Kuchnia

PisanieTemat: Kuchnia   Nie Gru 28, 2014 2:49 am

Kuchnia
Subtelne i słodkie zapachy zapraszają do środka kuchni, a do nóg głodnych uczniów niemal natychmiastowo rzucają się czarodziejskie stwory, pragnące użyczyć wyśmienitych specyfików własnego wyrobu. Przez salę ciągnie się sznur drewnianych stołów, zaś łaknący odrobiny prywatności studenci znajdą ukojenie w okrągłych stolikach w kącie pomieszczenia. Domowe skrzaty chętnie podsuwają smakołyki i często wyposażają gości w porządny ekwipunek na przyszłość.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Sie 22, 2015 8:13 pm

- Hihihihihi.
Jakkolwiek niestosowny, chichot ten okazał się również wprost nieopanowany. Patrzcie. Oto NACZYNIE. Od naczynia bije metaliczny chłód, wydaje się mocne, choć ma przeto cienkie ścianki. Od naczynia bije jakaś tajemnicza siła. No więc. Uruchamiam mechanizm naczynia i biały obłoczek wartkim strumieniem wydostaje się ze środka.
- Hihihihihihihi!
NO CO TO ZA CZARY? Podnoszę palec ze spustu i co się dzieje? Moc wypychająca śmietanę ze środka ustaje. Och, jak daleko sięga potęga tego artefaktu? Wspinam się na krzesło i podnoszę naczynie do góry, z miną oddającą należną pobożność i cześć ponownie pozwalam dziać się tej dziwnej magii. Wspaniałe, moc właśnie podarowanego mi mistycznego przedmiotu rozprowadza tę niebiańską słodycz niemal po całej komnacie. Tak, małe ludki z długimi nosami! Delektujcie się cudem na skalę manny spadającej z nieba! Bierze i jedzcie z tego wszyscy, małe duszki!
- Hihihihihaaaah... - przestaję się śmiać i wpadam w nostalgię, gdy przypominam sobie o tragicznej śmierci mojej rodziny, od której minęło jednocześnie prawie milenium i ledwo tydzień. Nagle wszelkie krotochwile wydają mi się jeno stratą czasu.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Morawy
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Sie 25, 2015 11:36 am

Plasterek sera wypadł z kanapki Kunegudny i plasnął o podłogę między czubkami jej butów. Jednak Kunegunda, która zazwyczaj bardzo poważnie traktowała kwestię żywności i  w normalnych warunkach rzuciłaby się na ratunek sera w myśl zasady pięciu sekund, teraz nawet nie zauważyła, bo zza uchylonych drzwi wpatrywała się w chłopaka buszującego radośnie po kuchni. Nie była pewna co on robił, ale śmiał się, więc wywnioskowała, że chyba warto dołączyć. Zresztą zdążyła już zapomnieć, że przyszła do kuchni, żeby zrobić sobie drugą kanapkę.
Szybko rękawem spróbowała zetrzeć ślady masła z kącika ust (masło zostało, bo ścierała zły kącik) i weszła do kuchni. Takie tam drobne detaliki, jak to, że śmiech chłopaka po chwili ucichł, a on jakby zmarkotniał na tym krześle, zupełnie ominęły wzrok Kunegundy, idącej pogodne z kanapką.  
- Co robisz? Też chcę – rzuciła i niewiele myśląc, weszła na inne krzesło. Spojrzała pytająco na Lamberta, oczekując dalszych instrukcje. Czy powinna też wziąć jakiś sprzęt kuchenny i go podnieść? A może by tak odwrócić sytuację i coś zrzucić? Albo przewrotnie zrzucić skrzata? Tylko skąd? A może w tym wszystkim był głębszy sens niż tylko podnoszenie i zrzucanie rzeczy? Kiedy zacznie się śmieszny moment, w którym będzie mogła chichotać?
Żeby oderwać myśli od pytań, ugryzła swoją kanapkę i pomyślała sobie, że dała zdecydowanie za mało sera.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Sie 25, 2015 12:39 pm

A gdyby tak, dumam sobie, odwiedzić grób Bolesława? Gdzieś tam ponoć spoczywa jego mogiła, z jednej strony spotkanie z trupem brata, który w chwili naszego rozstania, był przecie mężem w kwiecie wieku, mogłoby okazać się zbyt trudne do udźwignięcia, z drugiej może pozwoli mi naprawdę uwierzyć, że to wszystko dzieje się na jawie i przejść przez żałobę w należyty sposób? Ach, żeby tylko Stwórca z łaski swojej zesłał mi jaką pomoc, objawił się w postaci, która pokieruje mnie przez te niebezpieczne czasy!
Obracam nerwowo w dłoniach czarodziejskie naczynie, myśląc o tym, w jak tragicznym położeniu się znajduję. I nagle zjawia się ona. Niemal ścina mnie z wrażenia z nóg, bo oto nadchodzi niewiasta o tak bladym licu, o spojrzeniu naśladującym smutny wzrok przenajświętszej panienki, o ustach nie grzesznie rozlanych na pół twarzy, lecz wąskich i słodkich, jakby wyrzeźbionych przez najwspanialszego z mistrzów, by codziennie odmawiały pobożnie modlitwę, a nie poddawały się podłym namiętnościom. Ślepia niemal nachodzą mi łzami wzruszenia, bo ten ideał nie tylko do mnie przemawia, ale również przemawia w tak cudny sposób!
W końcu ktoś ma baczenie na książęce czyny! W końcu ktoś uznaje je za godne naśladowania! Przyciskam magiczną puszeczkę do piersi, kim jesteś, zjawą czy żywą niewiastą? A może i tym i tym?
- Pani! - Zeskakuję z krzesła i z kurtuazją kłaniam się przed tą damą. - Moja przymusowa niewola zdaje się znośniejsza, gdym posiadł świadomość, że odbyć ją mogę w Waszym towarzystwie. - Odchrząkuję, zdając sobie sprawę z faktu, że za daleko zagalopowałem się z tą poufałością. Wyprostowuję się zatem i spoglądam na białogłowę z nieśmiałym uśmiechem. - Jestem Lambert, po ojcu zwany Mieszkowicem. Próbuję rozwikłać zagadkę... tego dziwnego urządzenia... - Podnoszę naczynie na wysokość twarzy i przyglądam się mu ze zmrużonymi oczami.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Morawy
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Sie 25, 2015 4:02 pm

Chłopak zeskoczył z krzesła. Dlaczego? Czy to była część planu? Zeskoczenie z krzesła? Czy może to ona przerwała mu całą ceremonię i zepsuła wszystko. Czy powinno być jej przykro? Kunegunda już miała zeskoczyć z krzesła, uznając, że powinna skrupulatnie kontynuować naśladowanie, kiedy ten zaczął się kłaniać. Kunegunda została na krześle. Poczuła, że kłanianie się do kogoś, kto stoi na krześle, ma większy sens, niż kłanianie się do kogoś, kto na krześle nie stoi. Ale to akurat logiczne, prawda?
Nazwana panią uniosła brwi. Usłyszawszy o przymusowej niewoli zmarszczyła brwi. Po przetrawieniu wypowiedzi i zrozumieniu mniej więcej przekazu, uniosła jedną brew. Stwierdziła, że pochwyci grę, czemu nie. Kunegunda należała do osób, które nie zadają niepotrzebnych pytań. Zwłaszcza, że stała właśnie na krześle. To bardzo ważne. Uśmiechnęła się zawadiacko i spróbowała spoglądać na chłopaka kokieteryjnie. Nigdy wcześniej tego nie robiła, więc nie była pewna, czy nie wygląda śmiesznie. Zakładając, że samo stanie na krześle z kanapką nie wygląda śmiesznie.
- Och, panicz jest przeze mnie bardzo mile widziany! – zapewniła, naśladując ukłon Lamberta, najwdzięczniej jak potrafiła, czyli średnio wdzięcznie. Pomyślała sobie, że nigdy w życiu nie zrobiła czegoś równie kulturalnego. Uśmiechnęła się znów, słysząc imię chłopaka.
- Miło mi poznać, ja jestem królowa Kunegunda Perperuna spod herbu Odrowąż! – przedstawiła się, przypominając sobie podobne wypowiedzi w domu na Morawach. Stanął jej przed oczami bezzębny dziadek, kiedy machał drewnianą laską na sąsiadów zza płotu, jąkając niewyraźnie pod nosem - szacunek dla dziedzica, ty psie!
W rzeczywistości Kunegunda wyglądała jeszcze mniej królewsko, niż miała w zwyczaju. Zmięta biała koszulka, która była za duża jak na nią (do tego wyglądała na męską, gdy Kunegunda rankiem znalazła ją w kufrze, nie potrafiła sobie przypomnieć skąd się tam wzięła, uznała w końcu roboczo wersję, że musiała ją kiedyś komuś ukraść i zapomnieć) była w połowie wsunięta w stare sztruksowe spodnie, z których już trochę wyrastała, więc sięgały jej sporo ponad kostki, odsłaniając piękne, wydziergane przez mamę, świeć panie nad jej duszą, kolorowe skarpety. I nadgryziona kanapka w ręku. Teraz dopiero sobie o niej przypomniała i odłożyła na blat. Zeskoczyła wojowniczo z krzesła, gotowa na wyzwania i przygody. Stanęła obok Lamberta, żeby z jego perspektywy przyjrzeć się urządzeniu, które trzymał. Wyglądało zupełnie normalnie. Żadnej zagadki.
- Jaką zagadkę? Ja nic nie widzę – odrzekła. Pomyślała sobie, że nawet trochę szkoda, bo lubiła rozwiązywać zagadki. Nie była w nich dobra. Na przykład gdy rozwiązywała krzyżówki i spisywała literki tworzące hasło, zawsze wychodziły dziwne ciągi samogłosek, zamiast prawdziwych słów. To bardzo dziwne. Kiedyś nawet wysłała skargę do wydawcy, ale nie dostała odpowiedzi. Zagadki matematyczne były jeszcze gorsze, bo od zbyt intensywnego liczenia zaczynało jej się kręcić w głowie. Jeśli tak by o tym pomyśleć, Kunegunda nie lubiła zagadek.
- Lubisz miód, Lambercie Mieszkowicu? – spytała zmieniając temat, bo w oczy rzucił jej się pełen słoik. – Głupie pytanie, każdy lubi miód – zachichotała sięgając po niego i po łyżkę. Ominęła krzesło na którym wcześniej stała i usiadła na najbliższym stole. Wtedy dopiero dotarło do niej nazwisko, bardzo nieskandynawskie, którym Lambert się przedstawił. Zatrzymała łyżkę z cieknącym miodem w pół ruchu i wskazała nią na Mieszkowica.
- Skąd jesteś?
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Sie 25, 2015 5:34 pm

Och, czyżbym przypadkiem wprawił tę nieziemską istotę w konfuzję? Serce mi zamiera w piersi, gdy przez jej lico przechodzi jakaś burzowa chmura, moja miła, urażenie cię to ostatnia rzecz, jakiej sobie życzę! Ach, zleć mi dowolne zadanie, bym mógł udowodnić, że twą godność i cześć poważam na równi ze swoją, jeśli się okaże zbyt trudne, wyślę do jego wykonania Nefjólfra, ale uczyni to w moim imieniu, moim i twoim imieniu, moja pani! Niepokój jednak uchodzi ze mnie błyskawicznie, gdy ta cna niewiasta zapewnia, żem mile w jej oczach widziany. Naprawdę? Och, naprawdę?
I to jeszcze królowa! Wybałuszam oczy, na wskroś zdumiony. Królowa! Prawdziwa! Magiczne naczynie wypada mi z dłoni, pod takim jestem wrażeniem! Klękam na jedno kolano, przyciskając pięść do piersi.
- Wybaczcie, wasza królewska mość, nie zdawałem sobie sprawy, pani, do kogo w swej śmiałości przemawiam... och, pani, w moich żyłach płynie błękitna krew, ale odezwanie się do tak wysoko postawionej osoby bez wyraźnego pozwolenia... pani, przeogromnie was uraziłem, ja... ja... - jąkam się, spłoszony, czując, jak moja własna twarz kraśnieje. Cóż za popis fatalnych manier odstawiłem! Och, gdyby moja siostra tylko wiedziała...
...ale biedna Sygryda, nie żyje od tysiąca lat! Lambercie, wbij to sobie w końcu do głowy! Wszyscy, twoi rodzice, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, dzieci dzieci rodzeństwa, wszyscy, wszyściutcy nie żyją! Dolna ma warga drga lekko, och, to takie smutne, czemu w ogóle o tym myślę? Lepiej wrócę do tej pięknej damy, zasługuje wszak ona na pełną z mej strony uwagę!
Mimo wszystko ośmielam się powstać, choć, naturalnie, nie kalam twarzy królowej natrętnym spojrzeniem. W głowie mąci mi jedna myśl. Który z królów był takim szczęśliwcem, by stanąć na ślubnym kobiercu z tą piękną białogłową? Czy mąż ten dalej pełni małżeńską powinność względem niej? A może ta niewiasta, choć młoda, już zdążyła owdowieć? Ach, złe i nikczemne jest moje serce, skoro jakaś część mnie gorąco pragnie, by żaden mężczyzna nie uzurpował sobie do królowej Kunegundy Perperuny prawa! Jestem ja dość godny, by stawać w konkury do jej ręki? Jako wygnany książę, dziedzic, który nigdy nie dozna łaski, by zasiąść na należnym mu tronie, nie mam jej nic do zaoferowania!
- Oooch... to tylko to naczynie, pani. Nie trapcie tym się, w stan zdumienia mnie wprawiło istnienie tak zmyślnego urządzenia, które po naciśnięciu spustu wyrzuca z siebie strumyczek słodkiej śmietany, ale... sam dojdę do tego, jak to działa, pani. - Rozglądam się za tym pojemniczkiem, ale on już zdążył poturlać się daleko od nas. Królowa pewnie wykazuje się nie tylko pięknem zewnętrznym, gotów jestem przysiąc, że można jej przepisać tysiące cnót, jak mądrość na przykład. Z pewnością wie, na czym polega magia metalowego naczynia!
- Uwielbiam, pani! - ożywiam się, z wdzięcznością przyjmując zmianę tematu. - Za pacholęcia nieczęsto miałem okazję, by opuścić gród, zawsze zazdrościłem dzieciom niższych stanów, że mniej pilnowane, mogły w każdej chwili podebrać trochę miodu z barci. - Oczywiście, tylko jeśli sam bartnik nie był tego świadom!
Na pytanie, skąd pochodzę, nerwowo odgarniam kosmyk włosów za ucho. Cóż, sam nie pojmuję w pełni, jak tu się znalazłem, jak więc mogę to zgrabnie wytłumaczyć?
- Z Księstwa Polskiego... chociaż z tego, co wiem, taki kraj już nie istnieje... a raczej, uległ pewnym przeobrażeniom. - Milknę, marszcząc trochę brwi.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Morawy
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Sie 25, 2015 10:31 pm

Kunegunda zupełnie nie czuła potrzeby by wątpić w cokolwiek, co mówi Lambert. Nie czuła też potrzeby zastanawiania się nad tym co sama mówi. Właściwie przez cały czas myślała sobie jednocześnie o miodowych ciasteczkach schowanych na dnie kufra. Oby nikt ich nie dorwał. Przez chwilę nawet zapomniała o tym, że jest w kuchni i prowadzi rozmowę, tak przejęła się losem ciasteczek. Wróciła szybko do rzeczywistości, widząc strapienie Lamberta. Lambert to taki miły chłopak! Poczuła się winna. Tego że wprawiła go w zmartwienie i tego, że zamyśliła się o ciasteczkach. A ponieważ Kunegunda to dziecko o dobrym sercu, wspaniałomyślnie machnęła ręką.
- Nic się nie stało. Wcale mnie nie uraziłeś, jesteś miły. A poza tym, jestem tu incognito. Jako proletariuszka – powiedziała poufnie, zadowolona, że miała okazję użyć dwóch słów z listy tych najmądrzejszych jakie znała. – Zupełnie nikt nie wie o mojej tożsamości i liczę na twoją dyskrecję – powiedziała, wyraźnie podkreślając, jak bardzo wyróżniła Lamberta, powierzając swój sekret właśnie jemu. Chociaż była to raczej Kunegundowa bezmyślność, bo gdyby naprawdę posiadała tajną tożsamość, też pewnie utrzymałaby ją w tajności, aż do napotkania pierwszej osoby, której mogłaby ją zdradzić. Chociaż jakie gdyby? Kunegunda była królową od zawsze. Tak sobie właśnie teraz ustaliła.
Zdziwiła się jednak zaraz i dłuższą chwilę trawiła słowa Lamberta. Czyżby urządzenie powinno wyrzucać coś innego niż śmietanę? Trochę się zlękła, że może nie wie czegoś co powinna wiedzieć. To znaczy, szczerze mówiąc na żadnych śmietanach w sprayu i innych nowoczesnych dozownikach do żywności specjalnie wiele nie wiedziała, bo u nich zawsze ot wydzielało się z mleka śmietanę i ubijało, tak po ludzku. Ale chyba była już obyta ze wszystkim, zwłaszcza, że szkolna kuchnia była jednym z najczęściej uczęszczanych przez nią miejsc. Lubiła się rozglądać i poznawać nowe rzeczy. Wprawdzie zazwyczaj patrzyła na jedzenie niż naczynia, ale taka sosjerka na przykład to bardzo ładne naczynie i Kunegunda bardzo je lubiła i szanowała. Po chwili dopiero lampka się zapaliła i Kunegunda zrozumiała swój błąd, że to Lambert Mieszkowic nie zrozumiał całego mechanizmu, nie ona. Zrobiło jej się głupio, ale tylko na chwilę, bo zaraz w sercu Odrowążówny zapłonęła jeszcze większa sympatia do Lamberta. Tym bardziej gdy zobaczyła w jego oczach entuzjazm na wspomnienie o miodzie. Swój człowiek! – pomyślała od razu i radośnie pomajtała nogami w powietrzu. Chociaż przykro słyszeć, że ktoś miał ograniczony dostęp do miodu. To akurat nieludzkie. Wszyscy powinni mieć swobodny dostęp do miodu, nawet najbardziej rażący mugolskością mugole.
- Och, brzmi strasznie. Ja na szczęście mogłam wybiegać poza… gród i jeść miód – wspomniała z sentymentem, oblizując miód z ust. Przypomniała sobie jak Lambert mówił o swojej błękitnej krwi i wyższym stanie. Nawet ją to zaciekawiło, ale oczywiście przez pryzmat jedzenia. – Pewnie miałeś za to dużo innych frykasów.
Wytrzeszczyła oczy na Mieszkowica, gdy powiedział jej skąd pochodzi. Kyrie eleison! Oto Sąsiad Polak! Brat Polak! Dziedzic Lecha! Kunegunda poczuła dziwną dla siebie świadomość narodową swych przodków i poczuła wyjątkową więź z Mieszkowicem. Teraz, z opóźnieniem, doszła do wniosku, że nawet nazywa się tak normalnie i ładnie! Żadnych –sson, -ssen i dziwnych przekreślonych „o”. Lambert posmutniał, a Kunegunda się ucieszyła.
- Fantastycznie! Bo wiesz, ja jestem z Czechosłowacji.
Zastanowiła się jak przetłumaczyć Czechosłowację na Lambertowy język. Jak zejść do wspólnego mianownika z Księstwem Polskim? Głupio pytać o daty i zdradzać, że nie zna się historii sąsiada. Kunegunda zawahała się, bo historię swojego kraju to powinna znać dobrze, bo tą akurat ze wszystkich dziedzin jej ojciec z dziadkiem, jako odpowiedzialni szlachcie, tłukli do jej głowy namiętnie.
- To znaczy z tych, Wielkich Moraw? W każdym razie wiesz, rzut beretem!
Nieważne, była ucieszona, że poznała kolegę Słowianina. No i jadła miód, z tego też była ucieszona. O, właśnie. Podała Mieszkowicowi drugą łyżkę i postawiła słoik między nimi, tak żeby mógł się częstować.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Sie 26, 2015 11:07 am

Jestem… miły? Jestem jej miły? Serce rozlewa mi się z radości w piersi, och, jakże to szczęśliwy dzień dla mnie! Gotów byłbym śpiewać i tańczyć, gdyby nie to, że odstawianie popisu takiej błazenady przed królową oznacza kompromitację dla nas obojga. Mimo wszystko nie sposób ukryć wesołego błyszczenia oczu i rumieńca, który wstępuje na moje lico. Ach, gdy tylko Nefjólfr się dowie! Spłonie z zazdrości, w końcu niemożnością jest, by tak nadobna dama kiedykolwiek uznała, że jest on jej miły!
Ach… inco...gnito? Pojmuję! Takie przebieranie się za osobę niższego stanu musi być w pewnym sensie ciekawym wyzwaniem! Nie chcę rozczarowywać królowej, zdradzając jej, że z miejsca idzie poznać jej szlachetne pochodzenie. Wystarczy spojrzeć na ten profil, na płynność ruchów (jak u rusałki!), nawet na sposób, w jaki okruszki chleba gromadzą się w kąciku jej warg! Nie mogę jednak długo rozmyślać o doskonałości istnienia tej niewiasty, zaraz jednak bowiem ogarnia mnie wzruszenie.
Zapewniam was, pani, waszych sekretów nie wydam, choćby mnie żelazem przypiekano! – Przykładam rękę do serca, deklamując tę przysięgę z poważną miną. Książęce słowo!
Wzdycham, gdy ze strony tej anielicy słyszę wyrazy współczucia. Brzmi strasznie, dlatego iż strasznym było! Co to za marny żywot, wszędzie się kręcą kompani drużyny książęcej, wszyscy łypią złym wzrokiem, nie, Lambercie, nie głaszcz konia, nie zapuszczaj się sam do baszty, nic ino zakazy i zakazy! Chłopskim dzieciom musi dopiero się powodzić, rodzice zajęci ciężką pracą na roli nie mają czasu, by doglądać pociech! Nie każcie mi więc zaczynać, pani, mówić o swojej niedoli, słodycze sprowadzanie nieraz z Dalekiego Wschodu nijak mogły mi wynagrodzić brak dostępu do tego płynnego złota, jakim jest miód!
Mrugam oczami, zaskoczony, gdy słyszę o tym dziwnym państwie. Czechosłowacja? Nazwa ta odbija się znajomych echem po mojej głowie, nie potrafię jednak powiązać jej z niczym znanym. Dopiero gdy królowa uzupełnia relację, rozjaśnia mi się w umyśle. Aż klaszczę w dłonie z tej radości.
Och, z Moraw! O-Mój-Stwórco! – ekscytuję się, nic dziwnego, żem zapłonął sympatią i uwielbieniem dla tej niewiasty, skoro również pochodzi ze słowiańskiego rodu! Szczęście mnie zaślepia na moment i zapominam o moim tragicznym położeniu. – Bolesław pochodzi z matki Przemyślidki, jak on ostrzy sobie zęby na Morawy, jakby nie wystarczało mu, że ojciec już zdobył Śląsk! – Czy nadeszła właśnie ta pora? Jak dawno nie dane mi było z nikim wymieniać wieści! – Wiecie, pani, co się wyczynia w kraju Przemyślidów? Sodoooma! – Wywracam oczami, no iście barbarzyńskie zwyczaje tam panują. – To tak. Znacie, pani, świętego Wojciecha, świeć panie nad jego duszą? – Żegnam się szybko. – Święci aniołowie, do czyich uszu nie dotarły nowiny o jego męczeńskiej śmierci, chociaż… przyznam się wam, pani, z ręką na sercu, że… – ściszam dramatycznie głos – ...że moim zdaniem poniekąd zasłużył sobie na taki los. Nie, bym pochwalał mordowanie chrześcijan, błagam, pani, nie zrozumcie mnie źle, ale mimo umiłowania do słowa bożego, gdyby banda rozwścieczonych pogan kazała mi odejść, to bym odszedł, miast bezcześcić ich święte gaje. – Ale Wojciech był tak bardzo z Libic, w Libicach to dopiero panuje dziwaczny nieporządek! – No, ale, pani, nie o tym chciał prawić! – Biorę głęboki wdech i zamyślam się na chwilę, spoglądając na chwilę gdzieś w bok i porządkując sobie bieg wydarzeń w głowie. – To było tak, że ten święty Wojciech, tak, właśnie ten, wywodził się z rodu Sławnikowców. Urodził się w samych Libicach, w ogóle, szalona historia, miano go posłać na rycerza, ale biedak zaniemógł, już mu trumnę zbijano, ale cudownie ozdrowiał, to go Bogu poświęcili. Ale, już wracam do meritum, nie traćcie cierpliwości, pani! No to ci Sławnikowcy otworzyli niedawno, jeno kilka lat minęło, mennicę i bili monety wespół z Przemyślidami, imaginujecie sobie chyba pani, że Przemyślidzi nie byli kontenci. Jakby mało było, Wojciech rzucił jaką klątwę paskudną na Wrszowców, i to przelało czarę goryczy, jak Przemyślidzi z Wrszowcami się rzucili na Libice, to po Sławnikowcach pył się ostał! – Uwielbiam wieści! Patrzę z nieukrywaną ekscytacją na królową, ciekaw, czy te nowiny wywarły na niej jakiejkolwiek wrażenie, entuzjazm zaraz ze mnie opada, gdy dociera do mnie, że spóźniłem się o jakieś tysiąc lat. Ach, ona na pewno już to wszystko wie! – To znaczy… to z pewnością znajduje się już w waszych uczonych księgach, pani… – Markotnieję.
Zaraz jednak rozpromieniam się, gdy między mną a królową zostaje postawiony słoik miodu. Jakże mógłbym się smucić w takich okolicznościach?
Pobłogosław, panie, ten posiłek i mmhhhmhmhm… - Zniecierpliwienie mnie ogarnia i ostatnie słowa wymawiam już z łyżką miodu w ustach. Bóg jako istota wszechwiedząca z pewnością domyśli się, co miało być dalej i żadne z nas nie pomrze od zatrutego jadła.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Morawy
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Sie 30, 2015 9:30 pm

Och, Sodoma, okropne, okropne wieści! Kunegunda pokręciła głową z niedowierzaniem i stosownym oburzeniem. Lubiła gdy ktoś coś jej opowiadał. I sama uważała się za dobrego słuchacza. Nawet kiedy czegoś nie rozumiała, to próbowała wyłapywać słowa-klucze i nie dać po sobie poznać. No i stroiła zawsze bardzo zaangażowane miny. Można by wręcz pomyśleć, że Kunegunda pierwszy raz słyszy całą historię. Gdyby sięgnęła pamięcią dzieciństwa, wszystko to by sobie jakoś przypomniała, w mniej lub bardziej mglistej formie, w słowach dziadka i ojca. Jednak Lambert to wszystko ożywiał, więc Kunegunda miała na nowo przyjemność słuchania.
Przytaknęła skwapliwie, że oczywiście zna mniej więcej Wojciecha i przeżegnała się odruchowo. Jak mogłaby go nie znać?
- O, mój dziadek był wielkim wielbicielem Wojciecha – rzuciła szybko, wspominając obrazek świętego na małym kartoniku, przypięty szpilką do ściany w sypialni dziadka. Zdobył go od sąsiada, bo dziadek ze wszystkich z rodziny najbardziej się integrował z miejscowymi. Konkretnie to wpadł do domu sąsiada, żeby go stłuc za to, że podoorał mu z jego pola, a przy okazji ukradł mu ten obrazek. – Babcia za to była wielbicielką metody nabijania głowy na pal. Nie mogli się przez to dogadać.
Kunegunda nie mogła się nie zgodzić z poglądem Lamberta. W temacie Wojciecha była bardziej team babcia, więc znów przytaknęła ochoczo księciu.
- Mugole tak mają, że nie wiedzą kiedy odpuścić! – podzieliła się własną refleksją, kręcąc głową z dezaprobatą na wszystkich mugoli świata. Zanim jednak zdążyła wpaść w niebezpieczny nastrój pozmieniajmy-mugoli-w-czekoladowe-żaby-i-zjedzmy, Lambert wrócił do tematu.
Kunegunda miała drobne problemy z przyswojeniem niektórych słówek, które wyłapywała z całej opowieści (przez to Mieszkowic już dawno zapisał jej się w głowie jako osoba bardzo bardzo mądra), jednak całość mniej więcej udawało jej się spójnie wyobrazić, więc potakiwała z uznaniem, zaskoczeniem, a puentę z której Lambert był wyraźnie dumny, uhonorowała jednoczesnym wyrazem żalu dla Sławnikowców i z drugiej strony podziwu dla Przemyślidów i Wrszowców. Ostatecznie jednak skupiła się na dezaprobacie i egzystencjalnym westchnięciu.
- Rzeczywiście sodoma – nie dało się nie zgodzić. I to jeszcze u niej na Morawach! Przez chwilę zapomniała, że od tysiąca lat już jej to nie dotyczy i przemknęło przez jej głowę prawdziwe zmartwienie. Po chwili spojrzała na Lamberta. Jego ochoczość na widok słoika z miodem, w oczach Kunegundy malowała się jako bardzo urzekająca. Zachichotała, sama nabierając sobie kolejną łyżkę miodu.
- Teraz też dużo się tam u nas dzieje – powiedziała z namysłem. Lambert jej zaimponował i też chciała podzielić się z nim jakąś historią, tyle, że z czasów obecnych. Właściwie nie była pewna co konkretnie się tam u niej dzieje, bo musiała przyznać przed samą sobą, że zaniedbała swoją starą ojczyznę. Zaraz jednak coś sobie wyraźnie przypomniała i bardzo się z tego ucieszyła – na przykład tak ostatnio, to znaczy jakieś siedemnaście lat temu, sama tego nie pamiętam oczywiście, ale z opowieści wiem, że było tak, że pięć armii najechało na Czechosłowację. – Pokiwała poważnie głową, mimo, że nikt nie kwestionował. – Bo to było w ogóle tak, że podobno tym polskim wojskom – tu jakoś automatycznie, bez namysłu wskazała na Lamberta – wmówiono, znaczy Sowieci wmówili, że muszą walczyć z Niemcami, bo przyjechali do Czechów i Słowaków jako turyści potajemnie zniszczyć socjalizm, a to wcale nie o to chodziło, bo to była manipulacja i wujek mówił, że Czesi budowali w Pradze zapory z autobusów. Właściwie to chyba nigdy nie widziałam autobusu… – na chwilę straciła wątek, ale wyjątkowo szybko go odzyskała – i tam podobno wywozili ich do Polski, tych Czechów. Działo się, mówię ci. Z kilkadziesiąt osób w proteście próbowało się spalić. Ach, ci mugole – westchnęła kręcąc głową pobłażliwie. Oprócz wujka nikt z krewnych nie mieszkał przy Pradze i nikogo to wszystko nie obchodziło, więc nie znała zbyt wiele anegdot z tego wydarzenia. A szkoda, bo chętnie by coś jeszcze poopowiadała. Czuła się przez chwilę bardzo ważna.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Wrz 02, 2015 2:06 pm

Jaka przyjemna odmiana; być słuchanym z takim baczeniem i to przez samą królową! Za dawnych czasów słyszałem ino: „Lambercie, ty to bałakasz bez chwili wytchnienia, tego się nie da już znieść!”. Ja to w ogóle nie pojmuję, czemu wszyscy na dworze są tacy drażliwi, przecież samo Pismo uczy, że cierpliwość to największa cnota. Tak czy inaczej, wielce mnie to podnosi na duchu, rozpoznaję w królowej Kunegundzie bratnią (siostrzaną?) duszę. Nie mogę się doczekać, aż zapoznam z nią Nefjólfra! (Może ominę przedstawienie jej Abhainn, Abhainn może się o mnie niepochlebnie wyrażać…)
Kiwam na królową dłonią, gdy ta wspomina o afekcie, jaki żywił jej dziadek do świętego Wojciecha, właśnie o tego chodzi, kto nie darzył go uwielbieniem? Nawet wydymam wargi ze zrozumieniem kiwając głową, no tak, nabijanie głowy na pal to bardzo praktyczna metoda. Tylko jakoś nie miałem (dzięki Bogu) okazji praktykować. Poruszam się z niepokojem na krześle, czy to by mnie zdyskredytowało w oczach królowej?
I, hm, hm, mugole? Odpływam spojrzeniem i myślami, bowiem słowo to szarpię jakąś strunę w mojej głowie, ale dźwięk się nie wydobywa! Mugole, mugole, myśl, Lambercie. Ach, tak, tak się przeto nazywa wszystkich, co nie są szarlatanami, to znaczy, magami! Zagwozdka już mnie nie męczy, więc rozpromieniam się trochę, szkoda tylko, że przez to całe zadumanie uleciał mi sens słów królowej.
Kunegunda odwdzięcza się opowieścią za opowieść, a chociaż ze wszech sił staram się utrzymać skupienie, nijako nie mogę tego osiągnąć. Przyznać muszę, że zrozumiałe jest dla mnie co któreś słowo, a i te znajome wyrazy nie chcą połączyć się w rozsądną historię. Przybieram jednak wyraz twarzy, który (tak tuszę przynajmniej) wyraża przejęcie i głęboką refleksję nad zasłyszanymi właśnie nowinami. Siedemnaście lat to przeto tak niewiele!
Ach, ci Sowieci – podchwytuję oburzonym tonem. – Całe milenijum temu powtarzałem, że całą tę Sowiecję trza z dymem puścić, może wtedy ci przeklęci machjawele nie zmyliliby rzeczą Polaków i nikt w pięknym, morawskim kraju nie musiałby się podpalać? – Wzruszam ramionami, dając do zrozumienia, że mamy teraz do czynienia z rzeczami niepojętymi, bo kto zgadnie, co by było gdyby? Ja darem jasnowidzenia nie dysponuję!
Z pojedynczą zmarszczą namysłu na czole częstuję się kolejną łyżką miodu. To częste wspominanie o mugolach posuwa mnie do kolejnej refleksji.
A wiecie, pani, że przed tysiącem lat magowie i… mu-go-le – Muszę sobie przypomnieć, jak brzmiało to słowo! – żyli razem w pokoju? A teraz upomina mnie się, że teraz czynienie czarów to jaki wielki potajnik i nie mogę głośno ogłaszać mieszczanom, że padłem ofiarą złego uroku. To znaczy, nie zachowywałem się tak nierozważnie… tak, na zaś... – Zaczepiam kosmyk włosów za ucho. Mogli mi powiedzieć wcześniej, to ich wina, że odstawiłem taką błazenadę!
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Kuchnia   

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kuchnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Parter-