Poddasze

avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Poddasze   Sob Kwi 18, 2015 9:59 pm

poddasze
Tutaj mieszka Maia. Każdego ranka przed zejściem do cukierni bierze długi prysznic. Przechodzi korytarzem z sypialni, rękoma gładząc okładki książek ułożonych alfabetycznie na półkach. Zawsze marzyła o podobnym korytarzu. O starych deskach trzeszczących pod gołymi stopami. O wygodnych, staromodnych fotelach w salonie. O starym piecu w kuchni i okrągłym dębowym stole. O wielkich krzesłach. Starych fotografiach poprzyczepianych do ściany. O wiele więcej kurzu na jednym metrze kwadratowym niż w całej posiadłości Hukkelbergów. I znacznie więcej swobody.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Cze 20, 2015 8:47 pm

- Hal… - patrzę na ciebie ze smutkiem, przecież dobrze wiem co się dzieje. Dłonią ocieram krew z kącika twoich ust i szepcę – Odpocznij.
To nie jesteśmy my Hal. Getto. Grożenie innym. Psychiczne tortury – to nie jesteśmy my. Nie mówię, że dobrzy z nas ludzie, nie, to nie tak. Tacy jak my lubują się w szarościach, lubią działać gdzieś obok, dochodzić do swego na własne sposoby. Nie masowo mordując ludzkość.
A dzisiaj możesz być już tylko czarny. Albo tylko biały. Opowiedz się po jednej ze stron. Wybierz dobrze – najlepiej zwycięzców. Bo to zwycięscy piszą historię.
Nie mam czasu stać z boku i czekać, nie mam czasu schować się i zobaczyć kto wygra. Mam naprawdę niewiele czasu, nie marnujmy go na głupoty. Wzajemne oskarżanie się? To dobre dla dzieci w podstawówce.
- Chodź – nie bawmy się w piaskownicę Peer. Uspokój się. I pohamuj język, bo potraktuję cię jak pięciolatka i umyję go mydłem.
Podaję rękę i prowadzę po schodach. Otwieram drzwi, zapalam światło, podchodzę do okna. Przez kilka dłuższych chwil stoję, opierając się rękoma o parapet i tylko oddycham. Głęboko. Żołądek wywraca się na drugą stronę, mdłości są nie do zniesienia, muszę się uspokoić. Zachować spokój – bo tylko i wyłącznie spokój może nas uratować.
Masz gorącą krew, zawsze miałeś. Patrząc w twoje oczy nie widzę niczego poza nienawiścią. Pewnie za wszystko, przez ostatnie lata dużo się tego nazbierało. Ciąży to na twoich wątłych barkach, no dalej, wykrzycz to z siebie. Widzę jak sprzeczności targają tobą od środka, tak bardzo mną gardzisz, ale jeszcze bardziej potrzebujesz. Ciekawe jak zareagujesz kiedy dowiesz się po którą flagą się właśnie opowiadam, jak wtedy nie będziesz potrafił poskromić języka. Co usłyszę? Jestem suką? Sprzedajną dziwką? Kurwą Venalainenów? Że spodziewałeś się po mnie wszystkiego najgorszego, a i tak przeszłam twoje najśmielsze oczekiwania? Że mną gardzisz i nie chcesz mieć ze mną niczego wspólnego – a jednak tu jesteś. Niedługo zacznie cię szukać trzy czwarte Skandynawii. I jednak ufasz mi na tyle by się tu pojawić, chociaż dobrze wiesz, że potrafię zabić człowieka skinięciem palca, chociaż masz mnie za człowieka bez serca, za szmatę bez jakichkolwiek zasad. Ufasz, bo mnie potrzebujesz.
Czy to nie robi z ciebie jeszcze gorszego człowieka?
W końcu zatrzaskuję okno i zasłaniam firanki. Odwracam się, pokonuję kilka dzielących nas kroków, ręką sięgając twojego policzka. Wiem, że zaraz odsuniesz się z obrzydzeniem i spojrzysz z najszczerszą pogardą w oczach, nie obchodzi mnie to.
Możesz mnie nienawidzić z całego serca, proszę bardzo, to nigdy nie zostanie odwzajemnione.
- Cieszę się, że nic ci nie jest – mówię w końcu cicho, bardzo cicho. Nie, nie boję się podsłuchów czy niespodziewanych gości, ściany tu nie mają uszu. Chociaż gołębiom łatwo się dostać przez okno, naprawdę dbam o swoje bezpieczeństwo.
A na twoje szczęście – jestem po stronie zwycięzców. Nawet dahlvaldzka głusza nie jest bezpieczniejsza od tego mieszkania. Dobrze trafiłeś.
Ja w przeciwieństwie do ciebie, potrafię zachować spokój i nie dam ci zginąć. Możesz myśleć, że masz mnie w garści, fakt, że jeszcze cię nie sprzątnęłam to mój wyrok śmierci i już nie mam wyboru. Nic bardziej mylnego. Ja działam metodycznie. Krok po kroku ujarzmiam chaos. Rozpoznaję teren. Nie pozwalam sobie na zaskoczenia. Już nie. Nie mam czasu na potknięcia Peer, nie mam czasu na pomyłki. Zegar tyka, z każdym dniem coraz bliżej godziny zero, czuje to. Nawet teraz. Walcząc z mdłościami, próbując ustać na spuchniętych nogach.
Nie dam ci zginąć nie dlatego, że możesz zmienić losy świata. Nie by komuś coś udowodnić. Nie na przekór. Nie na złość. Nie dam ci zginąć, bo byłoby mi po prostu cholernie smutno gdyby było inaczej.
Mówię cicho, bo doskonale wiem, że ty zaraz podniesiesz głos. A ja, chociaż przez ten ułamek sekundy, chcę zapomnieć o tym co wydarzyło się przed chwilą, o oskarżeniach, o twojej pogardzie i świecie za tym pokojem. Chcę wreszcie poczuć to ciepło, ulgę rozlewającą się po całym ciele, od czubka głowy aż po same palce stóp. Żyjesz. Nic ci nie jest. Poczuć pod palcami kłujące włoski nieogolonej brody i miękką skórę policzków. Trochę już zwiotczałych, nie mamy siedemnastu lat i czas robi swoje.
O ile tylko mu na to pozwalasz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Pią Cze 26, 2015 3:03 pm

Poszedł więc. Cóż innego mógł zrobić? Nie pochwycił jednak wyciągniętej w jego stronę dłoni Mai, zamiast tego wystawił jej środkowy palec. Nie są już dziećmi, by trzymać się za rączki. Dodatkowo, skąd może wiedzieć, co parę chwil temu trzymały jej ręce? Fujki! Aż wzdrygnął się na samą myśl i pospiesznie wytarł dłonie o spodnie, choć nie tknął Hukkelberg nawet palcem.
Miał wrażenie, że stopnie z każdym kolejnym krokiem wyskrzypują mu żałosną, niepokojąca melodię, jakby w mało subtelny sposób chciały dać mu do zrozumienia, jak bardzo będzie miał na poddaszu przesrane. Dzięki. Nikt ani nic nie musiało mu tego uświadamiać, sam fakt, że zabiera go w miejsce, w którym zazwyczaj nie przyrządza się jedzenia i w którym o jako taką czystość dbać nie trzeba, wystarczająco dawał do zrozumienia, że, w przeciwieństwie do Orfeusza, nie wyjdzie z tego Hadesu, jaki mu tu zaraz Maia gotowa jest urządzić.
Przedłużająca się cisza i, pomimo otwartego okna, gęstniejąca atmosfera, stawały się nie do zniesienia, toteż Peer zaczął krążyć po oświetlonym teraz i nie sprawiającym już wrażenia toru przeszkód pomieszczeniu. Niespecjalnie zwracał uwagę na jego wystrój – nie chciał wiedzieć, jak Maja się urządziła; nie chciał jeszcze głębiej wchodzić jej z butami w życie. Wystarczająco oboje sobie niegdyś nabrudzili, by obecnie na nowo sprofanować doprowadzone do względnego ładu rzeczywistości.
Dźwięk zatrzaskiwanego okna zatrzymał go w miejscu. Odwrócił się w stronę kobiety, ze znużeniem czekając, aż raczy poświęcić mu resztę swojej uwagi, skoro uliczne życie okazało się być niewystarczająco ciekawym, by zawracać nim sobie głowę. Gdy znowu wyciągnęła w jego stronę dłoń, automatycznie zamknął oczy, jak dziecko, które nie chce patrzyć na trajektorię ręki, która zadać ma mu cios. Echa dzieciństwa też kiedyś go zgubią.
Czując na policzku jedynie chłód, ze zwątpieniem otworzył jedno oko.
- Ehe. Ale pierdolisz. – Krok w tył. Skończyła się zabawa w sentymenty. To nie czas na czułe słówka; nie, gdy piętro niżej zabawiała się z tym śmieciem. Skakanie z kwiatka na kwiatek to zabawa, z której w tym wieku powinno się wyrosnąć. – Nie baw się w uprzejmości, wiesz, że mi od razu możesz powiedzieć, że wolisz zajebać mnie, gdy jestem w pełni sił, a nie wypatroszony jak łosoś – przypomniał jej taktownie, wskazując łóżko, zaraz jednak poprawił się, pokazując Mai fotel. W końcu wzruszył ramionami. Nieważne. – Jak mówiłem, mamy do pogadania.
O wszystkim. O jej tajemnych konszachtach z Sabatowcami. O Neoasach. O gettach. O każdym z ludzi, których w nich zamknięto. O szybkim i bezlitosnym obaleniu tego cholernego reżimu. O możliwości ukrycia gdzieś tych, których jeszcze nie schwytano. O przejęciu kontroli nad szkołą, dopóki nie zrobił tego Sabat. I, wbrew pozorom, to musi być krótka rozmowa. Z happy endem, przynajmniej dla niektórych.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Cze 29, 2015 5:38 pm

Cztery za mną. Zostało jeszcze pięć.
Denerwuje mnie to, że tyle przytyłam, zaczyna być widać. Na samym początku miałam nadzieję, że z moją posturą będę mogła się ukrywać nieco dłużej, przynajmniej do piątego miesiąca. Że z pracą też będzie inaczej, zapachy będą mniej drażnić, smak wróci do normy, nogi nie będą puchnąć aż tak bardzo. Że z pierwszym trymestrem znikną mdłości (nie tylko poranne), wstawanie będzie przychodzić łatwiej. Rozleniwiłam się przez ten czas, mam wrażenie, że jestem wiecznie śpiąca, zmęczona, porankami najchętniej zwijałabym się w kulkę i spała dalej pod ciepłą pierzyną.
Mam jednak powód do wstawania.
I wcale nie chodzi tu o cukiernię - aż ciężko w to uwierzyć, ale przez wszystkie wydarzenia ostatnich miesięcy zeszła na dawny plan. Zabezpieczyłam piwnicę, ba, nawet zamurowałam jedne z drzwi, wszystko by zatrudnić większą ilość pracowników i chociaż trochę odpuścić. Już nie nocami przesiadywać na dole by rano półki uginały się od słodkości. Nie pojawiam się też pierwsza za ladą. Poranki spędzam w mieszkaniu.
To inny rodzaj codziennej rutyny.
Dzień zaczyna się o godzinie ósmej. Czasem siódmej pięćdziesiąt. Raz zdarzyło się nam spać nawet do dziewiątej pięć. Mały Nils się budzi. Już nie płaczem, w końcu minęło tyle tygodni - sama byłam zaskoczona jak szybko dzieci przyzwyczajają się do nowych warunków. Najgorsza była pierwsza noc, pierwsza w nowym miejscu, ze mną - obcym człowiekiem. Teraz już nie jestem obca. Na mój widok się uśmiecha, wystawia pulchne rączki, wyciągam go, tulę, przez kolejne pół godziny razem czytamy bajeczki wśród białej pościeli. Zauważyłam, że lubi kiedy animuje się obrazki, staram się robić to jak najczęściej, wymyślając coraz to zabawniejsze atrakcje.
Potem idziemy do kuchni, na śniadanie. Uwielbia owoce, szczególnie banany. Nie mogę się doczekać aż pojawią się świeże truskawki, a zaraz potem maliny, wyobrażam sobie jak te przypadną mu do gustu. Potem zamiatam mieszkanie, prawdziwą miotłą nie zaklęciami - Mały Nils zawsze się wtedy śmieje. W ciągu dnia dużo razem tańczymy - noszę go, póki jeszcze mogę, kiwamy się w rytm muzyki i śmiejemy jeszcze głośniej. Dużo dookoła muzyki - dbam o to, podobno słyszą ją też moje dzieci. To wspomaga ich rozwój.
Właśnie. Dzieci.
Stąd te opuchnięte kostki, zmęczenie, stąd ten przyrost wagi i trudności z ukrywaniem się. Nie rośnie we mnie Ono - tylko Onojeden i Onodwa, dwoje dzieci coraz bliższych wyjścia na ten świat. Świat, który nie jest gotowy na ich przyjęcie.
Może nie ma już gett - ale to nic nie znaczy. Wciąż wywodzą się od jednej z najbardziej znienawidzonych rodzin w całej Skandynawii, wciąż nie są bezpieczne. Za ścianami mieszkania wciąż trwa absurd. A na dodatek rachunki nie zostały wyrównane, Natalie wciąż tam gdzieś jest.
Pamiętam o tym przez cały czas. Kiedy wychodzimy z Małym Nilsem i tłumaczę - nagle każdego to interesuje - że jest synem mojej zmarłej przyjaciółki. To już nikogo nie dziwi, dużo ostatnio zmarłych przyjaciół. Pamiętam o Natalie kiedy chodzimy po mieście szukając najsmaczniejszych owoców - na nasze śniadania i deserki. Kiedy szukamy też warzyw na obiady, chociaż te Mały Nils lubi już mniej. Marchewki są w porządku - ale seler wzbudza histerię. Nigdy nie patrzyłam na niego jak na coś wybitnie złego, a tu proszę, człowiek uczy się przez całe życie. Ciekawe czy Onojeden i Onodwa też będzie czuć tak ogromny wstręt wobec selera. Czasami kiedy Mały Nils dotyka mojego brzucha i zdaje się coś gaworzyć do jego mieszkańców, zastanawiam się czy nie posiadają jakiegoś tajemnego, dziecięcego systemu komunikacji. Czy Mały Nils nie opowiada im o bananach, jabłkach, marchewkach i znienawidzonych selerach, czy nie mówi o bajeczkach i ciastkach, które wspólnie pieczemy? Czy nie opowiada jak siedzi na blacie i uderza swoimi łapkami w odwróconą miskę, wygrywając tylko sobie znany rytm i śmiejąc się przy tym do rozpuku? Czy nie przekazuje im wszystkich czytanych przez nas bajek, nie mówi o każdym ruchomym obrazku?
Zastanawiam się czy może same tego wszystkiego nie słyszą. W końcu czytanie na głos zaczęłam na długo przed pojawieniem się Małego Nilsa w swoim życiu.
Mimo pozornej błogości, cały czas trzymam różdżkę w pogotowiu.
Wieczory to kolejny rytuał. Ja ściągam z siebie wszystkie sukienki i sweterki maskujące stan, wkładam wreszcie wygodne ubrania. Potem jest kąpiel - musi być dużo piany żeby uznać ją za udaną. Znowu jest śmiech, cała mokra łazienka. Czasami jest płacz - szczególnie kiedy szampon dostaje się do oczu. I kiedy trzeba myć ząbki, to jest prawdziwa tragedia.
Ale przecież nie możemy dopuścić do próchnicy!
W końcu idziemy do łóżeczka - i znowu czytamy bajeczki. Zasypiając lubi bawić się moimi włosami, wplatać je między małe paluszki. W końcu powieki stają się niemożliwe do utrzymania, oczy się zamykają, zasypia. Leżę jeszcze przez chwilę, pilnując oddechu, w końcu przenoszę do jego łóżeczka i wychodzę z sypialni.
Chwila dla mnie - mogę usiąść na wygodnym fotelu, oprzeć obolałe nogi o podnóżek, zjeść ogromne, czekoladowe ciastko z nieprzyzwoitą ilością bitej śmietany i kiszonym ogórkiem. Do tej pory nie mogłam patrzeć na wszelkie kiszonki, teraz jadłabym je garściami. Ważniejsza jest jednak bita śmietana, ta pod żadnym pozorem nie może się skończyć. Zawsze mam przy sobie pełną butelkę, gotowa wyciskać ją na absolutnie każde danie.
Teraz dopiero mam czas popracować. Poszukać Natalie, przysiąść nad nowymi klątwami czy zaklęciami. Jak teraz. Wertuję zakurzone tomiszcze, które kilka dni temu wylądowało na moim parapecie, w poszukiwaniu czegoś co mogłoby przynajmniej uśpić dar mojego brata. Jednocześnie staram się nie myśleć o tym, że wielkimi krokami zbliża się dzień w którym nie będę mieć wyboru i będę musiała poinformować swoich rodziców o przyszłych wnukach. Prawie trzydzieści lat na karku, a nic nie przeraża mnie bardziej, to żałosne.
Onojeden i Onodwa. Ciekawe czy też już śpią? Układam dłoń na brzuchu, dobrze wiedząc, że minie jeszcze kilka tygodni zanim poczuję ich ruchy. Zastanawiam się czy lecący w tle Strawiński przypada im do gustu, czy raczej wolą coś bardziej ruchliwego.
Ciekawe.
Okno w kuchni jest uchylone, w piekarniku czeka nawet zdrowy obiad. Ja sama nie miałam ochoty na nic poza czekoladą, ogórkiem i bitą śmietaną. Nic dziwnego, że powoli zaczynam przypominać ciężarówkę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Czw Lip 02, 2015 8:28 pm

Zaczęło być względnie spokojnie. Tak jak spokojnie może być, gdy cała banda popierdoleńców żongluje nad tobą tasakami, a ty, rozciągnięty na stole, nie jesteś w stanie ruszyć rękami ani nogami, tylko przyglądasz się temu przedstawieniu i słuchasz opętańczego śmiechu. No, kurwa, faktycznie ha ha ha. Peer miał tego wszystkiego dość średnio sześć razy na dzień. Najczęściej w środku dnia, kiedy to zazwyczaj odbywały się wszystkie możliwe spotkania protagonistów, zaczynając od tych dotyczących wylewania żalów na obecną sytuację, poprzez ustalenie nowego budżetu, a na wyznaczaniu „ochotników” do samobójczych misji kończąc.
Lagerlöf wrócił wczoraj z piątej z rzędu takiej akcji, trochę licząc na to, że tym razem na odchodne zgarnie chociaż przeziębienie albo inne gówno, od których pełne muszą być sabatowe laboratoria. W życiu. Uczestniczył w trzech nawet milii niewartych rozmowach starszego Venäläinena – żadna nie wnosiła do całego zbioru raportów niczego, czego nie wiedzieliby wcześniej. W podzięce za prowadzenie supertajnych misji, nawet go w dupę nie kopnęli. Nie pokusili się nawet o zamknięcie okna, by utrudnić mu drogę ucieczki. Denerwowało go, że wszystko idzie tak łatwo, jakby nożem wodził po roztopionym maśle; jakby znów wysyłali go na kontrole do knajp mających certyfikaty najwyższego bezpieczeństwa, a nie w paszczę lwa. Denerwowało go, że zamiast ruszenia na Ambasadę i odbicia ich właściwego miejsca pracy, ten palant wciąż jedynie czeka. Na lepszy moment. Aż stracą czujność. Kiedy będą zbyt pewni swego. Nieraz ostatnimi czasy zdarzało mu się myśleć, że jego przełożony sam jest zawszonym sabatowcem. Niewiele przecież było trzeba, aby skutecznie ukryć swoje sympatie polityczne. Jeszcze dwa lata temu musieli odesłać do Azkabanbergu Yrjö Lehtonena i jego bandę, bo przypadkiem, podczas wyjazdu integracyjnego, wyszło, że związani są z Odrodzeniem Lokiego – małej, lecz pojebanej do kwadratu grupki neoasowych odszczepieńców. Kto wie, może temu bydlakowi też namieszali we łbie? W końcu wypadki chodzą po ludziach, to w tych rejonach normalne.
Dobrym tego przykładem jest Hukkelberg. Ot, zdarzyło się, jeszcze trochę, a po świecie będą łaziły dwa szatany, bo inaczej kompilacji genów Mai i Sranäläinena nazwać się nie da. Kolejnym jest, jeszcze nie tak dawne, wyswobodzenie gett i doprowadzenie do jeszcze większego społecznego bajzlu niż poprzednio. Trochę innym ślub Sierry i Halbjorna. Wszystko to niefortunne zbiegi okoliczności w większości przypadków prowadzące do tragedii. Z całym szacunkiem dla Majki i jej przyszłego potomstwa, Peer wątpił jednak, by narodziny nowych Venäläinenów przyniosły światu cokolwiek dobrego poza majowym szczęściem i towarzystwem dla Nilsa.
To jego ponownie przyleciał odwiedzić. Jak niemal codziennie wieczorami, gdy tylko miał czas. Wyuczona już na pamięć sekwencja ruchów. Lądowanie na parapecie, przeciśnięcie się przez uchylone okno – nieraz szerzej, całkiem często ledwo-ledwo, by tylko powietrze mogło się przemknąć, a wszystko zależnie od nastroju, w jakim poprzedniego dnia się rozstali – przespacerowanie po nienagannie czystym blacie, sfrunięcie na podłogę, już w ludzkiej postaci zajrzenie do sypialni, ucałowanie główki syna, śpiącego zawsze podczas jego odwiedzin, odnalezienie Hukkelberg.
- W porządku? – Z małym. Z małymi. Z nią. Z Yngvim. Z cukiernią. Z poszukiwaniami. Ze wszystkim.
Standardowe pytanie na dobry wieczór, prawie noc, niekiedy wymieniane na: nie robił problemów? To stało się niejakim obowiązkiem – to zatroszczenie się o Maię, o dobre prosperowanie cukierni, o zapewnienie spokoju. Zaciągnął u niej dług, którego nie będzie w stanie spłacić do końca życia.
Położył się na podłodze, stopą trącając umęczone nogi Majeczki. Zero wdzięczności. Najlepsze dziękuję, na jakie było go stać.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Pią Lip 10, 2015 2:23 pm

Aż zastanawiające - skąd w Peerze takie ciągoty do męczęńskich poświęceń? Samobójcze misje, brakuje mu adrenaliny. Jeśli chce to proszę bardzo, mogę mu zorganizować wieczorek survivalowy. Zaproszę do cukierni wszystkie, największe szychy Sabatu, a potem rzucę klątwę odsłaniającą prawdziwe oblicza i powiem, żeby szybko przyleciał. Stworzę do tego iluzję labiryntu na zapleczu, będzie polowanie na człowieka-ptaka, ciekawe jak bardzo spodoba mu się taka zabawa.
Co Peer, podoba ci się pomysł?
Gdyby którykolwiek z liderów protagonistów zasilał sabatowe szeregi, już dawno byś o tym wiedział, zapewniam. Ale nie. Żaden ze mnie szpieg czy podwójny agent, nie działam w drużynie zielonych. Czerwonych też nie, ani fioletowych, z resztą nie wiem jakie kolorystyczne metafory można tutaj przyjmować. Nic nie jest biało-czarne. Wiem, że wierzysz inaczej. Sabat to zło, Neoasgard to zło, ty stoisz na strażnicy prawa i porządku. Nie ma większego mroku niż Yngvi, a ja jestem nadzwyczajnie popierdolona i na dobrą sprawę nie masz pojecia co ze mną zrobić. Ani co o mnie myśleć. Z jednej strony mną gardzisz bo przyjmuje takie a nie inne barwy, z drugiej cenisz, w końcu nieustannie pomagam i na twoją korzyść zdradzam tych rzekomo moich. A na dodatek ten przeklęty dług wdzięczności... Dobrze wiedziałeś, że Mały Nils nigdzie nie będzie bezpieczny tak jak tutaj.
Co do ostatniego - nie patrzę na to w ten sposób. Podobno przysługi są bardzo cenną walutą, nie poddającą się żadnym wahaniom rynku, inflacjom czy komplikacjom, ale mnie osobiście nigdy nie pociągało kolekcjonowanie długów. Co więcej, uważam, że to ja powinnam spłacać dług tobie - towarzystwo Małego Nilsa zupełnie zmieniło moje postrzeganie na wszystko co dzieje się dookoła. Zmieniły się priorytety. Teraz nie ma niczego ważniejszego od jego bezpieczeństwa. I bezpieczeństwa Bliźniaków. Onojeden i Onodwa niebezpiecznie szybko pchają się na ten świat, a on wciąż nie jest na nich gotowy.
To jest mój cel - ma być bezpieczny. Dla nich. I Małego Nilsa. Nic innego nie jest ważne.
Poza tym, nie jestem taka przekonana co do nazwiska. W tym momencie Venäläinen nie kojarzy się najlepiej i nie sądzę by udało się to zmienić w najbliższym czasie. Jakimkolwiek czasie. Może i krok po kroku udaje mi się tworzyć iluzję, że Yngvi nie miał nic wspólnego z gettami, ba, nawet przyczynił się do ich zamknięcia - ale co z tego, skoro zawsze będzie z nimi łączone, chociażby przez osobę Natalie?
Nie oznacza to od razu, że mają zostać Hukkelbergami - chociaż wiem, że każdy członek mojej rodziny byłby zachwycony podobną decyzją. Najlepiej jeszcze, gdyby nigdy nie wspominać o ich ojcu, ba, na gwałt znaleźć innego, o nienagannej reputacji i bez wątpienia mniej wykrzywionym kręgosłupie moralnym (nie, żebym podejrzewała ich ojca o posiadanie jakiegokolwiek). Kłamstwem byłoby zapewnienie, że nigdy nie miałam podobnych myśli. Trzymając w dłoniach test ciążowy z dwoma kreskami byłam przekonana, że to najlepsze wyjście. Jedyne wyjście! Spakować to co najważniejsze, wynieść sie w cieplejsze kraje, w końcu mam przyjaciół rozsianych po wszystkich kontynentach. Założyć nową cukiernię, może całkowicie porzucić czarnoksięstwo, wyjsć za mąż za kogoś na kim zawsze można polegać (niezależnie od tego czy byłby przy tym śmiertelnie nudny), nigdy słowem nie wspomnieć nazwiska Venäläinen, bezpieczeństwo zagwarantowane. Szybko porzuciłam podobne pomysły.
Nie z wielkiej miłości do Yngviego. Nie mam już dziewiętnastu lat, dawno temu odzyskałam głowę, rozum i zdrowy rozsądek.
Z miłości do nich - niezależnie od tego jak sielankową bajkę bym zbudowała, w jakiej mydlanej bańce bym nas zamknęła, to byłoby kłamstwo. A nie chcę wychowywać swoich dzieci w kłamstwie.
Zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo mają przesrane, już na samym starcie. Takie geny. Mieszanka wybuchowa. Na dodatek nie mogę mieć pewności, że żadne z nich nie odziedziczy po tatusiu pewnej anomalii. Albo innego talentu, po wujaszku.
To nie są myśli na tę chwilę.
- Wszyscy żyją - odpowiadam z charakterystycznym dla siebie ironicznym uśmiechem, nasz codzienny rytuał. Ze mną w porządku. Mały Nils zdrowy i rośnie, może kiedyś zdążysz na czas bajeczki na dobranoc. Onojeden i Onodwa trzymają się całkiem nieźle. Cukiernia prosperuje dobrze, poszukiwania w tym samym miejscu co wczoraj. A co do Yngviego - to ja powinnam pytać ciebie, zapewne widujesz go znacznie częściej. Ja nie widziałam go od czasów pojawienia się pod tym dachem Małego Nilsa - W piekarniku masz obiad - informuję też, po czym patrzę na Miskę Pełną Pustych Kalorii i dodaję jeszcze więcej chemicznej bitej śmietany, pycha - Zastanawiam się jak długo jeszcze muszę czekać na moment w którym będę mogła ustawić sobie miskę na brzuchu - tak, to moje dzisiejsze strapienie - A u ciebie? Widzę, że wciąż nie udało ci się dopełnić samobójczej misji - denerwuje mnie twoje podejście. Bardzo.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Sie 09, 2015 9:53 pm

Zaiste, to kwestia bardzo ciekawa. Gdyby Maia ściągnęła pod swój dach największe szychy Sabatu i urządziła dla nich zabawę w polowanie na człowieka-ptaka, sam Peer, jako główna nagroda, nie miałby nic przeciwko, gdyby tylko znalazło się wystarczająco dużo miejsca na rozprostowanie skrzydełek. Oczywiście było jasne, że nie wyszedłby z tej nagonki cało, prawdopodobnie nawet nie zostałoby po nim potem nic do zbierania, ale ileż można uciekać. Jak długo można chować głowę w piasek? Pozwalać, by w ostateczności jedynymi twoimi sprzymierzeńcami stały się cienie, dające wątpliwej jakości schronienie? W końcu nawet najwytrwalszy uciekinier daje za wygraną. Peer nie chowałby się specjalnie długo, nie uciekałby, nie dlatego, że życie mu niemiłe. Mając konkretnie określony cel i nie zamierzając nigdy spuszczać go z oka, robiąc wszystko, by go osiągnąć – i zrobić to jak najlepiej – trudno chociażby dopuścić możliwość zejścia z tego świata w tak mało doborowym towarzystwie i w stylu najgorszym z możliwych. Nie, to nie to. Pomimo wciąż trwającej nagonki na Sabat, pomimo szaleńczej chęci zemsty za wyrządzone w ostatnim czasie przez sabatowców krzywdy, Lagerlöf ciągle Neo Asgard uznawał za szkodniki, które wytępić należało w pierwszej kolejności. Mimo zła, jakie ostatnio spotkało całe magiczne społeczeństwo, to Neoasi nieustannie stanowili większe zagrożenie, o czym spora część jego kolegów po fachu zdawała się zapominać. Od użerania się z Sabatem był cały zastęp auroratu. Od pasożyta wyżerającego społeczność od środka byli protagoniści, teraz jeszcze bardziej przerzedzeni w szeregach, a co za tym szło - słabsi i dużo mniej wydolni niż zazwyczaj. To źle działało na morale zespołu. Ludzie gadali więcej, nieprzychylniej, zaczynali wątpić w słuszność powstania ich komórki. Bo skoro działania nie przynosiły żadnych efektów, znaczy, że może wcale nie było i nie ma żadnego problemu. Może to dotychczasowy rząd próbował obywatelom wyprać umysły, zabraniając wierzyć w cokolwiek poza niezrozumiałym dla nikogo prawem czarodziejów, masowo wydawanymi dekretami czy niezachwianymi wyrokami sądu. Istotne były jedynie mądre słowa niewidzialnych, wysoko postawionych ludzi. Obietnice, w tak wielu przypadkach, bez pokrycia, za słuszność których oni – protagoniści – gotowi byli oddać życie.
Lagerlöf starał się o tym wszystkim nie myśleć, nie chcąc, jak Maia, przeskakiwać z kwiatka na kwiatek, uchylać się przed gradem spadających nań oskarżeń. Przecież to wszystko było dla Nilsa. Dla niego trzymał się raz obranej drogi, by, jak Hukkelberg, nie wychowywać go w kłamstwie, by nauczyć go, aby nigdy nie zmieniał raz podjętej decyzji, bez względu na to, jak bardzo manipulować chciałoby nim społeczeństwo. To niekoniecznie była słuszna droga. Mógł sam siebie zapędzić w kozi róg, ale to już nie miało znaczenia. Liczyło się tu i teraz. A tu i teraz miał Maię z Onojeden i Onodwa. Miał śpiącego zaledwie kilkanaście kroków dalej syna. Miał w końcu zimny już pewnie obiad. Nie podgrzewał go nigdy, pokutując za kolejne spóźnienie. Któregoś razu, czuł to w kościach, narobi sobie przez to poważnych kłopotów. Dostanie w łeb od jakiegoś majkowego ziomka albo sama Maia uraczy go zaklątwionym kurczakiem. Wypadki chodziły po ludziach.
Wracając z kuchni z talerzem pełnym dobroci, znów położył się na podłodze. Talerz postawił na brzuchu, cmokając znacząco.
- Wszystko zależy od punktu siedzenia – odparł z bezczelnym uśmiechem, palcami zgarniając trochę ziemniaków. – Mmm, pycha! – dodał zaraz, byleby swoim kiepskim żartem nie narazić się tej słodkiej, siedzącej bombie atomowej. – Ale, ogarnij, gdybyś usiadła trochę niżej, byłoby prawie idealnie. Dawaj, spróbuj! Inaczej nie ruszę się stąd, dopóki bęben bardziej ci nie urośnie. – Kolejna porcja ziemniaków zniknęła w ustach Peera, na krótki moment uciszając go. Następnie ciszę przedłużyły słowa Hukkelberg. Wzruszył ramionami. Co zrobić, faktycznie znowu mu się nie udało. Znowu nie bardzo się starał. – Kiepski ze mnie samobójca. Prędzej umrę z nudów, dlatego zamierzam w cholerę zostawić twojego amanta. Finlandia i wszy mi nie służą.
Nie miej mu tego za złe, Venäläinen to na pewno chłopak pierwsza klasa, ale to nie on ma teraz pod swoimi skrzydłami całe młode pokolenie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : cukiernik i czarnoksiężnik

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Pią Sie 21, 2015 1:54 am

To nie jest kwestia przeskakiwania z kwiatka na kwiatek. Świat nie jest na tyle prosty by każdy pasował do odpowiedniego koloru czy szufladki. Peer może być urodzonym protagonistą. Yngvi ze swoim wilczym temperamentem nadaje się jedynie na przywódcę Sabatu. Ale ja? Przez chwilę było mi po drodze z Neoasami, bo mieli coś czego chciałam. Wiedzę. Potem okazali się być bandą pojebów naprawdę wierzącą w te bzdury o powrocie do Asgardu , a na dodatek ubierający to w sekciarskie obyczaje. Niektóre z ich planów nawet mnie jeżyły włosy na głowie, a nie łatwo się wzruszam.
Tylko zieloni byli tak zafiksowani na stanie w miejscu - Sabat wydawał się słuszną opcją by zwalczyć te szalone pasożyty. Szkoda, że w tym samym czasie pojawiła się Natalie i postanowiła zostać najbardziej znienawidzoną osobą w całej Skandynawii.
Ale jak to mówią - bezgraniczna jest tylko ludzka głupota.
Na obecną chwile w sabacie naprawdę trzyma mnie jedynie chęć pozbycia się się słodkiej Natalki z tego świata. No i informacje, te bywają przydatne.
Czasami rodzina patrzy na mnie krzywym wzrokiem, zastanawiając się jak mogłam stać się tak wielką oportunistką. Walczącą dla siebie, nie dla sprawy. Tylko - sprawy przychodzą i odchodzą. Zawsze będzie wróg z którym trzeba walczyć, zagrożenie które trzeba zwalczyć, cały ten jazz. Tylko, patrząc na to realistycznie, co jest najważniejsze pod koniec dnia?
Czy pod koniec dnia liczy się coś bardziej niż ja, ty, śpiący mały Nils i bezpieczeństwo dzieci? No właśnie.
Trzeba się pozbyć wariatów z Neo Asgardu, bo chcą wysadzić w powietrze pół świata i ze szczątków wybudować sobie most do Odynolandu. Trzeba pozbyć się Natalie, bo jest gotowa wysadzić w powietrze cały świat bo takie ma widzi-mi-się. Pewnie po drodze okaże się, że istnieje jeszcze kilku innych szaleńców i tak w kółko, aż do końca, ale znam co najmniej trzy dobre powody by coś z siebie dać.
- Byłoby znacznie lepsze gdyby było ciepłe, nie rozumiem dlaczego nigdy nie podgrzewasz - oczywiście sama mogłabym rzucić zaklęcie zapobiegające wystygnięciu - Maia Hukkelberg w roli Perfekcyjnej Pani Domu - ale przecież to byłoby za proste. Jeszcze byś się zdziwił i zakrztusił kawałkiem udka. I nie, żebym dała ci umrzeć na swojej podłodze, ale przez ten wielki brzuch moje ruchy czasami bywają znacząco spowolnione - Mówisz, że to kwestia siedzenia… Ale masz się nie śmiać! - zapowiadam, zjeżdżając ciałem ku podłodze by położyć miskę na brzuchu. Chciałabym powiedzieć, że jestem lepsza od tych wszystkich kobiet i w ciąży czuje się najpiękniejsza na świecie, ale nie jest to do końca prawdą. Hormony robią swoje. Przez ostatnie dwa miesiące miałam cerę gorszą niż nastolatka. No i powoli przestaje się mieścić w ubrania, ostatnio kupiłam sobie letnią sukienkę o rozmiarze ciężarówki. Z do tej pory niezrozumiałych dla mnie przyczyn przeryczałam przez to dobre pół godziny w przebieralni. W ogóle jakoś łatwiej doprowadzić mnie do łez, nawet kiedy wcale nie chcę płakać, lecą po policzkach jak szalone. I te ciągłe zachcianki. Dobrze, że jest przy mnie mały Nils, dzięki niemu nie myślę non stop o jedzeniu. Na dobrą sprawę skupiam na nim większość swojej uwagi i płaczę tylko kiedy ślicznie bazgra kredkami po kartce albo śpi sobie tak uroczo na mojej piersi kiedy czytam mu popołudniami bajeczki.
Na samą myśl mam łzy w oczach.
- Wreszcie! Już zaczynałam podejrzewać cię o jakąś niespełnioną miłość do Venäläinena, ile można koncentrować się na jednym człowieku?! - na mnie bardzo długo, ale nie wiem czy Yngvi jest aż tak zajmujący. Na dobrą sprawę z każdym kolejnym centymetrem szerokości brzucha w mojej głowie rodzi się coraz więcej wątpliwości. Jest ojcem moich dzieci, to prawda, i do tej pory robiłam wszystko by tylko oczyścić jego osobę, ochronić, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Bo po raz pierwszy w życiu naprawdę go potrzebuję. Albo przynajmniej tak mi się wydaje. Nie boję się wielu rzeczy, ale perspektywa wychowania człowieka - a nawet dwójki - na samym początku obezwładniała. Teraz, teraz jest trochę lepiej. Nie będę ukrywać, że to czas spędzany z małym Nilsem dodaje mi pewności siebie, zamiast się bać czuję coraz większe podekscytowanie. I coraz wyraźniej widzę czego chcę. Przynajmniej w kwestii, no cóż, rodziny.
Pewnie wyda się to bardzo egoistyczne, ale nie widzę Yngviego w roli człowieka czytającego bajki do snu moim dzieciom.
- Możemy się wreszcie zająć prawdziwymi problemami? Jak ten idiota Brønnen? Albo fakt, że nowy dyrektor Dahlvaldu jest kukiełką Verdneera i bandy jego asgardzkich oszołomów? - aż strach pomyśleć co przyjdzie mu do głowy. Zaraz pojawią się nowe przedmioty, zamiast alchemii język bogów dla początkujących. I codzienne, obowiązkowe zajęcia z indoktrynacji.
Doskonała zabawa!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Sie 23, 2015 2:19 pm

Pozbycie się wszystkich wątpliwej poczytalności jednostek byłoby wcale niezłym rozwiązaniem, totalny strzał w dziesiątkę, Maia. Obecnie zaistniał tylko jeden drobny problem, o którym zdawali się zapomnieć. Teraz każdy miał w sobie coś z pojeba i każdy w imię wyższej, nieraz sobie tylko znanej sprawy byłby gotów wysadzić w powietrze cały świat nawet przy tym nie mrugnąwszy. Bo czy i oni, pozbywając się Natalie, chcąc zlikwidować Neo Asgard nie przyczyniliby się do tego rozpirzenia w drobny mak ziemi? Kolejna rewolucja niosąca ze sobą jeszcze więcej cierpienia tym razem bardziej niż zazwyczaj winnych jednostek. I niby wszystko brzmi w porządku, skurwiele sobie zasłużyły, ale potem okazuje się, że ta machina nigdy nie zwalnia, napędzana każdą podobną decyzją. Oko za oko, ząb za ząb do usranego końca świata.
Ale, na litość bogów, ktoś musiał to robić, by ktoś inny mógł spokojnie spać. Tylko dlaczego to on nie mógłby być tym, który nie wysypia się jedynie dlatego, że od miękkiej pierzyny większą przyjemność sprawia mu kiszenie się na krześle i przyglądanie swojemu śpiącemu dziecku? Coraz częściej męczyły go podobne wątpliwości, które natychmiast starał się rozwiewać, tłumacząc przed samym sobą ze słuszności własnych wyborów. Przekonując, że to, co robi to naprawdę duża i dobra sprawa. Że pomimo pasma porażek, na koniec dnia bilans małych zwycięstw wszystko równoważy, a i nagroda za to była właściwa.
Postukał widelcem o talerz, rozgniatając ziemniaki. Tak, zdecydowanie nagroda była bardzo na miejscu.
- Bo… – westchnął, spojrzawszy na nią, jakby powiedziała coś bardzo gorszącego. Nie potrafił powiedzieć prawdy, jednocześnie nie chciał też jej kłamać, w ostateczności wzruszył więc tylko ramionami. Bo. Peer uznał, że to najlepsze z możliwych wytłumaczeń i bardziej starać się nie musi. Bo żarcie wystygnie mu jeszcze bardziej. – O, no widzisz! Widzisz! Jednak dajesz radę! – I wcale się nie śmiał, chyba jedynie dlatego, że mógł w błyskawiczny sposób odciągnąć uwagę od swoich kulinarnych przyzwyczajeń.
Ostatni kęs dania na dobre zniknął z talerza i zapadła krótka cisza, nim Lagerlöf przetrawił nie tylko jego, ale i słowa Mai. O to nie mógł się z nią kłócić – wszyscy wszak widzieli, jak było. Zdecydowanie zbyt długo koncentrowali się na Yngvim, którego z gettami łączyło tylko nazwisko głównej koordynatorki i fakt, że wyszły ze stajni Sabatu. I choć do tej pory niektórzy uważają, że całe to szambo to tylko i wyłącznie jego wina, to jednak należało się wreszcie opamiętać i poza bezsensowną nagonką na niewygodne jednostki, których nawet nie szło nigdzie zamknąć, zająć się sprawami dużo ważniejszymi.
- Och, broń Thorze! Dobrze wiesz, że moją jedyną niespełnioną miłością jest… – Wciągnął głęboko powietrze, aż zaświszczało, a on prawie się nim zadławił. Cóż. To nie był ani czas, ani miejsce na tego typu rozmowy. – Sama wiesz kto – zakończył kulawo, przecierając dłonią twarz i to krótkie doprowadzanie siebie do porządku kończąc daniem sobie w mordę. – Przepraszam, tak, możemy. Nad Brønnenem już pracujemy. Prawdopodobnie będziesz nam… Mi potrzebna. Ale co z Instytutem? Wiesz coś jeszcze? – Coś, o czym do tej pory się nie mówiło. Co pominięto albo co umyślnie się zataja?
Dahlvald był teraz jak twierdza. Oczywiście, miał swoje słabe punkty, dlatego te zostały zabezpieczone przez Neoasów w pierwszej kolejności. Ale może dzieciaki wiedziały o czymś specjalnym. Może Antoni coś siostrze mówił?
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Poddasze   

Powrót do góry Go down
 

Poddasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Cukiernia Kagen-