Salon

avatar
PisanieTemat: Salon   Wto Gru 30, 2014 5:55 pm

Salon
Nie od dziś wiadomo, iż najważniejsze decyzje podejmowane są nie podczas oficjalnych obrad, ale w kuluarach. To właśnie tam, podczas nieoficjalnych dyskusji i spotkań powstają sojusze, które zmieniają porządek świata. W siedzibie Sabatu funkcję taką pełni przestronny salon, gdzie przy kawie i papierosie niejednokrotnie rodziły się już pomysły mogące zatrząsnąć tą potężną instytucją. Jeśli chcesz usłyszeć to, czego nikt nie odważy się powiedzieć głośno albo zwerbować zwolenników swego pomysłu jeszcze zanim poddasz go pod głosowanie salon jest miejscem, którego szukasz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sro Kwi 29, 2015 9:21 pm

Jedną z niewielu rzeczy, których szczerze nie znoszę jest rozmawianie z tobą, Yngvi, w tym miejscu. To sprowadzanie naszych relacji jedynie do tych czysto biznesowych. Robisz tak coraz częściej, odkąd Natalie zajęła się gettami. Mam wrażenie, może mylne, powiedz mi, że powoli, skrupulatnie starasz się wykluczyć mnie z rodziny, zrobić mnie jednym z dziesiątków wiernych tobie giermków. Naprawdę nie miałbym nic przeciwko temu, gdybyś jednocześnie nie ograniczał naszych rodzinnych spotkań; gdybyś całkiem nie wyrzucił ich ze swojego tygodniowego planu. W zamian za to otrzymuję oficjalne wezwania do tego gniazda szarańczy, jakbyś zbyt daleko miał do mojego sklepu albo nie chciał widzieć mnie w swoim zakładzie. Czy tak jest? Tylko nie próbuj wmawiać mi, że wciąż posiadam specjalne względy, teraz wszystkie je zaskarbiła sobie Natalie, udowodniłeś to nie kiwając nawet palcem w momencie, gdy bezczelnie odebrała mi narzeczoną i broniła się wydumaną bajeczką o zapewnieniu mi szczęścia. Nie wierzę w nic, co robi. Nie rozumiem jej motywów. Nie wiem, dlaczego jak brzytwy chwyciła się idei Sabatu, choć nigdy dotąd nie wykazała choćby krztyny zainteresowania twoją działalnością. I przede wszystkim nie pojmuję, dlaczego wciąż jej na to pozwalasz.
Filiżanka z najlepszej chińskiej porcelany stuka o spodek, przerywając niespokojną ciszę. Zza niedomkniętych salonowych drzwi ciągle dochodzą mnie szmery i odgłosy krzątania się, jakby cała rezydencja przebudziła się wreszcie z długiego snu. Ściany już nie tylko w przenośni mają tu oczy i uszy, zważać należy na każde słowo, na każdy gest, grymas, bo wszystko jest dokładnie rejestrowane, poddawane nieustannej analizie, jakbyś od momentu przekroczenia progów sabatowych włości stał się eksperymentem, królikiem zamkniętym w szklanej gablocie. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki, do czego to wszystko doszło.
Podłoga skrzypi pod ciężarem twoich kroków, powietrze wypełnia smród papierosów mieszający się z fermentującymi w twojej głowie myślami. Pomóc ci z pozbyciem się ich? Uśmiecham się kwaśno do swojego odbicia w szybie, a może do tych wszystkich wolnych od całego zamętu krzewów coraz śmielej witających się z nadchodzącą wiosną. Nie musisz nawet prosić, Yngvi, z ochotą zajmę się twoim przypadkiem, chociażby dla rekreacji, dla poćwiczenia z tobą oklumencji. Ostatnio chciałeś się tym zająć, jednak znowuż coś nam wypadło. Tym razem też tak będzie? Czy może miast kolejnego służbowego polecenia zechcesz prosić mnie o braterską przysługę? Brakuje mi ich. Chętnie pozwoliłbym zaciągnąć ci u siebie dług, nie zwlekałbym ani chwili ze znalezieniem ci możliwości jego spłacenia. Odwracam się w twoją stronę, unosząc filiżankę. Twoje zdrowie, bracie.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sro Kwi 29, 2015 11:40 pm

Sam nigdy nie przepadałem za tym salonem. Za sztucznością tych ścian, podejrzliwością krzyżujących się ze sobą spojrzeń, dźwiękiem fałszywych wymian zdań, szeptami przenikającymi przez szczeliny w murach sabatowej rezydencji. Tutaj gromadzili się najważniejsi. Ci, którzy szczycili się posiadaniem największego wpływu na ukierunkowanie punktu widzenia i prawidłowego stosunku społeczeństwa wobec magicznego świata. Początkowo ostrożnie kładli fundamenty, a na nich kolejne cegiełki swoich wyobrażeń. Nabierali pewności siebie, tylko po to, aby stracić rachubę, nabrać tempa i zagubić się w swoich poczynaniach. Tak działała większość z nich. Ci rozsądniejsi, wciąż postępujący ostrożnie, woleli pozostać w ukryciu. W tajemnicy przędli swoje nici, wierząc, że im się uda, zapominając, że jeśli tylko popełnią jakiś błąd, z łatwością przyjdzie mi ich wyeliminować. Wszystko to, dopóki w Skandynawii znowu nie pojawiła się Natalia - weźmy byka za rogi, przejdźmy do czynów, zdawał się mówić każdy podejmowany przez nią krok. Kto by pomyślał, że wprowadzenie tak istotnych zmian, zajmie jej tak niewiele czasu. I może to właśnie ona miała rację. Jeszcze niedawno, Halu, niezdarnie braliśmy się w twoim salonie w ramiona, tłumiąc w sobie pokłady nieufności, uczucia sprzecznego z miłością, nie bardzo wiedząc do czego do wszystko doprowadzi, a dzisiaj... Żyjemy już w zupełnie innym świecie. To ten dzień, w którym nic innego nie ma znaczenia. Kolejny z takich dni. Codziennie może być tylko lepiej. Już nie nie ważne jest przekraczanie czasowych granic, liczy się nie planowanie, ale wcielanie kolejnych jego podpunktów w życie. Dziwisz się. Czy moje podejrzliwe spojrzenie wprawia cię w zakłopotanie? Obserwuję cię od dłuższego czasu, zastanawiając się nad twoim pojmowaniem lojalności. Podobne pojęcia dla niektórych nie reprezentują żadnych wartości. Czy i ty jesteś jednym z nich?
Przyglądam ci się uważnie zza niedomkniętych drzwi, starając się przebić wzrokiem tę dziwną maskę spokoju emanującą z każdej partii twojej twarzy. Mam wrażenie, że nie drga ci żaden, nawet najmniejszy mięsień, nozdrza wcale nie wciągają w płuca niezbędnej ilości powietrza, oczy nie mają w sobie ani krztyny życia, a usta służą jedynie do automatycznego sączenia napoju z obecnej w twojej dłoni, nie wiadomo skąd (to pewnie stara Ingrid znowu postanowiła zadbać o wszystkich moich gości, nigdy nie odpuści), filiżanki. Wysuwam się z cienia, przekraczając próg. Papierosowy dym jest moją drugą twarzą - to właśnie ona ukazuje ci się jako pierwsza. Mgła, migawkowy obraz spojrzenia czarnych oczu. Już wcześniej słyszałeś moje kroki, twój gest uświadamia mi to tak wyraźnie.
- Dziękuję, że przyszedłeś. - Bo nawet ja, Głowa Sabatu, muszę zmusić się czasem do, tak zbędnych w moim mniemaniu, przejawów kurtuazji. Nawet jeśli jesteś aż, a może tylko, moim bratem. Kieruję kroki w stronę barku i nalewam sobie do szklanki odrobiny whisky. Zwracam się w twoją stronę, powtarzając dokładnie ten sam gest. Twoje zdrowie, bracie. - Słyszałem, że ślub odwołany.
Pamiętaj, dzisiaj to nie ja mam krew na rękach. Ktoś inny odwala za mnie brudną robotę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Pią Maj 01, 2015 12:45 pm

To prawda, żyjemy teraz w innym świecie. Świecie, który od zarania dziejów był celem Sabatu; w świecie, do którego dążono od tak dawna z większym lub mniejszym – przeważnie mniejszym – skutkiem, do czasu aż Natalie postanowiła sięgnąć po więcej niż mogliśmy jej dać. Na cóż jej nasze pieniądze, nasze drogie zastawy, antyczne meble, skrzętnie ukrywane przed całym światem magiczne zabawki, skoro może sobie wziąć, na dobry początek, całą Skandynawię i to bez żadnych konsekwencji, jak jej się zdaje. Ale ty doskonale wiesz, Yngvi, że to wszystko ma swoją cenę. Przecież mógłbyś zrobić to samo już lata temu, gdy zgarnąłeś Sabat dla siebie. Musiałeś jednak wiedzieć, że tak gwałtowne kroki obrócą się przeciwko tobie prędzej niż byś chciał. Dlatego zwlekałeś, prawda? To zawsze będzie mnie zastanawiało – dlaczego już u początku swojej przywódczej kariery nie sięgnąłeś po odpowiednie środki, by dać każdemu sabatowcowi to, na co czekał od tak dawna; dlaczego pozwoliłeś, by we mnie samym zaczęło z wolna kiełkować ziarno wątpliwości, latami niepostrzeżenie rozrastając się we mnie i dając o sobie znak w takim właśnie momencie, prowokując walkę serca z rozumem; dlaczego nie kułeś mnie jak żelazo, póki byłem prawdziwie zaślepiony twoimi sukcesami i gotowy przynosić ci na srebrnej tacy flakoniki pełne esencji twoich wrogów. Chociaż na odległość, byłem twoim najzagorzalszym zwolennikiem, tego nie wyprę się nigdy, fakty same by mnie pogrążyły, a jednak pozwoliłeś sobie wypuścić mnie z rąk. Obecnie niczym nie starasz się przekonać, bym ponownie z dumą zajął miejsce u twojego boku. Może, jak zwykle, wiesz co robisz; kim jestem, by dopominać się o szczególne względy Yngviego Venäläinena.
Zamieram w pół kroku, słysząc twoją uwagę. Nie oczekiwałem po tym spotkaniu niczego, choć przez głowę przewijało mi się mnóstwo jego scenariuszy. Nie spodziewałem się jednak, że będziesz miał zamiar rozmawiać właśnie o tym. Tego nie przewidziałem, prawdopodobnie nie chciałem, byś poruszał tę kwestię, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, to przecież nie twoja sprawa, choć bezpośrednio sprawujesz nad nią pieczę, jako głowa Sabatu automatycznie podpisując się pod każdym poczynaniem naszej siostry wiążącym się z jego interesami. Wciąż jednak nie powinieneś się tym zajmować, nie jesteśmy już dziećmi, abyś nieustannie musiał się mną opiekować czy dyktować, która droga jest właściwsza. Nie prosiłem cię również, byś w tak uprzejmy sposób wbijał mi cały komplet noży, nie jestem tym, kogo chciałbyś mieć za wroga.
- Jedynie przesunięty – mówię twardo, daleko mi jednak do zachowania spokoju. Ręka przytrzymująca filiżankę wyraźnie zaczyna drżeć. Odynie, ty jeden dobrze wiesz, z jakim trudem przychodzi mi utrzymanie spokoju. Jeden fałszywy ruch i zostanę rozerwany na strzępy w tym legowisku hien. – Nie musisz się obwiać, zabawa cię nie ominie. Jak nie ta to inna – dodaję, nie precyzując, czy chodzi o narzeczoną czy o zabawę, jednocześnie odkładając zdradliwy przedmiot moich emocji na gzyms kominka. Krzyżuję ręce na piersi, ponownie przybierając posągową pozę. – O czym chciałeś porozmawiać? Coś nie tak z ostatnim zleceniem?
Załatwienie kompromitujących informacji na temat dyrektora Dahlvaldu nie było niczym trudnym, wszystko powinno być w porządku, usunięcie go ze stanowiska i zastąpienie kimś od nas to tylko kwestia najbliższych godzin.
- Chodźmy się przejść.

Yngvi i Halbjorn z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Finlandia :: Helsinki :: Rezydencja Sabatu-