Sklep

avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Sklep   Sob Kwi 18, 2015 8:45 pm

sklep
Tutaj spełnisz swoje wszystkie marzenia. Półki uginają się od słodkości, wypieków wszelkiej maści - co przyjdzie ci na myśl znajdziesz tutaj. Kusząco pachnące, wyglądające jak z obrazka, smakujące niebiańsko. Nie poprzestaniesz na jednym ciastku, kawałku, jednej babeczce, szybko wrócisz po więcej. I więcej. I więcej. Sok z owoców będzie spływać po brodzie, palce kleić się od cukru i czekolady. Wrócisz. Szybciej niż myślisz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Nie Kwi 19, 2015 8:58 pm

Chciałabym, byś wciąż miał pięć lat.
Pewnie nie pamiętasz tych czasów - ja doskonale. Spędzaliśmy razem całe dnie na zabawie. Lato w rodzinnej posiadłości. Drzewa uginające się od owoców w dalszej części ogrodu. Maliny poukrywane w krzakach graniczących z lasem. Spacerowaliśmy - ja w białej sukience, ty w swoich krótkich spodenkach. Miałeś wtedy jeszcze takie pulchne nóżki. Małymi dłońmi próbowałeś łapać motyle, słodkimi usteczkami posyłałeś mi pocałunki. I zadawałeś tyle pytań. Interesowało cię wszystko, cały świat. Co to jest? Dlaczego jest właśnie takie a nie inne? Dlaczego trawa nazywa jest trawą? Czy kot zawsze był kotem? Opowiadałeś mi też swoje sny, wiesz, do dzisiaj trzymam pamiętnik, w którym je zapisywałam, zafascynowana twoją wyobraźnią.
Miałam wtedy siedemnaście lat i mogłam chronić cię przed całym światem.
Chciałabym, żebyś wciąż miał pięć lat. Żeby twój świat ograniczał się do bezpiecznych granic rodzinnej posiadłości. Żeby nie dosięgał cię cały brud tego świata. Żebyś nie był świadom chaosu, który dzieje się dookoła nas. Którego stałam się częścią.
Wciąż zadajesz pytania. Ale dzisiaj potrafisz sam znaleźć na nie odpowiedzi.
Nie jestem kryształem, mój ukochany bracie, daleko mi do ideału. Nie jestem też dobrym człowiekiem. Widziałam za dużo, przekroczyłam zbyt wiele granic, nie ma już dla mnie ratunku. Nie jest mi z tego powodu ani żal, ani też przesadnie smutno.
Jedynie czego się obawiam, bo wiesz, są jednak rzeczy, których się boję - to żebyś ty spojrzał na mnie kiedyś inaczej niż teraz. Inaczej niż z ufnością. Gdybyś spojrzał na mnie ze strachem, żalem, obrzydzeniem… Z tym nie dałabym sobie rady.
Wtedy zmieniłabym nawet czas, by nigdy do tego nie doszło.
Nie myślę o tym teraz.
Siedzimy razem, sklep jest już zamknięty. Przed tobą cała patera słodkości, najnowsze przepisy. Potrzebuję krytyka, nikt nie jest w tym lepszy niż ty. Czegoś brakuje? Czegoś dodałam za dużo?
- Co ciekawego śniło ci się ostatnimi czasy? - pytam, siadając naprzeciw. Doskonale zdaje sobie sprawę, że za chwilę przejdziemy do cięższych tematów. Ilu twoich znajomych trafiło do Närjarvi? Przyjaciół? Może też straciłeś dziewczynę na rzecz segregacji rasowej? Jak wygląda szkoła z opaskami na ramionach?
I pewnie spytasz mnie - dlaczego Maiu?
Uwierzysz, kiedy powiem, że nie wiedziałam?
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Nie Kwi 19, 2015 11:52 pm

Nie chciałbym mieć wciąż pięciu lat, mimo że świat był taki kolorowy, ciekawy i beztroski. W końcu nie mieliśmy żadnych problemów – przynajmniej ja, ty byłaś wtedy przecież starsza i powoli wchodziłaś w świat dorosłości i odpowiedzialności. Zupełnie jak ja teraz, kiedy mam już te prawie osiemnaście lat życia za sobą, a przed sobą jeszcze więcej. Choć czasu nigdy nie zdołamy zatrzymać to wiem, że już na zawsze zostanę twoim małym braciszkiem. To się nie zmieni. Musimy jednak nieustannie iść do przodu, nie ma w tym przypadku innego rozwiązania, wszystko ma swój początek i koniec – i moja, i twoja egzystencja. Tylko nikt z nas tak naprawdę nie wie, co jest później. Zawsze mnie to zastanawiało… Pamiętam, że już od małego zadawałem przecież wiele pytań – byłaś moją starszą siostrą, więc za każdym razem przychodziłem do ciebie, siadałem na kolanach i pytałem o to, co mnie wówczas nurtowało. Byłaś taka mądra, chwaliłem się kolegom, że mam najmądrzejszą siostrę na świecie, w końcu znałaś odpowiedzi na wszystko. Ja też taki chciałem kiedyś być, może dlatego też tyle czasu spędziłem w towarzystwie książek. Teraz nic już nie jest takie proste i klarowne jak kiedyś… Po to jednak tu jestem, by pchnąć świat w dobrą stronę i nie pozwolić mu na całkowity upadek. Niech zapanuje równość – tego pragnę przecież najbardziej, poglądy ojca zakorzeniły się w końcu we mnie najmocniej. Stał się moim autorytetem po tym, jak ty wyfrunęłaś z rodzinnego gniazda. My, Hukkelbergowie, mamy misję.
Ciężko mi powiedzieć coś złego o tobie czy Laurze, ciężko mi wierzyć w to, że poszłaś właśnie w takim kierunku. Zadaję sobie mnóstwo pytań. Jak? Dlaczego? Po co to wszystko? Coś przecież musiało się wydarzyć! Nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie wierzę, że zrobiłaś to z własnej, nieprzymuszonej woli. Szczególnie teraz, kiedy od roku znowu tutaj jesteś. Tak cholernie się cieszyłem, że wróciłaś w rodzinne strony, w końcu podróże z Halbjornem pochłonęły cię bez końca. Wiem, że pamiętałaś o mnie, wysyłałaś mi różne prezenty i piękne pocztówki z drugiego końca świata – wszystkie mam schowane w kufrze pod łóżkiem. Myślałem, że już wszystko będzie normalnie i stabilnie. Wcale jednak tak nie jest. Zawiodłem się. Pokazałaś mi świat od drugiej strony. Od kuchni. A teraz? Czy to jest wciąż ten sam świat? Czy to dzieje się naprawdę? Chciałbym o tym wszystkim nie myśleć – wrócić do stanu sprzed dwóch czy trzech tygodni. Wtedy siedziałbym tutaj, zajadał twoje smakołyki, rozmawiał o wszystkim i o niczym. Dziś mamy podobny scenariusz, z taką jednak różnicą, że coś wisi między nami w powietrzu. Sam czuję, że zaraz wybuchnę. Już nawet ciasteczka nie smakują tak dobrze jak zwykle, mimo że uwielbiam twoje wypieki.
- Wciąż to samo. Od kilku tygodni. – Nie potrafię ukryć rozgoryczenia w swoim głosie. Czuję się oszukany. Przez własną siostrę. Jedną z najbliższych mi osób. Czy to jest ten moment, w którym powinienem być na ciebie zły? Tak, jestem zły. O to, że nie powiedziałaś mi o niczym; że nie byłem w stanie uchronić nikogo z moich bliskich. Dobrze wiesz, co mi się śniło. Przerażające krzyki, nieustanne wołania o pomoc, nieprzeniknione ciemności i oczy nieznanych mi ludzi. Dlaczego milczałaś?! Teraz już rozumiem… – Bardziej niepokoi mnie to, że po każdej wizji wymiotuję, a migreny są coraz silniejsze. – Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, wcześniej się z tym nie spotkałem. Mój przeklęty dar wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Wzdycham pod nosem, dobrze wiedząc, że zaraz przejdziemy do trudniejszych tematów. To nieuniknione.  
Powiedz mi, dlaczego mi to zrobiłaś?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Pon Kwi 20, 2015 1:05 am

Ja też nie chciałabym mieć znowu pięciu lat. Zaczynać wszystkiego od nowa.
Wolę się nad tym nie zastanawiać - bo co jeśli doszłabym do wniosku, że zaczynając jeszcze raz, od nowa, coś bym zmieniła? A pewnie tak by było.
To był ciężki miesiąc, dla mnie też. Ojciec wysłał mi nawet list. Długi, pełen gorzkich słów. I pytań - dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Co zrobiłem nie tak?
Och, tato. To nie twoja wina. Ja zawsze chciałam więcej. Wiedzieć więcej. Dlatego szukałam, przez tyle lat, nauczycieli, ksiąg, mistrzów, wiedzy tak tajemnej, tak niedostępnej, że znają ją tylko nieliczni. Chciałam być jedną z nich.
Udało mi się.
Ja zawsze chciałam stać na szczycie. Nie być jedną z żonek, których głównym celem jest zorganizowanie najlepszej charytatywnej fety. Nie być jedną z ozdób przyjęć. To zabawne, wiesz, nasza matka wspina się na szczeblach kariery, a mimo to widziała mnie jako ozdobę przy czyimś boku. Hipokryzja! A może po prostu nigdy nie leżał jej mój gust. Najpierw Peer. Potem Venäläinen. Gdy poznałam Yngviego pewnie pluła sobie w brodę za wszystkie złe słowa rzucone pod adresem Langerlöfa, lepszy łachudra niż Sabatowiec. Ten przynajmniej miał serce po dobrej stronie (czy - w ogóle serce posiadał). Ale było już za późno, Antku. Mój kochany Antku.
Coś musiało się wydarzyć, pytasz. Wydarzyło się. Wydarzył - Yngvi. Kiedy miałam dziewiętnaście lat i chciałam uwierzyć, że jesteśmy współczesną wersją Pięknej i Bestii - chociaż mnie daleko było do czystości Belli, a on wcale nie szukał odkupienia. Kiedy miałam dwadzieścia dwa i wyjechałam na koniec świata, by wreszcie znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania, zdobyć to wszystko na czym zawsze mi zależało. Kiedy wróciłam i spotkaliśmy się, po latach, w muzycznym sklepie nad kolekcją winyli Casha. I teraz. Szczególnie teraz. Jak nigdy.
Zrozum - kiedy raz sięgniesz po kokainę, już nigdy nie przestaniesz być narkomanem. Nieważne jak daleko wyjedziesz i jak wiele osiągniesz, ona wciąż będzie krążyć w twoich żyłach. Nie myśl, że jestem tylko niewinną ofiarą. Pewnie tak byłoby prościej. Gdybym była jedynie opętaną przez złego wilka laleczką, Czerwonym Kapturkiem porwanym w głąb ciemnego lasu. Gdybym mogła się w ten sposób usprawiedliwić. Wyczyścić w twoich oczach, powiedzieć to nie moja wina. Nie mam nad tym kontroli, nie mogę wziąć odpowiedzialności za tę całą sytuację.
Nie będę kłamać, tak nie jest. Wszystko co zrobiłam, zrobiłam doskonale zdając sobie sprawę z konsekwencji. Jestem taką samą trucizną, jak on dla mnie.
Przynajmniej was nikt nie tknie palcem, spójrzmy na to z dobrej strony. Córka w Sabacie, rodzina bezpieczna.
Zaufaj mi, Antku, wiem co robię.
- Nie byłam w Närjarvi - przyznaję szczerze, nie śpieszy mi się tam. To szaleństwo, na które nawet ja się nie zgadzam, to koncept chorego umysłu, którego nawet ja nie potrafię zrozumieć. Natalie. Mam wobec niej swoje plany, mamy, to nie potrwa dług. - Wiesz, że mogę czegoś poszukać na zapleczu, w swoich księgach - dodaję, na wszystko znajdzie się lekarstwo. Powiedz tylko słowo, a znajdę coś, dzięki czemu zapadniesz w spokojny sen, jak dziecko. Żadnych koszmarów. Wizji. Krzyków. Migren. Wymiotów. Nie musisz tego oglądać. - Posłuchaj - zaczynam, bo widzę twoje spojrzenie i żołądek przewraca mi się do góry dnem - domyślam się jak to wszystko wygląda z boku. Nasze nazwisko na listach Sabatu, ta segregacja, łapanki. Ale ja wiem, co robię. - A przynajmniej wiedziałam, jeszcze kilka dni temu. - Nie miałam pojęcia o Närjavi! - To musisz wiedzieć, to jest podstawa. Nie wiedziałam. Nie podejrzewałam. Nie sądziłam, że coś takiego w ogóle jest możliwe, że można być do tego zdolnym. Nawet ja. - Owoce gniją od wewnątrz, wiesz? - Zawsze, musisz to zapamiętać. Chłód czy słońce owszem, mają wpływ, ale to od wewnątrz rozpoczyna się proces rozkładu.
Sięgam po jedno z ciastek i obracam je w dłoniach, to przestało być takie proste. Teraz chodzi o coś więcej. Spytasz pewnie - co może być ważniejsze od setek ludzi, od segregacji rasowej, od twoich przyjaciół zamkniętych w getcie?
- Jestem w ciąży.
Moje dziecko jest ważniejsze.
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Pon Kwi 20, 2015 2:21 am

Mieć znowu nieskazitelnie czystą kartkę i móc zapisywać wszystko od nowa – ja bym nie chciał, choć wielu ludzi oddałoby wszystko, by mieć właśnie taką możliwość. Gdybym jednak zaczął głębiej się zastanawiać nad swoim życiem to zapewne zacząłbym zmieniać to i owo, a wtedy już nic nie byłoby takie same. Czasem wystarczy przecież tylko jedna decyzja, aby potoczyło się zupełnie inaczej. Wolę być jednak w tym momencie, w którym jestem. Przeżywam przecież właśnie swoją młodość, ponoć najpiękniejszy okres w całym życiu. Świat należy do mnie, ale to całkowicie normalne, że my, Hukkelbergowie, zawsze chcemy więcej. To rodzinne, tak już po prostu mamy w genach. Jesteśmy ludźmi sukcesu. Jesteśmy zachłanni. Widzę to przecież po tobie czy chociażby po sobie. Nie musiałaś jednak odcinać się od nas, by być na szczycie – to twoja decyzja, której nie potrafię zrozumieć. Znam naszą mamę, wiem jaka jest i potrafi być, ale nigdy nie chciałaby dla nas źle. Czy którykolwiek rodzic chciałby źle dla swojego dziecka? Ojciec sam mnie poprosił o to, by z tobą w najbliższym czasie porozmawiać. Wtedy miał jeszcze nadzieję, że może uda mi się przemówić ci do rozsądku. Obawiam się jednak, że to już chyba niemożliwe.
- Znajdź. Cokolwiek.  – To już staje się powoli nie do zniesienia, szczególnie że ostatnimi czasy wizje nasilają się coraz bardziej, a krzyki obcych ludzi są coraz potworniejsze. Czasem widzę jeszcze w moich snach twoją śmierć i naszego papy, ale jakoś nie chciałem ci o tym wszystkim mówić i martwić niepotrzebnie. Są rzeczy, których nie należy wypowiadać na głos, a to właśnie jedna z nich. Być może dlatego, że wciąż nie wiem, jak mam to wszystko zinterpretować, w końcu to nie takie łatwe jak mogłoby się przecież wydawać. Jasnowidztwo jest jak rosyjska ruletka – nigdy nie wiesz, na co możesz trafić. Możesz zakładać wiele opcji, ale i tak nie masz pewności czy ci się uda. – Mama przysłała mi kilka specyfików do szkoły, ale nic nie pomaga – żalę się, wywracając dość ostentacyjnie oczami. A może tak naprawdę nie ma na to żadnego lekarstwa? W końcu niewiele wiadomo o konsekwencjach tego przeklętego daru. Większość informacji zapisanych w starych księgach to mity, a ja zdążyłem je już zweryfikować i obalić.
- Maia… – Nie chcę cię już dłużej słuchać, tych twoich wszystkich kłamstw, tracisz w moich oczach, powoli wzbudzasz we mnie odrazę. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji. Zaciskam pięści, nie patrzę już na ciebie, bo wzrok mam pełen bólu i złości. Dość już tego, czy ty siebie w ogóle słyszysz? – Przeczysz sama sobie. Wiem, co robię, ale nie wiedziałam o Närjarvi? – Przepraszam, nie chce mi się w to wszystko wierzyć. Myślałem, że traktujesz mnie poważnie, wydawało mi się, że tyle nas łączy, ale czy faktycznie tak jest? Może ja przez ten czas tylko się oszukiwałem, może oprócz wspólnego pochodzenia, wspomnień i zdjęć z dzieciństwa w rodzinnym albumie nie łączy nas już nic? – Po co to wszystko, wytłumacz mi. Stoimy teraz po różnych stronach barykady… – I nie, nie mów mi, że mam się nie wtrącać, nie mam już dziesięciu lat, w końcu mnie też to dotyczy. Nie zgadzam się na taki świat. Nie tak to miało być. – W czym oni są gorsi od nas? – pytam. To nie czystość krwi czyni nas lepszymi ludźmi, lecz nasze czyny. To właśnie one powinny nas definiować, a nie czynnik, który nawet nie do końca od nas samych zależy. Co jest ważniejsze od tych setek ludzi, z którymi nawet nie wiadomo co się stanie? Powiedz mi, Maiu, nie rozumiem już nic z tego wszystkiego. I zrób coś z tym, zanim sam zacznę działać. Nie obchodzi mnie, że może stać mi się krzywda. W tym momencie to nieistotne.
- W ciąży?! – upewniam się z niemałym niedowierzaniem w głosie. Nigdy bym się tego nie spodziewał, nawet nie wyobrażam sobie mojej starszej siostry w roli matki. To po prostu do siebie nie pasuje, po prostu nie i koniec. Poza tym, czy to aby najlepsza pora na macierzyństwo? Akurat teraz? Zaraz, zaraz, z kim w ciąży? Chyba nie z tym… – Z Venäläinenem…? – dodaję nieco spokojniej, choć nieco niepewnie, podnosząc się ze swojego miejsca i uchylając niewielkie okno na oścież. Otwieram nieco szerzej oczy, czuję się taki skonfundowany i zbity z tropu, sam nie wiem, co mam powiedzieć, by nie palnąć jakiegoś głupstwa. Wdech i wydech, Hukkelberg. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. O wiadomość za dużo. –  Nie spodziewałem się.  – To chyba jedna z bardziej neutralnych odpowiedzi, która przyszła mi do głowy. Czy jestem z tego powodu szczęśliwy? Teoretycznie powinienem być, w  końcu to moja siostra, ale w takich okolicznościach nie potrafię. Za dużo się wydarzyło. Jest jednak coś, o co muszę zapytać.  
- Powiedziałaś rodzicom?
Nie będą zachwyceni.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Czw Kwi 23, 2015 2:01 am

Jedna decyzja wystarczy. Moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, gdybym dziesięć lat temu zdecydowała się, jak zazwyczaj, zostać w domu niż wybrać się na nudne przyjęcie organizowane przez wyższe sfery. Nie zrozum mnie źle, spotkanie Yngviego nie ustawiło całego mojego życia i nie jest jedynym powodem, dla którego teraz jestem w danym miejscu. Miało spory wpływ na późniejsze wybory, to prawda, ale prędzej czy później podjęłabym większość decyzji, niezależnie od jego obecności w moim życiu. Po prostu ostatnio zrobiłam się bardziej wyczulona na jego punkcie. Muszę trochę rzeczy przemyśleć, trochę przewartościować. Po raz pierwszy nie mogę myśleć jedynie o własnym interesie.
I nie wiem, co o tym myśleć.
Ojciec również nie zrozumiał, kiedy napisałam mu, że owoce zaczynają gnić od wewnątrz. To naprawdę szlachetne założyć bagnet na broń i ze sztandarami biec w stronę wroga, ale nic nie da, jeśli jest on zdrowy i silny. Najprędzej i najskuteczniej niszczy się od środka, od rdzenia. Kiedy oderwiesz Hydrze głowę, na jej miejsce wyrosną dwie kolejne. Kiedy wydrzesz jej serce - wtedy pada trupem.
- Jej magomedyczne specyfiki na niewiele się tu zdadzą - stwierdzam, w końcu to co ci dolega nie jest zwykłą dolegliwością, na którą zadziała uwarzony na szybko eliksir. - Możemy zacząć od klątwy wiecznego snu, ale musisz z tym uważać. Brać starannie odmierzone dawki przed snem. I mieć z boku kogoś zaufanego, kto o tym wie. Nie obudzisz się przez kilka godzin, niezależnie od wszystkiego, w razie problemów ktoś będzie musiał się tobą zająć... - Zaufanie drugiemu człowiekowi to trudna sztuka. - Zaletą jest spokojna noc bez snów i wizji, obudzisz się jak nowo narodzony - mówię. Bez przebłysków cierpienia, migreny, wymiotów, krzyków obcych ludzi i wizji ciężkich do zinterpretowania. - Możemy też spróbować po prostu uśpić twoje, jak to mawiają, trzecie oko. Ale to bardziej ryzykowne. Najdrastyczniejsze metody posuwają się do całkowitej utraty wzroku, a tego nie chcemy - dodaję po chwili. Widziałam oślepionych, wpółoszalałych ludzi, którzy nie udźwignęli tego ciężaru. - Czekam na odpowiedzi od kilku dawnych znajomych, oni powinni wiedzieć coś więcej. - Mam przynajmniej taką nadzieję. Nie chciałabym widzieć Antka udręczonego wizjami, których nie rozumie, oszalałego, gubiącego się w interpretacjach, ciągle spodziewającego się najgorszego.
Wzdycham ciężko. Bardzo żałuję, że nie możemy porozmawiać o zwyczajnych sprawach. O szkole. Dziewczynach, które ci się podobają. O twojej przyszłości. O słodkościach. Żałuję tego, co zaraz ci powiem, tego, że to właśnie ja będę musiała cię uświadomić, że życie wcale nie jest czarno-białe.
Ale wiedz jedno - nigdy cię nie okłamałam. I nigdy nie okłamię.
- Nie stoimy po różnych stronach barykady! - Robi mi się słabo, kiedy słyszę podobne słowa. - Nigdy nie staliśmy i nigdy stać nie będziemy. Niezależnie od tego jakie barwy przyjmuję, bycie Hukkelbergiem jest zawsze na pierwszym miejscu. Zawsze! - To nie podlega żadnej dyskusji. To jest coś co musisz zapamiętać! - W niczym, Antek, w niczym nie są gorsi. Nie przystąpiłam do Sabatu, bo wierzę, że zmagamy się z jakąś plagą brudnej krwi, podobnie jak nie byłam z Neoasami, bo wierzyłam, że czeka na nas świetlana przyszłość w Asgardzie! To jest wszystko kwestia interesów. Znajomości. Tego, kto w danym momencie jest ci po drodze. Tak działa dorosłość, Antek. Ja wiem, że jesteś idealistą i chcesz wierzyć, że za każdą decyzją stoi szlachetna pobudka, że można przejść przez życie, nigdy nie brudząc sobie rąk. Ale świat nie działa w ten sposób! - I nigdy nie działał! Nie chciałam być tą, która ci to powie prosto w twarz, jednak czym szybciej to zrozumiesz tym lepiej. - Nie wiedziałam o Närjarvi. Nie miałam pojęcia, co planuje Yngvi… A raczej Natalie, to całe szaleństwo nie było czymś na co się zgodziłam! W tamtym momencie było mi na rękę zmienić sojusz. Kiedy ta cała sytuacja wyszła na jaw… Doszłam do wniosku, że więcej zdziałam, więcej zmienię wciąż będąc w środku - mówię to, a patrząc w lustro nie widzę drugiej Maty Hari ani szpiega tysiąclecia, po prostu na chwilę zawiesiłam działanie tylko i wyłącznie na swój rachunek. - Są rzeczy, o których powinieneś nie wiedzieć absolutnie niczego, ale zaufaj mi. Wiem co robię! Nie wiedziałam o Närjarvi, bo się rozproszyłam, skupiłam swoją całą uwagę na czymś innym, ja nie popełniam dwa razy tych samych błędów.
Poza tym obiecałam Halowi głowę Natalie na złotej tacy. Zawsze dotrzymuję swoich obietnic.
- W ciąży - powtarzam spokojnie i kiwam głową na pytanie dotyczące ojca. Z Venäläinenem. Yngvi, będziesz tatą. I co ty na to? - Ja też nie - przyznaję szczerze, nie będę ukrywać, to nie była planowana decyzja. Czas, najgorszy z możliwych.
Taki już urok macierzyństwa, zawsze nie w porę.
- Nie. I będę szczęśliwa, jeśli tak zostanie, przynajmniej w najbliższym czasie - mówię bez ogródek, nie mam teraz siły na brak zachwytu, wyrzuty i łzy matki. Ostateczne zmarnowanie, już niczego ze mnie nie będzie, amen. - Poza naszą trójką jeszcze nikt nie wie - dodaję. I tak powinno zostać.
Chociaż to nie jest ten rodzaj sekretu który da się ukrywać wiecznie.
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Pon Maj 25, 2015 12:03 am

- Dobrze – odpowiadam bez większego zastanowienia, tym samym odruchowo przytakując głową. Wydaje mi się, że w tym momencie to najlepsze wyjście z sytuacji. Poproszę Abaddona o pomoc, to w końcu jedna z tych osób, na które zawsze mogę liczyć. W dodatku śpimy w tym samym dormitorium, więc będzie mógł mieć na mnie oko podczas snu. – Po prostu chciałbym, aby ten jeden wielki koszmar się już skończył. Nigdy tak nie miałem, sam nie wiem, czym to jest do końca spowodowane. Szukałem odpowiedzi na to pytanie w książkach, niczego nie znalazłem. Ale najpierw poczekam jeszcze tydzień. Jeśli nic się nie zmieni to przyjdę do ciebie i spróbujemy z tą klątwą – dodaję po chwili namysłu, siadając ponownie na kanapie i wpatrując się zmęczonym wzrokiem w moją starszą siostrę. Bycie jasnowidzem to niełatwa sprawa, nie miałem jednak żadnego wyboru. To jedna z tych rzeczy, których szczerze nienawidzę, a z drugiej strony to właśnie ten dar czyni mnie przecież wyjątkowym. Jest to jednak ogromny ciężar i odpowiedzialność, której nigdy nie zrzuciłbym na barki moich najdroższych sióstr.
Powiedz mi, Maiu, dlaczego to wszystko musi być takie trudne? Jestem już coraz starszy i coraz bardziej i częściej czuję się zawiedziony dorosłością. Tak, w tym przypadku to prawdopodobnie najbardziej odpowiednie słowo. Nie chcę myśleć o tym, co będzie, co stanie się, kiedy nadejdzie pora na opuszczenie szkolnych murów. Nie tak to sobie wyobrażałem. Nie tak miało być. Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić, zaakceptować życie takim, jakie jest. Może masz w tym wszystkim rację, może to właśnie bycie Hukkelbergiem jest najważniejsze, że ten fakt jest ponad to wszystko. Chyba w tym momencie gdzieś się pogubiłem… Przecież to wciąż ty. To musisz być ty. Moja Maia. Moja starsza siostra. Nie mogłabyś tego zrobić mnie i naszym najbliższym. Tak, nie mogłabyś tego zrobić, może faktycznie nie wiedziałaś  o chorym pomyśle z Närjarvi? Mętlik już mam w głowie przeokropny, sam nie wiem, co o tym wszystkim powinienem sądzić. Wciąż jednak gdzieś tam głęboko w środku wierzę, że przecież nie dopuściłabyś do czegoś, co mogłoby zaszkodzić nam, Hukkelbergom i naszym przyjaciołom. Powiedz, że się nie mylę.
- Zawsze… – powtarzam cicho pod nosem. – Tak, masz rację. Nie powinienem o tym zapomnieć. Bycie Hukkelbergiem jest w tym wszystkim najważniejsze – przyznaję w końcu, uśmiechając się lekko. To chyba normalne, że każdy z nas ma czasem chwile zwątpienia. – Tylko proszę, bądź ostrożna. Igrasz z ogniem, potężnym ogniem, jakim jest Sabat. Ja wiem, że to może tylko słowa młodszego brata, że pewnie o tym wiesz. Po prostu… – Słabo mi się robi na samą myśl. Po prostu nie chciałbym cię stracić, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Bez Gudrun. Bez naszych rodziców. Nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Tak samo jak że mogło coś złego stać się moim przyjaciołom w getcie. Mam nadzieję, że z nimi wszystko w porządku.
- W porządku. Masz moje słowo. – Jeśli nie chcesz, nic nie powiem. To twoje sprawy, nie chcę się w nie mieszać. Powiesz rodzicom wtedy, kiedy uznasz to za słuszne. I masz rację, tak, to nie jest sekret, który da się ukrywać wiecznie. Wciąż jednak nie mogę uwierzyć, że jesteś w ciąży. I to jeszcze z Yngvim. Z tym, którego czasem tu spotykałem w cukierni. To wszystko było do przewidzenia, prędzej czy później, ale ja nigdy nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Zapomniałem o tym, że taka jest kolej rzeczy. – Najważniejsze, abyś była szczęśliwa i uważała na siebie. Na was. – To jest dla mnie szalenie istotne. W końcu dziecko to ogromna odpowiedzialność. Nawet jeśli ojcem ma być Venäläinen, przywódca Sabatu. Przytulam się do ciebie lekko, po prostu czuję, że muszę tak właśnie w tym momencie uczynić. I samemu od razu mi jest jakoś lepiej. Tak po prostu, mimo tych okropnych spraw, o których dziś rozmawiamy.


Ostatnio zmieniony przez Antoni Hukkelberg dnia Pon Lip 27, 2015 9:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Sob Lip 18, 2015 9:19 pm

- Pewnie niewiele znalazłeś na ten temat w szkolnej bibliotece? Szczególnie części przeznaczonej dla uczniów - stwierdzam z lekkim uśmiechem, jakie to było frustrujące! Dział Ksiąg Zakazanych, po co to komu? Skoro nikt z uczniów nie może ich tknąć, to może po prostu trzymać je w innym miejscu, zamiast kusić uczniów. Tyle wiedzy tuż o krok, za jakąś metalową kratą, tak blisko a tak daleko.
Na całe szczęście na świecie pełno jest znakomitszych księgozbiorów, trzeba tylko wiedzieć jak do nich dotrzeć. Ja sama mam już niezłą kolekcję woluminów, bibliotekarce włosy stanęłyby dęba na same nazwy tytułów, ten szkolny dział to przy tym pikuś. - Dużo się teraz dzieje. Tracisz przyjaciół. Emocje pogłębiają takie talenty jak twoje - mówię. Nie mówię ci jednak o tym, że kiedy ten koszmar się skończy, pewnie zacznie kolejny. Ludzie to nadzwyczaj chciwe i okrutne zwierzęta, mój drogi bracie. Są wśród nich chwalebne osobniki, takie jak nasz ojciec, ludzie stawiający wyższe dobro ponad własny interes, żyjące według honorowych zasad, trzymające się ściśle określonego kodeksu. Ale na jednego człowieka takiego jak on przypada cała masa chciwych, powyginanych kreatur robiących wszystko, by im było jak najlepiej. Pewnie cię zawiodę przyznając, że sama jestem jedną z nich. Nie kieruje mną chciwość, co to to nie. Nie potrzebuję też powszechnego poklasku, uwielbienia, w przeciwieństwie do Natalie nie chcę zmuszać ludzi do tego, aby przede mną klękali. Ja bronię swojego stada - rodziny, najbliższych mi osób. Zależy mi nie tylko na ich przetrwaniu - też bezpieczeństwie, komforcie, wygodzie, szczęściu. A w czasach kiedy świat staje na głowie to oznacza, że trzeba się trochę ubrudzić. Wchodzę więc w jedno czy drugie bagno - chyba też dlatego, żeby nasz ojciec nie musiał. Nie myśl, że nie widzę jego spojrzenia. Nic nie mówi, ale dobrze wiem, że jest zawiedziony. Zły. Przerażony. Zastanawia się, gdzie popełnił błąd. Nie rozumie, przecież myślał, że mnie przed tym uchroni. Lepiej żeby nie wiedział, że w ten sposób ja chronię jego. Podejmuję niektóre decyzje, by on nie musiał żyć z ich konsekwencjami.
Ja dam sobie z nimi radę. Nigdy nie byłam kryształowa.
- Hej, odkąd wstąpiłam do Sabatu liczba ludzi, którzy chcą mnie zabić znacząco zmalała - mówię żartobliwie, chociaż jest w tym ziarnko prawdy. Powiększyła się owszem, pewnie o kilku zawiedzionych Neoasów i kilku nawiedzonych Protagonistów, ale bez przesady, czego tu się bać? Mogą mi co najwyżej zagrozić Kedavrą, a to naprawdę zaklęcie dla dzieci w piaskownicy.
Kiedyś powiedziałabym, że są gorsze rzeczy od śmierci. To prawda. Wieczne życie. Brak duszy. Uwięzienie w innym ciele bądź bezcielesna tułaczka po świecie. Przy tym wszystkim śmierć to coś spokojnego, miłego, znanego. Dzisiaj - boję się śmierci. Nie ze względu na samą siebie, raczej przez to, że zostawiłabym swoje dziecko same. A ono jeszcze nie wiedziałoby jak się bronić.
Chyba po to potrzeba obydwojga rodziców. Żeby drugie wciąż chroniło, kiedy pierwsze już nie może. Szkoda, że na ich ojca poluje teraz pół magicznej Skandynawii oraz kilku zapaleńców z całej reszty świata.
- Nie martw się. Będzie dobrze, obiecuję - mówię, a ja nie rzucam słów na wiatr. Obejmujesz mnie, a ja zastanawiam się, gdzie zniknęły czasy kiedy to ja chowałam cię w ramionach, nie na odwrót. Jesteś już taki duży - a wciąż taki młody. Boję się dnia, w którym będziesz musiał opuścić bezpieczne mury zamku. Chyba ja nie jestem na to gotowa.
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sklep   Nie Lip 19, 2015 10:06 pm

- Niewiele znalazłem, ale Amandine ma mi udostępnić swoją rodową bibliotekę w Sandnessjøen. I może uda mi się dostać do Działu Ksiąg Zakazanych, chyba znalazłem sposób, by tam się dostać. – Może jej rodzinne skarby będą bardziej przydatna niż te w szkole. W końcu wciąż mam wrażenie, że wiem za mało, choć przeczytałem już wiele książek, przynajmniej w stosunku do wszystkich zbiorów książek na świecie. – Chciałbym, żeby się wkrótce uspokoiło. Talenty? – Wzdycham ciężko pod nosem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Choć jestem świadomy tego, iż nie prędko to nastąpi. Wszystko dopiero się rozpoczęło, a my jesteśmy w środku samego konfliktu. – Może i zmalała… – mówię niepewnie, po czym wzruszam bezradnie ramionami. Nie mam wglądu w listę twoich wrogów, ale wiedz, że musimy być ostrożni, nawet jeśli jest ich mniej i masz potężnych sojuszników. Bez względu na wszystko. – Tylko nie podejmuj pochopnych decyzji – ostrzegam po chwili namysłu. Czuję się w tym momencie trochę jak ojciec, który ostrzega swoje dziecko przed złem tego świata. Nie, wciąż jestem tylko Antkiem, twoim młodszym bratem, który ma osiemnaście lat. Po prostu troszczę i martwię się o rodzinę. W końcu tego nas nauczono, że rodzina jest najważniejsza. Wychowano nas w takiej myśli i chciałbym, aby już tak pozostało.
- Trzymam cię za słowo. – Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Nie chciałbym się zawieść, za każdym razem źle znoszę, kiedy ktoś nadwyręża moje zaufanie, ale jesteś przecież moją starszą siostrą. Zawsze mogłem na ciebie liczyć, w każdej sytuacji, dlatego też wierzę, że i tak będzie tym razem. Mnie też poniekąd przeraża najbliższa przyszłość, kiedy będę musiał opuścić mury zamku. Ledwo wiem, co począć dalej, ale tam przynajmniej jestem bezpieczny. A w Skandynawii przecież nie jest bezpiecznie ze względu na poczynania Neoasów i Sabat. Wroga najłatwiej zniszczyć zaczynając od najbliższych mu osób, a ja jestem Hukkelbergiem, synem jednego z kontrowersyjnych polityków. Mamy wielu potężnych i niebezpiecznych przeciwników, którzy najchętniej zmietliby nas z powierzchni ziemi. Dlatego musimy uważać. Musimy być czujni i nie dać się znów zaskoczyć, zwłaszcza w tak ciężkich i trudnych czasach jak te. Na każdym kroku ktoś na nas czyha. A ja trochę boję się śmierci, w końcu nie jestem nieustraszony. Mam jeszcze wiele do zrobienia, kawał życia przed sobą, ale teraz nie ma nawet pewności, czy dożyjemy jutra. Pociesza mnie jednak fakt, że my – czystokrwiści – mamy w tej sytuacji trochę lepiej niż pozostali czarodzieje.
- Chodźmy się przewietrzyć – proponuję nagle, wyswabadzając się z twoich objęć i momentalnie kierując się w stronę wyjścia z cukierni. Za dużo emocji i dramatów jak na jeden dzień, a nam z pewnością przyda się teraz dotlenić i porozmawiać na nieco lżejsze tematy. Nie chcę już więcej o tym myśleć dzisiaj, na takie rozważania z pewnością przyjdzie jeszcze pora. Patrzę przez ramię w twoim kierunku i widzę, jak się zbierasz do wyjścia. To nie jest ważne, gdzie pójdziemy, byleby z tobą, droga siostro.

Antoni i Maia z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Sklep   

Powrót do góry Go down
 

Sklep

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sklep z protezami
» Sklep z drobiazgami
» Sklep spożywczy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Cukiernia Kagen-