Wężowa Kanapa

Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Wężowa Kanapa   Sro Mar 11, 2015 9:29 pm

wężowa kanapa
Loft jest raczej pustawy, czasem zimnawy, ale na kanapie zawsze jest dobrze. Miękkie poduszki, cieplutki kocyk, spokojny wąż, można się poprzytulać. A przed kanapą - telewizor, pooglądajmy MTV!
Powrót do góry Go down
Elmo Björkson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Sro Mar 11, 2015 9:40 pm

Dawno nie widziałem się z Ally. Dawno, chyba już z miesiąc czy dwa, co dziwne jest, bo nawet jeśli tylko żarliśmy popcorn na jej kanapie, nie rozmawiając o niczym, to jednak się widzieliśmy. Zajęły mnie inne rzeczy. Inni ludzie. Inne kobiety. Inne używki poza czasem. Ostatnio i tak chodzę ciągle w amoku, przez cały czas, może to taki czas, kiedy jestem w najwyższym punkcie swojego życia. Cały czas, cały czas, z przerwami na pobudkę na prawie-trzeźwo, potem znowu kropki kreski. Znowu fioletowe światła, znowu słyszę rzeczy, których nie ma, wyciągam przecież aparat. Znowu idę ulicą, kończę w pubie, spotykam kobietę, ciągnę ją za włosy w kiblu, potem jestem na krytym basenie, z inną skaczę do wody, rozpuszczam się w biały proszek, w białą pianę, następnego dnia budzę się i idę do kasyna z Halem, kupujemy Buddę, robimy zakłady, gubię go gdzieś po drodze.
Potem jestem ojcem, nie podoba mi się to, idę do biblioteki, ale to nie kończy się dobrze, więc aplikuję sobie kolejną partię szczęścia. Miękkie poduchy, winogrona w czekoladzie, nagie piersi, nie zdejmuję zegarka nigdy, powtarzam wszystko od nowa, od nowa, od nowa, nie umiem utrzymać powiek, więc przymykam je, idę przed siebie, sunę. Śmieję się, wiatr wieje mi w twarz, krzyczę stojąc na dachu, potem skaczemy, zatrzymuję czas i trwam, trwam, widzę w dole światła samochodów i ulicznych latarni, widzę niczego nieświadomych mugoli. Mam ochotę na czekoladę, mam ochotę na zwykłego szampana, znajdujemy ruskiego w podejrzanej ulicy, kłaniamy się elementom spod ciemnej gwiazdy, prowokujemy ich trochę, nie mają szans z moim czasem, z moim geniuszem. Zapętlam się, tym sposobem ląduję przed drzwiami Ally z źrenicami rozszerzonymi do granic możliwości, zasłaniającymi niemalże moje srebrne tęczówki. Pukam, przecież wiesz, że to ja. Przecież rozpoznasz. Zamiast przywitania mam dla ciebie nowinę, droga Ally.
- Będę ojcem - oznajmiam, gdy tylko otwierasz mi drzwi. - Znowu.
Powrót do góry Go down
Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Sro Mar 11, 2015 10:21 pm

Mam na sobie dres.
Ostatnio dużo chodzę w tym dresie, wygodnie mi w nim i co najważniejsze ciepło. Bo zimno tutaj, zimno jak diabli, ogrzać te wszystkie metry kwadratowe - potrzeba by milionów monet na koncie. A tam raczej pustki. W radio znowu przestali płacić, czemu akurat zimą! Zachciało mi się, prycham w duchu, przestrzeni, żeby kanarki miały gdzie latać.
Podejrzewam, że nieszczelne są te szyby na dachu. To jest cena patrzenia na gwiazdy podczas zasypiania. W najcieplejszej piżamie na świecie, obtoczona miliardem kocyków i najwygodniejszych poduszek… I tak się rozchorowałam. Z nosa cieknie, dusi mnie kaszel, targają mną dreszcze, ręce zimne jak lody. Najgorzej! Gorączkę mam pewnie, wczoraj też miałam, oczy szkliste, nawet dragów mi nie trzeba, źrenice mam tak wielkie, że nie widać nic innego. Do drzwi ktoś puka, wstaję więc ze swojej kanapy, w tym dresie nieszczęsnym, obtoczona trzeba kocami, z nosem całym czerwonym i wzrokiem rozbieganym. Mam wielką nadzieję, że tutaj przybywa ratunek, rycerz na białym koniu z zapasem chusteczek (kończą mi się), cytryną, imbirem (wierzę, że imbir leczy absolutnie wszystko) i jakąś polopiryną na wszelki wypadek, mój wybawiciel, ratownik, samo zdrowie - a tu Elmo.
No też dobrze.
W końcu kocham Elmo.
Ale nie można mnie tak atakować! Ja się tutaj spodziewałam objęcia, jakiś wyjaśnień długiego milczenia (sama nie byłam lepsza, ale przemilczmy ten fakt), wspólnego oglądania MTV i klepania po głowie ze współczuciem, że jestem taka chora.
NIE TAKICH WIEŚCI.
Słyszę to „będę ojcem” i trochę mnie muruje w podłogę, szczęka opada do podłogi, może ja się przesłyszałam? Uszy mi zatkało? Gorączka - majaki? Niektórzy widzą różowe słonie, ja Elmo-ojca, podobno przed śmiercią człowiek widzi swoje największe lęki. Jego dziecko to całkiem poważny lęk życiowy, no błagam, takie geny, to może zniszczyć świat.
- JAK TO ZNOWU?! - odzyskuję głos i chyba trochę sił, chociaż krzykiem by tego nikt nie nazwał. Raczej skrzeczeniem. - ILE MASZ JUŻ DZIECI? - W głowie mi się zakręciło z tych całych emocji, zemdliło mnie, będę mdleć, będę mdleć!!!
Powrót do góry Go down
Elmo Björkson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Sro Mar 11, 2015 10:42 pm

Ally jest chora. Nie jestem z tego faktu zadowolony. Nie umiem się opiekować ludźmi. Nie umiem się opiekować dorosłymi, co dopiero dzieckiem. Jest kilka opcji. Albo zostawię ją w spokoju, albo wejdę i zrobię okłady i poklepię po głowie, albo wejdę i nie zrobię nic. To w moim stylu, wybieram trzecią opcję, pakuję się do mieszkania i od razu na kanapę.
- Zwyczajnie, Ally. Zwyczajnie. - Dlaczego się dziwisz? Od wczoraj mnie znasz? Nawet ja wiedziałem, że nie będę całe życie bezkarny, miałem jednak nadzieję, że los zacznie być złośliwy dopiero kiedy będę koło pięćdziesiątki. Jak widać musi być inaczej. Trochę kręci mi się w głowie. W dobry sposób. - Dwójkę, z tego co wiem. Trzecie w drodze. - Trzecie to jest powód, dla którego tutaj właśnie dzisiaj jestem. Dobra, chodź tu, mogę cię ogrzać. Nie zarazisz mnie, nie w tym stadium. Nawet jeśli to kichaj sobie ile chcesz, ja nie choruję, przecież wiesz. Zachciało ci się mieszkania z dachem z szyb. Powinienem prychnąć, ale wiesz, doskonale to rozumiem. Sam nie zamieniłbym mojego loftu na nic innego. Tu znowu się rodzi problem. Przecież to mój loft i tylko mój. I wszystkie te kobiety nic nie znaczą, są mniej niż gośćmi, są cieniami, gdzie ja mam tam teraz postawić jakieś głupie łóżeczko? Dlaczego ja w ogóle chcę stawiać w moim lofcie łóżeczko? Nie wiem, Ally, chcę się upić. Mogę się upijać każdego dnia przez następne kilka lat? To by mi szalenie odpowiadało, zacząłem praktykować jakiś czas temu, świetnie mi idzie.
Powiedziałbym coś, ale nie wiem co, Ally, bo naprawdę nie wiem, co mam robić, poza tym, zaczyna mi być to obojętne, dokładnie teraz, dokładnie teraz, kiedy białe kreski mi wchodzą i znowu wszystko jest fioletowe hura. Chodźmy potańczyć. Chodźmy pomalować. Chciałem porozmawiać o dziecku, ale jestem za wysoko. Wiesz, ja już nie chcę, ja wcale tego dziecka nie chciałem i obojętnie jak bardzo chcę pozostać tu, gdzie jestem, wirując, to mimo wszystko to wyrywa mi się i już wiem, że naćpałem się na smutno.
- Córkę będę miał. I nie zgadniesz z kim. Z Leicą. - Przejebane, stara, mówię ci, przejebane. Mój problem zdecydowanie wygrywa z twoim grypskiem. Ile mam punktów? Daj mi ciastko, nakarm mnie, Ally.
Powrót do góry Go down
Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Sro Mar 11, 2015 11:19 pm

Jestem chora i zaraz będę chora jeszcze bardziej - psychicznie zachoruję, załamanie nerwowe, totalne mentalne poplątanie, obwiążą mnie kaftanem bezpieczeństwa, zamkną w pokoju bez klamek ze ścianami wyłożonymi poduszkami, żebym nie zrobiła sobie krzywdy kiwając w przód i w tył.
Tylko spróbowałbyś teraz uciec Björkson, nie myśl sobie, że te koce i dresy zmieszają moją zwinność i sprawność fizyczną. Dogonię cię i złapię, nie uciekniesz nawet na metr! Kanapa do dobry wybór, ja też tam chętnie wrócę, legniemy sobie obydwoje a ty mi grzecznie powiesz, że mnie wkręcasz - pośmiejemy się, że chora nie łapię żarcików, potem pizza i MTV, możesz mnie nawet potulić do snu, będzie mi cieplej.
- Jak to dwójkę? - pytam. Oczywiście, że nic nie poszło z moim planem, robi się tylko gorzej, mam jakieś braki w informacjach, przespałam tę dwójkę dzieci? Jeśli myślisz, że jakieś objęcia umniejszą mój gniew to… dobrze myślisz, bo już nie staram się podnieść głosu, szkoda gardła. I tak mam zachrypnięty głos jak jakaś gwiazda glam rocka. Może to najlepsza pora by założyć zespół? Zostań moim basistą, Elmo, basiści zawsze najwięcej wciągają. - Ciebie, kurwa, popierdoliło! - Proszę mnie nie zrozumieć źle, to jest zwykłe stwierdzenie, żaden ochrzan czy ocena, no po prostu takie są fakty. Jego, kurwa, popierdoliło. Dziecko. Dziewczynka. Z Leicą. Ze wszystkich ludzi na świecie. To się nie skończy dobrze. To się skończy bardzo, bardzo źle. Najgorzej wręcz, że tak powiem, nawet umysł osnuty gorączką widzi to dziecko. Biedne dziecko! Już w genach ma zapewnioną zrytą psychikę, potem będzie tylko gorzej! Tak się rodzą mordercy! Czy oni chcą wydać na świat żeńską wersję Hitlera? Przecież to jak skończy pięć lat zacznie mordować uliczne kotki, zanim skończy dziesięć wybije pół Oslo! - Masz coś dla mnie? - pytam w końcu patrząc jak odpływasz, to tak nie działa. Nieważne, że chora, nieważne, że może mnie to zabić, ty nie będziesz sobie pływać w obłokach, zrzucając całą odpowiedzialność i niepokój na moje przeziębione barki.
Elmo. Zrujnowałeś nam życie! Obydwojgu! Bo ty dobrze wiesz, że ja się będę poczuwać. I ci tę kołyskę czy łóżeczko postawię w lofcie - twoim - i będę przychodzić, i bujać, i karmić, i wychowywać, i pieluchy zmieniać, bo taki ze mnie frajer. Bo cię z tym wszystkim nie zostawię samego, nieważne co by się działo, przybiegnę i pomogę, to dopiero będzie komedia.
No. Największa.
Powrót do góry Go down
Elmo Björkson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Czw Mar 12, 2015 11:22 am

Chciałbym leżeć na trawie wilgotnej, patrzeć w niebo i słuchać muzyki, nikt mnie nie zaczepiał, chociaż na festiwalu było mnóstwo ludzi, każdy przecież wiedział, każdy miał swoją przestrzeń, sferę relaksu. Miałem mokre włosy, mokre spodnie, cały tyłek, ale nic mnie to nie obchodziło, było lato, była noc. Pamiętasz ten festiwal, Ally? Zgubiłem cię gdzieś, za dużo tych scen było. Ale co z tego, przecież inni też byli, na pewno się nie nudziłaś. Chciałbym pojechać, wiesz, znów, odciąć się od życia, od tych problemów, co mi się na głowę zwalają. Dlatego potrzebuję mojej maszyny, bo kiedy nie będę miał okazji teraz w tym momencie jechać znów, to same wspomnienia mi nie wystarczą, a o tak potężny okres nie mogę się cofnąć wstecz. To godzi w moją ambicję tak strasznie, że aż mi przykro, muszę zmienić tor myśli koniecznie. Więc znowu wracam do problemów, wielkie dzięki, Ally.
- Jedne to nie wiem, dawno temu z jakąś jednonocką. Drugie z Marlą, pamiętasz Marlę, młoda mężatka, wielce nieszczęśliwa, bo jej fago miał za dużo pieniędzy i za mało czasu. - Ja z kolei miałem dla niej czasu trochę więcej, ale hajsu sporo mniej. Idiotka, myślała, że odejdzie od męża i stworzy ze mną szczęśliwą rodzinę. Prawie się wtedy porzygałem ze śmiechu. Kazałem jej wypierdalać. Niech ją z bękartem rozpieszcza bogaty mąż, w końcu tego od niej się wymagało, prawda? Panna z dobrego domu, idealny pojemnik na przedłużenie rodowej linii. Ale Leicę znam dłużej. Ni chuja jej z tym zostawić nie mogę, bo mnie laska albo zaciuka, albo obarczy jakimś prawnym haczykiem. Suka. Ale zgrabna. Niech ją diabli, za niedługo nie będzie już taka zgrabna. Trochę mnie to uderzyło w twarz, o ile o tamtych wiem, traktuję je bezosobowo, bo to tylko dzieci, to przebiegła Luleica i od razu walnęła mnie informacją, że to córka i że już raczyła wybrać imię. A więc to człowiek jest prawdziwy i problem dlatego jeszcze większy. Córkę będę miał. Ja. Córkę. Małego człowieka. Takiego co sika i ślini się. I będzie to miało moje geny. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia, ale lepiej dla tej małej, żeby była zajebistą jednostką jak jej ojciec, a nie na przykład odziedziczyła obłęd po ciotce Lemon. Po Lejce może odziedziczyć wszystko, bo to fajna babeczka. Inteligentna i ładna i zaradna jest też, nawet jeśli zgrzyta między nami, to przecież jest zajebista, jako materiał genetyczny świetna, jako matka to nie wiem. Nigdy nie sądziłem, że to na nas padnie. No ale co zrobić. Spalić się i cześć. Wyciągam z kieszonki cukierki pudrowe z ornamentami na kolorowej powierzchni i podaję Ally. Masz, częstuj się, na zdrowie. Trochę się nie chcę przyznać przed sobą, bo mi przecież dobrze z moim życiem, ale trochę, troszeczkę, ociupinkę, jestem ciekawy. Tej małej.
Powrót do góry Go down
Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Pon Kwi 06, 2015 9:48 pm

Też bym chciała - leżeć na zielonej trawie, słuchać muzyki, wpatrywać się zza półprzymkniętych powiek w błękitne niebo. A kiedy zajdzie słońce podnieść się i rzucić w wir zabawy, wypić piwo z plastikowego kubeczka, tańczyć pod sceną w rytm muzyki, poskakać, zedrzeć głos. Potem zjeść frytki siedząc w artystycznej strefie i oglądając dziwaczne animacje. I znowu skakać do białego rana, śpiewać, tańczyć, jeść pomarańcze, krzyczeć najgłośniej jak się da. Mam prawie dwadzieścia dwa lata, teraz jestem młoda. Teraz mogę szaleć. Zedrzeć głos do cna podczas jednego wieczoru, potem chrypieć przez resztę tygodnia, każdy chce być jak Janis. Żyć szybko. Umrzeć młodo. Nie przerywać zabawy.
Nigdy nie wracać do problemów.
- Na urodziny kupię ci wielkie pudło kondomów - mruczę pod nosem. - Powinieneś się opatentować. Elmo Björkson, lek na bezpłodność wszystkich kobiet świata. Zaczynam się bać, że ty się rozmnażasz przez pączkowanie i jutro obudzę się w ciąży! - Kto wie, może tak jest?! Ludzie mówią, że magia nie istnieje, a proszę. Może Elmo jest jak grzyb i rozmnaża się przez podział i pączkowanie? Nigdy nie wiadomo!
Z drugiej strony to trochę smutne, są na świecie ludzie, którzy starają się, starają i nic z tego nie wychodzi, a taki Elmo ściągnie spodnie i już ma dziecko w drodze. Ja na jego miejscu byłabym niesamowicie sfrustrowana tym stanem rzeczy, to wielce niesprawiedliwe! Mam nawet życiową teorię. Jedną z wielu życiowych teorii - ta jest jednak najbardziej życiowa. Nie, nie można mi teraz zarzucić, że mówię tak o każdej. Moja życiowa teoria mówi - narkotyki i alkohol wzmagają płodność, to skutek uboczny dobrej zabawy. Wszystko musi mieć swoje wady.
Wolę sobie jednak nie wyobrażać jeszcze jego córki, małego człowieka, kogoś kto pojawi się między nami za mniej niż rok i - nie oszukujmy się - zmieni wszystko. Już nie będziemy tacy nieodpowiedzialni i młodzi, i szaleni, bo będzie ona, dziesięć maleńkich palców u rączek i dziesięć jeszcze mniejszych u stópek. Będą kolki i pierwsze ząbki, będzie nocny płacz i ranne gaworzenie. Wiem to - pamiętam narodziny najmłodszego z braci, byłam na już na tyle duża, by obserwować wszystko z całą świadomością, nawet zdarzyło mi się go karmić butelką i zmieniać pieluchy! Ciekawe czy Elmo będzie potrafił zmieniać pieluchy. Jeszcze tego nie widzę - jego wysokiej sylwetki, białych włosów uwiązanych w kucyk, kołyszących nowo narodzonego człowieczka, miniaturową wersję jego samego. Jeszcze nie. Pewnie zobaczę. Za kilka miesięcy.
Mamy jeszcze czas. Możemy się pocieszyć wolnością, pobawić w towarzystwie pudrowych cukierków. Mamy jeszcze czas, nic nie musi się gwałtownie zmienić. Z dnia na dzień. Kilka miesięcy, przyzwyczaję się do świadomości, że Björkson zostanie ojcem.
Między nami to nie zmieni niczego.
Nie lubię zmian.
Nie gwałtownych. Ale zanim zacznę myśleć o gwiazdce i nagim palcu, zacznie działać magia małego cukiereczka. Polatamy dzisiaj pośród gwiazd, Elmo, nikt nam nie przeszkodzi.
Powrót do góry Go down
Elmo Björkson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Kiruna, Szwecja
Wiek : 24 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : naczelny pechowiec

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Pią Kwi 17, 2015 11:31 pm

Gdzie ty masz tego swojego węża? On jest ociupinkę jak dziecko, nie? Trochę większy, trochę za smukły, ale reszta się zgadza. Trzeba ciągle na niego uważać, zaplącze ci się w nogi, we włosy, w słowa, w kolorowe gwiazdy spadające z nieba i roztrzaskujące się o ten twój szklany sufit, w te potrzaskane szkiełka, zrobi sobie z nich bezbarwne witraże, zabarwi ciemną osoką. Tragedia, tyle sprzątania, tyle uwagi skupionej na wszystkim, podzielenie się, potrojenie, chodzenie piątkami, by każdy fragment rzeczywistości mieć pod kontrolą. Nawet sąsiednich światów nie można spuszczać z oczu, bo może tam też się dostanie siłą się przedrze, przeczołga, prześlizgnie jak ten gad. To już teraz mnie przerasta a jeszcze tego - jej - nie ma na świecie, jeszcze nie trzymałem mojej córeczki w rękach. Chyba nie będę tego potrafił, muszę kupić sobie lalkę i poćwiczyć na niej, może na kotach Hala, będzie szybciej, bo nie na wężu przecież.
- Pierdolisz. - Pudło. To ja. Wszystko i wszystkich na swoje nieszczęście. Za karę światu. Odyn musi mieć beznadziejne poczucie humoru, robiąc ze mnie pokutę dla tych wszystkich maluczkich przewijających mi się pod nogami, zahaczających o mnie swoimi przerywanymi, niespójnymi ciągami białego maczku, pchających mi się do oczu, przez nos wpełzających aż do czaszki, wyżerających mózg jak skarabeusze. Skrabusze. Szkraby. Kraby. Dzieci-śmieci. Odynie, Ally, gdzie masz coś do jedzenia, czekoladę chcę albo stek, mocno krwisty, coś co mnie zajmie na dłużej niż kolorowe smutki. Nie mogę być przecież smutny.
Będę ojcem. Będę chodził z tym wózkiem, z małym człowieczkiem w środku. Będę musiał pokazywać temu krasnalowi kaczki i drzewa, i uczyć odgłosów wydawanych przez zwierzęta, robić temu jedzenie, słuchać w nocy kakofonii żałosnych dźwięków i trzymać nerwy na wodzy. To musi być mało wyrafinowana zemsta tych damulek, co miały nie beczeć po nocach, a ich zawodzenie próbuje mi się jeszcze czasem przedrzeć przez wszystkie jaźnie. W dupach wam się wszystkim poprzewracało, idźcie samemu pozwiedzać infernalne czeluści, mnie tam jest niewygodnie, zbyt duszo, płytko, klaustrofobicznie trochę, kiepskiego będziecie mieć we mnie przewodnika. Ojcem będę lepszym, Leica mnie zabije jak się starać nie będę. Sam się zapierdolę, cały świat to zrobi jak się dowie. Jak bogów nienawidzę - nie chcę być wtedy w swojej skórze.

Ally i Elmo z tematu
Powrót do góry Go down
Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Pon Cze 29, 2015 3:50 pm

To wszystko przypomina sen.
Najpierw ta rejestracja. Zabranie różdżki. Na pewno ją ukradłaś, powiedzieli. Zabrałaś komuś, nie zasługujesz na nią. Wydawało mi się, że po skończeniu Dahlvaldu już nigdy nie będę musiała nikomu udowadniać tego, że jestem czarownicą. Nie mogłam się bardziej mylić.
Potem zdarzyło się to wszystko o czym nie chcę pamiętać, a co nie odpuszcza, szczególnie w nocy. Odkąd wróciłam tutaj - słowo dom nie przechodzi mi przez gardło - nie zgasiłam światła na minutę. Nie przespałam też żadnej nocy, chociaż tam marzyłam o swoim łóżku i kanapie. Ale kiedy już wróciłam…
Wtedy chyba nigdy nie wierzyłam, że to się uda. Kanapa, łóżko, puchaty koc, pizza w lodówce, to wszystko było jakimś przebłyskiem idealnego świata, pewnym wyobrażeniem… Nie wiem jak to nazwać. Raju? To głupie i nigdy nikomu się do tego nie przyznam - ale myślałam, że to coś, co doświadczę dopiero po śmierci. Kiedy umrę, powalona zaklęciem człowieka, z którym chodziłam do szkoły albo mój organizm powie dość, już więcej nie dam rady, już nie mogę i załamie się pod ciężarem kolejnej belki…
Do tej pory wyciągam drzazgi z rąk. Wciąż mam wrażenie, że są brudne, spędzam godziny stojąc w łazience i szorując dłonie, czasem do krwi. Lustro ściągnęłam. Nie widzę w nim siebie tylko jakąś nieznaną mi kobietę o krótkich, zniszczonych włosach, zapadniętych policzkach. I pustych oczach. Przeraża mnie ten widok.
I nie potrafię się uspokoić, zrelaksować, odetchnąć nawet na minutę. Cały czas słyszę „już dobrze Ally, już wszystko w porządku, jesteś bezpieczna, jesteś w domu”. I nie wierzę. Nikomu. Dziwie się jak oni mogli uwierzyć, tak szybko, to przecież kolejny podstęp. Sztuczka. Wypuścili nas, odesłali do dawnych mieszkań, dają złudne poczucie bezpieczeństwa - a zaraz zaatakują jeszcze bardziej. Wyciągną z własnych łóżek, zabiorą w ciemniejsze miejsca, już nigdy nie wypuszczą. Dlatego nie śpię. Czekam. Czuwam. Teraz będę gotowa. Teraz nie dam się wziąć żywcem, drugi raz im na to nie pozwolę.
Nie wrócę tam.
Kiedy tylko zapukają do drzwi, nie będę tracić czasu. Nie będę z nimi walczyć, nie będę odciągać, wykorzystam chwilę ich zawahania, zdziwienia moim spokojem, wtedy skończę z sobą, nie będą mieli czego zabierać.
Nie wrócę tam.
Dni spędzam na czekaniu. Odliczaniu. Każdy stuknięcie, każdy hałas, podrywam się, gotowa do akcji, gotowa do działania, do wypełnienia planu. Nie ucieczki. Przed nimi nie ma ucieczki.
Są tacy, którzy po wyjściu, po odnalezieniu rodzin - a przynajmniej tych, którzy przeżyli - spakowali to co im zostało i wyjechali. Uciekli. Do Europy, potem dalej, myślą, że to wystarczy. Tam ich nie znajdą.
Naiwni. Znajdą nas wszędzie. Przyjdzie dzień, wszystko ucichnie, wtedy wrócą. Przyjdą znowu. Ze zdwojoną siłą.
Wcale nie wróciłam do domu. Jestem gotowa. Czekam.
Nie siedzę na kanapie, to już nie jest moja kanapa. W lodówce nie czeka na mnie zimna pizza - to nie jest moja lodówka. Nie chcę przypominać sobie smaku ulubionego sushi, ono już nie istnieje w moim świecie. Obi Wan wciąż jest u Arena, nie chcę robić mu złudnej nadziei.
To wszystko jest chwilowe. Bo to wcale nie jest powrót. To tylko kolejna sztuczka. I tym razem nie dam się zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
Leo Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Wiek : 23 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : 1/4
Status majątkowy : bogaty
Zawód : dziennikarz i malarz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Czw Lip 02, 2015 2:48 am

Niestety, to nie jest sen.
Choć naprawdę chciałbym, aby tak było, uwierz mi. Chciałbym, żeby to był tylko głupi, nic nieważny koszmar, o którym za moment zapomnisz. Wiesz, gdyby tak było, to przyszedłbym do ciebie, tak naprawdę nieważne, o której godzinie, pocałowałbym czule w czoło i objął swoimi szerokimi ramionami, abyś się już więcej niczego nie musiała bać. Nie poszedłbym do pracy, nie ruszyłbym się nawet o krok, zostałbym nawet na kilka dni. Po prostu byłbym, zapewniałbym cię, że wszystko jest dobrze i nie warto się niczym przejmować. To jest jednak okrutna rzeczywistość, przed którą nie ma tutaj żadnego schronienia. Nie zmienię świata, nie jestem prawdopodobnie w stanie tego zrobić, ale spróbuję, jeśli mnie tylko o to poprosisz. Nieważne, że się nie uda, po prostu spróbuję. Dla ciebie, Ally. Przecież wiesz, jesteś moją Aureolą Johanson, jedyną kobietą mego życia, którą wziąłem sobie za żonę. Już na zawsze. Nie było między nami żadnego rozwodu, nawet nie chcę o tym myśleć i tego tak nazywać. Liczy się wyłącznie tu i teraz.
Dlatego też w tym momencie – martwię się. Od kilku dni nie odbierasz ode mnie telefonów, nie odpisujesz na żadne listy, nawet nie wiem, czy jakikolwiek dostałaś. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy moja obecność w tej chwili jest ci na rękę, ale nie obchodzi mnie to, nie potrafię już dłużej tego znieść. Wyrywam sobie włosy z głowy, chodzę ciągle poddenerwowany, krzyczę na wszystkich, a najbardziej obrywa się przypadkowym ludziom w pracy, bo nie mam najmniejszego pojęcia, co się z tobą dzieje. Nikt nie wie – ani Aren, ani żaden z twoich braci. Nie tak powinno być. Stoję więc lekko zestresowany na klatce schodowej od dziesięciu minut i zastanawiam się czy wejść, mam przecież klucze do twojego mieszkania, choć nawet nie pamiętam już jak udało mi się dostać. W końcu jednak otwieram drzwi i czym prędzej wchodzę do środka, rozglądając się uważnie po zdemolowanym pomieszczeniu.
- Ally! – wydzieram się, aż źle mi się robi na sercu i czuję, jak z nieprawdopodobnym impetem pęka mi coś w środku, gdy widzę cię w tak opłakanym stanie. Nie mogę wytrzymać tego widoku, choć jestem tu zaledwie chwilę, więc biegnę do ciebie na wężową kanapę i obejmuję mocno, przecież mnie nie musisz się bać. Nie jestem jednym z tych zwyrodnialców, to ja, po prostu Leo. – Ally, moja Ally... – powtarzam cicho twoje imię, słyszę, jak łomocze twoje serce, a ja głaszczę cię po włosach i całuję delikatnie. Już dobrze, spokojnie, jestem przy tobie, nie pozwolę cię nikomu więcej skrzywdzić. Nie pozwolę, ja, Leonard Johanson, obiecuję ci to. Nie zaciągną nas już nigdzie siłą, ale powinniśmy stąd wyjechać jak najszybciej. Nawet na drugi koniec świata. Przynajmniej na jakiś czas, do momentu aż Skandynawia się uspokoi. Nie możemy czekać bezczynnie, dać się ponownie wpędzić w pułapkę, natychmiastowo musimy podjąć jakąś decyzję, by nie dopuścić do tego, co ostatnio miało miejsce. Ally, posłuchaj mnie choć raz.
Powrót do góry Go down
Ally Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wężousty
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : spikerka w niszowym radio i wynalazca

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Pią Lip 17, 2015 8:45 pm

Wolę siedzieć tutaj sama, tak jest bezpieczniej. Dla każdego.
Nie zniosłabym tego znowu. Rozdzielenia. Niepokoju. Nie zniosłabym raz jeszcze momentu rozdzielenia z Leo. Patrzenia jak go obezwładniają, jak tryska krew, jak nieprzytomny pada na ziemię. Chyba zdarłam sobie wtedy gardło krzycząc, choć nie pamietam tego dobrze, to tylko zbiór oderwanych od siebie obrazów świdrujących mi głowę za każdym razem kiedy zamykam oczy. Nie zniosłabym kolejnych miesięcy niepokoju o Alberta, nieprzespanych nocy, wyobrażania sobie jak katują go podkutymi buciorami, jak wrzucają jego martwe ciało do ceglarni, tak zmasakrowane, że aż nie da się rozpoznać kto to. Widziałam takie ciała. Widziałam ich wiele.
Nie chcę by inni musieli znosić to znowu. By Aren musiał odbierać Obi Wana z pustego mieszkania, zastanawiając się czy kiedykolwiek jeszcze mnie zobaczy, czy jeszcze żyje. By Leo musiał zasłaniać mnie własnym ciałem, by musiał myślec za nas oboje, by narażał zycie szukając mnie we wszystkich zakamarkach getta by chociaż na chwile ogrzać moje dłonie w swoich - chociaż tylko dzięki tym momentom udało mi sie przetrwać, przeżyć, wstać z pryczy kolejnego dnia, nie poddać się pod ciężarem desek i cegieł.
Nie sądzę by mieli popełnić ten błąd po raz drugi, dawać choć trochę nadziei. Oni przecież chcą nas zniszczyć, a to właśnie nadzieja daje siłe by przeć do przodu.
Kiedyś przyśnił mi się piękny sen, jedyny przyjemny w tym całym koszmarze. Zaczynał się jak każdy - szłam przez pustynię. Czasem prosto przed siebie, czasem wspinałam się na nieskończone schody, cały czas w górę, cały czas w upale. Słońce paliło moją skórę. Nie wiem po co szłam, chyba już zapomniałam jaki był cel, po prostu brnęłam w gorąc bo postój oznaczałby upadek i śmierć. A ja nie chciałam umierać, chociaż na dobrą sprawę nie wiedziałam po co żyć. Kiedy już miałam upaść, słaniałam się na nogach, krwawiącymi dłońmi wspinając w górę schodów - nagle pojawił się Leo z butelką wody. I wszystko było zupełnie inne. Znowu miałam siłę iść.
Nie pamietam dokładnie kiedy mi się to przyśniło. Każdy koszmar jest taki sam. To mogło być nawet dzisiaj.
- Leo - głos mam cichy, zachrypnięty, chyba dawno nic nie mówiłam - Leo, proszę, pójdź stąd, Leo, zanim przyjdą proszę, to nie ma sensu Leo, żeby znowu cię bili, nie - w mojej głowie chaos, kręci się wszystko, urywają słowa - Leo, to nie ma sensu, pamietajmy lepiej to co było dobre, chociaż nie było długo, Leo przepraszam, że byłam taka uparta, to moja wina Leo, przepraszam - jest tyle rzeczy które chcę powiedzieć, myśli które chcę oddać, złapać je, ubrać w słowa, ale uciekają zanim zdążę je wypowiedzieć, trochę się gubię we własnych słowach.
- Zimno mi.
Powrót do góry Go down
Leo Johanson

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Wiek : 23 lata
Jestem : neutralny
Czystość krwi : 1/4
Status majątkowy : bogaty
Zawód : dziennikarz i malarz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   Czw Sie 13, 2015 8:41 pm

Nie mogę na ciebie patrzeć w takim stanie. Czuję się poniekąd za to wszystko odpowiedzialny: że nie udało mi się wtedy cię ocalić. Mogłem spotkać się z tobą wcześniej, przecież niewiele brakowało! Tak niewiele… Wierz mi, gdybym tylko mógł – cofnąłbym czas bez najmniejszego zawahania, bez względu na konsekwencje. Tylko po to, aby zabrać cię gdzieś daleko, gdzie nie znalazłby nas zupełnie nikt. By nie spotkały cię te wszystkie okropieństwa, świństwa, które nam wyrządzili. Wiem, że nie będzie łatwo się ich pozbyć, ale proszę, Ally, zaufaj mi choć raz. Jestem przecież twoim mężem, mieliśmy być na dobre i na złe już zawsze, pamiętasz o tym?
- Ally, uspokój się! Jestem przy tobie, nic ci się już nie stanie. Obiecuję ci to, obiecuję, słyszysz? – mówię niespokojnym głosem, biorąc twoją twarz w swoje dłonie i siląc się na słaby uśmiech. Zaufaj mi, choć ten jeden raz, daję słowo, że nic zrobią ci już żadnej krzywdy. Mam pomysł, tylko posłuchaj mnie. Choć raz nie bądź uparta. – Musimy stąd wyjechać, nie ma innego wyjścia. Chociażby na jakiś czas – proponuję. Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie. Długo szukałem sensownego rozwiązania, mama przypomniała mi, że mam przecież wujka w Anchorage. Skontaktowałem się z nim jak najszybciej i powiedział, że nie byłoby problemu, gdybyśmy tam zamieszkali – w końcu sam przebywa aktualnie gdzie indziej. A nam przyda się trochę odetchnąć, zapomnieć o tym, co się ostatnio wydarzyło. Sabat nas nie znajdzie, nie będą zawracali sobie głowy takimi przeciętnymi czarodziejami jak my. Słyszę, że ci zimno, więc przytulam tylko mocniej, delikatnie ręką pocierając o twoje ciało. Nie zostawię cię. Już nigdy. Za bardzo cię kocham, Ally.
- Anchorage – mówię szybko, biorąc głęboki oddech. – Wiesz, co to za miejscowość? – pytam poważnie po chwili. – To największa miejscowość na Alasce, ale to zupełnie inny świat. Jest spokojnie. Ludzie są mili i uprzejmi. Tam nikt nie walczy, Ally. Wyjedźmy na miesiąc, może dwa lub nawet trzy. Wrócimy, gdy wszystko się uspokoi. – Gdzieś tam przecież musi być dobrze, prawda? Może właśnie w Anchorage? Może to miejsce będzie naszą ostoją? Przecież nie cały świat jest zły. Nie może tak być. Nie chcę w to wierzyć. Z cichym westchnięciem spuszczam w dół głowę, opierając ją o twoją.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Wężowa Kanapa   

Powrót do góry Go down
 

Wężowa Kanapa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo :: Domy czarodziejów :: Johanson-