Strych

avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : wytwórca myślodsiewni

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Strych   Sob Kwi 18, 2015 7:50 pm

Strych
Zagracony, zakurzony, nieczęsto odwiedzany. Halbjorn znosi tu wszystkie niechciane i zwykle mało potrzebne rzeczy. Albo te, których nikt nigdy nie powinien oglądać, łącznie z nim samym. W końcu kto chciałby tak się pobrudzić?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Helsinki, Finlandia
Wiek : 33 lata
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : defraudantka

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Strych   Sob Kwi 18, 2015 10:34 pm

Mój kochany braciszku, czy ty wiesz, czy ty wiesz? Bo ja wiem, a chcę więcej i nudzę się och nudzę dlatego raz, dwa, posprzątam dziś strych. Twój strych. A może znajdę tam skarby. A może znajdę tam skarby, które wiele znaczą i jeszcze więcej są warte? Skaczę sobie więc z nóżki na nóżkę i omijam twój salon, ale potem widzę, że ciebie nie ma, pewnie jesteś u swojej dziewuszki co? Hehe, ty psie, Hal, hehe. Dlaczego mnie nie zaprosiłeś? Czy to dlatego, że nie przywiozłam dla niej nic ananasowego? Trochę przykro, przecież wiesz, że ja bym coś dla niej przygotowała, a na pewno byłoby to coś super, przecież mnie znasz braciszku mój drogi, a Sierra Leone to kobieta wyjątkowa, bo ty byś się za byle kogo nie wziął, prawda? Ależ jestem zazdrosna, aż mnie świerzbią palce, taka piękna kobieta się marnuje przy Halbjornie, jestem pewna, że on nie potrafi jej docenić, że trzyma ją pod kloszem, przecież taki skarb należy całemu światu pokazać, a nie zakopywać go głęboko, Hal ty egoisto, przecież ona mogłaby zostać nową twarzą Neoasgardu czy Sabatu, założyć swój własny ruch, tyle możliwości, ja bym jej w tym pomogła, zrobiłabym wszystko, żeby świat ją poznał, bo taka jest bez skazy, czemu tego nie widzisz, och idioto, czemu tego nie widzisz. Jestem pewna, że jest tylko kilka osób, którym się pochwaliłeś swoją perłą i to zapewne przypadkowo wyszło. Ale proszę bardzo, siedź sobie tam u niej.
Póki możesz.
Co? Ktoś coś mówił? Halo? Rozglądam się po strychu, nikogo nie ma, dziwne, zdawało mi się, że ktoś mi coś nad uchem szeptał, ale to nie ważne, bo już po chwili absorbują mnie zupełnie graty Hala. Halalalala. Tyle rzeczy, och tyle rzeczy, rzucam się na nie, kurz mnie nie zniechęca, skąd! W zasadzie to jestem perfekcyjną panią domu. To znaczy byłabym, gdybym miała dom. Bo tak, Yngvi to ma te swoje zegarki co nie, Hal ma te swoje sitka do myśli, a ja to dobrze gotuję a i kafelki w łazience super wyszoruję. Jeszcze raz mi ktoś powie, że mam najgorszy talent z rodzeństwa to go wyśmieję hehs eheheheheheh hehehe. No i co? Czy Halbjorn potrafi zrobić zupę z pora? Bo ja wiem, że nie potrafi. Głupi kutas.
Jaka piękna skrzynka, totalnie otwieram. Wylewa się na mnie lawina zdjęć, wyciętych z gazet artykułów, jakieś pukle włosów, damskie, przecież widzę, mapy, pokreślone, olaboga, ile tego jest, a to co? O boże boże bożeno. Czy to jest to, co ja myślę? To jest TOTALNIE to, co ja myślę. Oooo ho ho królowo bolesnej męki trzymaj mnie, bo oto przede mną w pięknych, zakorkowanych fiolkach leżą WSPOMNIEŃ HALBJORNA.
Mihihihihih. Odynie, aż się trzęsę, patrz jak się trzęsę, na wargach to już chyba mam ślady po zębach. Siadam po turecku, nie szkodzi, że sobie pobrudzę moją żółtą sukienkę, przywołuję do siebie kamienną misę, które stoi gdzieś w rogu upchnięta i zakurzona, jednym ruchem czyszczę ją, wlewam całą zawartość fiolki i nurkuję.
Dwie laski wanilii, mam coś dla ciebie, smakujesz mi jak cholera, masz ją jeszcze? Proszę, nie jesteś gotowy, nie rób tego, od teraz, na zawsze, Czas ???? - ????, zrobiłeś mi ze sklepu burdel, Arthurze, ten burdel to moje życie, żeby zrozumieć czas, CZAS, Czas, Halbjorn, czas, nie było cię tak długo, to ja chciałbym nauczyć cię czasu. Rób mi bałagan. Tu, tam, w całym życiu. To przecież niewielka cena za odrobinę ulotnego szczęścia, za kilka chwil twojego życia, za ciebie bez ciebie, porozmawiajmy jak nigdy dotąd, jak nigdy przedtem, to wszystko musi spłonąć, nie tak miał się skończyć Arthur Bono. Coś ty zrobił, coś ty zrobił, coś ty zrobił Arthurze? Nie pozwolę ci upaść drugi raz, panie Moro, kim jestem, muszę znaleźć nową tożsamość, żegnaj, mój słodki, wynieś na strych i zapomnij.
Upadam głucho na ziemię, oddychając ciężko, jakbym przebiegła właśnie milę. W pewnym sensie przebiegłam, dość spory okres czasu. Pulsują mi skronie, zaschło mi w ustach, pozwalam sobie tylko na kilka sekund leżenia, dopóki nie zerwę się do pionu, żeby przejrzeć w gorączce zawartość walizki. Jestem pewna, że mignęła mi już podczas sceny w salonie Hala, ale skupiałam się na ciężkich emocjach wiszących w powietrzu. Za dużo tego, za dużo trochę, nie ochłonę długo, fiu, rozrzucam wszystko, mieszam, przeszukuję i w końcu trafiam na to, co chcę. Sierra Leone. Ty… Ty zwodnicza suko. Kimkolwiek jesteście z tym Arthurem, nie pozwolę, żebyście skrzywdzili mi brata. Wasza niedoczekanie. Zabieram dwa zdjęcia w formacie pocztówek, jedno paszportowe, na każdym z nich ona. Nie przejmuję się bałaganem, przecież teraz Hal i tak nie ma pojęcia o istnieniu tej walizki. Jestm zła. Jestem bardzo zła. Zbiegam niemal ze strychu i zaciskam zęby. Sierra Leone, nawet gdybyś miała najczystszą krew na ziemi, nie pomoże ci to.

zt
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kitka, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Strych   Wto Sie 25, 2015 9:31 pm

O zmarłych nie powinno mówić się źle, ale, na wszystkich bogów, Halbjorn Venäläinen był taką pipą, aż skręca cię na samą myśl o tym, że ten gnój nawet po śmierci jest tak niedorzecznie uciążliwy. Odkąd pamiętasz, denerwowało cię w nim, żebym się nie pomylił, dokładnie wszystko: od tej wiecznie nieobecnej, umęczonej przebywaniem wśród ludzi mordy, poprzez zawsze w kosteczkę ułożone ubrania, szczelnie zasunięte kotary w dormitorium, sukces, jaki osiągnął tylko i wyłącznie dzięki nazwisku, na małżeństwie skończywszy. A teraz jeszcze to. Zdolny byłbyś wywrócić mu całe mieszkanie do góry nogami, a nie znalazłbyś nic poza pustymi miskami, niektórymi, musisz to przyznać, naprawdę pięknymi, jednak to wciąż nic tylko kamienne misy, z których mógłbyś usypać mu kurhan, byleby odgrodzić się od niego kurtyną, przez którą nie przeszedłby z powrotem z tych swoich zasranych zaświatów. Tam nie musi się martwić, że zostanie pokalana, jebana niedotykalska szmata.
Obecność Maliki to w tym momencie błogosławieństwo dla ciebie, mniej zapominasz, że przyszliście tu tylko w interesach, że cała reszta nie gra najmniejszej roli, że nawet nie liczy się, że próbujesz zrobić trupowi na złość. I choć już na progu obrywasz paskudnym zabezpieczeniem, Mała szybko się z tym rozprawia, a tobie jedynie od niespełna godziny cała ręka pulsuje bólem, jakby ci nerwy kawałek po kawałku rozrywano i kwasem zalewano i tak bez końca, dopóki byś sobie jej nie odrąbał. Zmyślne to, doprawdy, piętno złodzieja, pies was jebał Venäläineny.
- To też nie – mruczysz do siebie, rzucając w kąt kolejny szpargał, który przypadkiem dostał się w twoje ręce. Te masz już lepkie od nagromadzonego na strychu kurzu, aż nie chce ci się wierzyć, że ciągle było tu coś znoszone – warstwy pyłu przysłaniające niektóre przedmioty przeczą wszystkiemu, co logiczne, co potrafisz zrozumieć. – Wiesz, co mnie wkurwia? Że ktoś naprawdę to zrobił. – Podnosisz nagle głowę, jakby doszedł cię hałas, którego nikt inny nie usłyszał. Białka oczu lśnią złowrogo w mdłym świetle wpadającym przez tak samo zabrudzone jak wszystko tu okna. – Byłem tam wczoraj. Nie ma jej. Albo to kolejna sabatowa manipulacja, albo ktoś jest głupszy niż można przypuszczać. – Dopóki nie zobaczyłeś, nie uwierzyłeś, że ktoś mógł wykraść różdżkę Arnórra Lavarda. To nie było niemożliwe, jednak krew gotuje ci się w żyłach, żeś sam na to nie wpadł, uważając że wystarczy ci popatrzeć przez gablotę na taki artefakt. A teraz cokolwiek, co mogłoby nadać się jeszcze do wyniesienia z Muzeum Sztuki Magicznej, jest jeszcze pilniej strzeżone.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Seyðisfjörður, Islandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kolekcjonerka artefaktów, łamacz klątw

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Strych   Sro Sie 26, 2015 5:12 pm

Z nałogiem się nie walczy, nałóg się pielęgnuje. Nie powie ci tego żaden mądry nauczyciel, ale to przecież jedna z wielu prawd, które odkryć trzeba samemu. Gdy już nasłuchasz się, że odwyk, że zwalczanie własnych słabości, wtedy wreszcie możesz ze spokojem przyznać, że gówno, bo ty lubisz inaczej. Lubisz tak, jak jest i koniec. Że czasem płacisz za to bólem, jakimiś łzami czy nienaruszalną, zakłócaną tylko co jakiś czas i na krótko samotnością - to nie ma znaczenia. Takie życie warte jest podobnej ceny. Zawsze było warte.
Malika była jak smok śpiący na zawłaszczonym społeczeństwu skarbcu i czuła się z tym bardzo, bardzo dobrze.
Na samo wyjście nie trzeba jej było namawiać. Wprawdzie jej grafik nie przewidywał zwiedzania sklepu Venäläinena, wprawdzie nie swej liście pożądanych przedmiotów nie miała nic konkretnego, co mogłoby spoczywać na tutejszych regałach, ale to właściwie nie było istotne. Niespodzianki przecież też są miłe, prawda? Lokal, na którego progu właśnie stali mógł się zaś prędko okazać jedną wielką, słodką bombonierką.
- A nie mówiłam? - Gdy jedno z pierwszych zabezpieczeń (Mal nie wierzyła, by było tylko jedno, musiało być więcej, znacznie więcej) wżarło się w rycerską rękę podążającego na przedzie Yrjäny, Mała uśmiecha się życzliwie, na osłodę wypowiadanych słów. - Mówiłam. Ze trzy razy. Powinnam iść pierwsza, bohaterze.
Nie szła jednak, wciąż podążając o krok za Finem. Jak widziała, że coś nie gra, to sprawiała, żeby grało - częściej jednak zza pleców mężczyzny sugerując po prostu, co powinien chwilowo omijać. Ostatecznie skończyło się na tym, że gdy Kärkkäinen buszował już pośród potencjalnych skarbów, Feykirsdottir rozpracowywała kolejne pułapki. Jeden, dwa, trzy, dziesięć, piętnaście. Bogowie, ktoś naprawdę się tutaj napracował.
Skończyła dopiero wtedy, gdy Yrjänä stanął już naprzeciw swej frustracji. Różdżka Arnórra Lavarda, tak. To zabawne, że Malika wiedziała o niej tak niewiele. Praktycznie nic. A przecież zazwyczaj wiedziała wszystko, co było trzeba.
- Szczerze? - Zatrzymując się na środku pomieszczenia podparła ręce na biodrach i rozejrzała się. Dla niej samej polowanie jeszcze się nie zaczęło... Zresztą, może w ogóle nie miało. Nie czuła się jak na łowach. Nie była dziś myśliwym. Ot, koneserką. Turystką do zwiedzania niemal zupełnie nieprzygotowaną. - Nie mam pojęcia, o co ci tak naprawdę chodzi.
Gdy wreszcie przeniosła spojrzenie na Fina, nawet nie próbowała udawać mądrzejszej niż była. Mężczyzna może i nie był przygotowany na niewiedzę Maliki - tak typowe dla nich, czasochłonne dysputy o mniej lub bardziej legendarnych skarbach, o fantach, które dla wielu ludzi było tylko elementami przerażających historii zdawały się przekreślać jakąkolwiek szansę na to, że córka Feykira będzie miała jakieś braki w wiedzy - ta jednak nie zamierzała łagodnie go z tym oswajać. Nie wiedziała i już. Jakieś plotki, półsłówka i garść domysłów nie były informacjami, którym gotowa była wierzyć. Potrzebowała faktów, zawsze tylko faktów. To na ich podstawie budowała swój majątek, na niczym innym.
- Różdżka jak różdżka. - Opuszczając swój posterunek na środku sali, przemieściła się ku przeciwnemu jej krańcowi. Nie chciała wchodzić w drogę swemu towarzyszowi, a kolekcja była tu wystarczająco duża, by każde mogło zająć się czymś innym. - Może trochę potężniejsza niż norma przewiduje. Może zespolona z jakimiś urokami. - Wzruszyła lekko ramionami, już nawet na mężczyznę nie spoglądając. - Takich jest więcej. Chwytliwy zwrot o pojedynczych sztukach jest tylko mało subtelnym sposobem pismaków na zaostrzenie tematu, dobrze o tym wiesz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kitka, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : organizator nielegalnych pojedynków i handlarz czarnomagicznymi przedmiotami

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Strych   Sob Sie 29, 2015 8:40 pm

Mówiła, oczywiście, że mówiła. Ale ty stwierdziłeś, że będziesz mieć w dupie to, czym ci brzęczy koło ucha, bo wiesz lepiej. Bo po chuja pana dom trupa – nie byle jakiego, ale wciąż trupa – miałby być zabezpieczany, kiedy tuż obok znajduje się cukiernia jego ześwirowanej przyjaciółeczki, która jedną słodką babeczką pośle cię w sam środek paszczy Jormunganda, a kawałek dalej pustego już przybytku dogląda ze swojej pracowni najstarszy Venäläinen. Więc po chuja pana mieliby trwonić czas na takie pierdolety? A jednak. A. Kurwa. Jednak. Znaleźli się mądrzy, co stwierdzili, że ktoś chciałby – że ktoś w ogóle miałby ochotę – pozwiedzać najnudniejszy sklep w okolicy. Nawet u Nożycorękiego można było się lepiej zabawić. I gdyby nie Elmo, tobie w życiu nie przyszłoby do głowy, by nogę tu postawić, ale ty znów musiałeś dać się nabrać na te zjarane czasem oczy, znowu skusiły cię fanty, które mógłbyś przy okazji zgarnąć. Jakby cokolwiek było tu do zgarniania. Papiery, projekty, słoje z niezidentyfikowanymi substancjami (no dobrze, to może się przydać, nie marudź już), pudło z pocztówkami, książki, książki, jeszcze więcej książek, worki z gliną, puste fiolki, jeszcze trochę książek (kurwa, Halbjorn, poważnie, nie udawaj, żeś taki oczytany był), niedokończone i uszkodzone myślodsiewnie, nawet jakieś afrykańskie lalki. No dobrze, nie jest źle, może Malika ma coś lepszego.
Ale kiedy ją słyszysz, na chwilę zapominasz, czego w ogóle od niej chciałeś. Wraz z kolejnymi jej słowami, coraz gwałtowniej kręcisz głową. Nie, nie, nie. To nie tak, to nie pojedyncza sztuka, to nie żadna cholerna legenda, która, wsadzona między jej podobne, zapodziała się i nieoczekiwanie została odkryta na nowo, to żadne pismakowe chwyty mające sprawić, że atmosfera wokół muzeum i jego zbiorów będzie wrzeć od plotek i ploteczek.
- Nie, Mała – zaczynasz, powoli wypuszczając powietrze. Tylko bez niepotrzebnych nerwów, każdemu może się zdarzyć. Na Odyna, nawet ty nieraz nie masz pojęcia o czym mówią do siebie klienci. A ona co? Młodsza jest, tym bardziej prawo ma, by jak jebany neon błyszczeć niewiedzą. – To nie różdżka jak różdżka. To symbol. – Oi, Yrjä, tylko się nie popłacz, i tak nikt nie uwierzy, że przywiązujesz do tego taką wagę. – To tak, jakbyś zajebała królewskie insygnia. I potem miała okazję je opchnąć jakiemuś frajerowi. Albo nawet sobie zatrzymać. Tu nie chodzi o żadne hokus-pokus. – Choć, oczywiście, różdżka pomimo że wiekowa, wciąż jeszcze nadawała się do grania w magię. Pewnym było też, że była potężniejsza od całej reszty czarodziejskich patyków – chociażby przez wzgląd na to, że wtedy Sabat naprawdę coś znaczył i, jako ówczesne mocarstwo, dysponował klątwami, które choćby z wierzbowej rózgi potrafiły zrobić potężną broń. – To coś więcej. Coś, czego nie pojmiesz, jeśli nie będziesz musiała… – No już, Yrjänä, bo się zapowietrzysz, złociutki. – Nieważne. Masz tam coś?
Kciuki wbijasz mocno w skronie, różdżki na chwilę obecną nie uratujesz, możesz natomiast zająć się tym, po co tutaj przyszedłeś. Fantomowe wspomnienia. Powinny gdzieś tu być, przecież czegoś podobnego nie mógł trzymać na zapleczu, do którego nawet nie raczyłeś zajrzeć tylko od razu długimi susami, przeskakując po kilka stopni naraz, pognałeś na strych. Jak dziecko, Yrjä, jak dziecko.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Strych   

Powrót do góry Go down
 

Strych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Sklep z myślodsiewniami Venäläinena-