Łaźnie

avatar
PisanieTemat: Łaźnie   Pon Lut 16, 2015 12:23 am

Łaźnie
Kompleks łaźni. Na powietrzu. Specjalnie dla Sierry i Hala.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Pon Lut 16, 2015 12:48 am

Zatrzymaj ją, zatrzymaj mnie, pozwalam ci. Pozwól na to, bym została. Masz rację, nie chciałam poznać twojego krzyku, nie tego się domagałam. Zostawiam go sobie na deser. Na potem, które nadchodzi już. Jak chcesz trzymać mnie w niepewności, Złodzieju Wspomnień? Jak chcesz nas utrzymać w jakichkolwiek ryzach. Spójrz, co sobie nawzajem robimy. Spójrz, czujesz to przecież, na to nie ma odwrotu. Prawie odrywam stopy od ziemi, kiedy cię słyszę. Takie piękny głos. Moro nigdy nie mógł zrozumieć mojej fascynacji głosem, zamiast namacalnością skór. Głos był ulotny, a on potrzebował czuć, nad czym pracuje. Nie doceniał jego potencjału, nie tak, jak ja. Idąc w tym kierunku nauczyłam się rozkładac głos na najdrobniejsze włókienka. Śledzić ich pochodzenie, kierunek, nawijać na palec, splatać w warkocze z własnymi włosami, nigdy nie zapominać. Mów do mnie więcej. Częściej. Bardziej. Spraw, żebym od nadmiaru twojego głosu nie była już w stanie otworzyć oczu. Pozwól mi się nim bawić, pozwól mi go wyciągać, połykać go, zamykać w sobie. Zredukujmy inne dźwięki, tylko ciebie chcę dziś słuchać. Pozwól, że cię dotknę. Pozwól, że nas w ten sposób stąd zabiorę. Położę ci zdrętwiałą dłoń na karku. Znikniemy z trzaskiem. Przez chwilę zamknięci razem w próżni. Wciągnięci. W siebie, w przestrzeń. Wylądujemy dokładnie tu, gdzie chciałam. I mimo, że czuję grunt pod stopami, jeszcze przez chwilę nie mogę się oderwać od ciebie. Przecież wiem, gdzie jestem. Przecież już tu byłam. Nie pamiętam z kim, nie mam pojęcia kiedy. Wiem, jaka była pogoda. Pamiętam, w którą stronę wiał wiatr. Jak ułożyły się chmury na niebie. Jaką temperaturę miała woda. A jaką powietrze. Mój oddech, biała para. Bicie serca. Szczekanie psa. Śmiech. Stuk drewnianych klapek. Faktura kamieni. Bądź przy mnie. Obiecałam, że odtworzę z tobą moje wspomnienia, nie wycofuję się z tego. Sięgam dłonią do szlufki, odwiązuję od niej czarną wstążkę, którą później nakładam ci na oczy. Teraz już muszę od ciebie odejść, chociażby po to, by zawiązać ci z tyłu głowy czarny materiał. Stanąc na palcach, by to zrobić. Proszę. Miałeś tylko chwilę, żeby zobaczyć, gdzie jesteśmy a i tak wątpię, żeby coś ci to mówiło. Drewniana podłoga, drewniane ściany, niskie szafeczki, umywalka. Wszystko schludne. Wszystko takie samo. Uwierz mi, to dopiero przedsionek. Odchodzę na kilka metrów, przyglądając ci się, jak tak stoisz. Udawanie bezradny. Przecież mógłbyś ściągnąć wstążkę w sekundzie. Ale tego nie zrobisz. Wiesz, że tu jestem. Wiesz, że nic ci nie zrobię, poza tym, to już się dzieje, nie od momentu, gdy się spotkaliśmy na ulicy. Od chwili, kiedy się dziś obudziliśmy. To już wtedy się zaczęło. Delikatnym machnięciem dłoni zdejmuję z twarzy makijaż. Biała farba kapie na podłogę. Rozplątuję warkocz. Nie spuszczając z ciebie spojrzenia, ściągam wszystko, co na sobie mam. Wszystko, nie pozostawiając nic, nawet spinki we włosach. Moje ubrania składają się w powietrzu, lądując ostatecznie przy rozsuwanych drzwiach. Już nie jestem mimem. Jestem sobą. Całą sobą, nagą, tuż przed tobą. Tuż. Przed. Tobą.
Zsuwam z twoich ramion płaszcz, nie pozwalam jednak, żeby opadł na podłogę. Leci, by utonąć wśród moich rzeczy. Pomóż mi. Zdejmij sam chociaż buty, skarpety, z tym jest zawsze największy problem ze względu na sznurowadła. Zostaw koszulę i spodnie. Zostaw mnie tę przyjemność. Będę rozbierać cię jak najdelikatniej, starając się nie dotknąć powierzchni twojej skóry. Wciąż. Mimo wszystko. Mogę musnąć przypadkiem, ale to jeszcze nie teraz, to nie ten czas, na zostawianie namacalnych śladów. Liczę oddechy. Moje. Twoje. Zsynchronizowane. Trzy tabelki mam w głowie. A ty nie masz już swojej lnianej koszuli. Nie masz też bielizny, co odkrywam po odpięciu guzika twoich spodni. Trochę nie mogę się powstrzymać, trochę nawet nie chcę, więc wsuwam palec między te nieszczęsne spodnie i biodrową kość, jakbym sprawdzała, czy nie są ci za luźnie. Ile schudłeś od naszego ostatniego spotkania.
Ostatniego spotkania.
Ta myśl mnie parzy, więc cofam dłoń, ale nie mogę sobie wmówić, że to absurd, bo mam świadmość tego, jak dziwne wszystko jest wokół. Nie dowiem się, jeśli nie spróbuję. Chcę żebyś do mnie mówił. Obdarci z ubrań pozbawieni będziemy jakichkolwiek masek, praw do ucieczki, wymówek, bezpiecznych zasłon. A dziś nie ma na nie miejsca. Kończę więc to, co zaczęłam, rozpinam resztę zamka. Proszę. Jesteś. Jesteś. Unoszę dłoń, za nami rozsuwają się drzwi prowadzące do ogrodzonej łaźni na powietrzu. Czujesz jego chłód? Nie obawiaj się, woda jest gorąca, nie zamarzniemy. Jak bardzo jestem okropna, skoro pozwalam ci stać na mrozie o kilka sekund za długo niż powinnam, tylko dlatego, że patrzę? W końcu wyciągam dłoń, ujmuję twoją, chodź, zrób krok, poprowadzę cię. Pójdę tyłem, żeby obserwować, czy jesteś, czy mi ufasz, czy się nie potykasz. Schodek. Drugi. Czujesz żwir pod stopami? Poczekaj, to tylko kilka kroków, następne są gładkie głazy, potem tylko woda. Odwracam na chwilę głowę, żeby do niej wejść. Jest tak gorąca, jak pamiętałam, wszystko wokół paruje, odwracam się. Ostrożnie. Ujmuję twoją drugą dłoń, żebyś nie wpadł cały i kiedy jesteś już bezpieczny, puszczam cię, siadając naprzeciwko. Woda sięga mi po ramiona. Nie pamiętam, kiedy miałam okazję brać odprężającą kąpiel. Tej nie zapomnę z pewnością.
- Możesz już ją zdjąć.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Pon Lut 16, 2015 9:12 pm

To tylko chwila. Ten krótki moment, w którym pozwalamy sobie przełknąć ślinę. Gdy powietrze z nieco większym trudem wydostaje się z płuc. Kiedy nie jest się pewnym, czy wciąż jeszcze jest się tu, czy już zdążyło się przebyć wszystkie możliwie galaktyki, by znaleźć się tam. To tylko chwila, kiedy stajemy się jednością; kiedy mamy tylko jedną skórę, wspólnie oddychamy, na świat patrzymy tym samym spojrzeniem, posiadamy jedno serce bijące za wszystkie serca, które do tej pory mieliśmy. To tylko chwila, kiedy znów, będąc tak blisko siebie, dzieli nas wszystko. Kiedy pozbawiasz mnie możliwości rozkoszowania się twoim dotykiem. Kiedy zabierasz mi siebie, zostawiając bezdenną, nieogarniętą pustkę wokół i wewnątrz. Robisz ze mnie wydmuszkę. Przewiązując mi oczy, pozbawiasz mnie każdego ze zmysłów. Nie widzę, nie słyszę, nie czuję. Powietrze straciło swój smak i zapach. Ten kawałek ziemi, na którym mnie zostawiłaś, stał się najniebezpieczniejszym miejscem na świecie, gotów rozpaść się, wciągnąć mnie pod ziemię, gdy tylko ulecisz mi z myśli. Bo nie czuję cię przy sobie, chociaż wiem, że jesteś gdzieś obok. I tylko ta wiedza pozwala mi ciągle zachować równowagę; tylko dzięki przeczuciu, że jeszcze nie zostawiłaś mnie tu samego, mogę próbować oddychać jak wtedy, w tej wąskiej uliczce; tylko dzięki przeświadczeniu, że trzymasz mnie tutaj swoim wzrokiem, jeszcze nie uleciało ze mnie życie. To tylko chwila, kiedy znów dasz mi siebie. Znowu będziesz tak blisko i tak niewyobrażalnie daleko. Gdzie jesteś i co dla mnie szykujesz? To tylko chwila, nim udzielisz mi odpowiedzi na wszystkie te pytania; nim ponownie weźmiesz mnie sobie. To tylko przebycie tysięcy mil nieskładnie dobranych myśli w oczekiwaniu na mój czas.
Kim jesteś? Że ze zniszczenia czynisz sztukę. Że przy tobie wszystko inne traci znaczenie. Że wypala mnie od środka, włókno po włóknie, tkanka po tkance, kiedy brak mi twoich dłoni. Że dałem ci się zabrać na koniec świata, nie znając twojego imienia. Nie znając twojej twarzy. Nie wiedząc o tobie nic. Nie dbając o to, by wcześniej cię poznać. Nie mając zamiaru stawiać jakiegokolwiek oporu. Kim jesteś, choć tak bardzo nie zależy mi, by być świadomym tej wiedzy. Kim jesteś, że tak chętnie oddaję ci siebie – nie po kawałeczku, ale całego. W jednym, krótkim momencie wyzbywam się wszystkiego, co dotychczas było moje, by bez cienia zawahania, bez chwili niepewności przekazać to w twoje ręce. Bo w nich będę bezpieczniejszy, niż gdziekolwiek indziej; bo one znają mnie lepiej, niż ja sam siebie. Nie wiem tylko jak to się stało. Nie mam jednak ku temu żadnych wątpliwości, szczególnie gdy wprawnymi, pewnymi ruchami pozbawiasz mnie wszystkiego, co mogłoby okazać się przeszkodą do wzajemnego poznania. Teraz jedynie czarna tasiemka dzieli nas od zastąpienia Adama i Ewy w raju, ale i na nią niedługo przyjdzie pora. Krocząc za tobą, próbując obserwować świat twoimi oczami, bezczelnie, choć dyskretnie kradnąc rejestrowane przez ciebie obrazy, stopy ranię o żwir, chłód kamieni zrywa całe płaty skóry, woda pali bardziej niż jakikolwiek dotyk. Czarny materiał kamufluje pocące się oczy. To tylko chwila. Wszystko zaraz przeminie, przestanie mieć znaczenie, zatonie pośród tego pustkowia. Milimetr po milimetrze chłód znika we wrzącej wodzie. Ponad falującą powierzchnią zostawiam jedynie twarz. Zmęczone, wciąż niewidzące oczy; milczące usta. Zwabiony twoim głosem, złakniony ciebie, podpływam szukając cię po omacku. Chcąc więcej, bardziej, nieprzerwanie, po nasz kres.
- To twoje zadanie.
To. Unoszę jedną z twoich dłoni. Twoje. Znajdując drugą, nie pozwalam sobie więcej jej zgubić. Zadanie. Obie zakładam za głowę, między palce wkładając końce tasiemki. To twoje zadanie. To ty mnie tu sprowadziłaś. To ty wszystko to zaczęłaś. To ty powinnaś wszystko to zakończyć. To na ciebie chcę patrzeć, gdy kurtyna pójdzie w górę. Nie muszę wiedzieć, gdzie jestem. Nie muszę widzieć niczego innego; nie muszę słyszeć nic poza tobą; nie potrzeba mi smakować czegokolwiek innego; nie pragnę czuć niczego poza tobą.
Jesteś utkana z najpiękniejszych wspomnień.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Wto Lut 17, 2015 12:53 pm

Zatem chcesz mnie mieć więcej. Jeszcze wczoraj byliśmy sobie zupełnie obcy, a dziś. A dziś wszystko dzieje się tak, jak powinno. Jakby każdy twój ruch wcale nie był dla mnie zaskoczenie, jakbym dobrze znała całą twoją paletę emocji. A jednak chcę poznać ją na nowo. Czy to nie dziwne? Czy to nie dziwne, że przyjmuję to, co się dzieje z takim spokojem. Obserwuję jak podpływasz, w każdej chwili gotowa sięgnąć po ciebie, żebyś mi nie zniknął w tej otchłani, bo obawiam się, że nie byłabym w stanie cię odnaleźć. Pod wodą nie usłyszałabym twojego głosu, a to główny - i jedyny - czynnik, dzięki któremu wiem, że obojętnie gdzie będziesz, ja na ciebie natrafię. Och, Złodzieju Wspomnień, tak się wygodnie rozsiadłam, a ty zmuszasz mnie, żebym zeskoczyła z ławeczki i zajęła się tobą, moim rzekomo zadaniem. Podoba mi się to, podoba mi się to, że tak mi ufasz, dajesz mi pole do popisu, chociaż nie wiesz jak i czy wykonam swoje zadanie. Tak blisko jesteś, najbliżej tego wieczoru, teraz nie ochronią nas, ciebie, najmniejsze już nawet świecące drobinki. Zgodnie z twoim niemym poleceniem łapię wstążkę między palce. To był twój błąd, twoja słabość do mnie, a moja wygrana.
- Co jeśli tego nie zrobię? - Złodzieju Wspomnień, nie zastanawiałeś się nad tym, że mogę nie być posłuszna? Nie odwiązuję węzła, wręcz przeciwnie, zaplatam końce wstążki wokół twoich nadgarstków, zawiązuję, jeszcze raz, jeszcze raz, jak się teraz czujesz? Należysz do mnie. Związany, spętany, dla mnie, przeze mnie. Wierz mi, nawet gdybyś czuł się z tym niekomfortowo, te wspomnienia będą piękniejsze niż moje własne. Złodzieju Wspomnień, nie poukładasz moich myśli, nie chronologicznie, nie, kiedy ja sama tego nie potrafię. Piękny jesteś taki, Złodzieju Wspomnień, z kropelkami potu na czole, rozchylonymi ustami, rękami za głową, zależny ode mnie. Usiądź tutaj, gdzie przed chwilą siedziałam, ja ulokuję się obok. Siadam, podciągając kolana pod brodę, łapiąc się oparcia, nie obawiaj się w razie gdybym wpadła do wody. Mam ręce wolne, które pomogą mi wypłynąć na powierzchnię. Zresztą. I tak mnie nie widzisz, Złodzieju Wspomnień.
- Czy to nie dziwne, że człowiek potrafi nagiąć czasoprzestrzeń jak tylko zapragnie? A i tak większość z nas nie zdaje sobie sprawy z własnych możliwości. - Nie musisz odpowiadać. To pytanie retoryczne. Chciałabym wiedzieć granice twojego potencjału. Pokażesz mi? Wszystko chcę. Nie zdradzaj jak, opowiedz mi. Nakieruj mnie, dłonią, włóż ją do głowy, pozwól mi siebie łechtać. Przechylam głowę, podobasz mi się z każdej perspektywy.
- Zdradź mi, jak się nazywasz, Złodzieju Wspomnień. Odwdzięczę ci się. - Pewnie masz piękne imię. Będę smakować każdą sylabę z osobna, analizować brzmienie twojego głosu, kiedy je wypowiesz. Zdradź mi, powiedz je na głos. Potem powtórz moje.
Zgłodniałam. Może to przez ciebie, ale nie mogę cię tknąć tak, jak chce tego wszechświat, jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilkę. Losie daj mi się chwilą rozkoszować, tym prądem, rażącym mnie przez cały czas, odkąd tylko się pojawiłeś. Tymczasem zjem owoce. Wyciągam dłoń w górę, po chwili pojawiają się na niej małe kuleczki. Widzisz, Złodzieju Wspomnień, jesteśmy w kompleksie łaźni stworzonymi na kształt tych azjatyckich. Tam, nie widzisz tego, ale po drugiej stronie jest rząd niskich budynków. Tam są materace i niskie lampy. Rozsuwane drzwi i talerze z owocami. To jest liczi. Ma twardą skorupkę, ogromną pestkę i biały, słodki owoc. Zdejmuję skorupkę z jednego z nich, przezroczysty sok wylewa się na moje palce.
- Jadłeś kiedyś liczi? - Przykładam nasączony palec do twoich warg. Pewnie nie jadłeś go w ten sposób. Jeśli podróżowałeś, lub masz bogatą rodzinę. Azjatyckie owoce nie są popularne w Skandynawii.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Wto Lut 17, 2015 9:11 pm

- Poczekam.
Poczekam na ciebie. Poczekam na nas. Na koniec świata. Na świt. Poczekam aż woda w źródle zacznie stygnąć, zamarzać, zamieniać mnie w przezroczysty kamień. Poczekam aż świat znów zacznie płonąć. Poczekam. Mogę czekać wieczność, to, w porównaniu do czekania na dzisiejszą ciebie, jak mrugnięcie okiem. Poczekam, bo jestem ci to winien.
Jestem winny. Ciebie.
Ciekawiło mnie, jak daleko jesteś w stanie się posunąć. Jak bardzo ci zależy. Jaka jesteś. Kim dla ciebie mogę być ja. Jak daleko sięgają twoje granice. Nie zawiodłaś mnie wcale. Jesteś przecież niezbadana, nieprzenikniona, słodko-gorzka. Jesteś taka, jaką zbudowałem sobie ciebie w wyobraźni, pozostawiając wciąż tak wiele nieodkrytych płaszczyzn, całą gamę tajemnic, które nie ja będę odkrywał, bo i to nie należy do moich, ale twoich zadań. To ty trzymasz w dłoni wszystkie karty, to ty rozdajesz je według swojego uznania. Ja jestem jedynie Złodziejem Wspomnień, te zaś nie zawsze znaleźć muszą się pośród tajemnic. Nie mam więc prawa ruszać tego, co dla mnie szykujesz, nie mam prawa zaglądać ci przez ramię i daleki jestem od tego nie tylko dlatego, że odkąd pojawiliśmy się tutaj nie dałaś mi nacieszyć oka krajobrazem. Nie mam ci tego za złe, w końcu sam na wszystko ci pozwoliłem. Nie mogłem nie przewidzieć, że nie będziesz jak większość ludzi. Że nie będziesz jak większość, którymi się otaczam. Wystarczy, że dam ci palec, a weźmiesz całą rękę. Nie przeszkadza mi to, przecież nie zrobisz mi krzywdy. Gdybyś chciała to zrobić, nie zwlekałabyś tak długo. Tym też nie możesz różnić się od n i c h. Prawda? Choć jesteś tak inna, jak ulał pasujesz do mojego świata. Do mnie.
Odwracam głowę w twoim kierunku, choć to śmieszne. Wciąż jesteś nieosiągalna, chociaż twój oddech łaskoce mi skórę. Mimo to chcę na ciebie patrzeć, nakładać twój poprzedni obraz na tę nieludzką czerń, na bezkresną pustkę, na pochłaniającą cię otchłań, jaką sama mi zgotowałaś. Uśmiecham się smutno. Jak bardzo musiałem cię skrzywdzić, że w tak bezduszny sposób pozbawiasz mnie wszystkiego, czym mógłbym się bronić? Zdradzając ci swoje imię, pozbyłbym się ostatniej nitki dzielącej mnie od właściwego obnażenia się przed tobą. To cena, której nie chcę płacić w tym stanie. To cena, której nie chcę płacić, by cię zadowolić. To ostateczne przypieczętowanie kapitulacji, na którą jeszcze nie czas. Na nic zda mi się wówczas twoja wdzięczność, gdy nie będę miał już nawet siebie.
Jak bardzo zależy ci, by poznać mnie całego? Jak bardzo chcesz mnie smakować? Jak bardzo pragniesz mnie wypatroszyć? Jak bardzo?... Mam twoje imię na końcu języka. Ty moje też już czujesz.
- Jesteś zachłanna.
I przebiegła. To u was rodzinne? Na pewno. Jeśli nie w starszym pokoleniu, to bez wątpienia w linii, którą stworzysz sama. Pokaż mi, jak zbudujesz świat. Pokaż, jak go widzisz. Pokaż, jak wszystko zmienisz. Jak będziesz przestawiała najmniejsze elementy, dopieszczała każdy szczegół; jaką scenografię sobie stworzysz. Nie chowaj tego dla siebie, podziel się swoją wizją, przecież wiesz, że nie zdradzę jej nikomu, sama tego dopilnujesz.
- To nie ma znaczenia. Każdy owoc smakuje inaczej, zależnie kto i jak go podaje. – Wargi zaczynają piec od soku wnikającego w mikropęknięcia, to nie ma jednak znaczenia. Zatrzymuję cię dla siebie na chwilę dłużej, zagryzając twój palec; smakując cię w sposób, którym gardziłbym w każdej innej sytuacji. Bądź dla mnie bardziej. Tylko dzisiaj. Tylko teraz. – Jesteś gotowa?
To tylko chwila. By sprawdzić jak bardzo ci zależy. By sprawdzić, czy jesteś tego wszystkiego warta. To tylko chwila, gdy wstaję z ławeczki i zanurzam się w odmętach wody. To tylko chwila, by sprawdzić, gdzie znajduje się dno.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Czw Lut 19, 2015 12:41 pm

Jestem zachłanna. Wiem o tym. Ale znam granice w każdej sytuacji. Potrafię je wyczuć. Jeśli przekroczę, znikam. Znikanie przychodzi mi bardzo łatwo. Nie nazywam tego ucieczką, tylko przemieszczeniem. Nie uważam jednak, żebym była przebiegła. Nie w takim stopniu, jak zapewne myślisz. Po prostu potrafię błyskawicznie obliczyć w głowie potencjalne zyski i starty i wykorzystać sytuację na swoją korzyść. Dlaczego nie chcesz mi się przedstawić, to sprawia mi przykrość, czy chcesz, żebym dalej nazywała cię Złodziejem Wspomnień, kiedy jestem tak blisko ciebie, przyznaj, bliżej niż ktokolwiek przede mną. Czuję to, w twoim głosie, nie ważne jak bardzo będziesz opanowany, jak naturalnie przyjdzie ci przyjmować teraźniejszość, ja bardzo dobrze panuję nad dźwiękami. Chciałabym nie nazwać siebie złodziejką głosów, bo często nie są mi do niczego potrzebne poza chwilą rozrywki, ale nie uważam, bym je kradła. Częstuję się. Pożyczam permanentnie. Z jakiegoś powodu mam ochotę łasić się do ciebie, może to przez to, że podoba mi się, w jaki sposób się wyraziłes. O mnie. Bezpośrednio.
Zjadam liczi. Czy jestem gotowa? Chciałabym śmiało, figlarnie odpowiedzieć, że zawsze. Ale to nie prawda. Nigdy nie jestem gotowa. Nigdy nie byłam. Nie byłam w życiu nieodpowiedzialna. Byłam nieodpowiednia. Obojętnie, jak bardzo staram się lokować swoje myśli w różnych częściach świata, zawsze jakiś fragment związuje się z sercem, a na to nie jestem gotowa. Nie. Jestem. Gotowa.
I nie wiem, czy powinnam być dla ciebie. Czy tego oczekujesz ode mnie? Pełnego oddania? Odkładam ostatni owoc i zanurzam się w wodzie sekundę po tobie. Gdybyś był kimś innym nie zrobiłabym tego. Oczywiście, nie zostawiłabym nieszczęśnika związanego w wodzie, ale na pewno nie ruszyłabym w ślad za nim. Niczego nie widzę, nie ma sensu otwierać oczu, bo nie zobaczę nawet rozmazanych kształtów, jest zbyt ciemno. Niczego nie słyszę. Ciebie nie słyszę. To okropne, okrutne z twojej strony, zostawiać mnie samą bez możliwości wyczekiwania nawet na najkrótsze choćby słowo. Zostawiać mnie taką głuchą. Nie rób tego. Nie rób tego więcej. Nie. Rób. Tego. Nigdy. Więcej.
Tutaj jesteś. Mój Złodzieju Wspomnień. Daj mi się wtulić w swoje plecy, palcami policzyć żebra, osłonić cię moimi włosami. W myślach każę wstążce zniknąć. Rozwiązuje się i odpływa gdzieś jak słaby, mały węgorz. Teraz jest jesteśmy tylko my. Ty i ja. I nic więcej. Nic, co by nas krępowało. Nic, co by nas ograniczało. Poza kończącym się zapasem powietrza. Ale wiesz. Ja mogę zasłabnąć razem z tobą. Chciałeś utonąć. Chciałam utonąć z tobą. Bądź dla mnie tu przez parę sekund prawdziwy, bez gier, bez soku z liczi, bez przepasek i błyszczących nutek, bez urwanych dialogów. Już czuję jak robi mi się słabo. Woda jest za gorąca, nie przywykłam do takich temperatur, szczególnie, jeśli jestem cała w niej zanurzona. Wypłyńmy już proszę, zaczerpnijmy tchu, obejmę cię inaczej, bo pierwsze, co chcę widzieć po wynurzeniu to twoje oczy. Policzek do policzka, skroń przy skroni, jednak łaszę się jak kot. Powietrze. Nareszcie. Jednak mimo mojego postanowienia, jeszcze chwilę po odzyskaniu tchu nie mogę otworzyć oczu. Może to po prostu wina wody, może skleiła mi powieki na moment. Może to ty. Może jednak boję się tego obrazu. Widzisz Złodzieju Wspomnień, cały czas zastanawia mnie i ciekawość nasila się z każdą sekundą, a ja nie potrafię odpowiedzieć.
- Kim my jesteśmy?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Pią Lut 20, 2015 1:09 pm

Nigdy nie daj mi spuścić cię z oczu. Nigdy mi nie znikaj. Choćbym sam próbował pozbawić się twojego obrazu, nie pozwól mi nigdy cię zapomnieć, wyrzucić ze wspomnień, z myśli, z pragnień, ze słów dziękczynnych. Nigdy mi ciebie nie zabieraj. Bądź zawsze moim powietrzem, moją wodą, moją ziemią, moim ogniem. Bądź moimi oczami, gdy nie będę wiedział, dokąd iść. Bądź moim rozumem, kiedy nie będę wiedział, co jest właściwe. Bądź kamieniem, o który się potknę, gdy wszystko układać będzie się zbyt dobrze. Bądź klatką, w której będę mógł schronić się przed całym światem, jednocześnie zostawiając mi dwie drogi wyjścia. Bądź celem, do którego dążyć będę za wszelką cenę. Bądź mi życiem i trucizną. Bądź i nigdy, przenigdy nie znikaj, choćby waliły się mury Asgardu, choćby Midgard płonął, choćby Jormungand zatruł całą ziemię. Ty po prostu trwaj. Jak nikt inny przedtem i jak nikt inny potem. Trwaj bez względu na wszystko i nie znikaj bez słowa. Bez pożegnania. Bez ostatniego spojrzenia. Bez pocałunku powodzenia. Bez życzeń szczęśliwości na nową drogę. Nie znikaj, nie pojawiwszy się oficjalnie ostatni raz. Nie zatrzymam cię, gdy nie będziesz tego chciała. Nie jesteś moja. Nie mam do ciebie żadnego prawa, nie wiążę cię obietnicami i przyrzeczeniami. Ale kiedy będziesz chciała zniknąć, daj mi drugą szansę. Zostaw z cieniem nadziei, z ostatnim oddechem. A wcześniej – nie znikaj.
Tak jak nie robisz tego teraz. Dudnienie pulsującej w uszach krwi przerywa twoje wtargnięcie w tę niekończącą się otchłań. Liczę, jak długo zajmie ci dotarcie do mnie. Jak długo zwlekać będziesz z pozbawieniem mnie więzów. Jak długo tu ze mną zostaniesz. Jak długo wytrzymasz. Kiedy nie będziesz miała już wystarczająco siły, by wodzić po moim ciele. Kiedy to ja odwdzięczyć będę ci się mógł za wolność. Kiedy będę mógł podzielić się z tobą swoim powietrzem, byś całkiem nie opadła z sił; byś była w stanie zapłacić mi za próbę, na którą cię wystawiłem, narażając nas oboje. Narażając przyszłość na śmierć w sposób, w jaki jeszcze nigdy tego nie robiłem; w sposób, w jaki nigdy więcej nie będę chciał tego zrobić i którego nigdy nie zapomnę.
Ujmuję cię pod brodę, nareszcie mogąc przyjrzeć się prawdziwej tobie. Bez masek, bez wyobrażonego obrazu, bez tarczy słów i woalki pożądania. Bardziej bezbronną niż kiedykolwiek, gdziekolwiek i przy kimkolwiek będziesz. To tylko chwila, nim znów otworzysz oczy, skupiając w nich cały świat. Tylko ułamki sekundy dzielą mnie, nim historia znowu zacznie zataczać koło, więc dany mi przez ciebie czas wykorzystuję w najmniej rozsądny sposób, składając na twoich powiekach krótkie pocałunki. Bądź. Dla mnie. Oddaj mi swoje myśli, bym mógł chronić je przed wszystkim, co złe; przed nimi samymi; przede mną. Daj mi swoje wspomnienia, wpleć je w swoje włosy, niech wraz z drobinkami wody pomalują ci skórę na perłowo; niech zasznurują ci usta, by żadne słowa nie wystawiały nas więcej na tak ryzykowne próby.
- A kim byliśmy? I kim będziemy? – Liczyłem na jeszcze chwilę ciszy, na upajanie się twoim oddechem, miarowo unoszącymi się piersiami, widokiem raz po raz zwilżanych warg. Ale słowa niszczą wszystko, nie potrafią zbudować niczego pięknego, nawet jeśli wypowiadasz je ty. Chociaż brzmią tak pięknie, są tak bardzo niebezpieczne. Kim jesteśmy? Kim? Czy to ważne? Jesteśmy poza czasem.
Ujmuję twoją dłoń, palcem wolno kreśląc po jej wewnętrznej stronie linie. Rozpoznajesz je? Osiem liter.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Sob Lut 21, 2015 1:20 am

Nie wiem co, jest nie wiem co będzie, nie rozumiem zasad, nie rozumiem tego Złodzieju Wspomnień, co się dzieje, jak ludzie jednego dnia mogą być nikim, a drugiego projektują scenografię do klasycznego dramatu. Nie zastanawiałeś się kiedyś jak by to było, gdybyś był nikim, gdybyś tylko myśli i wspomnienia obserwował z daleka nawet nie mogąc w pełni do nich zajrzeć, tylko omijał je jak mydlane bańki a gdybyś dotknął ich palcem, one znikłyby. Jak to się dzieje, że ludzie potrafią sami z siebie sięgnąć po wszystko i ja, choć potrafię wstać i odejść, złapać dźwięk i przemielić go, nie jestem w stanie zaliczyć siebie do ludzi silnych? Mogę natomiast wmawiać sobie, że tak jest. Mogę w myślach całą rzeczywistość rozłożyć na kawałki, pozornie przyjąć coś za prawdę, ale wiedzieć, że jest inaczej. Przyjmować, bo obawiam się tego, kto w mojej głowie grzebie, kto w nocy stoi nade mną i spluwa do moich rozchylonych ust. Potrafisz mnie przed tym obronić? Potrafisz mnie uchronić przed samą sobą? Złapać, kiedy to ja utonę, mentalnie, utopię się we własnej niewiedzy i skołatanych myślach.
H. Histeria Glindy po utracie pierwszego dziecka. Ciemne pokoje, które musiałyśmy zajmować z nią, bo nie była w stanie sama funkcjonować. Ciężkie lampy naftowe, skrzypiące pokoje, straszący nocą kot.
A. Altana, która gościła mnie latem i wiosną, początek jesieni, w październiku już mnie tam nie było. Kosze z jagodami, rozpruta halka, śmiech młodej Glindy, kiedy czytała listy stęsknionych kochanków. Kot.
L. Londyn, którego od razu nie polubiłam. Pretensjonalne spojrzenia, brudne ulice, pozornie czyste damy. Drugi koniec kraju.Chcę wrócić do domu.
B. Bażanty. Wypchane, zajmujące całą ścianę w dworku wuja Georga. Nienawidziłam ich, za każdym razem obawiałam się, że ktoś mnie na nich popchnę i utknę, uwięziona między piórami i trocinami, głowami i sztucznymi pazurami. Kot.
J. Jagody, całe krzewy w ogrodzie Glindy. Palce fioletowe od ich skórek, pobrudzone suknie, burda od ciotki, przecież to taki drogi materiał. Mogę chodzić w bieliźnie, nie potrzebuję ciężkiego odzienia. Kot.
O. Organza. Biały welon długi na trzy metry, zachcianki weselne mojej kuzynki przyprawiały mnie o dreszcze. Wcale nie przyjemne.
R. Rejsy po Tyne, zawsze taki sam schemat, parasolka zawsze wrzucona do wody. Sierra Leone! Za niedługo będziesz damą, a nie potrafisz się zachować!
N. Newcastle.
- Halbjorn. - To tylko szept, to tylko mój głos, włożony prosto w twoje usta wraz z każdym małym wspomnieniem przypisanym do liter. Każde z nich zamglone jak stare fotografie, ale wierz mi, te fragmenty są mi lepiej znane niż wczorajszy dzień. Jaki był? Jaki był twój? Ja swój pamiętam pozornie, pamiętam, że nie był mój. Zupełnie nie tak, jak to, co dzieje się teraz. Ty i twój czas należycie do mnie, będę was pamiętać zawsze, zupełnie jak zmarznięte stopy biednej Glindy. Kiedy mi o niej przypomniałeś, zastanawiam się, co się z nią stało. Czy powinnam ją odwiedzić? Ile ma dzieci? Może jest już wdową. Zupełnie jak ja. Nagle dociera do mnie, że jestem wdową. Do kogo należałam? Nie pamiętam go. Przyjęłam to wszystko spokojnie, a przecież nie powinnam, dlaczego nic nie układa się w całość, dlaczego wszystko jest takie, jak powinno, będąc takim, jakim nie powinno? Serce zaczyna szybciej mi bić, muszę się uspokoić, muszę się położyć, połóż się ze mną, otul mnie, odsuń świat na bok, jutro, gdy się obudzę będę mieć siłę, żeby poukładać wszystko.
- Halbjorn. - Powtarzam, ale głos mi się łamie, tak, jestem bezbronna, bardziej niż kiedykolwiek, gdziekolwiek i przy kimkolwiek. Spójrz na mnie, spójrz. Naprawdę. Chcę. Z. Tobą. Zasnąć. Wyjdźmy z wody. Przejdźmy przez szatnie, przez ten ogród, tylko omińmy go szybko, nie zatrzymujmy się, wiem, że jeśli choć na chwilę zwolnimy napłyną do mnie wspomnienia ze wszystkich stron świadomości, ze wszystkich stron świata, a ja nie chcę, nie chcę dziś, nie mogę ich udźwignąć, idźmy nadzy, nikt nas nie zobaczy, przecież mamy nad tym władzę, ukryjmy się pod prześcieradłem, skulmy jak embriony, oddychajmy miarowo, wplotę ci dłoń w wilgotne wciąż włosy, rano je uczeszę, obiecuję, obiecuję Halbjornie, mój Złodzieju Wspomnień. Może nawet dostaniemy tacę ze śniadaniem pod drzwi, niemagicznych tak łatwo oszukać, prawie mam wyrzuty sumienia. Prawie, przez ułamek sekundy, bo potem wdycham twój zapach przyciskając nos do zagłębienia przy obojczyku i zapominam. Zapominam i zasypiam.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Nie Lut 22, 2015 10:10 am

Nie zasypiam. Nie czuję, bym potrzebował snu. Ty jesteś moim odpoczynkiem. Przy tobie wszystko zaczyna być mniej ważne. Czas zaczynać wolnej płynąć, ucieka między palcami, zatrzymuje się, przestaje istnieć w ogóle. Wszystko traci swoje znaczenie, bo nie liczy się już nic poza tobą i sprawieniem, by twój oddech nie przyspieszał gwałtownie bez powodu; by twoje dłonie nie zaciskały się kurczowo w obronnym geście; by policzki nie były mokre od łez. Nie zasypiam, bo nie potrafię pozwolić sobie oderwać od ciebie wzroku, bo nie chcę stracić cię z oczu nawet na chwilę, więc nie mrugam dopóki mgła nie przysłoni mi widoku. Nie zasypiam, bo wierzę, że dzięki temu będę mógł przestać się oszukiwać. Jak długo się znamy? Ile tu jesteśmy? Godzinę, pięć? Dwadzieścia? Tydzień? Dziesiątki miesięcy? Nie wiem. Może słońce zdążyło wzejść już kilkukrotnie, a może nie ruszyło się nawet o cal. To nie ma znaczenia, bo nie będziesz w stanie nie być mi obojętną. Choć usilnie wmawiam sobie, że nie chcę cię mieć na wyłączność, że nie będę potrzebował mieć cię nieustannie przy sobie, to nie potrafię pozwolić ci zniknąć z mojego widnokręgu nawet na ułamek sekundy, nawet na krok do przodu, by bezpiecznie poprowadzić cię do miejsca, gdzie będziesz mogła odstawić na bok wszelkie wątpliwości, każdą niepewną, zachwianą myśl, troski, żale, codzienne zło. Nie potrafię i nie chcę. Nie dam ci więcej ode mnie uciec.
Za nitki trzymam wspomnienia, które mi dałaś wraz z każdym pocałunkiem. Są tak niewyraźne, tak mgliste, dlatego tylko, że w większości pozwoliłem je sobie skraść. Na chwilę. By trzymać je w ryzach. Byś mogła zasnąć spokojnie, spokojna, wolna od każdej myśli, byś nie musiała śnić – bo sen, nawet najpiękniejszy, zawsze cię zmęczy, zdusi wszystko, co wartościowe, połamie szkielet marzeń. Nie wiem, czy sam nie sprawię ci tym większej szkody, czy nie zabiorę ci tego, czego potrzebujesz do życia. Może trzymasz się w całości tylko dzięki tym wspomnieniom, a teraz, gdy nie masz ich przy sobie, gdy to ja pochowałem je wszystkie przed tobą, rozpadasz się w środku na tysiące kawałków, stłuczona jak porcelanowa laleczka. Dlatego nie zasypiam, by w każdej chwili niezauważenie zwrócić ci twoją własność, a potem znów dostać ją od ciebie taką, jaka powinna być, z widocznym wyraźnie każdym detalem, z kolorami intensywniejszymi niż kiedykolwiek, z w pełni czytelnymi datami w gazetach. Czy to był sierpień, czy jeszcze lipiec 1893? Czy nad jeziorem chowałaś się w cieniu brzóz czy płaczących nad twoją przyszłością wierzb? Czy zamglone, londyńskie ulice faktycznie były tak nieprzeniknione, czy to wina pęknięć w czasie, w rzeczywistości, w pamięci? K i m jest tak często pojawiający się w tych wadliwych fragmentach kot? Nie pójdę na samotną wyprawę w głąb twojej głowy po te odpowiedzi. Poczekam na ciebie, Sierro. Zostań moim przewodnikiem, bym nie zabłądził, bym nie zgubił się w tym chaosie porozrywanych myśli. Poczekam, aż zaczniesz marznąć, gdy już sam nie będę w stanie cię ogrzać; gdy zwinięta w kłębek, zawinięta w prześcieradło, powoli przekształcać będziesz się w nasionko, aż znikniesz w gorącej, parującej ziemi. Do tego czasu naplatać będę twoje kosmyki na palce, skręcać je w spirale i patrzeć, jak wolno się prostują, falując lekutko, jakby wciąż znajdowały się w wodzie. Gdybyś mogła się teraz taką zobaczyć, piękniejszą niż kiedykolwiek, Sierro. Oddałbym ci swoje oczy. Oddam je, kiedy tylko się obudzisz. To już niedługo. Już słońce zaczyna igrać w twoich włosach, już maluje twoją skórę na złoto. Ramiona, policzki, usta, biodra, piersi, stopy, całą cię topię w słonecznej kąpieli.
Już czas, Sierro, byś zdradziła mi swoje imię. Czekałem całą noc, mamiąc się ochłapami twoich wspomnień.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Pon Mar 02, 2015 8:51 pm

Było czysto, było płynnie, ale sucho, słodko, miękko, nie istniało jednak nic, pomiędzy mną a tym, co kiedyś było. Unosiłam się, czując ciepło i nic poza tym, nie było czasu, nie było materialnej przestrzeni, zamykałam oczy, widziałam biegnące po niebie białe konie. Biegłam z nimi, coraz szybciej, wymachując nogami, gubiąc grunt, którego wcale nie miałam, prędkość plątała moje włosy, ale to mi nie przeszkadzało. Dopóki nie dotarliśmy na skraj, a niebo z błękitnego zrobiło się złote. Wyciągnęło do mnie promienie, które oplotły się złotymi nićmi wokół mojej tali. Niebo przyciągnęło mnie do siebie, a ja nie protestowałam. Wiedziałam, że tu należę. Zatonęłam w złotej masie, co było najprzyjemniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Buszowałam w złocistym zbożu wyciągając przed siebie ręce, bo mylą mi się kierunki, aż natrafiam na postać. Postać? Człowieka jakby. Zrobionego ze złocistych wstążek. Wiem kim jesteś. Uśmiecham się z zamkniętymi oczami. Skąd wiedziałeś, że tu będę? Oplotę ramionami twoją szyję, z naszych nóg zrobię węzeł. Nie puszczę cię. Zostań tu ze mną, tu jest tak pięknie. Dociera do mnie, że po raz pierwszy odkąd tu jestem, oplata mnie zapach. Twój. Biorę głęboki wdech, zapominając, że to ja powinnam podtrzymywać otoczenie. Pole znika, ulatują w niebo, niesione wiatrem, połyskując raz po raz wstążki. Kilka z nich wraca jednak do mnie, wplata się we włosy, wiąże na nadgarstkach. Wtedy otwieram oczy. Jaka czysta, łagodna pobudka. To była piękna noc, dziękuję ci, Halbjornie, Złodzieju Wspomnień. Czy mogę jeszcze tak poleżeć z tobą, dopóki nie wstanę, żeby parze w pokoju obok zwinąć poranne owoce? Co z nami będzie? Rozstaniemy się zaraz potem, ulotni? Może kiedy wrócę ciebie już tu nie będzie. Zostawisz złożone równo prześcieradło, obok którego się położę, chłonąc resztki aromatu twojego ciała. Zjadłabym pomarańczę. Prosto z ogrodu. Brakuje mi prawdziwych pomarańczy. Może jeszcze jakieś morele? Morele wygrały. Wyplątuję się więc i wstaję. W takich miejscach powinny być chyba… o właśnie. Szlafrok na drzwiach do łazieneczki. Przy okazji się wysikam.
Nie mogę więcej napisać, moja współlokatorka opowiada mi o mikronach, którymi jesteśmy, nie mogę się skupić. “Piszesz książkę? O mnie? Napiszesz kiedyś tam, że to dla współlokatorki, która cię inspirowała.” Nie chcę zostawiać tak długo Hala nad śpiącą SLB (“zobacz jaki słodki piesek!!!”), więc Sierra wyszła z pokoju w szlafroku żeby ukraść komuś morele spod drzwi. Wróci.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Sob Mar 07, 2015 9:22 am

Chwila sam na sam z całą resztą otoczenia, bez ciebie rozpraszającą moją uwagę. Może trochę bardziej ją pochłaniającą, sam nie wiem. Po twoim wyjściu wszystko wolno zaczęło opadać, ukazując coraz większe fragmenty rzeczywistości. Wszystko staje się coraz bardziej przejrzyste, bardziej namacalne, bardziej nazywalne. Jakby twoje zniknięcie uwolniło świat spod rzuconego na nie zaklęcia. Chłonę to, nim wszystko ponownie wróci do normy. Przestronne, oszczędnie urządzone pomieszczenie. Kilka niewielkich szafeczek z ustawionymi na nich kamiennymi misami. Drzwi do łazienki. Drzwi do wyjścia. I drzwi do…? Niech zostaną tajemnicą, na razie. Wygodny, olbrzymi materac zapada się pod naciskiem mojej ręki. Sunę dłonią wzdłuż szwu, docierając do rogu, zbierając kawałeczki wspomnień. Z dzisiejszej nocy, sprzed tygodnia, z całego poprzedniego miesiąca, aż do pierwszego użytkownika. Cała paleta emocji, tak wiele wykrzyczanych słów, tyle wyszeptanych obietnic, za każdym razem wszystko zakończone trującą ciszą. Bez powrotów. To dla nich najgorsza kara. Gdy po upojnej nocy nie dane im będzie skosztować ich szczęśliwego końca. Albo to nadzieja, która w ostateczności nie przynosi wymarzonego rozwiązania. Nic pomiędzy, żadnych odstępstw od reguły, jakichkolwiek wewnętrznych uniesień. W tym miejscu radość umiera jako pierwsza. Pośród przestrzeni, drewnianych elementów i bieli prześcieradła. To wwierca się w moją świadomość bezlitośnie. Powoli przenika przez każdą tkankę, zostawiając po sobie duszące uczucie niepokoju. Co teraz będzie? Co zaraz się stanie? Co, kiedy wrócisz? Co, jeśli nie przyjdziesz już nigdy? Nie mogę dłużej znieść matowego dotyku materiału, jakim obito materac. Owijam się dokładnie w biel i próbuję zapaść się w najgłębszy kąt pomieszczenia, tuż za jedną z szafek. Wszystko mogłoby przestać istnieć, wszystko mogłoby się rozpłynąć, nie być, zgubić się chociaż na chwilę w odmętach eteru.
Nie chcę już słyszeć twoich kroków, bo nie mogą zwiastować niczego dobrego. Nie przyniesiesz tu nic więcej poza nieszczęściem. Nie jestem przesądny, nie potrafię jednak zignorować faktu, jak wiele tragedii przewinęło się przez te cztery ściany. Jedna za drugą, narastając falami, nie znajdując żadnego oporu, kawałek po kawałeczku niszczyły wszystko, co stanęło im na drodze. Nie chcę więcej słyszeć twoich słów. Nie rozchylaj warg, nie pozwól dźwiękom burzyć naszej rzeczywistości, nie pozwól rujnować im tego, co w tak krótkim czasie udało nam się zbudować. Nie tutaj.
Zawinięty w biały kokon, liczę twoje kroki. Nasłuchuję uginających się pod twoimi stopami desek. Raz. Dwa. Trzy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : bogaty
Zawód : Bono

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Sro Mar 11, 2015 2:37 pm


Uderza mnie jak dziwnie czuję się bez ciebie, wiem, że wcześniej sama ze sobą czułam się nie pełna, ale teraz mam wrażenie, że ktoś złamał mnie na pół jak hałwę. Właściwie czuję fizycznie, jak rozpadam się na prawą i lewą część, aż zatrzymuję się, rozchylając szlafrok, żeby zobaczyć, czy na mojej klatce piersiowej nie pojawiło się pęknięcie. Złote. Nie czerwone, jak u innych ludzi, bo nie mogę pozbyć się tego wrażenie, że ja nie jestem prawdziwa. Że świat tutaj, w którym się znajduję, jest tylko projekcją. Nie wiem skąd, ale znam to miejsce tak dobrze, wiem skąd ukraść morele, wiem gdzie zdobyć dzbanek wody. Przeraża mnie to, do tego stopnia, że nawet ich nie zabieram, stoję sparaliżowana, a potem po prostu wracam do naszego pokoju. Zamykam drzwi z trzaskiem, opieram się o nie. Ja nie chcę. Wiesz? Wiesz o tym? Wiesz, też czujesz coś. Ale jesteś tu, choć kulisz się w kącie. To moja wina? Wolałabym, żeby jednak cię tu nie było. Żebyś okazał się snem, a nie kimś namacalnym, kto jest dla mnie tylko kolejnym pytaniem. Czy to sztuczka? Kto mną manipuluje? Ty? Nie rób mi tego. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie Nie! Czuję jak serce mi bije, powiedz mi, co się dzieje, podchodzę, nie, podbiegam wręcz, podziel swój kokon, na mnie, dla mnie, weź mnie, otul, schowaj, proszę cię, tylko nie rób mi tego. Bądź, bądź, cały dla mnie, zamiast mnie bądź, cały świat odwróć i powiedz mi co się dzieje. Co się dzieje. Nie będę mówić jeśli tego nie chcesz, ja tego nie chcę, oszaleję. Zabierz mnie stąd, do miejsca, które znam ja faktycznie, nie do takiego, które zostało wplecione w moją pamięć, z tą przerażającą łatwością. Zacznij wszystko w moim życiu od nowa, skulę się przy tobie, tak, jak teraz. Nic dobrego nas nie czeka. Nic dobrego mnie nie czeka. Wiem to, nawet nie przeczuwam, po prostu myśl wwierca się w moją głowę, przyklejona permanentnie do płatu czołowego. Nie chcę niczego więcej, tylko ciebie i końca smakować, aż się wszystko nie obróci na moją korzyść, aż nie zrozumiem, co się tu dzieje, nawet gdybyś ukradł mi wspomnienia będę pamiętać dziurę. Nie chcę dziur, nie chcę ich łatać, chcę, żeby ich nigdy nie było. Obudź mnie, podaj kurs, którym podążę, będę skakać zbijając cegiełki, a w nich małe nagrody, drobne włókna pamięci, przecież możesz to dla mnie zrobić, przecież po coś los mi ciebie zesłał.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie   Czw Mar 19, 2015 2:54 pm

Chodź do mnie. Nie gwałtownie. Nie z wytęsknieniem. Nie z pragnieniem przytępiającym wszystkie zmysły. Chodź do mnie tak, jakbyś próbowała chwycić w dłonie bańkę mydlaną, przez chwilę poczuć na skórze jej powierzchnię, nim zniknie, rozsypując wokół tysiące palących poczuciem winy drobinek. Chodź do mnie tak, jakby to było ostatnie, co musiałabyś zrobić. Jakby nie liczyło się nic więcej poza tobą i melodią, którą kształtuje twój kolejny oddech, następny krok, jeszcze jedno przymknięcie powiek. Chodź do mnie tak, jakby zaraz miał skończyć się świat. Z pasją. Z rozgorączkowaniem. Po swojemu. Pokaż, co dzieje się, gdy dopadają cię demony. Teraźniejszości. Niepewności. Obłędu. Ekstazy. Przyszłości. Pokaż, jak cię zmieniają. Daj mi poznać swoją naturę. Daj wskazówki, jak ci pomóc. Nie chcę tego szukać w tobie. Nie chcę cię okradać. Niech to okaże się twoją dobrą wolą, daj mi kredyt zaufania, jakiego nie dałabyś nawet samej sobie. Bo ja cię uratuję od tego zgiełku, od wątpliwości, od nieznanego, kryjącego się pod iluzją rzeczywistości. Więc daj sobie pomóc; otwórz się przede mną, podziel się sobą w tej najintymniejszy sposób. I nie mów nic więcej, nie ponaglaj, nie wyrywaj się, jakkolwiek byłoby nieprzyjemnie. To wszystko w tobie krzyczy, tak rozdzierająco wyje, powoli roztrzaskując cię od środka. Chodź do mnie. Podziel się swoim bólem, oddaj go mi; daj to wszystko, co zaczęło cię dręczyć, co mnie cię, jakbyś była starą, niepotrzebną notatką. Chodź do mnie, zaraz wszystko minie. Oboje znikniemy w tej bieli, przez chwilę staniemy się jednym ciałem, jednym umysłem, jedną duszą, znów oddychać będziemy jednocześnie, serca bić będą równocześnie, galopując w szale, jakby chciały się wyrwać, jakby wiedziały o miejscu, w którym musimy znaleźć się przed wszystkim – przed czasem, przed myślami, przed samymi sobą, najpierwsi, najbardziej zagubieni. Ale to potrwa tylko chwilę, krótki moment, w którym nadzieja ma szansę zakiełkować, byśmy znów uświadomili sobie, że od nieszczęścia dzielą nas jedynie milimetry ciasno splecionych nitek. Spójrz tylko na nie. Czujesz, jak żyją? Jak próbują nas chronić? A teraz czujesz siebie? Te drobne pęknięcia znaczące całe twoje ciało. Pozwól im pulsować, pozwól wydostać się temu, co tak cię dusi. Daj temu żyć. Daj się temu rozpaść na atomy. Niech to będzie najbardziej twoje i najbardziej niczyje. Wyzwól to z siebie, każdą drobną myśl, każdy fragment wspomnienia, każdy dźwięk, zapach, smak. Rozrzuć je wszystkie jak puzzle, niechaj wirują w powietrzu dopasowując się same, kawałek po kawałku tworząc ciebie na nowo. Ja jestem tu cały czas. Ciągle jestem z tobą, ciągle jestem tobą. Z dłońmi więżącymi twoje nadgarstki, policzek przy policzku, wlewając ci w uszy słodką truciznę kojących słów. Cicho, cichutko, będzie boleć, jakby zrywali z ciebie skórę i mięśnie, wyrywali kości, zostawiając jedynie ziejący pustką układ krwionośny. Cichutko, to konieczność. Każdą myśl splatam z nitkami prześcieradła, tak pięknie się teraz mieni. Wszystko jest teraz na wyciągnięcie ręki, wybierz sobie, które chcesz zachować, które chcesz zniszczyć, które chcesz poznać. Perłowa kotara faluje lekko, niczym smutna, poddańcza flaga. Wszystko masz przed sobą, wciąż w pokoju nieszczęść, teraz pełnym przeszłości. Nie bój się, nie upadniesz. Trzymam cię, bo pozwoliłaś sobie mi zaufać.

zt
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Łaźnie   

Powrót do góry Go down
 

Łaźnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Islandia-