Szopa gajowego

avatar
PisanieTemat: Szopa gajowego   Pon Mar 30, 2015 8:59 pm

Szopa gajowego
Stojąca na poboczu, niedaleko skraju lasu, sporych rozmiarów, drewniana szopa, z ogromnymi, skrzeczącymi drzwiami. W dachu szopy znajdują się małe, zakurzone okienka, które przynoszą znajdującym się w szopie ludziom więcej irytacji niż pożytku. Nie idzie ich uchylić, ani rzecz jasna dosięgnąć. W szopie znajdują się wszelkiego rodzaju narzędzia, wrzucone niedbale na zamocowane w rzędzie półki, powywracane ławy i inne graty w kącie, oraz motor, znajdujący się na środku szopy, która obecnie pełni funkcję garażu.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Tallin, Estonia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Pon Mar 30, 2015 10:26 pm

Starość mnie nie przeraża ani trochę, choć zauważyłam, że ludzie w moim wieku mają tendencję do zaprzeczania, że kiedykolwiek starzy będą, oczywiście, jakby mieli być wiecznie młodzi. Mnie się to nawet podoba, przecież mam swoje życie dokładnie zaplanowane, wiem co chcę robić, czym się zajmować, czym nie, gdzie mieszkać, jak wyglądać. Kiedy myślę o sobie z pierwszymi zmarszczkami, siwymi włosami, nawet całą głową białą, wiem, gdzie będę. Lataniu życie poświęcam i nie zmieniam zdania, przecież obojętnie co się stanie, obojętnie ilu ludzi przez moje życie się przewinie, oni wszyscy nie są ważni, nie na tyle, żebym musiała dla nich rezygnować ze swojej pasji.
Wszystko to przecież minie, szkoła i jej wychowankowie, czego nie mogę się doczekać, powrotu do normalnego świata bez magii. Tu jestem nikim, nawet gorzej niż nikim, jestem szlamą, w moim świecie mogę znaczyć naprawdę wiele. Chciałabym ścigać się i zarabiać hajs, ze swoim nazwiskiem na ogromnych billbordach reklamujących pokazy. Wiem, że tak będzie, zdjęcia, puchary, szkolenia, a na święta będę przyjeżdżać do ojca i brata, bo przyjmuję za coś oczywistego, że Tiluktuk się nigdy od papy nie wyprowadzi. Ja mu nie pomogę, jest starszy ode mnie, niech sobie radzi, powinien już przynajmniej wchodzić w tryb premężczyzny, a wciąż jest tak strasznie nieporadnym dzieciuchem. Nawet na niebie, nie ma tej żyłki co ja, bez drugiej osoby (którą zazwyczaj ja jestem) nigdzie nie poleci. Nie mówiąc o tym, że na mój motor to nigdy nie wsiądzie.
Motor, ostatnio go zaniedbałam, zajęta szkołą i tą idiotyczną, rankingową listą, chyba dam sobie spokój, nie sprawia mi to takiej frajdy, jak łamanie sobie palców przy tym pierdolonym silniku. Dlatego teraz się kulę, cała już ubabrana, klęczę na ziemi brudnej, kilka pasm już mi się z warkocza wymsknęło, odgarniam je niedokładnie wierzchem dłoni, zostawiając sobie przy tym na czole ciemną smugę. Chwila przerwy, odkładam z głuchym stukiem narzędzia, podnoszę tyłek z pięt, opieram ręce na biodrach, wypycham je trochę do przodu, aż mi obolały kręgosłup trzeszczy. Głowa, do prawego barku, do lewego, jeszcze moment w tej pozycji trwam i wracam, znowu włosy mi opadają, więc przechylam głowę. Stuk, wkręt, odchylam się, zerkam na schemat, studiuję go chwilę, porównuję, wiem, co muszę, to tutaj. Z tym.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Wto Mar 31, 2015 6:07 pm

Po co tam idę - nie wiem. Wiem oczywiście, że tu jesteś, bo gdy spaceruję widzę uchylone drzwi szopy, a do tej stajni Augiasza nikt nie zagląda, nawet sam gajowy. Zadbałem o to, pamiętasz? Postarałem się, żeby każdy omijał to miejsce, byłem wtedy taki najlepszy zakładając te śmieszne klątwy pułapki zmuszające ludzi do potykania się i rozbijania sobie kolan i łokci o wszystkie te graty. Byś mogła tu sobie siedzieć, suko. I dłubać w tym śmiesznym mugolskim gracie. Kiedyś byłem dla ciebie dobry, wiem o tym. Ty też.
Staję w uchylonych drzwiach, ale oczyma wyobraźni nie zatrzymuję się wcale.
Wplatam palce w twoje ciemne włosy, niesforne kosmyki wymykają się, ale chwycone w garść nigdzie nie uciekną. Warkocz masz taki jak lubię, zawsze to powtarzałem. Ten warkocz tak na mnie działał cholernie. Źle. Jak sznur konopny owijam sobie wokół nadgarstka i szarpię, pociągam, a ty w zwolnionym tempie, jak w filmie odchylasz głowę, odsłaniasz swoją smukłą, perłową szyję, źrenice ci się zmniejszają, a ja mogę to oglądać. Z gardła wyrywa ci się preludium kolejnej naszej wspólnej, podniosłej pieśni. Masz taką smukłą szyję, taką idealną do plecenia wokół niej sznurów z warkoczy, do moich palców długich wystarczająco, by zatrzymać na chwilę dopływ krwi do mózgu, spłaszczyć tchawicę na moment, byś sapnęła cichutko zdławione niskie C#.
Patrzę na ciebie tym niewidzącym wzrokiem, ale wiesz dobrze co widzę. Znasz ten wzrok, co? Mały uśmiech na moich ustach, przecież ja się nie uśmiecham. Raczej tylko w określonych sytuacjach, takich jak ta właśnie którą widzę. Wiesz co widzę, wiesz to. Spostrzegłszy, że mnie zauważyłaś wracam niechętnie do rzeczywistości, a uśmiech spływa mi z twarzy jak ta kropla potu z twojego czoła teraz, jak kropla krwi z kącika ust, którą widziałem w głowie przed chwilką. Zlizałbym ją, och, zlizałbym z ciebie. Zlizałabyś ze mnie uśmiech?
Opieram się nonszalancko ramieniem o framugę, ale nie mogę powstrzymać myśli o tym jak ta stara deska musi być brudna. Odrażająca. Lubię być czysty, jestem czysty, jestem Laguną, nieskazitelnością. Może dlatego tak bardzo lubię zbrukać wszystko, co biorę w ręce? Kiedy wy jesteście wszyscy brudni wokół, wtedy widać jak czysty jestem ja. Tak jak teraz, kiedy klęczysz w tym kurzu i popiele, a ręce masz umorusane po łokcie. Loka, ty brudasku śmieszny, co ty tu wyczyniasz jeszcze? Tyle czasu przy tym grzebiesz, że wątpię, czy w ogóle potrafisz ten badziew ogarnąć. Splatam ramiona na piersi, w sumie to nie mam ci nic do powiedzenia, tak sobie stoję tylko, kiwam lekko głową do góry i mrugam jednym okiem. Jak lalka, jakbym nie miał mięśni twarzy, a powieka zamykała mi się mechanicznie, jakbym nie posiadał mimiki.
No siema.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Tallin, Estonia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Pon Kwi 06, 2015 2:20 pm

Oczywiście, że znam ten uśmiech, znam ten wzrok doskonale, przecież go nie kontrolujesz, ale ja kiedyś potrafiłam, wiedziałam, jak go wywołać, małym gestem, jednym spojrzeniem, czy słowem, taki włącznik Laguny, klik i mój jesteś, choć teraz też wiedziałabym co robić - spójrz, nawet nie musząc się wysilać - to nie masz pojęcia, jak bardzo mnie to nie obchodzi. Nie ten dzień, nie ta godzina, żeby choć wspominać garście twoich białych włosów pod moimi dłońmi, zapach twojego ciała i naszych też, tak Jukanpoika, zlizałabym z ciebie ten uśmiech, ale kiedyś, nie teraz i nigdy już, bo jestem zmęczona teraźniejszością. Nie wiem, po co tu przychodzisz, nachuchać na mnie, poszeptać, powspominać, podokuczać, poszarpać, napluć jadem na mnie, nie wiem, cokolwiek planujesz odpuść, albo twarz odwróć w stronę wyjścia z szopy i tam sobie słowa rzucaj i szepty, bo ja nie mam na nie czasu, ani ochoty, nie mam siły wiesz, na nasze słowne gierki, nawet cię nie zapytam, gdzie uwiązałeś nową sukę, chociaż zrobiłbym to w innych okolicznościach, trochę, żeby cię podrażnić, trochę, żeby z tobą poflirtować, tętno przyspieszyć i oddech, podroczyć się. Ale nie teraz. Teraz jestem w stanie złym naprawdę i przez chwilę zastanawiam się, czy przyszłabym do ciebie taka kiedyś. Szukając oparcia jakiegoś, Laguna pogłaskaj mnie, ucałuj, schowaj, zwiń w kulkę i noś. Chyba nie. Nigdy nie byliśmy taką parą. A trochę szkoda, bo ja tego właśnie potrzebuję. Widzisz, nie taka ze mnie suka straszna, sama przed sobą potrafię się przyznać w końcu, że potrzebuję. Ale przed innymi to już się nie przyznam, to byłoby poniesienie klęski, przecież jaka jestem wszyscy widzą, albo raczej nie widzą, bo unikam tłumów. To i tak wiele mówi. Siedzę więc i naprawiam ten motor bez przekonania, ot, żeby wrócić do swojej codzienności, żeby zająć głowę trybikami, nawet ci nie kiwam na przywitanie, nie uśmiecham się nawet, powitałam się spojrzeniem, to wystarczy. Nie myśl, że jestem do ciebie negatywnie nastawiona, stój sobie tu, o proszę, nawet tam, na stole sobie usiądź, możesz przesunąć moje kubki po herbatach, tylko nie męcz mnie dziś, daj mi być po prostu, wegetować bez tych problemów dnia codziennego i bez sznurów konopnych, bez wzmianek o innych uczniach, o ludziach, o sytuacji politycznej, o wczorajszej jarzynowej. Dzisiaj nie wyciągniesz ze mnie pasji, ale możesz się trochę nią podzielić, to byłoby nawet miłe i zabawne, od ciebie trochę otuchy dostać, ale równie nierealne. Uśmiechnęłabym się na tę myśl, gdyby mi się chciało.
Ale wiesz co? Lubiłam kiedy mrugałeś na mnie, możesz trochę pomrugać, to mi może humoru nie poprawi, ale trochę ustabilizuje.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Pon Kwi 06, 2015 4:34 pm

Może w tym tkwił problem naszych relacji, niespecjalnie pytałem o to, czego potrzebujesz. Po co mi pytać, skoro wiem lepiej. Wiem przecież niemal wszystko, mała, siebie możesz oszukiwać, że nie chcesz, ale ja wiem czego chcesz. To chyba mój problem z każdą relacją w jakiej jestem, ale odpycham zawsze taki wniosek od siebie bo to by oznaczało, że w którymś momencie popełniam błąd - a nie popełniam błędów, nie mogę sobie na to pozwolić.
Patrzysz na mnie jak na szczura, przywykłem, nawet mnie to bawi trochę jak się tak nastroszysz i prychasz jakbyś w ogóle myślała, że jakkolwiek na mnie wpłyną te twoje śmieszne zagrania. Jakby ci się wydawało, że akurat tym się przejmę. Jasne, Leekie. Ok. Akceptuje cię taką, wiesz przecież. To ty nie akceptujesz mnie, tym się różnimy. W tym tak naprawdę tkwił problem od zawsze.
Nie przyszedłem jednak sobie tu nad tobą rozmyślać wcale, właściwie nie wiem po co przyszedłem, coś mnie popchnęło, chyba mam niepokój w sobie, a nie lubię niepokoju. Kończy się niemal zawsze gniewem, tak łatwo się wkurwiam. Podchodzę bliżej tego czegoś, co tak ubóstwiasz i kucam po drugiej stronie. Nawet ciekawie to wygląda, choć jakoś mnie nie pociąga, te przekładki, zawory, chromowane utytłane w smarze śrubki. Lubię skomplikowane układy, w każdej sferze swojego życia, odnajduję się w tym, dlatego partytury piszę na kilka instrumentów, powinienem w końcu zacząć nazywać je jakimiś operetkami czy ariami, ale nie, to tylko świstki papieru zalane nutami. Stal ma w sobie piękno dźwięku tylko trzeba wiedzieć z czym ją połączyć. Ja wiem, ty wiesz, że ja wiem, widać to po mnie, kiedy marne światło odbija się od giętych rurek i błyska w moich oczach.
Bym wyciągnął rękę i pobrudził palec przy tym, tym czymś, nawet nie wiem skąd we mnie taka chęć pomocy nagle, znaczy wiem, ale się nie przyznam, więc tylko kucam, z resztą zaraz byś zapluła się na śmierć, że coś ci tu psuję. Jakbym był w stanie cokolwiek zepsuć. Więc tylko kucam, patrzę na twoją twarz, wąski nos, na kilka czarnych kosmyków. Mam ochotę cię teraz zatłuc i choć dobrze wiem dlaczego to nigdy nie poznałabyś powodu mojego działania. Znikniesz mi, Leekie, niespecjalnie mi się to podoba.
- Nie pożegnasz się, gwiazdeczko? - pytam i choć świadomie dobieram słowa to i tak brzmię jakbym z ciebie kpił. Może ja tak po prostu brzmię, taki już jestem, a sama kpina jest prowokacyjna, a ja przecież tak lubię jak w końcu coś się dzieje. Widziałem listę, Leekie, nie wiem, co Sabat planuje, ale to nie jest dobre miejsce dziecino. Moja cholerna matka kiedyś, dawno temu chodziła na spotkania sabatowe, kiedy jeszcze byli mało groźną bandą oszołomów z przerostem ambicji. Nie było to nic dobrego, ociec był niezwykle niepocieszony i choć był słaby to zawsze potrafił na nią działać. Przestała tam chodzić, choć wspominała czasami silną, dobrze zorganizowaną przyszłość jaką Venäläinenowie mogą nam stworzyć. Jest mi całkowicie obojętna polityka tego świata, dopóki nie dotyka mnie personalnie i choć nie przyznam się nigdy przenigdy, do teraz czuję jakby mnie właśnie dotknęła. A ręce ma brudne w sposób, który mi tak naprawdę całkowicie nie odpowiada, krzywię się, nie życzę sobie, tylko co ty możesz wiedzieć.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Tallin, Estonia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Sro Kwi 08, 2015 12:46 pm

Znowu twoje kpiny, zawsze twoje kpiny, wszędobylskie jak długie, blade palce. Przy mojej dumie, przy moim silniku. Nie rusz. Wiesz, że nie wolno. Mógłbyś zepsuć to, z czym tak walczę, to ci świetnie wychodzi, psucie elementów mojego życia, kiedy wydaje mi się, że to nic takiego, co złego może się stać, neutralna płaszczyzna. Kiedyś może, wiesz, nawet chciałabym, żebyś się ze mną pobrudził, nawet wczoraj. Laguna, stań tutaj, będziesz mi pomagał, podasz mi to, o co cię poproszę, a potem silnik zawarczy i ruszymy daleko w drogę, jeśli chcesz, gdzie chcesz, bo ja bym chciała wtedy, nawet nie ze względu na nas, tylko na tę możliwość, kilkugodzinnej, kilkudniowej ucieczki w towarzystwie, które jednak sprawiało mi przyjemność. Pokazałabym ci, jak się prowadzi, przecież załapałbyś szybko, jesteś bardzo zdolny, wiem o tym, widziałam cię w szale twórczym i chociaż należę do tych osób, które sztuki nie rozumieją ani nie potrafią jej doceniać, to było w tym widoku coś inspirującego naprawdę. Mnie przynajmniej od razu nachodziła ochota na planowanie, czegoś, czegokolwiek, bo podniebne akrobacje w głowie mam zawsze.
Prostuję się znowu, opieram ręce na kolanach, mechanicznie głowę odchylam do tyłu, niech mi te kosmyki się odlepią z czoła i z warg, dmucham, ale to nic nie daje, muszę więc znowu wierzchem dłoni odgarnąć je, kolejne smugi, kolejne minuty szorowania się.
- Wyjeżdżasz gdzieś? - Nie wiedziałam, nawet jeśli to ty powinieneś się ze mną żegnać, a nie ja z tobą? Z drugiej strony, przecież wiem jakie masz mniemanie o sobie, nie dziwi mnie to wcale, że sądziłeś, że to ja, na kolanach pewnie, przyjdę żegnać się. Przez chwilę nawet kłuje mnie trochę zazdrość, że możesz gdzieś jechać i stąd uciec tak na dłużej, może na zawsze, ty znasz ten świat, poradzisz sobie, mnie by zjedli przy pierwszej próbie powrotu do mugolskiego świata, wyobrażasz sobie? Jakikolwiek wypadek w okolicy, w której bym mieszkała byłby potencjalnie moją sprawką. To przykre jak jasny szlag. Gdzie więc jedziesz? Szukać miejsca, gdzie twoja muzyka będzie miała najwdzięczniejszą publikę? Może rzucasz to wszystko i zostajesz artystą - włóczykijem? Nie widzę cię trochę w tej roli, taki jesteś czysty, taki wypielęgnowany, wylizany, piękny, gdzie taki Lagon miałby się tułać po zakurzonych strychach i dusznych klubach, wędrować po dziurawych chodnikach i korzystać z publicznych toalet. To nie dla ciebie przecież, Laguna.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Sro Kwi 08, 2015 4:40 pm

Nie nadaję się do pomagania, gwiazdeczko. Mogę próbować oszukać każdego, ale nie jestem pomocny - taka już moja cecha, wiesz, czemu jestem doskonały? Bo znam je wszystkie. Swoje dobre i złe cechy, toleruję wszystkie, wszystkie tak samo w sobie ubóstwiam i wszystkich nienawidzę. Jestem Laguną, jestem kompletny, nie mam najmniejszego problemu z tym, że mam ze sobą problemy. Tak już jest, cóż, jestem pełen akceptacji. Nie pomógłbym ci przy tym czymś nawet gdybym wiedział jak - a nie wiem. Pomaga się tylko słabym, a ty przecież nie jesteś słaba. Patrzę i zastanawiam się, jak długo jeszcze będziesz trwać, jak długo utrzymasz się w tej walecznej roli. Obawiam się... że krótko.
- Świat, którego tak nienawidzisz, przyszedł oddać ci twoją nienawiść - mówię, a kpiący uśmiech spełza mi z twarzy, jakby wypowiedzenie tego zdania na głos było zaklęciem przemieniającym mnie z dupka w człowieka. Zaklęciem zmieniającym żabę w księcia czy może księcia w zwyczajną żabę. Zaklęciem uświadamiającym mnie ostatecznie, co tak naprawdę nadchodzi. Nie kucam już, patrzę na ciebie, tak tu pasujesz, że nie wiem kto mógłby cię stąd zabrać. Nawet ty sama byś nie mogła, nawet tobie bym na to nie pozwolił, a jednak ktoś to zrobi.
- Sabat wywiesił listę osób przenoszonych do Närjarvi - dodaję. Wciąż nie precyzuję, które z nas jedzie, choć to chyba oczywiste, że nie ja. Nie mogę tego powiedzieć jakoś, nie chcę tego powiedzieć. Powiedz mi, jaki mam wyraz twarzy, bo już sam nie wiem. Nie jestem pewien jak się z tym czuję, choć jedno jest aż nazbyt oczywiste. Biorę głębszy wdech, jakbym miał kamień na piersiach jakiś wielki, czuję jak mi dreszcz po plecach przebiega, ten dreszcz to akurat znam dobrze.
Kiełkuje we mnie od tak dawna, że kiedy przyjdzie dzień zbierania plonów będę najbogatszym człowiekiem na tym świecie. Wkurwienie towarzyszy mi przecież zawsze, teraz też zalewa mnie falami, aż podnoszę podbródek butnie, niczym tonący próbujący chwycić oddech ponad powierzchnią wody. Tak ciężko się na niej utrzymać, tak mi się nie chce z tymi falami nigdy walczyć, pozwalam sobie, aby to wszystko, ten gniew, szaleństwo, pozwalam, aby zamknęły się znów nade mną i choć tonę to czuję się najbardziej w domu.
Sięgam ponad maszyną twoją, wyciągam dłonie i obejmuję twoją twarz raz jeszcze tak jak kiedyś. Byłaś mi bliska, a teraz nawet nie wiem kiedy, czy w ogóle cię zobaczę. Przyciągam cię, za szyję, za kark, za włosy, całuję w usta, chcę czegoś od ciebie. Byś coś zrobiła. Możesz mnie tłuc tymi piąstkami swoimi śmiesznymi, możesz wpuścić mi do ust najjadowitsze słowo jakie znasz, niech gryzie mnie w język zamiast ciebie, niech mi w gardle wypali dziurę na pamiątkę, możesz mi teraz wszystko. Zabiorę to sobie na pożegnanie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Tallin, Estonia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Sro Kwi 08, 2015 5:42 pm

Oddać moją nienawiść? O czym ty mówisz, Laguna? Proszę cię, nie mów do mnie takimi przenośniami, wiesz, że tego nie lubię, powiedz mi wprost, nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę, nie w takim momencie, kiedy to nie jest zabawa prawda, kiedy to poważna sprawa, przecież słyszę, przecież widzę po tobie, chcesz czy nie. Hej, jaśniej, jaśniej, proszę cię, zaczynam czuć niepokój, zapominam, co miałam teraz zrobić, zapominam,  w którym miejscu skończyłam, przecież to teraz nie jest ważne.
- Närjarvi…? - Nawet nie mogę niczego innego wydusić, bo ciągniesz mnie do siebie, jak kiedyś i całujesz tak, że prawie się duszę. Laguna, zlituj się, nie teraz przecież! Wiem, co robisz, uwalniasz z siebie tą całą furię, ale powiedz mi, powiedz mi, a nie szarp, skąd ona się wzięła, powiedz mi, co się dzieje. Gnieciesz mnie i gryziesz, i ssiesz, ale teraz nie sprawia mi to żadnej przyjemności, odwracam głowę, wcale nie dlatego, żeby tobie na złość zrobić, przecież nie uciekam, zaciskam pięść na twojej koszulce, tyle ciebie teraz wokół mnie, zrób dla mnie miejsce, przychodzisz to do mnie prosisz o uwagę sobą, rzucasz ochłapami. Zlituj się, przecież nie jesteśmy sobie obcy.
- Jaka lista? Jak mogą kogokolwiek przenosić do Närjarvi, przecież tam nie ma warunków do życia, to miasto-ruina, Laguna, o co chodzi? - Omijam motor, nie puszczam cię, nie mam zamiaru, dopóki nie odpowiesz mi, dopóki nie wyjaśnisz. Bardzo mi się nie podoba, każdy wyraz z osobna, nie podoba mi się Sabat, lista osób, przenoszonych, Närjarvi, nie ma nic, czego mogłabym się bezpiecznie uczepić w tym zdaniu. Chcę wiedzieć, przecież zawsze opieram się na faktach, wiesz o tym, nie mogę, nie chcę dopuścić do siebie niepokojących domysłów, boję się ich, boję się tak, jak twoich odpowiedzi, chociaż muszę je poznać, bo jeśli nie od ciebie, to od kogo. Nie chcę widzieć tej listy, obawiam się, co na niej zobaczę, kogo zobaczę, ale to zaczyna mnie dręczyć, że przecież wiem doskonale, przecież świat, którego nienawidzę mi się odpłaca. Jakbym kiedykolwiek, cokolwiek mu zrobiła! Jakbym się tu pchała, bezczelnie, ze swojego poukładanego, znajomego mugolskiego świata, jakbym sobie życzyła, aby nauczono mnie jak zamienić mandarynkę w wieszak i ugotować eliksir, dzięki któremu zzielenieje mi język. Drugą dłoń też zaciskam jakoś machinalnie na twojej białej koszuli, chyba muszę się czegoś złapać, chyba muszę mieć coś, dzięki czemu nie zostawię sobie samej czerwonych śladów wbitych paznokci. Nie wiem sama, jak patrzę na ciebie już, czy błagalnie czy może jakoś wymagająco, to nie jest szczególnie ważne. Powiedz mi po prostu, mój Lagunie, nie uciekaj teraz ode mnie ani w nic nie uciekaj też.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Sro Kwi 08, 2015 6:11 pm

Pozwalam ci się wyrywać, choć to tak tylko na chwile. Moje dłonie są gorsze niż smycz, gorsze niż lep, gorsze niż wiążące zaklęcia. Jeśli chcę cię trzymać, to cię utrzymam, jeśli nie zechcę dać ci uciec to nie uciekniesz. Obserwuję cię, zmiany na twojej twarzy, może celowo zajmuje nam usta, żeby nie musieć precyzować. Przecież nie chcę tego robić. Nie zamierzam. Tak mi się chyba wydaje? Odwracasz się, pytania wypadają z ciebie ścieląc się gęstą płachtą między nami, pośród wielu różnic jakie nad dzielą, teraz kolejna dostawia swoją obecność w szeregu. Wiem to, czego nie wiesz ty i choć wcale ta wiedza nie jest mi do życia niezbędna to jednak przebiegłem wzrokiem po tej cholernej liście.
Patrzę na twoje pięści zaciskające się na moim ubraniu i dalej nie mówię nic, jakbym trochę zapomniał jak to się robi. Używa głosu. To śmieszne, śmieszy mnie trochę, w końcu w naszej wspólnej kompilacji nigdy nie zabrakło nam słów do niczego, mi nigdy ich nie zabrakło, moje zawsze na wierzchu przecież, tak się kończyły te wszystkie gry. Tylko nie będzie ich już, ani gier, ani przepychanek, nawet moich słów już nie będzie i mimo że nie wydaje mi się, byś mogła za nimi kiedykolwiek zatęsknić to gładzę opuszkami skórę na twoich zaciśniętych do białości palcach. Masz brudne rączki, Leekie. Brudzisz mi koszulę. Więc to taką chcesz mi zostawić pamiątkę? Słyszę, że mnie pytasz, słyszę jak głos ci drży, ale jestem już gdzieś obok, przeskoczyłem na drugi tor, pomiędzy twoimi słowami słyszę a-molle i d-dur, pięciolinia rozplata mi się w głowie, a palce uderzają delikatnie skrawki twoich ramion w twoim kierunku jakbym już nawet umiał to zagrać.
Umiałbym, Leekie, czuję, że znam tę melodię tak jak znam swoje dłonie, znam tę melodię lepiej, niż którąkolwiek z tych leżących w moich kufrach i szufladach. To wielki walc, żałobny marsz, partytura na dwa fortepiany. Zagrałbym ci kiedyś, zrobię to jeśli przyjdzie okazja. Jeśli. Moje dłonie docierają do twojej twarzy, mam wrażenie, że czas ciągnie się niesamowicie jak nitka kleju między palcami, w zwolnionym tempie, jak źle umiejscowiona pausa longa, na całe cztery nuty, jak cztery uderzenia serca, jak cztery dni, tak wolno mi ręce do tej twojej twarzy ciągną jakby z czymś musiały po drodze walczyć. Poco a poco ritardando, misterioso, non molto, con dolore mesto.
- Jesteś mugolakiem, Leekie. - Nawet ci nie żabko-złotuję, nie gwiazdeczkuję już, bo po co. Uśmiecham się spokojnie, czy ty próbujesz mnie torturować? Chcesz mnie jakoś skaleczyć? Próbujesz mnie zranić? Powiedzenie tego, co już oboje wiemy na głos wywołałoby we mnie pewnie taki efekt, ale tak nie będzie. Zasłaniam ci dłońmi twarz, przykrywam cię, staram się nie pozwolić sobie wrócić na poprzedni tor logiki, bo cię tu zaduszę, po prostu wycisnę z ciebie życie jak flaki z rozdeptywanej wiewiórki, coby upewnić się, że cię stąd nie wywiozą, rozdeptana byłabyś bezużyteczna, prawda? Zamiast tego trzymam się bliżej tego rytmu, pianissimo posible, bardzo cichutkiego, mógłbym ci zanucić, wiesz? Nie wiesz i nigdy tego nie zrobię, ale mógłbym. Obejmuję twoje skronie, łączę kciuki na twoim nosie i obrysowuję nimi powoli oczy.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Tallin, Estonia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : mugolska
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   Sro Kwi 08, 2015 6:45 pm

Nigdy nie sądziłam, że będę jedną z tych osób, które doświadczą tego typu zjawisk. Tym bardziej nie sądziłam, że spotka mnie to ze strony magicznej, ale dlaczego miałabym uważać, że po tej stronie nie ma złych ludzi i prześladowań? Nie wiem, przecież słyszałam o Sabacie, o Neoasgardzie, o zgrupowaniach z innych krajów też, o Śmierciożercach, o tej włoskiej rodzinie, tej magicznej mafii, jak im było? Nie pamiętam. To nie jest istotne. Ważne jest to, że nadchodzi coś bardzo, bardzo złego, a ja najwyraźniej, wraz z wieloma innymi mugolakami wskakuję wbrew swojej woli w sam środek tej burzy. Zaciskam szczęki i już nie widzę Laguny stojącego przecież tuż przede mną, nie czuję jego palców, nie zauważam żadnego gestu, nawet wzroku nie łapię, cała szopa wydaje mi się nagle jakaś ciężka, nasączona zaklęciami, drewniane ściany pęcznieją od nadmiaru uroków. Odwracam się więc i wychodzę szybkim krokiem, zostawiam za sobą jego, mój motor, moją kurtkę nawet, chociaż jest tak zimno, nie obchodzi mnie to, w zasadzie to tylko mnie budzi bardziej, otwiera mi oczy szerzej, żebym mogła dokładniej przeczytać swoje nazwisko na liście, kiedy już dotrę do zamku. Otwarta szopa, a w niej moje skarby, które tak pielęgnowałam, to tylko rzeczy, pozostawione sobie zgniją, zardzewieją, bo przecież nikomu się nie przydadzą, nikt się nimi nie zajmie.
Laguna? Na pewno nie. Mógłby o nich coś napisać, krótką etiudę, ale przecież nigdy by ich nie ruszył, nie dla niego materialne sentymenty, a te, które należały do mnie, już na pewno nie. Mam wrażenie, że ktoś mnie zamknął w kriokomorze i to wcale nie ze względu na temperaturę powietrza. Mrożą mnie myśli, ze wszystkich stron, budzę się dopiero przy wejściu do zamku, jakby ktoś usunął kilka klatek filmu, nogi niosły mnie automatycznie. I nawet nie muszę daleko szukać, bo widzę dokładnie, gdzie wywieszone jest ogłoszenie. Nawet nie mogę do niego dotrzeć, ale widzę, rozpoznaję ludzi na korytarzu. Tych czytających swoje nazwisko po raz setny, innych, siedzących pod ścianą, z ramionami wokół swoich kolan, zbłąkane dusze błądzące wzrokiem po suficie lub podłodze, zaczerwienione oczy. Nie musimy się nawet znać, ale wszystkich nas przecież łączy to samo. Brudna krew. Z tymi, z którymi się znam nawet nie wymieniam powitań. Po co, przecież teraz nikt nie jest sobą. W końcu udaje mi się dotrzeć do listy, odsuwam jakąś rozhisteryzowaną blondynkę i czytam, dokładnie to, czego się spodziewałam. Wrogowie systemu. Ktoś przychodzi z przeciwległego końca korytarza, macha ręką, tłumaczy, że komuś coś się stało, bo próbował się wydostać z zamku, nadpaliło go w kominku. Odwracam się, tak, jak większość zgromadzonych i nadstawiam uszy, wszystkie drogi odcięte, podobno Sabat już monitoruje zamek, każdą drogę, każdy namiar.
Wszystko jest takie krzywe i ciemne, jakby słońce zgasło nagle, jakby nadchodziła ulewa roku, a witraże, przez które światło wpada na korytarz wcale nie są barwne. Są spłukane, wyprane. Trochę jak ja, bo zapomniałam chyba, jak się mówi. Zapomniałam jak i kogo zapytać o to co i dlaczego się właściwie dzieje, więc stoję tak po prostu, nieruchomo, w środku tego najdziwniejszego, najbardziej chaotycznego zebrania, w jakim kiedykolwiek uczestniczyłam.

Lágon i Localeekkie z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Szopa gajowego   

Powrót do góry Go down
 

Szopa gajowego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Tereny Dahlvaldu-