Stara pracownia

PisanieTemat: Stara pracownia   Nie Gru 28, 2014 2:32 am

Stara pracownia
Starą pracownię od innych sal odróżnia na pewno jej stan – pomieszczenie to jest zaniedbane i sprawia wrażenie zupełnie zapomnianego. Brakuje tu tylko wiaderka z mopem, by zaczęła służyć jako składzik rzeczy niepotrzebnych. Znaleźć tam można brudne fiolki w statywach, zardzewiały kocioł, dwa palniki, kilka segregatorów o nieznanej zawartości, do tego ze cztery ławki i niewiele więcej krzeseł, na których od dawna nikt nie siedział. Stare regały kryją pewnie jeszcze wiele tajemnic, jak zamknięte pudełka, pozytywka czy słoik zamknięty od paru lat. Wykopalisko prawdziwych skarbów! Drzwi nigdy nie są zamknięte, chyba nikt nie przejmuje się tym, że ktoś miałby ochotę wejść do środka i zgłębić tajemnice zapomnianej pracowni. Zresztą niewielu faktycznie ma na to ochotę.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Czw Lip 09, 2015 6:11 pm

Coletti powiedział, że profesor Świstak mu powiedział, że te kuwety, jak je już doczyścimy, to mamy zanieść na dół do pracowni, tej, co to do niej nikt nie zagląda, z której zrobili składzik na wszystko. No to idziemy, tylko jakoś nie widzę, żeby Coletti sobie te swoje makaroniarskie dłonie brudził. Zerkam kątem oka w bok na Yumę, lekkie to te kuwety nie są, zwłaszcza jeśli się niesie ich taki stos, że nie widać gdzie się idzie.
- Jak tam twoje ramiona, laleczko? - mruczę, chociaż nie silę się nawet na ton żartownisi, sama lekko posapuję już ze zmęczenia mięśni. Drzwi otwierać nie muszę, zawsze są otwarte. Kiedy wchodzę do ciemnego pomieszczenia potykam się o coś, co leży na ziemi, podskakuję jak kózka modląc się, żeby żadne niesione naczynie nie posypało mi się na ziemię i nie narobiło hałasu. W końcu odkładam je na jedną z zakurzonych ławek i poprawiam włosy, bo kosmyki powychodziły mi z warkoczy. Ściągam chustkę, nakładam ją znów. Cała jestem umazana i śmierdząca. Słyszę trzask odkładanej porcji kuwet na inny stoliczek i kolejne kroki. Potem zamykane drzwi.
- Coletti, tych drzwi się nie zamyka. - Ze zrezygnowaniem odwracam się w tamtą stronę, ale jest ciemno, więc widzę tylko (jak zwykle) czerep Yumamy i nic więcej. - Coletti, otwórz drzwi. - Nie odpowiada mi, więc wzdycham cicho pod nosem i idę w stronę drzwi, ostrożnie wyciągając przed siebie ręce, żeby nie wpaść na tego pacana przypadkiem. Ale trafiam na drzwi. Bez klamki. Popycham je ramieniem, ale ani drgną. Pcham z całej siły. Nic. Chyba ze mnie żartujecie. Odwracam się w stronę, gdzie powinien stać Yuma, po czym przyzwyczajam swój wzrok do ciemności. Stary. Coletti nas tutaj zamknął.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Czw Lip 09, 2015 6:40 pm

Jak na kogoś, kto jest taki rozsądny, dość często pakujesz się w kłopoty, co, Clairemino? W porządku, ja też odbyłem swoje przymusowe kilka godzin szorowania cholernych kuwet, ale to nie znaczy, że jestem tak samo winny (choć niewątpliwie cuchę tak samo jak Claire). Mogłaś poczekać z rzuceniem się na Colettiego aż będziemy mieć świadków, że zostałaś sprowokowana. A może nie powinienem być aż tak surowy, pewnie gdybyś sama go w końcu nie uderzyła, sam bym to zrobił.
Choć ja nie trenuję quidditcha i nie wiem, czy cios wyprowadzony przeze mnie byłby równie skuteczny.
- Świetnie, już odzyskałaś humor - mruczę tylko w odpowiedzi, czuję się zbyt zmęczony, by jeszcze się z nią przekomarzać. Jeśli chodzi o moje ramiona, jest lepiej niż jakąś godzinę wcześniej, jeszcze niedawno mięśnie bolały tak, że amputacja wydawała się bardziej humanitarna, niż znoszenie tych męczarni jeszcze przez sekundę, teraz już ich po prostu nie czuję. Ból fizyczny był jednak niczym w porównaniu ze znoszeniem mordy Colettiego przez tyle czasu. Jeśli kiedyś zamorduję człowieka, będzie to Charlie Coletti. Tak mi się wydaje, że większość uczniów wcale nie miałaby mi tego za złe. - Nie potk... - uprzedzam na chwilę za późno, no trudno, chyba nic sobie nie zrobiła?
Z ulgą pozbywam się tego nadmiarowego ciężaru. Otrzepuję ręce i kieruję zmęczone spojrzenie w stronę drzwi, drzwi, które właśnie ten obmierzły Coletti zamyka.
Coletti.
Naprawdę kiedyś cię zabiję.
- Nie wierzę - mówię, chociaż tak naprawdę nietrudno w to uwierzyć, on akurat byłby do tego zdolny. Gdyby nie zmęczenie, może przejąłbym się poważniej, teraz tylko podchodzę do drzwi i opieram się o nie plecami, rzucając przeciągłe spojrzenie Claireminie, jakbym chciał jej telepatycznie przekazać, że w dużej mierze jest odpowiedzialna za to, w jakiej sytuacji się znajdujemy. - Możemy już ciągnąć losy, kto kogo pożre, gdy zjemy już własne buty? To oszczędzi nieporozumień w przyszłości.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Czw Lip 09, 2015 7:31 pm

- Nie patrz tak na mnie, nie zamknąłby nas tu, gdybyś mu pozwolił skraść sobie kilka bu-ziacz-ków. - Dla lepszego zobrazowania sytuacji łapię oba policzki Yumy między brudne paluchy, a sama robię z warg rybę. Nigdy nie wtrącałam się w preferencje innych ludzi i nic mi do tego, a już zwłaszcza nie interesują mnie miłosne podboje Carlo Colettiego. Ale ten motyw stanowi dla mnie wyjątek i muszę przyznać, że szalenie mnie bawi, choć jednocześnie odrobinę niepokoi. Coletti to niebezpieczny dzieciak, słyszałam o jego rodzinie, jasne, że słyszałam, tak jak on o mojej, tylko że Brohle powymierały jak dinozaury, a Coletti są aktywną mafią. Mafią pedałów. Odynie! Nie pomyślałam tego! To niegrzeczne! Tak mi głupio. Przepraszam was, mniejszości seksualne, nie miałam niczego złego na myśli. Uch, Clairemina, ty głupia gąsko. Uderzam się otwartą dłonią w czoło aż słychać plask. A potem opieram się o drzwi tak, jak Yuma.
- Yahto, przecież nie masz ze mną szans, wiesz o tym. - Przepraszam, ale taka jest prawda! Ile razy proponowałam ci, byś robił ze mną przysiady, pompki czy biegał. To nie. Wątlak musi pozostać wątły, potem lecą na ciebie tacy Coletti, abyś mógł być nowym trofeum w ich kolekcji. Egzotyczny. Jestem pewna, że tego ignoranta nie interesuje ani to, co masz do powiedzenia, ani historia twojego ludu, ani nawet ulubiony kolor. Po prostu dzieciak chciał nową zabawkę. Niedobrze mi się robi. I to wcale nie od tego smrodu. Już się przyzwyczaiłam, w zasadzie uważam nawet, że trochę już wietrzejemy. - Nie masz różdżki. - Retorycznie, choć to nawet nie pytanie. Jasne, że nie, ja też nie mam. Dlaczego? Bo jednak stosujemy się do regulaminu w sytuacjach takich, jak ta. Profesor Świstak powiedział zero magii, tylko siła fizyczna, toteż go posłuchałam, nie chcąc sobie przysporzyć kłopotów więcej. Oczywiście, Coletti nie posłuchał.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Czw Lip 09, 2015 9:58 pm

Na Wielkiego Ducha, Clairemino, długo masz mi to jeszcze zamiar wypominać? Tak się składa, że nigdy nie brałem udziału w castingu na nowe erotyczne zainteresowanie Carlo Colettiego. Nawet nie chodzi o to, że jest mężczyzną (prawdę mówiąc, zdziwiło mnie to, że współczesny świat tak negatywnie podchodzi do związków homoseksualnych, natywne ludy Ameryki Północnej nigdy nie miały z tym problemu i wyginąć pomogli nam biali, heteroseksualni mężczyźni katolickiego wyznania, a nie ciągoty ułamka społeczności do osób tej samej płci). Po prostu nie chcę się zadawać z kimś pokroju Carla. Niezależnie od tego, jaką płeć czy rasę by reprezentował, byłby tak samo odpychający.
Wyciągam rękę i otwartą dłonią naciskam na czoło Claireminy, odpychając ją tak od siebie, zejdź ze mnie, dziecko, bo nie wiesz nawet, co mówisz, chcesz żebym uprawiał włoską miłość z Colettim?
- Mówi się, że nádleehé posiadają dwie dusze, męską i kobiecą. - Uśmiecham się kącikami ust. - Wątpię, by Coletti miał jakąkolwiek.
Zaraz jednak wzdycham, żarty żartami, a naprawdę jesteśmy w tarapatach, co, Clairemino? To miejsce jest rzadko odwiedzane, zresztą, mało kto w ogóle schodzi do lochów. Prawdę mówiąc, mogliśmy zostać gorzej urządzeni, na miejscu Carla rzuciłbym jeszcze na tę salę zaklęcie wyciszające, wtedy nawet gdybyśmy usłyszeli kroki, nijak udałoby nam się ściągnąć przypadkowego gościa krzykiem i uderzaniem pięściami w drzwi.
Gdy tylko jednak zaczynam o tym myśleć, moje oczy rozszerzają się na chwilę, gdy dociera do mnie, że Coletti mógł być takim kretynem, by rzeczywiście to zrobić. Nie mówię tego jednak Claireminie, nie chcę jej martwić.
- Nie chcę być niemiły, ale to przez twoje zapędy do stosowania przemocy na chłopcach tu jesteśmy - stwierdzam, po czym wzruszam ramionami. - I przez to, że Coletti to dupek. - Tak, chyba nawet głównie przez to. Jestem naprawdę zmęczony, ale mimo to odrywam plecy od tych cholernych drzwi i zaczynam przekładać zgromadzone tu graty w poszukiwaniu czegoś płaskiego, co moglibyśmy przecisnąć przez szparę. Jeśli masa szmelcu nazbierałaby się po drugiej stronie korytarza, ktoś zwróciłby na to uwagę. To na wypadek, gdyby Coletti jednak wyciszył nam to pomieszczenie.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Czw Lip 09, 2015 11:01 pm

Yuma, a czy ty zawsze musisz być dupkiem zupełnie jak on? Zawsze wszystko jest moją winą. Nawet jeśli staję w twojej obronie, nawet jeśli wylejesz na spodnie herbatę, to moja wina, bo ja ci ją zrobiłam. Jestem w stanie zobaczyć swoją winę wtedy, kiedy faktycznie leży ona po mojej stronie, ale jesteś niesprawiedliwy. Potrącę ci z kieszonkowego.
- Ale jesteś niemiły. Przepraszam, ale następnym razem nie stanę w twojej obronie. Charlie Coletti nie miał nic do mnie wcześniej, poza tym, że jestem kobietą. Teraz krew go z zazdrości zalewa, bo Yummy Yahto woli się bujać z Brohlem. - Takie są fakty, Yumamo, dopóki się nie zjawiłeś Coletti nie odezwał się do mnie słowem. Miał do trochę mniej nie-szacunku niż do innych dziewcząt, ze względu na nazwisko. I cholera mi po nim, wszędzie liczy się tylko marka. Guzik go obchodziło, gdzie mieszkam, a mnie odpowiadało bycie dla niego powietrzem. Więc wielkie dzięki, Yuma, ale wsadź sobie swoje wieczne pretensje w… Do szuflady sobie je włóż. Charlie pomoże ci zamknąć ją na klucz.
Nie pomagam mu, gdy zaczyna grzebać w gratach, jestem zmęczona, tak jak i on, ale wiem, że to bezsensowna robota. Głównie dlatego, że Coletti jest idiotą i nie wpadł na to, że można stąd wyjść pomimo zamkniętych drzwi. Nie obwiniam Yumy, nie zna tego zamku tak, jak powinien, zresztą, może to i dobrze. Nie wiadomo kto ciągnąłby się za nim podczas wycieczek krajoznawczych.
- To nie była nawet moja finalna forma. - Ziewam i odrywam się w końcu od drzwi. Rzadko stosuję przemoc, w zasadzie to wcale i chyba nikogo w życiu nie uderzyłam umyślnie. Charliego nie uderzyłam. Kopnęłam go tylko. W brzuch. Było mi potem przez sekund parę bardzo przykro, kiedy widziałam jak się zwinął, ale szybko mi przypomniał, że oberwał nie bez powodu, tak jak my oberwaliśmy z Yumą, aż nam zwiędły uszy. Mijam blondi i wspinam się na niewątpliwie niestabilne już ławki, poukładane niedbale jedna na drugiej, zawalone dodatkowo gratami.
- Hej, Pocahontas, tam jest okno. - Pochylam się jeszcze, wyciągając do ciebie rękę, nie wiem, jak tam twoje możliwości ruchowe w tym momencie, ale wiem, że jesteś bardzo zmęczony. Nie chciałabym, byś upadł. A przed nami jeszcze kawałek drogi, jeśli mamy pozbyć się okna, wyczołgać na powierzchnię i dotrzeć do wejścia zamku, które bez wątpienia będzie o tej porze zamknięte. Poza tym, cholera wie, gdzie wychodzi to małe, piwniczne okienko.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Pią Lip 10, 2015 12:28 am

- Wybacz, jutro powiem Colettiemu, że zmieniam co do niego zdanie, może znowu zacznie tobą tylko umiarkowanie pogardzać, co? - Wywracam oczami, nie wmawiaj mi, Clairemino, że to ja jestem winny, bo dałem kosza Carlowi. Coletti to kretyn, a teraz, gdy w tak kretyński sposób mści się za nieodwzajemniony afekt, tylko potwierdza, że nie warto sobie nim zawracać głowy. Może powinnaś czuć się dumna, w końcu mało która kobieta w tej szkole może wzbudzić zazdrość mizogina stulecia, Carla Colettiego. - I nie używaj tej idiotycznej nazwy. - Naprawdę nie. To wcale nie jest zabawne.
Zadzieram głowę, och, świetnie, okno. Teraz musimy tylko odgruzować przejście do niego, przecisnąć się przez nie i liczyć, że architekci tej szkoli nie uznali za zabawne, by umiejscowić za nim zaklęcie teleportacyjne, które przeniesie nas nad jeziorko z inferiusami.
Clairemina jest zwinniejsza ode mnie, ale ja wciąż liczę sobie dwa centymetry wzrostu więcej i prawnie odpowiadam za jej bezpieczeństwo, nie mówiąc więc nic, odstawiam na miejsce jakąś zabytkową linijkę i dość niezgrabnie próbuję dostać się do okna, co wymaga przechodzenia nad lud pod ławkami, w zależności od tego, gdzie znajduje się więcej złomu. Zaskakujące, wcale nie było aż tak ciężko (co z kolei sprawiło, że zacząłem węszyć jakąś pułapkę, wszechświat w końcu nie darzy mnie sympatią i z pewnością przygotował dla mnie już jakąś przykrą niespodziankę).
Szkoda, że tak często mam rację.
Stawiam na stojącą pod oknem ławkę krzesło i w ten sposób sięgam już do klamki. Ledwie zdążam ją ścisnąć, a słyszę nieprzyjemny, metaliczny zgrzyt. Na ziemię sypie się rdza, a mi połowa klamki zostaje w dłoni. Ach. No tak. Szarpię bez większej nadziei za skrzydło okna, ale tak jak myślałem, jest zamknięte. Odwracam się wolno do Claireminy i pokazuję jej tę kolejną przeszkodę do pokonania.
- Znajdź coś, co można wykorzystać jako łom. Jeśli zamek też jest tak przeżarty, pewnie udałoby się nam go wyłamać.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Sob Lip 11, 2015 1:35 pm

Żebyś wiedział, że zacznę używać tej nazwy na bieżąco, w sytuacjach takich, jak ta. Patrzę, jak się niezgrabnie wspina na te wszystkie graty i wygląda komicznie, jeszcze cały brudny taki i irytujący i ogółem nieapetyczny. Yes mi go quasi przykro, więc postanawiam, że upiekę mu coś dobrego jeszcze dziś w nocy, aby mógł zjeść sobie jutro z rana na dobry dzień. Mój biedny Yuma. Zawracam zaraz i zeskakuję z ławki. No i po co wyrzucał tę linijkę? Akurat się przyda. Wątpię, by był tu łom. Myślę nad tym deserem i z czym to zrobić, zrobiłabym coś jasnego, może z bezami i nadzieniem jakimś dość płynnym, jakby nie było to Yuma jest tą wodną Indianką. Mógłby się ucieszyć. A z drugiej strony nie. On się rzadko cieszy. Mógłby mnie jeszcze opierniczyć, co to za żarty sobie tutaj z niego robię i czy nie dość się już nad nim znęcam samą swoją osobą. Odechciewa mi się robić smakołyki, ale wiem, że i tak upiekę. A jeśli nie zje to przysięgam już nigdy, przenigdy w życiu nie zrobię mu niczego do jedzenia. Niczego. Niech sobie sam gotuje, smaży, piecze i herbatę nawet zalewa.
Wiem, że i tak mu zrobię, co będzie chciał.
Boże, Clairemina, ty głupia buło.
Sięgam po linijkę i jeszcze po drodze łapię jakiś pręcik, który zapewne służył niegdyś za stojak na fiolki.
- Masz. - To niebezpieczne, wysyłać mnie na wyprawę po ostre narzędzia, które musiałam nieść później po dość niepewnym terenie. Yuma, to wysoce niepedagogiczne. Poza tym, czy jesteś teraz pewny, że to właśnie ty chcesz zajmować się tym oknem? Krzyżuję ręce na klatce piersiowej i czekam cierpliwie. Dawaj, Yumama, pokaż swoją męską siłę! Wydostań nas stąd, abyś mógł potem przez kilka najbliższych miesięcy szczycić się swoim czynem, zarzucając mi pewnie, że nawet wtedy nie kiwnęłam palcem.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Sob Lip 11, 2015 5:36 pm

Nieświadom, że ciążyło nade mną pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo, że podczas próby wyłamania okna doznam uszczerbku na zdrowiu, odbieram od Claireminy zarówno linijkę (witaj ponownie, linijko) i metalowy pręcik. Szarpię raz jeszcze na obramowanie okna, wydaje się dość luźne. No dobrze, co najgorszego może się stać?
W mojej głowie następne wydarzenia wyglądały trochę inaczej. Część ramy miałem bezproblemowo usunąć, dzięki czemu dałoby się usunąć szybkę i odłożyć ją gdzieś na bok. Skończyło się zgoła inaczej, to znaczy na przerdzewiałym obramowaniu, które z metalicznym zgrzytem odpada od ściany i drżącej dźwięcznie, acz tkwiącej w miejscu szybie. Zastygam w dziwnej pozie - plecy przyciskam do padającej pod kątem ściany, a nogi wciąż opieram na krześle. Zaczynam nieubłaganie zsuwać się w dół, więc przytrzymuję się jakiejś pobliskiej szafki i przez chwilę patrzę na pozostałości okna, a potem powoli przenoszę wzrok na Claireminę.
- Hm - stwierdzam refleksyjnie, to było głupie, nie musisz tego mówić na głos, Claire. Próbuję dźwignąć się do pionu, by znów pewnie stanąć na krześle, ale w tej chwili (w porządku, w każdej innej chwili też) przerasta moje możliwości. Może trochę żałuję, że nie ćwiczyłem z Claireminą, gdy mi to proponowała.
Podejmuję jeszcze jedną rozpaczliwą próbę i z całej siły odpycham się od ściany, trochę chwieję się na krześle, ale ostatecznie wygląda na to, że jakoś tę farsę przeżyję.

Yumawikvayatawa i Clairemina z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Stara pracownia   Today at 9:07 pm

Powrót do góry Go down
 

Stara pracownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stara baśń.
» Stara karczma
» Stara chata strażnika mostu.
» Stara stołówka - Bar.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Podziemia-