla tych nowobogackich, niż rodzin ofiar z getta. Chyba czujesz sam, jak zalatuje od tego pozorowanym działaniem.
Nie opowiadajmy się po stronach, nie składajmy jeszcze przysiąg. Jest popołudnie, zwyczajny czwartek, czy tam wtorek. Powinniśmy oboje myśleć, co by tu zjeść na podwieczorek zamiast martwić się o zarzuty bestialstwa.
- Ja popieram go wyłącznie bardzo... zamknięcie. Matula natomiast nie wybiera się, jak zapewne wiesz. Ach, właśnie, miałam ci od niej przywieźć tę książkę o historii magii w czasach Karola Wielkiego. Mam ją w dormitorium, chodź.
Nagle odwidział jej się strych, obrzydliwą stała się pusta zbroja. Jenka tęskniła już do świecących setkami świec żyrandoli i kolorowego tłumu, przed którym można odegrać dramat.
Zabrała więc Antka ze strychu i życie toczyło się dalej.

Antoni i Jeneve z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Zbroja rycerza   

Powrót do góry Go down
 

Zbroja rycerza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom trzeci :: Strych-