Salon zegarmistrzowski

avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Salon zegarmistrzowski   Wto Sty 06, 2015 9:05 pm

Salon zegarmistrzowski
Moje królestwo. Regałów zasłanych zegarkami - od najprostszych poczynając, poprzez te rodzinne, a na tych o niezrozumiałych dla plebsu mechanizmach kończąc (choć do ciebie pewnie nie dotarłby nawet zbiór zasad działania tych ich najbanalniejszych trybików). Na innych drobne mechanizmy, małe śmiercionośne zabawki, które dajesz niegrzecznym dzieciom, niewiernej żonie pod choinkę. Czekam tu na ciebie. Sadowiąc swój obolały tyłek za wąską ladą. Ukrywam twarz w cieniu. Nie przyglądaj mi się tak nachalnie, bo to, z czym tu przyszedłeś, wyda ci się nagle tak mało istotne.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Sob Sty 10, 2015 3:17 am

Mistrza nie ma, jestem ja. Nie lubię obsługiwać klientów, ale sama zawartość salonu jest interesująca. Niestety jest tylko interesująca, nic więcej, przecież znam zawartość doskonale, wiem do czego służy, nie ma tu nic, co mogłoby mnie zaskoczyć, chociaż podziwiam samą pracę Mistrza. Nie lubię jednak siedzieć za ladą. Dzisiaj sobie postanowiłem, zajrzę na najwyższe półki. Tam, gdzie kurz jest już tak gruby, że nie wiadomo, co się pod nim skrywa. Wspinam się między regałami, nie potrzebuję drabinki ani stołka, mam przecież świetne poczucie równowagi. Jeśli spadnę, to wstanę i wejdę na górę znowu. Robiłem selekcję, przez kilka godzin, parę przyrządów odsyłając do pudełka. Chciałem potem sprawdzić, jak się miewają, czy da się je udoskonalić, nie chcę poprawiać pracy mojego Mistrza, przecież wszystko co robię dla niego - i nie tylko - zawsze z nim konsultuję. Szczerze powiedziawszy, to jedyny człowiek, wobec którego jestem zupełnie w porządku. To świetny facet, który ma głowę na karku i jeden z niewielu, z którym mam ochotę rozmawiać. Byłem przy trzecim regale, kiedy ktoś wszedł do salonu pewnym krokiem. Kobieta. W czerwonym płaszczu, lustrowała salon wzrokiem, widziałem, że wie, czego szuka. Rzadko zdarzają się klienci, którzy nie wchodzą cicho, garbiąc się i denerwując, więc ona od razu przykuła moją uwagę. Zeskoczyłem z regału, pyta o co się gra toczy. Zapytała o Mistrza, o mało mnie nie zamrażając wzrokiem, takie zimne miała tęczówki. Wystarczyło mi jednak kilka sekund. Niedawno wróciła do Skandynawii. 32 lata. Stale zmienia miejsce pobytu. Coś mi mówiło i wcale nie były to wirujące wokół nie liczby, że nie chcę z nią zadzierać. A szkoda, bo zadarłbym chętnie, po pracy.
Mistrza nie ma, ale ja chętnie pomogę. Daje mi książkę, mówi, żebym oddał Mistrzowi i wychodzi. O co chodzi do cholery, ja nie wiem i właściwie by mnie to nie obchodziło, gdybym nie zerknął na okładkę. Markiz de Sade. Robi mi się śmiesznie, bo nie wiem, czy właśnie przypadkiem nie wtargnąłem w środek jakiejś gry erotycznej mojego Mistrza i Kobiety, ale skoro już mi książkę dała, to idę za ladę, otwieram i czytam.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Sob Sty 10, 2015 12:42 pm

Mistrza nie ma. Jesteś ty. Już nawet przyzwyczaiłem się do twojej cichogłuchej obecności, Elmo. Może właśnie dlatego, że tak niewiele mówisz, a tak porządnie natura poukładała ci pewne sprawy w głowie (w moim mniemaniu przynajmniej - pewnie dla niektórych wydajesz się taki nienormalny). Poza tym przecież jesteś głuchy. Jesteś idealnym paradoksem, który niewiele osób zdaje się dostrzegać. Paradoksem, który wyszedł ci na dobre. Pozornie niegroźny, ale kto wie, co dzieje się w tej twojej blond głowie. Ja wiem. Przynajmniej częściowo, Czy komuś jeszcze zdradziłeś tajemnicę swojej wymarzonej maszyny czasu?
Milczenie jest złotem - taki jesteś. Zauważyłem to od razu.
Przytupuję, strzepując z butów resztki zaległego na nich śniegu. Szaro, buro i ponuro. Brzydka pogoda, która w stu procentach odpowiada mojemu nastrojowy. Tak doskonale dopełnia parszywy obrazek mnie. To jakby rama mojego zdjęcia. Nie ma słońca - nic nie kontrastuje z bladą cerą, przekrwionymi białkami i worami, która pierwsze lepsza zielarka kazałaby leczyć saszetkową herbatą. W dupie mam moje podkrążone oczy. Cień przebiega po mojej twarzy, gdy rozglądam się na wszystkie strony. Coś się zmieniło. Ktoś tu był. Wyczuwam to podskórnie, gdy buzuje we mnie krew. W powietrzu pozostała resztka j e j zapachu. Plusy płynące z wilkołaczych genów. Wyostrzone zmysły.
Byłaś tu. Karmazynowy kapturku.
- To moja książka - mówię, opierając dłonie na krawędzi blatu. Lustruję wzrokiem zagięte rogi stronnic, wyraźną plamę już niedozidentyfikowania cieczy rozlewającej się na jej grzbiecie. Wprawnym ruchem ściągam z dłoni czarne rękawiczki - taki kaprys, przecież i tak w żaden sposób nie chronią one mojej zrogowaciałej, szorstkiej skóry. Nie przeszkadzaj sobie, gdy tak opuszkami palców przesuwam po chropowatościach faktury strony dwadzieścia pięć, wyczuwając każde zagłębienie tuszu wgryzającego się w jej powierzchnię. To znowu trochę tak, jakbym dotykał j e j skóry.
Kontynuuj, Elmo. Śledź wzrokiem kolejne litery. Książki, z której o n a kiedyś czytała mi na głos. Błysk w oczach. Szaleńczy grymas przebiegający po twarzy, gdy wracają wspomnienia. Z salonu, cienkiej wskazówki zegara wbitej w okolice łopatki, krwi na dłoniach. Masakry wesela. Bajeczne to reminiscencje.


Ostatnio zmieniony przez Yngvi Venäläinen dnia Sob Sty 10, 2015 3:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Sob Sty 10, 2015 3:30 pm

Mistrzu dziś nie jestem taki głuchy, dziś w uchu mam aparat, widzisz? Muszę, inaczej nie rejestrowałbym klientów. To nie jest takie złe, tutaj w salonie, kiedy otacza mnie cisza, nie tak doskonała jak moja cisza, ale przerywają ją tylko ciche dzwoneczki od czasu do czasu i tykanie wskazówek zegarków. To mogę znieść. Bez tego nie usłyszałbym tej Mistrza Karmazynowej Kobiety. Nie zwracam więc uwagi na otoczenie, czytam, rejestruję, kiedy Mistrz wchodzi, ale nie przerywam sobie. Kiwam się na tylnych nogach stołka, nie jestem pewien, czy książka mi się podoba. Nie mogę powiedzieć, żeby mi się nie podobała, ale raczej czytam ją bo tak. Bo skoro już wpadła w moje łapy, to dlaczego nie. Kiwam głową, nie odrywając wzroku od tekstu, tak, to Mistrza książka. Po czym poznał? Po zapachu pewnie. Dlaczego ja się nad tym zastanawiam, przecież to Mistrz, nie jakiś pierwszy lepszy człowiek. Pozwalam sobie doczytać do końca strony, zapamiętuję numer, dopiero wtedy książkę zamykam i spoglądam na Pingwina Seniora.
- Szukała Mistrza kobieta. W czerwonym płaszczu, niepokojące oczy, bardzo zimne. Oddała Markiza i wyszła. Mistrz pozwoli, że dokończę. - Stukam palcem w okładkę. Oczywiście, nie w tym momencie, ale gdy tylko przeczytam to oddam. Nie lubię spraw zostawiać otwartych. Długo mi czytanie nie zajmie, chyba, że to kod tajny, pewnie bym go złamał, gdybym chciał, ale nie chcę. Niemniej jednak, jeśli coś zauważę, to najpewniej od razu Mistrzowi odniosę wolumin. To nie moja sprawa przecież. Chociaż jak się tak przyglądam Mistrzowi, to widzę ten jego błysk w oku. Od razu zdrowiej wygląda. To musi być bardzo interesująca kobieta. Wciąż jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że skądś ją znam. Kiwam się więc dalej na krześle, zastanawiając się intensywnie, skąd mógłbym ją kojarzyć. To takie mgliste, jakbym nie znał człowieka osobiście, tylko widział, nie wiem, w gazecie? W książce? Na jakimś spotkaniu.
- Mistrzu, skądś znam jej twarz, ale nic mi do głowy nie przychodzi. - Lubię mojego Mistrza, to jedyna osoba, z którą mogę sobie pogawędzić przez parę minut, nie wkurzając się na bezsens konwersacji, a potem milczeć przez tydzień.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Nie Sty 11, 2015 1:29 am

No przecież nie będę ci zaglądać na wejściu do ucha, Elmo. Rzadko tak od razu patrzę ci w twarz, może czasem skinę głową, posyłając ten gest gdzieś w przestrzeń salonu. Nie w jakimś konkretnym kierunku, nawet nie zastanawiając się, gdzie w aktualnym momencie dokładnie jesteś - chowasz się za ladą, właśnie usadawiasz swoje cztery litery w kantorku, czy może jest punkt dziesiąta, a ty spóźniasz się do pracy. Pewnie nawet bym nie zauważył.Wiesz doskonale, że jeszcze rzadziej zdarza mi się  tak po prostu zagaić rozmowę. Nie. Na wejściu zajmuję się przede wszystkim własnymi sprawami. Przecież nie tylko to mam na głowie.
Muszę przyznać, że do tej pory jeszcze nigdy nie przyszło mi skupić myśli na tym, jak radzisz sobie z klientami. Jestem tak przyzwyczajony do widoku twoich pleców w kantorku, pomnożonych razy trzy, tego jak nieładnie wyginasz swój kościsty kręgosłup, bo podniecenie pożera cię tak dogłębnie, że odnoszę wrażenie, że jeszcze trochę i twoje ciało zawiąże się w mikrosupeł i zaraz po prostu znikniesz; i do tego, że gdy pochylasz się nad kolejnym magicznym materiałem mogącym w końcu ziścić twoje najskrytsze plany, nie ma w tobie ani krzty racjonalnego nastawienie do świata, że na twoje rozmowy z klientami nigdy nie zwracam większej uwagi. Takie mi strasznie długie wyszło to zdanie. Może zrozumiesz. W końcu całkiem inteligentny jesteś. Żyjemy w symbiozie i owszem, ale jeśli przyszłoby mi oceniać naszą relację na poziomie ludzkich interakcji, jedynie do tego ograniczałaby się nasza znajomość - ścisłego współistnienia w czterech ścianach kantorku, nigdzie indziej. Nie mówię tu o poziomie korzyści, jakie z naszych interakcji wyciągamy. To zupełnie inna sprawa. Ale to i tak dużo, nie sądzisz? Ktoś kiedyś powiedział mi, że kiedy kopniesz kota w dupę, to po prostu pofrunie. Tak samo jest z nami. Akcja równa się reakcja. Tak działamy. To nie nam przypada rola tych, którzy całe popołudnie spędzają na wymienianiu między sobą kolejnej porcji ploteczek. Wyobrażasz sobie coś takiego? Hahaha. Bo ja nie.
Wciąż przesuwając dłonią po powierzchni kartki, nie zwracam uwagi na to, że nie odpowiadasz, bo skupiasz się na przeczytaniu ostatniego słowa z dwudziestej szóstej strony.
- A pozwolę - odpowiadam machinalnie, analizując w myślach pierwszą część twojej lakonicznej wypowiedzi. Choć przecież nie ma w niej nic do analizowania. Nawet nie zostawiasz mi pola do interpretacji. Już dawno zauważyłem, że gdy już otwierasz usta, to mądrze dobierasz słowa. Liczy się bezpośredni przekaz. Nie owijasz w bawełnę, nie karmisz mnie zbędnymi frazesami. To dobrze. Po części również dlatego pozwoliłem ci określać się mianem Mistrza.
W końcu odwracam wzrok od książki i przyglądam ci się uważnie. Ważę w ustach słowa, bo nie wiem, jak dużo powinieneś usłyszeć. Nadając im nieodpowiedni sens, mogę przypadkiem wyjawić ci coś, co wolałbym zachować dla siebie. A i tak zdajesz się dostrzegać we mnie jakąś zmianę.
- Ostatnie mistrzostwa świata. Kafel wybuchł jej w dłoniach. To była głośna sprawa. Podobno zamach - zdawkowo cedzę kolejne słowa. Wtedy ledwie zwróciłem uwagę na tę wiadomość, a w każdym razie takie starałem się robić wrażenie. Miałem inne sprawy. Jak zawsze. Nie pokusiłem się nawet o posłanie jej lakonicznego zapytania. Jak się czujesz? Nie byłbym wtedy sobą, a ona wiedziałaby o tym doskonale.- Teresa Rigsfællesskabet.
Tak się nazywa. Ukradła mi książkę. Skłamałbym mówiąc, że szukałem jej przez dwa ostatnie lata. Do dzisiaj nawet o tym nie wiedziałem. Byłem przekonany, że wciąż tkwi w tym samym miejscu - wciśnięta gdzieś pomiędzy inne tomy, na półce w salonie. Ukradła mi szczególną książkę. Tę która była w stanie wzbudzić we mnie tyle karmazynowych wspomnień.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Pon Sty 12, 2015 5:17 pm


Mistrzu, czas leci mi nieubłaganie, pociągam za sznurki, zmieniam to, co jest w moim zasięgu, ale mało mi, więcej chcę. Moja rzeczywistość jest elastyczna, ale jest za krótka, chcę dosięgnąć granic i zmiażdżyć je w dłoniach, poczuć, jak między palcami wzbiera mi się płyn gorący, cała energia czasu, która będzie teraz w moim władaniu, Mistrzu. Za dużo mi tych ścian, za mało przestrzeni, ja potrzebuję przebić się przez powłokę, pochwalę ci się, ale nie powiem jak to zrobiłem. Zajmujemy się czasem, ale mamy zupełnie inne metody, inne priorytety. Nie chcę znaleźć ogniwa, które połączy wszystkie płaszczyzny, bo to by oznaczało, że każdy może dokonać tego, nad czym ja pracuję. To ja chcę być tym ogniwem. Mieć swoje zdolności na wyłączność, dopóki nie dopracuję wszystkiego do znudzenia, dopóki nie uznam, że zobaczyłem już wszystko, wtedy mogę światu pokazać. Moją Maszynę Czasu.
Z klientami radzę sobie jak z każdym innym człowiekiem, z którym przyszło mi nawiązać interakcję, niestety. Konkrety, bez zbędnego pierdolenia, bierzesz lub wychodzisz. Ja ci nie doradzę, to nie moja rola. Wskażę milcząco wszystko, co może cię zainteresować, ale nie pytaj mnie o zdanie, spójrz, czy wyglądam na kogoś, kto chce gawędzić z jakimś marnym klientem? Nie mówię ‘dzień dobry’, ani ‘do widzenia’, nie proszę, nie pytam, po prostu wstaję, milczę, tutaj, tutaj i tutaj, czuj się swobodnie gościu. To żart, wiem, że i tak nie będziesz. Nie w takim miejscu. Nie w świątyni czasu, najpiękniejszej z wszystkich rodzajów magii.
Nie interesuję się quidditchem, ani żadną inną grą zespołową, nie jestem tym typem miłośnika aktywności fizycznej. Ale nagłówki gazet o wybuchającym kaflu rzuciły mi się w oczy, nie mogę zaprzeczyć, są przecież informacje, które siłą rzeczy docierają nawet do tych, którzy nie czują potrzeby ich śledzić.
- Ach. - Kwituję tylko. Ach, to tak, która się rozbiła. Tak, zdjęcia teraz też sobie przypominam. Przypominam sobie daty, prędkość, z jaką leciała, zanim to się stało. Mistrzu, interesujesz się sportem? Żartuję, ale z pewnością masz jakiś interes do Teresy. Wciąż nie moja sprawa.
- Skomplikowane nazwisko. - Sięgam znów po książkę, Mistrz pozwoli, że będę czytał dalej, ruchu nie ma. Gdyby mnie Mistrz potrzebował i tak znajdę się tam, gdzie powinienem. Jak zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar
Dowódca Sabatu

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 37 lat
Jestem : za Sabatem
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : skrytobójca i zegarmistrz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Czw Sty 15, 2015 12:54 am

Bez pośpiechu, Elmo. To nie jest takie proste. Cały ten czas. Te zabawy jego skomplikowaną esencją, splatanie ze sobą kolejnych nici, rozdzielanie poszczególnych włókien palcami, nadawanie im zupełnie nowej konsystencji. Nawet sekunda może skazać cię na dekapitację - niepozornie cienka wskazówka zadziała jak gilotyna, na zawsze pozbawiając cię głowy. Niekoniecznie dosłownie - częściej w przenośni, a to mogłoby okazać się o wiele gorsze. Ale ty lubisz wyzwania. Wiem, że nie potrzebujesz zachęty, nie muszę ci mówić, że nie warto się poddawać. Nadejdzie ten dzień, czy to za tydzień, za miesiąc, czy za dwa, albo dopiero za parę lat, gdy usłyszę ten triumfalny krzyk dobiegający z kantorka (o ile jeszcze się tu ostaniesz). No popatrz. Jak ja w ciebie wierzę. Nie do wiary. Wcale nie skwituję twojej porażki wzruszeniem ramion. Tak przecież nie wypada.
Inne metody. Inne priorytety. Dla mnie czas to przede wszystkim środek do zapewnienia niepodważalnego alibi. Przecież i tak nikt nie będzie w stanie stwierdzić, gdzie w danym momencie tak naprawdę się znajdowałem. Czy pieliłem grządki w maminym ogródku (tak tak, to takie prawdopodobne), czy robiłem coś... bardziej twórczego - nazwijmy to mocno eufemistycznie. Poza tym lubię mnożyć swoje jestestwa, plątać się po ulicach miasta - robić mugolów w bambuko, pojawiając się im przed oczami niemal na każdym kroku. Czekając na to, aż któryś z nich w końcu straci głowę. Zwariuje, padnie na zawał, zamilknie na wieki. Tylu ludzi mam na sumieniu.
Reklama dźwignią handlu, powiadają. Miła obsługa, fałszywy uśmiech przyklejony do twarzy. Oj, Elmo, chyba nie odnalazłbyś się w prawdziwie konsumpcyjnym świecie. Nas na szczęście podobne błazenady nie dotyczą. My mamy to głęboko. Tam, gdzie kończy się świat, a panuje bezgraniczna ciemność.
Czy ja mam do niej interes? To raczej ona czegoś chce ode mnie, skoro nawet pokusiła się o ponowne zajście w te progi. Po tylu latach. Parskam pod nosem, obserwując jak znowu odwracasz wzrok ku książce. Bo co ja ci się będę tłumaczył.
- Spotkałem przed wejściem Camillę Eriksson. - Właśnie sobie przypomniałem. Zawsze tak strasznie sapie, gdy przekracza próg salonu. Ma zaczerwienione od mrozu policzki, w kącikach ust resztki sosu czekoladowego, a całe ubranie przesiąknięte smrodem kocich szczochów. I jest stara. Zatrważająco stara. Już dawno powinna kopnąć w kalendarz - widzę w tym przejaw jakichś niekoniecznie legalnych specyfików. W końcu u nas także zaopatruje się w mechanizmy, które niekoniecznie ustawiamy w pierwszym rzędzie na półkach. Niby ma kasę, ale klasy nie posiada za grosz. - Znowu coś zmajstrowała przy tym swoim zmieniaczu. Może lepiej, że ten jej skapciały mąż z niczego nie zdaje sobie sprawy. Podobno całe lewe skrzydło domu zapchała mnogimi wersjami siebie, bo znowu postanowiła sama naprawić jego mechanizm. Przekombinowała, jak zwykle. Swoją drogą naprawdę nie wiem, co ona z nim robi... W każdym razie te jej straszydła robią się coraz bardziej agresywne. A co gorsza - nie chcą zniknąć. Wariują, tłuką całe zastawy i próbują się wydostać. Jej wątpliwej jakości zaklęcia na długo nie wystarczą. Nie uda się jej utrzymać ich w ryzach. - Wolnym krokiem spaceruję po salonie, co chwilę sięgając po któryś z leżących na półce zegarków i przyglądając mu się uważnie. Ścieram z niektórych zaległą warstwę kurzu, pocierając jego powierzchnię rękawem. - Zajmiesz się tym? To pewnie kwestia źle dopasowanych trybików. Jeden rzut oka i wszystko wróci do normy. A sobowtóry pewnie znikną. Jeśli nie, będziemy musieli inaczej poradzić sobie z tym problemem.
W normalnej sytuacji wypadałoby wysłać tam specjalistów z Ministerstwa. Może w końcu zamknęliby ją w psychiatryku. Ale to zbyt delikatna sprawa. Nie możemy sobie na to pozwolić. Szczęście, że z takimi problemami przychodzi prosto do mnie.

poszli sobie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Czw Kwi 02, 2015 6:41 pm

Jest ciemno bardzo, chociaż wszystko widzi. Cienie i światła, każdy ruch, tańczące w zaułkach białka oczu bezdomnych kotów i dzikich szczurów. Widać je jak na dłoni. A może słychać? Choć jest chyba cicho, ale i tak słyszy wszystko. Więcej niż zwykle, dużo, za dużo. Skrobiące o asfalt pazurki, szeleszczące śmieci popychane leniwie wiatrem, pikanie urządzeń w domach mugoli, tykanie wskazówek, mechanizmów, zapadające się zębatki. Bodźce uderzają jak krople deszczu o szybę, jest dzisiejszej nocy troche zimno ale nie czuje tego prawie wcale, może na czubku nosa, może w bosych stopach, ale to tak mały element poznawczy otoczenia to zimno.
Powietrze to wilgoć, ma zapach gnijących resztek, studzienki ściekowej, mokrego metalu upstrzonego rdzą. Ma smak gorzki, zanieczyszczeń, dymu z kominów, prycha wyrzucając kłąb pary przed siebie, mruży oczy.
Z tego wszystkiego powoli zapomina skąd, zapomina dlaczego, między zębami ma jakieś włókna, pod językiem szczypiący posmak czegoś obcego, niedobrze się robi, w brzuchu przelewa choć wcale nie jest głodna.
Ciężkie powieki opadają raz, drugi, przysiada więc gdzieś między śmietnikiem, rynną i starą kanapą, którą ktoś wyrzucił na bruk. Słyszy jak między sprężynami biegają myszy, czuje zapach bezdomnego, który ostatnio puszczał w stare trociny bąki.
Za dużo informacji, za dużo bodźców, wciąż nie może poukładać ich w żaden sensowny sposób, próbuje uciec od tego ale potyka się i przewraca na pysk mimo, że od jakiegoś czasu i tak chodzi na czworakach. Dokąd teraz, co tu robić, chaos, który tak naturalnie krążył jej w głowie robił się nie do zniesienia, zalewał wszystko czerwienią. W tym całym szaleństwie tylko jedna wstążka zdaje się być znajoma, jeszcze nie rozumie jaka. Podąża za nią powoli, ostrożnie, jakby miała się zgubić, jakby pieszczotliwie chwytała jej delikatny splot niczym ariadny nić w labiryncie. W lewo, w prawo, wzdłuż muru, wokół zgaszonego peta wdeptanego w ziemie, znów w lewo, dokąd, przez ulicę, dokąd, idzie, idzie.
Zatrzymuje się tuz przed drzwiami saloniku. Przyszła tu za Tobą i choć w szybie przez długą chwilę nie mogła dojrzeć własnej twarzy, gdy sięga do klamki znów ma zwyczajną, dziewczęcą, pięciopalczastą dłoń zakończoną normalnymi, smukłymi palcami. Obraca gałkę, stawy od jakiegoś czasu wcale już jej nie bolą, popycha drzwi ale zamek jest przekręcony. Venalainen pilnuje swoich skarbów, Salon jest zamknięty, a jednak czuje, że tu jesteś, czuje twój zapach Elmo, otwórz drzwi. Popycha je po raz kolejny i kolejny, ręka ześlizguje jej się z gałki, odpowiada tylko szczęk zamka.
I stoi tam tak, cała naga jak ją Odyn stworzył, pół twarzy, szyję, ręce po łokcie umazane ma we krwi, w czarnych szalonych włosach suchy liść, złamany patyczek i wzrok rozbiegany gdzieś, od framugi do framugi, od deski do deski, wokół klamki, otwórz Elmo, otwórz drzwi.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   Czw Kwi 09, 2015 8:09 pm

Wszystko drży, w jednostajnym, szaleńczym tempie, złoty piasek, czerwony bokeh, czarne dziury. Trzęsą mi się dłonie, ale tylko do kostek, łączących palce z resztą, bo opuszki mam ciężkie od złotych nakładek. Bolą mnie oczy, zmęczone, popękane żyłki, strzepuję dłonie i przecieram powieki, raz, drugi, trzeci. Nie powinno się oczu trzeć, ale jestem tak kurewsko zmęczony, fizycznie, psychicznie, nie pomaga mi wcale świadomość tego, ile czasu minęło, odkąd nad tym siedzę, odkąd naprawiam siebie, po trochu siebie, pomału, po kawałku, swoje jednostki składam w całość, zamykam w kapsule, pięćdziesiąt cztery godziny, siedemnaście minut, z przerwami, które w czasie rzeczywistym nawet nie istniały. Wcisnąłem dwa dni w parę realnych sekund, przecież niedawno dopiero tutaj wszedłem, butelki po wodzie, które jeszcze przed chwilą były pełne leżą skulone w kącie, zielonkawe lornetki. Kurwa, wszystko jest mi tak niewygodne, że obojętnie, czym się zajmę, na czym się skupię, prędzej czy później i tak chuj jakaś myśl przeciśnie się przez moją zaporę mentalną, a to głód, a to nowy, pierdolony uniform, którego nie zamierzam nosić, nadpalona szafa, ciężarna Lejka, Sierra na liście, kiedy ja na ten jebany ślub byłem w stanie nową koszulę kupić, ale chuj czym jest koszula, przy tych wszystkich rzeczach, które sprawdzają, że siedzę w rowie i każdy tylko ciska we mnie rozwodnionym gównem. Nawet ta idiotka Lojsz mi przez myśl przeszła, kiedy na zebraniu Sabatu wyszedł podział obowiązku w związku z gettem. Chuj, jak na złość mnie tam ta suka Natalia wsadziła. Nie mogła gdzieś w Szwecji? Rodaków zdrajców bym pilnował, a tutaj sami znajomi, wkurwia mnie to, bo nie wiem, czego będą ode mnie oczekiwać. Ally na przykład. Chuj, mnie to denerwuje, nie wiem, jak się do tego ustosunkować, jestem neutralny, ja pierdole, o ile mi nikt nie stawia ograniczeń co do mojej maszyny, to mogę na murze stać. Wkurwiają mnie wszyscy. Zamykam klapkę i drżenie ustaje, piasek, bokeh i dziury znikają za przyciemnianą, malutką szybką. W uszach mi szumi.
Co ty tu robisz Mały Wilku?
Wstaję zaproszony drobnymi jak biały mak znaczkami, które pchają mi się do nosa, i ust, omijając oczy, przecież i tak je widzę, nie mam szans ich usłyszeć, ani ciebie też nie, więc do uszu nawet nie próbują. Co za czort ciebie mi tu przywiał? Los jest kapryśny i mnie nienawidzi, przysięgam, zwroty akcji w moim życiu to chyba jego ulubiona rozrywka ostatnimi czasy, przecież na Odyna, ja o tobie mała zdążyłem zapomnieć. Nie bierz tego do siebie, pewnie pamiętałbym i czerpał z ciebie trochę więcej, w innych okolicznościach, bez tych wszystkich rzeczy, które mi się zwaliły na głowę bardzo chętnie opowiedziałbym ci historię mojego słonia. Otwieram drzwi, ani przyjaźnie, ani nie, tak po prostu, prawie cała zakrwawiona mi tu stoisz przed salonem, o cholerę chodzi. To nie mój biznes, ale ostatnim razem, kiedy cię widziałem nie nosiłaś się w ten sposób. Wszystkie duchy mi świadkiem, że inaczej bym cię ugościł, gdyby mi ostatnimi czasy życie gałek nie przepaliło, teraz jest mi tak kurewsko wszystko obojętne. Przykro mi, mała.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Salon zegarmistrzowski   

Powrót do góry Go down
 

Salon zegarmistrzowski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» "Wrota Hadesu" - salon gier.
» Duży salon
» Dom - salon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Sklep zegarmistrzowski Venäläinena-