Łaźnie Sif

Idź do strony : 1, 2  Next
PisanieTemat: Łaźnie Sif   Nie Gru 28, 2014 2:37 am

Łaźnie Sif
Kompleks zapomnianych łaźni, do którego dostępu strzegą zamknięte na kilka skomplikowanych zaklęć drzwi w podziemiach. Choć nie dociera tu ani gram światła, rozległe pomieszczenie z niezliczoną ilością rozwidleń skąpane jest w turkusowej poświacie, a to za sprawą wody wypełniającej podziemny basen. Całość, zbudowana z marmuru, nadgryziona jest solidnie zębem czasu, co widać szczególnie po suficie zdobionym w misterne ornamenty, z którego w niektórych miejscach poodpadała farba. W ścianach łaźni znajdują się wnęki, w których ustawiono pomniki słynnej bogini Sif.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pią Cze 19, 2015 6:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pią Mar 06, 2015 1:51 pm

Łaźnie Sif to jej ukochane miejsce. Sekretne. Zaklęcia, którymi obwarowane były drzwi łamała chyba z pół roku w piątej klasie. Ktoś jej powiedział, że warto, spytała papy, a papa jak zawsze bardzo gorliwe aprobował jej plany. Zachęcał do osiągania wszystkiego. Była jego małą księżniczką, a księżniczki dostają wszystko. W piątej klasie zakochała się w błękitnym blasku wody, nieprzeniknionej ciszy, w starzejących się pomnikach. To taka smutna zapomniana bogini, Amala darzyła Sif pewną tęskną sympatią. Była jak te kobiety z powieści, które tak bardzo lubiła czytać, jak bohaterka tragicznych książek, które papa jej przysyłał. Spędzała w łaźniach bardzo dużo czasu, czując się blisko wody znacznie lepiej niż na przykład w lesie. Woda wydawała się zawsze czysta i piękna, te baseny na dodatek jarzyły się własnym blaskiem. Dla Hartvigsen to miejsce było jak wymarzony raj, w którym mogła śnić swoje sny na jawie, być tym cholernym jednorożcem, bez niczyjej uwagi, tylko sama ze sobą i ciszą, pod czujnym i opiekuńczym wzrokiem Asynji.
Tego wieczoru turkus wody był taki sam jak zawsze, cisza tak samo przejmująca, a jednak gdzieś w głębi zamiast jednorożca siedziała w wodzie pokraczna, połamana jeziorna nimfa. Pochylona nisko, zgarbiona, z kotarą bladych włosów wpadających do wody jak strączki. Właściwie to prawie nie oddychała, mogłaby być kolejną figurką, ozdobnikiem tej bajecznej komnaty. Byłaby tylko zbyt nowoczesna na staroświecki wyraz łaźni, jednak czuła się równie brudna i poobdzierana ze swojej szlachetności jak malowany sufit oskrobany z farby.
- Asynjo moja... - szeptała cicho do kamiennych figur. - Już wiem... upokorzenie, wiem... Wstyd. Nie chcę więcej. Wystarczy mi. Nie odpowiada mi wcale, Sif, zabierz to, zabierz - mówiła raczej do siebie, trochę zbyt bełkotliwie, trochę za szybko wyrzucając z siebie zlepek słów. Wyglądała jakby obserwowała z pewnym zainteresowaniem swoją dłoń zanurzającą i wynurzającą się z wody. Jak książkowy przypadek załamania psychicznego. - To nie ja, to nie ja, to nie ja... - Jej słowa głucho niknęły w czeluściach podziemi.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Heimaey, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Sob Mar 21, 2015 10:53 pm

Gdybyś nie wiedział, co kryje się za wiecznie zamkniętymi drzwiami, które zapewne od wieków nie rozprostowały zastygłych w jednej, niezgrabnej pozie zawiasów. Gdybyś pewny był, że za kilkoma parusetletnimi deskami kryje się jedynie ściana – jak za niby-drzwiami na najwyższej zamkowej kondygnacji. Gdybyś nie wiedział, że dahlvaldzie podziemia skrywają jeszcze kilka tajemnic, uznałbyś że cichy, zawodzący głosik wypływający z murów, wirujący pod sklepieniem i spadający na ciebie, niczym grad malutkich, niewidzialnych igieł jest jedynym świadectwem na posiadanie w Instytucie mar, do tej pory tak skrupulatnie chowających się przed ludzkimi zmysłami. Wiesz jednak, że to nie zjawy dają znak swojej obecności gdzieś tuż-tuż i jednocześnie zdajesz sobie sprawę z tego, że już niedługo może się to zmienić. Ta myśl mroczy ci umysł. Przez chwilę nie masz w głowie nic, niemal czujesz wypływającą ci przez uszy, przez nos, przez oczy pustkę gęstą jak hipogryfia krew. To nie ja, to nie ja, to nie ja, to nie ja dudni ci echem w czaszce. Mechanicznie wypowiadasz inkantacje łamiące czary ochronne podziemnej świątyni. Pękają jeden za drugim, odmierzając niewidzialną drogę do znanego-nieznanego. Ciekawość pali cię od środka, nieśmiało wołając o choćby kawałek litości, o możliwość zgaszenia siebie, zanurzenia w chłodnych odmętach pomnikowych łez zbieranych przez lata w samotności marmurów.
Drzwi zamykasz ostrożnie, nagle przypomniawszy sobie, że już nie jesteś sam; że za załomem niechybnie ktoś się znajduje, a ty nie chcesz nikogo spłoszyć. Nie lubisz, kiedy krew stworzonek skażona jest strachem, nie nadają się wówczas do niczego. A przecież każde z nich ma swoje konkretne miejsce w twoim świecie. I każde jest takie piękne i czyste. Kucając więc, przyciskając policzek i dłonie do chłodnych, wilgotnych ścian, wyglądasz za róg, najpierw w wodnej tafli przyglądając się temu smutnemu zwierzątku, potem przestajesz obserwować jedynie lustrzaną projekcję. Białe, niemal przezroczyste w migotliwym świetle wody ciałko wygląda na jeszcze bardziej kruche niż zazwyczaj. Kiedy widziałeś je ostatni raz? Kilka dni temu te porcelanowe dłonie podały ci cukiernicę. Teraz topią się, ukrywając przed jakimkolwiek spojrzeniem. Przed tobą, Orfeusu, bo wiedzą, że zaciągniesz je w piekielne otchłanie i zostawisz same. Zrobiłbyś to? Nie dzisiaj.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Mar 23, 2015 5:04 pm

A może zaciągnij, Orfeuszu, w sen, głęboko, w dół jak kotwica w tej wodzie pociągnij, za szczupłą pęcinkę, tonący jednorożec. Ama w ogóle nie wie, że tu jesteś, jest teraz jednym, nieporadnym ciałem pełnym dziwnej tęsknoty i rozpaczy. Nigdy nie rozumiała skąd w niej biorą się niektóre uczucia, a dużej części z nich nie potrafiła nawet określić. To jednak trwało w niej tak głęboko, że wiedziała - czy z nazwą, czy bez wyciskało z niej wycie, które toczyło się słonymi kroplami po policzkach, wyzierało z oczu siatką czerwonych żył, objawiało się światu w niedokładnym makijażu, w zgarbionej postawie, w niedopiętych guziczkach swetra.
Piękny, mięciutki, kaszmirowy sweterek od papy. Kaszmir w wodzie robił się mizerny. Tracił cały swój luksusowy wyraz, stawał się capiącą z lekka, zwykłą mokrą szmatą, tak samo jak połyskliwa sukienka, małe perłowe pantofelki i rajstopy w beżowe prążki. Wszystko było tylko mokrymi szmatami, owiniętymi wokół Amy, która czuła się też jak taki mokry płat ścierwa. Nie ma pojęcia, że tu jesteś, jest tam w głowie tak głęboko, gdzie nie ma zbyt wielu dźwięków, ani światła, ani nawet kształtów. Tak głęboko, jak głęboko chowają się pustelnicze raki, jak pustelnicy, jak ślimaki w skorupach i seryjni mordercy poszukiwani listem gończym. Już nie zakopuje się ze swoimi smuteczkami w pierzynki, nie chowa głowy pod poduszkę, wpełza tylko w tamto miejsce ciemne, ciasne i ciepłe w swojej głowie gdzie nic nie dociera. Jaskinia wyłożona różowym puchem, jak łono matki choć nigdy nie miała prawdziwej matki.
- To nie ja, nie ja... - szepcze,  oglądając rząd kropek na lewej dłoni i oglądając rząd kropek na prawej dłoni. Gdy składa palce kropki pokrywają się równo jak ściegi najlepszej sukienki. Miała w głowie bardzo dobre wspomnienia, samą radość i szczęście, widziała się z Arthurem, a jednak serce pękło w niej na tak wiele kawałków i nie umiała go w sobie poskładać. Nie wiedziała dlaczego, przecież pamiętała tyle szczęścia! I lukrowane ciastka cytrynowe.
Falująca lekko woda z czułością ją obejmuje, kiedy odpycha się lekko od brzegu, na którym siedziała i wpada w nią, jak ramiona, jak chmurka, jest wodnym ptakiem, mitycznym stworzeniem z głębokich toni, obserwuje jak w słabym świetle łaźni przebijającym się z zakrzywieniem przez taflę wody jej włosy unoszą się bezwładnie i, przysiąc by mogła, są ze szczerego srebra. Szlachetne niteczki, jedwabne, jednorożcowe, chciałaby w nich opaść na mozaikowe dno, ale zaraz wypływa na powierzchnię gdzie zostaje, dryfując niczym biała kłoda.
- Jestem po twojej stronie, kiedy nikt już nie jest, bo nikogo już tam nie ma... - nuci niemal szeptem Ama.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Heimaey, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Mar 23, 2015 8:33 pm

Czaruje cię, hipnotyzuje, mami, uwodzi w ten najgorszy ze sposobów. Zostawia niedosyt, którego nie chcesz od razu zaspokoić, przeciągając te męczarnie w nieskończoność, aż do granicy wytrzymałości, aż na skraj przepaści, na wyciągnięcie ręki – gdy od celu dzielą cię jedynie milimetry, lecz doskonale wiesz, że dalej nie dasz rady już sięgnąć. Poddajesz się temu urokowi, bo jest taki czysty, tak inny od tego, który na co dzień nieudolnie próbują roztoczyć wokół siebie imitacje dojrzałości, dorosłości, pewności siebie, miłosierdzia. Wszystko to jest takie puste – wiesz, że gdybyś zastukał, w odpowiedzi usłyszałbyś tylko głuchy odgłos martwoty, zupełnie jakby w środku od dawien dawna nie było już niczego poza kurzem i lepką siecią pajęczych niteczek, z których mógłbyś zrobić sobie kokon, zakopać się w nich i przeczekać tę mentalną apokalipsę. Bo inaczej nie potrafisz tego nazwać. Dlatego teraz z taką łatwością dajesz się wodzić za nos, trochę jak upośledzony szczeniaczek z zaciekawieniem przechylając głowę na bok, kiedy laleczkowe ciałko bezwładnie wpada do wody nasiąkając z każdej strony życiodajnym płynem wciąż i wciąż toczonym z marmurowych oczu Sif. Ona wszystko widzi, ona wszystko ma pod kontrolą, każdy wasz ruch, każde słowo wypowiada wraz z wami. Spójrz tylko, Orfeusu, nie chcesz tego widzieć, wiesz jednak, czujesz jak kamienne ustka układają się w pojedyncze litery, tworzą słowa, które wyryją się mocnymi, wielkimi, koślawymi literami w twojej podświadomości. To nie ja, to nie ja, to nie ja. To. Nie. Ja. A więc kto? O kim mówisz? Kto siedzi w twojej głowie? Kto próbuje zawładnąć tobą wbrew twojej woli?
Sunąc po posadzce na czworaka, zatrzymujesz się w miejscu, gdzie siedziała ona. Dłonie kładziesz w miejscach, gdzie jej ręce odepchnęły się od kamienia. Czy to tylko złudzenia, czy są tu chłodniejsze, niż kawałek dalej? Mimowolnie przechodzi cię dreszcz. Tak blisko śmierci. Tak blisko bezbrzeżnej pustki. Tuż obok, dryfującej na powierzchni wody jakby rozbitek na tratwie. Tak niewinnej, a jednak tak śmiertelnie niebezpiecznej. Aż wyciągasz dłonie, by chwycić za skraj opieszale sunącego materiału, kiedy jeszcze jest w twoim zasięgu. Nie udaje ci się. Cofasz rękę szybko, wystraszony kolejnymi słowami. Ciężkie są jak proroctwo początku Ragnaroku. Niemal fizycznie czujesz przygniatający cię ból. Rozpełzające się w dusznym powietrzu sylaby wdzierają ci się przez nozdrza łaskocąc język, wnikając w krtań, by wybuchnąć w płucach. Kaszlesz opętańczo, próbując to wszystko z siebie wyrzucić, oddać zapomnianej bogini, pozbyć się jak niechcianego dziecka. Wystraszyłeś nie tylko siebie. Nie tylko ty teraz odpowiadać będziesz za zakłócenie spokoju wodnej świątyni.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Wto Mar 31, 2015 6:38 pm

Woda była jej ulubionym żywiołem. Zawsze. Krystaliczna i migocząca w świetle, bardzo śliczna, lubiła takie śliczne rzeczy. Jej Papa często przysyłał jej różne drobiazgi. To najśliczniejsze dla mojej małej Amalki. Najśliczniejsze dla najśliczniejszej. Prześliczne świecidełko na twoje delikatne paluszki. Papa nauczył ją poznawać, które rzeczy są śliczne. Większość z nich znikała w ogniu kominka dzieląc swój agonalny skowyt z wściekłym rżeniem matki, ale to już nie było ważne. Ważne były śliczne rzeczy i to, że dla kogoś ona też była. Śliczna.
Lubiła wodę zawsze, była czysta. Krystaliczna. Mimo to gdzieś w głowie przebijał jej się obraz wielkiej szklanej tuby i barokowej nasączonej ciężkiej sukni w jakichś pstrych kolorach, obraz przetkany bólem i znów świerzbiły ja palce, swędziały te tajemnicze rzędy kropeczek wokół ust i dłoni. Ktoś ją zepsuł, ktoś ją uszkodził, ktoś naruszył nieskazitelną gładkość jej białej zadbanej skóry. Papa będzie taki smutny, Ama była taka smutna, nie była już sobą, nie była prześliczna. Była uszkodzona. Wadliwa. Pospolita.
Leżąc w wodzie nigdy nikomu nie pokażesz, że płaczesz. I tak masz mokrą twarz. Dryfowała więc, nucąc swoją melodię gdzieś pomiędzy jedna perłową kroplą a drugą, do momentu kiedy postanawiasz Orfeuszu ujawnić swoją cudowną obecność. Kaszel masz niezdrowy, widać, coś bardzo nieprzyjemnego cię musiało w nim zadrapać, a Ama odwraca się w wodzie zbyt gwałtownie i sama zaczyna kaszleć, zachłysnąwszy się wodą. Jednak zaraz jej się twarz rozpogadza. Przez chwilę tylko duet waszych gwałtownych wdechów i wydechów rozbija się po sklepieniu łaźni jak rechot dwóch kumaków nad rzeką, coraz ciszej, mniej wyraźnie, a może to ona już gorzej słyszy.
- Orfeuszu... - Gdy w końcu jest w stanie z siebie coś wydusić łapiąc równowagę w wodzie, szepcze twoje imię z niemal nabożeństwem. Tak zawsze cię ubóstwiała. tak bardzo, tak głęboko, w taki sposób pierwotny jak nikogo nigdy wcześniej i było to tak oczywiste uczucie, czyste i niewinne jak nikogo zapewne później. - Orfeuszu! - mówi, przebiera rękoma i stopami prędko, gubi w wodzie jeden z pantofelków, który smętnie wirując opada na dno, dopływa do krawędzi basenu i nieporadnie, w nasiąkniętych ubraniach próbuje wytoczyć się na brzeg. Jak kaleka syrenka, ranna brzeginia, przypomina jej to ten straszny niszcząco-łamiący ból, więc wyrywa się tej wodzie jeszcze gorliwiej, znów płacząc, szlochając jakby ktoś ją brutalnie ranił, jak gdyby ta woda była kwasem. Gdzieś jej uciekła normalność myślenia, stała się odrobinę obłąkana, coś się wydarzyło, Orfeuszu, tylko nie wiesz przecież co. Wypada na brzeg jak wyrzucona przez morze martwa, biała rybka i kuli się ciasno w kuleczkę, zasłaniając dłońmi głowę, przykrywając palcami twarz. Nie patrz na mnie, Orfeuszu, to nie ja, to nie ja, nie ja. Zerka tylko, czy kaszel ci przeszedł, czy już dobrze ci, czy oddychać możesz, bo się martwi o ciebie. Jesteś taki najmilszy, najpiękniejszy, nie kaszl już, nie duś się, czy to przez nią? Ona tak zrobiła? Kuli się jeszcze bardziej.
- To taki niedobry dzień... Przepraszam. - Smutna rybka z pustym szklanym okiem błyskającym spomiędzy palców.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Heimaey, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Czw Kwi 02, 2015 9:09 pm

Bezskutecznie próbujesz schować się miedzy okruszkami wody unoszącymi się w powietrzu. Tak bardzo się wstydzisz tego, co zrobiłeś. Słyszysz, jak cząsteczki zderzają się ze sobą, trą o siebie z zaskakującą złością, jakby chciały się wzajemnie wyeliminować. Dużo byś dał, by rozpaść się teraz na atomy i stać się pożywką dla tych niewidocznych mścicieli. By odpokutować swoje winy; by nie patrzeć na to szarpane cierpieniem i smutkiem ciało. Ale dlaczego miałbyś tego nie robić, Orfeusu? Nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe; że uciekanie od przykrych widoków sprawi, iż będzie prościej poradzić sobie ze światem. Patrz, bo to jest twoja pokuta; patrz, bo nie wiesz jak pomóc komuś, na kim ci zależy. Kajaj się przed bogami, przed gronem profesorskim, przed uczniami. Przed Amalą. Niech dotrze do ciebie, jak bardzo jesteś nieporadny, jaka niemoc cię dopada, kiedy życie zagania cię w ślepy zaułek. Nawet nie jesteś w stanie podać jej ręki, podciągnąć, by już nie nabierała w siebie wody; by nie była jedynie śliczną gąbeczką, która w ułomnym tańcu, w podrygach nadziei na sięgnięcie ku ukojeniu, jakim jest wyciskająca ją z nadmiaru wchłoniętej wilgoci dłoń, opadła na dno. Patrzysz, jakbyś był kolejnym z niemych, boskich posągów, choć tak daleko ci do zagłębienia się w strefę sacrum. Z każdym dniem oddalasz się od niej coraz bardziej, już nawet nie próbując zatrzymać się podczas tego spadania.
Oddech uspokaja ci się dopiero, kiedy Ama cała wynurza się z błękitnej toni. Strużki wody kaskadami spływają na posadzkę, by dziesiątkami drobnych ścieżynek umykać do basenu. Ten widok sprawia, że jej słowa docierają do ciebie jakby zza mgły. A może to tylko parująca woda skrapla ci się na zwojach mózgowych, dość skutecznie odcinając dopływ czynników zewnętrznych.
- Nie. Nie masz za co przepraszać. – Nie wiesz, co powiedzieć. Nigdy nie wiedziałeś, jak zachować się przy płaczących dziewczynkach. Czy chcą, by je przytulić? Albo zostawić w spokoju? Może płaczą przez ciebie? Może Ama jednak ma powód, by cię przeprosić? A może nie przeprasza ciebie?
Z trudem przełykasz ślinę, jakby była wielką grudą, niczym syzyfowy głaz, który zaraz utknie ci w przełyku, dusząc bardziej – bo w końcu ostatecznie – niż drapanie w gardle. Przysuwasz się bliżej, czubkiem nosa prawie dotykasz jej mokrych od wody i łez dłoni, zaglądasz przez szczeliny między palcami. A kuku, tu cię mam. Usta drgnęły ci w uśmiechu, szerszym niż zazwyczaj. Daleko wam jednak do zabawy w dziecięce gry. Zbyt długo ukryte w cieniu rąk oczy, chowanie się w sobie, bardziej i bardziej, może odrobinę w nadziei, że własne ciało ją pochłonie, unoszące się spazmatycznie ramiona. Zdejmujesz z siebie sweter, narzucając go na barki Amali. Głupio zrobiłeś, wiesz? Teraz nie tylko jej sukienka jest mokra, ale i ta szmatka, co miała ją ogrzać, powoli nasiąka wodą. Jesteś taki nielogiczny, klęcząc przed swoją koleżanką i nawet nie próbując zgadnąć, co mogło się stać. Jakby jakakolwiek rozmowa wcale nie była tu potrzebna.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Sro Kwi 08, 2015 5:03 pm

Jak zmokła bura myszka, jak kot, który nie w czas umknął z podwórza przed deszczem, białe włosy kiedy mokre, maja jakiś taki szary kolor, nie lśnią tylko zwisają cieniem jak strączki, jak sznurki, jak podłogowy mop. Zaciska powieki mocno, gdy próbujesz do niej zajrzeć, bo martwi się, że jeśli zajrzysz zbyt głęboko to może to zobaczysz. Och, jak bardzo by tego nie chciała, jeśli to zobaczysz, to również zobaczy ciebie. Nie daj, Sif, aby przyszło do twojej głowy, by rozsiadło się tak wygodnie w tobie jak w niej. Och, Orfeuszu, nie patrz na nią taką, bo zaraz oczy sobie wydrapie, bylebyś ich nie oglądał. Gdy twój miękki sweter opada na jej ramiona, Ama nieruchomieje na chwilkę. Co to, dlaczego, ktoś jest dla niej miły, jesteś troskliwy jak Armand, a jesteś Orfeuszem. Uśmiecha się leciutko, odejmując od twarzy dłonie i mruga na ciebie z wdzięcznością na jasnej twarzy. Nieważne, że sweter ci zmoknie, tak bardzo docenia twój gest, wyciąga w twoją stronę ramiona i rzuca ci się na szyję.
To może obcy gest, zazwyczaj obchodziliście się ze sobą z pełnym szacunkiem i ostrożnością, jak przy popijaniu herbaty z najpiękniejszych, najdelikatniejszych filiżanek z porcelany. Zawsze dotykała cię z gracją, czułością i nieśmiałym zachwytem.
Zaciskając ramiona wokół twojej szyi, przez chwilę czuje się sama porażona swoją śmiałością, ale tak prędko jak jej twarz znajduje swoje miejsce w załamaniu między twoją szyją a ramieniem, tak szybko umykają jej wszelkie wątpliwości. I klęczy tak, chowając głowę w ramionach, chowając twarz w ciebie, jakby mogła się tak cała wczołgać nie tylko pod twój sweter, ale i koszulkę, wśliznąć ci się pod skórę, schować między włosami twoimi pięknymi, za uszami się umościć i nie musieć nigdzie wychodzić już nigdy. Kochała cię tak, jak się kocha szczerze promienie słońca po wyjściu ze szkolnych lochów, z taką miłością jak pierwsze wiosenne kwiatki na błoniach, jak łyk lemoniady w upalny dzień. Była teraz najbardziej spragniona, w najciemniejszym lochu swojej głowy, otoczona zimą, która zdawała się nie mieć nadchodzącego końca. Bądź tym słońcem, lemoniadą, bądź kwiatami. Przez chwilkę tylko, nie chce cię zajmować za długo, tylko na momencik. Nie wie, co ze sobą zrobić, to zimno i ciemność ciągną ją w dół, a ona nie ma siły już mrużyć i wysilać oczu, chcąc zobaczyć światełko nad sobą.
- Mam taką obawę, Orfeuszu, że mnie zepsuł - mamrocze cicho w twoją koszulę zniekształcającą jej słowa. - Zepsuł mnie i zniknął, nie wiem czy tak jest, tak czuję w brzuchu, bardzo źle mi jest. Nie jestem sobą, Orfeuszu, to nie ja - wyrzuca z siebie słowa szybko, jakby paliły ją w usta, tuląc się do ciebie na tyle, na ile pozwalają jej wątłe siły.
- Dobrze, że jesteś...
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Heimaey, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Wto Kwi 14, 2015 7:23 pm

Nie. Niedobrze. Wcale nie jest dobrze, że jesteś. Nie chcesz tego słuchać. Nie chcesz wiedzieć, że ktoś zepsuł Amalę. Przecież Amali się nie psuje. Jest laleczką, ale taką do ciągłego podziwiania, do zachwycania się nią, do porównywania całego świata z jej pięknem, a nie do rzucenia w kąt kiedy… Znudzi się? Amalą nie można się znudzić. Ty tego byś nie potrafił, ciągle odnajdujesz w niej coś, co chociaż na chwilę zapiera ci dech w piersiach; co sprawia, że chcesz mieć to zamknięte w swoich talizmanach. By nigdy nie uciekło ci z pamięci, by nawet kiedy Ama będzie gdzieś daleko, kiedy drogi wam się rozejdą, mieć kawałek jej przy sobie, jak monetę na szczęście albo fotografię z podróży swoich marzeń.
Próbujesz uspokoić ją jak małego, przestraszonego kotka, mruczysz w jasne włosy niewyraźne, niezrozumiałe nawet dla ciebie słowa, byle tylko mówić, byle wlewać w nią swój kojący głos. Cicho, cichutko, nikt cię nie zepsuł, tutaj przy nim jesteś cała, jesteś taka, jaką cię zawsze pamiętał, jaką widzi cię na co dzień, może tylko trochę smutniejszą, wątlejszą jakby uleciały z ciebie dotychczas mocno trzymające cię w garści siły, jakby wstążeczki, na których się trzymałaś, opadły na dno basenu razem z pantofelkiem. To dlatego nie potrafiłaś wydostać się z wody? Dlatego teraz szukasz oparcia w czymkolwiek? Nie bój się. Tutaj, w tej chwili, w tym konkretnym czasie jesteś bezpieczna, jesteś tylko dla siebie, trochę dla Orfeusa, spójrz na niego, trzyma cię mocno, nie pozwoli ci uciec, nie pozwoli zabrać cię nikomu. Dwa białe aniołki, dwa płatki śniegu topniejące na rozgrzanych węglach, razem i osobno, tak podobni i różni.
- Kto zniknął? Kto cię zostawił, Ama? Kto sprawił… – urywasz, nie bardzo wiedząc jak dobrać słowa, by brzmiały w porządku. Aby nie oskarżały, by nie płoszyły, by były jak wyciągnięta ręka, której wcześniej jej poskąpiłeś. Teraz w umiejętny sposób musisz odpokutować swój błąd, pomimo że brak ci doświadczenia i czujesz się niepewnie. Dopóki nie wejdziesz na zamarznięte jezioro, nie będziesz wiedział, czy jego skuta lodem powierzchnia zdoła cię utrzymać. Zamknij oczy i idź do przodu, swoim tempem, trzymając za rękę Amalę i nie dając jej odczuć, że sam się boisz. Milczysz tylko przez krótką chwilę, jakbyś potrzebował przerwy na trochę dłuższe mrugnięcie. – Kto sprawił, że czujesz się zepsuta? Co ci zrobił? Wciąż jesteś śliczna. – Ciągle jej to powtarzasz. To twoje „dzień dobry” i „do widzenia” podczas waszych rozmów. Jak „cześć” wymieniane w pospiechu na zatłoczonym korytarzu.
Wstajesz, ciągnąć ją za sobą. Jest taka lekutka, nawet nasiąknięta wodą. Dopiero teraz czujesz, że coś się w niej zmieniło. Jakby ktoś, naprawiając ją, wyciągnął zepsute części i zapomniał umieścić nowe. Mrozi cię ta myśl. Tak samo, gdy pomyślałeś, że Ama nie jest Amą, a jedną z wodnych nimf zwodzących cię, by się pożywić. To głupstwo. Odchodzisz z nią od krawędzi basenu do zagłębień w ścianach. Jak kamienne gniazdka, malutkie i ciepłe.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Ivalo, Dania
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Kwi 20, 2015 2:59 pm

- Nie wiem - mamrocze bezładnie. - Nie jestem już tego taka pewna... - Twój łagodny pomruk działa na nią jak balsam na poparzoną skórę. Przed chwila myślała tylko o tym, że ta woda mogłaby się zamknąć nad jej głową z niemym pluskiem i nie wypuścić jej już nigdy. Choć teraz mogła powiedzieć to samo o twoich ramionach, to jednak wydźwięk tego życzenia byłby już zupełnie inny. Pomiędzy twoje niewyraźne słowa wplotła jakąś swoją melodię, nucąc ją ledwo słyszalnie pod nosem. Miała w tym takie wielkie doświadczenie. matka nierzadko wpadała w szał, rzucając w dziecinną Amalę przekleństwami i słowami, które w swoim brutalnym okrucieństwie nic dla dziecka znaczyć nie mogły. Ton jej głosu był jednak zawsze taki straszny, że nie chciała nawet rozumieć. Nauczyła się nucić, śpiewać sobie tak, by te okropne słowa zmieniały się w karykaturalną, choć co prawda śmieszną, ale kojącą piosenkę. Taka popsuta w głowie, a jednak wciąż, nieudolnie próbująca sklejać swój świat w swój własny, chaotyczny sposób. Czy teraz, kiedy znów ktoś zachwiał jej filarami, mogła prosić cię o więcej niż to ciężkie do zniesienia towarzystwo? Pozwoliła się poprowadzić spokojnie do jednej z tych niecek, skuliła się, opierając głowę o twoje kolana.
- Jesteś dla mnie taki ważny... - wyszeptała, nawijając mokre włosy na palce. Twój sweter był już cały mokry, jak cała mokra ona, jak mokre pukle, sukienka, jak mokre rajstopy. Wpatrzyła się w swój samotny bucik, który pomarszczył się szpetnie od wilgoci i uniosła ramiona, chowając się w nich trochę. Cicho, jak przez mgłę przebijał się w niej głos dawnej siebie, karcący ją za to, jak wygląda i kim się stała. Jak mogła tak się przed tobą pokazać? Łzy napłynęły jej ponownie do oczu, a jadowity głos w głowie syczał o tym, jak bardzo Arthur ją zepsuł. Zniszczył jej wszystko czym była, połaskotał w głowę tak mocno, że poprzewracał wszystko to co znała i było bezpieczne. Nie umiała już nawet być śliczna.
- Zostań tu na zawsze - dodała. Bez ciebie umrze, jesteś jej ostatnim bladolicym rycerzem, a bez ciebie i tak nie było królestwa. Jesteś jej królestwem, nawet jeśli o tym nie wiesz. Nie pozwolisz zabrać jej nikomu, prawda? Przyszłość taka niepewna nadchodzi, Orfeuszu. Żadne z Was nawet się tego nie spodziewa, nie może tego przewidzieć, wszystko się zmieni, coś się zacznie, coś skończy, życie zabrane za życie oddane.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Heimaey, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Wto Kwi 21, 2015 3:18 pm

Słowa Amali sprawiają ci niemal fizyczny ból. Oblewają cię jak słodko-gorzki syrop, smaczny jedynie do pewnego momentu. Jej ton głosu, obronna postawa, zimne dłonie i oczy lśniące jak dwa smutne paciorki. Wszystko jest nie takie, jakie być powinno. Zepsute, podpowiadają ci myśli. Zepsute, bo Amala jest zepsuta. Ktoś ją popsuł, wyrzucił jak szmacianą laleczkę, brudną i podartą. Najbardziej boli cię ten smutek, z którego posklejana jest ta Ama znajdująca się przed tobą. Wiesz, że nie jest sobą. To nie ona. To jej idealnie nieidealna imitacja. Jej zapewnienia wykuły w twojej głowie szpetną ścieżkę i tylko nią jesteś w stanie się kierować, tylko ona jest na tyle wyraźna, by móc nią iść, jednocześnie ogrodzona z obu stron wielkim murem, nie pozwalając zboczyć z raz obranego kursu. To nie ona. Nie ona. Ciągle jednak wygląda jak Amala; czujesz, że pod tą skorupką cierpienia i żalu, spomiędzy pasm goryczy spoglądają na ciebie dobrze znane ci oczy, w których nie ma ani odrobiny tego nowego, tak bardzo nieznanego ci bytu.
- Zostanę, obiecuję. – Tutaj, dokładnie w tym miejscu. W tej małej, chroniącej waszą dwójkę od całego złego świata wnęce, przy kojącym migotaniu wody. Nie ruszysz się stąd, dopóki nie zrobi tego ona. Zostaniesz jej cieniem, nie pozwolisz, by ktoś jeszcze kiedykolwiek spróbował ją popsuć, gdy tobie uda się ją chociaż troszkę, ociupinkę naprawić. Wierzysz, że ci się uda. Nie ma przecież rzeczy niemożliwych, nie w tym miejscu, nie dla was. Przede wszystkim – nie dla ciebie. Mama mówiła ci nie raz, że ograniczony jesteś jedynie swoimi możliwościami, a te masz ogromne, z każdym dniem jedynie się poszerzają, nie dajesz im się kurczyć. Dołożysz wszelkich starań, aby ponownie poczuła się sobą; żeby mogła być bezpieczna nie tylko tutaj, ale wszędzie. W swojej głowie, w samotności, na drugim końcu świata, w otoczeniu ludzi nieznanych. – Zostanę jak długo będziesz chciała. Nie zostawię cię. – Słodki jest smak twoich obietnic, jak miód zalepiający każdą widoczną niedoskonałość. Gdybyś tylko wiedział, że wlewasz w głowę Amali jedynie truciznę; gdybyś tylko wiedział, jak wielką krzywdę już niedługo zrobisz jej tymi obietnicami bez pokrycia, nigdy nie pozwoliłbyś ich sobie wypowiedzieć. Nie pozwoliłbyś, by kiedykolwiek pojawiły się w twoich myślach chętne do drażnienia twojego języka. Cały czas chcesz tylko dobrze, dlatego tulisz ją do siebie, ogrzewając swoim ciałem. Wchłaniasz tę wilgoć, każdą samotną łzę, która jeszcze krąży w kącikach oczu i wciąż nie daje spokoju. Zostaniesz tu, zabandażujesz niewidzialne, powierzchowne rany sobą, potem zajmiesz się tym, co widoczne, co rozrywa amalową duszę i ciałko od wewnątrz.

Orfeus i Ama z tematu
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 6:00 pm

No dobrze. Może w ten sposób się uda?
Stoję przy samym brzegu basenu, z ręką wyciągniętą przed siebie. I nie robię nic, tylko oddycham głęboko i z pewnym lękiem. Czemu tak się stresuję? To najbardziej naturalna dla mnie magia, to powinno okazać się łatwiejsze niż rzucanie zaklęć wymyślonych przez człowieka. Jest za to jedno ale. Od rytuału Schrodingera minęło już trochę czasu, wystarczająco dużo, by coś zaczęło zmierzać ku lepszemu, jeśli ta historia faktycznie ma mieć szczęśliwy finał. Jeśli magia ma do mnie wrócić, nadszedł już chyba czas na pierwsze sygnały. Więc jeśli teraz nic się nie stanie...
No dobrze, panie słoneczko, czas się wziąć do pracy. Tylko że. Umm. Jak to się robi?
Nie chodzi o to, że wcześniej nigdy tego nie robiłem. Po prostu to było tak naturalne, że w razie potrzeby po prostu wiedziałem, jakie gesty wykonać, a teraz, kiedy czuję się tak pusty w środku... po prostu nie mam pojęcia, co zrobić. Wykonuję prosty ruch nadgarstkiem, ale to nic nie zmienia. No dobra. Powoli rozciągam rękę nad basenem, to głupie, nie zadziała. Co jeszcze? Yuma, ty kretynie. Nie masz już tego, nie masz już daru. Nie należysz do Anishinaabe, teraz już oficjalnie nic cię z nimi nie łączy, co? To takie dziwne, nagle chce mi się wyć ze wściekłości, ze wściekłości do wszystkich, ze mną samym włącznie. Szukam pod swetrem amuletu, nosiłem go całe życie, ale teraz wydaje mi się zupełnie bezwartościowy. Przed czym niby mnie ochroniłeś? Biorę głęboki zamach i ciskam go w środek basenu, proszę bardzo, Gitchie Manito, nie jestem już twoim dzieckiem, zadowolony? Umowa zerwana!
Zrobiła go moja mama.
...
Jestem takim kretynem. Jak ja siebie nienawidzę.
Nie szukam go nawet. Mógłbym znaleźć go w ciągu dziesięciu sekund, ale przecież nie o to chodzi. Siadam po turecku przy brzegu basenu, zanurzam dłoń w chłodnej wodzie. Zostań tam. Może mama nie była wcale szczęśliwa z myślą, że go noszę, nie po tym, co zrobiłem.
Co ja zrobiłem.
Uderzam pięściami w powierzchnię wody, jestem tak wściekły.
Och szlag.
Upadam z zaskoczenia na plecy i cofam się błyskawicznie, z szeroko otwartymi oczami patrząc przed siebie. Całkiem mnie zmoczyło, ale nic dziwnego, skoro ścianę wody wyrzuciło niemal na metr do góry.
...ja to zrobiłem?
Hej, ja to zrobiłem.
...dlaczego wcale się nie cieszę?
- Nigashkitoon - próbuję to przekazać samemu sobie, bo chyba nie dotarło do mnie, co się stało. Cóż, najwyraźniej dalej nie rozumiem. Zero radości. Podkulam kolana pod siebie i obejmuję je ramionami, dalej patrząc na znów spokojną wodę.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 6:36 pm

Mój chłopak nie spędza ze mną czasu. Spędza go z moją siostrą. Nie widziałem się z Yumą dokładnie od tygodnia, a on zdaje się nie zwrócił na to uwagi. Szczerze mówiąc - ochłonąłem. Cały mój zapał podupadł, a raczej został zastąpiony przez inny. Bo tak się ze mną nie postępuje, kochanie. Nie wiem, co sobie myślicie, nie wiem, dlaczego w ten sposób działacie, być może nieświadomi jesteście konsekwencji, nie szkodzi, one i tak was nie ominą. Nie zostawia się mnie tak po tym wszystkim. Przez twoją nieobecność Yumo, zrozumiałem, że wszystko było złudzeniem i źle zinterpretowałem moje i twoje gesty. Nie przeszkadzałoby mi to jakoś wybitnie, przecież nie zdążyliśmy się ze sobą oswoić, ale w takiej sytuacji, sam zrozumiesz, że muszę interweniować.
Uwodziłeś mnie za nos (swoją drogą, jakie adekwatne stwierdzenie) a potem zapomniałeś. Dobrze zatem. Teraz sobie przypomnisz.
- Hej, kochanie. - Starając się nie poślizgnąć na posadzce idę w twoją stronę i kucam obok. Zle się czujesz? Coś nie w porządku? Z twoją magią? Cóż. Prawie mi przykro, że muszę cię jeszcze trochę bardziej zrujnować.
- Stało się coś? - Mnie możesz powiedzieć. Co ci tylko leży na sercu, choć o części już wiem. Nie jestem Claudią, ale potrafię zrobić swój research. Szczeólnie, jeśli mi zależy. Sidzimy sobie tak, prawie, jak na wakacjach, nie uważasz? Prostuję nogi przed sobą, jedną ręką się podpieram, drugą cię obejmuję, tak, dla przypomnienia, jeszcze chwila a byłbym zapomniał, że nie jesteś taki wątły, jak mi się wydaje. Może dlatego, że kiedy cię nie ma wydajesz się być powietrzem.
- Chciałem cię zapytać… Ostatnio dużo widujesz się z Claudią. Czy wszystko z nią w porządku? Zawsze o wszystkim mi mówiła, martwię się. A teraz, nie wiem, kiedy spędza czas z tobą, nie mówi mi nic…- Zatrzymuję się na chwilę spoglądając na wodę. Och, cierpię bardzo, nie myśl sobie, że nie. Oczywiście, że wolałbym być na bieżąco z rozwojem waszej relacji. Może gdybym od początku wiedział, byłbym spokojniejszy. I mniej zdradzony.
-... Widocznie uznała, że nie warto o tym mówić. No nic. Opowiedz mi co u ciebie. - Ziarenko zasiane. Odwracam się do ciebie z serdecznym uśmiechem i całuję cię w skroń. Pocałunek Judasza. Proszę, Yumo, opowiedz mi. Co u was.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 7:09 pm

Hm? Odwracam głowę i uśmiecham się słabo na twój widok, cześć, Carlo. Uświadamiam sobie, że sporo czasu minęło, odkąd ostatni raz się spotkaliśmy tak naprawdę, pomijając krótkie pogawędki na korytarzu czy wspólne śniadania z Claudią. No cóż. Byłem trochę zajęty. Coś jest chyba ze mną nie tak, skoro więcej czasu spędzałem z kretynami od Loli Okeke, zamiast z kimś, czyje towarzystwo cenię nieskończenie bardziej. Popatrz, a ty nie wyglądasz wcale na złego. Biedny Carlo, jakoś ci tę twoją cierpliwość wynagrodzę.
Kiwam tylko głową na powitanie, hej, Charlie. Nie, nic się nie stało, wszystko jest w najlepszym porządku. Oprócz tego, że właśnie wyrzuciłem jedyną pamiątkę po mojej zmarłej matce. Powiedz mi, Carlo, kto tak robi? Zasłużyłem na wszystko co najgorsze, naprawdę. Ale patrz, mam przynajmniej ciebie, zawsze to jakiś pozytyw, prawda? Przymykam powieki i trochę instynktownie kładę głowę na twoim ramieniu, ale to jedyny akt czułości, na który mogę się zdobyć. Wiesz, zawsze zjawiałeś się w trochę dziwnych momentach, jednak teraz przyszedłeś w porę.
Claudia? Czemu mnie o nią pytasz? Czuję, jak sztywnieje mi kark, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego nagle zrobiłem się taki nerwowy. Pomimo dość osobliwego początku naszej znajomości, dobrze dogaduję się z Claudią, nie możesz powiedzieć, że źle ją traktuję, wiesz, staram się jej nie urazić.
- ...och - kwituję wypowiedź Carla po krótkiej chwili milczenia. Nie warto o tym rozmawiać. No tak, w końcu nie robimy nic, co mogłoby ją zająć na dobre. Karmimy kury i rozmawiamy o książkach. Nudzę cię, Claudio? Może dlatego nie rozmawiasz z Carlem, w końcu co byś mu powiedziała, "wiesz, twój chłopak to wkurwiająca mątwa, znowu się do mnie przyczepił"? Mogłaś mi powiedzieć, nie potrzebuję znajomych z litości. - U mnie chyba nic, o czym warto rozmawiać. - Wzruszam ramionami, w końcu niemal cały tydzień spędziłem z Claudią. - Chociaż. Nastąpiło załamanie funkcji falowej rytuału Schrodingera. - Dociera do mnie, że nie wiesz, o czym mówię. - Mam magię - precyzuję. Bardzo niewiele magii, ale wciąż we mnie jest.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 8:36 pm

Dlaczego tak zesztywniałeś mój drogi? Czy zrobiłem coś nie tak? Coś nie tak powiedziałem? Zdenerwowałeś się? Czyli masz powód? Nie, chyba nie masz. Gdybyś miał, na pewno byś mi o tym powiedział, a w tym wypadku nie ma o czym mówić. Nie musisz się przy mnie stresować, przecież już zdążyłeś zauważyć, że jestem cierpliwy, wiesz, możesz zawsze do mnie przyjść i wyspowiadać się, jeśli tylko znajdziesz chwilę czasu. A mam niejasne wrażenie, że teraz go znajdziesz więcej. Cóż. Daję ci siebie jeszcze na kilka dni. Potem zmieniamy status związku. Poczekam, jeszcze trochę. Aż będziesz czuł się gorzej.
- Zawsze ją miałeś. - Uśmiecham się, puszczając do ciebie oczko. To oczywiście żart, chciałem cię tylko trochę skomplementować. Zasługujesz na to przecież.
- Ale to fantastycznie, wszystko się układa. - Prawda Yumo? Jak wszystko ładnie się układa. Ty się układasz. Ja się układam, nocami, w wannie. Układy wszędzie. Moje ze sobą. Twoje z magią. Claudii z tobą. Zyć, nie umierać, wszystko zostaje w rodzinie. Wiesz, całkiem niedawno wiele bym dał, a tak mi się przynajmniej wydawało, by być obok w takim momencie. Jest coś szalenie fascynującego w utracie magii, ale jej odzyskiwanie to już całkiem ciekawostka. Co się robi w takim momencie? Co ty robisz? Nie wiem, bo mnie przy tym nie ma. Medytujesz? Cwiczysz podstawowe zaklęcia? Rozkładasz je na małe cząsteczki łykając później jak witaminy? Czy ona ci w tym pomaga? W końcu jest taka poukładana, królowa indukcji.
Ja tego nie rozumiem. Nigdy tego nie zrozumiem, co? Nie wiem przecież o tobie nic.
Zatapiam ci dłoń we włosach, są takie miękkie, niesamowite, ludzkie włosy nie są aż tak przyjemne. Całuję cię w usta, intensywnie, całuj mnie Yumo, choć tym mi spraw przyjemność. Daj mi jakiś powód, dla którego mógłbym chociaż w małym stopniu żałować rzucenia ciebie. Albo przypomnij mi, dlaczego się w ogóle na to wszystko zdecydowałem. Wszystko to, co w tobie było zamroczyło mnie na chwilę, bo widzisz, nigdy nie byłem zwolennikiem związków. A już na pewno nie takich. Otwartych, dobrze. Ale nigdy nie sądziłem, że będę umawiał się z kimś, kogo tak pragnąłem, a kto uczyni przestrzeń między nami tak anemiczną. Brakuje mi tej dziennej porcji pasji, która mogłaby się wylewać na skutek bieżących wydarzeń. A na brak dram nie mogliśmy ostatnio narzekać. Yumo, wciąż mi się tak podobasz. Ale jednak. Nie daję nam szans.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 10:24 pm

Może nie miałem racji co do Claudii, cóż, to chyba nie powinno mieć dużego znaczenia? Mam własnego Colettiego, wiesz, Carlo, nie jesteś może mistrzem indukcji, ale i tak cię lubię. Trochę.
- Chcesz czegoś, Coletti? To podejrzane, gdy tak się przymilasz - żartuję, nie, żeby to aż tak mi przeszkadzało. Komplementy to miła odmiana, chociaż wiesz, chyba nie do końca w nie wierzę. Nie dlatego, że nie ufam w twoje intencje, zazwyczaj od razu włącza mi się system obronny, gdy ktoś mnie chwali. Zapytaj Lolę Okeke, umarłbyś ze śmiechu, gdybyś wiedział, jakie żenujące przedstawienie przed nią odstawiłem. Wiesz, trochę mi zajęło zorientowanie się, że Lola jest na poziomie organicznym niezdolna do cynizmu czy chociażby zbliżenia się do granicy bycia nieuprzejmym. To sprawia, że jej komplementy są również niewiarygodne, choć z trochę innego powodu.
Ech, Carlo, ty psie. Niezbyt mam na to teraz ochotę, ale nie mogę tak cię zaniedbywać, bo jeszcze uznasz, że nie mam ochoty na ciebie, co jest oczywistą nieprawdą.
Wiesz, Reg nie przepadał za pocałunkami w ogóle. Pod tym względem był dużo bardziej konkretny od ciebie, ale poza tym plusujesz we wszystkich dziedzinach. Carlo, powiedz mi, jak ja w ogóle mogłem być z takim kretynem?
Odwzajemniam pocałunek, może nie z taką pasją jak ty, ale musisz mi wybaczyć, jestem dzisiaj naprawdę w słabej formie. Nie odrywając od ciebie ust na sekundę, opieram dłonie na twoich plecach i powoli, z twoim wsparciem, kładę się na marmurowej posadzce, ciągnąc ciebie za sobą. Hej, Carlo. Przerywam pocałunek tylko po to, by na ciebie popatrzeć. Nie żartuj sobie ze mnie, ale kiedy tak leżę, nie widząc nikogo poza tobą, obwarowany od świata twoimi ramionami, czuję się bezpieczny. I spokojny.
Nawet jeśli mój amulet porzucony na dnie basenu dalej strasznie mi ciąży na sercu, ale Carlo, po co ci o tym mówić? Nie zrozumiałbyś tego. Pewnie nie widziałbyś problemu, przecież w każdej chwili mogę go wydobyć, jednak właśnie o to chodzi, Carlo, że nie mogę.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 11:17 pm

Dostałam list! Dostałam taki list! Oboże, nie mogę usiedzieć na miejscu. Co ja. Mam robić. Teraz. Halo. Halo nikt mnie nie ostrzegł, czy jest gdzieś jakiś podręcznik, wyjaśniający jak powinnam postąpić w takiej sytuacji? Ja nie wiem. Skaczę na tyłku, na krześle i nie wiem co robić. Sprawa wygląda tak. Sandi napisała mi, że Klara, która mieszka przy Passy powiedziała jej, że kuzynka Klary Danielle, ta z Vaugirard ma męża Jaque, z którym się rozwodzi, bo Jaque spotyka się z Nicolasem, z Menilmontant, którego brat Nino pracuje jako kierowca limuzyny i głównie wozi taką Mirelle (nie jest z Paryża), która jest aspirującą aktorką, a Mirelle jest przyjaciółką Polaka Adama, który jest ojcem Anity, która jest asystentką Bruno, który jest z Hotel-de-Ville, który jest menagerem Aureliana z Louvre, który jest gwiazdą filmów dla dorosłych. No. I ten Aurelian ostatnio robił imprezę przy basenie i Sandi napisała mi, że Klara powiedziała jej, że Danielle powiedziała, że Jaque jej przekazał, że Nicolas mówił, że Nino ostatnio zawoził Mirelle z Adamem i Anitą do domu Aureliana, a tam on przedstawił wszystkim swoją nową narzeczoną w czerwonym kapeluszu. I zgadnijcie co. Moja mama zaręczyła się z gwiazdą porno. Muszę natychmiast, NATYCHMIAST przekazać te wieści Yumie. No bo naprawdę, co jej strzeliło do głowy, żeby nosić czerwone nakrycie głowy, przy jej ognistych włosach, musi wyglądać okropnie. Chociaż moja mama zawsze wyglądała pięknie.
Na wrotkach będzie szybciej. Wkładam je więc i z listem w ręku pruję do niebieskich, ale słyszę, że tam Yumy nie ma, mon dieu, faktycznie, przecież pytałam się go rano co będzie porabiał. Dobra, to na dół. Po schodach tylko wolniej mi idzie mając na nogach kółka, normalnie bym zbiegła, a tak to się przewracam i ocieram sobie łokieć, dopóki nie wpadnę na pomysł, by wszystkie poziomy pokonać zjeżdżając po poręczy. Jadę, jadę, jadę, ooo whoooa, zajechałam za daleko, robię pętlę i otwieram drzwi łaźni, wjeżdżając z impetem, jestem jak superszybka Klermina. Unoszę ręce w górę, w jednej faluje jak flaga pergamin.
- Yuma dostałam liiiiiiaaaaaaa….!! - Zawracam natychmiast krzycząc i czym prędzej uciekam w stronę drzwi. Boże. Co ja zobaczyłam! Co ja zrobiłam! Wjechałam im tak tam po prostu a Carlo e o boże e on leżał na Yumie i e całowali się e, o matko, płoną mi policzki, dojeżdżam do przeciwległej ściany i zatrzymuję się przy niej, opierając plecami i dysząc ciężko, trochę z nerwów, trochę z wysiłku. Naprawdę szybko tu jechałam. O matko. Przepraszam! Przepraszam, boże. Y. Y. Y. Y.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Nie Sie 23, 2015 11:56 pm

Mój słodki Yumo, jak łatwo mi się poddajesz teraz, nie stawiasz oporu, co więcej, prowadzisz mnie, może bym się zastanowił, czy cię przy sobie nie zatrzymać, ale wiesz, tylko pod warunkiem, że byś się poprawił i był cały dla mnie, dziel swój czas na innych, ale powinieneś pamiętać, że ja zasługuję na większość. Jak ja mam w takiej sytuacji cię poznać, skoro nie dajesz mi szansy? A przecież o to ci chodziło od początku, czyż nie? Abym cię poznał, a dopiero potem starał się uwodzić. I tak nam się to nie do końca udało i trochę zboczyliśmy, ale teraz nie pozwalasz mi wykonać mojego zadania wcale a wcale.
Ale tą część lubię, nawet, gdy odrywasz się ode mnie na chwilę i patrzysz i przez chwilę mam wrażenie, że wszystko jest w porządku i nawet uśmiecham się do ciebie, dopóki nie schylam się i zahaczam zębami o twoje ucho, tak je lubię. Muskam zagłębienie za nim, tuż przy końcu szczęki, całuję twoją szyję, na chwilę pozwalając sobie przyssać się do twojej gładkiej skóry. Ale nic więcej nie mogę, bo spokój łaźni zostaje naruszony i nie muszę się podnosić, żeby wiedzieć dokładnie, kto nam przerwał. Wiesz, Claudia zawsze zjawia się w odpowiednim momencie, to jej dar. Natomiast Clairemina zawsze zjawia się w najmniej odpowiednim. Spoglądam na ciebie, próbując nie parsknąć śmiechem.
- Ten dzieciak… - W zasadzie nawet nie muszę kończyć, bo przecież sam doskonale wiesz. Prostuję się, siedząc na tobie tak, jak lubię.
- Będzie stała pod drzwiami, prawda? - Upewniam się, ale zdążyłem nauczyć się jej zachowań. Mała panikara. Dopóki jej ktoś nie wygoni, albo nie zaprosi nie ruszy się z miejsca. Nie dlatego, że nie ma taktu, choć posiada go bardzo mały zasób, ale dlatego, że nie będzie w stanie. Wzdycham w końcu, nachylam się jeszcze i całuję cię na pożegnanie.
- Zobaczymy się później. - Puszczam ci oczko, wybacz, że cię z nią zostawiam, ale to ty jesteś jej opiekunem! Baw się dobrze. Wstaję i poprawiam włosy, odwracam się, idąc w kierunku wyjścia z łaźni. Miałem prawie rację. Nie stoi pod drzwiami, tylko naprzeciwko, trzymajac się kurczowo ściany.
- W porządku mała, nic się nie stało. - Mała jest prawie mojego wzrostu, a na wrotkach nawet wyższa, ale to nie ma znaczenia. Uśmiecham się do niej, spokojnie, nie masz się czego obawiać. Naprawdę, twoje wtargnięcie jest najmniejszym problemem w moim związku z Yumą.

Charlie zt
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Sie 24, 2015 12:53 am

Jak ty to robisz, Charlie? Wtedy, w łazience, mówiłeś, że dzięki mnie zaśniesz spokojnie, ale wiesz, nie mogę powiedzieć, że tylko ty korzystasz na tej relacji. Potrafisz przyjść i zaabsorbować mnie na tyle, bym zapomniał o zmartwieniach. Przez chwilę istniejesz tylko ty, wiesz, to niezły wyczyn, biorąc pod uwagę moją podzielność uwagi. Dobrze, Charlie, trochę się za tobą stęskniłem. W czasie, gdy ty zajmujesz się moim uchem, ja schodzę rękoma w dół, naprawdę uwielbiam twoje ciało. Jak dzieło sztuki.
Liiiiaaaaaaa! które dostała Clairemina okazuje się jednak ważniejsze niż moja schadzka z Carlo. Wzdycham tylko, słysząc, jak z piskiem stąd ucieka na rolkach i posyłam Carlowi przepraszający uśmiech. Wiesz, jak jest.
- Nawet nie zaczynaj. - Ech, ten dzieciak. Chciałbym wierzyć, że z tego wyrośnie, ale ona ma już piętnaście lat. Zdaje się, że to ten okres, kiedy młode osoby zaczynają interesować się z erotyką, a nie wpadać w panikę na widok odsłoniętego kawałka skóry. Zresztą, nie zdążyliśmy nawet niczego odsłonić.
Kiwam tylko głową, jasne, że będzie stała. Wiesz, to Clairemina. Zanim zdążymy się rozplątać z uścisku i do niej wyjść, jej twarz zaliczy całą gamę kolorów, od czerwonego, poprzez zielony, na białym kończąc. Chyba rozumiesz, że nie mogę pozwolić jej tam stać i przeżywać na nowo tej grozy, którą przed momentem doświadczyła? Dzięki za wyrozumiałość.
- Tak, do zobaczenia. - Oglądam się jeszcze za tobą, po czym wzdycham raz jeszcze, mimo wszystko szkoda, że tak to się skończyło. Wstaję i poprawiam sweter, jest już całkiem wilgotny, no trudno, czego mogłem się spodziewać po marmurowej posadzce przy basenie?
Basen. No tak. Samopoczucie drastycznie spada mi na sam dół, gdy przypominam sobie ostatnie wydarzenia. Wiesz co, Carlo, przyjdę do ciebie wieczorem, będę naprawdę potrzebować kogoś, kto zajmie mi myśli. Tymczasem idę do Claireminy, zatrzymuję się w progu otwartych drzwi i zerkam na nią z uniesionymi brwiami.
- Co z twoim "liiiiiiaaaaaaa"? - zagajam.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Sie 24, 2015 12:20 pm

Nie chciałam im przerywać a potem wychodzi Carlo i mówi, że nic się nie stało, a ja chyba tylko czerwienię się bardziej, ale opanowuję się trochę, gdy wychodzi do mnie Yuma i łapię głęboki oddech, odrywając się od ściany, bo wstyd wstydem, ale ja tutaj mam ważną sprawę! Podjeżdżam do Yumy i wyciągam dłoń z listem, chociaż niewiele mu to przecież da. Muszę uspokoić oddech, więc schylam się i opieram dłonie na kolanach, dając sobie chwilę wytchnienia. Dobrze. Mam nadzieję, że Yuma zrozumie powagę sytuacji i wybaczy mi to wtargnięcie. Jeszcze się przecież nacieszy Charliem, prawda?
- No. Bo chodzi o to, że Sandi napisała mi, że Klara, która mieszka przy Passy powiedziała jej, że kuzynka Klary Danielle, ta z Vaugirard ma męża Jaque, z którym się rozwodzi, bo Jaque spotyka się z Nicolasem, z Menilmontant, którego brat Nino pracuje jako kierowca limuzyny i głównie wozi taką Mirelle (nie jest z Paryża), która jest aspirującą aktorką, a Mirelle jest przyjaciółką Polaka Adama, który jest ojcem Anity, która jest asystentką Bruno, który jest z Hotel-de-Ville, który jest menagerem Aureliana z Louvre, który jest gwiazdą filmów dla dorosłych. No. I ten Aurelian ostatnio robił imprezę przy basenie i Sandi napisała mi, że Klara powiedziała jej, że Danielle powiedziała, że Jaque jej przekazał, że Nicolas mówił, że Nino ostatnio zawoził Mirelle z Adamem i Anitą do domu Aureliana, a tam on przedstawił wszystkim swoją nową narzeczoną w czerwonym kapeluszu, Andreę. - Wyrzucam z siebie prawie na jednym wydechu, wyliczając na palcach, czy aby się nie pomyliłam i nikogo nie pominęłam, ale nie, wszystko dobrze. Przyglądam ci się i dociera do mnie, że mogłeś się w pewnym momencie zgubić, więc unoszę ramiona machając energicznie rękami w powietrzu.
- Moja mama jest w Paryżu i wychodzi za mąż za aktora filmów pornograficzych duuh! - Yuma, przecież musiałam ci streścić list. Tak, to streszczenie. Tam jest o wiele więcej szczegółów.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Sie 24, 2015 1:54 pm

Aha, a więc chodziły o nowiny z tej serii, myślałem, że może w taką ekscytację wprawiła cię odpowiedź z redakcji magazynu Kociara (czekamy w końcu od prawie roku na jakąkolwiek ich reakcję, pomagałem nawet ratować twój pieczołowicie przygotowany list, gdy przypadkiem wylałaś na niego tubkę z brokatem, chociaż prawdę mówiąc uważałem i wciąż uważam to za stratę czasu). Czekaj, Clairemino, zwolnij. Kto się rozwodzi z Jaquem? Nino, czy jak mu tam? Zresztą, czy to w ogóle ważne, przejdź do sedna sprawy. Widzę, że na pointę nie zapowiada się zbyt prędko, więc tylko witam każdego kolejnego bohatera dramatu skinięciem głowy, na znak, że rozumiem, nawet jeśli naprawdę nie mam pojęcia, o co ci chodzi.
Kończysz mówić, a ja dalej kiwam powoli głową, ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękoma, udając, że się nad tym zastanawiam. Ale, hmm. Po co mi to w ogóle mówisz?
- Ach. Aaach. - No i mam swoje sedno sprawy, i tak nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Wybacz, ale twoja relacja z Andreą jest zbyt specyficzna, bym potrafił jakoś rozsądnie o tym porozmawiać. - Gratulacje - mówię w końcu, ale tylko dlatego, że jestem trochę rozkojarzony i dopiero po chwili dociera do mnie, że w ogóle się odezwałem. Potrząsam głową i wzdycham cicho. - W każdym razie miło słyszeć, że dobrze się bawi. - Coś cały czas nie daje mi spokoju. Odwracam się i patrzę ze zmrużonymi oczami na basen, brak amuletu jest fizycznie odczuwalny.
Waham się przez chwilę, czy mam prawo go zabrać? Wyrzekłem się go, prawda? Ale byłem wściekły, czy to się liczy, jeśli byłem wściekły? Szlagbytoszlagbytoszlagbyto.
Och. Orientuję się, że ciągle mam przy sobie Claireminę. Oglądam się na nią i mierzę ją roztargnionym wzrokiem.
- Zrobiłabyś coś dla mnie? Przypadkiem mi coś wpadło do wody i... na Wielkiego Ducha, Clairemino, nie! - Łapię ją za ramiona, gdy już ściąga rolki, gotowa wskoczyć do basenu. - Po prostu rzuć accio. Accio amulet, hm? Wpadł gdzieś... tam. - Z pewnym zażenowaniem wskazują ręką na środek sztucznego akwenu, z nadzieją, że Clairemina nie zapyta, jakim cudem przypadkiem zapodziałem tam amulet. I że nie zapyta też, dlaczego sam nie rzucę zaklęcia.
Do basenu wskoczyć nie mogę, wiesz, Clairemno, za jakieś czterdzieści minut powinienem zażyć skrzeloziele, gdybym teraz wszedł do wody, to bym już z niej nie wyszedł bez twojej pomocy. Bul bul.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Sie 24, 2015 6:24 pm

Czy ty mnie słuchasz? Yuma, ty mnie nie słuchasz! Jakie gratuluję! Czego ty gratulujesz! Przyciskam dłonie do twarzy i kręcę głową, Yuma, jak ty nic nie rozumiesz. Nic!
- Ale Yuma, to oznacza, że będę miała ojczyma! Który jest aktorem rozumiesz! Ale to nie takim… tylko no wiesz… - Nie słuchasz mnie. Czemu ty mnie dziś nie słuchasz. Czy to przez to, że wam przerwałam? A teraz mówię ci o takich rzeczach i OBOŻE YUMA CZY TY MYŚLISZ O ŚLUBIE? Nie, nie nie nie nie jesteście za młodzi! Nie możesz ożenić się z Charliem. To znaczy… nie, nie możesz za mąż za niego wyjść. Wy się prawie nie znacie! Poza tym…. to chyba nie jest legalne, ja nie wiem, ale mnie się wydaje, że to chyba nie do końca można tak wziąć ślub z kimś tej samej płci w Skandynawii? I… nie wiem jak we Włoszech, ale myślisz, że, no wiesz, rodzina Charliego pozwoliłaby ci być panną młodą…? No bo wiesz, oni tam chyba naciskają na przedłużenie rodu, a wiesz… ty to chyba… chyba nie możesz rodzić i...Eeeeeoboże.
Z ulgą przyjmuję zmianę tematu i trochę nawet pozwalam sobie odetchnąć i rozluźnić mięśnie twarzy. Co mam ci pomóc? Yuma mów głośniej, nie rozumiem cię. Co? Aha. Nie ma sprawy przyjacielu! : )
Wjeżdżam do łaźni i schylam się, by ściągnąć rolki, drepczę na brzeg i już prawie schylam się, kiedy łapiesz mnie za ramiona i odsuwasz tak stanowczo. O co chodzi, przecież coś ci tam wpadło i… oh.
- Ah, oui, hihi, silly me. - Jestem tak bardzo z Bindalseidet. No przecież, że accio, przecież wiem, Yuma, wiem, wiem! Już nie patrz tak na mnie! Sięgam do kieszeni po różdżkę i orientuję się, że jej nie mam.
- O nie Yuma, ale ja też swojej zapomniałam! - Załamuję ręce, uznając, że ty musiałeś swojej tutaj nie zabrać, matko jaka jestem głupia. Głupia Klermina, uderzam się otwartą dłonią w czoło. A co gdyby się coś teraz stało, na przykład zaatakował nas wodny wąż?! Ratuje mnie to, że ty też tak głupio postąpiłeś, zostawiając swoją w pokoju.
- To ja pójdę po swoją! - Zgłaszam się ochotniczo i biegnę do wyjścia, ale mam już całe mokre skarpetki, więc wracam się i siadam na posadzce, sięgając po rolki.
- Zapomniałam… - mruczę zawstydzona, wiążąc sznurowadła.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Pon Sie 24, 2015 11:26 pm

Aha, twój przyszły ojczym będzie grać w filmach dla dorosłych.
...chwila, co? Marszczę brwi, w końcu rozumiejąc, o co chodziło przez ten cały czas Claireminie, ale z drugiej strony, czy to ma aż takie znowu duże znaczenie? Nie sądzę, by ktokolwiek kiedyś powiązał jakiegokolwiek aktora porno z Claireminą Brohl, możesz mi wierzyć, dziecko, twoja reputacja jest całkowicie bezpieczna. Wiesz. To nawet dosyć zabawne, że aż tak to przeżywasz.
Rany. Clairemino. Przepraszam, ale nie daję rady, po prostu muszę przeciągnąć dłonią po twarzy i westchnąć głęboko, kiedy ty się w końcu nauczysz? Masz zadatki na bycie inteligentną, młodą kobietą, a ciągle zachowujesz się jak głupia gąska. Zasada numer jeden, myśl zanim coś zrobisz.
Właśnie łamię swoją zasadę numer jeden, bo gdy mówisz, że nie masz przy sobie różdżki, ja dość mechanicznie wyciągam z rękawa swoją i ci ją podaję. Eee. Głupia sprawa, bo chyba myślałaś, że nie rzucę zaklęcia właśnie z powodu jej braku? No to, eeee... potrzebuję nowej wymówki. Na Wielkiego Ducha, jestem taki rozkojarzony, muszę się w końcu skupić, bo skończę jak Clairemina Brohl.
Co by tu powiedzieć. Eee... umm... hm...
- Założyłem się z Lolą Okeke, kto dłużej wytrzyma bez rzucania zaklęć – odzywam się w końcu bez zająknięcia, zdziwiony trochę w duchu, że kłamstwo tak gładko przechodzi przez moje gardło. - Nie chciałbym odpaść już w ciągu pierwszego dnia.
To chyba jakaś dahlvaldzka zasada. Przyłapano cię na czymś głupim i nie wiesz, jak się wytłumaczyć? Niech twój malverienowy znajomy robi za wymówkę. Nikogo nie obchodzi, co robią malverieny, potrafią zresztą robić bardzo głupie rzeczy. Lolu Okeke, mam nadzieję, że ty akurat nie biegasz dzisiaj po korytarzu, oferując darmowe zaklęcie każdemu przechodniowi. To by czyniło moją wersję wydarzeń cokolwiek mało wiarygodną.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Wto Sie 25, 2015 12:11 pm


Wstaję, na rolkach jestem od ciebie wyższa, to trochę śmieszne, ale chyba muszę się do tego przyzwyczaić. Ze będę wyższa od wszystkich w zasadzie. Dzięki, mamo. Jakbym nie miała w życiu już dość elementów klątwy Brohli. Wyciągasz różdżkę a ja stoję taka skonfundowana, Yuma, czy to sobie żarty ze mnie robisz? Dlaczego? Co ja ci zrobiłam? Nie musisz się tak ze mnie naśmiewać jeju i… aha. To głupi zakład, no bo, przecież na lekcjach trzeba magii używać i w ogóle, czemu się o to założyliście? Zeby udowodnić kto jest lepszy? Nie chcę tego mówić a-ale wydaje mi się, że Lola jest lepszą czarownicą. Biorę twoją różdżkę ze skinieniem głowy.
- A co jest do wygrania? - Pytam z ciekawości, bo Yuma to chyba o byle błahostkę by się nie założył? Chyba, że Lola trochę wjechała mu na ambicję. Być może o to chodzi. O męską dumę czy coś. Czy ja też mogę w to grać?
Unoszę różdżkę i przywołuję amulet. Łapiąc go, gdy tylko wyskakuje. Swoją drogą, amulet. Przyglądam mu się. Aha, to ten wisiorek. Kojarzę go przecież!
- Czemu go sobie tam wrzuciłeś? - Oddaję mu oba przedmioty i zerkam jeszcze raz na wodę. Jest tam coś jeszcze? Sygnet Carlo czy coś? Czy to jakaś nielogiczna zabawa dla par? Wycieram wilgotną od naszyjnika dłoń w koszulkę Yumy. I tak już jest mokry. A skoro jest tak zaabsorbowany swoim naszyjnikiem, to może nie wyśmieje mnie, jeśli zapytam go o… o… Bo może odpowie jakoś automatycznie. Biorę oddech i spoglądam w bok.
- E… Yuma? B-bo ty znasz Nannuraluk Lyberth nie? W sensie… Hubbę… Bubbę?
Czuję jak się czerwienię automatycznie, motyla noga, a myślałam, że dziś już osiągnęłam limit buraczanych lic.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   Wto Sie 25, 2015 1:16 pm

C-co jest do wygrania. Wielki Duchu, to aż żałosne, przed czym próbuję cię chronić, Clairemino? A jednak z całych sił staram się trzymać się z dala od swoich problemów, pochmurnieję trochę, bo nagle lepiej zaczynam rozumieć swojego ojca. On też nigdy o niczym mi nie mówił, zawsze mnie to denerwowało, czułem się przez to niepotrzebnym ciężarem, wiesz, chyba wierzyłem, że gdybym tylko wiedział, z czym się boryka, dałbym radę mu jakoś pomóc. Otrząsam się jednak z tych rozmyślań, no dobra, Yumawikvayatawo, zacząłeś zmyślać, to chociaż pociągnij to kłamstwo do końca.
- To nie jest zbyt fortunny zakład, Clairemino. Jeśli przegram, będę musiał wziąć na siebie środowe spotkania Koła Wzajemnej Przyjaźni. Jeśli wygram, Lola upiecze ciastka, ale przecież zrobi to i tak. - Wzruszam ramionami obojętnie, dając do zrozumienia, że to dość nudna kwestia i lepiej się tym nie zajmować. Może wtedy Clairemina da mi spokój, naprawdę nie wiem, jak wielowymiarowe kłamstwo jestem w stanie ukuć.
Och, jest! Chwytam amulet i oglądam go dokładnie, ale prócz tego, że przemókł, nie wygląda na uszkodzony. Co za szczęście. Zakładam go na szyję i chowam pod ubrania, wygładzając jeszcze znajdujący się nad nim materiał.
Ech, Clairemino. Dlaczego nie jesteś głupią gąską wtedy, gdy by mi się to przydało?
- Nie wrzuciłem... go... tylko... poślizgnąłem... się? - Nie, jednak jestem beznadziejnym kłamcą. Wzdycham ciężko i wkładam ręce do kieszeni. - Zdenerwowałem się trochę, ale już jest wszystko dobrze, później ci opowiem. - A może do tego czasu wyleci ci to z głowy.
Iiii, eee. Nannuraluk Lyberth? Czemu pytasz?
- Chodzi do szóstej klasy, tak? - Zastanawiam się przez chwilę, czy wiem o niej coś więcej. Ale nie. Przykro mi, nie wiem. "Cześć" z rana w pokoju wspólnym to nasze jedyne interakcje. - A co z nią? Przykleiła ci gumę do włosów?
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Łaźnie Sif   

Powrót do góry Go down
 

Łaźnie Sif

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Podziemia-