Zaplecze

avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Zaplecze   Nie Sty 11, 2015 4:15 pm

zaplecze
Tutaj powstaje najsłodsza magia.
Tutaj kroi się kilogramy owoców. Po dłoniach cieknie sok. Powietrze przesiąka ich słodkim aromatem.
Tutaj wyrabia się ciasta. Układa misy na drewnianych półkach, czeka na jego wyrośnięcie. Mąka tańczy w powietrzu. Maia tańczy w rytm muzyki.
Tutaj stoją piece. Stare, ogromne, opalane drewnem. Ogień nagrzewa całe pomieszczenie. Można zapomnieć o zimnej Skandynawii.
Tutaj króluje Majeczka. Nieproszonym wstęp wzbroniony.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Nie Kwi 19, 2015 1:06 am

Zawsze jestem tu mile widziany. Nawet, kiedy masz zły humor. Zwłaszcza wtedy, gdy mnie życie nie rozpieszcza szczęśliwymi zwrotami akcji. Tych ostatnio zaczęło gwałtownie u mnie ubywać, jakby ktoś odetkał szczelnie zatkaną do tej pory bańkę, a wypełniająca ją woda konwulsyjnie opuszczała zbiornik. Szczęście nie jest mi pisanie, to żadne zaskoczenie. Wiedziałem, czułem w kościach, że idylla w jakiej do tej pory trwałem skończy się wraz z jej przybyciem. Powroty Natalie nigdy nie niosą ze sobą niczego dobrego. To zawsze jest tylko seria kolejnych rozczarowań rzucanych pod nogi jak kłody. Nie mogło być inaczej i tym razem. Nie przewidziałem tylko, że widmo katastrofy, jakie ze sobą przyniosła, przybierze tak niebotyczny rozmiar; że jej ogrom przyćmi wszystko.
Kawałek po kawałku wyrywając wszystko, co mogłoby sprawić mi radość; co mogłoby mnie uszczęśliwić; co pozwoliłoby zapomnieć o nieustającym bólu rozsadzającym czaszkę, kiedy myśli zaczynają napływać zewsząd do środka, kotłując się i próbując wydostać, nie znajdując jednak żadnego ujścia. Olbrzymie, ścierające się ze sobą masy niczym pękające kości, trące o siebie z uporem i zawziętością, jakby jedno chciało pozbyć się drugiego i nie dawało rady i wciąż mocniej i bardziej, tak bez przerwy, dopóki nie zaczniesz wrzeszczeć, dopóki wraz ze łzami nie będą opuszczać ci głowy. Cicho, dyskretnie. Systematycznie. Wreszcie zamieniając je w krwawe potoki, pajęczą siecią przyozdabiające policzki. Tak jest za każdym razem, teraz jest stokrotnie, nie, tysiąckrotnie gorzej. Wszystko we mnie wrze. Płonie każdy nerw. Myśli krzyczą. Każde wspomnienie Natalie wyje w kurewsko radosnym śmiechu. Jak wirus rozprzestrzenia się po całej głowie, zarażając wszystkie myśli. Nie ma miejsca już na nic innego. Tylko ona. Jej durne zabawy w podchody. Jej dziecięca zazdrość. Zawiść. Wszystko podszyte dobrymi intencjami.
Sierra jest w getcie. Zamknęli ją. Nie będzie tego twojego zasranego ślubu.
Nie będzie niczego. Nie będzie twoich głupich, słodkich ciasteczek, nie będzie pięknie zdobionych tortów z liczi. Nie będzie tandetnego konfetti, którym mógłbym nafaszerować to kościste, zepsute ciało. Niczego nie będzie.
Tęczowe babeczki, jedna po drugiej, zaczynają zdobić ściany. Metalowe tace z rozdzierającym jękiem lądują na posadzce. Zamieniam tę piękną pracownię w pobojowisko, jakbym miał do tego prawo. Jakby nie liczyło się nic innego. Sięgam po kolejne ciastka, mając cień nadziei, że może pełne są rozrywających serce klątw. Powinny. Powinnaś mieć tu, Maiu, jedynie takie babeczki. Słodkości zatruwające żyły. Sprawiające, że skóra odchodzić będzie płatami; że tysiące wyimaginowanych skarabeuszy pożywiać się będzie wnętrznościami; kości gnić będą, zostawiając jedynie wylinkę. Daj mi to wszystko, bym mógł zapchać jej tym usta. By zetrzeć na zawsze te durny uśmieszek z jej twarzy. Daj mi przeprowadzić ją przez wszystkie kręgi piekielne.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Nie Kwi 19, 2015 1:52 am

Mój drogi Halu. Rozwal cały świat na drobne kawałki.
Rozwal wszystko, każdy ciastko z kolorową posypką, każdy worek mąki z którego mogłabym zrobić ślubny tort. Rozwal każdy łańcuch, każdy mur, każdą przeszkodę. Każdą myśl rozsadzającą twoją głowę, każdą przeszkodę, która staje ci na drodze.
Kiedy widzę cię w takim stanie to pęka mi serce. Dobrze wiesz, że mam je tylko dla ciebie.
Serce pękało mi przez ostatnie miesiące, kiedy patrzyłam jak mizerniejesz w moich oczach. Serce pękało mi kiedy patrzyłeś na mnie wzrokiem przepełnionym bólem za każdym razem gdy z moich ust padało imię Artura - pękło niemal zupełnie gdy pewnego dnia w ogóle na nie nie zareagowałeś.
A potem odżyłeś.
I nagle brzoskwinie znów zaczęły mieć smak, podobnie jak maliny, nagle nawet gorzka czekolada była cudownie słodka. Patrzyłam jak promieniejesz. Jak jaśniejesz od środka z każdym dniem. Patrzyłam i ogrzewałam się w twoim cieple, planowałam kolejne słodkości, torty, dekoracje, dobierałam spinki do mankietów i szukałam najpiękniejszej muszki by pasowała do smokingu. Najlepszego smokingu. Żebyś wyglądał dobrze, najlepiej w ten jeden dzień.
Najlepszy dzień twojego życia.
Najlepszy dzień mojego życia.
Nic innego nie było ważne. Zmiany stron, przybieranie innych kolorów, strojenie piórek, zawieranie nowych sojuszy, odkładanie na bok starych. Nie był ważny Yngvi ze swoimi wielkimi planami, nawet nie zauważyłam kiedy z dalekiej Grecji wróciła twoja siostra, kogo to obchodziło? Na pewno nie mnie. Oddychałam twoim szczęściem, skupiałam się tylko na nim. Pozwoliłam sobie na rozproszenie.
To był błąd, mój najdroższy Halu, mój wielki błąd. Za który przepraszam.
Gdybym chociaż na chwilę odwróciła wzrok od twojej promieniejącej twarzy to wszystko co dzieje się teraz nie zaskoczyło by nas aż tak bardzo. Bylibyśmy gotowi. Zabrał byś swoją Sierrę daleko stąd.
A tak - pewnego dnia wzięto nas z zaskoczenia.
Przeglądałam te listy, wiesz. Wiele na nich znajomych nazwisk. Oprócz twojej Sierry - tylu moich znajomych. Nawet chłopiec, teraz już mężczyzna, którego pocałowałam jako pierwszego.
Teraz kłamię, on może nie był pierwszy? Ale jako pierwszy się liczył w moim życiu, wiesz, trzymałam się z nim kiedyś za ręce i chodziłam do miasteczka na karmelizowane jabłka.
Spytasz co się z nami stało?
Życie.
Skończyliśmy szkołę. Dorośliśmy.
I pewnego ranka wzięłam pierwszy kokainy strzał.
Mój drogi Halu. Zastanawiam się czasem - co by się stało, gdybyśmy nigdy nie wrócili? Gdzie byśmy byli. Wciąż na wschodzie? Bardziej na południu? Pośród gorących piasków? Ciemnych, wąskich uliczek. Może wędrowalibyśmy ramię w ramię po zaułkach Marakeszu, czekając na wchód słońca. Kilka minut po szóstej otwierali tę cukiernię, pamiętasz? Słodkie łakocie i jeszcze słodsza, czarna kawa. Oraz mocna, gorzka herbata.
Miód zostawał na ustach przez resztę poranka.
Pamiętasz Hal? Mój drogi Halu. Najdroższy.
Wchodzę w centrum chaosu, obok mojej głowy przelatuje kolorowe ciastko. W dłoni trzymam butelkę najmocniejszej rosyjskiej wódki. Nie bawię się w kieliszki.
To by było zbyt proste i nie możemy tego zrobić, dobrze o tym wiesz. To niczego nie zmieni.
Doskonale zdajesz sobie sprawę, że wystarczyłaby jedna kropla dodana do lukru i z twojej siostry nie zostałby nawet ślad. Moglibyśmy zrobić z nią wszystko. Zamienić nawet w ropuchę, czy to nie byłoby zabawne? Grubą, tłustą ropuchę pokrytą brodawkami. Obrzydliwą i obślizgłą. A potem rozgnietlibyśmy ją bez najmniejszego żalu.
Moglibyśmy ją odurzyć. Uważyłam ostatnio doskonałą klątwę. Paraliżuje ciało lepiej niż petrificus totalus. Człowiek nie może się ruszyć przez dni. Zachowując przy tym pełną świadomość. Wyobrażasz to sobie?
Kroiłbyś ją kawałek po kawałku. Wbijał nóż w jej ciało, patrzył jak spływa po niej czarna krew. Paliłbyś jej członki, zamrażał, rozrywał skórę na kawałki. Zadałbyś jej każde z możliwych cierpień.
Obiecuje ci Hal, nadejdzie taki dzień.
Ale nie dzisiaj. Dzisiaj jeszcze nie możemy. Nie możemy poddać się emocjom, działać bez planu.
Natalie to tylko figura na szachownicy. Ważna? Owszem. Ale nie przesądza o wygraniu rozgrywki.
A my, mój najdroższy Halu, rozgrywamy wojnę. I nie możemy sobie pozwolić na więcej błędów.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Nie Kwi 19, 2015 7:35 pm

Błędem było dać mącić jej sobie w głowie przez całe życie. Ile to już lat? Niemal trzydzieści dwa. Trzydzieści dwa lata jej ciągłej obecności, głupiutkich uśmiechów, przepełnionych udawaną troską pytań, szklistych oczu, drobnych prezencików przywożonych z kolejnej nieudanej podróży, policzków umazanych słodkościami, dokładnie w ten sam sposób, co teraz ściany. Zaciskając place w pięść, ścieram wszystko ze ścian, by nie mieć znów przed oczami tej żmijowatej gęby, by nie musieć wyobrażać sobie, jak zapewne wspaniale się teraz czuje, trzymając w zamknięciu moją, MOJĄ, Sierrę. Dając do zrozumienia, że to wszystko to mój błąd; że gdybym tylko myślał, jak prawdziwy sabatowiec, nie wściekałbym się teraz, nie wylewał z najciemniejszych zakątków umysłu całego szaleństwa, jakie udało mi się zebrać, jakie poznałem, jakiego skosztowałem i jakim chętnie podzieliłbym się z tą wywłoką. Kukłą, którą rozerwałyby szalejące w mojej głowie wichury nienawiści. Którą utopiłbym jak marzannę na pożegnanie zimy. To byłoby nasze ostatnie pożegnanie. Bez obietnic rychłego powrotu, bez robienia sobie złudnych nadziei, że może wreszcie ktoś wyrwie ci z trzewi te odrażające, wielkie oczy, które widzą zawsze zbyt wiele – więcej niż jest w rzeczywistości. Tak chętnie zakończyłbym twoją próbę przekształcenia świata pod twoje dyktando, nie umiesz przecież niczym władać, nie masz żadnych talentów. Tylko dobrze wyglądasz, gdy każdy jest już zbyt pijany, by móc dostrzec najbardziej nawet szpecące cię skazy. Nie potrafisz o siebie zadbać, wciąż jedynie uciekasz, bujasz się na palcach w przód i w tył, jak pies ganiasz w kółko za swoim ogonem, skaczesz z jednej chodnikowej płytki na drugą, traktujesz wszystko jak świetną zabawę. Teraz też chcesz się świetnie bawić, co? Też będziesz chciała uciec, gdy sypnie ci się od niechcenia budowany domek z kart? Nie dasz rady. Obecnie ma cię na celowniku zbyt dużo osób. Tym głupim wyskokiem za bardzo zalazłaś za skórę ludziom, od których powinnaś trzymać się z daleka, bo są w stanie rozgnieść cię jak robaka szybciej, niż będziesz w stanie zorientować się, co się dzieje.
Prawda, Maiu?
W dusznym, lepkim powietrzu kłębią się te wszystkie myśli. Wylewam je z siebie jak słowa, które grzęzną mi w gardle. Może powinienem je zapić, zgodnie z twoją sugestią? Może nie, może lepiej bym zachował jasność myślenia. Nie. Każdy fragment zdrowego rozsądku przestał trzymać się całości w momencie, gdy wepchnięto mnie do grobu wykopanego tą krótką, dobitną wiadomością. Biorę od ciebie butelkę, drżącymi dłońmi siłuję się z nakrętką. Palce mnie palą, mam wrażenie, że cała skóra odchodzi ze mnie płatami, przełyk plonie żywym ogniem, gdy witają się z nim kolejne porcje alkoholu. Od zabawy do rozpaczy, ostatnim razem to Elmo wlewał we mnie tę swoją tequillę. Wiesz, dużo bym dał, by zatrzymać czas w tamtym momencie. To były dobre tygodnie. Pierwsze po tej czarnej melancholii, jaka podobno trzymała mnie w swojej garści miesiącami. To chyba lepiej, że wiem o niej jedynie z twoich pytań, z urywków wspomnień, które przypadkiem wypływały na wierzch, odbijając się w twoich oczach.
- Załatwię to. – Macham ręką na bajzel, jaki ci tu zrobiłem. Jakby to były jedynie wysypane z pudełka puzzle, nie zaś misternie tworzone cukiernicze dekoracje. – Załatwię ją. Dokładnie tak, jak mówisz. Rozczłonkuję. Pozbędę się dziwki kawałek po kawałku. Nakarmię ją nią samą. Zniknie mi z oczu. Każdy, kto widzi w tym szaleństwie metodę. – Podchodzę do ciebie w dwóch susach, chwytam za rękę, wódka rozlewa się po lepkiej posadzce. Trudno. Niewielka to strata. – Zabrała mi ją. Zawłaszczyła sobie. Zrobiła z niej lalkę w tej swojej poronionej kolekcji pariasów. Maia, ona mnie zniszczyła. Odebrała jedyne co kochałem.
Nie obraź się, proszę. Wiesz, że jesteś mi droga, najdroższa. Że dla ciebie zrobiłbym jeszcze więcej. Że nie szukałbym pomocy u innych. Że oddałbym za ciebie życie.
Ale Sierra jest moją duszą. Jedynym stałym punktem, którego mogę się chwycić, by nie zwariować.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Nie Kwi 19, 2015 8:31 pm

Jak myśli prawdziwy Sabatowiec, mój drogi Halu?
Sama nie wiem. To nigdy nie było dla mnie istotne, poglądy - wielu zarzucało mi konformizm. Maia Hukkelberg, chorągiewka na wietrze, kieruje swoją piękna twarz tam gdzie w danym momencie najwięcej słońca. Dużo w tym prawdy - lubię wystawiać się na jego blask. Wtedy na nosie pojawiają się piegi, przepadam za nimi.
Nie wierzę w większe sprawy. Większe interesy. Dobro całego narodu. W rasę panów, w gorszych, lepszych - kiedy to ja stoję na czele swoich własnych zainteresowań. Ja i Ty Halu, mój najdroższy Halu. Dla ciebie zmieniłabym bieg świata. I zrobię to, zobaczysz, zmienimy to razem.
Czy teraz myślę jak prawdziwy Sabatowiec?
Prawdziwy Protagonista, Neoas?
To tylko nazwy. Pod nimi nie kryje się nic poza ambicjami ludzi za sterami.
Mój apetyt jest wielki. Przyznaję.
Ale apetyt twojego brata… to wykracza nawet poza definicje szaleństwa.
Apetyt twojej siostry to zwykła sukowatość.
Nie wierzę, że wszystko co robi, każdy jej ruch, każda decyzja oświecona została wielkimi planami zmiany świata, że wierzy w lepszych i gorszych, że skoczyłaby za Sabatem (zastanawiam się wciąż dlaczego nie mówimy, po prostu, za twoim bratem) w ogień. To tylko przykrywka, furtka do realizacji własnych celów. Znam takie jak ona. Nigdy nie kończą dobrze.
Ciekawe czy nasz drogi Yngvi zdaje sobie sprawę, że jest tylko narzędziem w jej jej ropuszych łapach. Gdyby okoliczności były inne, wiesz, z wielką przyjemnością obserwowałabym ich starcie. Jak rozerwałby ją na strzępy. Kawałeczki.
Ale nie, mój drogi Halu, ona jest twoja. Bang, bang, to ty pociągniesz spust. Ty zdecydujesz. Ty będziesz przedłużać jej cierpienie, wiesz, jest tyle sposobów by utrzymywać ludzi przy życiu. Śmierć jest zbyt wielką łaską. Piekło w jej przypadku byłoby wybawieniem.
My, tutaj, kiedy przyjdzie pora, zgotujemy jej prawdziwy Mordor.
Możesz uciekać nawet na koniec świata, Natalie, nikt cię już nie uratuje. Nikt ci nie pomoże.
Twoja głowa będzie najlepszym prezentem ślubnym.
Macham ręką na bajzel, jutro upiekę nowe łakocie, zrobię lepsze dekoracje. Możesz rzucać wszystkim dookoła, to co niebezpieczne jest starannie schowane, tutaj jest bezpiecznie. Tutaj - nic nam nie grozi.
- Zrobimy to samo - Halu, przecież ja wiem. Rozumiem.
Świat byłby znacznie prostszym miejscem, gdybyśmy byli w nim tylko dla siebie. Gdyby nasza więź przybrała też inne formy - wtedy nigdy nie musielibyśmy wracać. Żylibyśmy gdzieś razem, wędrowali po krańcach świata ważąc kolejne klątwy i badając czas. Ale wiesz co mówią, mój drogi Halu, perfekcyjna miłość jest platoniczna. Rozumiemy się bez słów, zrobię dla ciebie wszystko.
Potrzebujemy jednak innych ludzi. Ty - Sierry. Twojej duszy. Jedynego stałego punktu. Jak kiedyś Artura.
Ja…
Ja uzależniłam się od kokainy na długo przed poznaniem ciebie.
- Wątpię by taki ktoś jak ona potrafił kochać - czasem myślę, że jako jedyny spośród całego swojego rodzeństwa posiadasz serce, mój drogi Halu - Ale zabierzemy jej wszystko, kawałek po kawałeczku. Musi tylko stracić protekcję twojego brata, to nie potrwa długo - krócej niż ci się wydaje - Kto jeszcze za nią stoi? - czy ma jakichkolwiek sojuszników? Zabierzemy jej każdego - Z czasem powinniśmy przejąć kontrolę nad Närjavi, kiedy wyciągniesz stamtąd Sierrę, a Yngvi będzie po naszej stronie… bum - uśmiecham się słodko, wyobrażając wszystko co nastanie po tym momencie - Nawet nie zdąży pożałować, że kiedykolwiek wróciła - nie będzie potrafiła myśleć o niczym innym niż ból - Tak myślę, pamiętasz tę egipską klątwę przywracającą do życia? Zawsze chciałam ją na kimś wypróbować… - zabij, przywróć, znowu zabij.
Ile razy tylko będziesz chciał.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Wto Kwi 28, 2015 12:15 am

Jak myślą oni wszyscy? Każdy utartymi schematami, Majeczko. Protagoniści jako jedyni zdają się nie mieć zawężonego pola działania, może dlatego, że starają się służyć dla dobra wszystkich. Neoasi? Jeśli nie dadzą rady przeciągnąć cię na swoją stronę, nie pozostawią po tobie nawet cienia wspomnienia. Sama doskonale o tym wiesz, ilu takich przypadków byłaś świadkiem? Wielu, nie oszukuj nikogo. Sabatowcy? Sama widzisz, co się dzieje. Widzisz to, doświadczasz, słuchasz, chociażby ode mnie teraz. Poszkodowanych takich jak my będzie coraz będzie coraz więcej, to odbije się na każdym. A ile doświadcza polityki Sabatu na własnej skórze? W każdym z gett. Sabatowcy nigdy nie byli i nie będą święci. Chcesz do nich dołączyć? To nie zabawa, to prosta, stroma droga w dół. Nieznajomego, miast uścisnąć mu na powitanie dłoń, zapytaj o czystość krwi. Potem zabij, jeżeli nie należy do rasy panów. Może to było moim największym błędem. Drobnym niedopatrzeniem. Chwilowym brakiem jasności myślenia. Może powinienem nie tracić głowy dla ulicznej artystki, a racjonalnie podejść do wyboru partnerki życiowej. Imię, nazwisko, czystość krwi, kronika rodowa dla pewności. Potem cała reszta, która u nas poprzedziła każdą z formalności. Ot, ktoś powie: zdarza się, takie błędy można naprawić w każdej chwili. Albo zjawi się Natalie, która z wielką radością posprząta je wszystkie za ciebie, zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Potem będzie trzeba już jedynie naprawiać to, co spartoliła ona.
Zrobimy to. Naprawimy wszystko. Ani jeden fragment rzeczywistości nie pozostanie nie na swoim miejscu. Zawalczymy o świat w jakim sami chcielibyśmy żyć; jakiego nam potrzeba do szczęścia. Bez zwracania uwagi na czystość krwi, bez przywiązywania wagi do poglądów, do miejsca zamieszkania, rasy, wieku, płci. Każdy żyć będzie dla siebie. Każdy samodzielnie budować będzie swoje otoczenie i samemu o nie dbać. My jedynie nadamy kierunek, następnie znikając tam, gdzie nie znajdzie nas nikt. Stworzymy zakątek zbudowany z najprzyjemniejszych wspomnień. Szerokie mamy spektrum dźwięków, obrazów, zapachów. Pamiętasz noce spędzone w Teheranie? Sporą część z nich natychmiast przywróciłbym do życia – resztę zachował tylko dla nas. Smaku najlepszej, angielskiej herbaty, jedynie tej z Wolverhampton, również nie mogłoby zabraknąć. Tak jak ostre, skalne granie chorwackich gór. Wiesz, Maiu, to był jeden z bardziej niesamowitych widoków, jakie zapewniła nam nasza podróż. Wciągu tych kilku lat wędrowania było ich wiele, to każdy moment poświęcony na zaczerpnięcie oddechu, na zmrużenie oczu przed słońcem, mrugnięcie powiek, lecz to właśnie one. Jak nic innego przedtem i nic innego potem, do czasu. Wisienką na torcie byłyby gorące islandzkie źródła. Jedynie dla Sierry i mnie.
Zrobimy to. Tak, Majeczko, zrobimy tej żmii to samo. Zrobimy jej więcej. Tylko nie czekajmy z tym długo. Ona liczyła się z każdą minutą, my musimy wyjść dużo dalej.
- To ona. Ona musi oddać nam Närjavi. Musi oddać nam każde z gett. – Natalie powołała je do życia, Natalie też musi się ich wyrzec. Sama. Z własnej, nieprzymuszonej woli.To nie będzie proste, ale straci poparcie każdego gówniarza zafascynowanego jej siłą przebicia. – Pojawiła się, młoda, piękna, zdolna, weszła Yngviemu na głowę, w ciągu kilku dni potrafiła osiągnąć coś, do czego Sabat dochodził od lat – wieków! To normalne, młodzież płynie z prądem. Garstka bardziej wpływowych rodzin, węszących na najnowszej sensacji możliwość zrobienia interesu życia nie stanowi problemu, nie dla kogoś z naszymi umiejętnościami. Kiwam z namysłem głową. To mogłoby się udać. Z realizacją tego przedsięwzięcia nie będzie żadnych problemów. – Dopiero potem przyjdzie czas na spłacenie win.
Z tobą u boku.
Obejmuję cię, opierając brodę na twoim ramieniu. Zawsze potrafiłaś mnie uspokoić. Zawsze znajdowałaś złoty środek. Twoje rozwiązania zawsze mają smak amerykańskich placków z jagodami. Masz tu gdzieś taki?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Czw Kwi 30, 2015 12:21 am


Wychowałam się pośród protagonistów - i może dziwnym wydawać się, że nie stoję teraz za nimi murem. Powszechny kult równości to jednak nie moja bajka. Nie jestem szlachetnym człowiekiem, nie rządzą mną żadne wysokie pobudki, chęć uratowania świata. To ja widzę siebie na piedestale, nie chcę być jedną z równych. Nie zmienia to faktu, że wszystko co dzieje się w tym momencie przechodzi nawet moje pojęcie - wielkości, władzy, spełnienia. Może dlatego, że ja nigdy nie czułam potrzeby udowadniania czegoś światu. Sama chciałam czuć się najbardziej potężna, najbardziej doświadczona, o największej wiedzy. Dla mnie. Nikogo innego. Wtedy świat padnie mi do stóp sam, z własnej woli, nie dlatego, że kogoś do tego zmusiłam. Komuś kazałam, rzuciłam do getta czy zmieniłam w cegłę.
To jest chore.
Świat w którym chcę żyć nie opiera się na terrorze. Może budząc się rano nie boje się, że wywloką mnie z cukierni, wsadzą do Närjarvi. Będę przerzucać gruz dopóki starczy mi tchu, a potem trafię do ceglarni. Tego się nie obawiam. Boję się dnia w którym cały świat przewróci się do góry nogami. Zacznie się polowanie na czarownice. Szukanie winnego. Twarzy całego zła. I chociaż my polujemy na Natalie, to twój brat ma największe szanse na zostanie twarzą całej tej masakry. To jego będą chcieli nabić na pal, zawiesić za jaja, zlinczować, spalić, ściąć głowę przed tłumem rządnych krwi Skandynawów. Wcale im się nie dziwię - oko za oko, krew za krew. Zemsta może nie zabliźni wszystkich ran, ale przyniesie ulgę. Nie minęło wiele czasu, a już w tym momencie ogrom poczucia niesprawiedliwości i niezrozumienia sięga zenitu. Będzie tylko gorzej.
To nie może być Yngvi.
Nie z powodu naszej przeszłości, naszych przepychanek, naszego uzależnienia.
Dlatego, że po raz pierwszy w życiu go potrzebuję.
Po raz pierwszy w życiu, mój drogi Halu, przejmuje się czymś innym niż nasze interesy. Kimś innym. Dwie kreski przewartościowały wszystko w co do tej pory wierzyłam, wszystko na czym do tej pory mi zależało.
Nie chcę żeby moje dziecko było dzieckiem mordercy. Nie. Nie masowego mordercy. Skandynawskiego Voldemorta. Hitlera. Nie chcę żeby moje dziecko dorastało z piętnem tatusia odpowiedzialnego za całe zło wszechświata. Nie chcę żeby ono poczuło nawet gram tej odpowiedzialności.
I nie chcę - nie chcę się z nim chować, nie chce uciekać, nie chcę mieszkać na drugim końcu świata i nie chcę codziennie rano budzić się ze strachem, że komuś nie wystarczy zemsta na twoim bracie. Że postanowi pokazać mu jak wygląda cierpienie, kiedy odbiera się najważniejszą osobą na świecie. Dziecko. Nie chcę się bać każdej chwili, że odbierze się moje dziecko.
Jestem mamą lwicą. Dla swojego młodego zrobię wszystko.
Wszystko Hal.
Bo widzisz - jeśli chodzi o miłość to nie ma żadnych ograniczeń. Nie ma żadnych barier. Da się zrobić wszystko. I nie Hal. Nie powinieneś racjonalnie podchodzić do wyboru partnerki życiowej, wybierać tej którą ci Sabat podrzuci pod nos. Kochasz Sierrę. I nie ma niczego ważniejszego.
- Odda. Odda nam absolutnie wszystko.
Każde z nas zasługuje na szczęście. Spokój. Tworzenie nowych, najpiękniejszych wspomnień.
Obejmuje cię ramionami - chwila oddechu. Chwila spokoju. Chwila normalności. Świat nie istnieje.
- Jest jeszcze jedna rzecz - zaczynam, zamykając oczy - Yngvi wychodzi z tego cało. Niezależnie od tego jaka jest prawda, ma wyglądać na niewinnego. Ba! Na takiego, który pomagał nam od samego początku. Ma być czyściutki jak łza. Bo kiedy to wszystko się skończy, zamknie się każde z gett, zniknie ta cała szalona propaganda, cała ta spirala nienawiści, zanim jeszcze podliczy się wszystkie ofiary… Wtedy zacznie się szukanie winnego. Twarzy całego zła. Kogoś na kim będzie można się zemścić, kogo będzie można ukarać, sam dobrze wiesz ile goryczy powoduje takie okrucieństwo. I to nie może być Yngvi - chociaż nadaje się idealnie. Chociaż to powinien być on. To jest on - Każdy. Tylko nie Yngvi.
Nie noszę dziecka mordercy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Pon Maj 04, 2015 7:29 pm

Nim jeszcze zaczynasz mówić, nim przedstawiasz mi swój warunek, wiem już wszystko. Wiem i rozumiem każdą obawę, jednocześnie nie rozumiejąc nic. Czując rozprzestrzeniającą się po krwiobiegu radość, jednocześnie nie jestem w stanie nie zauważyć kryjącej się w jej cieniu obawy. Czy doszło już do tego, że to dzieci będą musiały stać się kartą przetargową w walce, która nie powinna ich dotyczyć; od której powinniśmy trzymać je z daleka; która w ogóle nie powinna mieć miejsca – właśnie przez wzgląd na nie? Czy to jedynie przypadek – może szczęśliwe zrządzenie losu, kto wie? – czy skrupulatnie zaplanowane działanie, twój as z rękawa, który zamierzasz wyciągnąć, kiedy wszelkie możliwe środki perswazji zawiodą? To okrutne myśleć w ten sposób o tym maleńkim cudzie, który chowasz pod sercem, lecz nie potrafię inaczej. Dobrze wiesz, do jakich czynów jesteśmy zdolni się posunąć, kiedy nie grozi nam wojna domowa, a jedynie widmo niespełnionej zachcianki. Teraz wszystko odczuwalne będzie po tysiąckroć bardziej, a to dopiero początek.
Moglibyśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Moglibyśmy postawić wszystko na jedną kartę, ryzykując nie tylko sobą, ale każdym – ludźmi już pozamykanymi w gettach, tymi, na których trwają obławy, a także tymi, cieszącymi się pozorną wolnością, nie stojących jednak po stronie Sabatu. Moglibyśmy spróbować działać jak Natalie, pokonać ją jej własną bronią, ale to się nie uda. Choć tak potężni, jesteśmy wciąż zbyt słabi. Moglibyśmy zabić ją teraz. Wyjść z twojej cukierni i złożyć jej wizytę w Närjarvi, w Helsinkach, w salonie Yngviego. Nie bawić się w tortury, w obdzieranie jej z ostatniej nici godności. Ale to rozpętałoby jeszcze większe piekło. Nikt już nie patrzyłby na opaski na ramieniu, na rodowody, nikt nie pytałoby o nic. Ulice natychmiast spłynęłyby krwią, niebo rozświetliły fajerwerki zaklęć. Nie w ten sposób powinno się to skończyć. I nie z tobą u boku. Nie mogę was narażać. Nie może robić tego Yngvi.
- W porządku. To nie będzie on. – Masz moje słowo. Osobiście dopilnuję, by nie tylko po tym, jak uporamy się z obecnym problemem, ale w czasie toczenia batalii o świat, w jakim mają dorastać nasze dzieci, nikomu nie przyszło do głowy obarczenie Yngviego winą za całe zło, jakie wyrządza. Wasze dziecko powinno być przykładem tego, że nawet gdy ojciec stoi po niewłaściwej stronie, nie znaczy to, że jest odpowiedzialny za niszczenie każdej z fundamentalnych dla naszej społeczności wartości; że przyłożył chociaż palec do tej bratobójczej walki. Będzie czysty, jak to tylko możliwe. Będzie ojcem z przeszłością idealną. Bez najmniejszej skazy. Teraźniejszość zmienimy z łatwością. O nią w głównej mierze zadbasz ty. – Gratuluję, Maiu. Mówiłaś mu już? – Cieszę się, naprawdę bardzo się cieszę, choć może wcale tego nie widać. Cieszę się, że ty możesz być szczęśliwą; że swoją najukochańszą osobę będziesz miała przy sobie bez przerwy dziewięć miesięcy; że nie będą w stanie ci jej zabrać. Cieszę się, że będę mógł swoją uwagę poświęcać też komuś innemu; że lista powodów zlikwidowania Natalie i jej gett rośnie z dnia na dzień. Cieszę się, że będziesz co dzień motywowała mnie, bym wybielał przeszłość brata. By krew, która od wielu lat plami dłonie Yngviego zniknęła na dobre jeszcze przed narodzinami… Tego. Bo chociaż już od dawna Venäläinen to nazwisko noszone przez morderców, tylko jeden z nich obecnie na nie nie zasługuje.
Pestki dyni. Uchylone okno. Ciemność korytarza. Schody. Mocniej zaciskam oczy, odganiając napływające, niechciane myśli. Przechodnie zbyt głośno wykrzykują w głowach swoje senne koszmary.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Pon Maj 04, 2015 8:31 pm

No bez jaj. Niby która to godzina, że Kagen okazuje się być zamknięty? Świat musiał zwariować ostatecznie, że nawet najbardziej niepoprawne politycznie jednostki starają się nie zachodzić za skórę nowej władzy. A tego Lagerlöf nie spodziewałby się po żadnym Neoasie, każdy z nich był chociaż w połowie wyszczekany tak jak on sam, zwłaszcza taka Hukkelberg.
Cóż, godzina była odpowiednia, cukiernia zgodnie z prawem i napisem na drzwiach powinna być nieczynna już od jakiegoś czasu, to jednak nie przeszkodziło Peerowi w intensywnym i mocno wulgarnym wygrażaniu szklanej witrynie, zza której szydziło z niego ciemne wnętrze sklepu pozostając niewzruszonym na jego groźby. Niech będzie i tak, to wcale nie powstrzyma go od złożenia wizyty koleżance sprzed lat, jego obecnej żywicielce i możliwym środku do rozwiązania chociaż jednego problemu. Bo że będzie potrafiła zająć się wszystkimi, w to szczerze wątpił, nawet nie przez fakt, że to Neoas, a ci tak po prostu mają wyprane umysły, ale raczej dlatego, że z taką ilością kłopotów nie poradziłby sobie choćby tak wykwalifikowany czarnoksiężnik za jakiego miała się ona. Nie to, żeby wątpił w jej umiejętności, kilka razy zdarzyło mu się po Mai sprzątać i za każdym razem był pod większym wrażeniem tego, co zostało do zbierania. Po prostu… Tego było za dużo. Za dużo na cały świat.
Znikając w jednej z uliczek prowadzących donikąd, przybrał kamuflaż. Zatrzepotał skrzydłami, przeszedł dumnie kilka kroków na krzywych łapkach, w ostateczności wzbijając się w powietrze i obierając kierunek: okno Mai. Na parapecie smutno leżało parę pestek dyni nietkniętych przez żadne skrzydlate, więc nim prześlizgnął się przez niezamknięte okno poskubał odrobinę ziaren, zapełniając swój ptasi żołądek. Potem już jedynie chwile dzieliły go od wypełnienia misji, jaką sobie narzucił. Podfrunął na fotel, na powrót przybierając właściwe człowiekowi kształty. Prawie się z tym fotelem wyjebał. Nawet w takim miejscu nie potrafił zachować krztyny zawodowego profesjonalizmu. No trudno, tragedii nie ma. Wszystko na swoim miejscu, podłoga skrzypi pod stopami jak łóżko w najbardziej obleganym burdelu, przemieszczanie się egipskich ciemnościach po nieznanym mieszkaniu jest jak zabawa a tor przeszkód bez jakiegokolwiek przygotowania. Udaje mu się wreszcie dotrzeć do schodów, dopiero przy nich zatrzymuje się na moment, nasłuchując. Poddasze wydaje się być puste, z dołu, z okolic cukierni, doszedł do niego odgłos rozmowy. Nie była sama, a on nie był uzbrojony. Chyba tylko Elmo Björkson może być bardziej w dupie.
Schodząc, próbował jednocześnie oszacować ilu ich może być. Przez całą, dość krótką drogę udało mu się rozróżnić jedynie dwa głosy, jeden należący do Mai, z którą przecież bić się nie będzie, nie w ten sposób chciał przekonać ją do udzielenia mu pomocy. Istniało ryzyko, że był tam jeszcze ktoś, komu nie kwapiło się do udziału w konwersacji.
Sklep ział pustkami. Rozmowa toczyła się na zapleczu. Peer nie musiał długo obserwować obrazka, jaki się przed nim malował. Pomieszczenie wyglądało, jakby przeszło przez nie tornado. Pośród zgliszczy, w dość jednoznacznej pozie trwali oni. No serio. Jakby nie dość już miał swoich problemów.
- POPIERDOLIŁO WAS?! – zagrzmiał, wyłaniając się z półmroku cukierni niczym anioł zemsty. – Po tobie, Hukkelberg, spodziewałem się wszystkiego, ale ty, gnoju? – W ten sposób dba o swoją narzeczoną? To przekraczało każdą możliwą przyzwoitość. Chwycił Venäläinena za szmaty, odciągając od Mai, zamachnął się i pozwolił swojej pięści przywitać się z nieskazitelną twarzą Halbjorna, że ten wpadł na stojący kawałek za nim stół. – Wtrącasz narzeczoną do Närjarvi, żeby móc się zabawiać z inną? To nie mogłeś z nią zerwać i dać odejść bez żadnych konsekwencji, śmieciu? – Sorki, Maia, tobie dostanie się w drugiej kolejności.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Pon Maj 04, 2015 10:27 pm

Zaufaj mi, mój najdroższy Halu, nie zaplanowałam tego. Tak, moje - nasze - dziecko z boku może wyglądać jak najlepszy fortel i as w rękawie. To twoje dziecko kartą przetargową, przewagą w każdej potyczce. To dziecko Yngviego - otwiera wszystkie drzwi w Sabacie. A Natalie nie może tknąć mnie nawet palcem jeśli nie chce sprowadzić na siebie jego wściekłości. Rosnące we mnie życie gwarantuje mi, nam, tobie i mnie, nietykalność.
Rosnące we mnie życie, mój najdroższy, jest niewinne. Czyste. I nie chcę go brudzić tym całym otaczającym nasz szlamem, nie chcę go wykorzystywać jako karty przetargowej, nie chcę robić z niego broni. To nie jego wina, że ma popierdolonych rodziców. Nie musi płacić za nasze błędy, niezależnie od tego jak ogromne są. Nie musi płacić za niczyje błędy, ono nie jest tego częścią. Moje Ono jest niewinne. I takie pozostanie.
Wiesz, kiedy się dowiedziałam różne myśli przechodziły mi przez głowę. Pierwsza - zostawić to wszystko w diabły i zacząć od nowa, z czystą kartą, na drugim końcu świata. Nie mówić nikomu, nikogo nie informować, po prostu zniknąć. Wychować je samodzielnie, przecież dam sobie radę.
Nie potrafiłabym. Zostawić ciebie, zostawić Antka. Ot tak, po prostu zniknąć z waszego życia, odciąć się całkowicie.
Kolejną myślą, może absurdalną, było znalezienie innego ojca. Wykluczenie z mojego życia Yngviego, wszystkiego co wiąże się z Sabatem i nazwiskiem Venäläinen, głośne przejście na „jasną stronę mocy”. To nie byłoby trudne wiesz, kandydat by się znalazł. Może nawet poznałby prawdę? Z miłości przygarnąłby mnie pod swoje skrzydła, schował nas przed światem, wybielił, dał świeży start.
Nazwij mnie miękką - nie mogę tego zrobić. Do końca życia okłamywać swoje własne dziecko. Wolę zmanipulować cały świat, zmienić karty historii niż okłamać Ono. Niezależnie od tego jak prostsze by to było, jak… zdrowsze. Nie wiem czy Yngvi będzie dobrym ojcem. Nie wiem czy, jak mój, będzie czytał naszemu dziecku do snu, czy będzie go uczył pierwszych zaklęć, czy da mu się poczuć, że jest najważniejsze. Nie wiem czy znajdzie się w nim na tyle dużo… miłości. A zapewne jest na świecie ktoś kto potrafiłby pokochać Ono, nas, w pełni i bezwarunkowo. Zdrowo. Nie na zasadzie chorej gry, nie na zasadzie wzajemnego uzależnienia. Tak po prostu.
Nigdy nie sądziłam, że będę potrzebować czegoś takiego.
Moja prośba, mój drogi Halu, wcale nie znaczy, że próbuję zbudować dla siebie i Yngviego bajkowe, szczęśliwe zakończenie. Jeszcze nie zdecydowałam, nie wiem czy dopuszczę do do mojego, naszego dziecka. Wiem, że wizja ojcostwa go nie przeraża, może nawet mu się podoba? Zdaje sobie jednak sprawę, że wybielenie go przed oczyma całego świata wcale nie oznacza wybielenia tam, w środku. I chociaż mnie daleko do jakiejkolwiek czystości, moje rozumienie moralności jest niezwykle pokrętne, nie chcę żeby Ono było takie samo.
Nie tylko i wyłącznie przez nas.
- Dziękuję - szepcę do twojego ucha, po czym kiwam głową. Tak, wie. Zabrania mi palić papierosy, krzywi się gdy widzi w mojej okolicy kieliszek wina. Kto by pomyślał, że przejmie się aż tak bardzo?
Rozważania na temat ojcostwa muszą jednak chwilę poczekać - a ja muszę znacznie lepiej zabezpieczyć swoje mieszkanie, zdecydowanie zbyt łatwo wtargnąć nieproszonym.
Peer.
Ile to się już nie widzieliśmy? Pamiętam, przyszedłeś do mnie w odwiedziny zaraz po powrocie, ale na twojej twarzy po raz kolejny malowało się… rozczarowanie? Pogarda, na pewno pogarda. Wciąż masz mi za złe Yngviego? Neoasów? Przejście na ciemną stronę mocy?
Pewnie nazbiera się cała lista skarg i zażaleń.
Możesz mi nie uwierzyć, ale naprawdę zrobiło mi się słabo na wieść o twoim trafieniu do getta. I zapewne teraz po moim ciele rozlałoby się przyjemne, ciepłe uczucie ulgi gdyby… no właśnie.
- ODJĘŁO CI ROZUM?! - pal sześć, że właśnie rozwalasz mi stół. Wybaczę ci nawet podniesienie ręki na Hala. Ale sugestia, że on, że my… Odjęło mi mowę. Dosłownie. Przez chwilę po prostu mrugam oczyma, po tobie mógłbyś się wszystkiego spodziewać Hukkelberg, to miłe z twojej strony Lagerlöf. Przyjemnie wiedzieć jak niskie masz o mnie, o nas mniemanie - Petrificus Totalus - i ciesz się, że nie zastosuję na ciebie silniejszej klątwy! A uwierz mi, znam ich całą masę. Mogłabym cię porazić w sposób by każdy uznał za martwego. Potrafisz to sobie wyobrazić? Pochowany żywcem, nie mógłbyś zrobić nic, po prostu czekać aż skończy się tlen, sześć stóp pod ziemią - Zawsze wiedziałam, że jesteś bezczelny, ale wiesz, tym razem przeszedłeś samego siebie - stwierdzam, podnosząc i jednocześnie powstrzymując Hala przed wyrwaniem ci wszystkich kończyn. Halu, kocham cię, ale jeśli się nie uspokoisz podzielisz jego los - Domyślam się, że dla ciebie każdy sabatowiec to popierdolony gnój, ale doroślij Lagerlöf, świat dawno przestał być czarno biały - sadzam Hala na krześle, wciąż podtrzymując i zasłaniając własnym ciałem. Jeśli chcecie się poprać po mordach to proszę bardzo, na zewnątrz, ja nie muszę być światkiem starcia testosteronu -  Zdejmę klątwę pod warunkiem, że nie rozpierdolicie mojej pracowni jeszcze bardziej - to zapewne zabrzmiałoby znacznie lepiej gdyby była w perfekcyjnym stanie przed pojawieniem się Peera - Nie wsadziliśmy nikogo, NIKOGO do Närjarvi. Ani żadnego innego getta w Skandynawii - mówię głośno i wyraźnie, machając różdżką. Odzyskałeś czucie w rączkach Peer. Nie zmarnuj tej szansy!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Sro Maj 06, 2015 3:00 pm

Ufam ci, Maiu. Tobie jednej nie potrafiłbym nie zaufać. Przeszliśmy razem zbyt wiele, bym śmiał wątpić w chociaż jedno twoje słowo. Wierzę ci, nie musisz mi się tłumaczyć, Maiu. To tylko luźne spostrzeżenia, wszystko, co widać na pierwszy rzut oka, co mogłoby rzucić chociaż cień wątpliwości na słuszność naszych działań. Kiedy przystąpimy do walki, kiedy, chcąc nie chcąc, będziemy wypowiadać się w imieniu każdego uciskanego przez Sabat, zaczną nam się przyglądać. Będą próbować znaleźć cokolwiek, co podważyłoby nasze… Kompetencje. Cokolwiek, co jednoznacznie skreśliłoby nasze dobre intencje. Obawiasz się nagonki, która zacznie się, gdy świat wróci do względnej normalności po terrorze, jaki funduje mu teraz Natalie. Bardziej powinnaś, powinniśmy obawiać się tego ogromu urazy, który zaczyna zbierać się w każdym z ludzi, do których próbować będziemy wyciągnąć pomocną dłoń. Mnie skreśla nazwisko, ciebie szyte grubymi nićmi powiązanie z nim, a teraz jeszcze noszone w tobie życie, do którego powstania przyczynił się ten, który na oczach wszystkich udowadnia, że za nic ma jakąkolwiek żywą istotę. Maiu, uwierz, to nie mi musisz się tłumaczyć, ani teraz, ani kiedykolwiek. Nie mi. Nie oceniam cię. Nie śmiałbym tego robić. Każdy ma swoją moralność, każdy własne priorytety, których wartościowanie należy tylko i wyłącznie do ciebie, nie do innych. Obecnie wszystko nabiera zupełnie innego wydźwięku dzięki waszemu dziecku. Teraz ono i troska o nie wysuwa się na pierwsze miejsce. Nie powinnaś się z niej tłumaczyć, każdy rodzic znajdujący się na twoim miejscu postąpiłby tak samo. Tak podejrzewam. Nie jestem ojcem, a i z każdym dniem coraz bardziej, coraz gwałtowniej oddalam się od możliwości zakosztowania ojcostwa, gdy widmo odebrania mi Sierry na zawsze staje się niebezpiecznie wyraźne. Choć nigdy o tym nawet nie myślałem, nigdy nie chciałem, nie podejrzewałem siebie o chęć sprawowania opieki nad tak bezbronną istotą, świat w nienachalny sposób daje mi do zrozumienia, że może wreszcie pora dorosnąć. Zrobić coś właściwego dla drugiego człowieka.
Jak pozbycie się nieproszonych gości.
Plecy, w miejscu, w którym wbiła się w nie krawędź stołu promieniują ogłuszającym bólem, szczęka pulsuje, a usta wypełniają się metalicznym posmakiem krwi. Na wszystko to wylewany jest wrzący olej słów Lagerlöfa. Wszelka przyzwoitość schodzi ze mnie płatami, a duma domaga się natychmiastowej sprawiedliwości bez względu na konsekwencje, jakie będzie trzeba ponieść. Gdyby nie Maia, gdyby nie to, że stoi nam na drodze, już od kilku sekund byłbyś częścią zdezelowanego już do reszty zaplecza, Lagerlöf. Miast tego wyłuskuję z twoich wspomnień cały ogrom cierpienia, jakiego doświadczyłeś, a było tego trochę, i rozciągam go na cały twój umysł, zakorzeniam w każdym nerwie. Nie na długo. Dopóki Maia nie skończy mówić, dopóki nie ściągnie z ciebie zaklęcia. To wystarczy, byś zakosztował odrobiny wypełniające mnie goryczy.
- Nigdy nie mów o niej – O Sierrze. O Mai. – w ten sposób. Nigdy. Nie sugeruj nawet, że mógłbym zrobić jej takie świństwo. – Unoszę palec, gdy próbujesz się odezwać. Nie zrobiłem jej niczego złego. I zrobiłem wszystko, co najgorsze. Chyba masz rację, nie próbuj jednak wypowiadać tego na głos, jeśli jeszcze kiedykolwiek będziesz chciał posługiwać się językiem. – Po coś tu przyszedł? Rzucać bezpodstawne oskarżenia. To wypierdalaj. – Jesteś zdolny, Lagerlöf, ostatnim razem do podobnego stanu doprowadziła mnie moja siostra, a wulgaryzmy to tylko przedsionek. – I nie pokazuj się nam, albo będziesz pierwszym którego umieszczę w najbliższym getcie. Bez możliwości ponownego wydostania się.
Nie umknął mi fakt, że znajdowałeś się na jednej z list. Potknąłem się o informację o twoich dodatkowych umiejętnościach. Pomimo rozsadzającej mnie złości, jestem kontenty, że wpadłeś nam w ręce. Ale jeśli jeszcze raz powiesz coś równie durnego, nie będę miał oporów przed pozbyciem się ciebie. Jak śmiecia.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Zaplecze   Czw Maj 07, 2015 6:59 pm

- Chyba wam! – udaje mu się odparować, nim sytuacja obróci się na jego niekorzyść.
Ojojojoj, ktoś się zdenerwował. W pierwszej chwili Peera mocno ubawiła ich reakcja. Dopiero kiedy przyszło mu skonfrontować się z konsekwencjami, jakie wywołały jego słowa, mina mu zrzedła. Bez dwóch zdań każdy w pomieszczeniu był teraz mocno podkurwiony, co nie działało na niczyją korzyść. Jemu nie podobało się to, co ta dwójka w skrytości cukierniczych zakątków wyprawiała, ani to, co po nakryciu ich postanowili zrobić z nim. Mai nie pasowało, że dwa koguciki zapragnęły urządzić sobie w jej pracowni ring i udowodnić sobie nawzajem, który zacieklej będzie w stanie bronić honoru damy – jeden swojej, drugi, cóż, nieswojej i nawet nie roszcząc do niej żadnych praw. Halbjorn najwyraźniej miał problem ze wszystkim, co w jakimś stopniu wcale Peera nie dziwiło, Venäläineny musiały mieć to we krwi. Szkoda jedynie, że brakowało im zachowania tej krwi zimną. Takie gorączkowanie się zwykle udowadniało, że koleś daleki był od oddalenia od niego wszelkich podejrzeń. Może tylko trochę ratował Hala fakt, że właśnie został oskarżony o jeszcze-nie-zceglenie narzeczonej, to chyba każdemu podniosłoby ciśnienie. Żadna z tych rzeczy nie była jednak wyjaśnienie, dlaczego zrobili mu… To. Może trochę, ociupinkę. Ale, na litość wszystkich bogów, to było poniżej godności każdego z porządnych czarodziejów, a za takich, jeszcze przed wtargnięciem do majowego sklepu, ich uważał.
Teraz nie pozostało mu już nic, poza staniem jak kołek, bez możliwości ruszenia chociaż płatkami nosa. Nie pozostało mu nic, poza wewnętrznym zwijaniem się z bólu, kiedy wspomnienia każdej porażki, przebłyski z dzieciństwa, z wojny brytyjskich czarodziejów, z przeprawy z żoną oplatały go swoimi mackami, niczym olbrzymia, eteryczna ośmiornica, zaciskając je coraz bardziej, z jeszcze większą siłą za każdym razem, gdy próbował się z nich wyszarpać. Maraton przez piekło w pół minuty. Od kocenia w bidulu, przez aurorskie testy wytrzymałości, na cruciatusie skończywszy. Lagerlöf był pewny, że przez tych parę chwil, podczas których usilnie starał skupiać się na słowach Mai, nie zaś na tym, co rozszarpywało go do wewnątrz, całe szaleństwo, jakiego kiedykolwiek był świadkiem, spotęgowane odbija się teraz w jego oczach. I ulatuje równie szybko jak narastało wraz z powrotem czucia w palcach. Niech was Jormungand pożre!
Jeb się, gnoju, rzuca bezgłośnie w stronę Halbjorna. Nie będzie z nim rozmawiał, nie kiedy ten próbuje dobić go jeszcze groźbami. Wcale nie wyssanymi z palca. Uderz w stół, a odezwie się sabatowiec. To było do przewidzenia, ale najwyraźniej ktoś tu próbuje nieudolnie walczyć ze swoją prawdziwą naturą.
- Jest problem. – Inny niż ten tutaj, poważnie. – A ty i twoi kolesie bardzo byście się nam przydali. Ale przy nim nic więcej nie powiem, bo jest tępym chujem. – Jak dziecko. Nawet ramiona na piersi skrzyżował, cofając się do tyłu, wcale nie z obawą, a obrzydzeniem. Nie wierzy mu ani trochę. Gdyby kochał Sierrę, to raz, że nie pozwoliłby jej zabrać do takiego miejsca tylko wywiózł jak najdalej, a dwa, że kiedy już niefortunnie trafiła w niepowołane ręce, to natychmiast by ją wyciągnął. W końcu, czy nie jest bratem tego, który za całą tą masakrę odpowiada? Gdyby Peer nie zamieniał się jedynie w małego gołębia, ale w gigantycznego gryfa, raz dwa chwyciłby ją w swoje szpony i ukrył w leśnych włościach Oggi. To nie było żadną filozofią.
No, dawaj, Majeczka. Nie będzie ci robił wyrzutów z powodu trzymania z Neoasami, może na coś się w końcu przydadzą, jeśli zostaniesz ich mediatorką i przedstawisz lagerlöfową propozycję, którą złoży ci w równie ustronnym miejscu. Gdy tylko zostaniecie sami.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Zaplecze   

Powrót do góry Go down
 

Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Cukiernia Kagen-