Loft

Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Loft   Wto Sty 13, 2015 12:23 am

Loft
Loft, w którym mieszka Elmo składa się tylko z dwóch pomieszczeń. O ile mały, odgrodzony kawałek, w którym znajduje się kibelek można nazwać toaletą. Loft podzielony jest na dwie części, po jednej z nich, naprzeciwko ogromnych okien znajduje się łóżko, nigdy niepościelone, pufy, stosy książek służące za stoliki, mnóstwo pozornie niepotrzebnych rzeczy, jak figurka zielonego słonia, skrzynia, z której wypadają poduszki z poszewkami w etnicznych wzorach, ogromna, stojąca złota lampa, egzotyczne instrumenty i wiele wiele innych. Gramofon stojący nieopodal wielkiego, drewnianego stołu, który spełnia funkcję kuchennego blatu. Po drugiej stronie wanna stojąca na czarnych nóżkach, zakryta prześwitującymi zasłonami. Elmo ma niezwykłe poczucie estetyki i lubi chomikować ładne przedmioty. Na samym końcu, w cieniu znajduje się mała pracownia Elmo, półki wypełnione narzędziami, trybikami, wskazówkami, zegarkami, oprócz tego ogrom notatek, zapisanych własnoręcznie przez Elmo, walających się po całym mieszkaniu. Loft sprawia bardzo przytulne wrażenie, bo niegdyś nagie ściany zostały pomalowane na karmazynowy kolor i ozdobione różnego rodzaju orientalnymi ornamentami.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Wto Sty 13, 2015 2:01 am

Lądujemy tuż przed drzwiami do loftu, a ja obejmuję cię mocno, unoszę wręcz, żebyś nie upadła, przecież nie znasz tego gruntu. Nie trać ze mnie spojrzenia, możesz wejść lub nie, ale jeśli zrezygnujesz nie przekonasz się, jak miękkie mam dywany i pościele, ile rodzai herbat, jak wiele płyt i książek i bibelotów, które mogłyby ci się spodobać. Naprawdę spodobać. A jeśli ty spodobasz się mnie możesz tu zostać ze mną dłużej, niż w takiej sytuacji wypada.
- Nadal chcesz utonąć? - Ja zdania nie zmieniłem, przecież nie zabierałbym cię tutaj, chodź do mnie, chodź, wciąż mam na nas tyle pomysłów, a one wciąż powstają nowe i nowe i nie pozwalają wziąć mi głębszego oddechu spoza obszaru, w którym się znajdujesz. Wiercisz dziury we mnie, wkręcasz się i wcale nie przestajesz, a nic się nawet nie stało, tylko wszystkie te trybiki coraz szybciej i szybciej kręcą się i złap mnie, rozerwij na strzępy, nie masz pojęcia, jak bardzo staram się teraz zachować spokój, a to zawsze było moją mocną stroną. Jestem ciebie spragniony, czuję to bardziej i mocniej kiedy dłonie nie przymarzają mi do muru. W moim lofcie jest ciepło. Otwieram drzwi, nie jestem taki podręcznikowo uprzejmy, nie przepuszczam cię. Nie, zamiast tego wciągam cię do środka, podążaj za moimi krokami.
Witaj Wilczku w moim sacrum. Puszczam cię, pozwalam się rozejrzeć, kiedy idę do jednej z komód i grzebię w niej, szukając odpowiedniej płyty. Kątem oka jednak wciąż cię obserwuję, trochę dlatego, że nie mogę przestać, trochę też, bo obawiam się o moje skarby na końcu loftu. Tamte możesz obejrzeć pod moim nadzorem tylko i wyłącznie, w pozostałej części mieszkania - proszę, czuj się swobodnie. Znajduję w końcu, płyta ląduje w gramofonie, nastawiam igłę i czekam, najpierw na utwór, potem po prostu słuchając chwilę. Bardzo rzadko, naprawdę bardzo słucham muzyki, chociaż kolekcję płyt mam pokaźną. Chomikuję, najzwyczajniej w świecie, piękne rzeczy. Lubię utwory, które się nie narzucając, mają dokładnie zaplanowany każdy dźwięk, nie zbaczają z uporządkowanej linii melodycznej. A mimo to budują napięcie i nastrój. Wypadałoby gościa poczęstować czymś i pomyślałem o miodzie, ale czas na to będzie później, teraz obserwuję cię, jak krążysz, dobrze tu pasujesz, ładnie kontrastujesz, ale nie mogę cię tak obserwować wciąż, więc nie mogąc pozbyć się głodnego uśmiechu podchodzę w końcu do ciebie, łapiąc twoją twarz w dłonie, wbijam się w twoje usta blade, nie chcę, żeby były takie blade, niech się zaczerwienią do krwi, czujesz to, jak to wszystko wiruje, chcę być bliżej, ale już nie dzieli nas nic, przesuwam rękę, obejmując cię ciasno w tali, studiując ją,dłonią, ciaśniej się nie da, mogę mocniej, bardziej, ale pragnij mnie w ten sposób, jak ja ciebie. Drugą rękę wplatam w czarne loki, nawijam je na wszystkie palce, zaciskam je na pasmach, narobię ci kołtunów, mnóstwo, mnóstwo kołtunów. Nie rozczeszesz ich po mnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Wto Sty 13, 2015 2:58 am

Na jej usta pierwszy raz wpełza uśmiech, kiedy nagle, zamiast uderzenia w fale plecami ląduje z nim na ziemi. Gdzieś. To chyba pierwszy raz od bardzo dawna kiedy ktoś nie pobiegł za nią w tym straceńczym szaleństwie tam, gdzie biegła, a robiła już różne rzeczy mężczyznom którzy ją interesowali, którzy się nią interesowali - nie jakoś specjalnie świadomie, jedynie zapraszała ich, o, tędy proszę, chcesz ze mną obcować tak? Przez próg proszę, do mojego świata, który jest tak różny od tej szarej rzeczywistości. Czasem, by do niego wpaść trzeba było za nią rzucić się z klifu, czuć, jak pęd wiatru wyciska z oczu łzy i odbiera powietrze. Czasem wchodziła do ogniska i musiała potem smarować czyjeś rany tłuszczem i ziołami, żeby nie wyglądał jak ofiara zamachu. Rude blizny zostawały na bardzo długo, a wraz z ich pojawieniem się bardzo często znikało zainteresowanie. Przekraczała granice przyzwoitości w każdym spektrum świata, a jak się okazywało mało kto w ostatecznym rozrachunku lubił tego doświadczyć. Szaleństwa. A tu? Pociągnęła Wilka za sobą, a on zamiast wpaść z nią, w jej ramionach, w czarne fale - przerzucił kartę na drugą stronę. Uwierz mi, dawno nie miała na twarzy tego uśmiechu.
Czuła wokół talii Twoje jasne ramię i bardzo jej sie podobało, że mogła lekko zgiąć kolana i dotykać podłogi tylko czubkami palców. Radość z małych rzeczy, oderwania od ziemi, nawet skrzypnięcie zawiasu nie odrywa jej od rozmyślań na temat tego co właśnie zrobiłeś.
- Mhm. - rzuca jedynie, kiwając głową na Twoje pytanie i zerkając do środka mieszkania ciekawskim spojrzeniem zanim jeszcze ją zaprosisz. No tak. Taka już jest. Chce utonąć, spłonąć, da się zaciągnąć przez Ciebie gdziekolwiek, spopiel ją, zadław, uduś, teraz masz jej pełne zainteresowanie. Sto procent skupienia. Wszystko staje się teraz ważne, od kształtu klamki po rytm Twoich kroków. Za progiem lekko zsuwa z nóg buty i skarpety. Nie jakoś z kultury czy manier, pojęcia nie ma co to, ale dywan wydaje się być jak trawa i dopiero chwytając go palcami stóp może śmiało ocenić - znacznie bardziej miękki.
Nie wiesz o tym, ale Laire większość życia przemieszkała w jutrach. Nie takich znanych tu tradycyjnych domach ze ścianami i meblami, tylko śmiesznych namiotach z ogniskiem w środku, pachnących skórą, ziołami i palonym drewnem. Zamieszkać w zamku z początku było dla niej czymś koszmarnym i szczerze, po dziś dzień trochę się tam dusi. Ambicje ma jednak za wysokie i zadziera nogi na progi, których zapewne nigdy nie osiągnie, więc się nie da jej stamtąd wypłoszyć. Mimo życia w zamku z dala od Kandałakszy i tak krzyczy niemal każdej nocy. Po zgaszeniu świateł nie otwiera oczu bo w półmroku majaczą jej te wszystkie szalone, szamańskie demony wyłaniające się z tlącego w namiocie polanka po wygaszonym ognisku. Wypełzają z cichym sykiem czasem spod butów, wystawiają ręce spod parapetów, szepczą kuląc się za meblami i nie chcą ucichnąć dopóki nie odgoni ich krzykiem przekleństwa.
Twój dom za to wydaje się inny, wydaje się ciepły, mimo, ze Ty taki się nie wydajesz. Przechadza się wzdłuż ściany, dotyka książek, ostrożnie by nie naruszyć konstrukcji, wodzi palcem po ornamentach złotej lampy, ale mimo, że to mieszkanie ją bardzo uwodzi to jednak i tak zerka w Twoją stronę. Z trudem, stoisz teraz po mniej-zdrowej stronie więc bardziej musi sie obracać ale pilnuje co robisz. Dlaczego tam poszedłeś. Co włączasz i jak. Dużo obcych przedmiotów dla których zastosowania w swoim życiu kompletnie nie przewiduje, ale dobrze. No taki jesteś, co poradzić. Na chwile tylko spuszcza te Twoje cholerne ręce z oczu, bo słoń taki piękny stoi. Czy to nefryt? Tak błyszczy... I nim zdąży się znów obrócić już gryziesz jej usta.

Tak to działa, przepraszam choć nie jest mi przykro, popychasz pierwszy klocek domina, a ja już nie potrzebuję więcej zachęty. działasz na mnie jak piżmo na niedźwiedzia, jest mi gorąco i nic mnie nie obchodzi. Metaliczny smak krwi jest całkiem znajomy, nie pierwszy raz i nie ostatni pewnie gości w moich ustach. Podoba mi sie ta porywczość, zachęca mnie do nie stawiania sobie granic. Twoje palce w moich włosach trafiają pomiędzy cebulkami na wszystkie pstryczki sieci nerwów i czuję gęsią skórkę na ramionach.

Jedna nogą owija się wokół Twoich bioder, dołączając drugą, kiedy już odepchnie się nią od stosiku gratów w stronę wielkich poduch. Słyszy, że coś przewróciła ale specjalnie jej to nie martwi, chaos to też jakiś porządek rzeczy, tak mówiły stare szamanki. Opleciona ciasno w ogół Twego ciała wciąż jednak się wije, gdzieś z tego ciała wyrywają sie miękkie ruchy żmii sunącej po poszyciu. Ucieka przed Twoimi ustami, przed językiem, by za chwilę sama swoim badać zagłębienie nad Twoim obojczykiem, a szalone palce może troche zbyt mocno próbują Cie oswobodzić z ubrań. Nie ma szponów, acz pamiątka zostanie na kilka dni - w pewnym momencie niestety nie masz już na sobie nic, a ona wiedziona tą wibrująca falą spomiędzy płuc, z bioder dalej próbuje dogrzebać się do Ciebie. Piękną masz skórę, miękką, pachniesz czymś niezwykłym, troche kurzem, trochę pergaminem, troche stalą, pachniesz też sobą, ale w inny sposób niż ludzie, których zna. Co to za zapach? Kojarzy jej się z narodzinami ale i śmiercią. To bardzo seksowne, to jaki jesteś obcy i bliski w tej jednej sekundzie. Bardziej przepiękny niż wszystko do tej pory. Próbuje Cię nie gryźć, żeby Cię nie zjeść, ale...
Tak. Bardzo. Chce.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sro Sty 14, 2015 1:43 am

Lemon robiła mi bałagan wszędzie. Robiła go w życiu, robiła w pokoju, na mojej części, na swojej, robiła bałagan nawet się nie ruszając tylko będąc sobą, tak daleko było mojej siostrze do piękna, daleko do ozdoby, zresztą u nas żadnych nie było, bo ona wszystkim mogła się zranić. Wazony? Nie licz na to, mogła rozbić je w sekundzie i wbić sobie w brzuch. Obrazy? Gwoździe nie przejdą. O takich przylepionych na stałe do ścian nie można było można nawet marzyć, powyrywałaby sobie paznokcie, próbując je zdjąć ze ściany. Nie było u nas nic, co byłoby piękne, poza tym, co zrobiłem sam. A i to musiałem chować głęboko, żeby nie dostało się w jej połamane, brudne, suche palce. Może to śmieszne, ale zawsze chciałem otaczać się ładnymi rzeczami, mężczyznom wystarczą cztery puste ściany, butelka dobrego trunku, biurko, łóżko i lampa. Mnie nie. Ja lubię poznawać faktury. Lubię gromadzić rzeczy, obserwować, jak zmieniają się z czasem. Lubię czasem wrzucić je w przeszłość, zobaczyć, jak niszczeją w bardzo szybkim tempie, rozkoszuję się widokiem ich materialnej bezsilności. Czym jest cały świat wobec czasu?
Podoba mi się, gdy się tak wijesz, niby to nic nowego, ale czuję, jakbym musiał reagować szybciej, by cię złapać, a ja bardzo lubię prędkość. Łapię cię za pośladki, zaciskam na nich niecierpliwie palce, wciąż odrętwiałe z zimna, czuję ten pulsujący ból w opuszkach, muszę szybko je rozgrzać, normalnie starałbym się myć je w ciepłej wodzie, aż ból ustąpi, ale mam ciebie, mam twoje ciepłe ciało, twoje usta, wilgotne.
Ściągaj ze mnie co chcesz, szarp mnie, gryź jeśli masz ochotę, nie pozostanę ci dłużny, mały Wilczku, zrzuć, to co masz na sobie, pomogę ci. Ciągnę nas w stronę parapetu, podnieś rączki, chcę ściągnąć twój sweter, koszulkę twoją, wszystko, co masz, rzucam na podłogę, zaciskam dłonie na żebrach, jakbym chciał je zmiażdżyć, zostawiam po sobie ślady, wyznaczam wilgotną ścieżkę przez środek twojej klatki piersiowej, przez brzuch, dopóki nie zatrzymują mnie spodnie, niepotrzebne spodnie, odpinam zamek, ale zamiast zedrzeć je z ciebie od razu wsuwam dłoń między twoje nogi, wciąż przecież muszę ogrzać palce, przy okazji trochę rozgrzeję ciebie. Taka jesteś miękka, sprawdzam każdy zakątek dokładnie, głębiej, jednostajnie, nie odrywając wzroku od twoich ciemnych oczu, dopóki się nie nasycę, dopóki nie zaczną być zamglone, dopiero wtedy mogę zerwać z ciebie spodnie, wyskocz nóżką, jedną i drugą, żebym miał cię całą, nie mogę w jednym momencie dotknąć każdego skrawka twojej skóry, irytuje mnie to, więc staram się wydobyć jak najwięcej z dotyku, może naciskam za mocno, może zbyt natarczywie, ale powiedz Wilczku, przeszkadza ci to? Zostawiasz zaczerwienione ślady na mojej skórze, nie powinnaś mieć problemu ze swoimi. Chciałaś teraz dryfować w lodowatej toni, zetknąć się z nią, rozbić, wciąż chcesz, proszę, szyba za nami jest lodowata, wstaję, odwracając cię do niej jednym ruchem, przyciskając do zimnej powierzchni całą ciebie, opierając swoje dłonie po obu stronach twoich żeber, masz okazję Wilczku podziwiać piękny widok za oknem, licząc każdy mój oddech, nasilony wraz z kolejnymi pchnięciami. Szukam twoich ust, nie po to nawet, żeby je całować, w tej sytuacji jest to utrudnione, szukam ich, bo chcę czuć jak je rozchylasz, jak operujesz językiem, pokaż mi swoje oczy, nie mruż ich, nie zamykaj, patrz na mnie, spójrz prosto w moje źrenice, bądź tu ze mną, nie sama, słodki Wilczku. Dam ci nabrać tchu, ale tylko dlatego, że chcę sięgnąć do twoich piersi, zmieścić je w obie dłonie, idealnie tam pasują, idealnie tu pasują, jak cała ty, świetnie wtapiasz się w mój chaos, w mój bałagan, składający się tylko z rzeczy pięknych.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sro Sty 14, 2015 9:35 pm

Och, też Ci zrobi bałagan, nie doceniasz jej. Dopiero weszła do Twojej historii, a patrz już przegryza Ci skórę. Możesz to cofnąć, ale czy chcesz?
Jeszcze tego nie wie, choć pachniesz inaczej i nie chodzi tu o zwykłe feromony. Zapach jaki mają stare książki, zabytkowe budowle, jaskinie nietknięte ludzką stopą, zapach czasu nieopisywalny i zupełnie różny od tych, które znała. Ty masz nad nim władzę, znasz jego formę, znasz sekrety, uplastyczniasz czas do swojej woli, jesteś jego Panem. To całkiem zabawne, biorąc pod uwagę fakt jak bardzo w życiu Laire czas nie istnieje. W sensie wiesz, nie jest tak niemądra by nie wierzyć w czas, ale ona widzi kwadry księżyca, widzi zimowe i letnie futro, widzi żółknące kości padliny, zmarszczki na twarzach starych szamanek. Jest tak, nie martwi się, że to jakiś czas, cos ją goni nieuchronnie i od niej ucieka. Bo jej dni sa policzone, więc po co się tym przejmować.
Pręży się wspierając na Twoich ramionach jakby nie chciała ani iść ani siadać tam gdzie jej każesz, tak bardzo nie lubi dostawać poleceń. Trzymałeś kiedyś w rękach dusiciela? Stworzenie jak jeden wielki mięsień, czujesz jak się wije i masz nad nim niby-kontrolę, władzę, a jednak wąż wijąc się zawsze znajdzie punkt zaczepienia i tu gdzie go odplączesz, tam zaraz Cię owinie, wpełznie gdzieś, otrze się. Tak i współgrała zarazem przeciw-grając Twoim gestom, głodna Ciebie coraz bardziej i choć z każdą sekundą dawałeś więcej, jej apetyt rósł dwukrotnie. Nadążasz? Nadążasz.
Piękną ma tę swoją mimikę dzięki Tobie. Z rzadka używana twarz nabiera rumieńców, usta koloru purpury, na białka występują cienkie nitki żył, pęknięte mikronaczynka. Pod skórą eksplozje z każdym Twoim dotykiem. Ach gdyby mogła teraz widzieć się tak jak Ty ją widzisz, kiedy otwiera szeroko oczy na te Twoje palce zimne, jak rozchyla usta w bezgłośnym wdechu, jak grzbiet jej sie gnie. I mruczy. Nawet nie wiem czy to specjalnie erotyczny pomruk, niedźwiedzie tak warczą w swoich zimowych legowiskach tuz przed snem, zadowolone psy mruczą od drapania po brzuchu, tak mruczą wygrzewające się w słońcu kuguary. Otwiera usta z kolejnym bezgłośnym wdechem, potrafi być całkiem cicha, jednak jęk wyrywa jej się z gardła zupełnie nie pilnowany. Bo tak, takie szarpnąłeś struny, takie masz melodie. Zaciska palce na Twoich ramionach odpychając Cię zbyt ostro, jednak opleciony nogami nie możesz uciec. I zaraz znów, obrót, tancerka, palce wbijające się w szybę jakby miały ją rzeczywiście przekłuć, ich pisk o jej zaparowaną powierzchnię, na której pośród oddechów odbijają się wypukłości i wcięcia jej ciała. Zrobiłeś dziś sąsiadom przysługę, a Laire patrzyła prosto w okna przeciwległego budynku. Sycząc cicho przez zęby, gnąc się w łuk i chwytając Twój kark.
Twoje dłonie pasują do niej doskonale, jesteście trochę jak puzzle, palce masz długie wystarczająco by objąć jej gardło, by dotknąć jej punktów, zacisnąć pierś w jednym chwycie. Szyję masz długą, łabędzią, odpowiednią do obu ramion na karku, pośladki od których nie może oderwać paznokci. Kim ty do cholery jesteś?
Odepchnęła Cię lekko zahaczając stopą o kostkę, chce żebyś upadł, choc nie dosłownie, przecież tu obok masz to wielkie łóżko. Leż, zajmie się Tobą, pozwól jej, to jedna z tych rzeczy, które potrafi robić w sposób zupełnie niepodręcznikowy, niepopularny, wulgarny. Chwyta więc twoje kostki wiodąc językiem od krawędzi stopy, kąsając białą skórę i patrząc na Ciebie, z dołu, z diabłem w oczach. Przebiegłe palce błądzą powoli i zaczepnie po wnętrzach ud, krążą wokół podbrzusza, łaskoczą na kościach miedniczych. I te czarne loki, wszędobylskie, aż proszą się o odrobinę czułej brutalności niczym ujarzmianie lwa. Całuje zgięcie pod jednym kolanem pełznąc wyżej, wypina się prostopadle Twego ciała i w sposób oczywisty chwyta Twoją dłoń by wsunąć ją między swoje uda tam gdzie jej najodpowiedniejsze miejsce.
- Chcę utonąć... - szepcze i bierze go w usta. Miękkie, ciepłe, wilgotne, tu jeszcze Cię nie było, a chciała Cię mieć wszędzie. Obtoczyć się Tobą, przepełznąć przez Ciebie,wytarzać się w Twoim zapachu. Jej skóra jest gładka i sprężysta bo co wieczór zdrapuje z siebie cały dzień. Dziś będzie inaczej, dziś będzie spać w Tobie, a Ty w niej.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Sty 24, 2015 12:16 pm

Mógłbym być marynarzem. Elmo marynarz. Bujałbym się z moim statkiem, wił w odmętach czarnych fal, przeciętych białą pianą, tak, jak teraz, podobałoby mi się bycie marynarzem. Szumy w głowie chyba brzmią podobnie. Mam ochotę je wyizolować, wyciągnąć aparat, rzucić go gdzieś w kąt, skupić się na innych bodźcach. Na twoich wargach wilgotnych. I tu i tam. Nie chcę wyszarpać ci pukli, chociaż przyznaję, że gdybym związał je czerwonym sznurkiem i powiesił gdzieś na ścianie, wyglądałyby całkiem dobrze. I pachniały kuszącą tobą. Na sznurku byłyby koraliki. Wyginam kręgosłup w łuk, boli mnie kark, brakuje mi tam twoich palców, mogłabyś mnie nawet dusić, wiem, że to sprawiłoby, że poczułbym się lepiej. Wszystko, co robisz sprawia, że tak jest. Nie przestawaj, nie zatrzymuj się, nie możesz, to zbyt ryzykowne, na morzu, w czasie walki z żywiołem nie można się zawahać, zatrzymać, bo wszystko będzie stracone. Wilczku, daj mi nabrać tchu, bo się uduszę, a sam nie chcę, zaschło mi w ustach, potrzebuję wody, utoń ze mną. Utoń ze mną mały Wilczku, wypełzam spod ciebie, wyciągając dłoń, przecież jeszcze cię nie oswoiłem, jeszcze jesteś dzika, nie zupełnie moja, powąchaj moje palce, przecież ten zapach nie jest ci obcy, pełno na mnie ciebie, chodź, daj się pogłaskać, później, jeśli uznasz, że mi nie ufasz, możesz mnie kąsać, ale ja wtedy zamknę cię już w swoim uścisku. Połóż się na plecach, pomogę ci, rzucę cię, zakryję widok białymi włosami, wycałuję cię i wyliżę jak nikt nigdy przedtem, ani potem, ilekroć poczujesz zapach kadzideł będziesz pamiętać o tym, mimowolnie dotykając się, zacznę od piersi, będę je kąsać, aż nie zaczniesz syczeć z bólu, dam ci sekundy przerwy, podmucham na nie, żebyś myślała, że to koniec, a to dopiero początek, mały Wilczku. Wszystko, wszystko będzie mi oddane, najmniejsze zagłębienie, paznokieć, każda blizna, rysa, kropka, jeszcze tu, jeszcze tu, w środku i na zewnątrz cała jesteś moja, nie wypuszczę cię, dopóki nie zobaczę wszystkiego, co chcę. Czy jest już ciemno? Zamroczyło mnie od twojej obecności, od twojego zapachu i sapania, takie dźwięki lubię, takie zapamiętuję. Teraz, kiedy miałaś mnie już wszędzie, będziemy nierozłączni, patrz na mnie, chłoń mnie, kołysz się, wbijaj paznokcie w plecy, zostaw wszędzie więcej i więcej śladów, zmęcz się, zamęcz mnie, omdlej, padnij, zaśnij, ze mną wtulonym w twoje łono, śpijmy tak po wszystkim wiele godzin, odeśpijmy cały miesiąc, wciąż rozgrzani, ale z wierzchu ze skórą chłodną, bo satynowe pościele leżą gdzieś na ziemi, opleć się wokół mnie, najciaśniej jak potrafisz, najbliżej jak możesz, zakryj mi sobą cały świat, dziś tego chcę, tylko z tobą, tylko w tobie. Zatracę się w tobie, jak w czasie, zapominając, że mógłbym nim manipulować, bo tak sprawnie mną operujesz, tak łatwo przychodzi ci spowodowanie, że zapominam, jak czas płynie tutaj, jak płynie u mnie. Sprawdzę czas po sztormie, przecież jestem Elmo marynarzem, odetchnę kiedy morze się uspokoi, wtedy będzie czas, na inne rzeczy, wtedy będę mógł słuchać ciszy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Pon Lut 02, 2015 1:11 pm

Ile mija tego czasu. Czy w ogóle mija? Ty tu jesteś królem wskazówek i zębatek, to Ty znasz sekretne komendy dzięki którym wszystko staje w miejscu. Teraz też tak trochę oszukujesz? Naginasz czasoprzestrzeń, czy nie. Dla niej czas płynął gdzieś zupełnie obok. Była pieprzoną dzikuską więc w ogóle mierzyła wszystko innymi jednostkami, jednakże wpadliście na siebie w bardzo dziwny sposób. Zetknęliście się z hukiem niemalże, trzaskiem wyładowań elektrycznych, jak krzemień o krzemień. Bardzo intensywnie. Dogoniłeś ją w jej straceńczym biegu i chwyciłeś za kark by strząchnąć jak suka szczenie. Nie jest łatwo łapać wilki, mogłaby Ci o ty opowiedzieć, gdyby ust nie miała tak zajętych. Wilki widzisz wolą zdechnąć, niż dać się złapać, odgryźć sobie nogę schwytaną w sidła i wykrwawić w lesie na śmierć, niż potulnie czekać na jakieś zbawienie. A Ty jesteś jak te wnyki. Wpadła w Ciebie, słysząc tylko zgrzyt stali i widząc zatrważającą Twoją biel, zamykając oczy i czując Twój wszechobecny zapach i te kadzidła dławiące, niemal nierealne doznanie, narkotyczne omamy, wspomnienia przemykających minut? godzin? Twoich palców, ust, smaku Twojego języka.

Jest późno. Albo jest wcześnie? Jest... jakaś pora, kiedy leżąc w tętniącym wspomnieniami łóżku trzyma dłoń na Twoich białych, papierowych włosach. Musiała kilka razy przemóc sie do otwarcia oczu, niepewna, czy demony z Kandałakszy nie przyszły tu za nią tak jak chodziły za nią wszędzie. Przyglądała się podejrzliwie trójkątnej ciemności, jaką tworzył cień za gablotką w kącie przestronnego pokoju, już od ładnych kilku chwil, gładząc leniwie Twoje włosy. I wciąż nic z niej nie wypełgło, żadna rączka, nóżka, żaden zakrzywiony róg, błysk oka ani zaczepny uśmiech. Wielobarwne, jadowite, ruskie demoniki zostały gdzieś daleko, a Twój dom - och, był taki bezpieczny.
Białasku.
Kim jesteś?
Czy chciała w ogóle wiedzieć... Oplotła się nogami wokół tego bladego ciała, jakby mogła sobą samą generować ciepło. Wyglądasz na zimnego, Białasku, masz taki kolor jak czapy na Judyczwumczorze, jak najbledszy i najbardziej sypki śnieg. Na pewno Ci zimno, łatwo Ci zimno, zawsze Ci zimno. Podstawa przetrwania każdego myśliwego wędrującego przez tajgę to umiejętność gospodarowania ciepłem. Nagie ciała pod pledem zyskiwały temperaturę znacznie szybciej niż dwójka ubranych ludzi. Widzisz, ona trochę lubiła zimno, trochę dobrze się w nim czuła. W zimnie czuła się czysta, czy to nie trochę szalone? Byłeś teraz takim niemożliwym mrozem w którym się wytarzała, krystaliczną wodą z lodowca w tej przerębli w którą wpadła i nie było ucieczki, tylko lód zamykał się jej nad głową. Czy jest na to gotowa? Czy Ty jesteś?
Nie jest łatwo łapać wilki, Białasku. Ten tutaj nie umie być posłuszny, ten tutaj nie umie być przywiązany, uległy, nie rozumie tresury. A jednak patrzy na Ciebie z wyraźnym skupieniem, nawet w tym ślepym oku błyska zainteresowanie. Mierzy w głowie rytm Twoich oddechów ignorując przeskakującą igłę gramofonu - i tak nie wie co to za urządzenie, ani jak działa. Jesteś tak zupełnie wyrwany z kontekstu, że sama leżąc zastanawia się skąd wziąłeś się w jej świecie.
Fascynujące połączenie dróg, bogowie starych górskich ścieżek muszą mieć z was niezły ubaw. Precyzyjny detalista manipulujący czasem, składający po godzinach najdrobniejsze i najbardziej skomplikowane mechanizmy gotowe rozrywać kontinuum czasowe w strzępy... i dziewucha która potrafi kamieniem zabić kaczkę w locie, korzystająca z niewerbalnych zaklęć magii natury, które runami wypalono w jej genach. Perfekcyjny konstruktor i szamanka z prastarych puszczy. Fascynujące.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Mar 07, 2015 2:51 pm

Teraz jestem grzeczny. Teraz jestem spokojny. Teraz, kiedy leżę na tobie nie słysząc nic, bo w międzyczasie zdążyłem zdjąć aparat i rzucić go niedbale na ziemię. Teraz tylko ja jestem, cisza, moje sny, twoja skóra. Nie budź mnie. Nie próbuj nawet. Daj mi spać, daj mi przespać tyle godzin ile potrzebuję, mógłbym wstać na nogi tylko w razie nagłej sytuacji. Upoważniony do stwarzania takich sytuacji jest tylko mój Mistrz. Nie ty. Nie moja siostra. Nie Minister Magii. Tylko on. Ale teraz nie myślmy o tym. Teraz cieszmy się tym cichym, spokojnym trwaniem. Potrzebowałem odpoczynku. Wciąż potrzebuję masażu. Mam ochotę na herbatę. Zrobię sobie, gdy wstanę. Mógłbym trwać w takim stanie słodkiego półsnu bardzo długo, chłonąć częścią świadomości obecną sytuację, jednocześnie nie potrafiąc się zmusić, żeby otworzyć oczy. Muszę zmienić pozycję, bo mi niewygodnie, ale zaprogramowanie siebie, żeby unieść się lekko na łokciach, po to, żeby ulokować głowę na twojej klatce piersiowej, zajmuje mi niecałe piętnaście minut. Nie liczę sekund, jestem po prostu chodzącym człowiekiem-zegarkiem. Klepsydrą? Wplatam dłoń w twoje włosy i tak zasypiam, a sen podsuwa mi wszystko, co robiliśmy, z różnych perspektyw, w innym tempie za każdym razem, twoje powieki, rozczochrane loki, nabrzmiałe piersi i zwinięte palce u stóp. A potem jest już ciemno, ciemno, mieszają się tylko zapachy, powietrze jest gęste od hormonów, a ja bardzo lubię ten śliski, słodki zapach, wywietrzę potem, żeby jeszcze trochę mnie otulił, nawet jeśli nie będzie już ciebie, byś zrobiła to za niego. Jesteś przecież bystra, Mały Wilczku, wiesz, kiedy masz się ulotnić, takie lubię właśnie kobiety. Znają swoje miejsce. Innym razem może pozwolę ci zostać, ale będziesz musiała się postarać, będziesz musiała mnie przekonać. Wyliczanka dla Elmo, tabelka, za i przeciw, dlaczego Mały Wilczek powinien zostać na dłużej, zostawić swój ślad na kuchence, w wannie, na dywanie i stercie książek. Nie wszystkiego tutaj możesz dotykać. A i tak wiem, że na wiele byś sobie pozwoliła.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Mar 14, 2015 3:27 pm

Kiedy wracasz do domu jest jakoś inaczej. Drzwi do Twojego loftu nie są zamknięte na klucz, czy zakluczyłeś ostatnio drzwi? Pewnie tak. Wchodzisz do swojego domu i niby to Twój dom, a troche wydaje się nieswój. Rzeczy leżą chyba tam gdzie miały leżeć, masz te swoje małe zasady pewnie, małe przyzwyczajenia jak odkładanie kluczy do koszyczka i ustawianie butów po prawej stronie od wycieraczki. Każdy ma takie. Ty na pewno też.
Uchylone okna nie są uchylone, zamknięte okna nie są zamknięte. Ten mały niepokój, który czasem pojawia się gdzieś w okolicach ramion i karku, który gryzie niemal pieszczotliwie i w pierwszej chwili jest nawet przyjemny, witasz go jak coś znajomego, trochę utęsknionego.
Tylko dlaczego w Twoim domu?
Jesteś uporządkowany, musisz być. Masz swój sekretny kącik pracy, do którego nawet nie wolno wchodzić nie mówiąc o tym, by ktoś w nim robił cokolwiek bez Twojej wiedzy. Ta myśl, która pojawia sie w ułamku chwili - czy ten cień, który sprawił, że nie czujesz swojego domu jak swojego był też i tam? Czy gmerał w Twoich najcenniejszych zabawkach?
I zapach, znasz ten zapach. Jest troche słodki a trochę jak papierosy. Na pewno go czujesz, i te cyferki nie Twoje, znajome, widziałeś je niedawno. Dlaczego tak się stało jak się stało?
Po chwili dopiero spostrzegasz gdzieś pod szafką jej skórzane trzewiki z rozchłystanymi sznurówkami i zdeptanymi podeszwami. Kawałek dalej za słoniem ukrywają się zmięte dżinsy jak dzikie zwierze czające się w cieniu. Ktoś śpi w Twoim łóżeczku, jakaś skulona kulka emanująca zmęczeniem, promieniująca niepokojem, z drżącą energią i wirującymi cyferkami.

Przyszłam jakiś czas tremu, odruchowo przestawiłam kilka nieswoich rzeczy bo wkurwiał mnie ten bałaganiarski układ Twoich gratów. Zanim przypomniałam sobie, że to nie moje mieszkanie mogłam narobić Ci troche swojego syfu. Wkurwiłam się tylko trochę bardziej więc zapaliłam jednego czy dwa skręty. Czuje się źle, a Twoja pościel wydaje się być przyjemna. Schowam sie na chwilę, czuje, że potrzebuje się schować. Już nie jest mi tak łatwo z tym co noszę w swojej miednicy. To uczucie, że nie mogę się ukryć. Zazwyczaj zawijałam się w koc, kiedy nie miałam koca zamykałam oczy i chowałam sie wewnątrz swojej głowy, bo powieki mam przecież zawsze przy sobie. Wiem przecież, że to, że ja nie widze świata nie znaczy, że świat nie widzi mnie, ale mi to wystarczy. Wystarczyło. teraz nieważne gdzie pójdę nie mogę sie schować. Bo ona tam jest. Bo już nie jestem zupełnie sama. Czasem roi mi się, że słyszę jak bije jej serce. Wiesz jakie to upiorne? Nie wiesz i nigdy się nie dowiesz. Ja Ci nie powiem, bo myślę, że i tak gdzieś w środku przerasta Cię to wszystko. Elmo, chciałabym Cie z tego wykluczyć. Nie tylko dlatego, że sie do tej roli nie nadajesz, ale dlatego, że ja tez nie i jeśli dałoby się kogokolwiek uchronić przed nadchodzącym to jednak gdzieś w środku chciałabym Cię uratować. Nigdy Ci tego nie powiem.
Przewracam się powoli na drugi bok, spod kokona wystaje mi tylko kilka kosmyków, spomiędzy warstw koca mrugam tylko jednym okiem.
Wiesz, do okna w kuchni dobija się sowa. Możesz ją zamordować? Nie dam rady do niej wstać, a wkurwia mnie strasznie.
"Cześć Elmo." mówię, ale nie wiem czy spod mojego szmacianego pancerza cokolwiek słychać.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Mar 14, 2015 9:04 pm

Byłem tam, gdzie chciałem być, ale wcale nie wyglądało to tak, jak miało. Obraz był odwrócony, kolory nie nakładały się na siebie prawidłowo, zaczęła boleć mnie od tego głowa, zaczęła boleć bardziej, kiedy usłyszałem jej głos. Nie powinienem był, nie mam aparatu, wiem, gdzie leży, w moim mieszkaniu, na kuchennym blacie, leży i gnije i pochłania dźwięki, których ja wcale nie chcę. A korytarz był taki długi, o wiele dłuższy, niż pamiętam i wydłużał się z każdym krokiem, a może to ja poruszałem się w miejscu, nie wiem, spojrzałem w dół, lewa stopa, prawa stopa, na zmianę, w przód, w tył, przecież idę, przecież mijam paprocha na szarym dywanie, po chwili mijam go znowu, tym razem jest po drugiej stronie. Spoglądam w górę, moje włosy powinny przecież spadać, wszystko jest do góry nogami, ja jestem, a nie czuję, żeby krew odpływała mi do mózgu. Dłonie mi drżą? Nie, to obraz. Dwie pary. Trzy, cztery. Sześć. Sześć par dłoni, każda w innym, wypranym kolorze, o inne przeźroczystości.
Elmo. Elmo. Nie chcę tego słyszeć, nie chcę jej słyszeć, znam ten ton, słodko błagalny, przestraszony i jednocześnie pełen nadziei, że może moje imię powiązać z bezpieczeństwem. Głos wydobywa się znikąd przecież, na pewno nie z końca korytarza, a mimo wszystko z każdym krokiem i paprochem głośniejszy, bardziej błagalny. Drzwi po lewej stronie, zamknięte, ale kiedy je mijam widzę, co jest za nimi. To nasz pokój, szare deski, szare koce przykrywające białą pościel na dwóch łóżkach, na środku biurko. Lemon klęcząca na podłodze, jak zawsze bosa, z twarzą wykrzywioną w niemym krzyku, wyciąga dłonie pełne blizn z górę, kosmyki, który wyswobodziły się z uścisku mojej dłoni falują delikatnie w powietrzu. Widzę, jak stoję nad nią, szarpię za te białe kłaki, nie z wyrazem okrucieństwa na twarzy, to nigdy nie było to. To była spokojna złość, nienawiść do wszystkiego, co ma, a przecież miała tak niewiele. Siebie zaledwie, to wystarczyło, żebym nie mógł jej znieść. Mijam pokój, po kilku krokach drzwi pojawiają się po drugiej stronie. Ta sama sytuacja, z innej perspektywy. Teraz widzę nas z boku. Znowu drzwi. Znowu my. Z tyłu. Znowu. Inny kąt. Pięćdziesiąt drzwi, w każdym z nich Bogowie i Potwory, z każdym pomieszczeniem na biurku pojawia nowa rzecz. Białe tabletki. Zalewają w końcu podłogę. Rozsypują się wokół, układają chaotyczne wzory wokół moich stóp i jej kolan. Szaro, szaro, szaro wszędzie, tylko białe włosy, bladożółte światło nagiej żarówki.
Puść mnie, zostaw, błagam, Elmo.
Dlaczego wołałaś mnie? Dlaczego nie mamę? Przecież ja istniałem tylko w twojej głowie, byłaś o tym święcie przekonana, mała kurwo. Nie ma już drzwi, a ja idąc dalej czuję, jak dociera do mnie znowu ta nienawiść sprzed kilku lat. Dusi mnie, coś zalewa mnie od środka, chce wypłynąć, dławię się własnymi wymiocinami, wylewa mi się z ust, z oczu, z nosa, czarna, kleista maź. Zabierz ją ode mnie. Zabierz ją Lemon, pieprzona wiedźmo. Nikt nie jest w stanie zrozumieć, jak bardzo mam ochotę usłyszeć, że w końcu zdechłaś. Skupiony na własnych myślach, a nie mijany paprochach, dochodzę do końca korytarza. Framuga, bez drzwi, przechodzę. Nie widzę ścian, nie mogę ocenić rozmiarów pomieszczenia, bo jest zbyt ciemno. Żyrandole nie działają tak, jak powinny. To dlatego, że nie mają lamp, ani świec, tylko jej pierdolone ciała, nabite na srebrne rurki. Wisi, po dziesięć Lemon na jeden żyrandol, naga, brudna, zniszczona, martwa. Puste ma oczy, głowę trochę za nisko, skręcony kark? Nigdy nie była w stanie utrzymać jej prosto.
Elmo, Elmo. To nie jest ton, który znam. To coś innego, to zaproszenie. To kuszenie. Lemon, ty nie potrafiłaś tak operować głosem. Mścisz się? Mścisz. Albo ja, robię to sobie sam. Dopiero po kilku żyrandolach orientuję się, że tu wcale nie ma ścian. Zewsząd spoglądają na mnie czarne oczy, czarnych Elmo, zalanych od głów, po stopy czarną mazią. Topielce. Śledzą każdy mój krok. Niektórzy mają uprzęże. Baty ze srebrnym włosiem. Śmiech. Czyj? Ona nigdy się nie śmiała. Nigdy. Nigdy. Tak by brzmiał, gdybym kiedykolwiek go usłyszał? Jest… ładny. Zaskakująco, przyjemny, miękki, ciepły, jak oddech na płatku ucha. Jasny i czysty. Jak wiosenna łąka. Jak bzy. Białe i lilowe. Jak kokosowe wiórki, podmuch orzeźwiającego wiatru. Nie podoba mi się to, jak bardzo mnie uspokaja. Nie podoba mi się, jak łaknę więcej, jak dziecko kładące się do snu, czekające na ulubioną bajkę na dobranoc. Nie podoba mi się, jak zabiera ode mnie całą nienawiść, każdy problem, który zaprząta moją głowę, jak prostuje każdy nerw. Zabiera mnie całego, wysysa cały gnój z wnętrza, zostawia tylko białą skórę i włosy. I drzwi. Do mojego mieszkania. Odprowadza mnie, bo kiedy tylko otwieram drzwi, milknie. Zostałem sam. Zostawiła mnie samego z ciszą. Stoję więc w progu i boję się odwrócić, bo korytarz znowu będzie o wiele krótszy i pełen barw. Nie zerknę. Wejdę, zamknę drzwi. Używałem klucza? Nie pamiętam. Spoglądam na dłonie, nie ma ich tam. Nie mogę pozbyć się tego dziwnego wrażenia, że to nie koniec. Ale barwy są inne. I obraz nie jest odwrócony. A może jest, tylko ja już tego nie rozróżniam? Buty pod szafką. To dowód na to, że nie wróciłem do własnej rzeczywistości. Zmięta pościel, wypukła w jednym miejscu. Mijam łóżko przyglądając się fragmentowi wystającej głowy. Masz duże oczy. Stanowczo za duże w stosunku do twarzy. Czy ja też takie mam? Jakiego są koloru? Nie odpowiadaj mi. Boję się głosu. Nie chcę innego. Irytuje mnie fakt, że nie mogę przypomnieć sobie brzmienia jej śmiechu, przecież przed sekundą tu był. Powinien obijać mi się w echem w głowie, tymczasem nie ma nic. Nie ma nic, tylko ja i pusta cisza, która pierwszy raz odkąd żyję, przytłacza mnie. Mój kącik, moje sakrum, moja maszyna, moje trybiki, bezpieczne miejsce, tylko moje. Moje narzędzia, notatki. Moje nie moje. Podnoszę jedno z urządzeń. To całkiem spory kompas. To nie mój kompas. Wygląda jak mój, dokładnie tak samo, ale przecież wszystko co tu się znajduje jest tylko kopią. Doskonałą kopią mojego loftu, mojego dorobku. Mogę więc zrobić z tym miejscem co chcę, bez obawy, że odbije się to na moim mieszkaniu. Na przykład wrzucić wszystko do szafy. I podpalić. Jest coś przerażająco fascynującego w możliwości zniszczenia swojej pracy, w obserwacji szybkiego rozpadu czegoś, nad czym pracowało się całe życie. To oczyszczające, kiedy myślisz, że zaczniesz od nowa. Zaczniesz. A może trochę mam nadzieję, że kiedy wszystko obróci się w popiół, z tej kupki szaro-czarnej wraz z dymem uniesie się ku mnie jej śmiech. Sunę więc powoli do szafy. Kolejny dowód na to, że nic nie jest realne, ja nigdy nie poruszam się powoli, nigdy. Notatki. Trybiki. Wskazówki. Więcej notatek. Zegarki. Szybki. Małe i duże mechanizmy. I teraz, na mój znak. Niech płoną. Z każdą sekundą ogień zajmuje większą powierzchnię szafy. Loish zrobiłaby to piękniej i szybciej. Ale ja nie chcę w tym świecie Loish. Ani w żadnym innym. Stoję przed szafą i patrzę i jakie to piękne, czerwone, ten kolor zawsze pasował do loftu. W końcu cofam się i siadam spokojnie na pufie, nie spuszczając wzroku z szafy, żeby przypadkiem coś mi nie umknęło.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Mar 14, 2015 9:46 pm

Łypię. Nie muszę robić tego długo, a już widzę, że Cię tu nie ma. Znam różne twoje stany więc spodziewam się, że gdzieś się zawieruszyłeś.
Podnoszę się powoli, jak wielki szary robak, zawinięta w twoja pościel do pozycji siedzącej i patrzę co odpierdalasz. Znam różne stany emocjonalne. Nie to że swoje, swoich nie analizuje, na swoich się nie skupiam bo i tak kończy sie to wkurwionym zmęczeniem. Znam Twoje stany Elmo i nie wiem gdzie jesteś.
Jest mi z tym ciężko, nawet nie próbuje tego ukryć przed sama sobą. Przyszłam tu sie schować, przyszłam z Tobą mówić, przyszłam przyznawać się na kolanach jak grzesznica (mimo, że nie grzeszę przecież wcale), spowiadać się ze swoich słabości Elmo. Ty tępy chuju, przyszłam tu, a mogłam pójść gdziekolwiek indziej! Ciebie to przecież i tak nie obchodzi.
Wyciągam nogi z kokona w trakcie kiedy zbierasz swoje rzeczy, sowa pukająca w okno wkurwia mnie jeszcze bardziej. Puk, puk, puk, przerwa, puk, puk. Właściwie już nie mam skali, jestem taka zła jak dawno nikt. Czuje krew podchodzącą do nosa, znasz to uczucie? Wibrująco-pulsujące, jak silnik statku kosmicznego gotującego się do jebanej eksplozji, lasery-blastery na pełnych obrotach, pierdolona supernowa gdzieś się szykuje na horyzoncie mojej świadomości.
Wszystko musisz mi niszczyć, kurwa, wszystko. Nawet kiedy raz, jeden jebaniutki raz przychodze do Ciebie słaba, chcę być słaba, chcę Twojej pierdolonej uwagi, koncentracji, pragnę po prostu raz w życiu być Twoja małą szmatą, musisz wszystko spierdolić. Elmo, dlaczego ty mi wszystko niszczysz?!
Tocze tak tę piane z ust sama do siebie, bo ogólnie jestem mało rozmowna, a przy Tobie prawie wcale, bo większość czasu przecież nawet nie słuchasz. Goreje to we mnie, bulgocze, gotuje się i pryska żółcią z pęczniejących na powierzchni wściekłości burchli. Patrzę na te Twoje pojebane ruchy i coś mi tu nie pasuje. Patrzę jak wchodzisz w swoje święte miejsce jak jakiś bezdomny do kartonu śmieci i wyciągasz wszystkie cenne drobiazgi jak pierwsze lepsze graty i wrzucasz, na wszystkich bogów, wrzucasz je do szafy. Już nie wiem co robić. Śmieje się po prostu, takie to absurdalne. Elmo, co Ty odpierdalasz?
Mieszanina złości i kpiny paczkuje w moim brzuchu, a ja wiem co to za pączkowanie. Rzadko mi się zdarza je czuć. To ani gniew, ani śmiech Elmo. To niepokój.
Nie jestem wystarczająco szybka, szafa staje w ogniu zanim udaje mi sie poderwać na nogi. Zaplątuję się w poły kołdry i przewracam, a wraz ze sobą stolik i lampę, która trzaska na drobne kawałki.
- Elmo! - krzyczę, ale wiem, że nie usłyszysz. Krzyczę, coś mnie boli, wyjebałam sie na tę pierdolona lampę, a przecież jestem naga, chciałam być naga i słaba, chciałam tak na Ciebie czekać gnoju. Piecze mnie tu coś. "Sprawdzę to potem" myślę wpół czołgając się wpół wstając na nogi. Szafa z Twoim dorobkiem trzaska radośnie niczym ognisko jakichś cholernych skautów, a ja juz nie mogę, kiedy tak siedzisz i niemal śliniąc się patrzysz jak dzieło Twojego życia płonie. Nie mogę, kopię cie bosą stopą w twarz. Tak po prostu, wjeżdżam z partyzanta jak skinhead pancurowi w brzuch na koncercie w podlondyńskim pubie. Puk, puk, puk, przerwa, puk, puk. Nie wiem czym się zajmujesz, ale wiem jak święta była zawartość tego zakątka. Nawet mi nie wolno było tam wchodzić, nawet mi, rozumiesz ćpunie? W Twoich oczach oczywiście zero reakcji, a ja nie wiem gdzie jest moja różdżka. Odruchowo pcham ręce w ten ogień, adrenalina chyba skoczyła, bo początkowo nawet nie czuję żaru, otwieram drzwi szafy i jakoś tak niezgrabnie wyrywam z jej iskrzącego gardła te wszystkie małe zegareczki, te trybiczki, ten złoty kompas, który migał do mnie szkiełkiem z blatu i kusił. Dopiero teraz czuje co robię, że pakuje się w morde jebanego smoka dla jakiegoś kretyna. I znowu płaczę, boże jedyny jak dziecko. Elmo, chuju co Ty mi robisz.
- Dureń! - jakoś tak niby krzyczę, ale brzmi to łagodnie. Łagodniej niż to co mam Ci do powiedzenia w mojej głowie. Zajmuje mi chwilę zanim przychodzi mi do rozgorączkowanej głowy pomysł wzięcia Twojej różdżki, gaszę ogień, który trawi już niemal pół pokoju kilkoma zaklęciami i... opadam z sił. Puk, puk, puk, przerwa, puk, puk. Jebana sowa. Wypatroszę ją. Ale to za chwilę. Co ja miałam? Co ja w sumie tu robię? Klękam koło Ciebie i obejmuje niezdarnie, nie widze Cie w Twoich oczach. A może to moje oczy nie widzą. Czuje tylko że jestem dużym kłębkiem bólu, tego wewnętrznego bólu, ale też dziwnie zewnętrznego. Nie widze siebie, chyba gasnę powoli. Coś pieką mnie ręce, Elmo, obudź się. Nie możemy tak we dwoje razem odpaść do jasnej cholery. A może to wina tej lepkości z okolic łokcia? Nie umiem już sprecyzować źródła bólu. Właściwie... właściwie to już mnie nawet nie boli.
Przez ostatni urywek świadomości mam wrażenie, że skwierczę jak świnia na rożnie, a po mojej skórze płyną błyszczące robaki, z oczami wysadzanymi klejnotami. To chyba klejnoty z twojej lampy. Tym razem to ja coś zniszczyłam.
Powinnam przeprosić, ale... wcale nie jest mi przykro.
Pst, iskierka zgasła.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Mar 15, 2015 12:05 am

Nie ma jej. Nie ma jej, a może nigdy nie było? Może tylko mi się zawsze zdawała, tak naprawdę jest wytworem mojej wyobraźni, chociaż przez całe życie wmawiała mi, że to ja jestem fantomem dla niej. Chciałbym być fantomem? Trochę nim jestem. Trochę się tak czuję, przecież tak wyglądam, przecież wszyscy mi tak mówią. A ja nie jestem fantomem. Jestem Szwedem. I moja siostra. Moja siostra byłaby piękną Szwedką. Gdyby tylko była prawdziwa. Wydaje mi się, nie jestem pewny, że chyba kocham ją, albo nie, nie kocham, jestem dla niej wtedy, kiedy jej nie ma, kiedy przy mnie jest, nienawidzę jej tak strasznie, że mam ochotę zedrzeć skórę jej i własną też i wrzucić w te płomienie i niech wszystko jest ulotne. Błagam, Odynie, zabierz mnie stąd, przecież zawsze sądziłem, że los jest w moich rękach, a co jeśli nie jest? Jak mogę być człowiekiem, skoro nie potrafię być dobrą osobą nawet dla innej, w ilości sztuk jeden. I nie mówię tu o traktowaniu Lemon. Myślę Odynie, że wiesz doskonale o kim ja mówię. A z jednej osoby, nie, z dwóch, połączonych razem zrobią się trzy. Jak ja mogę poradzić sobie z tym, skoro z samym sobą, powielonym nawet nie jestem w stanie wymienić spojrzenia. Nie mogę nawet w lustro. Nie mogę. Boję się, że czas nie jest taki, jakim ja go widzę, boję się, że to wcale nie jest dar z mojej strony, tylko coś, co zniszczy mnie od środka, może to nie talent jest Odynie, może to przekleństwo, może nie jestem geniuszem, jestem głupcem Odynie, cyfry niszczą mnie, światła też, spójrz, co dzieje się ze mną, spójrz jak ja chcę płonąć razem z tą szafą chcę zniszczyć siebie, poddać tej destrukcji całkowitej, zniknąć jak kawałki pomarańczy w winie, zabierz mnie, albo nie, ja sam siebie zabiorę, może ja wcale nie chcę istnieć, bo mam świadomość, że nie powinienem. Ona nie powinna tego oglądać. Nie Ona Lemon. Druga Ona. Nie czuję nic, dopóki szafa nie znika mi z oczu na chwilę. Wtedy dochodzi do mnie stukanie. Czy to już? Przyjdzie clown? To fascynujące, umrzeć w otoczeniu groteski, ale dlaczego clown miałby mieć płeć? Nie podoba mi się to. Nie chcę clowna. Ani anioła. Ani wróżki. Ja wiem, kogo chcę. Ale Jej tu nie ma. Nie Jej Lemon. Tej drugiej Jej. Wtedy szafa gaśnie, nie płonie już, a ja prawie się uśmiecham, bo wiem, że to wszystko nie jest prawdziwe, to tylko myślenie magiczne, jeśli chcę, to szafa zacznie płonąć na nowo, ale ja najwyraźniej z jakiegoś powodu tego nie chcę. Puk, puk, puk. Głowa, znajome włoski, ciało blisko, czy to ty, czy to ona, wyszłaś z szafy? Znasz ten stan, kiedy będąc tak blisko kogoś czujesz mrowienie w płacie czołowym, w potylicy, pod powiekami a usta rozchylają się bezwiednie? Tak się czuję właśnie, kiedy ocieram się policzkiem o czubek twojej głowy, zatapiam nos we włosach, unoszę twoją twarz, bądź tu dla mnie prawdziwa. Ty jesteś prawdziwa, mam rację? Czuję na wargach twoje wilgotne, słone łzy. Chciałbym się roześmiać, ale nie mogę, nie mogę się śmiać, skoro płaczesz ty, a ja nie wiem z jakiego powodu. Czy to przez szafę? Nie obawiaj się, to wszystko nie istnieje. Ujmuję twój podbródek, wciąż takie ogromne masz oczy, takie duże, zajmują ci pół twarzy, gdzie są twoje kąciki wilgotne? Nie widzę ich, nie mogę ich dostrzec, patrzę więc gdzieś wokół, na twój policzek, na nos, na usteczka, na czoło, nie mogę patrzeć w te oczy, mam wrażenie, że odbija się w nich cisza, nie mogę już znieść tej ciszy, którą podarowała mi Lemon. Zabierzesz ją ode mnie? Na chwilę?
- Dlaczego płaczesz, kochanie? Nie podoba ci się ten wymiar? - Moim zdaniem jest piękny. Będzie piękniejszy, kiedy wszystko się skończy. Kiedy znikną jej krzyki i białe włosy, brudne dłonie, stopy i brzuch, piersi, uda i nadgarstki pełne blizn i zostanie tylko śmiech, który nie istniał. Albo właśnie był jedyną realną rzeczą, cała reszta, wszystkie brudy i demony dotyczące Lemon, były tylko wytworem mojej wyobraźni. Nie mogę przypomnieć sobie jej głosu, bo słuch to jedyna rzecz, która zawodzi mnie nie z mojego własnego wyboru. Odebrano mi słuch, zamiast tego los obdarzył mnie ponadprzeciętnym wzrokiem i wiesz, czasem nie podoba mi się to, co widzę. Chcę złapać cię za dłonie, ale…
- Myślałem, że jesteś prawdziwa. - Gdybyś była prawdziwa nic by ci się nie stało. To nie był ogień. To moja podświadomość. Wplatam dłoń w twoje włosy, kładę czule dłoń na policzku, przecież i tak tego nie zapamiętasz.
- To teraz, nie istnieje. - Mówię łagodnie, uspokajająco, nie musisz się bać, twoje ręce są bezpieczne, na twoim własnym lofcie, przy twojej poduszeczce, czy co akurat robisz. Żal mi jednak trochę, że widzę to wszystko sam, wiesz, mogę tylko dalej ciebie głaskać i mówić i patrzeć, a ty niczego z tego nie zapamiętasz.
- Szkoda, że cię tu nie ma. Tyle rzeczy mógłbym ci powiedzieć. Mogłabyś zobaczyć, jak to wszystko zapada się, jak lawina, jak czarna lawina, jak moja głowa, jak moja siostra, niżej i niżej, nawet jeśli dotkniemy dna, to nikt się o tym nie dowie, bo nie będzie nikogo obok, komu mógłbym o tym powiedzieć. - Twoje oczy zamieniają się w kryształki, przypominają mi te, z mojej lampy. Niesamowite. Mam ochotę ich dotknąć, ale trochę się obawiam, że zmienią stan skupienia na płynny, więc tylko pozwalam sobie opuszkiem dotkąć twoich powiek. Z drugiej strony, gdybyś tu była, pewnie powiedziałbym niewiele. Przecież nie rozmawiam często, a już z pewnością nie o tym, co siedzi w mojej głowie, co mnie gnębi. Przecież demony wypieram. Jestem Elmo. Całe życie chciałem, żeby moja siostra zginęła. Jakie jest prawdopodobieństwo, że dowiedziałbym się o tym od niej samej? Czasami zastanawiam się, co my sobie nawzajem zrobiliśmy. Czy jest możliwe, żeby zniszczyć życie drugiego człowieka w takim stopniu samą swoją obecnością? Nie możesz mi odpowiedzieć. Nie możesz, bo ktoś mi ciebie zabiera. Białe włosy zasłaniają twarz, a kiedy unosi głowę wraz z tobą na rękach, widzę, że wygląda jak ja. Nie mogę ocenić, czy mną jest, bo nie patrzy na mnie. A ja nigdy na siebie nie patrzę. Zabiera i nie mogę rozmawiać i ja już nawet nie jestem ciekawy, co z tobą zrobił. Przecież i tak nie byłaś prawdziwa. Nie słuchałaś mnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Mar 15, 2015 9:46 am

Pulsuję. Znam to uczucie z innego momentu mojego życia. Pulsuję w rytm krwi płynącej w moich żyłach, nie muszę się wsłuchiwać, po prostu czuję swoje tętno w każdym najmniejszym skrawku swojego ciała. Moje serce chyba szaleje, coś za szybko pulsuję. Ostatni raz ten efekt objawiał mi się przy przedawkowaniu jakichś barbituranów, kiedy jeszcze niemądrze próbowałam się szprycować by mieć więcej energii i czasu na naukę. Pulsowanie nie kojarzy mi się dobrze, pamiętam tylko, że wiąże się to z rzyganiem i problemami ze snem. Teraz nie mam tych problemów, nie chce mi się rzygać i troche jakby juz śpię. Pulsuje mi skóra, napina się, próbuję zginać palce, ruszać nadgarstkami, ale mam takie wrażenie, że wsadziłam ramiona w jakiś lepki, szybkoschnący wosk. Nie chcą działać. Robi mi sie zimno. Moja uciekająca podświadomość podpowiada mi troche straszny obraz, mówi mi, że umieram, a ja nie chce chyba jeszcze umrzeć. Widzę jak pakuje walizki i mówi mi "No Lejka, dobrze było współpracować, ale Twój system sie wyłącza, nie mam tu już nic do roboty." Próbuję ja zatrzymać rozwierając powieki, przewracając oczami jakbym chciała ją zbajerować, no weź zostań jeszcze na chwilę. Nie opuszczaj mnie. Złe uczucie bycia lepką mnie nie opuszcza. Wydaje mi się, że mnie obejmujesz, ale to raczej obce uczucie, jakbym obserwowała to z boku. Niby czuję Twój dotyk, ale już mi ten komunikat nie wpada do głowy tylko gdzieś obok niej przepływa i hasa w dal, w tym samym kierunku w który idzie moja podświadomość z bagażami. Czekajcie na mnie, nie idźcie, nie zostawiajcie mnie.
Chyba zwariowałam z tego wszystkiego. Może sie zaczadziłam trochę, raczej na pewno, bo przysięgam, że widzę Was dwóch. Jeden siedzi tu na ziemi, a drugi stoi nade mną. Może to mój anioł stróż? O ja pierdole, moim aniołem stróżem jest Elmo Bjorkson. Przegrałam życie, jestem pierdolnięta, z takim stróżem to już nie ma co walczyć, Elmo opiekun. Umieram.
Przez chwilę jakby na prawdę umarłam. Czuje jak się unoszę, Elmo jest coraz dalej, nie kojarzę za bardzo gdzie odlatuje ale to całkiem miłe i śmieszne. Powinnam chyba teraz mieć jakiś rachunek sumienia, jakieś wspomnienia swoich najgorszych i najlepszych postępków, tylko nic takiego się nie dzieje. Zamiast tego ktoś mnie smaruje czymś, owija, opatula. Ktoś mnie głaszcze i coś mówi, ale nie wiem co, nie do końca rozumiem słowa. Jest mi na tyle dobrze, że postanawiam jednak ulec pokusie. zamknę oczy tylko na momencik, chociaż i tak są zamknięte. Uśmiecham się więc głupio, nie krzywie się bo po co, już nie ma po co się grymasić, już po wszystkim.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Mar 15, 2015 12:15 pm

Bardzo trudno wytrącić mnie z równowagi, jestem spokojny, nawet kiedy czuję, że gniew zbiera się we mnie, zaciska na nadgarstkach, nad kolanami na ramionach, odcinając mi dopływ krwi, nie robi z tym nic, dławię go w sobie, spokojnie, mówię sobie, że nie jestem osobą, która tak łatwo wybucha. Myślałem, że wszystko jest mi obojętne, że nikt nigdy (poza epizodami z moją siostrą) nie doprowadzi mnie do furii, przecież ostatecznie dlaczego miałbym się przejmować tym, co robią lub mówią inni? Ludzi można z życia łatwo wyrzucić, tym samym pozbywając się problemów i źródła nerwów. Ale nigdy nie mógłbym pozbyć się siebie samego. Paradoksalnie, nie brałem pod uwagę, że to ja sam będę powodem, dla którego wybuchnę. Kiedy się ocknąłem miałem niewiele czasu na reakcję. Za dużo się już stało w lofcie, w powietrzu gromadził się słodki aromat śmierci zmieszany ze smrodem swądu. Duszno. Okropnie duszno, wciąż pukająca w okno sowa, poparzone dłonie Lejki. Nie byłem w stanie spojrzeć na jej twarz, więc nawet nie ruszając się z miejsca po prostu zrobiłem to, co do mnie należało. Wróciłem do czasu, w którym powinienem być przytomny. Nie mogłem po prostu cofnąć wszystkiego, zatrzymać siebie samego na korytarzu, przed drzwiami do mieszkania. Cały problem w naprawianiu sytuacji polega na tym, że nie mogłem samemu sobie wejść w paradę, bo nie mam pojęcia, co by się stało. Sama obecność to nic, mogła być tylko iluzją, ale ingerowanie w czyny, to inna bajka. Wiem, w jakim byłem stanie i obawiam się, do czego byłby zdolny, gdybym tylko odważył się choćby na siebie spojrzeć, a wiem, że nie byłoby to przyjemne spojrzenie, bo zabierając Lejkę miałem ochotę jednocześnie zgnieść sobie czaszkę na do widzenia. Przez cały czas walczyłem ze sobą, żeby naprawdę nie zabić siebie, odrąbać naćpaną głowę którymś z nadpalonych narzędzi, wrzucić do szafy i podpalić znów. Ale to byłoby kiepskie w konsekwencjach, a ja miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Na rękach. Umierającą Lejkę. Nawet przez sekundę nie denerwowałem się, że mi się nie uda jej uratować, miałem czas, miałem czysty umysł, to przewaga, która pozwoliła mi w życiu zajść tak daleko, wykonując gładkie uniki, kiedy zbliżał się problem. A potem postanowiłem wszystko zniszczyć. Ale to nie moja wina, wiem to. To jej wina. Lemon. Nienawidzę jej tak strasznie, że mam ochotę znowu rozwalić coś w tym mieszkaniu, do tego stopnia, że byłbym w stanie nawet rozbić szkielet własnej Maszyny. Ale tego nie zrobię. Dopiero kiedy zająłem się już Lejką i wiem, że nic jej nie będzie, pozwalam sobie na jeszcze kilka obrotów, tak, by uratować moje skarby. Zanim wejdę do mieszkania. Zgarniam je wszystkie, ukrywam pod sufitem, zamiast tego zostawiam jakieś bibeloty, zmodyfikowane w ten sposób, aby wyglądały jak dokładne kopie moich skarbów. Przecież i tak zorientuję się, że to nie moje rzeczy, więc nie zmienię tym samym swojego zachowania. Czy to wszystko? Tak. Wracam. Lejka śpi. Jestem tylko ja. I świt. Powinienem ogarnąć to mieszkanie, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze chwila. Otwieram okno, niech wpadnie świeże powietrze. Upewniam się jeszcze, że mała nie zmarznie. Ma taką buzię spokojną. Jakby wcale nie przeżyła ze mną wejścia do przedsionka piekła. Jestem zły. Jestem zły, ale oddycham, siedzę przy niej, uspokajam się, to jednak nie jest dzień, w którym stracę panowanie nad gniewem. To jeszcze nie apogeum, ale jest blisko, bo czuję, jak nienawiść do samego siebie drapie mnie w gardło. Wiem, że nic jej nie będzie. Wbrew pozorom jestem świetnym opiekunem. To śmieszne, bo uczyłem się na siostrze. Wiedziałem jak opatrywać jej rany, chociaż specjalnie nie ratowałem jej urody, pozwalając, żeby blizny stały się pamiątkami jej obłędu. Wiedziałem, kiedy była głodna, karmiłem ją, przecież każdy potrzebuje pokarmu, ale byłem przy tym tak strasznym skurwielem, przynosząc jej cytryny, surowe ryby i wodę, w której gotowałem uprzednio ziemniaki. Wiedziałem, czego potrzebowała, ale zawsze serwowałem jej lodowate lub wrzące kąpiele. Kiedy kładła się spać z mokrą głową przykrywałem ją szczelnie kocami, ale uchylałem okno. Włosy zwisały jej z łóżka, spomiędzy metalowych prętów, bo zabrałem jej materac, kiedy pewnej nocy go zakrwawiła. Od tej pory Lemon spała na prętach. Kiedy była chora dawałem jej rosół, ale zawsze był za gorący, parzyła sobie język. Wiedziałem, jak należy się nią opiekować, znałem zasady, ale zawsze robiłem z nich małe tortury. Chciałem jej uprzykrzać życie tak bardzo, jak ona robiła to mi. Ale Lejka niczym sobie nie zasłużyła na takie traktowanie z mojej strony. Poprawiam jeszcze jedną warstwę koca i idę do okna. Siadam na parapecie, spuszczam nogi na zewnątrz. Mieszkam bardzo wysoko i uwielbiam widok z tego okna, zwłaszcza o takich porach, jak ta. Żałuję, że nie mam balkonu, ale w tym miejscu parapet jest wystarczająco szeroki, żeby siedzieć na nim, jak na ławce. Skupiam się na budynkach, na śpiących w nich ludziach, na niezliczonej ilości cyfr, skupiam się na wszystkim, co pozwoli mi pozostać w tym stanie, bo wiem, że długo nie wrócę do tego, co było parę godzin temu. Nie przyznaję się jeszcze przed samą sobą, ale gdzieś tam obudził się we mnie niepokój mały jak główka od szpilki, że nie tylko drugie dziecko Bjorksonów było obarczone obłędem. Trochę obawiam się, że jakaś siostrzana klątwa wisi nade mną, a ja nie mam czasu niszczyć sobie i innym życia. Nie teraz, kiedy kolejne życie jest w drodze. Elmo, może to właśnie moment, w którym powinieneś otworzyć oczy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Wto Mar 17, 2015 5:46 pm

Śpię bardzo złym snem.
Czuje promieniujący w żyłach ból, jakąś nienaturalną potrzebę wypatroszenia własnego ciała, przewleczenia wszystkich tych krwio-pompujących kabli na zewnątrz. Czuje jak to się dzieje, jak rozpadam się na ćwiartki, cząstki, jak się rozsypuję w pył i unoszę miękko. Bardzo pięknie chyba wyglądam, tylko nieskończenie boleśnie się czuję. Nie umiem tego nawet nazwać, każda moja tkanka płonie własnym ogniem, a wokół tych małych palenisk tańczą na szpilkach wszystkie moje nerwy. Boje się, chcę płakać, ale już nie mam oczu, nie mam kanalików łzowych, chce prosić o to, by już tego nie czuć, ale nie umiem mówić, nie mam ust, nie mam gardła ani strun głosowych, nie mam płuc z których mógłby się wyrwać dźwięk. Czuję narastającą panikę plączącą się we mnie z jakimś poczucie odrzucenia. Jest ciemno i zimno, lepkość mnie nie opuszcza, mam omamy, słyszę dźwięki których nie mogę nazwać i choć bardzo chcę nie mogę otworzyć oczu. Nie mam przecież powiek, które mogłabym rozchylić, nie mam źrenic, które wpuściłyby na siatkówkę światło, nie mam gałek ocznych ani mózgu, który by te bodźce odebrał. Jestem dryfującą jaźnią Lejki. Odpływam w nicość?
Śpię bardzo dobrym snem.
Czyjeś objęcia wyciągają mnie z tej ciemnej pustki. Robi się miękko i ciepło, coś pachnie pięknie, takim znajomym zapachem jak takie wspomnienie perfum matki z wczesnych lat dzieciństwa. Czujesz wtedy takie bezpieczeństwo kiełkujące gdzieś w środku. Tylko nie mam środka. Nie mam środka ani zewnętrza, jestem nagością bezpostaciową, widzę moje jasne włosy falujące wokół mojej głowy jak aureola. Jestem święta. Dziś. Teraz. Jestem święta. Widzę liczby, czas, choć nie umiem już tego nazwać, cyfry krążą wokół mnie, a szum szepcze o spokoju i odpoczynku. Wir wciąga mnie głębiej i głębiej, jak tornado w swoje oko, jak wodna kipiel na samo dno, między falujące wodorosty, w miękki muł, pomiędzy lśniące muszle.
Bo to chyba sen?
Gdybym.. no gdyby mnie nie było, to chyba nie mogłabym o tym myśleć. Odrętwienie zamienia moje ciało w kamień. Jestem twardością i niezniszczalnością, czuje jak moje mięśnie stają się jak diament, jestem diamentem, lśnię w tej toni, w tym nieistnieniu, odbijam promienie których nie ma i zaraz znów coś mnie wciąga, głębiej, wyrywa z tego miejsca, z tego błota i ciepłej wody, z zapachu perfum, oślizgłych wodorostów, to coś ma Twoje białe dłonie, ma Twoje białe włosy, białe ramiona. Elmo. Zwijam się w kulkę, moje kryształowe ciało jest jedynie kulą nieistnienia, migoczącą, pulsującą pod Twoim dotykiem, nie wiem co się ze mną stanie ale już się nie obawiam.
Otwieram oczy, huk rozklejanych powiek chyba przewraca mi mózg na lewą stronę. Nie jest dobrze. Wciągam w płuca chłodne powietrze świtu, a one palą mnie ogniem, jakby zapomniały jak działać. Nie jestem pewna dlaczego, a może odpycham od siebie świadomość tego co się wydarzyło. Mam takie suche usta, suche gardło, rozklejam je, poruszam odrętwiałym językiem i próbuje wydawać z siebie dźwięki. Jestem przekonana, że pamiętam jak składać sylaby, ale poza moje usta wydostają sie tylko bezdźwięczne, przerywane bańki powietrza. I nie mogę się ruszać. Przez chwilę gdzieś wybija mi się wspomnienie mojego kamiennego ciała i jakiś lęk ściska mnie za serce, ale załzawione oczy widzą, że to tylko koce.
Nie wiem ile mija mi czasu w tym bezruchu. Jakbym na coś czekała, tylko nie wiem na co. Potrzebuje sobie poleżeć, patrzeć w sufit. Trochę poznaje te cienie, to chyba sufit który znam. Mieszkanie Elmo, leżę w łóżku Elmo, zawinięta w koc, odłożył mnie tu. Wiem, że na ziemi leży stłuczona lampa, a przy kuchni spopielone szczątki szafy. Obraz tego co było niczym nieśmiała dziewuszka trochę mi się wychyla w pamięci, ale zaraz odwraca plecami i ucieka szybciutko, a ja nie dam rady za nią biec. Jakoś tak zupełnie nie wiem skąd przesuwam dłonie na swój brzuch, nie znam tego odruchu. Nic nie mogę palcami wyczuć, są jakieś odrętwiałe, w czymś zawinięte, ale.. ale... chcę wiedzieć czy ona jeszcze tam jest. Była ze mną przed tym, była w trakcie... chyba jednak bardzo chcę by była i teraz. Mam nieodparte wrażenie, że mam już tylko ją. Ale jej nie czuję. Kolejny wdech jest zbyt szybki, paniczny, krtań mi się skleja i napad kaszlu podrywa mnie kilkukrotnie z materaca.
Koniec wylegiwania się księżniczko.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sro Mar 18, 2015 7:31 pm


Pamiętam, gdy się poznaliśmy. Wiedziałem od razu, że to nie będzie jedna z tych jedno-nocnych znajomości. Miałaś mi zbyt wiele do zaoferowania, wywoływałaś we mnie głód, nawet nie masz pojęcia, chociaż może trochę masz, przecież pamiętasz, potrafiłem wiele godzin spędzić nie wypuszczając cię z ramion, chociaż tak naprawdę łączyła nas fizyczna fascynacja, to była bardzo intensywna znajomość, bardzo burzliwa, przecież kiedy tylko zaczęło się pojawiać zaangażowanie było wiadomo, że nie wytrzymamy ze sobą ze względu na różnice w charakterze. Zresztą, ja się nie angażuję. Nie rozmawiam. A potem cisza, przecież to nawet nie było rozstanie, po prostu przestaliśmy ze sobą sypiać, jakby to była naturalna kolej rzeczy. Nie tęskniłem, nie mogę tego powiedzieć, to chyba świadczyłoby o jakiś głębszych uczuciach, a od dawna wiedziałem, że nie jestem do takich zdolny. Co innego wspominanie. Wspominałem cię często i bardzo pozytywnie. A nie mogłem przecież po tym wszystkim zawitać do ciebie i zapytać co u ciebie. Przecież nigdy się o to nie pytaliśmy. A potem po prostu stało się i wiem, że mimo tak niewielu informacji o sobie nawzajem, oprócz tych zaobserwowanych, nie jestem w stanie po prostu iść dalej, jakby nic się nie stało. Może jednak trochę mi zależy. Z ogromnym trudem oswajam się z tą myślą, ale odrobinę mi pomaga widok. Nie twój, z okna. Nie dlatego, że nie lubię na ciebie patrzeć, bo gorąco uwielbiam, ale teraz nie mogę. Sumienie zatrzymuje mój wzrok w połowie drogi i dalej nie mogę, widziałem cię w takim strasznym stanie Lejka, na samą myśl milknę we własnej głowie i nie jestem w stanie ułożyć żadnych zdań nawet dla samego siebie. Męczy mnie to. Prawdziwie. Nie wiem nawet jak poukładać sobie wszystko, nie mogę skupić swoich cyfr, latają chaotycznie i leniwie wokół całego mojego świata, nie chcąc mnie słuchać, to okropne uczucie, nie życzę nikomu, ale głównie dzięki temu uświadamiam sobie, że coś się zmieniło. Widok z okna wciąż taki sam, zawsze tak samo kojący, obojętnie, czy świt, zmierzch czy zamieć, lubię go zawsze, to moje miejsce. Jestem osowiały, psychicznie rozciągnięty i skrzypiący jak wata, a tego widok nie może poprawić. Poza tym nie mogę wietrzyć w nieskończoność, wracam więc do mieszkania, zamykam okno. Akurat kiedy kaszlesz. Idealny czas, Elmo, jak zawsze. Szklanka wody, chłodnej, nie lodowatej, masz takie suche usta, hej mała, spokojnie, wszystko jest w porządku, nic tu się nie zmieniło, odganiam dłonią białe cyferki, bo zasłaniają mi twoją twarz. I chociaż nie powinienem, wsuwam się pod kołdrę. A z drugiej strony dlaczego nie powinienem? Jakie są zasady zachowania się w takiej sytuacji? Czy ktoś kiedykolwiek przed nami mógł powiedzieć, że był dokładnie w takim samym położeniu? Może położenie się obok ciebie to dokładnie to, co należy zrobić. A przynajmniej chęć zrobienia tego jest silniejsza od konieczności ogarnięcia mieszkania. Zrobię to potem, mam przecież w dłoniach cały czas. Prawie. Jeszcze nie, ale będzie cały, zobaczysz. Wiem, że dłonie już dawno się zagoiły, a mimo to trochę obawiam się dotknąć tych opatrunków, jeszcze chwilę poczekam, jeszcze leż. A ja z tobą, jak jakiś smarkacz wyciągam rękę, żeby cię dotknąć, objąć, ale waham się, zatrzymuję, kurwa.
Po prostu kładę dłoń na brzuchu, najwyżej mi przypierdolisz. Zasłużyłem sobie. Możesz nawet z zaskoczenia, nie będę podglądał, zamknę oczy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Mar 21, 2015 5:43 pm

Nie zastanawiaj się Leika. Nie rób tego. To nie jest dobry pomysł - mówię sobie w duchu, choć dobrze znam system działania mojej głowy i wiem, że to nic nie da. Nie chcę przebijać się przez ten sen, z którego wyrwał mnie kaszel i Twoje białe dłonie, bo mam okropne przeczucie, że przed tą najgorszą częścią wydarzyło się coś, czego nie pojmę rozumiem mimo, że jestem mądra. Znacznie mądrzejsza nawet, niż Ci się wydaje kretynie. Oczywiście jakieś obrazy, jak strzępki materiału po wybuchu, jak tańczące przy najmniejszym ruchu powietrza skrawki osmolonych płatów olejnej farby, którą była pomalowana Twoja szafa, jakieś obrazy pojawiają mi się w głowie. Mam otwarte oczy, bo się boję mrugnąć. Kiedy je zamykam widzę, jak zjada mnie ogień, a czerwone robaki o błyszczących oczach oplatają moje ciało. Nie mrugaj.
Ptak, który jeszcze niedawno mnie tak wkurwiał teraz jest mi zupełnie obojętny, kiedy tak siedzi na stole w przedpokoju kręcąc głową i skrobie szponami w kopertę przywiązaną do nogi. Jakiś uparty skurwiel. Uparty jak ja, wiesz? Myślę leżąc tak w tych kocach, że muszę mieć jakieś chyba emocjonalne skrzywienie, że tak trwam w tym, Elmo. Wiesz, że jestem logiczna, prawda? Jestem przyszłym zbawieniem przestępców, wybitną jednostka na swoim wydziale, jestem Lejką i myślę jak na Lejkę przystało, jestem genialna w tym co robię, a jednak kurwa trwam w tej chorej relacji. Leżę tak i patrzę w sufit i choć bardzo próbuję znaleźć wytłumaczenie swojego zachowania, to jednak z racjonalnego punktu widzenia, którym kieruję się niemal zawsze (no chyba, że rzucam się w ogień) nie umiem stwierdzić po co tu jeszcze jestem. Czuję jak coś dużego, zimnego i wyjątkowo nieprzyjemnego podchodzi mi do gardła. Pewnie się zaraz zrzygam, robię to tak często od kiedy ona ze mną jest. Pewnie wyrośnie na jakąś pierdolona bulimiczkę tyle rzygam. Nie chcę wiedzieć co to za zimny glut, nie chcę wyrzygać tych emocji Elmo, więc przełykam gorliwie ślinę i dalej uparcie patrzę w sufit. Nie mrugaj, bo się popłaczesz.
Mimowolnie przygotowuję się. Układam w głowie plan, scenariusz tego jak Ci to powiedzieć. Co zrobić, żeby Cię to nie zabolało, albo przynajmniej nie zabolało zbyt mocno. Znów się krzywię, bo po raz kolejny nie mam wytłumaczenia, dlaczego twoje dobro i ból stawiam ponad swoim. Ganie się w duchu. Lejka jest ważniejsza. Ona też jest ważniejsza. Więc próbuje od nowa i od nowa, raz za razem kiedy tak siedzisz obok. Nie mogę na Ciebie spojrzeć, bo boje się, że te Twoje szare oczy zaraz mnie rozgryzą, a ja będę miała nieskończony jeszcze scenariusz. Będę nieprzygotowana, a Ty jak zwykle coś odjebiesz i znów nie będę miała wpływu na to jak potoczy się mój los. Znów mnie rozpierdolisz, rozbijesz na kawałki, wytarzasz się we mnie i zostawisz, żeby pójść żyć swoim życiem.
Cholerny kretynie, wymagam chyba niewiele, chcę ... być jego częścią? Chociaż kto wie jak miara odpowiedzialności wygląda w Twoim świecie. Leżę. Patrze w sufit. Scenariusz wcale mi w głowie nie wychodzi satysfakcjonujący i bardzo bym sie teraz chciała skulać w kulkę, zminimalizować, schować w tych kocach i poczekać, aż wszystko rozwiąże się samo - jestem Lejką. Wiem, że rzeczy tak nie działają. Ostatni raz kulałam się w kulkę pierwszej nocy u Eliasza Flame. Nigdy więcej. Nie mrugaj.
Jestem prawie gotowa. Biorę głębszy wdech, trochę ostrożnie, delikatnie, boje się, że może uszkodziłam sobie płuca czymś, nie chcę pamiętać czym, ale idzie gładko. Biorę drugi.
Kiedy odwracam w końcu oczy w Twoim kierunku wpełzasz do mnie, a ja po raz pierwszy od ... od... po raz pierwszy od kiedy Cię znam tracę cały rezon. Do cna. Czuję jak jeżą mi się włosy na karku, a każdy mięsień sztywnieje w oczekiwaniu. Nic nie mówisz, a chyba wolałabym, żebyś jednak coś mówił. Bardzo, mów coś Elmo. Powiedz coś do cholery. Powiedz, bo jak nie to ja Ci powiem, a kurwa wierz mi przez ostatni kwadrans ułożyłam taką wiązankę, że aż sama siebie zawstydzam, ostrzegam!
Otwieram usta:
- Mógłbyś mnie kochać? - o kurwa.

Zapierdoliłam jak hipogryf w sosnę. Zamykam w końcu oczy bo nie dowierzam swojemu debilizmowi. Chyba mi się coś udzieliło. Czuję Twój niepewny dotyk i sama robię się jeszcze bardziej niepewna. Co do kurwy się dzieje. Kim jesteś. Kim ja jestem. Może jeszcze się nie obudziłam? Dobrzy bogowie, oby. Oby to był wszystko tylko sen.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Mar 22, 2015 3:40 pm


Lejka, gdzie podział się cały twój charakter? Gdzie twoje racjonalne podejście? Dlaczego mnie nie zrzucasz, nie spychasz zimnymi stopami, przestawiasz mi szczęki, nie wyzywasz od najgorszych, co z tobą, Lusiu?
Mógłbym udać, że nie zanotowałem twojego pytania, przecież nie słyszałem. Ale przeczytałem je i chyba w tym momencie wolałbym usłyszeć, ton twojego głosu, natężenie. Tymczasem zostałem w swoim cichym świecie z tym niemym pytaniem. Nie ucieknę, to już nie jest ten czas, leżę więc spokojnie, pozwalając sobie trochę cię po tym brzuchu pogładzić, skoro jednak nie dostałem w twarz.
Znasz odpowiedź, Lejka. Nie mógłbym. Mógłbym przynieść tutaj wszystkie twoje rzeczy, przebić się do pomieszczenia obok, które kiedyś zajmowała stara wiedźma ze zgrają tchórzofretek, wyremontować je, postawić tam łóżeczko, zrobić ci nawet osobne wejście, na wypadek, gdybyśmy nie mogli na siebie patrzeć, mógłbym podgrzewać mleko, a wcześniej układać ci piramidy z poduch, na których kładłabyś swoje zgrabne nogi, całe swoje życie mógłbym odwrócić na drugą stronę, biorąc w końcu odpowiedzialność, dzieląc siebie między was i moją maszynę, mógłbym czytać ci te nudne, prawne notatki, mógłbym całować cię na dzień dobry, bez powodu też, bo bardzo lubię cię całować, mógłbym inne rzeczy robić też i zastanawiać się, gdzie poszłaś po naszej kłótni, wkurwiać się, że zostawiasz swoje perfumy obok moich pojemników z guzikami i opuszczoną klapę deski, mógłbym zrobić ci syrop na kaszel i zupę o idealnej temperaturze, jeśli byłabyś chora, zamykać okno, gdybyś wyszła z wanny z mokrą głową, chociaż chętniej kąpałbym się z tobą. Wiele rzeczy mógłbym zrobić, ale nie pytaj mnie, czy mógłbym cię kochać. Wydaje mi się to tak szalenie abstrakcyjne, bo nie rozumiem o co w ogóle mnie pytasz. Wiesz, że nikt mnie nigdy o to nie zapytał? I nigdy nie musiałem nawet zastanawiać się co to znaczy. Teraz wcale nie mam ochoty. Ten temat męczy mnie psychicznie, chciałbym zasnąć, jajecznicę zrobić, wyszorować kibel, cokolwiek, niż zastanawiać co to w ogóle znaczy, kochać kogoś. I nawet nie potrafię ci odpowiedzieć, powtórzyć tego wszystkiego, co właśnie sobie pomyślałem, przecież nie jestem zbyt rozmowny, nigdy nie byłem. Owszem, jeśli dyskutowaliśmy o filmie, albo przestrzeni, albo o sytuacji w Grecji, ale poza tym, Leika, przecież ja nie rozmawiam. Nie. I koniec. To mnie zirytowało, wstaję więc i zaczynam ogarniać loft, stłuczona lampa wraca do swojego poprzedniego stanu, szafa stoi znowu w całości, trochę podniszczona, ale nie przeszkadza mi to, nawet tu pasuje, poza tym, za każdym razem będzie mi przypominać jakim jestem idiotą. Jeszcze kilka bibelotów, sięgam po swój aparat, wkładam go do ucha i podchodzę do gramofonu. La bohema, wiesz, mam tu wszelkie rodzaje muzyki i tylko tej dobrej. Tak, zapomniałem, że wiesz, przecież je przeglądałaś. Pamiętasz? Rozstawiliśmy wszędzie świeczki, dziw, że wtedy nic nie spłonęło. Takie piękne cienie rzucałaś na moje ściany. Leika, zastanów, się w ogóle chciałabyś, żeby ktoś taki jak ja ciebie kochał. Przykładam w końcu delikatnie igłę do powierzchni płyty i stoję chwilę, czekając, aż przestanie trzeszczeć. Kiedy rozpoczynają się pierwsze takty podchodzę do łóżka i łapię za jeden z koców, ten cieniutki, całując cię przy tym. W usta. Potem przyciągam do siebie, opatulam kocem, robiąc z niego nieelegancką togę. Zatańczmy, taki utwór szkoda byłoby zmarnować. Podtrzymam cię, na wypadek gdybyś była zbyt słaba, nie dam ci upaść, po prostu wsłuchaj się i tak ja cię poprowadzę i zajmę się resztą.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Mar 22, 2015 5:19 pm

Czekam. Przez chwilę po prostu czekam. Zaciskam oczy i już nie martwię się o obrazy tego co było, bo trzema słowami rozjebałam system bardziej niż Ty zazwyczaj. Szczerze? Czekam na coś. I zgadnij jak się czuje, kiedy nie dzieje się nic.
Zimna gula w sekundzie pęcznieje mi w brzuchu, w gardle, wyłazi niemal oczami i nosem, zaraz robi mi się po tym kocem gorąco, prawie jak kurwa wtedy, kiedy płonęłam żywcem dla Ciebie Elmo. Zaczynam się trząść, znam ten stan, och jak dawno w nim nie byłam. Zirytowałeś się, żabko złota? Czuję jak każdy nerw mi się spina, każdy mięsień zaczyna telepać, krew uderza mi do głowy z prędkością pociągu towarowego aż mi w niej wiruje, aż mam mroczki przed oczami.
Jebana, mała szmato.
Biorę rozedrgany wdech, spokojnie, biorę drugi, ale czuję jak mi się klatka piersiowa z gniewu zapada, jak płuca buntują się turkocząc, że nie zamierzają zmarnować najmniejszego wysiłku na oddech w tej sytuacji. Nawet na Ciebie nie patrzę, bo nie chce mi się już na Ciebie patrzeć.
Całe moje miękko-słodkie przemyślenia sprzed chwili pękają i uwalniają rzeczywistą zawartość mojego emocjonalnego pęcherza. Spod przykrywki tej troski i niepewności ze zwierzęcą dziką rozkoszą rozbiegają sie po mnie wściekle czerwone mrówki, czuje je w palcach, stopach, czuje jak wbiegają mi na twarz i gryzą powieki, gryzą policzki śmiejąc się ze mnie.
Naiwna Lejeczko... Co. Ty. Tu. W ogóle. Robisz.
Co ja robię w Twoim życiu Elmo? Zdążam zadać sobie tylko jedno pytanie nim pierwsze dźwięki utworu wpadają do mojej głowy. Znam dobrze tę piosenkę. Może nie pamiętasz, ale grałeś mi ją kiedyś, przy jednym z naszych pierwszych śmiesznie szalonych spotkań. Dźwięki wprawiają mrówki w jeszcze gorszy taniec furii. Wybrałeś ją celowo, mały gnoju, czy może zapomniałeś, że mogła być dla mnie ważna?
Skąd w ogóle, kiedykolwiek przyszedł mi do głowy pomysł, że możesz coś czuć. Czuje się teraz taka głupia, taka głupia i wściekła, że nawet nie domyślam się ani troche, że ta wściekłość to tak na prawdę nie na Ciebie. Bo w rzeczywistości jestem zła na siebie, na swoją naiwność i jakąś babska pogoń za marzeniami. Przecież wiem, że nie istnieją romantyczne historie, wiem o tym, jestem rzeczowym człowiekiem. Konkretnym. Nie wierze w to wszystko, więc wkurwiam się, że jednak moja podświadomość, od kiedy zaszłam w ciążę, powoli i sukcesywnie zbudowała w mojej głowie jakąś pierdolona świątynię miłości i składując w niej czcze pobożne życzenia czekała na jeden Twój uprzejmy gest. Na jeden życzliwy pocałunek, na jedno objęcie ramieniem by posrać się ze szczęścia, że okazujesz mi czułość. Patrz, podpalam tę jebaną świątynię teraz, patrz, biore ten ogień, który w sobie zatrzymałam, który trawił cała twoja ciężką pracę i rzucam na te stosy głupich dziewczęcych marzeń, niech płonie, niech popieli się, niech pali, parzy, skwierczy i śmierdzi.
Tak właśnie kończą się sny o miłości.
Patrz Elmo, bo wiem, że nie słuchasz.
I już nie obchodzi mnie ta Twoja czułość, chyba nawet nie zauważam, że mnie całujesz. Pozwalam się owinąć i podnieść, bo gdybym jakkolwiek zareagowała rozbiłabym Twoją głową tę lampę, którą tak sprawnie poskładałeś. Wydłubałeś wszystkie te drogie kamienie z mojego ciała? Czy może jakiś rubin mi się ostał w kiszkach, bo nie obchodziłam Cię wystarczająco bardzo? Chociaż nie, lubisz rzeczy ładne, lampa pewnie jest dla Ciebie cenna więc na pewno zebrałeś wszystkie jej szczątki.

Gorycz ma straszny smak, smak, którego nie umiem opisać. Nie znam wystarczających słów, nie mam do tego odpowiednich myśli, czuje sie tak pierwszy raz Elmo i obiecuje Ci, obiecuje tak bardzo jak jestem Lululeicą Flame, tak bardzo jak jestem Lululeicą Nagyrápolti Szentgyörgyi, że czuję sie tak ostatni raz w życiu.
Wyciągam z Twoich dłoni swoje dłonie bez żadnego wyrazu na twarzy, chyba sparaliżowało mi mięśnie, chyba sparaliżowało mi mózg. Odwracam się i wychodzę po prostu, z tego cholernego mieszkania kurwa, wychodzę z Twojego życia Elmo. Wychodzę. W progu odwracam się tylko na moment i nawet nie próbuję na Ciebie patrzeć.
- Wystarczyłoby mi nawet 'może'. - rzucam. Bez emocji, nie mam emocji. Jestem Leiką, jestem kamieniem, jestem diamentem wśród wodorostów i mułu.- Cokolwiek. Nieważne. - i zamykam drzwi.
Dopiero wtedy oficjalnie, w końcu, pierwszy raz od dawna pozwalam sobie na płacz.

z/t
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Sie 16, 2015 6:18 pm

Nie było mnie tu od stu tysięcy lat, a jednak byłam tu tak niedawno. Wciąż jakby wydaje mi się, że czuje swoje perfumy, chociaż nigdy się nimi w Twoim mieszkaniu nie pryskałam. Od kiedy się poznaliśmy przychodziłam tu tylko na chwilę. Dzień, może dwa, trzy, w zależności od kaprysów, jakie wtedy mieliśmy. Nie było w tym żadnej regularności, byłeś dla mnie odskocznią od zakutego w zasady, normy i obowiązki życia. Mogliśmy poszaleć, byłeś moim szaleństwem, lepkim i słodkim, uzależnieniem w które lubiłam się wtulić, zatopić zęby, aż zadławiłam się ostatnim kęsem.
Pierwszą rzeczą, którą widzę jest piękna lampa tuż obok Twojego łóżka. Znam ją, miałam ją w głowie przez ten cały czas, jakby była moim ostatnim Ciebie wspomnieniem. Nawet nie Twoja twarz nawiedzała mnie w nocach, tylko ta cholerna lampa, ta cholerna, przepiękna lampa. Umyka mi, że mieszkanie jest większe. Może wcale się na tym nie chcę skupiać. Prowadzę Cie grzecznie do wanny, wiem gdzie stoi, nic się tu nie zmieniło. Nie chcę nawet próbować, póki co, zanurzyć się w tym co musisz mieć w tej chwili w głowie. Wciąż dźwięczy mi to niedokończone pytanie z teatru, ale nie czas na to Elmo, nie dasz temu rady, przecież widzę.
Jestem dorosłą kobietą, mam dwójkę dzieci i niedokończone sprawy w Skandynawii. Spotykam Ciebie niechcący, spotykam Ciebie chcący, wiedziałam przecież, że mnie znajdziesz. Nie wiem czemu gdzieś w środku miałam złudzenie, że będziesz tym razem pasował do układanki, którą mam w głowie. Wiesz, brakuje nam bardzo dużego puzzla, bardzo ważnego puzzla.
Ale ja widzę, że Ty nie dasz rady Elmo.
Wanna napełnia się wodą i bąbelkami kiedy ściągam z Ciebie to obrzydliwe futro alfonsa, wiesz, najchętniej bym je spaliła, ale to później. W ślad za nim idą spodnie z zeszłej epoki i niemal wpycham Cię do wody nawet jeśli nie stawiasz oporu. Dopiero kiedy racjonalnym spojrzeniem oceniam, że wyparzasz się już prawie cały powstrzymuje strumień i idę do przedpokoju zdjąć płaszcz i buty.
Jeden guzik.
Jakbym zdejmowała zbroję, czuję się słabsza.
Drugi but.
Jakby ten ciężar gdzieś uleciał, ześliznął się ze zbroją,z brzękiem upadł na podłogę. Biorę wdech rozpinając skórzany pasek, który oplatał mi żebra, by podkreślić talie w eleganckiej sukience vintage. Powinnam była iść na rozmowę o pracę Elmo, widzisz, jestem przygotowana, elegancka, a zamiast tego...
Zamiast tego znów wchodzę w to lepko-słodkie uzależnienie, w Ciebie, w głąb tego mieszkania. Zamiast być mądrzejsza niż kiedyś jestem głupsza, choć... jeśli mam ochotę być głupią, wolno mi. Och po stokroć mi wolno.
- Masz coś do picia? - pytam idąc do części kuchennej. Tak mi się chce pić od kilku miesięcy, jakby Thunder i Gonzo wyjadali ze mnie wszystko. Niestety, w lodówce znajduje tylko otwartą butelkę zwietrzałego wina i kilka nadgniłych pomidorów.
Serio?
Wracam do wanny i siadam obok, opierając przedramiona na jej krawędzi i kładąc na nich głowę. Dopiero teraz mogę na Ciebie popatrzeć. To patrzę. Co mi powiesz Elmo.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Sie 16, 2015 8:17 pm

Miesza mi się w głowie wszystko, chyba dalej nie rozumiem, że ty jesteś tu i cała taka moja, a nie moja już wcale i nawet nie zauważyłbym, że nas przeniosłaś tu, gdyby nie to nieprzyjemne uczucie w żołądku. Rozbierasz mnie, chcę pomóc, wychodzi mi to pokracznie, więc w końcu się poddaję. Tak dawno mnie nie dotykałaś. Niedobrze mi. Wciąż mam w sobie tonę niestrawionego alkoholu. A ta piana śmierdzi tak mdło. Niedobrze mi. Ledwo cię widzę, gdy siadasz naprzeciw mnie, poruszam niespokojnie ręką i wszystko się zatrzymuje. Lejka, przepraszam cię, ale ja się tu utopię albo zrzygam, jeśli czegoś nie zrobię.

Dałem sobie kilka dni, w ciągu których doprowadziłem siebie do porządku. Kiedy wyszedłem z wanny i zwróciłem z siebie wszystko łącznie z żółcią, położyłem się i zasnąłem. Kilka dni na detoksie, kiedy tylko się ocknąłem. Trzęsie mną jak chuj, takiego mam kaca. Dochodzę do siebie, raz na jakiś czas zerkając na twoje nieruchome ciało. Niby taki zwykły obrazek. Ale nie wiemy, kim jesteśmy. Ja z pewnością już nie wiem, kim ty jesteś. Wypierdalam wino i pomidory wraz z szmatami, które ze mnie zdjęłaś. Wchodzę do sąsiada, opróżniam jego lodówkę. Nie z wszystkiego. Nektarynki w puszce. Sałatka jego żony. Bardzo dobrze, częstuje mnie nią zawsze jak ma urodziny. Pół bohenka chleba. Osiem małych butelek wody. Papryka. Chłodnik dyniowo-ziemniaczany. Siedzę jeszcze w oknie. Odwracam się i spoglądam na Lejkę. Już czas. Jestem w o wiele lepszej kondycji. I nastroju. Niekoniecznie lepszym. Innym. Zabieram jedną z butelek i staję nad wanną z wyciągniętą ręką. Wszystko wraca do normy. Wchodzę do wanny. Nie dziw się. Sądziłaś, że będę rozmawiał z tobą w takim stanie? Łapię się brzegów wanny i ześlizguję niżej, aż nie zanurzę się cały. Nie trwa to długo, chciałem po prostu zamoczyć głowę. Wynurzam się, woda w wannie faluje, zalewa mi oczy, opieram się o chłodny brzeg i zaczesuję dłońmi włosy do tyłu. Czekam, aż woda spłynie z mojej twarzy, dopiero wtedy otwieram oczy i spoglądam na ciebie.
- Nie widziałem cię od lat. - Od lat, Lejka. Spędziłem w pustce więcej czasu niż mogłabyś podejrzewać.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Nie Sie 16, 2015 9:11 pm

Tylko mrugnę i wszystko znów jest inaczej. Tylko mrugnęłam, przyrzekam, a już zamiast zmęczonej twarzy bliskiej płaczu, pełnej rozdzierającego moje serce smutku i tęsknoty widzę znów starego Ciebie. Podkrążone oczy, chłodne spojrzenie pełne uwagi, pozioma linia pełnych ust nie wyrażających nic. Małe kropelki toczą się leniwie po Twoim czole, przyglądam się więc starając za bardzo na siebie nie boczyć za to, że mrugnęłam. Trudno byłoby nigdy nie mrugać.
Przez lata.
Milczę może znów za długo, ale wiesz jak jest, w końcu i tak coś powiem. Zamykam oczy opierając czoło o przedramiona jakby nóżka wanny byłą w tej chwili znacznie bardziej interesująca niż Ty. Faktem jest, że mi ciężko Elmo. Nie ułatwiasz tego w żaden sposób i choć kiedyś ta groza nieświadomości byłą pociągająca to teraz, teraz Elmo nie jestem już sama. Jestem odpowiedzialna za kogoś jeszcze, kogoś, kogo zwyczajnie nie mogę zawieść. Czy w ogóle znasz to uczucie?
Milczę, bo sie zastanawiam, czy to ma sens, czy ta rozmowa, to spotkanie. Przeprowadzałam tysiące scenariuszy w mojej głowie, próbując rozważyć, czy jest sens tu przyjeżdżać w pierwszej kolejności. Bo wiedziałam, że i tak mnie znajdziesz. Nas. Nas znajdziesz. Podnoszę głowę zgarniając niesforne kosmyki do tyłu i wzdycham.
- Przykro mi. - co Ci mogę powiedzieć. Mój czas płynie inaczej. Nie wiem do końca jak to jest, od czego to zależy i jak to robisz, ale nasze zegarki chodzą inaczej. Musiałabym być skończoną idiotką, żeby się nie zorientować, a nie jestem. Wiesz, że nie. Wiem, że nie.
Rozglądam się i znów podnoszę. Mam na sukience kilka plam od wody, która skapnęła z brzegu wanny przy Twoim zanurzeniu. Przyznam się, że coś we mnie chciało przytrzymać Twoją głowę pod wodą. To troche szalone, nie sądzisz? Ale byłoby wtedy znacznie łatwiej, och jak bardzo łatwiej.
Strzepuję więc krawędź spódnicy jakby to miało pomóc na plamy i idę kawałek dalej, by przyciągnąć sobie do tej wanny Twój piękny fotel. Nie będę klęczeć, nie mam do tego cierpliwości ani siły, łatwo mnie wszystko boli. Boli mnie wszystko cały czas.
Dopiero kiedy siadam, splatam nogi, splatam ręce, splatam palce, pozwalam sobie znów na Ciebie patrzeć. To mnie wciąż boli, za każdym razem. Nie wiemy kim jesteśmy. Ani ja nie wiem kim jesteś Ty. W zasadzie bądźmy szczerzy, nigdy nie wiedzieliśmy. To nigdy nie było ważne. Może wciąz nie jest? Z pewnością nie jest, teraz ważne jest coś innego, nadzwyczaj ważne. Przywołuję zaklęciem torbę, z której wyjmuję swoją portmonetkę. Jest ładna, skórzana, ma tłoczone inicjały. Moje inicjały. L.N.S. Tego też o mnie nie wiesz. Czy może wiesz? Chuj Cie wie Elmo, chuj Cie wie.
- I co robiłeś przez te lata. - pytam otwierając portfel bardzo powoli. Przyglądam się jego zawartości z zamyśleniem. Mam w nim zdjęcie. Chciałam Ci je pokazać jeszcze sekundę temu, ale właśnie się rozmyślam.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Sie 22, 2015 9:43 pm


Prawie parskam śmiechem, kiedy mówisz, że ci przykro. Gówno. Możesz mieć względem mnie wiele odczuć, ale nie uwierzę, że ci przykro. Wątpię, by było ci przykro, nawet, gdybyś wiedziała co się ze mną działo. Nie byłoby. Trochę nie powinienem się dziwić. Trochę mógłbym mieć to w dupie. Chciałbym, myślałem, że tak jest, a mimo wszystko pojawiasz się i znowu wszystko rujnujesz, wszystko, co sobie tak zbudowałem, aby się od ciebie odciąć. Powiedz Leica. Na chuj mi się tu zjawiasz. Przez chwilę wodzę za tobą wzrokiem, kiedy idziesz po krzesło, ale kiedy tylko odwracasz się, przenoszę się na kran. Nie, żeby mnie specjalnie interesował. Kiedy zadajesz mi pytanie odwracam się do ciebie. Och, robiłem wiele rzeczy, chętnie bym ci o tym opowiedział, naprawdę tak. Ale kilka lat temu. Czy miesięcy, na twoje. Cóż. Chyba mogę pokusić się na streszczenie.
- Zapominałem o tobie, o czasie rzeczywistym. Pracowałem. Odszedłem z Sabatu. Mój przyjaciel zmarł. Więc zapominałem znowu. - Wiesz, justelmothings, utylizowanie emocji, aby było ich jak najmniej. Nie wiedziałem, w co je włożyć, więc upychałem spowrotem do głowy, ale nie mieściły się tam, więc rzygałem, dopóki nie pozbyłem się wszystkiego. Rozkoszowałem się ciszą i samotnością. Raz na kilka miesięcy, wracałem tu, po prostu wychodząc na miasto i nie pamiętając powrotu, tym sposobem w czasie rzeczywistym zyskałem miano wiecznego imprezowicza. Nie obchodziło mnie to. Halbjorna i Sierrę pochowaliśmy miesiąc temu. Zamknąłem się po tym w maszynie na pół roku. Pół roku, uwierzyłabyś? Ja nie. Nigdy nie sądziłem, że będzie mi tak na nim, na nich zależało. To zabawne, byłem świadkiem na cholernym ślubie. Na początku plułem sobie w brodę, że niepokojącą aurę Sierry po prostu zignorowałem, postanawiając nie mieszać im się do życia, ale potem zrozumiałem, że taką podjęli decyzję. Choć nie pojmuję ich motywów. Może to śmieszne, bo większość swojego czasu i tak poświęcałem na pracę, ale kiedy dowiedziałem się, że nie żyją poczułem się, nie wiem. Jakbym powietrze nagle okazało się zabijać mnie powoli. Nie jestem i nigdy nie będę oswojony z nadmiarem uczuć.
- Po co przyjechałaś? - Nie dlaczego przyjechałaś lub dlaczego wróciłaś czy wróciłaś do mnie?. Po co. Po co, Leica. Wiem, że masz swoje na głowie, nawet sobie nie wyobrażam, nie mam pojęcia o tym, ale nie chcę mieć. Już nie. Widzisz ten pokój tam? Pamiętasz moją starą sąsiadkę? No więc nie żyje. A ja przebiłem się do jej mieszkania. Mieliśmy z Lokim je remontować, ale chuj to strzelił. A raczej mnie. Bo w pewnym momencie po prostu już nie chciałem, żebyś wracała do mnie z tym dzieckiem. A właśnie. A propos dzieci.
- Loish nie żyje. - Przypomniało mi się, chociaż tą wiadomość oznajmiam ci już tonem, jakbym prosił cię, byś do listy zakupów dodała jeszcze chleb. Niby oczywiste, ale zawsze można zapomnieć.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 23 lata
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : prawnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Sie 22, 2015 10:17 pm

Przykro mi. To największe słowa, jakie mogę Ci dać w tej chwili, w odpowiedzi na pretensjonalno-smutny wyrzut "nie widziałem Cię od lat". Przykro mi, że mnie nie widziałeś. Może gdybyś mnie widział, może gdybyś wyciągnął w moim kierunku rękę, może ta rozmowa nie zeszłaby tak szybko na ten zabójczy tor na który wpadła. Przykro mi, Anzelmo, że to były lata. Twoja dusza, słodki chłopcze, zestarzała się, a ja, no cóż, ja nie wiem co z nią zrobić.
- Zapomniałeś. - powtarzam głucho przyglądając się zdjęciu w portfelu. Dzieci nie mają nawet pół roku, a Thunder już jest dominująca. Na zdjęciu trzyma pięść brata w buzi. Gonzo wygląda, jakby miał to kompletnie w dupie. Wiesz, wyobrażałam sobie moment, w którym pokazuje Ci to zdjęcie. Wyobrażałam sobie ten moment, kiedy to zdjęcie robiłam i wciąż układam scenariusze, patrząc jak magiczna fotografia prezentuje mi urywek z życia naszych dzieci. Pięść do małej buźki i tak bardzo znajomy, tak charakterystyczny, pretensjonalny look Twojego nieodrodnego syna.
Zapomniałeś. O mnie, o czasie takim, srakim, pracowałeś, rzuciłeś Sabat. Przyglądam Ci się, kiedy sypiesz tym monologiem, gdzieś znad krawędzi portfela, a palec wskazujący na zmianę to wysuwa to wsuwa fotografię na jej miejsce. Pół roku temu zapewne wyszłabym z tego mieszkania po takich słowach. Właściwie, słowa były podobne i to właśnie zrobiłam. Pół roku temu takie pytanie, takim tonem zakończyłoby naszą znajomość ostatecznie.
To ciekawe, jak to robisz. Jak zaplatasz te swoje zdania w słowa które mnie interesują i takie, które w towarzystwie tych pierwszych w ogóle mnie nie obchodzą. Zapomniałem o Tobie, przyjaciel mi umarł, po co Ty tu, Loish nie żyje. Gdybym miała ochotę i siły na to, może nawet pozwoliłabym sobie w tej chwili na moment jakiejś głębszej analizy. Wiesz, jestem prawnikiem jakby nie patrzeć, taki mam już dryg, taki mam charakter, że wszystko robie rozłożę na czynniki, nawet jeśli zrobię to nie w czasie.
Pytasz po co przyjechałam?
A no dlatego, że sobie pewne czynniki rozważyłam. Plan miałam inny, uczucia inne, wszystko było inne kiedy przestępowaliśmy magicznie próg Twojego domu. Czy jeszcze mnie dziwi, że przy Tobie wszystko zmienia się w ułamku chwili?
Nie.
Wyciągam więc zdjęcie z portfela i rzucam go niedbale koło fotela, wstając spokojnie na nogi i podchodząc do wanny. Nie muszę się martwić, przecież leżysz, więc kiedy walę Cię pięścią prosto w mordę z przyjemnością doświadczam cichego chrupnięcia chrząstki pod kostkami dłoni. Kucam potem, tuż obok, żeby Ci móc w Twoje słodkie szare oczy spojrzeć Anzelmo, a myślę, ze tak to chyba nie patrzyłam na Ciebie nigdy w życiu. Bo wiesz, troche mnie w tym momencie nie obchodzi kto umarł, czytam gazety, mieliście tu niezły syf, to, ze o mnie zapomniałeś też jakoś jebie mnie odrobinę, ale.. no... rzucam Ci na taflę wody zdjęcie dwóch dokazujących brzdąców.
- Nie przyjechaliśmy tu na wakacje Elmo. - mówię, jestem spokojna niczym kwiat lotosu- Trochę mnie to pierdoli co, kto, trochę w tej chwili mi zupełnie wszystko jedno Chłopcze Cud. - biorę wdech i podnoszę się z kucek- Masz ze mną dzieci. Dwójkę. Thunder. Gonzo. - nie wiem kiedy przestawiłam się na tryb telegramowy, wróć - Jeśli sądzisz, że możesz się z tego wyślizgać, to zapewniam Cię, że będziesz musiał się przede mną schować bardzo, bardzo głęboko.
Wejdź sobie do swojej maszyny i nie wychodź. Tylko tam Cię nie znajdę. Bo kiedy jednak Cię znajdę, to dasz moim dzieciom dokładnie to, na co zasługują.
Czyli wszystko.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Loft   Sob Sie 22, 2015 11:49 pm

Pozwalam ci na to, bo wiem, że zasłużyłem, ale i tak mnie to wkurwia. Bo. Ja pierdole. Szmato, przestawiłaś mi kurwa nos. Podrywam się w górę, przystawiam dłonie nad wargę, ale woda w wannie i tak barwi się na różowo. Słucham jak wyrzucasz z siebie te wszystkie słowa, ale nie przerywam ci, tylko dlatego, że zaciskam powieki, jak to boli ja pierdole. Krew mi pulsuje, czuję to, węgierska dziwko miałaś tego nie robić. Nie dlatego, że jestem wściekły, że mnie uszkodziłaś, miałaś do tego pełne prawo, ale kurwo, to tak, jakbyś rozjebała kłódkę i wszystko z moją krwią wypływa teraz, wszystko, o czym tak zapominałem. Otworzyłaś jebaną puszkę Pandory. Podrywam się, chlapiąc wszystko wodą i wyskakuję z wanny, omijając cię, schylam się jednak i łapię cię za kostkę, ciągnąc w ten sposób przez całą długość loftu, dopóki nie docieramy do tych zasranych drzwi, które otwieram z rozmachem, aż uderzają o ścianę, krew mi leci ciurkiem już po całym ciele, jeszcze chwila i ją będę miał na chuju. Puszczam cię na środku. To dość obszerny i jasny pokój, bo go…
-... kurwa pomalowałem na brzoskwiniowo! Bo nie wiedziałem jakie chcesz, jakie ono chce, oni! Co pasuje, a co nie! Powiem ci, cyka blyat, co nie pasuje. Spierdalasz, bez słowa, zacierając wszystkie ślady, zostawiasz mnie tak i chuj nic zero żadnej wiadomości, nie wiem nic, nie wiem nic, truję się na myśl o tobie i powrocie i kajam i klęczę i czekam i nabijam, patrz kurwa, patrz, jak ja wyglądam! - Podchodzę do ciebie energicznie rozkładając ręce, przecież zauważyłaś, jaki ze mnie wrak, ale patrz teraz, patrz, do czego się przyczyniłaś. Wiem, że sam zjebałem, zjebałem mocno, ale dlatego, że nie wiedziałem, do stu chujów, jak sobie poradzić. Z kurwa wszystkim.
Nos pulsuje mi, ale z tych emocji prawie ślepnę, nie wiem co boli mnie bardziej, ryj czy głowa cała. Bym ściągnął aparat i rzucił go w kąt, ale nie mogę, bo masz święte prawo się wypowiedzieć, co więcej, oczekuję tego. Oczekuję tego jak chuj, Leica. Odsuwam się i kucam na chwilę, przyciskając dłonie do oczu. Zepsułaś mnie teraz.
- Wszystko dla ciebie chciałem, dla nich chciałem… - Mówię już ciszej, choć wciąż niespokojnie. Ja pierdole, Leica, nie potrafię rozmawiać, przecież o tym wiesz.
- Wszystko chciałem a ciebie nagle nie było i. I nie dałaś mi szansy nawet. A ja. - Wstaję. Nie wiem. Wszystko zatrzymuje się i choć mógłbym teraz dokładnie przyjrzeć się emocjom na twojej twarzy, bez konsekwencji, wychodzę z pokoju nie patrząc nawet na ciebie. Idę do lustra, zamrażam nos, nastawiam go różdżką, niemalże od razu zginając się w pół, jęczę chwilę, psia kość, ale zasłużyłem. Idę do wanny, wyjmuję z niej zdjęcie. Moich dzieci. To są nasze dzieci. Mamy dwójkę dzieci. Bliźnięta takie. Białe. Mam z Leicą syna i córkę. Thunder. Gonzo.
Kłamałem. Obchodzą mnie.
Wracam do pokoju ze zdjęciem w dłoni i stoję tak marnie znów przed tobą. Znowu mrugnęłaś i przegapiłaś wszystko.
- Kiedy mogę je poznać. - Nasze dzieci, Leica. Gdzie one są. Proszę cię.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Loft   

Powrót do góry Go down
 

Loft

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Loft
» Loft ASa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo :: Domy czarodziejów :: Björkson-