Ogród

avatar
PisanieTemat: Ogród   Wto Gru 30, 2014 5:55 pm

Ogród
Ludzie są jak kwiaty: stworzeni do tego, aby się rozwijać. Ci, którzy choć raz postawili stopę wśród sabatowych ogrodów nie mają wątpliwości co do tego, iż wielobarwne rabatki są rozwoju tego sprzymierzeńcem. Prócz budzących zachwyt krzewów róż oraz starych niemal tak jak świat drzew, można tu znaleźć coś o wiele istotniejszego - spokój. Kto bowiem choć raz na jakiś czas nie chciałby sprzeciwić się powszechnemu pędowi i zrelaksować się podczas chwili zarezerwowanej tylko dla siebie? Ci zaś, którym brakuje wrażeń po burzliwych spotkaniach, mogą udać się wgłąb labiryntu, w którym czeka na śmiałków wiele, niekoniecznie przyjemnych, niespodzianek.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 26 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny
Zawód : nieznany

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sro Lut 11, 2015 1:04 pm

Lubię niespodzianki. Lubię być zaskakiwana, pozytywnie oczywiście. Nie przyjmuję negatywów. W moim życiu nie ma miejsca na porażki i rozczarowania. Nie ma też miejsca na spiski w związku z moją osobą, dlatego ilekroć ktoś (idiota!) próbował rzucić mi piaskiem w oczy, odpłacałam się mu z nawiązką. Zawsze muszę mieć ostatnie zdanie, przecież świat stoi u moich stóp. Elmo powiedział, że mogę jeszcze więcej. Mówił, jak wiele obustronnych korzyści może płynąć z mojej współpracy z Sabatem. Nie wiem, nigdy tego nie rozważałam, nigdy nie współpracowałam z żadną grupą zorganizowaną, a już na pewno nie kwapiłam się by do jakiejś dołączyć. Oczywiście, gdybym miała to zrobić, wybrałabym najlepszą, dlatego w ogóle rozważyłam opcję Sabatu. Akurat miałam wolną środę. Poza tym, Elmo potrafi być bardzo przekonujący, jeśli chce. Potrafi w takich momentach całe swoje zamiłowanie do czasu przelać na osiągnięcie celu. Umówiliśmy się więc i tym sposobem znalazłam się w Helsinkach, gdzie od razu wymknęłam się mojemu towarzyszowi, żeby pozwiedzać miasto tak, jak chciałam. Z wysokości. Wiedziałam, że on i tak mnie znajdzie, miał do tego niezwykły dar, nie wiem jak, ale potrafił pojawić się dokładnie tam, gdzie właśnie się znajdowałam, choć zawsze blokuję myśli, by nikt nie miał do nich dostępu i poruszam się w miejscach, które nie są dostępne publicznie i w żadnym wypadku nie są adekwatne do spędzania tam czasu. Nie mogę go winić, jest geniuszem. Szanuję to. Elmo kazał mi czekać tu, więc skinęłam głową i nie posłuchałam. Minęłam go, mówiąc, że będę czekać gdzie chcę. Oczywiście wiem, że nie pozwoliłby mi na to, gdyby najpierw nie sprawdził, gdzie mam zamiar się udać. Sama nie wiedziałam, ale instynktownie trafiłam do ogrodu. Czy tu już zostawisz mnie samą, Elmo? Nasłuchuję i po chwili wiem, że nikogo tu nie ma. Przynajmniej nie w samym ogrodzie, nie wiem, co czai się w labiryncie. Ciekawi mnie, ciągnie mnie tam, ale zaczekam. Dam mu dziesięć minut. Jeśli się nie zjawi, wchodzę. Jeśli się zjawi - wejdę z nim. To świetny pomysł, prowadzić takie rozmowy w ekstremalnych warunkach, kiedy na żadnej płaszczyźnie nie wiesz, co cię czeka, trzeba szybko reagować, podejmować w krótkim czasie najlepsze decyzje. Kocham adrenalinę. Tak, jak kocham słodycze, mam ochotę na cukierka truskawkowego, czy ktoś mnie tu czymś poczęstuje? Czasami po cichu marzy mi się fabryka Wonki. Przecież byłabym świetną królową czekolady. Myślę, że pewnego dnia zrealizuję ten pomysł. Zaleję cały świat różowym lukrem, żeby każdy był słodki. Jak ja. Poprawiam swoją krwistoczerwoną, lolicią sukienkę. Falbanki mi się podwinęły. Lubię, kiedy halki szeleszczą, gdy biegam. Oczywiście, jest to bardzo nieodpowiednie w mojej pracy, kiedy chcę przemknąć niezauważona, ale potrafię pozbyć się ich jednym ruchem. To tylko dziś, postanowiłam wyglądać najpiękniej, choć zawsze dbam o wygląd. To mój znak rozpoznawczy, przecież jestem laleczką, tata mi tak mówił zawsze. A ja chciałam być podpalaczką, potem się okazało, że jedno nie wyklucza drugiego. Mogę igrać z ogniem i jednocześnie mieć gęste loki, ozdobione opaską z czerwoną kokardą. Kto powiedział, że przestępcy są brudni i brzydcy. Czy ktoś kiedykolwiek widział Królewnę Śnieżkę? Przecież Zła Królowa miała tyle klasy. Poza tym, nie wydaje mi się, żeby w istocie była zła. Co to w ogóle za określenie? Zły człowiek, nie podoba mi się to, tupnęłabym nóżką, ale nie mam komu przedstawić swoich argumentów. Zła Królowa nie była zła, po prostu miała swoje cele, których głupie krasnoludki nie rozumiały przez swoje małe, kopalniane móżdżki. Nie wiem, dlaczego całe królestwo było przeciwko niej, osobiście, chętnie bym z Królową nawiązała współpracę. Poza tym, Królowa na pewno miała wannę, a ja bardzo lubię wanny. Ten ogród taki jest piękny, mam ochotę go podpalić, ale mogłoby to zostać źle odebrane. Pożar mienia na początku współpracy. Ale ogród nie spłonąłby dlatego, że mi się nie podoba. Moje ogniste dzieci mają różne intencje, często sięgają po coś płonącymi językami z szacunku. Wiele miejsc spłonęło, bo doceniałam ich piękno. To mój mały, osobisty hołd.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pią Lut 13, 2015 12:20 pm

Kurwa, umieram. Źle trafiłaś. To niedobrze, że Elmo przysłał cię do mnie akurat dzisiaj. Gdy na mojej twarzy wciąż rozciąga się paskudna szrama, zasklepiona cienką warstwą zaschłej krwi. Dziwną mgłę mam przed oczami, poruszam się trochę jak ślepiec z wyciągniętymi przed siebie rękami. Nikt nie ma prawa mnie w takim stanie oglądać. Gdy księżyc przybiera okrągłe kształty zawsze dbam o to, aby w rezydencji nie znajdował się nikt, poza skrywającymi się w piwnicach szczurami. Podczas pełni nie panuję nad swoją przemianą. Nie panuję nad sobą. Jestem wtedy o wiele bardziej złowieszczy, o wiele bardziej niebezpieczny. I o wiele większą dziurę mam we wczorajszej pamięci.
Rozłożę swoje poharatane cielsko w tym głupim, wiklinowym fotelu, ustawionym w rabatkowym ogrodzie. Zanurzę nieobecny wzrok w ścieżkach labiryntu, wciągnę w nozdrza smród róż. Mamy styczeń, ale one zachowują się jakby był środek lata. Oplótłbym cały ogród czarną mgłą, kwiaty użyźnił zgnilizna, a wysoki, zielony żywopłot zmieniłbym w zbiór suchych gałęzi, które pod lekkim dotykiem, rozsypałyby się na wiór. Ale nikt nie lubi moich chorych wyobrażeń. Nikt nie znajduje spokoju w takiej scenerii - tak powtarza mi stara Ingrid, gdy przychodzi posprzątać, gdy zdecyduję się podzielić z nią moją ociekającą brzydotą wizją. Może ma rację. Może taki widok rzeczywiście nie skłaniałby potencjalnych sojuszników do powrotu w te progi.  
Ja nie lubię niespodzianek. Nie lubię prezentów opakowanych w kolorowy papier, owiniętych finezyjną wstążką, układającą się w przeklętą kokardkę na samym jego czubku. Nie lubię niezapowiedzianych wizyt. Nie lubię odgłosu kroków, na których brzmienie nie byłem przygotowany. Nie chcę, żeby ktoś mnie teraz oglądał. Nie mam ochoty na towarzystwo. Tym bardziej na to niezapowiedziane.
- Mówiłem, żeby mi dzisiaj nie przeszkadzać. - Nawet słowa wysyczana przez zaciśnięte zęby, sprawiają mi dziwny ból. Nie wiem, kto mnie dzisiaj tak poharatał. To musiała być noc pełna wrażeń.
Zła Królowa, kochana, miała to do siebie, że miała wszystko w dupie. Nie obchodził jej fakt, że całe królestwo patrzy na nią spod oka, że za jej plecami wymienia się przepełnione nienawiścią uwagi, że ludzie przyczepiają jej miliony etykietek, na których brak przyjaznych sercu przymiotników. Nie. Nurzała się we własnej nienawiści, własnej złości, własnej wizji świata, w której nie było miejsca dla Królewny Śnieżki i jej siedmiu, czy ilu ich tam było, pieprzonych krasnoludków. Ani księcia z bajki. Księżniczka miała zakrztusić się zatrutym jabłkiem na zło-królewskich oczach. Miała być sina, upaść bezwładnie na ziemię. Zostać tak na zawsze. Jej śmierć miała zalać całe Królestwo wiecznym, żałobnym całunem. Zła Królowa miała marzenia. A te, nie zawsze się spełniają.
Zaciskam palce na poręczy fotela, zwróconego tyłem w stronę twojej osoby. Kim jesteś. Nie znam twojego zapachu. Moich nozdrzy dotąd nie drażniły jeszcze twoje wonie - ognia, popiołu, spalonych domów, krzyków, pękniętych z bólu, otaczanych płomieniami serc. Czym jeszcze pachniesz, podpowiedz mi. Czym jest ta słodycz zmieszana z wonią sięgających nieba płomieni?
- Przynieś mi wody. - Nie wiem, kim jesteś. Wcale mnie to nie obchodzi. Nie mam dzisiaj w sobie wystarczającej ilości siły, aby ruchem ręki posłać w twoją stronę jakieś czarnomagiczne zaklęcie. Zabawić się tobą, zawiesić twoje obolałe ciało nad samym środkiem sabatowego labiryntu. Może masz szczęście.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 26 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny
Zawód : nieznany

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pią Lut 13, 2015 8:43 pm

Nie masz pojęcia jak bardzo podobałaby mi się twoja wersja tego ogrodu, przecież tak chętnie bym pomogła w jej realizacji. Wszystko byłoby suche, zniszczone, mogłabym siedzieć późnymi popołudniami i obserwować, jak cały, ciemny ogród rysuje się na tle pomarańczowo-błękitnego nieba. Wiesz, na co miałabym ochotę w takich momentach? Na świeży sok z marchwi. Pasuje idealnie. Może dlatego, że zawsze w pamięci łączę takie niebo z sokiem z marchwi. Nie tym gęstym, dziecięcym, ni to kwaśnym, ni to słodkim. Zawsze owoce ozdabiam czymś słodkim, czekoladą, lukrem, karmelem, miodem, bezami, ale marchew jest nietykalna. Marchew jest na specjalne okazje. Choć i tak postawiłabym w tym zniszczonym labiryncie fontannę. Z której wypływałaby biała czekolada i lukier. Wiesz, jak trudno jest zrobić dobry lukier? Ludziom się wydaje, że to tylko cukier puder i woda, trochę jajka. Ale to długo tężeje. Za długo. Zdążę zjeść większość, zanim w ogóle będę mogła ozdobić nim pomarańczę. Zjawiasz się w końcu i ignorujesz mnie w bardzo nieładny sposób, może i mówiłeś, ale nie mnie. A ja drugi raz nie przyjdę, więc zajmij się mną jak należy, nie oczekuję pralinek na przywitanie, ale chociaż twoją twarz. Tymczasem muszę sama podchodzić, sama się domagać, widzę tylko twoje dłonie na poręczy fotela, zniszczone dłonie, gdyby nie one, byłabym już zawróciła i odeszła. Idę jednak, sunę powoli przed siebie, bo nigdzie mi się nie spieszy, skoro już podjęłam decyzję, by zostać, roztaczam wokół siebie słodką woń waty cukrowej, już jestem tak blisko, już mogę odwrócić głowę i cię zobaczyć. Staję dokładnie na przeciw, kiedy się nie poruszam żadna z moich halek nie szeleszczy i mamy całą ciszę dla siebie. Nachylam się do przodu, opierając dłonie na kolanach, żeby nie patrzeć na ciebie z góry. Oceniam w myślach to, co widzę, twoją twarz, niewątpliwie zmęczoną, zakrwawioną, poranioną. Nie wiem, ile masz lat, ale chyba mniej, niż tyle, na ile teraz wyglądasz. Ale twoje oczy. Odynie, twoje oczy. Żywe. Dzikie. Bardzo. Co ty w sobie masz. Taki jesteś zmizerniały, skórę masz suchą jak papier, na pewno szybko wchłania krew, włosy już pewnie nie takie, co pięć lat temu, już tracą blask, niewątpliwie gdybyś znalazł się w tłumie mężczyzn w kwiecie wieku, w rankingu pod względem atrakcyjności fizycznej byłbyś dość nisko. I gdybym cię takiego zobaczyła, proszącego mnie o wodę, pomyślałabym sobie, że to próba, że to kpina, gdzie jest ten, wielki przywódca Sabatu. Pomyślałabym, że Elmo i reszta plotkarzy grają ze mną w grę. Naprawdę pomyślałabym tak. Gdyby nie twoje oczy. Masz mnie, uwiódł mnie twój magnetyzm, dam ci szansę, dojdź do zdrowia, wylecz rany, nabierz sił. Chętnie cię przy tym poobserwuję, nie obchodzi mnie, że to zły moment. Może potrzebujesz kogoś, kto będzie nadzorował twoją dietę? Kto przytrzyma marynarkę, byś mógł ją założyć? Kogoś, kto pokaże ci płonące Lahti, obserwując, jak ten piękny obraz odbija się w twoich oczach?
- Niegazowanej? - To świat jest dla mnie, nie ja dla niego, nigdy nikomu nie usługiwałam, nigdy nie zrobiłam śniadania nawet własnej matce. Może masz szczęście.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pią Lut 13, 2015 10:04 pm

Drażni mnie szelest twoich halek, chrzęst zeschniętych liści, rozpadających się w pył pod drobnymi stopami. Innym razem przyznałbym, że lubię ten dźwięk, to jakby spełniona cząstka mojej wizji. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj nawet ta głucha cisza, gdy w końcu zatrzymujesz się w bezruchu, działa mi na nerwy. Nie zgodziłem się na to, żebyś patrzyła na mnie tak przenikliwie, byś tak głęboko spoglądała mi w oczy. Jakbym widział w tych twoich cienkie języki płomieni, wyciągające w moją stronę zniekształcone ręce. Oplatają twarz długimi palcami, muśnięciem pozostawiając na kościach policzkowych niewyraźne smużki dymu. Niebo zamoczone w sokach czerwonych pomarańczy - ty wolisz marchwi, zrozumiałem - gdy ciemność coraz gwałtowniej wyciska z niego purpurowe soki, gdy miliony gwiazd zastępują wiązki promieni, kładących się na powierzchni skóry. Siedziałabyś, myślisz, w moim ogrodzie. Piła sok z marchwi, wdychała zapach rabatków i smród róż. Cień nocy oplatałby odsłonięte ramiona, zaciskając się na nich jak sznur, wąsko, coraz ciaśniej spowijając twoje ciało. Niezła jesteś. Skoro pozwoliłem ci wejść z butami do tej szczególnej wizji, zagościć w niej na odrobinę dłużej. To ten ogień w twoich oczach, zapach waty cukrowej zmieszanej z wonią płomieni, pozwala mi domyślić się kim jesteś. Elmo wspominał mi o tobie. Podobno chciałbym cię bliżej poznać. Podobno zdolna jesteś na dłuższą chwilę przyciągnąć do siebie moją uwagę. Spraw, żebym w  to uwierzył. Pokaż, że rzeczywiście płoniesz. Całą sobą. Każdą cząstką siebie, każdym nerwem, każdym strumieniem krwi przepływającym przez ciało. Wielki przywódca Sabatu. Tak bardzo nie obchodzi mnie, w jaki sposób prezentowałbym się w twoich oczach. O jak duże przyprawiłbym cię rozczarowanie. Nie spodobałbym ci się? To idź, odejdź. Pożałowałabyś, zanim jeszcze zniknęłabyś za rogiem. Już na zawsze obcy byłby ci mój świat. Bo ja nie daję ludziom drugiej szansy. Elmo, co z tobą będzie? Dzisiaj i ty mnie zawiodłeś. Będziesz musiał zapewnić mi naprawdę dużą rekompensatę.
Wzruszam ramionami, posyłając ci pozbawione odpowiedzi spojrzenie. Sama zdecyduję, co będzie dla mnie najlepsze. Podnoszę się, wskazując ci jeszcze do niedawna zajmowane przeze mnie miejsce. Przejaw tej odrobiny dżentelmeństwa, którą mam w sobie. Usiądź, zaraz po tym, jak przyniesiesz mi wodę. Jeszcze nie sięgam po papierosy, jeszcze nie wygrzebuję popielniczki i paczki malboro spod sterty Proroków, zgromadzonych pod stolikiem ustawionym parę metrów dalej. Spluwam krwią w kwitnące krzaki róż. Oplatam ich kolce karmazynowym kolorem.


Ostatnio zmieniony przez Yngvi Venäläinen dnia Czw Mar 12, 2015 5:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 26 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny
Zawód : nieznany

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Lut 14, 2015 12:34 am

Elmo jest idiotą. Nie wiem, co zaabsorbowało go do tego stopnia, że przestał panować nad sytuacją, przecież on ma wszytko zaplanowane, nie pozwoliłby sobie na błąd, zdążyłam zauważyć, że najmniejsze nawet skazy potrafią doprowadzić go do niemego szału. Och, nie będę jedyną osobą, która sobie z nim porozmawia, prawda? Tobie też nie podoba się ta sytuacja. Biały, głuchy Elmo wykazał się brakiem szacunku, stawiając nas w takiej sytuacji, pełnej pytań niewypowiedzianych, nawet nie ukształtowanych.
- Myślę, że coś jest na rzeczy. Coś musiało się stać. Elmo świadomie nie pozwoliłby, żeby jego Mistrz zmarnował czas, nawet jeśli to tylko parę minut, zanim dojdziemy do porozumienia. - Podaję ci puchar z czerwonego szkła, w nim woda i kostki lodu. Niegazowana. Zorganizowanie tego zajęło mi mniej niż pół minuty, a to wciąż prawie pół minuty czasu bez odpowiedzi. Nie lubię zimna. Nie przepadam za wodą jako za żywiołem, co jest dość oczywiste, nigdy nie ugasiłam żadnego pożaru. I nie zamierzam. Choć mogłabym to zrobić w ułamku sekundy, ale dlaczego miałabym to robić.
Dziękuję, postoję. Wstawanie z fotela opóźnia czas reakcji w potencjalnie ekstremalnych sytuacjach, wolę mieć tę przewagę wraz z swoim ciałem, lepiej się robi uniki, kiedy żaden przedmiot nie stoi na drodze. Poza tym nie siadam, w razie, gdybyś czegoś jeszcze ode mnie chciał. Nie lubię, kiedy mi się przeszkadza, więc zamiast rozsiąść się z przekonaniem, że mogę pozostać w tej pozycji przez najbliższą powiedzmy godzinę, wolę sobie pospacerować na krótkim odcinku, w trybie gotowości do działania. Dlaczego mnie nie przepędzisz stąd? Przecież wiesz, kim jesteś, mógłbyś chuchnięciem zmieść mnie z powierzchni ziemi, zamknąć bramy dla wszystkich odwiedzających, mieć czas tylko dla siebie, a mimo to chcesz spróbować tolerować moją obecność. Nie zrobiłabym tego na twoim miejscu. Ale nigdy nie działałam w grupie, nigdy żadnej pod sobą nie miałam, nie wiem, co tobą kieruje, być może sprawy Sabatu przedkładasz nad własne samopoczucie. A może to po prostu ja. W takim razie sytuacja bardzo mi się podoba. Lubię dawkować sobie uwagę otoczenia. Przez długi czas nieistnieć z własnej woli dla szarych, pospolitych zjadaczy chleba, żeby potem otrzymać atencję od jednostek wybitnych. Tylko takich ludzi jak ty i ja sobie cenię. Ceniłam też Elmo, ale nie potraktował mnie należycie. Widziałam u niego piękną figurę słonia, może ją sobie przywłaszczę w ramach rekompensaty. Siadaj, jeśli chcesz, ja ulokuję się tu, oprę się o stolik, halkami zahaczając o stertę Proroków, przyglądając ci się wciąż uważnie. To moja cecha. Gapienie się. Nie odbieraj tego osobiście, po prostu los poza ogromnym rozmiarem moich gałek ocznych obdarował mnie nadgorliwą chęcią obserwowania wszystkiego.
- Pytanie czy wyzwanie? - Cukierek albo psikus? Zagrajmy w grę. Tak będzie zabawniej. Może nie prościej, ale efektowniej. Nie znam lepszej gry, dzięki której można poznać lepiej człowieka. Wyglądasz, jakby dziś same pytania były dla ciebie wyzwaniem, ale czy nie o to chodzi? Nie byłoby tak figlarnie, gdybym zadawała ci te same pytania, ale bez uprzedzenia, że będziemy grać w grę, której zasady teoretycznie uniemożliwiają uchylenie się od wykonania zadania.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Mar 14, 2015 4:04 pm

Pełno jest na świecie rozczarowań. Dotąd nie przypuszczałem, że Elmo mógłby być jednym z nich. Mamy do pogadania. Posyłam tę myśl gdzieś w przestrzeń, jakby naturalną koleją rzeczy miała zdzielić mego ucznia prosto w łeb. Pewnie nawet by nie zauważył. Kto go tam wie. Nigdy nie zwierzał mi się, co robi w czasie wolnym od pracy. Tylko czasem mignęła mi za rogiem jego sylwetka, splątana z jakimś niewieścim ciałem.
- Świadomie, czy nieświadomie, popełnił… - Milknę w połowie zdania. Tyrady tyradami, ale to właśnie z nim, nie z tobą, w cztery oczy sobie porozmawiam. Nie ma potrzeby, żebym wyrzucał z siebie przemówień po dwa razy. To zbędne marnotrawstwo czasu, na które, nie to, że nie mogę, ale po prostu nie chcę sobie pozwolić. Nie warto. Według jego zapewnień zapowiada się, że jeszcze nie jeden raz będziesz wsłuchiwać się w brzmienie mojego głosu. Dzisiaj więc nie musisz słuchać fali słów wylewającej się z moich ust. Zapamiętaj jednak jego pojedyncze tony już teraz. Może nauczysz się rozpoznawać w jego załamaniach złość - dokładnie to możesz wychwycić z niego teraz. Tylko dobrze nadstaw ucha. Wysil swoje zmysły. Zapamiętaj, że nie warto wyprowadzać mnie z równowagi. Nagle tracę zainteresowanie wodą, machinalnie odstawiając szklankę na stolik. Uważam przy tym, aby nie zaczepić nią o twoje szeleszczące halki. Jakbym chwilę wcześniej nie rozkazał ci spełnić tej mojej błahej zachcianki. Nie doceniam wysiłku. Istotniejsze wydaje mi się teraz wetknięcie w usta papierosa, których paczkę wygrzebuję spod egzemplarzy Proroka, leżących tutaj o wiele dłużej niż od tygodnia. Bezwiednie chwytam w dłonie szeleszczące halki, badając ich fakturę i równocześnie nachylając się w twoją stronę, wzdychając w nozdrza dobiegający tu do ich intensywniej zapach waty cukrowej. W końcu decyduję się wyplątać z nich paczkę malboro. Prostując się,  przysłaniam twarz dłonią przypalając papierosa. Nie spuszczam cię jednak przy tym z oczu, przechylając lekko głowę i śledząc wzrokiem niezmienny wyraz twojej młodej buźki. Nietuzinkowa jesteś, to ci mogę przyznać. Masuję palcami skroń, gdy i przeszywający ból głowy decyduje się urządzić sobie po moim ciele małą wycieczkę, tego jeszcze brakowało. Smużka dymu leniwie wznosi się do góry - namiastka czegoś więcej, pierwiastek wciąż jawiącej się w głowie wizji. Spełnij ją. Podnoszę brwi słysząc twoje pytanie. I co dalej? Może pobawmy się jeszcze w ciuciubabkę? Pozwól, przewiążę ci oczy. Wpuszczę w złowieszcze ramiona labiryntu, czekając aż umierając z chłodu, z zagubienia, wydasz w nim swój ostatni oddech.
- Pytanie. - Skąd pewność, że tego chcę? Tak właśnie powinienem zareagować. Ale dzisiaj łatwo ci odpuszczam, zaciekawiłaś mnie. Dobrze, zagrajmy w grę. Chcesz mnie poznać, wybadać, może sprawdzić na co mnie stać. Pytaj, o co tylko chcesz. Przecież nikt nie obiecał, że na pewno otrzymasz odpowiedź. A więc kości zostały rzucone. Zabawa się rozpoczęła. Teraz twoja kolej. Twój ruch.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Ogród   

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Finlandia :: Helsinki :: Rezydencja Sabatu-