Tu nie wolno wchodzić

avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Tu nie wolno wchodzić   Wto Sty 06, 2015 9:46 pm

Garderoba
Garderoba jest Arthura całym życiem. Urządzona w cyrkowym stylu, przypomina mu dzieciństwo, wprawia go w odpowiedni nastrój. Naprzeciw drzwi znajduje się toaletka, z intensywnie oświetlonym lustrem. Na niej mnóstwo bibelotów, wszystkie odcienie cieni do powiek i pomadek, rzędy perfum, ciągną się jeszcze na półach nad toaletką. Po prawej stronie półki, do samego sufitu zastawione butami, wszystkie czyściutkie, stojące idealnie równo. Obok regałów z butami, stoi szafa, a w niej ogromna ilość strojów. Na lewo od toaletki znajdują się cztery ogromne naczynia wypełnione cieczą. W trzech z nich wciąż dryfują młode kobiety w maskach, które Bono (z przyczyn niewiadomych) utrzymuje przy życiu. Natomiast przy ścianie, po obu stronach drzwi zamocowane są szafeczki, które zazwyczaj wypełnione są fiolkami z esencjami z dziewczynek, oraz skrzyneczki z ich warkoczami.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   Sro Sty 07, 2015 10:59 pm

Słyszy tylko jak przez mgłę to "W Chinach" całe. W ogóle jej to nie dziwi, egzotyczne Chiny to troche świat w którym Arthur mógłby żyć, tam pasował bardziej niż tu. Do świata masek, kolorów, umalowanych twarzy, opery, legendarnej kultury i tysiąca smaków. To takie proBono, tak bardzo, że zareagowała lekkim wzruszeniem ramion. Właściwie gdyby jej nie odpowiedział i miała zgadnąć gdzie uciekł to bez większego wahania powiedziałaby "Do Chin". Chętnie by pojechała z nim. Nabrać trochę koloru, smaku, liznąć życia, powąchać tysiąca spoconych ciał stłoczonych w mugolskim metrze. Ojciec pisywał jej o Chinach. Chyba trochę się w nich zakochała. Z samych listów. Ciekawe jak wyglądały oczami Artura?
Czasem o tym rozmyślała. O światach oczami innych ludzi. Lubiła świat w listach swojego ojca, listy są takie intymnie otwarte. Bez granic. Uczniowie i nauczyciele to jedno, ale widzieć to co widzi Artur... Och jaka była w tym pragnieniu naiwna. Jeśli kiedykolwiek sądziła, że ktoś traktuje ja przedmiotowo - mogłaby z wrażenia zemdleć widząc siebie w głowie Bona.
Może to te przemyślenia, a może siły bogów sprawiły, że zrobiła krok na prawo od drzwi a nie na lewo. Mieszkanie nie było duże, a Amala wiedziała doskonale gdzie jest łazienka. Mimo to w tej niewielkiej kiszce były jedne obdrapane drzwi za które nie wolno było jej wchodzić. Nigdy. Chyba pod karą śmierci. Pytała kiedyś co tam jest, ale Artur tylko zerkał na nią tym swoim kochającym spojrzeniem i milczał, albo zbywał ją byle słówkiem. Tak kochała jego spojrzenia, jego czułostki. Nawet jeśli ich relacja była zbyt powierzchowna to jednak autentyczność gestów uwielbienia jakimi ją obdarowywał powoli ją uzależniała. Może pchnęła te drzwi w ramach zemsty? Że zniknął na zbyt długo. Nie powiedział nic. Nie pisał nawet listów.
I to w Chinach!
Pierwszym zmysłem, który zareagował na garderobę był węch. Pachniała perfumami i pudrem, czymś piżmowym i wilgocią. Zamknęła oczy zastanawiając się, czy tak właśnie pachnie jaskinia w której do snu kładzie się Ghul. Czy tu ma gniazdo umoszczone z kolorowych piór, ze swoich myśli i sekretów. Dreszcz ekscytacji przepełzł powoli po jej plecach, drażniąc najmniejsze nerwy i stawiając wszystkie włoski na karku. Czuła się odrobinę jak gwałciciel wchodzący do wnętrza swojej ofiary. Bez zapowiedzi. Otworzyła szare oczy próbując rejestrować wszystko, co się da. Widziała światła wokół lustra odbijające się w szklanych słojach, wąskie talie i szczupłe ramiona kobiet, ich falujące włosy. Co dziwne chyba nawet się nie bała, chciała odrobinkę więcej. Weszła kolejny krok, trochę głębiej, wyciągając ręce po bibeloty, lustrując palety kolorów na półkach.
Więc to Twoje Chiny, Twoje kolory, maski, sekrety. Przeszła przez wielki mur jak generał Hunów, ciągnąc za sobą swoje białe włosy, chude czujne palce, natarczywe spojrzenie łowiące błyski biżuterii w półmroku.
- Bono... - szepnęła cicho jak zaklęcie.
Papa mówił, nie wywołuj wilka z lasu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   Czw Sty 08, 2015 1:06 am



Słyszę, gdzie weszłaś. To przerywa cały mój ciąg myśli i psuje mi nastrój. Ale nie ruszam się z miejsca, chociaż czuję, że burzowe chmury już nadciągają mi nad głowę, daję ci trochę czasu, pooglądaj sobie moje pantofelki, mała dziwko. Jeszcze trochę, spokojnie, ja w tym czasie wyjmuję z rękawa różdżkę i stukam w drzwi. Wiesz laleczko, stąd jest bardzo trudno wyjść beze mnie. Wyjść, wylecieć, teleportować się. Cokolwiek. Nie sądzę, żebyś mnie pod tym względem nie doceniała. Po prostu za mało ci było mnie w twoim porcelanowym życiu. Chciałaś się ubrudzić. Potargać rajstopy, otrzeć kolana i kostki. Proszę. Wybrałaś najodpowiedniejszy moment.
Ale dlaczego, dlaczego do jasnej cholery pomyślałaś sobie, że jesteś wyjątkowa? Że ty właśnie możesz dostąpić tego zaszczytu i wejść do mojej garderoby? Głupia laleczko, czego ci w życiu brakuje? Nie mogę sobie odmówić tego delikatnego drgnięcia ekscytacji, na myśl co ci zrobię. Szkoda mi, miałaś nie wchodzić, może innym razem, ale wiem, wiem, że chciałaś. Rozumiem tą ciekawość. Zabieram papierosy, zdejmuję płaszcz, rzucam go na podłogę, idę za tobą w ślad. Drzwi zamykam. Nie dlatego, że boję się, że ktoś wejdzie, bo i kto. Przeszkadzałby mi widok reszty mojego mieszkania. Zaburza moje poczucie estetyki.
Ależ ty tu nie pasujesz laleczko, śnieżka, w samym środku karnawału. Chcę to zmienić. Dodać ci kolorów. Musisz bardziej tu pasować, skoro już się pojawiłaś. To mój teren laleczko, dołączając do zabawy powinnaś się przystosować. Podchodzę do ciebie, od razu dłoń wplatając we włosy, wcale nie agresywnie szarpię, żeby ci się piękna głowa do tyłu odchyliła, spójrz na mnie tymi pięknymi oczami łani, spójrz, zanim rzucę na ciebie nieme zaklęcie i cała będziesz moja.
Śpij.
Taka jesteś lekka, a może mnie się tylko tak wydaje, sadzam cię przy toaletce, taka jesteś bezwładna, siedzisz nieelegancko. Kucam przy tobie, nachylam się, wąchając wnętrze dłoni. Pachnie lukrem, trochę wikliną, wodzę nosem na całej długości ręki, docieram do smukłej szyi. Bardzo eteryczny zapach, nie zmieniasz się chyba, laleczko.
Wstaję w końcu i podciągam rękawy koszuli. Od czego mam zacząć? Od garderoby? Nie, od charakteryzacji. Otwieram jedną z szefek, wyjmując niciarkę, przechodzę przez garderobę, niciarkę kładę na toaletce, ujmując laleczki podbródek. Pokaż mi te swoje usteczka śliczne. Laleczki nic nie mówią. Więc ty też nie będziesz. Najgrubsza nić, jaką mam jest czerwona, oczywiście, będzie z twoją bladą skórą pięknie współgrać. Nawlekam ją na igłę, palcem podważam twoją śliczną, górną wargę. Zaszyję cię tak, że nie będziesz potrzebowała pomadki.
Laleczki nie mają palców. Ich dłonie wyglądają jak łopatki, więc twoje też muszą. Czerwona nić dociera i tam, splatając twoje paluszki. Krew mi trochę przeszkadza, przez nią nie widać, jakiego pięknego koloru jest nić. Ale to nic. Potem się ją zmyje.
Po dłoniach robię przerwę, wstaję, robię kilka kroków, odwracam się, przyglądam mojej małej modelce. Nie podobają mi się twoje rzęsy. Laleczki takich nie mają. Jasnych, wcale nie długich. Mają gęste, intensywnie czarne rzęsy. Gdzieś tu miałem idealne. O tutaj, są. Ale twoje mi przeszkadzają. Zanim ofiaruję ci nowe, jednym machnięciem różdżki wyrywam wszystkie twoje jasne rzęsy. Nie myśl, że się zmarnują. Posyłam je do jednego ze słoiczków. Słoiczek odsyłam na półeczkę. Wszystko ma tutaj swoje miejsce. I rzęsy też już mają. Powieki i policzki pomaluję ci na złoto. Będziesz wyglądać jak porcelanowa maska. Jeszcze trochę pudru. Jeszcze kilka kresek. Trochę cieni tu, trochę tam też. Do garderoby przywołuję mój materac, teraz salon jest już zupełnie pusty. To trochę smutne. Ale nie będę się tym przejmować, kiedy tutaj mam prawdziwe skarby. Mam ogromną ochotę zgolić ci te włosy ale wiesz, to zepsułoby całe przebranie. Odcinam więc tylko kosmyk, odkładam do szuflady. Łapię za szczotkę, trzeba cię uczesać. Pasma lekkie jak pióra, takie delikatne, szkoda by było, gdyby wpadły w niepowołane ręce. Zdejmijmy ten twój płaszcz, przecież mi się tu zagrzejesz. Naszyjnik z pereł też zdejmę. Podoba mi się, zachowam go. Nawet wiem, kiedy ci go oddam.
Musisz na siebie uważać, laleczko, mówię, kiedy ściągam ci sukienkę, ktoś mógłby zrobić ci krzywdę. Sukienkę i wszystko, co na sobie masz. Ale nie obawiaj się laleczko, włączą farelkę, nie będzie ci zimno. Spójrz, widzisz? Farelka. Ustawiam przy materacu, na którym później cię kładę ostrożnie. Sięgam do kieszeni, z paczki wyjmuję tego papierosa, którego nie zdążyłem dopalić. Siadam po turecku, obok ciebie. Materac jest duży, starczy nam miejsca. Poza tym, ty tak niewiele zajmujesz. Masz piękne ciało, wiesz, laleczko, takie czyste. Chłonę cię wzrokiem, dopóki fajka mi się nie kończy. Gaszę ją w twoim pępku. Drgnęłaś lekko, ale śpisz wciąż, przecież to ode mnie zależy, kiedy się obudzisz. A ja jeszcze nie chce. Teraz mam ochotę na herbatę. Kto nie lubi pracować przy kubku dobrego naparu?
Poczekaj tu na mnie, zaraz przyjdę.
Po herbatę muszę iść do sąsiadki. Dzień dobry, jak w pracy? Tak, ja też jestem bardzo senny, ma pani rację, to musi być coś w powietrzu. Dziękuję, jedną łyżeczkę. Jutro wolne? Jak pani dobrze, ja cały dzień za kasą. Kubek odniosę, dziękuję bardzo.
Amala, wróciłem!
Siorbię herbatę, bo gorąca. Wchodzę do garderoby, znowu zamykam drzwi. Siadam na materacu, kubek odstawiam delikatnie na podłogę. Mam ciepłe dłonie, bo kubek był tak rozgrzany, zaczynał mnie parzyć w palce. Przysuwam się bliżej, odwracam cię na bok najpierw, potem na brzuch. Laleczko, wróciłem. Masz taki piękny kręgosłup, przesuwam po nim opuszkami palców, zastanawiając się, jak uczynić go jeszcze piękniejszym. Może na każdym z kręgów coś zamocuję? Poczekaj, poczekaj. Takie piękne guziki miałem. Przyszyjemy.
Jestem dla ciebie zbyt łagodny laleczko, powinienem cię ukarać, za wtargnięcie tutaj, tymczasem ja tylko cię upiększam. Kiedy ostatni guzik jest już na swoim miejscu, herbata ma odpowiednią temperaturę do picia. Od razu wypijam pół kubka, obserwując swoje dzieło. I wiem już dokładnie, w co cię ubiorę. Mam taką śliczną, bordową sukienkę. Bordową-białą. Idealnie prawda? Ukradłem ją kiedyś z teatru. Jakieś barokowy spektakl, sam już nie pamiętam. Wyciągam ją szafy, jest naprawdę ogromna, oh laleczko, gdybyś się tak pokazała na ulicy, wzbudziłabyś zachwyt wszystkich!
Suknię wkładam na twoje nagie ciało, co jest trudniejsze niż sądziłem, ale od czego mam czary. Sprawiam, że lewitujesz w powietrzu, ze spuszczoną głową, kiedy ja sznuruję twój gorset. Nakładam ci jeszcze białe pończochy i pantofelki. Wiem, że podobały ci się moje pantofelki, te będą dla ciebie. Oh, gdybyś się teraz widziała laleczko! Staram się z całych sił nie klasnąć w dłonie, ale wiedz, że jestem z efektu bardzo zadowolony. Byłabyś piękna na scenie. Jeszcze tylko jedna rzecz, maska.
Zanim nałożę ją na twoją twarz, całuję cię jeszcze w czółko, taki troskliwy jestem. Taki kochany. A potem robię trzy kroki w tył, unoszę rękę, w której trzymam różdżkę, steruję powoli twoim ciałem, żeby wpadło do ostatniego, szklanego pojemnika. Wpadasz z pluskiem, warstwy sukni unoszą się wokół ciebie, pokazując mi twoje przepiękne łono. Może ta suknia jest trochę za duża dla tego pojemnika, ale nie szkodzi, nie będziesz tam długo. Siadam naprzeciw, żeby widzieć cię dokładnie, biorę jeszcze jednego papierosa, przywołuję z ziemi kubek, przecież wciąż zostało mi jeszcze trochę herbaty.
Droga laleczko, jak pięknie twoje włosy dryfują, przekonasz się sama, gdy tylko się obudzisz.
Dokładnie…
...teraz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   Czw Sty 08, 2015 2:04 am

To wszystko dzieje się za szybko, nie zdążyła przecież nacieszyć oczu, westchnąć z zachwytu, wyobrazić sobie tego wszystkiego przez pryzmat swego uwielbienia do literatury. Nie zdążyła się w tym zakochać i tego znienawidzić, jak wszystkiego. Nikt nigdy nie szarpał jej włosów. Nigdy. Matka często chciała, ale nigdy jej nie dotknęła - Amala jest chodzącym dowodem zbrodni, jeśli dotkniesz za mocno, zawsze będzie widać. Zawsze. Bo jest przeklęta, Papa o to zadbał. Zaczarował ją jak prawdziwą lalkę, na nietykalny pomnik czystości. Niedotykalny wymiar zachwytu. Zaskoczenie jakie malowało się w jej oczach, gdy Artur tak czule zajął się jej głową było bezbrzeżne. Tak przecież nie wolno! Wielkie szare jeziora pełne niewypowiedzianego zdziwienia, niewidzialnych znaków zapytania pływających tam jak małe egzotyczne rybki. Dlaczego tak mi robisz? Dlaczego mnie tak dotykasz? Abstrakt, to abstrakt, Arturze, dlaczego? Rozchyliła nawet usta biorąc szeleszczący wdech by już coś powiedzieć, ale jej oczy zgasły.

* * *

Otwiera oczy, są ciężkie, bardzo bardzo ciężkie powieki. Czarne firany sztucznych rzęs są zbyt czarne, za duże jak na jej delikatne powieki. Czuje jak skóra napina się na gałkach jak cienka kartka papieru gotowa rozerwać się pod ich ciężarem. Bolą ją oczy. Zaraz, boli ją coś więcej. Co to za dziwne uczucie ten ból, tak nieznajome, że aż nie była pewna czy to czuje. Zupełnie nierealne, jakby jej ciało krzyczało ale bez dźwięku. Walcząc z ciężkością powiek wzięła powolny wdech próbując dramatycznie rozchylić pulsujące usta. Rubinowe nitki nie pozwalają na dramatyzm, nie wolno ich już rozchylać. Panika dudni w jej uszach, wszystko jest nie tak, przecież wszystko jest nie tak jak powinno. Nie zna tego, nie chce znać, życie tak nie wygląda. Nikt jej tak nie traktuje, nie wolno, zbezczeszczone, wszystko zbezczeszczone.
Coś Ty zrobił...
Poruszyła się gwałtownie jak rażona prądem ryba. Z tej strony to miejsce nie wygląda już tak pięknie. Katem oka zerka na dwa inne pojemniki i dopiero teraz widzi jak pomarszczone są ciała innych kobiet. Już nie są takie piękne. Widzi falującą suknie, czuje jak skóra na plecach powoli pęka pod naciskiem napinających się nici, chciałaby uwolnić się od tego fioletu, ale jej palce nie chcą działać, jej dłonie nie chcą działać. Wierzgnięciem wywołuje zamieszanie w wodzie, włosy skrzą się srebrem, oczy bolą pod ciężarem rzęs, usta pulsują, suche, spierzchłe, spragnione wilgoci języka, dłonie płoną żywym ogniem i rubinowe nitki trzeszczą lekko w głuchej ciszy pod wodą.
Co ja tu robię...
Jak zza kurtyny spod fałdów sukni wyłania sie obraz Artura siedzącego po drugiej stronie szkła. Już przestaję wierzgać, robi mi się tylko zimno. Bardzo dziwne uczucie mnie ogarnia w środku. Nie znam tej emocji w ogóle. Nie piszą o niej w książkach. patrzę na niego, a w środku robi mi się całkiem zimno, pusto i czarno. Nie lubię czerni wcale a wcale.

Amala znieruchomiała w słoju skupiając uwagę na tlącym się punkcie papierosa w dłoni Bono. Poruszone wcześniejszym zamachem włosy powoli falowały jak ślubny welonik tkany z grzywy tego wyśnionego jednorożca. Jak ręką odjął zniknęły te wszystkie barwne, napędzane marzeniem o Chinach myśli. Uciekło z niej wszystko, został tylko zimny żal. Zabroniłeś jej się zobaczyć, poznać, a chciała tylko pobyć obok, obejrzeć Twój świat Twoimi oczami. Pozwiedzać. Chyba nie spodziewała się biletu w pierwszym rzędzie tą górską kolejką. Wyciągnęła ręce by jak dziecko przykleić nos do szyby, a wpadła jednak przez tę barierkę do wybiegu dla zwierząt i teraz sama jest okazem w słoiku. Tak bardzo żal, tak bardzo przykro, aż siły nie ma. Tylko ból pulsuje w całym ciele i to zimno. Nie zna tego zimna, więc patrzy na Ciebie pytająco.
Coś Ty mi zrobił Arturze. Coś Ty zrobił nam...
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   Czw Sty 08, 2015 6:11 pm

Jestem zmęczony, Amala. Jestem zmęczony ostatnimi przeżyciami. Nie masz o tym pojęcia laleczko, zawsze przecież do wszystkiego miałem dystans, ja się nie przywiązywałem, wiesz, nigdy, do nikogo. Teraz mam wrażenie, że ktoś skacze mi po klatce piersiowej, przez chwilę, gdy się z tobą bawiłem, wszystko było takie, jak zawsze. Ja i moje sekrety, moje lalki i zabawki. Przestało mnie to bawić, laleczko, kiedy tylko się obudziłaś. Dopaliłem swojego papierosa, nie tracąc z ciebie spojrzenia, ale już nie wydaje mi się, żebyś wzbudzała zachwyt na ulicy. Nie potrafiłabyś wczuć się w rolę. I wiesz co? Wtedy ludzie ocenialiby mnie. Bono, obiecałeś nam perełkę a tymczasem co nam dajesz? To wszystko to jest tylko opakowanie, w środku nie ma niczego interesującego, zabierz to sobie. I wróciłbym z tobą i co bym począł? Mógłbym cię przebrać, przemalować, zmienić guziki na inne, ale co z tego, kiedy nie potrafisz nie być sobą. Podchodzę do słoja, przyglądając ci się spokojnie. Zastanawiam się, ile dać ci czasu, żebyś zrozumiała, że źle postąpiłaś. Tylko boję się, że jeśli stąd wyjdę, to na bardzo długo. Kiedy wrócę, ty będziesz już martwa. A tego nie chcę. Jeszcze nie. Pozamykam więc tylko wszystkie szafki, odłożę kubek do kuchni i naleję wody do wanny. Podgrzeję ją, przecież przyda ci się ciepła kąpiel. Taka z pianą. Odchodzę więc od naczynia, odsyłam materac do salonu i wychodzę z garderoby, zamykając za sobą drzwi. Po drodze do łazienki dopijam herbatę, wtykam sobie fajkę w usta, nad wanną wypłukuję kubek, do wanny wkładam korek, odkręcam wodę. Nie mam ciepłej, ale mam różdżkę. I płyn do kąpieli, którego nie żałuję. Pachnie jak las. Niech woda leci, ostawiam kubek na blat w kuchni i wracam do garderoby. Chodź laleczko, unoszę w górę różdżkę, żeby wyłowić cię ze słoja jak rybkę, jak syrenkę, niewidzialną wędką. Taka jesteś teraz ciężka, a ja nie chcę cię upuścić, przecież dość już jesteś obolała, prawda? Poza tym upadki są nieeleganckie, laleczko. Nie może być w tej scenie za dużo dramatu, bo nam powstanie sztuka bardzo kiepska. A ja nie lubię słabych spektakli. Stoisz, o własnych nóżkach? Gdybyś miała upaść jestem w pobliżu, nie martw się. Podchodzę i ściągam ci maskę, rzucając ją gdzieś na ziemię. I tak będę musiał tu posprzątać, spójrz laleczko, jak tu mokro przez ciebie. Dopiero widząc twoje zaczerwienione białka uśmiecham się delikatnie. Czule, wiesz, przecież jesteś mi znów taka bliska. Ujmuję twoją łopatkowatą dłoń i muskam wargami jej wierzch, nie przestając ci się przyglądać.
- Chodź, przygotowałem ci ciepłą kąpiel. - Chyba nie odmówisz? To byłoby bardzo niegrzeczne z twojej strony. Mógłbym się pogniewać, że odrzucasz taką ofertę, a nie masz innych, ciekawszych opcji do wyboru.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   Nie Sty 11, 2015 4:26 am

Nigdy nie chciała być aktorką, przecież wiesz. A może tylko myślała, że o tym wiesz? Nigdy nie chciała i nie umiała być kimś innym, a jej rola Amali była ukochaną i najlepszą w życiu. Za bycie Amalą córką Papy mogłaby dostać Oscara, gdyby ktoś umiał zmierzyć wartość jej gry i ocenić występy. Poza formą białej figurki nie mogła być niczym innym, tylko marzyć o życiu, którego nigdy nie będzie jej dane mieć. Kochała książki, barwne postacie, ploty i fikcje bo sama nie była zdolna do takich ekscesów. Była kompletnie normalna w swoim dziwactwie. Och Bono, jak bardzo musiałeś wierzyć w to, że zagra Twoją wymarzona lalkę, by wydrzeć z niej wszystko to co kiełkowało w jej małym, słabym serduszku do Twojej osoby. Uwielbiała Cie tak bardzo, podziwiała tak gorąco za te Twoje doskonałe talenta. Kochała to jak ja kochałeś, potrzebowała Twojej miłości jak bardzo nie byłaby fizyczna. Schlebiało jej kiedy na nią patrzyłeś, kiedy gładziłeś jej skórę. Może była naiwna, ale lubiła sobie wyprzeć ze świadomości, że jest dla Ciebie tylko przedmiotem. To przez swoje uwielbienie przychodziła tu co tydzień Arturze. Siadała na progu i zjadała cały koszyczek lukrowanych ciastek. Zawsze o tej samej porze, tak bardzo tęskniła. Byłeś taki ważny Arturze. A teraz?
Kiedy wyłowił ją z wody rzeczywiście wyglądała jak ryba, jak zaplatany w sieć fioletowego materiału sukni, stary, gnijący dorsz, łypiący na niego swoim martwym okiem. Powieki bolały ja tak bardzo za każdym razem, gdy próbowała otworzyć oczy, że przestała próbować. Dopiero jak zdarł z jej twarzy maskę ostrożnie, ostatkiem sił przemogła sie do tego gestu. Zaczerwienione spojówki uroniły łzę, może dwie i nawet jego gest ich nie powstrzymał. Jego czułe uśmiechy były dla niej niegdyś tak cenne, a teraz? Teraz myślała tylko o tym jak bardzo ją wszystko boli. Jaka zrobiła się nagle strasznie zmęczona. Taka zmęczona, że znów zamknęła na chwile oczy. Kruche ciało odmówiło współpracy gdy puścił jej łokieć i zachwiała się niebezpiecznie pod ciężarem przemokniętej balowej sukni. A cóż gdyby runęła? Stłukłaby sie jak porcelanowa, malowana filiżanka, a ze środka wylałaby się jaśminowa herbata. Wysypałyby się koraliki. Dużo błyszczących koralików. I może suszone kwiaty? Pewnie przez nie zawsze tak ładnie pachniała. Znaczy kiedyś, teraz była tylko mokrą, okaleczoną kukłą - tylko Artur mógł widzieć w takiej ohydzie jakieś swoje arcydzieło. Może nie chciała przypadkiem otworzyć oczu, by w żadnym z mieszczących się w garderobie luster nie zobaczyć własnego odbicia? Czuła, że jej serce mogło by stanąć na zawsze. Ale to jeszcze nie czas, prawda Arturze.
Jak maszyna, kukiełka, pacynka, słyszy rozkaz zawoalowany w uprzejmość i próbuje. Odrywa niepewnie stopę od ziemi i stawia krok. Chwila odpoczynku. Przenosi ciężar na jedno biodro, odrywa drugą stopę od ziemi i stawia kolejny krok. Trwa to długo, może za długo, ale musi nauczyć się chodzić w swojej nowej roli zabawki. Tak jak dziecko uczy się chodzić w swojej nowej roli życia. Zszyte palce trzymając nieruchomo, bo każdy gest sprawia więcej tego koszmarnego uczucia. Nawet jego słodki pocałunek nie miał znaczenia, przykryty ciężkim całunem bólu. Kiedyś widziałaby w tym romantyzm, przypominała swoje ukochane sceny z książek. Ale...
Nikt nigdy jej tego nie zrobił Arturze, nigdy jej nikt nie skrzywdził.
Z daleka już czuć lasem. Amala lubi patrzeć na las, lubi jego zapach. Od dziś będzie inaczej, zupełnie. Pokręciłaby głową, jednak nie jest zdolna nawet do tego. Jest już tylko Twoją marionetką.
Prowadź, Panie.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Tu nie wolno wchodzić   

Powrót do góry Go down
 

Tu nie wolno wchodzić

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Olej Konopny
» Czy powinniśmy obchodzić sabat?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo :: Domy czarodziejów :: Bono-