Ogród

Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Ogród   Sob Cze 20, 2015 12:17 pm

Ogród
Ogród to ulubinoe miejsce Fausta.


Ostatnio zmieniony przez Faust Vogler dnia Sob Cze 20, 2015 3:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liv Andersson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Sønderborg, Dania
Wiek : 27 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kompozytor

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Cze 20, 2015 1:19 pm

Dzień piąty.
Biała koszula. Ciepłe skarpetki na stopach. Siedzę owinięta kocem, w dłoniach parujący kubek z kawą. Masz smaczną kawę, to dobrze świadczy o człowieku. Zawsze uważałam, że nawyki żywieniowe dużo o nim mówią. Są wychodzący z założenia, że jedzenie to tylko jedzenie, nie warto się nim przejmować, szukać, eksperymentować, wystarczy najniższa półka z supermarketu.
Nie lubię supermarketów. W świetle jarzeniówek nikt nie wygląda dobrze. Owoce i warzywa wyglądają aż niezdrowo, idealne i bez skazy. Masa byle jakich produktów, nic niewybijające się ponad przeciętność, bylejakość wylewająca się z półek. Jesteśmy pokoleniem supermarketów.
U stóp łasi się kot, jedyna stała, zawsze mnie znajduje. To dopiero prawdziwa magia. Może znikać na całe dnie, chodzić swoimi starymi ścieżkami i szukać nowych, a i tak znajdzie do mnie drogę, niezależnie od łóżka, w którym śpię. Może dlatego, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. A może dlatego, że zostaliśmy tylko sami dla siebie. Znalazłam go w worku przy śmietniku. Miałczał przeraźliwie próbując zwrócić na siebie uwagę i wydostać na zewnątrz, miał w sobie wolę walki większą od rodzeństwa, jako jedyny przeżył. Był taki maleńki, ledwo widział, brudna, futrzana kulka. Przez dwa tygodnie karmiłam go strzykawką, kilkadziesiąt razy na dobę. Weterynarz mówił - to bez sensu. Człowiek, obok którego wtedy spałam, patrzył na mnie jak na wariatkę i marudził pod nosem, kiedy kilka razy na noc wstawałam by nakarmić... Kota. Ale ja się uparłam. Skoro udało mu się wymiauczeć wyjście z worka, na pewno nie podda się teraz.
Miałam rację. Jesteśmy razem już dwa lata.
Najlepiej żyło się nam na swoim. Rok temu w końcu kupiłam własne mieszkanie. Śmieję się, że urządzaliśmy je wspólnie. Ja z nim na kolanach, wspólnie przeglądaliśmy katalogi. Leżał na poduszce i obserwował jak malujemy z tatą mieszkanie, mrucząc przy tym. Jak traktorek. Było nam tam dobrze, nawet on nie uciekał z domu.
Przykro mi, kotku, dom nie ma sensu bez korzeni. A my nie mamy żadnych.
Wiesz - moglibyśmy znaleźć wspólny język. Podobno strata zbliża ludzi. Tylko widzisz, nie obchodzi mnie skąd jesteś, kim jesteś i co przeżyłeś. Tu i teraz.
Czy wiesz, że twoje imię jest burgundowe? Faust. Burgundowy Faust.
Nie pasuje do ciebie ten kolor.
Powrót do góry Go down
Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Cze 20, 2015 2:15 pm

Nie mieszkam tu jakoś od dawna.
Kupiłem tę posiadłość niespełna pół roku temu – wyjątkowa okazja, grzechem byłoby więc nie skorzystać. A ja potrzebowałem jakichkolwiek zmian i upragnionego spokoju, nie mogłem już mieszkać w starej kamienicy w ścisłym centrum gwarnego Oslo. Był moment, w którym już chciałem spakować najpotrzebniejsze rzeczy i uciec z mroźnej Norwegii, przecież tak naprawdę nic mnie tutaj nie trzyma, a sam chyba nie potrafię nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. Całe szczęście, nie zrobiłem tego. Jest jeszcze za wcześnie, by zostawić swoje dotychczasowe życie i tożsamość. Faust Vogler musi żyć, więc będzie żył. A ja muszę jednak być ostrożny, bardziej niż myślałem. Ponoć najbezpieczniej trzymać jest wrogów blisko, dlatego nie jesteś tu bez powodu, droga Liv. Choć nie wiemy o sobie zupełnie nic – chciałbym, aby już tak pozostało. Liczy się tu i teraz. Przeszłość nie ma dla mnie większego znaczenia, odkąd sam zacząłem chorobliwie jej strzec, aby nie wyszła na jaw. Naprawdę nie interesuje mnie, co się z tobą działo kiedy miałaś piętnaście lat, ilu mężczyzn zdążyło cię zostawić, a ilu sama zdążyłaś zmiażdżyć serce. To nie jest teraz istotne.
Spokojnie wyglądam przez nagrzaną szybę w salonie w kierunku ogrodu. Widzę, jak u twoich stóp łasi się nieduży kot. Zwierzęta – kto by pomyślał, że mogą być tak szalenie ważne w naszym życiu. Sam upodobałem sobie legendarne smoki, w końcu pochodzę ze słynnego, choć znienawidzonego rodu z Łotwy, który jest z nimi od zawsze związany. Legendy krajów nadbałtyckich mówią, że płynie w nas ich krew. Ile w tym wszystkim jest prawdy, sam nie mam pojęcia, nigdy się w to nie zagłębiałem. Jednak tutaj, w Skandynawii, nie ma zbyt wielu smoków, w dodatku mało kto zajmuje się ich hodowlą. Nie da się ich przecież całkowicie ujarzmić, są nieobliczalne i niebezpieczne, ale to właśnie zaufanie jest fundamentem przy budowaniu relacji – nie tylko między człowiekiem a zwierzęciem. W końcu dostrzegam, jak mój mały, niedawno narodzony smok, którego ostatnio zabrałem z Doliny Szeptów, wygrzewa się na trawie w kwietniowym, przyjemnym słońcu. Wiesz, mógłbym kiedyś cię tam zabrać, ale to jeszcze nie jest odpowiednia pora. Pokażę ci prawdziwą, zapomnianą przez ludzkość potęgę tego świata. Wszystko jednak w swoim czasie.
- Jeszcze nie wiem, jak go nazwać – zaczynam lekko zaspanym głosem, wolnym krokiem wychodząc do ogrodu i siadając w wiklinowym fotelu z czarną kawą w ręku. To nieodłączny element każdego poranka. Uśmiecham się kącikiem ust na twój widok, zauważając moją białą, pomiętą koszulę na twoim ciele.
Powrót do góry Go down
Liv Andersson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Sønderborg, Dania
Wiek : 27 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kompozytor

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Cze 20, 2015 3:39 pm

Podobno wiele można wyczytać z czterech ścian. Gdybym bliżej przyjrzała się twoim może dowiedziałabym się kilku rzeczy na twój temat. Mieszkasz w tym miejscu od niedawna. Nie jesteś do niego przywiązany. Cenisz sobie spokój. Ale niektóre rzeczy robisz na pokaz. Podwórkowa psychologia, przyjrzałem się dekoracji salonu i już wydaję się wiedzieć wszystko.
A im więcej się wie tym jest potem trudniej.
Podobno głębsze emocje składają się z trzech aspektów i właśnie na tym buduje się trwałe relacje. Pierwsza jest namiętność, potem intymność i na końcu zaangażowanie.
Wzajemne przyciąganie to niewielkie wyzwanie. Ot, wystarczy coś wyróżniające spośród innych. W twoim przypadku spodobał mi się ton twojego głosu. Pozostawia przyjemny, miętowy posmak na języku. Nie ten kojarzący się z syropem na kaszel czy płynem do płukania ust. To raczej mięta, którą rozgryzasz w upalny dzień, chwilowe orzeźwienie podczas duchoty. Oddech. Wystarczy dodać do tego przeszywające spojrzenie - nie potrzeba mi niczego więcej.
Intymność rodzi się z czasem. To znajomość wad, przyzwyczajeń, całej masy znienawidzonych rzeczy i tych wszystkich, które potrafią poprawić nastrój. To moment, kiedy wstajesz rano i wiesz jaki zapach wyciągnie z łóżka drugą osobę z uśmiechem na twarzy. Świeżo parzona kawa? Bułki z piekarni, ale nie tej zaraz obok domu, a za rogiem, przy moście. Albo owsianka, najlepiej z bananami i cynamonem, ulubione połączenie na które samemu nie może się patrzeć. Intymność to stanie obok kiedy wali się świat, to częste porozumiewanie się bez słów, żarty które rozumie się tylko we dwoje, myśli, których nie trzeba werbalizować. Właśnie przed nią uciekam. Pierwsze sto dni to zabawa. To seks, to śmiech, to głupie żarty, to brak zrozumienia, to dystans. Im lepiej kogoś znasz, tym trudniej się odsunąć. Bo zaraz po intymności pojawia się zaangażowanie. I to jest koniec.
Mam swoje sprawki, swoje plany, swoje sekrety i swoje cele. Nie potrzebuje, nie chcę się nimi dzielić. Liczba mnoga to co najwyżej ja i mój kot.
Wiesz co - podoba mi się to, że wydajesz się rozumieć. Wiem, że nie będziesz mnie do niczego zmuszać. Że dasz mi odejść kiedy przyjdzie na to czas. Nie będziesz robić scen, nie będziesz krzyczeć. I co najlepsze, nie będziesz szukać.
Nieznoszę tych co szukają, kiedyś przez jednego z nich musiałam zmienić śniadaniową kawiarnię.
- Ja nie siliłam się na oryginalność, otworzyłam książkę i wybrałam pierwsze imię które pasowało - stwierdzam, głaszcząc Victora za uchem. Chociaż, szczytem nieoryginalnosci od kilku lat jest nazywanie kota Kotem, to przecież pierwszy krok do stania sie Holly Golightly. Albo jeszcze lepiej. Samą Audrey Hepburn! - Imię wpływa na charakter smoka? - na koty, niezbyt. Owszem, mój reaguje na 'Victor, chodź', oczywiście kiedy na na to ochotę. Ale imię nie sprawiło, że najbardziej lubi łososia, a nigdy nie tknie wątróbki. Równie dobrze mogły zostać Arturem, Ingmarem, czy Faustem. A nawet Pysiem. W przypadku ludzi - imię zmienia wszystko. Gdybym nazywała się Pippi albo Bibi nikt nie brałby mnie poważnie. Chyba sama nie byłabym taka poważna. Zostałabym tancerką albo sprzedawczynią w warzywniaku - Na pewno nie wygląda mi na Chichotka czy Stokrotkę. Ale zdaje się lubić słońce.
Tobie Faust dodaje powagi. A nawet - grozy. Nie potrafię sobie wyobrazić cię za czasów dzieciństwa. Nie jako Fausta.
Ale to już nie jest moje zmartwienie.
Powrót do góry Go down
Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Sob Cze 20, 2015 4:47 pm

Podobno wiele można wyczytać z czterech ścian – coś w tym musi być. Podwórkowa psychologia czasem się przydaje, jeśli jest się choć odrobinę spostrzegawczym i potrafi się rozkładać niektóre rzeczy na czynniki pierwsze. Może dlatego też tak często zmieniam miejsce zamieszkania, nigdzie nie potrafię się zadomowić, znaleźć miejsca, w którym czułbym się zwyczajnie dobrze i komfortowo. W dodatku nie chcę dać po sobie wiele poznać, choć wiem, że zawsze czymś się zdradzę. Nie pozbędę się przecież rodzinnych pamiątek, pozostałości po mojej zmarłej żonie, mimo że wszystkie schowane są na dnie zamkniętego na cztery spusty kufra. Nie wyleczę się na zawołanie z chorego perfekcjonizmu, nie wyzbędę się tików nerwowych. Mogę wyrobić nowe dokumenty, zmienić tożsamość, kolor włosów, kształt twarzy, ale nie charakter. Wady i przyzwyczajenia wciąż mam takie same – nieważne, czy nazywam się Jānis Kurlauss czy Faust Vogler. Takie szczegóły, choć wydawałoby się, że niepozorne, mogą o nas wiele mówić. Nie mam jednak więcej stałych w moim życiu. Nie mogę sobie na nie pozwolić – mam przecież konkretne powody, dla których nie wspominam o swojej przeszłości. To temat tabu. O niej się nie mówi. Kiedy jednak ktoś mnie o nią zapyta, potrafię kłamać na zawołanie niczym aktor żywcem wyjęty z desek najlepszego teatru, choć czasem mam nieodparte wrażenie, że gubię się w tych pięknych słowach, ckliwych i nic niewartych historyjkach. Ale nie daję po sobie poznać, że jestem mitomanem. W innym przypadku najprawdopodobniej mógłbym stracić głowę, a nie wiem, ile osób by tego chciało. Pewnie niezliczona ilość.
Uciekasz przed odpowiedzialnością, jak i ja. Nie zatrzymujemy się nawet na moment, nie mamy nawet na to czasu, więc jesteśmy w ciągłym ruchu. I to jest właśnie nasz punkt wspólny. Doprowadził nas do tego miejsca, w którym aktualnie się znajdujemy. Choć trzeba przyznać, że dla każdego z nas to słowo oznacza zupełnie co innego. Ty nie chcesz intymności, ja nie chcę sprawiedliwości. Może dlatego od razu cię polubiłem, kiedy poznałem ostatnio w przypadkowym barze, do którego zawędrowałem piątkowym wieczorem. Wyglądałaś na kogoś, kto mógłby mnie zrozumieć, kto nareszcie nie wymaga zbyt wiele, nie chce zadawać niewygodnych pytań i wybiegać za bardzo w przyszłość. Tak naprawdę nie wiem, dlaczego akurat wtedy tak pomyślałem. Po prostu intuicja, która mnie nie zawiodła. A reszta potoczyła się sama.
- Tak – odzywam się po dłuższej chwili ciszy, przytakując lekko głową, po czym zatapiam usta w czarnej kawie. – Tu nie chodzi o oryginalność. W przypadku smoków imię ma znaczenie. To element kształtowania ich osobowości. – Dlatego też zawsze długo zastanawiam się nad wyborem. Imiona mają ogromne znaczenie, choć nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Tak jest nie tylko w przypadku smoków, ale także ludzi, mimo że nie przywiązuje się do tego zbytniej wagi. Nie bez powodu jestem Jānisem. Nie bez powodu na imię mam Faust. Ten nieśmiertelny. Wszystko ma swoje uzasadnienie, nic nie jest przypadkowe. Choć faktycznie – sam nie wyobrażam siebie jako Fausta za czasów dzieciństwa.
Powrót do góry Go down
Liv Andersson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Sønderborg, Dania
Wiek : 27 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kompozytor

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pon Cze 22, 2015 12:09 am

Nie wiem czy uciekam od odpowiedzialności. Kiedy byłam młodsza… na pewno. Lubiłam się chować. Znikać. Łatwiej było mi spakować torbę i wyjść bez słowa, niż silić się na dialog i wysłuchiwać przykrych słów. Sam doskonale wiesz jakich – mówiących, że to wszystko twoja wina, że wcale nie jesteś ofiarą złego świata, a swoim własnym, prywatnym oprawcą, wpadającym w kłopoty przez własną głupotę. Bolesna prawda, musisz się ogarnąć, musisz się zmienić, nie możesz traktować w ten sposób ludzi. Oraz słynne gorzkie żale – ty suko, ty szmato, zaufałem ci, dałem ci tak wiele od siebie, a ty tylko brałaś, brałaś i brałaś.
Nic dziwnego, że brałam. Skoro dawałeś.
Nie lubię słuchać. Ciężko mi to przychodzi, jestem raczej kin estetykiem. Potrzebuję ruchu i przestrzeni. Wzrokowcem? Też. Nie rozmawialibyśmy teraz gdybyś nie był tak przystojny. Gdyby twoje oczy nie miały takiego przejmującego koloru. Gdyby twoje imię nie było burgundowe. Mógłbyś się zdziwić – jak to, nie lubisz słuchać, a żyjesz muzyką?
Tylko dla mnie muzyka to więcej niż same dźwięki. To kolory. Smaki. Zapachy. Dobry utwór smakuję jak najlepszy z deserów, leżę bez ruchu i obserwuję opowieści kolorów zza zamkniętych powiek. Dlatego gorzej niż inni reaguję na zalewającą z każdej strony falę tandetnego, plastikowego disco. To mnie boli – fizycznie. Słuchając rzewnych pioseneczek przed oczami wariuje obraz, mam wrażenie, że w gałki oczne wbija mi się tysiące małych igieł, próbujących dostać się do mózgu. Nie do zniesienia.
Za to lubię koncerty, wiesz. Dobry koncert, nie ma nic lepszego. I nie mam tu na myśli tylko filharmonii, daleko mi do oszołoma wyznającego tylko wielkich klasyków. Moim ulubieńcem i tak jest Erik Satie, jego błękitne brzmienia uspokajają mnie jak nic innego.
Nie uciekam od odpowiedzialności – ja jej szukam. To prawda, nie swojej, ale zaufaj mi, nie spocznę póki nie wymierzę sprawiedliwości. Póki każdy człowiek odpowiedzialny za śmierć mojego ojca nie padnie u moich stóp, wbijając we mnie martwe spojrzenie. Nie jestem naiwna. Wiem, że nie uda mi się dopaść każdego na własną rękę, wiem, że kolejka jest długa. I jestem nawet gotowa by pójść na układy, by zatrzymać się na dłużej, by pracować z innymi. Przestać działać tylko na własną korzyść. Wszystko byleby osiągnąć cel.
Ale na razie – zostań tak. Potrzymam się dłużej tej chwili, tego momentu. Bez rozpamiętywania. Bez planowania. Bez patrzenia w przyszłość. Ja. Ty. Biała koszula, ciepłe skarpetki. Kubek gorącej kawy. Miękki koc.
I smok wylegujący się w słońcu, jak we wszystkich bajkach czytanych mi w dzieciństwie. Tata wolał te mugolskie, mówił, że mają w sobie więcej uroku. Są bardziej… baśniowe. Magia nie jest w nich tak pragmatyczna, a wszystkie historie kończą się dobrze. Mugolskie baśnie, jak mówił, uczą wierzyć. A wiara to coś, czego brakuje czarodziejom.
- W baśniach zawsze nazywały się tak… patetycznie. Drogon władca doliny, Valirys pogromca królów, aż strach podchodzić – ten maluch nie sprawia wrażenia jakby miał wyrosnąć na zimnokrwistego mordercę, chociaż co ja tam mogę wiedzieć. Po raz pierwszy mam do czynienia z małym smoczątkiem. Na dobrą sprawę – jakimkolwiek smokiem, tak bezpośrednio. Na zajęciach co najwyżej sobie o nich poczytałam, chociaż przyznam szczerze, Opieka nad Magicznymi Stworzeniami nigdy nie zaliczała się do moich ulubionych przedmiotów. Zawsze wolałam bardziej konkretne zajęcia. Jak Eliksiry czy Transmutacja. Jestem pewna, że byłam z nich lepsza niż nie jeden czystokrwisty sabatowiec – Wygląda mi na Ikara, ale nie wiem czy to dobra wróżba na przyszłość – dodaje po chwili, upijając kawy.
Powrót do góry Go down
Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Czw Cze 25, 2015 11:19 pm

Kiedyś nie musiałem uciekać przed odpowiedzialnością. Nie było takiej potrzeby. Nie musiałem niczym się przejmować, nawet nie przypominam sobie, żebym był specjalnie problematycznym dzieckiem. Byłem wręcz niewidzialny, niezauważalny, szary, nijaki, szczególnie w okresie szkolnym. Gdybyśmy się wtedy poznali – nie wiem, czy zechciałabyś ze mną zamienić choć jedno słowo, tak jak stało się to podczas ostatniego piątkowego wieczoru. Z czasem jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Nie jestem już tym samym człowiekiem, niewiele mam ze starego siebie oprócz mglistych wspomnień w głowie i kilku innych, nieistotnych rzeczy. Zmieniło się wszystko, mimo że wcześniej nigdy bym nie powiedział, że tak będzie. Teraz sam w sumie nie mam pojęcia, gdzie mnie tym razem poniesie wiatr, co się ze mną stanie dalej, kim będę – a mogę być przecież każdym, jeśli tylko zechcę. I nie wiem, czy kiedykolwiek dojdzie do zemsty, choć mam do wyrównania kilka spraw z przeszłości. Ale to nie jest moment, w którym jej szukam. Jeszcze nie. Na tę chwilę mam zupełnie inne plany i to właśnie na nich chciałbym się skupić całym sobą.
Tak naprawdę nie znam się na muzyce. Nie fascynują mnie zbytnio dźwięki, nie odnajduję w nich siebie, nie przeszywają mnie na wylot i nie wzbudzają skrajnych emocji. Nie mogę też powiedzieć, że często jej słucham, bo rzadko to robię, dlatego też fala wszechobecnego, kiczowatego disco w ogóle mi nie przeszkadza. Wyrosłem już z czasów, kiedy chodziło się tańczyć i bawić na koncertach do upadłego. Odległe czasy młodości, do których rzadko sięgam pamięcią. Nie mam czasu, by zaglądać w przeszłość. Nie chcę tego robić. Mam znacznie lepsze i ciekawsze rozrywki, więc żyjmy tu i teraz. Teraźniejszość jest najważniejsza. A przynajmniej taka być powinna, jednak wydaje mi się, że nie każdy potrafi to zrozumieć.
- To tylko baśnie, Liv – zaznaczam od razu, powoli odkładając kubek z czarną kawą na niewielki, drewniany stoliczek obok mnie. – Niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. – Dlatego też nigdy za nimi nie przepadałem, dorastałem przecież wraz ze smokami, miałem je przy sobie i potrafiłem odróżnić kłamstwo od prawdy. Znacznie bezpieczniej jednak dla mnie, że niewielu ludzi ma konkretną wiedzę na temat tych stworzeń. W końcu znane są tylko z kolorowych bajek z dzieciństwa opowiadanych na dobranoc, a w dodatku mało kto tak naprawdę ma okazję zobaczyć je w pełnej okazałości. Sama opieka nad magicznymi stworzeniami nigdy nie oferowała ciekawego programu edukacyjnego, choć być może teraz coś się zmieniło. Trudno mi powiedzieć, ledwo już pamiętam, jak wyglądają mury Dahlvaldu, nie byłem tam odkąd ukończyłem szkołę. Zresztą, kto by pamiętał Jānisa Kurlaussa, niskiego chłopca z ostatniej ławki w kwadratowych okularach i brzydkim, kaszmirowym sweterku. – Chyba nie chciałbym, aby skończył jak Ikar. To mogłaby być zła wróżba dla niego. Ale Valirys brzmi całkiem dostojnie – mówiąc to, wymownie spoglądam na szkarłatnego smoka, który niezdarnie uniósł się w powietrzu, po czym posłusznie wylądował na moich kolanach. To jest właśnie ich najpiękniejszy etap. Okres dorastania.
Powrót do góry Go down
Liv Andersson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Sønderborg, Dania
Wiek : 27 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kompozytor

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pon Cze 29, 2015 6:27 pm

Kiedy byłam dzieckiem na moich barkach było tej odpowiedzialności aż za dużo - za dom, za tatę. On zawsze powtarzał, wiążąc mi przy tym warkocze, że mam się nie przejmować, że mam się nie martwić, ale sama czułam, że to nie w porządku. W końcu kiedy wróci do domu, zmęczony, czasem ubrudzony, czasem nawet ranny - przecież musi być porządek. Obiad na stole. Matka schowana w swojej sypialni, odsypiająca kolejnego kaca czy kolejne przepicie.
Chyba dlatego, kiedy większość moich znajomych dopiero zaczynała oswajać się z pojęciem odpowiedzialności, ja zaczęłam uciekać przed nim ze wszystkich sił. Koczować tu i tam, wędrować. Nie przywiązywać się do żadnego miejsca, człowieka, nawet do ulubionej marki kosmetyków, gotowa zostawić wszystko w jednym momencie. Cały mój majątek mieści się w niewielkim, dziewczęcym plecaczku. Kilka drobiazgów, kilka pamiątek, ulubiony zestaw, dobrze leżący w każdej sytuacji i miseczka Artura, niczego więcej nie potrzebuję. Ubrania, kosmetyki, perfumy, to wszystko można kupić lub otrzymać w prezencie, rzeczy materialne nie spędzają mi snu z powiek.
W końcu potrafię na siebie zarobić.
Gdybyśmy poznali się w szkole, kiedy byłeś szary i nudny - nie, nie chciałabym z tobą rozmawiać. Nie pamiętam Jānisa Kurlaussa, nie pamiętam ostatnich ławek, kwadratowych oprawek i kaszmirowych sweterków. Będąc w szkole, lubiłam o sobie myśleć, że jestem częścią bohemy. Niewielkiej grupki kłębiącej się w radiowym boksie, dyskutującej do białego rana przy przeszmuglowanych papierosach i słodkim winie. Wśród nas był Dmitri, ponad dwumetrowy rusek, czasem przywoził z domu samogon pędzony przez jego wujków, to dopiero były czasy. Nie widziałam go odkąd skończyłam szkołę, nie mam pojęcia czy wrócił do Rosji czy może został, nie obchodzi mnie to. Nie mogę narzekać na samotność - a pomimo to nie potrafię utrzymywać znajomości.
Chyba po prostu nie chcę brać odpowiedzialności za innych ludzi.
Chcę postawić do niej tych wszystkich drani, którzy zabili mojego ojca, to wszystko. Nic więcej mnie nie interesuje.
Ale zanim to się stanie, zanim minie sto dni, zanim poszukam innego domu, innego łóżka, innych koszul, zanim w twojej szafie zawiśnie czarna sukienka, która zostanie tam już na zawsze…
Dobrze jest tak. Na ogrodzie. Z kotem - i smokiem.
Nie wiem kto jest nim bardziej zafascynowany, ja czy Artur.
- To znaczy, że wszystko co kiedykolwiek przeczytałam o smokach jest nieprawdą? - pytam na wpół poważnie, to wielka szkoda. Kiedy byłam mała uwielbiałam sobie wyobrażać ogromne zwierzęta pokryte łuskami, ziejące ogniem, wzbijające się pod chmury. Porywające księżniczki, kumulujące skarby pod najwyższymi z gór.
A to wszystko kłamstwo!
- To prawda, brzmi całkiem dostojnie - przyznaje. Nie mija nawet chwila, a dodaje - Ale jestem pewna, że znajdziesz coś lepszego - chyba nie chcę byś nazywał go imieniem, które wymyśliłam, to w jakiś sposób przywiązałoby mnie do tego miejsca, ciebie, smoka. Zostawiłabym jakąś cząstkę mnie. Nie sądzę, byś w przyszłości miał na niego patrzeć i myśleć - tak nazwała go Liv, jednak sama możliwość to już za dużo. Za dużo dla mnie.
To nie jest moje miejsce.
Powrót do góry Go down
Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Wto Cze 30, 2015 1:57 am

Ludzie to sentymentalne zwierzęta. Ale nie my.
Chociaż w chwilach słabości zaczynam się bać, że taki się stanę. Im dłużej tutaj jestem, tym więcej śladów zostawiam i więcej rzeczy mnie trzyma. Sam nie mam pojęcia, ile tu jeszcze wytrzymam, ale wiem, że to nie jest właściwy moment, aby uciekać. Są sprawy, które muszę rozwiązać i pociągnąć do samego końca. Bez względu na konsekwencje, a zdaję sobie sprawę z tego, że są nieuniknione. Prędzej czy później, choć na ten moment udaje mi się iść przez życie bez większego szwanku. Gdybym jednak właśnie teraz miał uciekać – prawdopodobnie nie zabrałbym wiele, kilka starych zdjęć spod łóżka, pozornie nieistotnych drobiazgów i odleciałbym w przestworza na swoich potężnych smokach, niszcząc wszystko po drodze bez żadnych skrupułów. Nie pokonaliby nas, nie złapaliby nas, nie mieliby nawet najmniejszych szans w bezpośrednim starciu. Tak zakończyłbym ostatni rozdział Fausta Voglera. Z prawdziwym impetem. A co byłoby później? Sam nie wiem, muszę przyznać, że nigdy nie byłem szczególnie dobry w planowaniu przyszłości.
Tak naprawdę nie żałuję tego, kim byłem. Życie nauczyło mnie, że lepiej stać z boku niż się wyróżniać. A ja od zawsze lubiłem wiedzieć więcej, wnikliwie obserwować, z łatwością przenikać między ludźmi i niezauważalnie wbijać szpilki w ich czułe punkty, dlatego też nie czułem nigdy wielkiej potrzeby, by aż tak bratać się z innymi. Nie przeszkadzała mi ostatnia ławka w szkole, dwóch znajomych u boku, wiedziałem przecież, że byłem od nich wszystkich lepszy. Z perspektywy czasu – nie myliłem się. W końcu ze szkolnych znajomości nie pozostało mi wiele, większość osób skończyła już na dnie i nie potrafi się od niego odbić. Czasem jednak widzę te znajome twarze na ulice, obserwuję ich, przypatruję się uważnie, ale oni nawet nie wiedzą, że to ja. Nie mają o mnie najmniejszego pojęcia. A ja mam tysiące twarzy, nie znam lepszego aktora ode mnie. Mogę być każdym. Mogę być nawet tobą, Liv. Jeśli tylko tego zechcę.
- W każdej baśni jest ziarnko prawdy – odpowiadam, przecież ludzie nie tworzyli ich bez powodu. Może nie powiem ci, co o nich wiem, jeszcze nie teraz, niech zostanie to na razie moją tajemnicą, bronią na czarną godzinę. W końcu nie znasz dnia, ani godziny, nie wiesz, co stanie się za kilka dni. Już nic nie wiadomo. A przez trzydzieści lat nie widziałem takiego zamętu na świecie jak teraz. Pogrążona Skandynawia, kto by pomyślał, że lata świetności powoli zaczną przemijać. – Może kiedyś ci wszystko pokażę. Sama się przekonasz – mówię po chwili, głaszcząc małego smoka po jego grzbiecie. – Mam czas. Na pewno nie podejmę pochopnej decyzji, poczekam aż zrobi się trochę większy. – Nie wiem jeszcze, czy chcę go znaczyć twoim imieniem, które będzie mi przypominało ciebie już do końca życia. Nie znamy się na tyle, bym miał go piętnować. – Muszę wyjechać na jakiś czas. Zostań tutaj, jeśli chcesz. – Nie trzymam cię na siłę i nigdy tego nie zrobię, nie pytam, czy masz gdzie się podziać, czy zastanę cię jeszcze w moim domu, kiedy wrócę. Nie nastawiam się na nic, nawet nie warto tego robić, przecież nie znam cię ani trochę. Wiem tylko, że nazywasz się Liv Andersson i jesteś u mnie od pięciu dni.
Powrót do góry Go down
Liv Andersson

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Sønderborg, Dania
Wiek : 27 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kompozytor

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pią Lip 17, 2015 12:16 pm

Nauczyłam się już, że nie można mieć wszystkiego.
Życie to kwestia wyboru. Można mieć albo wolność, czystą głowę, możliwość ciągłego przenoszenia się z miejsca na miejsce, brak sentymentów, brak kotwic. Nie mieć niczego prócz siebie, bo im więcej posiadasz tym więcej posiada kontrolę nad tobą. Nade mną kontrolę ma tylko Artur. Jednak wszystko ma swoją cenę. Mam pełną swobodę i kontrolę nas samą sobą, mój majątek mieści się w niewielkim, eleganckim plecaczku. Nie mam nic więcej.
A zdarzyło mi się mieć. Mieszkanie było naprawdę piękne. Przestronne. Na trzecim piętrze przedwojennej kamienicy, z wysokim na prawie trzy metry sufitem - i ten balkon, uwielbiałam ten balkon. Co rusz kupowałam nowe rzeczy. A to cynową patelnię, chociaż zupełnie nie potrafię gotować. Ale chciałam się nauczyć, miałam chętnego królika doświadczalnego. Choć może zbyt zakochanego, wszystko mu smakowało -  przecież wiem, że nie mam za grosz talentu. Kolekcjonowałam miękkie poduszki, chadzałam do antykwariatów po książki, kupiłam doniczki i sadzonki by balkon zmienić w mini-ogród.
Teraz to wszystko zdziczało, wątpię by Bjarni pamiętał o podlewaniu czy przycinaniu. To jest właśnie moja cena.
Martwy ogród na balkonie straszący wszystkich przechodniów.
Zawsze lubiłam zajmować się roślinami. Każda z nich ma swój indywidualny dźwięk, dobrze zadbane i połączone tworzą piękne symfonie. Chyba dlatego mam do nich rękę - bo nie tylko widzę, ale też słyszę czego potrzebują. To pomaga w komponowaniu ogródka. Nawet jesli tylko na balkonie.
Jeszcze za czasów szkolnych profesor od zielarstwa zawsze mnie namawiała by pójść w tym kierunku. Połączyć to z ważeniem eliksirów, mogłabym być wielka. Ale mnie zawsze bardziej pociągała muzyka, budynek filharmonii czy opery, to są moje miejsca. Stałe miejsca. Chociaż od jakiegoś czasu praktycznie nieodwiedzane, tak bardzo zajmuje mnie moja prywatna vendetta. Zbieranie danych. Szukanie dróg. Ustalenie planu - ostatni krok, realizacja.
Ból fizyczny nie jest tym co krzywdzi najbardziej. Owszem, są ludzie słabi, którzy na samą myśl leją w spodnie i śpiewają wszystko co chcesz wiedzieć. Moi przeciwnicy nie są ludźmi słabymi. Najbardziej przejmujący jest ból fizyczny, jest strata tego, co ważne, co się liczy. I nie wątpię w to, że ci których chcę skrzywdzić nie można nazwać ludźmi - ale nawet najgorszy smok z najczarniejszej baśni miał coś na czym mu zależało, nawet jeśli była to jedynie jaskinia pełna złota.
Każdy ma swój słaby punkt.
Każdy ma coś - najczęściej kogoś - kogo utrata zada mu niewyobrażalny ból. Taki którego nie da się po prostu wyłączyć. Taki który pali nieustannie. Możesz, owszem, go zaadoptować. Zaakceptować jego towarzystwo, po jakimś czasie przyzwyczaić się do jego obecności. To nie znaczy, że przestaje palić. Ani, że nagle staje się twoim przyjacielem. Nie ujarzmiasz go w żaden sposób, nie poskramiasz, nie zadomawiasz. Ciągle jesteś skazany na jego łaskę, on steruje twoim życiem. Nie wiesz w którym momencie cię zwali z nóg, znowu zacznie płonąć mocno, wypalając cie od środka.
Ale nawet wypracowanie takiego układu wymaga czasu. I właśnie wtedy człowiek jest najsłabszy.
I właśnie wtedy można uderzyć ze zdwojoną siłą.
Przez skórę czuję, że mógłbyś mnie zrozumieć.
Zapewniam cię - nie mógłbyś być mną. Nie mógłbyś byś każdym kimkolwiek chcesz. Mógłbyś, owszem, wyglądać jak ja. To nie jest takie trudne, wystarczy włos spod prysznica. Mógłyś nauczyć się naśladować moje ruchy, chód, przejąć wszystkie mniejsze bądź większe zwyczaje i dziwactwa. Jak to, że herbatę słodzę tylko miodem, do kawy dodaje kilogramy cukru - ale nigdy mleka. Unikam wszystkiego co ma zapach różany, nie przepraszam za żółtymi rzeczami. Ba, mógłbyś nawet powtarzać za mną, że poniedziałki są bladoróżowe i co czwartki jęczeć przy wstawaniu z łóżka, bo one mają kolor kanarkowy, przez co często boli mnie głowa.
To nie jest trudne. W ogóle nie.
Ale zrozumienie z czego wynika to wszystko, wiedza z której się składam, każde doświadczenie które doprowadziło mnie do tego miejsca w takiej a nie innej postaci, każdy maleńki element z którego się składam, tego nikt nie potrafi naśladować. I właśnie zabieranie takich kawałków siebie, utrata własnej tożsamości, to są najgorsze tortury.
Przecież ty, mój drogi Fauście, nigdy nie poznałeś i nigdy nie poznasz prawdziwej Liv Andersson, jej już nie ma. Ja jestem tylko jej cieniem. Kimś kto żyje w jej ciele i krok po kroku tworzy plan pomszczenia jej śmierci.
- Jednego możemy być pewni, magia istnieje - stwierdzam ze śmiechem - Ale jest bardzo mało bajkowa - czarodzieje z baśni nijak mają się rzeczywistym. Chociaż tiary odpowiadają ich szpiczastym czapeczkom - Będe czekać - odpowiadam. Będę czekać na czasy w których wszystko  mi pokażesz. Będę czekać aż wrócisz. Będę czekać by dowiedzieć się jak nazwiesz smoka.
Tylko nie wiecznie.
Powrót do góry Go down
Faust Vogler

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Ogród   Pią Lip 17, 2015 10:55 pm

Nie można mieć wszystkiego, choć chciałbym mieć cały świat dla siebie na wyłączność. Czasami jestem zbyt zachłanny i czuję się wtedy jak otchłań bez dna; mam nieodparte wrażenie, że kiedyś to mnie zgubi, ale oby nie prędko. Byle nie teraz, to nie jest odpowiednia pora. Jeszcze mam dużo do zrobienia – w tym momencie chyba nawet za dużo, a czas ucieka przez palce, muszę go zatrzymać, cały czas nad tym pracuję, nie będę przecież wiecznie młody i miał trzydzieści jeden lat na karku. Wciąż jednak nie wiem jeszcze co i jak, czegoś nieustannie mi brakuje, tego jedynego składnika, klucza do ostatecznego sukcesu. Swoje całe życie oddałem nauce i magii, która już od dawna jest niepraktykowana i zapomniana przez współczesne społeczeństwo. W dodatku nie sądziłem nigdy, że zainteresuję się hodowlą smoków, mimo że te stworzenia od zawsze były przy moim boku. Zająłem się nimi dopiero po chorobie moich rodziców i dopiero wtedy zobaczyłem, jak wspaniałe i potężne są legendarne smoki.
Przez pewien okres myślałem, że mam już wszystko – zaraz po tym jak uciekłem z rodzinnego kraju. Wówczas nie pragnąłem zbyt wiele, chciałem wtedy zacząć wszystko od nowa. Miałem Mariannę. Kobietę, jedyną kobietę w moim dotychczasowym życiu, którą prawdziwie i szczerze kochałem. To mi wystarczało, nie potrzebowałem władzy, zemsty czy złota. Kupiliśmy nieduży dom oddalony o sto kilometrów od Oslo – z widokiem na fiordy, dziką i nieokiełznaną naturę. Mieliśmy mieć dziecko, to była dziewczynka, pamiętam nawet do dziś jak chciałem ją nazwać. Miała być Heleną, blaskiem Księżyca, najpiękniejszą z kobiet tak jak Helena Trojańska, królowa Sparty. Odebrano mi jednak wszystko za jednym zamachem – żonę, nienarodzone dziecko, plany na spokojne i szczęśliwe życie. Zrobiono to bez skrupułów, kiedy wyjechałem na kilka dni, by zająć się smokami. Mariannę zamordowano. Po tym wszystkim od razu spakowałem najważniejsze rzeczy, zabrałem pamiątki i zdjęcia, zamknąłem za sobą drzwi i już nigdy więcej tam nie wróciłem. Nie sprzedałem naszego domu – pewnie jest już cały zarośnięty, zespolony z naturą albo włamał się do niego ktoś, szukając schronienia na odludziu. Nie interesuje mnie to, ale to był mój czuły punkt. Marianne. Każdy go ma, choć dla każdego jest zupełnie inny. I tak, nawet smoki mają coś, na czym im zależy. Teraz jest jednak ten moment, w którym robię wszystko, by nie mieć tego słabego punktu. Nie chciałbym, aby odnaleźli mnie najwięksi wrogowie, zabrali to, czego pragnę – chociaż już to zrobili. Nie, zrobiła to moja własna siostra. Nie znam większej suki od niej.
- W porządku. – Przytakuję nieznacznie głową z ciężkim westchnięciem, patrząc przez moment gdzieś w niebo. Wrócę za kilka dni. Zawsze wracam do swojego domu. Smok odlatuje z mojego ramienia, po czym wraca do wygrzewania się na słońcu. – Chodźmy do łóżka, Liv – proponuję po chwili, dopijam chłodną kawę do końca i kieruję się w stronę salonu, spoglądając przez ramię, czy idziesz razem ze mną.

Faust i Liv z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Ogród   

Powrót do góry Go down
 

Ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Centrum Oslo :: Domy czarodziejów :: Vogler-