Laboratorium

PisanieTemat: Laboratorium   Nie Gru 28, 2014 2:34 am

Laboratorium
O laboratorium alchemicznym już prawie nikt nie pamięta. Długie lady zastawione różnej wielkości słojami pełnymi przeróżnych specyfików, kamienne moździerze, fiolki, próbówki, kociołki, małe wagi. Na środku pomieszczenia umieszczono metalowy stół, do złudzenia przypominający ten operacyjny w szpitalach. Okna znajdują się na tylko jednej ze ścian i są niemal cały czas zasłonięte grubymi kotarami, więc mrok panujący wewnątrz musi być wciąż rozpraszany słabo płonącymi po kątach świecznikami.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Laboratorium   Nie Sie 16, 2015 10:20 pm

Nie jestem zła. Idę spokojnie po korytarzu, z jedną ręką wygiętą do tyłu, ciągnąc za sobą za szmaty Yumawikvayatawę Yahto, w drugiej ręce trzymając moją wypolerowaną pałkę do quidditcha. Nie jestem zła. Jestem bardzo zła. I głucha na jego słowa. Schodzę do podziemi i mijam zamkniętą salę, w której nie tak dawno utknęliśmy razem. Laboratorium już czeka, wchodzę do środka, rzucam Yume na podłogę i zamykam drzwi. Zdążyłam jeszcze zauważyć Colettki schodzące po schodach. Mówiłam im, żeby mi nie przeszkadzały i sama sobie porozmawiam z Yummym. Robię w powietrzu młynka moim kijem. Cykasz się już, Yahto? Podchodzę do jednej z lad, nie spuszczając z ciebie wzroku. Przygotowałam sobie wcześniej stanowisko pracy. Kilka rzeczy zawieszonych w powietrzu czeka na użycie. Zaczniemy standardowo od piłek. Potem pójdą książki. I laboratoryjne narzędzia. Biorę wdech, podnoszę kij, przy wydechu liczę do czterech i uderzam z rozmachu w piłeczkę. Przy celowaniu, do siedmiu sekund przy wydychaniu człowiek jest w stanie utrzymać broń, później ręce zaczynają się trząść. Ale nie zatrzymuję się na tej. Posyłam w kierunku Yumy jeszcze dwie. Trzy. Cztery. Chciałam coś powiedzieć po pierwszej, ale widocznie wściekłość na niego we mnie miała większe stężenie, niż mi się wydawało. Nie wiem, w którym momencie wykorzystuję większość piłeczek, choć część wraca na swoje miejsce, gotowe na kolejne ciosy. Jestem wściekła. Jestem wku
rw
io
na.
- Zadecydowałeś. O moim życiu. Nawet mnie o tym nie informując. Wpuściłeś do mojego domu. Do domu mojej rodziny. Obce kobiety. Do domu, w którym wciąż znajduje się wiele rzeczy. Wiele rzeczy, które mogą dostać się w niepowołane ręce. A ty urządziłeś sobie tam przesłuchanie. I miejsce pracy, dla dwóch. O. Pie. Ku. Nek. - Nie panuję nad sobą. Nie panuję zupełnie, myślałam, że będę w stanie po prostu to powiedzieć. Trzęsę się, serce wali mi jak szalone. Na początku po prostu cedziłam słowa, potem, nie wiem w którym momencie, zaczęłam podnosić głos, a z każdym zdaniem wysyłałam w twoim kierunku nowe przedmioty, w każdy kolejny cios wkładając więcej siły. W przerwach między wyrazami zaciskam zęby za mocno, aż boli mnie szczęka.
- A teraz. Bawisz się. Charliem. Po co?! Zeby zrobić mi na złość?! Zeby się na nim odegrać?! Bo Coletti byli jedynymi ludźmi. Jedynymi. Którzy nie odwrócili się ode mnie. Z twojego. Pieprzonego. Powodu! - Poleciała jakaś książka. Niedobrze mi się robi, jak teraz na ciebie patrzę i pomyślę, jak mi na tobie zależało, jak chciałam pomóc sobie i tobie, zawiązać perfekcyjną umowę, która pozwoli nam żyć swobodnie i wspierać się nawzajem. A ty wszystko spieprzyłeś. Wszystko, Yumawikavayatawo Yahto. Nie wiem, co chciałeś tym osiągnąć. Do moich uszu docierają zza drzwi głosy Colettek, ale nie zwracam na nie uwagi, zbyt ogarnięta własną złością.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Laboratorium   Nie Sie 16, 2015 11:04 pm

Poważnie, Clairemino, przez cały weekend nie wychodziłem z dormitorium Verden, ledwie wyściubiłem czubek nosa, czy ty czatowałaś na mnie od przez ten cały czas?
Z początku próbuję przemówić jej do rozumu. Clairemino, zastanów się. Myśl logicznie. Clairemino, porozmawiajmy, zawsze mi się wydawało, że jesteś osobą dialogu, prawda? Na Wielkiego Ducha, Clairemino, odłóż tę pałkę. Clairemino.
Szlag by to, powinienem naprawdę z tobą biegać, może wtedy nie rzucałabyś mną tak jak szmacianą lalką. Wstaję natychmiast i podnoszę dłonie w obronnym geście, mając dziką, rozpaczliwą wręcz nadzieję na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Na wszystkich moich przodków, nie wierzę, że wzięła ze sobą kij do quidditcha. Czy cię cykam? Żartujesz, dziewczyno, jestem pewien, że nie zdążysz mnie nawet tknąć, bo za jakieś pół milisekundy zejdę na zawał.
- No dobrze, popełniałem dużo błędów, ale to nie jest powód, by... - Nie dokańczam, kucam gwałtownie, piłka przelatuje tuż nad czubkiem mojej głowy i odbija się od ściany. - Dlaczego nie możemy... - Kolejny manewr wymijający - ...po prostu... - Prawie mnie trafiła! - porozmaAAAAAAA! - Nawet z celnością rzędu dwudziestu pięciu procent udanych trafień Clairemina jest skrajnie niebezpieczna, świetnie, w swoim Brohloszale nie opanuje się nawet wtedy, gdy wyzionę ducha na jej oczach.
OCH WYBACZ CLAIREMINO. Mogłem wyjechać bez pożegnania i zostawić cię, jak to się u was mówi, na lodzie. Wracaj do sierocińca, zip zap, bye bitch? Chciałabyś, żeby tak to wyglądało? Nie wiem już, czy złość góruje nad strachem czy obie te emocje utworzyły jakąś dziwna fuzję, ale słowo daję, mam ochotę rozsadzić to pomieszczanie z całym wyposażeniem, z nami włącznie. W ogóle. Kto tak rozwiązuje problemy?! Kto tu się zachowuje jak dzikuska z lasu?!
Poczekaj. Co?
- O czym ty mówisz?! - Bawię się Carlem?! Ledwo go tknąłem, prawdę mówiąc, to on do jasnej cholery unika mnie, wiesz, jeśli ktoś już igrał na czyichś uczuciach, to raczej on na moich. Interesujesz mnie, Yummy, pocałuj mnie, Yummy, no i gdzie jesteś teraz, amore mio? Jebany mafiozo, wysłał na mnie nastolatkę o sile bojowej cholernego czołgu! - Do. Jasnej. Cholery. Posłuchaj. Mnie. Clairemino! - cedzę, posuwając się przez deszcz piłeczek, książek i reszty wyposażenia, jutro pewnie będę wyglądał jak zdeptana śliwka. Stojąc przed tobą jestem gotów wyrwać ci ten kij, ale wtedy bierzesz zamach i...
...
Galaktyka Andromedy. Tuż przede mną. Mógłbym ją objąć ramionami.
...
Leżę na ziemi, trochę skołowany, mrugam kilkakrotnie. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej, ale mdli mnie mnie przeokropnie. Nie, stop. Czemu jestem mokry. I moje ręce są takie lepkie. Patrzę na swoje dłonie z pewnym zdziwieniem i widzę krew. Hm. Widzę krew.
...
Zaraz.
...
Czuję się tak, jakby moja głowa eksplodowała właśnie od bólu i mam ochotę wymiotować i krzyczeć jednocześnie.
- CZYŚ TY OSZALAŁA, ZŁAMAŁAŚ MI NOS - Nawet nie wiem, czy cokolwiek rozumiesz, bo cały jestem zalany krwią, twarz napuchła mi już tak, że ledwo mogę oddychać. W odruchu bezwarunkowym próbuję się dotknąć w uszkodzone miejsce ale OCH SZLAG BOLI zły pomysł, zły, więc rozglądam się za czymś, czym mogę zatamować krwawienie, ale w głowie tak mi się kręci i.
Chyba zaraz naprawdę zwymiotuję.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Laboratorium   Nie Sie 16, 2015 11:45 pm

-Yuma…? - Szlag. Szlag. Szlagszlagszlag. Rzucam kij na podłogę i sama klękam przy tobie. Bożebożebożeboże co teraz? Ej co teraz? Co się robi w takim przypadku? Boże, Clairemina myśl, miałaś to na pewno na kurs pierwszej pomocy.
- PRZEPRASZAM. Ale dlaczego podszedłeś tak blisko, miałeś nie podchodzić tak blisko.... -  Wyciągam ręce, ale nic dziwnego, że cofasz się ode mnie. Kurczęcia nóżka, co ja zrobiłam. Nie chciałam! Yume, nie chciałam! Zaraz spanikuję. Y. Y. Y. Y. Może. Nie wiem.
- CO TERAZ? - Piszczę i przykładam dłonie do ust, zamiast szukać czegoś, co mogłoby ci pomóc. W końcu dociera do mnie głos Colettek. Wstaję i pędzę otworzyć im drzwi.
-... Ja nie chciałam… - Zaczynam od razu, ale Claudia mija mnie rzucając mi karcące spojrzenie, aż się cała cofam w środku. Próbuję coś wyjąkać, cokolwiek, nie wiem, żeby pomóc, może, ja nie wiem. Chociaż. Albo. Nie wiem. Co ja zrobiłam. Serce bije mi bardziej niż parę minut temu. Zbiera mi się na płacz.
- Yume, przepraszam… - Jęczę, ale nie wiem, czy to słyszysz, bo widzę tylko jak Claudia kuca przy tobie i pewnie słuchasz już jej, nie mnie. To lepiej, bo ona jednak pewnie wie. Co robi. A mnie wyciągnięto z sali, chociaż słyszę jeszcze pyknięcie.
- Gdzie go za-abrała? - Płaczę już jawnie i trzęsę się, ale skąd Chiara może wiedzieć, gdzie Yumę z Claudią wywiało. Coletti każe mi się uspokoić, ale ja nie potrafię, w końcu nie mogę już nawet ustać na własnych nogach, z trzęsącymi się kolanami siadam powoli na ziemi i ryczę. Ryczę dosłownie, nie wiem, czy kiedykolwiek byłam w takiej histerii. Co ja zrobiłam. Kretynka. Przecież ja nie chciałam. Niech to piorun. Co ja zrobiłam.

/zt wszyscy
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Laboratorium   

Powrót do góry Go down
 

Laboratorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Laboratorium nr 8
» Zniszczone laboratorium w podziemiach
» Laboratorium nr 5 - Mengele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Podziemia-