Kuchenka

avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Kuchenka   Wto Sty 06, 2015 9:17 pm

Kuchenka
Kuchnia jest mała, brudna i zagracona. Nad starym zlewem nie ma kranu. Wystaje on ze ściany naprzeciwko, z której tynk i zielona farba nieustannie odpadają. Małe okienko jest brudne i zasłonięte szarą firanką. Kiedyś była biała. To było dawno temu. W kuchence zmieszczą się góra dwie osoby, ale tylko jedna jest w stanie poruszać się po niej w miarę sprawnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Wto Sty 06, 2015 9:33 pm

Znam ten adres, byłam tu w wakacje, było zamknięte. Dlaczego tu przychodzę? Czasem zaglądam w okna, wzdycham sobie, posiedzę na progu, popatrzę troche. W uszach i szumi znajoma melodia, nie mogę się z niej uwolnić, ale przecież nie chcę. Gdybym chciała wolności nie szła bym tu jak głupia ćma w ogień. Czy jestem głupią ćmą? Czy jestem głupia. Po prostu.
Z raczej niewielkich rozmiarów koszykiem przespacerowała się przez centrum Olso i dotarła do dzielnicy mieszkań czarodziejów. Czasem kiedy zamyśliła się na zbyt długi czas nogi same ją tu prowadziły. Dziś też wmawiała sobie, że to niechcący, jednak już z daleka wypatrywała szarego bloczku wyzierającego nieśmiało zza żywopłotu na rogu.
Pokonała więc te kilka schodów jakby było to największym wyzwaniem jej życia, wzdychając raz po raz i kiwając głową na boki, bo damy tak łatwo się męczą, tak im zawsze jest niedobrze się wysilać. Schody są trudnym wyzwaniem. Śmiejesz się teraz ale popatrz, autentycznie dostała lekkich wypieków.
Na tej skórze przecież wszystko widać...
Amala zawsze miała z tym problem. Z rumieńcami, otarciami, siniakami. Wystarczyło tylko mocniej ja chwycić i wyglądała jak ofiara bólu i rozpaczy. Trochę biała, różowa, fioletowa, czasem nawet czerwona.
Coś jest hipnotyzującego w czerwieni na bieli, coś takiego, co sprawia, że serce bije szybciej. Te kolory zawsze do siebie pasowały, przecież miała tę wrażliwość artystki.
Może dlatego przychodziła własnie tu?
Siadała sobie na progu i odpakowywała ciastka w koszyku, och przecież sama je robiła (kłamstwo, ale chciałaby takie robić). Lukier trochę klei się do palców, wtedy wyglądają jakby były niedoskonałe, karbowane, w małe drobinki cukru. To całkiem śmieszne. Wyciąga więc jedno i wkłada do buzi jakby była upośledzona i nie wiedziała, że jedzenie należy przeżuwać. Ciastko mizerniało w jej ustach, a ona, opierając się o drzwi, przybrała tak typową sobie formę alabastrowego posążka.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Wto Sty 06, 2015 10:13 pm

Jak ja. Go. Bardzo. Nie wiem. Nawet. Co chcę powiedzieć sobie, co chcę jemu, czy chcę cały świat podpalić, ogień mnie denerwuje, przecież nie jestem typem podpalacza, wolałbym wszystko utopić, wszystko, co w mieszkaniu ma, ozdobić jego ciało kryształkami, pomalować w błękitne i srebrne wzroki, wrzucić do morza, wzburzonego. Potem wrzuciłbym jego fotele, jego komodę, tą, która nosi na sobie ślad mojego papierosa, dokładnie. Wszystkie jego myśloodsiewnie, a razem z nimi wszystkie, wszystkie myśli, jakie kiedykolwiek zebrał. Żeby nikt, już nigdy nie był w stanie poznać nawet skrawka jego życiowego dzieła. Obserwowałbym to ze statku, dając znać orkiestrze, że mogą grać, że wszystko jest w porządku, bawmy się, pijmy, tańczmy, zróbmy na tym morzu wzburzonym karnawał, jakiego nie widział świat! Niech zazdroszczą nam wszyscy, wszyscy cyrkowcy i gwiazdorzy, aktorzy i aktorki, z którymi byłem, którymi byłym, z którymi miałem być i którymi chciałem być. Wszyscy, którzy mnie poznali, lub powinni, niech wiedzą, niech widzą, że Arthura Bono się tak nie traktuje. Spójrzcie, spójrzcie co się stanie, wszyscy chłopcy z dobrego domu, piękne dziewczęta, o nieskazitelnej skórze i miejscu urodzenia bez zarzutu, płaczcie u mych stóp, błagajcie, Arthur proszę, bądź mną, bądź ze mną. A ja będę rad, bo potrzebuję was, nie mam już żadnych żyć, poza swoim jednym, bo wszystko, co moje, każdą dziewczynkę, każde jej zdjęcie i kosmyk włosów, wszystko, co było moim życie oddałem jemu. Ludzie mijają mnie na ulicy nieświadomi tego, że jestem ich kochanką, ich sąsiadką, córką czy szefową, gdyby wiedzieli, jak bardzo zraniony jestem, jak złamany, przybiegliby do mnie. I nikt, nikt z nich nie wie, że nie spotka nigdy tej dziewczyny, którą dla nich byłem. To wszystko przepadło, w momencie, gdy go poznałem. Muszę zacząć od nowa. Muszę zapisać w sobie, że nigdy więcej nie nawiążę więzi z kimkolwiek, będąc Arthurem. Arthura już nikt, nigdy nie pozna.
Wracam do mieszkania. Spakuję wszystko i przenoszę się do Wdowiej Willi. Tam zacznę od nowa, tam jest ciepła i czysta woda, będę mógł leżeć w niej ile tylko będę chciał. Najpierw jednak wysadzę ten blok.
Na klatce schodowej jest brudno jak zwykle, ale nie przeszkadza mi to ani trochę, moje mieszkanie nie wygląda lepiej. Nigdy się nie starałem. Naczynia, które leżą w zlewie nie mają nawet śladów resztek jedzenia. To głównie naczynia, które były mi potrzebne w alchemii. Kiedy o tym myślę to zaczyna burczeć mi w brzuchu. Ale wiem, że w lodówce nic nie mam. Bo nie posiadam lodówki. Wyciągam z kieszeni płaszcza paczkę papierosów. Zostały mi trzy. Co z resztą? Przecież tego Halowi nie oddałem. Wypaliłem po drodze? Nie pamiętam. Kiedy się to stało. Ledwo zapalam, docieram na drugie piętro. Na trzecim się zatrzymuję. Bo widzę ostatnią osobę, której się tu spodziewałem. Stoję więc na przedostatnim schodku, z jedną ręką zawieszoną w powietrzu, drugą trzymając się starej balustrady. Dobrze, zrozumienie, że to nie iluzja zajęło mi chwilę, chociaż równie dobrze mógł to być tydzień. Czy tydzień jest długi?
Dym wydmuchuję odwracając głowę, nie chcę chuchać na ten twój koszyczek.
- Pod moimi drzwiami? - Dlaczego jesz ciastka akurat tutaj. Wiesz, zapomniałem zupełnie jak to było mieć ciebie obok. On mi całe myśli zajął, ale to chyba nie przypadek, że los mi ciebie zsyła, laleczko akurat teraz. Gra toczy się dalej, tak?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Wto Sty 06, 2015 11:05 pm

Trochę chyba udało jej się przysnąć. A może zawsze tak miała? Troche we śnie troche na jawie, lubiła przecież udawać, że to życie w którym żyje nie jest prawdziwe. I tak jej było nawet dobrze w tej imaginacji słodkiej, tak błogo, tam miała zawsze czas i miejsce dla siebie, swoich rozważań, wspominek i zaplatania faktów z wyczytanymi z książek wątkami. Ciastko zdążyło rozmięknąć jej w buzi zanim przyszedł. Ciamka więc dyskretnie i połyka całą gamułkę nim otworzy te swoje smutne, duże oczy.
Trudno sie jej nie uśmiechnąć na jego widok. Przychodziła tu już tyle razy licząc na... no właśnie. Na co właściwie?
Na Ciebie.
- To Twoje drzwi? - pyta spokojnie, choć oczy jej się odrobinę cieszą. Śmieją, czy jakkolwiek, nigdy nie wiedziałam jak to wygląda. Pyta o oczywiste, ale czy taka była prawda? Trochę chyba wiedziała jak bardzo nienawidzisz tego miejsca. Może sama to sobie dopowiedziała tak wiele razy całując klamkę. Musiała przecież sobie wytłumaczyć dlaczego Cię nie ma, proste. Bo nienawidzisz tego miejsca!
Złożyła te swoje sarnie nogi, splecione miękko wzdłuż ściany, westchnęła zakrywając koszyk serwetką i powoli podniosła się do góry w całej swojej ulotnej kruchości taka eteryczna.
- Przyniosłam Ci ciastka, Arturze. - mówi cicho wyciągając do Ciebie rękę z plecionym koszykiem. Zjadła tylko jedno, nie gniewaj się. Trochę pewnie czekała, ciastko przecież całkiem rozmokło.
Odeszła na bok poprawiając długie, papierowe włosy i uciekając gdzieś wzrokiem. Teraz powinna powiedzieć po co tu przyszła. Chciała sie przyznać, że była tu tyle razy, że przychodziła zajrzeć czy tu jesteś, paliło ją to w gardle, a zarazem zawstydzało rumieńcem po policzkach. To takie nieeleganckie, papa by nie pozwolił, pewnie by się gniewał.
- Brakuje mi Ciebie. - wydukała zamiast tego jakieś słodkie zdanie miękkim głosem jagnięcia. Trochę nie wiedziała, że takie wyznania nie są bez wartości, trochę nie znała się na wartościowaniu słów. Często Papa do niej tak pisał, było jej wtedy miło i ciepło, więc i ona tak powiedziała do Bono. Niepewna znaczenia uniosła wzrok wyżej. Trochę upośledzona, taka śmiesznie autystyczna, no wpuść mnie już, wpuść. Cicho posiedzę, popatrzę na Ciebie. Lubie Cie, Arturze. Nie wiem dlaczego. Oj zupełnie, zupełnie nie wiem. Zupełnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Sro Sty 07, 2015 12:26 am

Amala była przecież księżniczką, porcelanową laleczką, ja tak za nią szalałem, przecież pamiętam to, przygotowywałem się do swojej roli perfekcyjnie, wymawiałem jej imię za każdym razem inaczej je akcentując. Teraz próbuję sobie przypomnieć choć cień dawnych emocji, ale nie potrafię, daj mi chwilę, laleczko, moment mi daj, obiecuję, że wrócę w pełni sił i nie będzie ci już mnie brakować. Będzie dużo mnie wokół ciebie, aż będziesz krzyczeć, wiesz, laleczko, bardzo chciałbym usłyszeć jak z tej piersi twojej wątłej wydobywa się krzyk rozdzierający, nie masz pojęcia jak bardzo to dodałoby mi otuchy. Teraz jednak otwieram drzwi i przepuszczam cię pierwszą, przecież jestem dżentelmenem. Nie mam kluczy, nigdy nie miałem, wystarczy, że mam różdżkę i nikt tu nie wejdzie. A nawet jeśli. To trudno. Przecież tak wiele już straciłem. Za to ciastka zyskałem. Bo koszyk oczywiście przyjmuję, dziękuję ci, laleczko. Ciastka lepsze są na głód od papierosów. Swojego gaszę na framudze drzwi ale nie wyrzucam. Nie chcę, żeby się zmarnował, tak mało mi ich zostało, a nie mam ochoty iść do sklepu. To takie przyziemne. Sklepy i kupowanie. Odkładam niedopałka na blat i zamykam drzwi. Przepraszam cię laleczko, że jest tu tak ciasno, ale w sumie to nie szkodzi wiesz, bo im bliżej będę, tym prędzej przypomnę sobie o wszystkich Amaemocjach. Ładnie pachniesz, na pewno jest to miła odmiana po papierosowym dymie. Wiesz, gdybyś zrobiła krok do przodu, a nawet dwa, moglibyśmy wyjść z kuchni, ale w sypialni i tak ciebie nie ugoszczę. Nie mam krzeseł. Tylko materac. Nie szkodzi, zostańmy tu. Przyglądam ci się, zastanawiam się, jak się zmieniłaś. Co się zmieniło. Gdzie byłaś. Biorę jedno ciastko i odgryzam kawałek. No laleczko, opowiedz mi. Poczęstuj się. Podsuwam ci koszyk i spojrzenie, mów do mnie. Biorę drugiego gryza, oblizuję z lukru palec, nie specjalnie, trochę się ubrudziłem. Może jednak trochę specjalnie. Taka jesteś tutaj krucha, taka śliczna, w mojej brudnej kuchni.
- Długo cię nie było. - Tak długo, że zdążyłem o tobie zapomnieć. Ale nie chcę, żebyś o tym wiedziała. Chcę, żebyś myślała zupełnie coś innego. Spójrz na mnie, widzisz jakie mam oczka głodne, bo tak tęskniłem za moją laleczką. Widzisz Hal, możesz sobie zabrać moje serce i wszystkie moje dziewczęta, spal je, solą posyp, ale talentu mi nie odbierzesz. Zawsze będę królową sceny teatralnej.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Sro Sty 07, 2015 2:22 pm

Trochę tu nie pasowała, wchodząc przez drzwi jakby troche nie mieściła się we framudze i nie wiedziała jak się przestępuje próg. Przez krótki moment obejrzała się przez ramię na Artura, chcąc chyba uciec, w ostatnim przebłysku logiki kiedy podświadomość piszczy "Uciekaj!".
Tylko Amala nie słucha, głaszcze końcówki białych włosów, mruga cienkimi powiekami i potrząsa głową jakby rozmawiała sama ze sobą. Przeciągłe spojrzenia, tęskne wzdychanie, przerysowane gesty nadgarstków i ramion. Troche nie z tego świata, jak jednorożec, może była jednorożcem? Białym, o dużych oczach i srebrnej grzywie.
Jak w takim wypadku nazwać Ciebie Bono, kim jesteś, krukiem? Smokiem? Ghulem z szafy? Wyglądasz dziś na niezadowolonego, martwi się. Może nie powinna przychodzić bez zapowiedzi, nie masz w oczach tego błysku jak zwykle, wydajesz się być chory, inny, wydajesz się... smutny.
Wkroczyła do niewielkiej kuchni i obejrzała jednym spojrzeniem wnętrze. Chyba nic się nie zmieniło odkąd odwiedzała go ostatnio. Może jest troche bardziej szaro, trochę bardziej smutno. Dlaczego ktoś taki jak Bono mieszkał w takim miejscu? Chyba też znienawidziłaby ten bloczek. Chyba już go trochę nienawidzi.
W swojej miękkiej, białej sukience z angory stała nieruchomo jakby bojąc się, że jeśli czegoś dotknie to będzie taka szara jak te mebelki, ściany, jak firanka w oknie. Objęła się ramionami.
- To Ciebie nie było. Szukałam Cię. Gdzie byłeś? - podniosła szare oczy na niego z tym swoim spojrzeniem kalekiego jelonka bambi patrzącego na śmierć rodziców. Czy było jej już zimno, czy to miejsce mackami owijało się powoli dookoła niej, jej rąk, palców, kolan, wdzierało się bezlitośnie pod ubranko. Wzdrygnęła się.
- Muszę do łazienki. - mruczy cicho oglądając się przez ramię do sypialni. To mieszkanie nie jest takie duże, przecież sama sobie znajdzie tę łazienkę. Odwróciła się i w kilku krokach ruszyła na wycieczkę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchenka   Sro Sty 07, 2015 3:53 pm

- W Chinach. - Przecież nie muszę w tej kwestii kłamać. Uwierzysz, bądź nie, dla mnie to były Chiny. Mogę się mylić, przecież niczego nie jestem już tak pewny jak kiedyś. A może to było wczoraj? Kiedy właściwie wróciłem. Ty powinnaś wiedzieć laleczko, ile mnie nie było. Ale nie mów. Byli tam ludzie, niscy, ze skośnymi oczami. Było mnóstwo kolorów. Zepsute zęby. Kapusta na ulicy. Pikantne dania. Smród ulic, zapach młodych dziewcząt. Jeśli to nie były Chiny, to nie wiem, gdzie byłem. Przepraszam laleczko, jeśli jednak cię okłamałem.
Wzruszam ramionami, proszę cię bardzo, po prawej stronie kuchenka, po lewej stronie łazienka. I jeszcze trochę murów dzielących, trochę domu, trochę mnie. Tak przynajmniej jakoś to leci. W tym mieszkaniu nie można zgubić się naprawdę, chociaż zależy kto jest w jakim stanie, ale wiesz laleczko, ty jesteś jedną z tych czystych dziewcząt, które pewnie tylko z wody żyją i powietrza, żadnych bakterii, żadnych używek. Tobie to nie pasuje, ty musisz pozostać nienaruszona. Dla mnie, wiesz. Nie lubię kiedy oczekuję perły, a ona jest zgnita w środku, to mi się nie podoba nie. Spójrz, tak się stało i zobacz, w jakim ja jestem stanie. Znalazłem perłę, najpiękniejszą na świecie, pomyślałem sobie, jestem bogaczem. I wszystko to szlag trafił wiesz laleczko, tobie nie pozwolę samej zadecydować o swoim losie, skoro już tu przyszłaś, tak myślę, to musiałaś mieć świadomość, że kiedyś ci te drzwi otworzę, to się staniesz częścią tego mieszkania w końcu. Myśl sobie, że z tobą jest inaczej, bo nie ukrywam przy tobie jaki porywczy jestem, bo nie gram Martina piekarza lub kogo tam czasami sobie tworzę. Przecież wiesz, jak brudno tu mam, widzisz laleczko, taki sam brud mam w sercu. Tylko trochę mi lżej, kiedy widzę takie piękne dziewczęta jak ty. A gdy przychodzą do mnie z własnej woli to już w ogóle się raduję. Więc dziękuję ci laleczko. Bardzo dobre ciasteczka. Nawet nie wiem, w którym momencie pochłonąłem wszystkie. Ty jesteś taka słodka jak ten lukier, przez chwilę zastanawiam się, co byś zrobiła, gdyby ciastka były zatrute i padłby tutaj martwy. Nie z obawy się zastanawiam, z ciekawości. Takie wątłe dziewczę, poradziłabyś sobie ze mną? Przecież byś mnie biedactwo nie uniosła, może i patyk ze mnie, ale długi, a ja jeszcze upadłbym specjalnie tak, żeby ci zastawić drzwi. Żałuję, w tej mojej śmierci potencjalnej, że nie widziałbym co robisz. To chyba najsmutniejsza część umierania. Nieświadomość tego, co się z naszym ciałem dzieje później. Myślę, że wiele z moich dziewcząt powinno wiedzieć, jakim jestem dobrym opiekunem ich ciał, ich włosów i głosów. Albo byłem. Byłem przecież już nie mam niczego. Tylko te trzy topielce śpiące w garderobie. Ale żadnego do nich eliksiru. Przygotowanie następnych, nowych ról zajmie mi sporo czasu. Ale to nie szkodzi, przecież mnie to nie przeszkadza. Boli mnie tylko klatka piersiowa. Dlaczego? Nie pamiętam, żebym się tam uderzył.

z/t
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Kuchenka   

Powrót do góry Go down
 

Kuchenka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo :: Domy czarodziejów :: Bono-