Komnata muzyczna

PisanieTemat: Komnata muzyczna   Pon Kwi 20, 2015 3:43 pm

Komnata muzyczna
Magiczny raj dla uzdolnionych muzycznie znalazł swoje miejsce na pierwszym piętrze zamku. Granatowe ściany dumnie ozdabiają mistrzowsko namalowane obrazy słynnych oraz mało znanych kompozytorów skandynawskich; łukowate okna z białymi zasłonami są niewielkie, jednak wpuszczają do sali zadziwiająco dużo światła. Jest to sporych rozmiarów komnata, wypełniona instrumentami muzycznymi z najodleglejszych zakątków świata. Część z nich stoi nieużywana w kącie, już dawno zapomniana przez magiczną społeczność. Na brązowym dywanie prezentuje się czarny fortepian, na którym porozrzucane są zapisane nutami białe kartki w pięciolinie, a nieco dalej oczom ukazują się harfy. Wystarczy przejść w głąb pomieszczenia, by móc podziwiać wiele niespotykanych dotąd instrumentów. W środku znalazło się również wolne miejsce, gdzie dziewczęta i chłopcy ze szkolnego chóry mogą ćwiczyć przed kolejnymi ważnymi uroczystościami dla Instytutu Dahlvald. Późnymi wieczorami wydaje się, że w komnacie dźwięki subtelnych sonat i smutnych pieśni nigdy nie cichną, nawet kiedy nikt nie uderza z gracją w klawisze instrumentu.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Inari, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Czw Kwi 23, 2015 6:32 pm

Od jakiegoś czasu drżę. Czuję swoje napięcie, czuję jak we mnie migocze, próbuję się w to nie zagłębia, bo wiem co to, znam to przecież, znam siebie. To tylko wkurwienie. To aż wkurwienie. Nurzam się błogo w tym szlamiastym bajorze, czuję jak drżą mi mięśnie, jak napinają ścięgna, żyły jak struny, wystarczy mnie trącić, a już wydaję z siebie te swoje dźwięki. Mimo to, sam sobie dziwiąc się, niełatwo mnie sprowokować. Jest teraz zły czas, krążę po korytarzach z niesmakiem w ustach, pustka w zakamarkach mnie nie satysfakcjonuje, dręczy nawet trochę, odrobinę. Nie ma ich, tych oczu, które lubiłem oglądać, tych twarzy, które lubiłem dotykać, ust, które rozciągały się w różnych grymasach z mojego powodu. Zabrakło mi ich, mojej pierdolonej widowni, jestem laguną bez wybrzeża, o co mam się opierać swoimi falami. Mimo to krążąc niczego mi nie brakuje, nie zgadniesz co mam w głowie, jestem przecież wiecznie kompletny, wiem dobrze skąd we mnie ta frustracja i wiem co zrobić, aby znikła. Pozwalam jej jednak przez dłuższą chwilę krążyć w moim krwiobiegu, kiedy serce czasem zaciśnie się mocniej pompując osocze silniej, nawet mnie to cieszy, inspiruje, mam wrażenie, że to wszystko jest złe i dobre. Rzadko przecież coś ściska mi serce.
Zaglądam tu częściej niż kiedyś. Wchodząc ponownie do muzycznej sali mrużę oczy i niemal mechanicznie zasiadam przy fortepianie. Jak ręką odjął gasną we mnie te wszystkie skrzące się ogniska, już nie prowokuję nikogo wyzywającym wzrokiem, już nawet nie chcę pobrudzić niczyjej szaty, wytargać niczyich włosów, przegryźć warg i czuć smaku krwi. Cisza przychodzi do mnie jak czuła kochanka, oplata mnie ramionami i uspokaja mój oddech, pozwala mi na chwilę wyciszyć potok wściekłych myśli, które przed chwilą jeszcze rozrywały mi ciało na strzępki. Ten jeden krótki moment czuję się po prostu zmęczony. Może to samotność, gdybym znał jej definicję pewnie bym wiedział, może to bezsilność, gdybym był mniej arogancki pewnie dopuściłbym taką możliwość. Opieram dłonie o klawiaturę, opuszkami ledwo muskam polerowane białe klawisze, wciąż słychać jedynie ciszę, trochę jakbym bał się tych dźwięków. Wiem, że towarzyszy mi teraz spokój, ale żyły wciąż mi wibrują, nerwy drżą z napięcia, jestem pewien, że to, co teraz zagram nie będzie ani odrobinę łagodne. Zastanawiam się czy w ogóle będzie ładną melodią, mimo, że przecież wszystko co tworze jest ładne.
Napisałem tu wiele nut, wiele z moich dzieł wala się w tych stosach porzucone, niedorobione, wzgardzone jak upośledzone dzieci. Myślę o nich czasem, o emocjach, z którymi je spłodziłem, o osobach, wokół których te utwory tańczyły swoje godowe tańce. Każdemu z nich mógłbym przypisać kolor włosów, każdemu barwę oczu i głos. Zagram teraz, ale tylko dla ciebie, potrzebuję ujścia, potrzebuję ucieczki, mogę długo udawać swoją światoodporność, ale jestem tylko człowiekiem. Jestem aż człowiekiem. Niemal wychodzi mi to wszystko nosem, ciśnie się do oczu i ust, szumi w uszach, kiedy pierwszy akord rozbrzmiewają w sali. Doskonała akustyka, mimo tylu rupieci rozbijających dźwięk. To z pewnością zasługa jakichś dobrych, zapomnianych zaklęć. Zamykam na chwilę oczy, niech płynie, nie wiem co to, czy marsz żałobny czy miłosna sonata, bolą mnie aż mięśnie, jak pies myśliwski czekający w napięciu na atak zbyt długo, boli mnie już kark, bolą mnie palce od wzbraniania sobie tego. Niech płynie.
Powrót do góry Go down
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Wto Kwi 28, 2015 5:20 pm

Do tej pory wydawało jej się, że wyraźnie dała do zrozumienia młodszym rocznikom (starszym również, ale z oczywistych względów w mniejszym stopniu), że z nią nie ma żartów. Przy tym wcale nie była chamska, a pełniąc służbę niesprawiedliwa, zawsze starała się być „dla ludzi”, dlatego nie rozumiała, dlaczego spotkało ją coś takiego – ktoś ukradł z dormitorium jej rzeczy i poukrywał je w różnych miejscach na zamku.
Przez przypadek znalazła swoje trampki, wiszące na zbroi i spodnie, leżące niedbale w rogu klasy od transmutacji. Wzbudziło to w niej na tyle poważne zaniepokojenie, że podczas przerwy wróciła do sypialni i przejrzała wszystkie swoje rzeczy. Okazało się, że w istocie brakuje paru przedmiotów w jej i tak już skromnym dobytku. Za poszukiwania wzięła się jednak dopiero po zajęciach, kumulując w sobie gniew przez resztę zajęć. Co nie było zdrowe, już nawet nie tyle dla niej, co dla innych. Złość szalała w jej żyła, doszczętnie spopielając każdą inną napotkaną emocję, co czyniło z Iris chodzącą bombę, niekoniecznie potrafiącą zapanować nad siłą wybuchu. Mimo to ludzie w jej otoczeniu mogli się czuć bezpiecznie, negatywne uczucia zamierzała ukierunkować na sprawców całego zajścia. Nikt. Nie. Rusza. Jej. Rzeczy.
Zastanawiało ją też dlaczego to zrobili, myślała o tym na lekcjach i ostatecznie doszła do wniosku, że prawdopodobnie padła ofiarą albo bardzo głupiego żartu, albo zakładu. Bo nic tak nie podwyższa szacunku wśród rówieśników, jak zrobienie psikusa, w pewien sposób pojętej, władzy. Iris nie posiadała zbyt wielu rzeczy, właściwie to miała ich dokładnie tyle, ile potrzebowała i utrata którejkolwiek z nich wywołała by u niej zmartwienie, a przy kilku zaczęłaby pewnie panikować. Bardzo dbała o wszystko, co miała, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zakup czegoś nowego wchodził w grę jedynie w ostatecznej ostateczności. Finanse rodzinne były naprawdę bardzo skromne.
Kiedy szła przez korytarz wszyscy odwracali za nią głowy. Właściwie trudno jest im się dziwić, bo jej wygląd zewnętrzny bardzo dokładnie odbijał to, co działo się wewnątrz niej. Mundurek, co u Mårdhówny niezwykłe, wyglądał na o wiele bardziej pomięty i nie tak idealnie ułożony niż zwykle, czego winą najprawdopodobniej było, że Iris dosłownie miotała się po szkole (zaglądając w każdy jej zakamarek), ani razu nie przygładzając szaty. W efekcie czego na przykład krawat nie był już podsunięty pod samą szyję, a koszula prosiła się, żeby ją w kilku miejscach ponownie wsadzić za spódnicę. Włosy znajdowały się w jeszcze większym nieładzie niż zwykle, a cały wizerunek podkreślał zimny płomień gniewu w oczach.
W momencie, w którym weszła do komnaty muzycznej, nikogo w niej nie było. To pomieszczenie widniało jako kolejne na jej liście miejsc, do których musiała dzisiaj zajrzeć. Do tej pory odzyskała już sweter oraz czapkę z szalikiem, brakowało jej jeszcze dwóch podręczników oraz sukienki, by skompletować wszystkie zguby.
I wszystko wskazywało na to, że tutaj odnajdzie jedną ze swoich książek. Tak, podręcznik do historii magii leżał pod harfą, teraz widziała go dokładnie. Ledwo chwyciła go w dłonie, w komnacie pojawił się ktoś jeszcze, Iris usłyszała odgłos szybkich kroków. Przybyszem okazał się być Lágon Jukanpoika z siódmego roku. Jednak chłopak zdawał się jej nie zauważyć, nawet nie rozejrzał się po pomieszczeniu, tylko od razu ruszył w stronę fortepianu. I choć normalnie Iris pewnie cicho wycofałaby się z komnaty, dając jej użytkownikowi nieco prywatności, tak teraz postanowiła zostać, w końcu chodziło o muzykę. Zawsze miło jest posłuchać kogoś z talentem. Przysiadła ostrożnie na znajdującej się w pobliżu kanapie, starając się być bezszelestną, by nie przeszkodzić Lágonowi w tej chwili ciszy, kiedy w jakimś artystycznym skupieniu na moment zamarł. Kilka, może kilkanaście sekund później doczekała się pierwszych uderzeń palców w klawisze, pierwszych dźwięków, które automatycznie sprawiły, że i na twarzy Iris pojawiło się skupienie, połączone z głębiej ukrytym zaciekawieniem. Poprzedni gniew nie do końca wygasł, jego echa dalej były widoczne w nieco bardziej niż zwykle roziskrzonych oczach dziewczyny, ale został przykryty chwilą obecną, w której bardziej, niż swoimi rzeczami, Mårdhówna była zainteresowana palcami Jukanpoiki, sprawnie lawirującymi pomiędzy klawiszami fortepianu.
Powrót do góry Go down
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Nie Sie 09, 2015 3:41 pm

Za dużo myślisz, mówił mi ostatnio Korhonen, kiedy siedzieliśmy przy piwie w Ośmiu Miotłach. Czuję się wtedy o wiele, wiele lat starszy od niego, choć głowę chłopak ma słabszą i śmieją się z niego w Kwaterze, kiedy nawywija za dużo poprzedniego wieczora. Ale on wyrywny sprawnie się broni przed tymi "podśmiechujkami", jak je pełen goryczy nazywa.
Ale co do mnie to ma rację, ciągle się nad czymś głowię, zawsze znajdzie się problem do rozwiązania albo stare dzieje do ułożenia. Natłok wspomnień kaleczy lepiej, niż pałka do quidditcha albo cyjanek potasu. I choć przychodzę tu się nieco odprężyć, do przeszłości tak czy inaczej nie ucieknę.
Jest pierwszą twarzą, którą widzę zaraz po wejściu. Sumiaste wąsy, przenikliwy wzrok, który nie zmienił się aż do ostatniego dnia, ostatniej godziny.
Nie darowałbym sobie, gdyby nie było mnie przy nim w tej godzinie.
Wspaniały surdut, w kieszeni zatknięty zegarek z dewizką. Namalowany z profilu. Pod spodem tabliczka: Mikael D. Stenberg. Wybitny kompozytor, wirtuoz fortepianu, wielokrotny zwycięzca konkursu chopinowskiego.
- Cześć tato. - ze słabym uśmiechem zbliżam się do wspaniałego Bechsteina bez krztyny kurzu na klawiszach. Portret uśmiecha się dobrodusznie i macha do mnie. Zanim palce odnajdą rytm, wpatruję się w tę rumianą twarz przyzwyczajoną do uśmiechów, gdy go oklaskiwali.
Tata nie spodziewał się tej melodii. Zapewne myślał sobie, że zagram Ogińskiego na początek, jak zawsze, żeby go zadowolić. Ale mam dzisiaj ochotę na coś lekkiego. Wspomnienia z Carnegie Hall, Central Parku i z kina sprzed kilku dni, kiedy poszedłem zobaczyć ten film z boską Lizą Minelli. Zakochałbym się w niej, gdybym miał dwadzieścia lat.
Krótka, prosta przygrywka.
- Start spreading the news...
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Anglia
Wiek : 30 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : nauczyciel starożytnych run

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Nie Sie 09, 2015 11:06 pm

Nudziła się, nudziła się strasznie i głośno. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Przecież nie powie Andre, że dalej przeżywa to co usłyszała od Motre tego popołudnia. Wzdychała, ochała i achała aż stwierdziła, że może by zrobiła sobie spacer do komnaty muzycznej jak to robiła prawie każdego wieczora. Andre był tym pomysłem tak zachwycony, że tylko potaknął.
Potrzebowała tego, musiała odreagować w taki sposób jaki lubiła najbardziej. A od zawsze spokój znajdowała w tym co tak bardzo kochała - w muzyce.
Już idąc korytarzem usłyszała dźwięki znanej sobie melodii. A skoro to nie ona grała to znała w całym zamku tylko jeszcze jedną osobę która mogła to robić o tej porze.
Nie myliła się.
Uśmiechnęła się na widok grającego przyjaciela i swobodnie przeszła przez salę by usiąść przy nim na ławie fortepianu.
Ucałowała go w policzek na powitanie, jak zwykle zbyt wylewanie okazywała swoje uczucia ale kto by się ośmielił jej tego zabronić?
Nie czekając na zaproszenie odnalazła odpowiednie klawisze i zaczęła grać razem z nim.
Nie trwało to zbyt długo bo melodia niebawem dobiegła końca a jednak sprawiło jej sporo przyjemności.
Lubiła grać z Jasperem. Od samego początku gdy tylko go poznała poczuła się swobodnie w jego towarzystwie i czy chciał czy nie został wciągnięty na listę przyjaciół.
- Wiesz spakuje Was chyba obu do jednego kufra i wyśle na weekend do tego Nowego Yorku. Andre też dziś o nim wspominał. - co takiego było w tym mieście, że mężczyźni tak o nim marzyli? Pewnie jakieś zupełnie obłędne drinki.
Powrót do góry Go down
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Nie Sie 09, 2015 11:34 pm

Nie śpiewam za dobrze, mówi mi to nawet najbardziej na świecie bezkrytyczna mateńka. Uwielbia słuchać zwinnego biegu palców wśród białych i czarnych klawiszy, lecz gdy tylko mój nieporadny baryton zawstydzonej gęsi dołącza do płynącej dotychczas bez zakłóceń muzyki, krzywi się jakby zagryzła plaster cytryny.
Gdy tylko więc do wyczulonych podczas grania na każdy szmer uszu dociera odgłos zamykanych ostrożnie drzwi, przechodzę w pogodne pomrukiwanie zadowolonego kota, które wychodzi mi już znacznie lepiej. Tak, jak uczył ojczulek, mruczy się w chórkach na wielkich koncertach, tak że czuć delikatne wibracje na wargach. Trochę tak jakby chciało się śpiewać i całować jednocześnie.
Wzdragam się, gdy głowę mi otula słodki kwiatowy zapach perfum, jakich od zawsze używa Jessica. Głupio mi się robi, że mnie tak całuje. Andre to nie przeszkadza, dobrze wiem, sam nawet czasami tak się ze mną wita, ale chyba nigdy całkiem do tego nie przywyknę.
- Tak? A co mówił? O kabaretach na Broadwayu?
Taka nasza zwykła zabawa, kiedy muzykujemy. Jedno drugiemu zadaje zagadki, a że mi w głowie wciąż Liza Minelli, gładko przechodzę w takty z "Kabaretu". Maybe this time, kto wie.
- To jest takie miasto, które nigdy się nudzi, wiesz. - powolna melodia sprawia, że brzmię jak stary zamyślony prawie-Frank-Sinatra. - To nieodparte poczucie, że osiągniesz bogactwo i sławę w mniej niż kwadrans. Potrzebujemy tego chyba, nawet jak już jesteśmy takie stare konie.
- Money, money, money - przyspieszamy, a ja zdecydowanie za bardzo lubię musicale. I chyba zawsze tęskno będzie mi do amerykańskiego snu.
- Po raz pierwszy ojciec mnie tam zabrał jak miałem szesnaście lat. Grał koncert w Carnegie. - Niby od niechcenia wskazuję na portret ojczulka na ścianie. Chyba jeszcze ci nie wspominałem, że jestem synem wirtuoza. Nie lubię o tym wspominać, chyba że łączy mnie z kimś długoletnia tradycja grywania na Bechsteinie pod jego portretem. Wtedy wydaje się to nawet na miejscu.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Anglia
Wiek : 30 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : nauczyciel starożytnych run

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Pon Sie 10, 2015 12:15 am

- Raczej o Indyjskim bożku i podbijaniu świata począwszy od Nowego Yorku. - zaśmiała się krótko. Wiedziała, że i tak nie zrozumie. Większość ludzi patrzyła na nich dziwnie gdy zaczynali ze sobą rozmawiać wpłacając tylko sobie znane wątki z Indii.
- Wiesz ale jeśli mają dobry kabaret to jadę z Wami. - Jessi zawsze lubiła gdy Jasper zaczynał właśnie w taki sposób o czymś opowiadać. Widać było, że nie rzuca tylko słów na wiatr.
A kolejne słowa tylko ją w tym utwierdziły. Zrezygnowała z gry na fortepianie, zbyt często zaczął zmieniać utwory. To jedna z tych chwil w.których chciałaby umieć czytać w myślach, byli by wtedy duetem idealnym.
Zamiast tego zaczęła śpiewać.
Podążyła wzrokiem do portretu na ścianie, uśmiechając się do czarodzieja w ramach.
Znała tą twarz.  Musiała pogrzebać w zakamarkach pamięci.
- To naprawdę twój tata?  - jak dobrze pogrzebać w pamięci to wszystkie klocki wpadały na swoje miejsce, nawet w takim bałaganie uczuć i emocji jak u Jess.
- Miałam z 12 lat jak podczas wakacji babka zabrała mnie na jego koncert W Londynie. - do dziś pamiętała jak seniorka rodu mówiła, że jej celem powinna być gra na takim właśnie poziomie. Zupełnie jak by chciała by Jessi zrobiła karierę muzyczną. Aż dziw bierze, że "Kochanej " babuni nie udało się skutecznie zabić zamiłowania do muzyki ciągłymi ćwiczeniami. Pewnie po prostu zbyt to lubiła, żeby jej to jakoś wybitnie przeszkadzało.
Powrót do góry Go down
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Pon Sie 10, 2015 12:43 am

Jeśli mam być szczery, zaczynam bardziej słyszeć to, co wypływa z instrumentu przede mną niż z twoich ust. Wybacz mi proszę, ja po prostu przywykłem do jakichś orientalno-indyjskich aluzji, wszechobecnych między tobą i jakże sympatycznym małżonkiem. Wyłączam się wtedy trochę, byście mogli jeszcze raz się w siebie zapatrzeć, ja próbuję zdusić poczucie, że włóczę się za wami na doczepkę. Niby powinienem pamiętać, jak to jest, być tak szaleńczo i bez tchu zakochanym. Była Anna, były śliczne i mądre dziewczyny przed nią. Ale uwierzyć, że po tylu latach łączy was nadal to samo, co za czasów szkolnych? To brzmi jak wyjątkowo kiepska historyjka, którą serwuje się Naczelnemu Kwatery Głównej po zbyt hucznej imprezie.
Wybacz sceptyczność, życzę wam przecież wszystkiego dobrego, nawet jeśli czasem nie rozumiem. Grą zagłuszę poczucie zagubienia między waszymi słowami.
- Wiesz, naprawdę warto tam pojechać. Ja wiem, że Ameryka to w dziewięćdziesięciu procentach tandeta i plastikowy blichtr i w siedmiu włoscy imigranci z dobrą kuchnią i szczątkową kulturą. Mieszkałem u takiej jednej rodziny przed szkołą aurorską, Cazzini. Nie jadłem jeszcze takiego jedzenia jak u nich. – Ani słowa o tym Elodii, zaklinam. Ja bez tych jej ciepłych i pożywnych zupek życiu nie podołam.
- A te pozostałe trzy procent naprawdę warto zobaczyć. I Nowy Jork stanowi z nich jakieś dwa i pół. – Ale już prawie zgubiłem się w tych wyliczeniach, więc czas na kolejne interludium, cisza absolutna, tylko skoczne melodie wygrywane na fortepianie.
- Naprawdę. – Ruchem głowy wskazuję na tabliczkę pod portretem. Uśmiecham się teraz jak głupi i wolałbym ukryć przed tobą, jak dumny tak naprawdę jestem z ojca i jego osiągnięć, z jego skromności i głowy na karku. Zaradnie operował kolosalnymi gażami za występy. Nawet moje wnuki, jeśli zaistnieją, utrzymają się z tego, co po nim zostało.
- Ach, tak, pamiętam ten koncert. Koszmarnie napuszona gala, a ja chciałem cały czas wyrwać się, pojechać na Camden. Sama wiesz, głupawe pazurki buntu.
A i tak wyszło na jego. Przecież gram, i to z jaką przyjemnością. I nie dałem się jeszcze żadnemu oprychowi zatłuc w ciemnej bramie.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Anglia
Wiek : 30 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : nauczyciel starożytnych run

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Pon Sie 10, 2015 1:28 am

I zrobiło im się tak jakoś zupełnie wesoło. Siedzieli szczerząc się do portretu na ścianie! Teraz powinna iść prosto do siebie, Andre z pewnością osądził by ją o wizytę w kuchni i opróżnienie jakiejś samotnej butelki wina. Ewentualnie o chorobę psychiczną.
- Myślę, że nie jadłeś jeszcze moich deserów i tylko dla tego tak mówisz. - właściwie to czemu jeszcze nie miał ku temu okazji? Ach no tak, kto by się odważył wpuścić Jess do szkolnej kuchni.
- Anglia jest specyficzna. Wyobraź sobie mnie na większości tych napuszonych imprez. Zawsze w domu mówili " tylko nie odstaw żadnego numeru, Pannie z dobrego domu nie wypada". - zupełnie jak by myśleli, że ona się tym przejmie. Pannie z dobrego domu nie wypada wielu rzeczy robić a Jessica z pewnością zrobiła wszystkie z tych rzeczy na czele z ucieczką z przed ołtarza.
- No cóż, kto jak kto ale ja umiem zrozumieć potrzebę ucieczki. - zachichotała próbując zahamować śmiech dłonią. Szkoda, że z marnym skutkiem. Wielka ucieczka. Zazwyczaj to przed nią uciekali a ten jeden raz ona im wszystkim zwiała. Nawet by nie pomyślała, że to taki dobry pomysł i da jej tyle satysfakcji.
Powrót do góry Go down
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Wto Sie 11, 2015 6:44 pm

Chyba dlatego tak kurczowo się was trzymam, droga Jess. Przy was odzyskuję czasami, czy też raczej nabywam od zera, tę wesołość, od której huczy aż w pokoju nauczycielskim, kiedy tylko oboje się w nim znajdziecie. Nic, tylko śmiechy i przekomarzania, na które nikt inny nie ma czasu, zagubiony w gonitwie dzienników i kluczy. Może dlatego w ogóle wróciłem do Instytutu, kto wie, nie ma tego jednego jedynego powodu. Jednak ile ponuractwa może znieść jeden, chuderlawy w dodatku, człowieczek?
- Rzeczywiście, chyba nie. – to nie jest tak, że odżywiam się wyłącznie kawą. Chodzę na posiłki, najczęściej któryś z uczniów zaczepia mnie i zaprasza, bym usiadł obok i jeszcze raz wyjaśnił, czym różni się pojedynkowanie sportowe od tego, co ćwiczę z nimi na lekcjach. Macham wtedy widelcem jak różdżką, czasami niechcący rzucając zaklęcia. Wielu potraw ze szkolnej kuchni już próbowałem, w końcu cztery lata dają dobrze ponad setkę samych wystawnych kolacji.
Zabulgotał we mnie śmiech zagłuszony żartobliwym walczykiem. Zagram go już przez sen, na nim uczyłem się grać, nieprzerwany krąg powtórzeń, sekwencja klawiszy wryta jak dłutem między linie papilarne. Jestem stworzeniem ukształtowanym przez zwyczaje i procedury. Życie to nic innego jak kolejność, a ucieczki i bunt to zaburzenia, których już nie lubię.
Nie znaczy to, rzecz jasna, że nie wiem jak to jest uciec z domu pewnej sierpniowej nocy i wyjechać pod namiot na tydzień bez słowa.
- Już sobie wyobrażam, jak cierpisz na wyścigach w Ascot. Zupełnie jak Eliza Dolittle.
Gdybyś miała wtedy pod ręką konia, uciekłabyś sprzed ołtarza wierzchem? Nigdy nie znudzi mi się ta historia. Kiedyś kołkiem w gardle stawało mi samo to słowo, „ołtarz”, „ślub”, i tak dalej.
Teraz już sobie myślę, że dobrze się stało, że sam jednak tam nie trafiłem.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Anglia
Wiek : 30 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : nauczyciel starożytnych run

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   Pią Wrz 04, 2015 7:44 pm

Machnęła krótko ręką, w końcu to nic straconego. Musieli zaprosić Jaspera do Indii w czasie wakacji, z pewnością mu sie tam spodoba. Uwielbiała cały ten gwar i ogólną wesołość jaka tam panowała. Ludzie byli życzliwi i jacyś weselsi a może to po prostu ona ich w ten sposób odbierała.
Tęskniła za wszystkimi, nawet jeśli zmarnowali jej drzewko podlewając je świętą woda wprost z tego okropnego Gangesu. Ciekawe czy uda im się wyhodować coś w zamian i udawać, że to jednak ta sama roślinka. Ona sama nie miała zamiaru mówić, że przeczytała ten list w którym tak żarliwie pytali jak ona pielęgnuje swoje roślinki i proszą Andre aby nie powiedział jej o zgonie ukochanego drzewka.
- Daj spokój jakoś dało się wytrzymać wyścigi, przecież wiesz że uwielbiam jeździć konno. Najgorsze były te wszystkie przyjęcia na których zbyt płytki ukłon brany była za zniewagę. - wywróciła oczyma na samo wspomnienie tego z iloma osobami musiała się witać z szerokim uśmiechem zanim mogła niezauważalnie uciec z przyjęcia by napić się spokojnie w jakimś Londyńskim barze. Zawsze bolały ją policzki od tych sztywnych uśmiechów. To była właśnie jedna z tych rzeczy za którymi miała nigdy nie zatęsknić. Nie znosiła tej całej sztuczności od której wręcz dusiła się.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Komnata muzyczna   

Powrót do góry Go down
 

Komnata muzyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mała Komnata
» Komnata Daeny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom pierwszy-