Foyer

avatar
PisanieTemat: Foyer   Nie Gru 28, 2014 2:41 am

Foyer
Miejsce to, zajmujące większą część parteru, od rana do późnego wieczora pełne jest uczniów, profesorów czy duchów. To dzięki znakomitemu oświetleniu, kaskadom barw wlewających się przez witrażowe okna, niesamowitym obrazom oraz niewielkiemu bufetowi zapełnionemu wymyślnymi smakołykami można spędzić tu sporo czasu, nie odczuwając większego zmęczenia. Dodatkowo mnóstwo wygodnych puf co rusz kusi wszystkich, by choć na chwilę na nich spoczęli, odrywając się od szarej, szkolnej rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 2:38 pm

Polecam Yumie, aby spoczął wygodnie na pufie, a sama idę po coś do jedzenia. Ale nie do foyerowego bufetu, tylko prosto do kuchni. Wierzę, że przez ten moment niczego sobie nie zrobi, a nie chciałam go zabierać na kuchnię, ze względu na skrzaty domowe, logiczne. Lubię kuchnię. Lubię w niej przebywać i lubię też skrzaty. Jak zwykle na mój widok podskakują już i ładują mi tace. Inni uczniowie, gdy tu przychodzą wychodzą z pełnymi rękami jedzenia. Ja wychodzę pchając przed sobą drewniany wózek. Czasami siadam przy stoliku i słucham, co u stworzonek nowego. Gniewcia podkochuje się w Mruku, ale on nie odwzajemnia jej afektu. A przynajmniej tak się Gniewci wydaje, bo ilekroć próbuje go zagadać znad malinowego dżemu, Mruk mruczy coś pod nosem, na co Gniewcia wpada w złość. I potem ten dżem jej się spala. I Gniewcia zapomina, jak gorąca jest patelnia, więc nabawia się oparzeń na wątłych paluszkach, które jak potem opatruję. Gniewciu nie warto, naprawdę.
Mówię, żeby przygotowały mi coś bez owoców morza. I w połowie lekkiego. I deserki. Ok. Dziękuję. Dostałam kompot. Nie mogę się doczekać. Wracam do foyer, pchając przed sobą ciężki wózek i podjeżdżam do pufy, przy której zostawiłam Yumę. Zamek jest taki opustoszały, jeszcze parę miesięcy temu było tutaj mnóstwo uczniów, teraz nie siedzi tutaj nawet ¼ z tego. A z drugiej strony. Jest ciepło. Ludzie już wyściubiają nosy na zewnątrz.
-Hej. - Mówię i biorę pierwszy talerzyk. Dolna półka jest twoja, jak się zapewne domyśliłeś. Wypełniona duszonymi warzywami, ryżem, zupą z ciecierzycy, grzankami, makaronem z cukinią, sałatą z jogurtem, słodkimi bułkami i ciastkami pszennymi. I kompotem. Dobrze, a ja zacznę od frittaty z cukinią. O boże. Zabij mnie. Tyle pyszności. Oczywiście, tutaj włoska kuchnia nie smakuje tak, jak w domu, ale muszę przyznać, że skrzaty bardzo się poprawiły. Cezar jest fantastycznym kucharzem, ale nie będę go prosić o żadne smakołyki, z racji tego, że mam z nim niezbyt przyjemne relacje.
Bardzo szybko pochłaniam jedzenie, co nie jest zbyt zdrowe, ale nic na to nie poradzę. Nawet jeśli zawsze poparzę sobie język. Jestem już w połowie mojego pierwszego dania, kiedy podnoszę wzrok na Yumę. No. Jedz. Dlaczego tak na mnie patrzysz? Wzrokiem się nie najesz, a nie mogę dać ci frittaty z cukinią. Masz tam przecież pyszną zupę. Potrzebujesz sił, Yuma. I to całkiem sporo, jeśli chcesz stawić czoła temu, co cię ostatnio spotkało.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 4:34 pm

Siadam po turecku, prawdę mówiąc, w tej chwili jest niewiele pozycji, przy których nie czuję bólu mięśni, więc równie dobrze mogę wybrać tą, do której jestem najbardziej przyzwyczajony. I myślę.
Bardzo niefortunnie się to wszystko składa. Kłopoty z Claireminą. Carlo Coletti. I ten przeklęty rytuał. Prawdę mówiąc, sama Brohlówna wystarcza, by spędzić mi sen z powiek, naprawdę, jeśli los rzuci mi pod nogi jeszcze jedną kłodę, słowo daję, że po prostu wyłożę się na drodze i nie zrobię ani jednego kroku dalej. Naprawdę wolałbym, żeby świat szalał bez mojego udziału, chociaż po tym przedstawieniu, które przed chwilą odstawiłem przed Carlem, zaczynam myśleć, że jednak jestem głęboko zaburzony. Och, błagam. Niech on tego nie pamięta.
Gdy Claudia wraca, zastaje mnie rozmasowujące knykciami skronie. Unoszę na nią zmęczone spojrzenie, po czym zahaczam wzrokiem o wózek wyładowany jedzeniem. Chwila. Czy zamierzasz zaprosić tu jeszcze Larsa ze wszystkim kolegami (nie, żeby miał ich sporo)? Bo jestem pewien, że nie potrzebujemy tyle jedzenia, tym bardziej, że apetyt mi nie dopisuje, ale, ach, okej, widzę, jak pożerasz ten omlet czy-jak-to-zwiecie, w sumie nieważne. Zapatruję się trochę na ciebie, zapominając, że to dosyć niegrzeczne, ale wiesz, znamy się od kilku miesięcy, a mam wrażenie, jakby dopiero dzisiaj nas sobie przedstawiono. Niewiele wiem o tobie, ale okazuje się, że ty znasz mnie lepiej, niż bym sobie życzył. Wegetariańskie dania, oczywiście, że tak.
- No dobrze, wiem, że w tym momencie mamy związane ręce, ale nie przejmujesz się? Ani trochę? - Marszczę brwi, przechylając głowę. - To dotyczy wszystkich. Ciebie i całe twoje rodzeństwo też. Nie przewidzisz, jak daleko to sięgnie.
Taka jest prawda. Mógłbym spakować Claireminę i uciec z nią do Kapsztadu, ale następnego dnia mogłoby okazać się, że w wyniku dahlvaldzkiego incydentu to właśnie nad kapsztadzką ziemią niebo się rozerwie. Magia bywa szalenie nielogiczna i właśnie to mnie martwi najbardziej. Zwykła błahostka może urosnąć do rangi katastrofy, a coś, co wydaje się szalejącym cyklonem, okaże się ledwie lekką bryzą.
Poza tym, chciałbym cię jeszcze zapytać, skąd do licha wiesz tyle o mnie i o naszych zwyczajach, ale. Cóż. Łączysz fakty, co?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 5:03 pm

Zjadłam frittatę w mgnieniu oka i sięgnęłam po następne danie, rzucając tylko Yumie krótkie spojrzenie. Przepraszam. Teraz jem. Nie myśl sobie, że nie łączę faktów. Łączę. Tylko, że akurat przeżuwam w dodatku. Nie przerywa się komuś podczas posiłku, Yahto. I naprawdę, nawet jeśli nie masz apetytu, co jest dla mnie bardzo dziwnym zjawiskiem, powinieneś zjeść cokolwiek, uwierz mi, nie przyłożyłam ręki do przygotowania tych dań, to cię do niczego nie zobowiąże. Zupa z orzechami trochę poparzyła mi język, więc odstawiam na chwilę naczynie, dosłownie na parę sekund, żeby po chwili znów móc pakować w siebie łyżkę za łyżką. Opróżniam miseczkę i odstawiam ją na wózek, sięgając po serwetkę, którą przykładam do ust. Jeszcze nie skończyłam, ale wypada mi podjąć wątek, w końcu nie przyszłam tutaj dla swojego, a twojego żołądka. I poprawy samopoczucia.
- Nie. Niezależnie od tego, czy zacznę się zamartwiać sytuacja się nie zmieni. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, ale Yumo, nie jesteśmy jedynymi osobami, które o tym wiedzą. To nie jest rzecz, którą można zignorować… - Jak Clairemina ciągnąca cię przez całą długość korytarza. - odpowiednie służby na pewno dołożyłyby wszelkich starań, aby zniwelować tą masę energii, a jeśli to niemożliwe, natychmiast ogłosiliby stan specjalny i dokonali eksmisji zarówno ludzi, jak i zwierząt znajdujących się na terenie narażonym na niebezpieczeństwo. Tak sądzę. Skandynawia nie składa się z samych idiotów, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo jeśli jestem w błędzie, cóż, co możemy zrobić? - Sięgam po grzanki z pomidorem i bazylią.- Jak sam zauważyłeś, mamy związane ręce. - Chrupnięcie. Yuma, nie ma sensu naprawdę, abyś się tak tym przejmował. Nie zrobimy nic. Szczególnie w dwójkę. Do nikogo się też nie zwrócimy, wiesz o tym, nie mamy pojęcia kto jest, a kto nie zamieszany w tą sprawę. Możemy siedzieć i analizować sytuację milion razy. To nic nie zmieni. Nic, a nic. A nie ma sensu też martwić tym innych uczniów, czy przeciętnych zjadaczy chleba. Ale widzę, że cię to męczy, więc wzdycham i odkładam swoją grzankę.
-Yumo. Niewykluczone, że już ktoś pracuje nad rozwiązaniem tej sprawy, ale my nie możemy mieć o tym pojęcia. Wiem, że to już dotknęło cię bezpośrednio, ale zdejmij to ze swoich barków i skup się najpierw na sprawach, które naprawdę możesz rozwiązać. A przede wszystkim na swoim zdrowiu. Więc jedz. - Kładę nacisk na ostatni wyraz, chyba trochę większy, niż planowałam, choć nie planowałam wcale. Cóż. Nie lubię, gdy jedzenie stygnie, a ludzie zaniedbują podstawowe potrzeby na rzecz rozmyślania o sprawach, do których nie mają dostępu. Kończę grzankę, biorę deser.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 7:12 pm

Chyba że ktoś, kto bezpośrednio kontroluje specjalistyczne służby jest w to zaangażowany. I chyba, że ten ktoś uznał, że poświęcenie kawałka ziemi i kilkuset istnień to niezbyt wielka ofiara, jaką należy ponieść, by osiągnąć cel. Ale tak, masz rację, nie mamy praktycznie żadnego wyboru. Nawet gdybyśmy chcieli coś zdziałać, to cóż, nie sądzę, by przydały nam się mafijne kontakty albo znajomość manogemaskich rytuałów bez możliwości praktycznego wykonania ich. Także wiesz, zgadzam się, ale wolałbym nie musieć się zgadzać, więc tylko patrzę przed siebie ponuro.
To jest chyba powód, dla którego nigdy nie pasowałem wśród swoich. Cała Ameryka Północna (mówię oczywiście o jej prawowitych mieszkańcach) ma taką samą mentalność - nie jesteś w stanie czegoś zmienić, pogódź się z tym. A ja nie potrafię się pogodzić.
Wzdycham tylko przez nos. Wiesz, to jest chyba najgorsze, że rytuał, który omal nie pozbawił mnie życia, uczynił mnie jeszcze tak bezradnym. Zdajesz sobie przecież sprawę, że bez mojej magii jestem - dosłownie - bezsilny. W chwili obecnej nie różnię się niczym od mugola, no, może poza tym, że mugol nie usmażyłby jak jak ziemniak w oleju, gdyby zostawić go na słońcu i bez dostępu do wody na jakieś sześć godzin. Chyba dopiero teraz dociera do mnie, jak bardzo chciałbym odzyskać choć część tej mocy, która mogła zapewnić mi jakieś bezpieczeństwo.
Tak, Claudio, znowu masz rację. Nabawiając się ciężkiej anemii z niedożywienia, wcale nie poprawię swojej sytuacji.
Nie gniewaj się, ale ze wszystkich tych rzeczy, które wyprosiłaś od skrzatów, wybieram tylko grzanki, nie dlatego, że specjalnie mnie kuszą, po prostu jedzenie ich jest najmniej kłopotliwe. Żadnej potrzeby angażowania sztućców. Wiesz. Nie mówię, że używanie ich nastręcza mi jakichś trudności (chociaż jestem dzikusem z rezerwatu, jak uprzejmie niektórzy raczyli zauważyć), po prostu nie mam na to najmniejszej ochoty. Skubiąc małymi gryzami grzankę, czuję się tak, jakbym i tak w ogóle nie jadł, co pozwala oszukać zabójczo nieistniejący apetyt.
- Nie - stwierdzam nagle, odkładając ledwie nadgryzione pieczywo i wstaję z pufy. - Wystarczy znaleźć mistrza ceremonii. To on odprawił rytuał. - Myślę nad tym chwilę gorączkowo, a potem zerkam niepewnie na Claudię. No? Ty tu jesteś córką mafiozy. Wiesz przecież, jak szukać ludzi. Jeśli w mojej osadzie ktoś tajemniczo znikał, oznaczało to, że pożarł go niedźwiedź, czy coś.
Żart.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 8:17 pm

Krem czekoladowy z bitą śmietaną i kandyzowanymi czereśniami znajdujący się na łyżeczce nie dociera do mojej otwartej buzi, bo zatrzymuję rękę w połowie drogi. Zatrzymuję wzrok na Yumie, zerkając tylko ile zjadł. Zamykam buzię. Drogi kolego. Starałam się dostosować do ciebie podczas tego posiłku, proszę uszanuj to i odwdzięcz się tym samym. Siadaj, Yahto. Patrzę na ciebie uparcie i w końcu marszczę lekko brwi. I co niby zamierzasz zrobić. Jesteś osłabiony. Nie. Inaczej. Jesteś słaby. Jesteś jedną z najsłabszych osób, jakie miałam okazję poznać, a w swoim obecnym stanie, w dodatku nie mogąc używać magii bijesz nawet Larsa na łeb na szyję, w byciu flakiem roku. W dodatku, znowu przerwałeś mi posiłek. Drugie ostrzeżenie. A nie znasz mnie na tyle, by wyczuć, w którym momencie mój ton ze spokojnego staje się spokojnie zdenerwowany.
- Młody kawalerze. Obecnie mamy godzinę… - Odwracam się do zegara, wiszącego nad bufecikiem, po czym wracam spojrzeniem do Yumy.-... dwudziestą pierwszą dwadzieścia dwa. Nabawiłeś się dziś wstrząśnienia mózgu, złamania nosa oraz wielu innych obrażeń w postaci siniaków. Oprócz tego odbyłeś podróż w głąb podświadomości swojego szkolnego kolegi i z racji tego, że nie masz w sobie ani grama mięśni czy magii, twoja potencjalna linia obrony upada zupełnie. Powiedz mi. Gdzie chcesz iść o tej porze i czego ode mnie oczekujesz? - Jestem spokojna, jak zawsze, ale mój ton nie jest już taki znudzony. Jest ciężki. Wierz lub nie, ale dzieje się tak dlatego, że nie cierpię, kiedy ktoś zachowuje się nierozsądnie. Nie znam cię, ale nigdy nie posądziłabym cię o bezmyślność. Nie wiem też, dlaczego uznałeś, że możesz mnie wciągnąć w swoje idiotyczne plany, których w zasadzie jeszcze nie masz, a może jednak coś tam masz, hej, może jednak nie, a może właśnie to… Rozumiem, że w obecnej sytuacji możesz czuć się samotny. Ale ja nie jestem twoją wspólniczką zbrodni i nie zamierzam ci pomagać, dopóki dopóty skrawki historii, które znamy, nie przybiorą jednego, konkretnego kształtu.
- Jeśli masz zamiar zwrócić się o pomoc do zorganizowanej grupy przestępczej, to przyszły podszef mafii leży nieprzytomny w twoim łóżku. Jeśli jednak liczysz na obiektywne i racjonalne spojrzenie na sytuację oraz wyrażasz chęć utworzenia planu z uwzględnieniem wszystkich szczegółów dotyczących nurtującego cię zagadnienia, zanim przystąpisz do działania to proszę cię uprzejmie, usiądź i daj mi dokończyć posiłek. Jeśli nie - odpocznij. Masz moje pozwolenie aby spać tej nocy w łóżku Carlo, to sprawiedliwa wymiana. Dziękuję. - Nie odrywając od ciebie wzroku wracam do konsumowania mojego przepysznego deseru. That’s right, bitch. Nigdy nie lekceważ środkowego dziecka.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Wto Sie 18, 2015 11:16 pm

Nie musisz tego ujmować aż tak dosadnie. No dobrze, nie mam w sobie magii (ani grama mięśni), ale przecież to chyba nie koniec moich atutów? Mogę przecież jeszcze, na przykład... hm... no dobrze.
- Rozpatruję różne opcje - usprawiedliwiam się, prawda jest taka, że naprawdę nie jestem w formie. Wiesz. Nie zamierzałem od razu pojawić się na głównej ulicy Oslo i wypytywać o mistrza ceremonii, po prostu... jakoś lepiej mi się myśli, gdy chodzę w kółko, tobie nie? Okej, tobie nie. Okej. Siadam z powrotem na moim miejscu, biorę z powrotem nieszczęsną grzankę, żuję ją chyba tylko po to, by robić cokolwiek. Nawet przy tym na ciebie nie patrzę, to mimo wszystko byłoby trochę. No nie wiem. Niezręczne. Zdajesz się sporo wiedzieć o mojej kulturze, ale ewidentnie w niej nie dorastałaś, tu nie chodzi tylko o to, kto przygotowuje posiłek. Okoliczności i miejsce też są ważne. To chyba strasznie dziwnie brzmi dla kogoś z zupełnie innego kręgu kulturowego, więc nawet nie próbuję ci tłumaczyć.
Plusy są takie, że podczas gdy ty konsumujesz deser, ja mam trochę czasu, by przemyśleć wszystkie moje pomysły i przeprowadzić wstępną selekcję. Szkoda tylko, że myśli mi się naprawdę ciężko, ale nie sądzę, by w ciągu kilku dni cokolwiek miałoby się drastycznie polepszyć, a ja nie chcę tracić ani chwili.
Powinienem skontaktować się z Amandine. Nie wiem, co z nią jest nie tak, ale widziałem przecież, że rytuał również na nią wpłynął. Słyszałem, że miała mniej szczęścia niż ja. Jeśli się nie mylę - a myślę, że nie mylę się ani trochę - podczas Nocy Walpurgii wszyscy zostaliśmy odcięci od magii. W moim przypadku wystarczyła kolejna dawka skrzeloziela, by móc zacząć ponownie oddychać powietrzem atmosferycznym, ale uzdrowiciele wciąż walczą o Amandine, co znaczy, że magia dosłownie utrzymywała ją przy życiu. Czyli... ach. Już wiem, co jest z nią nie tak. Zerkam przelotnię na Claudię. Wiedziała?
Z drugiej strony, co to nam da? Nie, stop, prawie tam zginęła, należą jej się wyjaśnienia, nawet jeśli nie będzie w stanie nam pomóc.
No dobrze, możemy jeszcze iść śladem mistrza ceremonii. Istnieje jednak jakieś prawdopodobieństwo, że został wynajęty, nie poznawszy nigdy ludzi, dla których pracuje. Kazano mu wykuć słowa rytuału i nie przerywać bez względu na wszystko. A może już nie żyje? W końcu jakby nie patrzeć, nie wszystko poszło zgodnie z planem, chyba że wzięto pod uwagę też masową histerię.
Został jeszcze jeden trop. Nauczyciele. Słyszałem plotki, że profesor alchemii walczył z jakąś kobietą. Poza tym, władze szkoły musiały chyba wiedzieć? Nie, niekoniecznie, przecież...
Och, koniec grzanki.
Myśl mi uciekła, ale nieważne, mam wrażenie, że tylko marnuję czas.
- Nie pójdziesz chyba po dokładkę, co? - odzywam się, siedząc bokiem do ciebie, gdy szczęk sztućców ustaje. - Jaki ty masz pomysł? - Spoglądam w końcu na ciebie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Sro Sie 19, 2015 12:35 am

Skoro widzę, że nie będziesz jadł, to sięgam po zupę, którą dla ciebie przyniosłam, a potem, po słodką bułkę. Może jednak się nie doedukowałam, może sam rytuał jedzenia też ma ogromne znaczenie. Albo to, albo tak cię pochłania myśl o ostatnich zdarzeniach, że straciłeś apetyt. Albo to i to. Nie byłoby to dla mnie zaskoczeniem. Układam w końcu wszystkie puste nauczynia na jeden stos, do ostatniego talerza wkładając sztućce. Zjadłabym tą drugą bułeczkę, ale na tym etapie wiem, że jeśli to zrobię, to nie będę mogła zasnąć. A ja naprawdę jestem zmęczona. Widzisz, Yumo? Jestem zmęczona. Ty nie jesteś? Powinieneś. Co z tobą nie tak. I wiesz, co jeszcze powinieneś? W końcu wziąć prysznic. Mnie też już chodzi po głowie. Naprawdę, to nie jest dobry czas, na taką rozmowę, Yumo, ale mam świadomość, jak cię to męczy i ze względu na to nie wstaję po prostu i nie idę sobie, co najpewniej zrobiłabym w każdej innej sytuacji. Zamiast tego zatapiam się w pufie, wyciągając przed sobą nogi i zakładając ręce za głowę. Patrzę w sufit, na chwilę odpoczywając po prostu po jedzeniu, chociaż męczy mnie, że tak mi ufasz, najwyraźniej, wciągając mnie w to wszystko. Dlaczego ja, Yahto? Chciałam cię tylko posklejać. Nic więcej. Nie przypominam sobie, abym zabiegała o wakat u twojego boku, w rozwiązywaniu tej sprawy. Owszem. Mogę z tobą porozmawiać, skoro już tu jesteś. Mogę. Ale nie jestem pewna, czy chcę być tego częścią. Opinia to coś innego. Szukanie informacji też. Ale pomysł? To już ingerencja. Mimo wszystko, skoro już tu jesteśmy, a ja nie mogę udawać, że temat nie padł i nie odzywać się, albo zapytać o jutrzejszą pogodę, lub uciec, to równie dobrze mogę się nad tym zastanowić. Zamykam oczy. Łączę fakty. Boże, jestem taka najedzona.
Przedzieram się przez mój mind palace, gromadząc wszystkie skrawki wspomnień i wzmianek, które mogą mi się przydać. Robię szczegółową selekcję, a katalogi wracając na swoje miejsce w pamięci, dopóki nie zostaje mi tylko kilka szuflad. Wysypuję zawartość i układam ją jak puzzle i. Otwieram oczy. Powinnam ci powiedzieć? Wykorzystałbyś to, czy nie? Prawdopodobnie. Prawdopodobnie nie. Niech cię szlag, Yumo Yahto, przecież ledwo cię znam. Nie mam pojęcia, jak się zachowasz. Ale w razie czego zawsze mogę pokrzyżować ci plany. Odrywam wzrok od sufitu spoglądając na ciebie. Wiesz już, że coś znalazłam, prawda? Wiesz. W bardzo krótkim czasie zdążyłeś przekonać się, jak sprawnie sobie radzę z dedukcją. Wzdycham i podnoszę się do siadu, odgarniając włosy za plecy. Prędzej czy później i tak byś do tego doszedł.
- Noc Walpurgi to noc złych duchów. Potrzebowałbyś medium, które, wprowadzone w trans, mogłoby się z nimi skontaktować. Zakładając, że to demony, a nie energia sama w sobie wiszą w dahlvaldzkim powietrzu, o ile rytuał się nie udał. - Przyglądam ci się uważnie szukając jakichkolwiek niepokojących zmian w twojej mimice. Nadążasz?
- Oczywiście, teoretyzujemy, bo na nasze i ich szczęście nie znamy żadnego medium, które chcielibyśmy narazić na tego typu ceremoniał. - Wstaję. Widziałeś, przez co przechodzą, Yumo. Widziałeś, przez co przechodzi Carlo. Spójrz na mnie. Podzieliłam się z tobą moją teorią, ale byłbyś głupcem, gdybyś próbował wprowadzić ten plan w życie, wykorzystując Claireminę, lub, co gorsza, Carla. Łapię za uchwyt wózka i pcham go w stronę wyjścia, muszę go przecież oddać do kuchni, sztućce drgają, obijając się o dno naczynia, zagłuszając gniew, który się we mnie wzbiera, na samą myśl, że ktoś miałby wykorzystać mojego brata do skontaktowania się z tymi kreaturami.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Foyer   Sro Sie 19, 2015 1:57 am

Oczywiście, że jestem zmęczony. Marzę o tym, żeby tak po prostu odpocząć, tylko że nie potrafię, mając świadomość tego wszystkiego, co się dzieje. Wiesz, ten dzień jest strasznie długi, mam wrażenie, że rozciągnął się na cały tydzień. Męczy mnie niejasne wrażenie, że jutro niekoniecznie będzie lepiej i może dlatego też próbuję odwlec w czasie sen, nawet jeśli naprawdę dobrze by mi zrobił.
Moja twarz tężeje, gdy zaczynasz mówić o medium. Myślałem o tym i nie myślałem jednocześnie. Wiem, że taka opcja istnieje, pochodzę w końcu ze stron, gdzie demony i duchy rozumie się znacznie lepiej, niż europejscy czarodzieje kiedykolwiek będą, ale nawet przez moment nie rozważałem zrealizowania tego pomysłu. Jak myślisz, kogo mielibyśmy naznaczyć mianem szczęśliwego wybranka? Claireminę? Może twojego Carla?
Ale twoje kolejne słowa rozwiewają moje wątpliwości. No tak. Ty też nie bierzesz pod uwagę tej możliwości, po prostu chcesz mi dać do zrozumienia, że gdybym próbował cokolwiek osiągnąć w ten sposób, będziesz o tym wiedzieć. I nie pozwolisz mi na to. Mrużę oczy, ale nie komentuję tego w żaden sposób. Wiesz, podobno jestem niemiły, ale nawet ja nie zakładam, że ktoś, kogo praktycznie nie znam, jest gnidą bez kręgosłupa moralnego. Nie zrobiłbym tego, Claudio, ale dzięki za wiarę w moje zdolności do osiągania celów po trupach, twój brat dla odmiany sugerował, że za łatwo się poddaję. Wyśrodkowując te opinie wychodzi ktoś całkiem normalny.
Odwracam wzrok, chyba nie chcę, byś zauważyła, że jestem rozczarowany, przecież dlaczego miałbym być? Nie znam cię, nie jesteś częścią mojego życia, a co za tym idzie, możesz o mnie myśleć cokolwiek. Poza tym, mogłabyś błędnie zinterpretować moje odczucia, jeszcze uznałabyś, że pomysł przypadł mi do gustu i żałuję, że nie wypożyczysz mi Carla.
- Hej - żegnam się jeszcze z tobą. Czekam, aż znikniesz z pola widzenia, po czym wzdycham ciężko.
Przez chwilę siedzę w pustym foyer, ale w końcu zmęczenie okazuje się silniejsze. Wygląda na to, że jednak pójdę spać. W łóżku Carla.
Biedny Lars, dostaniesz kiedyś przez nas zawału.

/zt
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Foyer   

Powrót do góry Go down
 

Foyer

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Parter-