Bufet

avatar
PisanieTemat: Bufet   Nie Gru 28, 2014 2:50 am

Bufet
Bufet jest jednym z niewielu miejsc w Dahlvaldzie, gdzie światło słoneczne dociera w tak niebotycznych ilościach. Przez olbrzymie, witrażowe okna wpadają smugi, rozlewając się po pomieszczeniu feerią barw. Z jednej strony niewielkiej lady znaleźć można wszystko to, co głodnemu człowiekowi najbardziej potrzebne do szczęścia – zaczynając od słodyczy, poprzez warzywa i tradycyjne, proste sałatki, różnego rodzaju makarony i ziemniaki, a na mięsach wszelakich i we wszelaki sposób przyrządzonych skończywszy. I wszystko to w pełni za darmo, dostępne przez całą dobę dla tych, którzy nie zdążyli na właściwy posiłek lub zgłodnieli po wyjątkowo ciężkich zajęciach. Po drugiej stronie lady ustawiono w rzędzie kilka krzeseł, zaś nieco dalej znajdują się dwa okrągłe stoliki.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Maj 02, 2015 12:13 am

Siedzę sobie i maluję paznokcie. Kupiłam ostatnio nowy lakier, na opakowaniu napisano, że kolor chmur. Co prawda jest niebieski - a jak powszechnie wiadomo, to wcale nie jest kolor chmur, ale jestem bardzo słabej woli, kupiło mnie to słówko „chmura”.
W kubku przed sobą mam zupę, dzisiaj gulaszową. To naprawdę jeden z najbardziej udanych wynalazków całej ludzkości. Bo to, jak zupę, można zjeść z kubka. A ma tyle mięsa, że sycące niczym obiad. Po prawdzie powinnam nie jeść mięsa, bo to szlachetne zachowanie. Zwierzątka są bardzo źle traktowane, chów przemysłowy, karmione są chemią, żeby rosły większe, a miejsca mają tyle co nic. Potem zabija się je z zimną krwią, bez żadnej litości, w bolesny sposób, powinno się walczyć, żeby traktować je z godnością. Ale mięso jest takie smaczne!
W ogóle większość rzeczy, których jeść się nie powinno jest smakowita. Jak chemia. Te wszystkie zupki w proszku, pewnie to ma w sobie całą tablicę Mendelejewa. A za dwadzieścia lat zacznę świecić w ciemności. I nie chcę nic mówić, ale to może być poważna przeszkoda w mojej aurorskiej karierze, zdarzają się czasem akcje w nocy, grunt to dobre maskowanie się. Fluorescencyjna poświata do duży problem w takich okolicznościach. Wróg od razu ma nade mną przewagę, wie, w którym kierunku strzelać. Zupki w proszku zaprowadzą mnie do grobu. Dosłownie. Mięso też - weganizm jest taki szlachetny moralnie, ale mięso takie palce lizać, dupa przy tym rośnie. Więc muszę biegać.
I chciałabym teraz powiedzieć, że robię to z prawdziwą pasją, miłością, zamiłowaniem, że po tych dwóch latach (bo mając lat piętnaście zdecydowałam, już ostatecznie, że zostanę aurorem, po kilku latach namysłu) stało się to moim wielkim hobby. Bo przecież dzięki regularnym, porannym przebieżkom jest się znacznie zdrowszym, zwiększa się objętość płuc oraz odporność. Każdy kolejny kilometr to dodatkowa godzina życia, le jakim kosztem?!
Jakim kosztem?!
Muszę sobie wynagrodzić czterdzieści minut (i dziesięć kilometrów) cierpienia. Zupą gulaszową z kubka. I niebieskimi paznokciami.
Trzeba przyznać, że fajnie mieć wreszcie coś niebieskiego… Chociaż wolałam mieć oczy, jak większość mieszkańców Skandynawii.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Maj 02, 2015 1:02 am

Skandynawski świat dzieli się na dwie grupy. Na tych, co nazywają się Svenson, Jorgensen czy Larsen, i na tych, co noszą nazwiska jak Yahto lub Okeke. Może takie stwierdzenie jest bluźniercze w czasach, gdzie czarodziejów mugolskiego pochodzenia wywozi się do gett, ale umówmy się szczerze, oboje moglibyśmy mieć krystalicznie czystą krew i nikogo by to nie obchodziło. I tak jesteśmy obcy, nieważne, czy przyjedziemy tu na tydzień, czy mieszkamy od urodzenia, racja, Okeke? Myślałem o tobie ostatnio.
Najzabawniejsze (najsmutniejsze?) jest to, że można o tobie powiedzieć naprawdę dużo. Lola? Ta biegaczka? Ta, która się we wszystko wtrąca? Ta, która chce zostać aurorką? Prawdę mówiąc, podejrzewam, że nawet gdybyś została Ambasadorem Magii, dalej mówiono by o tobie "Lola? Ta czarna?". Wiesz, może nawet trochę mnie interesuje to, jak ty sobie z tym radzisz. Nie jesteś może pierwszą znaną mi osobą, wyróżniającą się z jakiegoś powodu z tłumu, ale z pewnością jedną z nielicznych, których inność jest przez większość społeczeństwa odbierana jako coś piętnującego, usprawiedliwiającego pogardę.
Gdyby naszła mnie kiedyś chęć (raczej niemożliwe), by porozmawiać o prześladowaniach mojego gatunku, może ty byś zrozumiała, Okeke. Bo widzisz, wyznaję radykalny pogląd, że ktoś, kto nigdy nie spotkał się z podobnymi uprzedzeniami, nigdy nie będzie w stanie tego zrozumieć. Współczuć, tak, może. Tylko że nie jestem do końca przekonany, czy to właśnie współczucia potrzeba w podobnych sytuacjach.
Reasumując. Ja naprawdę wiem, przez co codziennie przechodzisz. I uwierz, że solidaryzuję się z tobą bezgranicznie.
ALE TO NIE ZNACZY, ŻE ZASADY CIĘ NIE DOTYCZĄ. NIE WAŻ SIĘ TU UŻYWAĆ TEGO TOKSYCZNEGO MALOWIDŁA, TUTAJ SIĘ JE, KOBIETO. CZUJĘ ACETON, CZY TY WIESZ CO TO ZNACZY CZUĆ ACETON PRZY SPOŻYWANIU POSIŁKU?
- Nie masz już gdzie tego robić, Okeke? - pytam z nieukrywanym wstrętem, na Wielkiego Ducha, czy ktoś ogłosił oficjalny zakaz korzystania z kosmetyczek w miejscach do tego przeznaczonych? Zresztą, co to za nielogiczna wielofunkcyjność, albo malujesz paznokcie, albo jesz, tego się nie powinno łączyć!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Maj 02, 2015 1:40 am

Zupełnie nie myślę o tym w ten sposób. W sensie, mój dom zawsze był w Szwecji, tutaj jeździłam rowerkiem po ulicy przed domem, Thom mnie uczył jak każde inne, jasnowłose i błękitnookie dziecko, nie było różnicy. Jasne, mamy się jakoś krzywo patrzyły na nasze wyczyny, no nikt mi nigdy nie powiedział, że jestem podobna do tatusia. Dwóch tatusiów, bo do tego prawdziwego to też tak nie bardzo, jednak jestem jaśniejsza. Gdyby się nad tym zastanowić - zbyt ciemna na Skandynawię, zbyt jasna na Afrykę. Brzmi problematycznie.
Dlatego się nad tym nie zastanawiam tylko o, biegnę do przodu. Proszę - wiem, że chcę zostać aurorem i bronić słabszych ode mnie, tych, którzy sami nie potrafią (bądź nie mogą) sięgnąć po sprawiedliwość! Ja będę sięgać za nich! Co prawda nie jestem za wysoka wzrostem, niestety nie wyrosło mi się ponad podłogę, ale duchem! Hartem ducha przewyższam wszystkich. Zawsze mi to mówią… Rodzice na przykład.
Przyznam się na boku, że im jestem starsza tym bardziej mam wrażenie, że przez kolor mojej skóry ludzie czasem traktują mnie jak dziecko z nowotworem. W sensie, jakbym potrzebowała litości. Bo jestem inna. Nie, żebym miała się za inną, nie mam w ogóle, takie same cztery… znaczy, dwie nogi, dwie ręce, cztery kończyny. I oczu mam też parę. Uszów parę. Uszów? Tak to się odmienia? W sensie, chodzi o to, że nie różnie się niczym od innych. Tam skóra. Jak mnie ktoś mocno zdenerwuje to mówię, że się przypiekłam na słońcu. Zazwyczaj nikt mi nie wierzy.
A tego self-ostracyzmu Yumy to zupełnie nie rozumiem. Pewnie mu ciężko, to naturalne, przenieść się tak w połowie semestru z Ameryki (ale ja bym dała wszystko, aby odwiedzić Amerykę, przecież tam się dzieją wszystkie seriale. Tam mieszka Tom Selleck! TAM SIĘ DZIEJE MIAMI VICE!) do zimnej Skandynawii, ale proszę, jakie ma niebieskie oczy i jasne włosy. Wcale się nie wyróżnia na tle innych. Mógłby zawrzeć tyle przyjaźni! Może po prostu jest nieśmiały?
A może problem leży w czymś innym…
- Zastanawiam się, dlaczego do wszystkich mówisz po nazwisku? - zaczynam więc badania, cel, dowiedzieć się, dlaczego Yuma nie ma żadnych przyjaciół. Nie przerywam przy tym najważniejszych życiowych czynności, czyli malowania paznokci. I jedzenia. Jedzenie jest nawet ważniejsze. - Yumawikvayatawa. To nie jest zbyt miłe - mówię po chwili. Cudem powstrzymuję się od pokręcenia głową w rodzicielskim geście, już za dużo ludzi mówi mi, że mam przesadne skłonności do matkowania.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Maj 02, 2015 7:54 pm

A dlaczego nie miałbym mówić po nazwisku?
Pamiętam, że gdy próbowałem po raz pierwszy wbić się w nowoczesny, amerykański tryb życia (lub, jak to kolokwialnie ujęło kilka osób, z którymi miałem do czynienia, "wyszedłem z buszu") napotkałem na kilka problemów. Jak chociażby brak jakichkolwiek dokumentów. Tak zwana cywilizacja zakłada, że człowiek od dnia narodzin musi zostać uwieczniony we wszystkich możliwych bazach danych, przypadłości zdrowotne, wyniki w nauce, sytuacja rodzinna, najdrobniejsza rzecz musi zostać skrupulatnie odnotowana. Nawet wydawane są dla ludzi numery seryjne (a myślałem, że to taki żart!). W każdym razie, chcąc jakoś funkcjonować, musiałem wyposażyć się w niezbędne dokumenty. Wydali mi nawet pismo poświadczające to, że się urodziłem. Miłe z ich strony.
Zasadniczy zarzut, jaki usłyszałem, polegał na tym, że nie mam nazwiska. W każdym razie, nie miałem. I w swojej typowej dla mniejszości roszczeniowej postawie nie zgodziłem się na przypisanie mi nazwiska typowego dla przeciętnego, amerykańskiego obywatela (Yumawikvayatawa Smith brzmi dosyć karykaturalnie). Yahto to imię mojego ojca. Wtedy to wydawało mi się dość naturalne (większość nazwisk ma pochodzenie patronimiczne, tak sądzę), ale nie wiedziałem, że odtąd będę je słyszał wszędzie. Zabieraj się stąd, Yahto, co mówisz, Yahto, o co ci chodzi, Yahto?
Z tego co zauważyłem, nikt nigdy nie poczuł się dogłębnie urażony użyciem wobec niego samego nazwiska (chyba że ciągnie się za nim jakaś nieprzyjemna historia rodzinna, na przykład, w niektórych kręgach nie warto być Brohlem, czego już zdążyłem się nauczyć, spędzając czas z Claireminą). Mój przypadek mimo wszystko do takich się nie kwalifikuje (i twój chyba też).
Reasumując, nie wiem, z czym masz problem, Okeke. To znaczy, Lolu. Ja nazywam się - już się nazywam - Yumawikvayatawa Yahto, a ty Lola Okeke, nie próbuj mi wmówić, że to jest bardziej skomplikowane.
- Ignorowanie czyichś zastrzeżeń też nie jest miłe. - Może nawet bardziej, ja swoim okekowaniem nie pokazałem ostentacyjnie, jak bardzo nie interesuje mnie twoje zdanie. - Lolu - dodaję po krótkiej przerwie, może kładąc za duży akcent na te dwie sylaby, by zabrzmiało neutralnie.
Przysiadam się, chociaż nie wiem, po co. Przecież nie będę jadł, gdy Lola tak bezwstydnie nawarstwia tu swoje paznokcie. Manôgemaskim dziewczętom jest jednak łatwiej, nikt im nie wtłukł do głowy, że używanie takich niepraktycznych specyfików  podnosi ich walory estetyczne.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Maj 02, 2015 11:24 pm

Jakoś nigdy nie postrzegałam swojej osoby w kategoriach ofiary systemu, co więcej, z łatwością przychodzi mi wypisywanie różnych rubryczek i uzupełnianie papierków. Akceptuję to jako niezbędny element życia. Oraz swojej przyszłości, papierkowa robota jest dość istotną częścią kariery aurorskiej. Wiem, że są tacy, którzy narzekają na pracę biurową, ale ja uważam, że organizacja jest bardzo ważna. Już teraz wszystkie swoje notatki trzymam w porządnie opisanych segregatorach. I wszystko mam wszystko doskonale rozplanowane w kalendarzu. Nie rozstaje się z nim ani na krok! Jest bardzo charakterystyczny, bo w chmury. A na pierwszej stronie wkleiłam zdjęcie Toma Sellecka! Żeby strzegł moich wszystkich sekretów.
Tak właściwie to dobrze mieć papier potwierdzający własne narodziny. I wiedzieć, kiedy ma się urodziny, wtedy można obchodzić. Gdybym wiedziała, kiedy Yuma ma urodziny to urządziłabym mu przyjęcie, na pewno! Zaprosiłabym wszystkich znajomych, nawiązałby nowe znajomości i pobawiłby się w gronie rówieśników, na pewno by mu to pomogło. Rozluźniłby się, zrelaksował. Jestem przekonana, że pod tą białą fasadą chłodu i spokoju kryje się ogromny żartowniś. Widzę to w jego oczach!
Jest takie powiedzonko. Po nazwisku to po pysku. I nie, żebym czuła się jakoś wybitnie źle, kiedy ktoś woła za mną Okeke. Bardziej ludzie dookoła się zastanawiają czy to nie żart i czy ich nie wkręcam. To zawsze jest zabawny moment, kiedy przedstawiam się w nowych okolicznościach, ludziom, których nie znam. Albo kiedy odbieram przesyłki. Podpisuję się Okeke i wielkie oczy - naprawdę się tak nazywasz?
Bo to jeszcze nie ten moment, kiedy mówią do mnie per pani.
Zawsze grzecznie odpowiadam, że tak, ale! Powinnam zacząć pisać książkę z reakcjami ludzi na moje nazwisko. Oraz kolor skóry. Bywają naprawdę przezabawne.
- To prawda - mówię, kiwam głową i zakręcam lakier, nie będę się z nim przecież kłócić. Może ma bardziej wyczulone zmysły i zapach bardziej mu przeszkadza? Odsuwam od siebie flakonik i przysuwam bliżej kubek, mogę poświęcić więcej uwagi swojej zupie. - Mówiąc do ludzi po nazwisku stwarzasz dystans. Niepotrzebnie. Przez to wszyscy myślą, że jesteś zadufany w sobie i patrzysz na nich z góry - zaczynam ostrożnie, nie chcę, żeby poczuł się zaatakowany. - A przecież tak nie jest! - dodaję z pewnością, ja dobrze wiem, że miły z niego chłopak!
Bardzo inteligentny!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Nie Maj 03, 2015 1:10 am

Chwila, więc teraz stwarzanie dystansu to coś niekorzystnego? Co jest w tym złego? Nie chcę się spoufalać z każdą losową osobą, jaka stanie na mojej życiowej drodze. Tym bardziej, że zasadnicza większość ludzi, z jaką miałem do czynienia, to okrutnicy albo głupcy, ba, zwykle nawet w niemal równych proporcjach mieszali w sobie te dwie cechy. Jeśli ktoś o nędznym charakterze uzna mnie za zadufanego w sobie i niewartego zawierania znajomości, wcale nie będę płakał. Nic mnie tak nie drażni (no dobrze, w rankingu najbardziej irytujących zjawisk znalazłoby się jeszcze sporo pozycji) jak to wymagane przez społeczeństwo wzajemne rozczulanie się nad sobą, jakby nie można było zostawić przyjaznych odruchów dla przyjaciół, a z całą resztą utrzymywać oficjalne stosunki? Nie potrzebuję, by ktoś, kogo ledwo znam, klepał mnie po ramieniu i nazywał bratem. Tak, Ezra, przyznaję się, czasem zdarza mi się o tobie myśleć, ale wtedy ciśnienie mi niebezpiecznie skacze, więc staram się tego nie robić zbyt często.
Jeśli uznałbym kogoś za interesującego i godnego mojej sympatii, wiesz, co bym zrobił, Okeke? Przysiadłym się i zaczął niezobowiązującą rozmowę, bo tak właśnie się zawiera przyjaźnie!
- Kiedy ja patrzę na nich z góry - mówię, opierając podbródek o zgiętą w łokciu rękę. - Prawdę mówiąc, choćbym miał w sobie niemal nieskończone pokłady skromności, nie mógłbym wiecznie udawać, że większość ludzi reprezentuje intelektualny poziom mrówek. Chciałbym powiedzieć, że mają też mrówczą wrażliwość, ale byłoby to niesprawiedliwe względem mrówek. Mrówki swoim działaniem zawsze próbują działać na korzyść kolonii. - Ja się nawet z taką mrówką mogę utożsamić. Z całą pewnością przerastam je intelektem, ale całe życie starałem się wyprowadzić moją osadę z nędzy. I co mi z tego przyszło?
Ale bądźmy sprawiedliwi, w jednym miałaś rację. Nie jestem w sobie zadufany. W końcu to obiektywny fakt - nie mógłbym być szczery i myśleć inaczej. Kłóciłoby się to z całym moim doświadczeniem i wieloletnimi obserwacjami!
- Nie wiem, po co kierujesz rozmowę na te tory, nie potrzebuję tego typu rad. - Gdyby tak było, napisałbym do tego śmiesznego pisemka dla młodych ludzi z prośbą o pomoc. Albo przeczytał rozdział książki o nastolatkach, która traktuje o przyjaźniach. Uznałem, że mogę go pominąć, skoro Clairemina ma koleżanki.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Nie Maj 03, 2015 2:04 am

Nie chodzi w życiu o to, by zaprzyjaźnić się z każdym - ja też bym nie mogła! Są nawet na świecie osoby, którymi szczerze gardzę. Wszyscy Sabatowcy świata. Oni nie zasługują na żadną litość… No chyba, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie. Albo mieli trudną przeszłość. Albo zostali do tego zmuszeni. Przez okoliczności. Bądź innych ludzi. Złych!
Dobra. Jest mi ciężko oceniać ludzi nie znając ich i wszystkich okoliczności, które prowadzą do podjęcia życiowych decyzji. Każdy człowiek popełnia błędy, to nie znaczy od razu, że jest zły. Albo nie może się poprawić. Muszę przyznać, że ciężko jest mi ostatecznie przekreślić człowieka, nawet Sabatowca.
Jednak nie o to mi chodziło. Nie trzeba się przyjaźnić z całym światem. Nie znaczy to od razu, że należy traktować go z dystansem. Ja staram się być otwarta na każdego, tak jest znacznie prościej. Kiedy podchodzi się do ludzi z sercem, oni to odwzajemniają! Pani w sklepie sprzedaje bułeczki z uśmiechem i zawsze wybiera tę z największą ilością czekolady. Nauczyciele są bardziej przyjaźni i podwyższają oceny, kiedy te się wahają. Jak się nad tym teraz zastanawiam to może z boku wyglądać na niezwykle oportunistyczną postawę i jak pójście na łatwiznę. Jakbym była miła dla ludzi tylko dlatego, że mi się to opłaca. A wcale tak nie jest!
Od zawsze doskwiera mi ten sam etyczny problem, w sensie, czy jest się dobrym dla innych ludzi, czy tak naprawdę dla samego siebie? Bo nie ukrywam. Czuję się lepiej będąc miłą dla świata. Czuję się też lepiej, kiedy inni są dla mnie sympatyczni, odwzajemniają moje uśmiechy. Nie robię tego tylko przez to! Bo przecież zdarza się, że moje pozytywne nastawienie spotyka się ze ścianą buractwa i bucostwa. Jak teraz. Nie znaczy to jednak, że odpuszczam!
Owszem, nie zgadzam się z poglądami Yumy. Nie, żebym coś miała do mrówek i zgadzam się, to niezwykle inteligentne oraz pasjonujące zwierzęta, ale nie można umniejszać ludziom! Tłumaczę sobie, że Yahto po prostu ma złe doświadczenia. Może do tej pory nie spotkał się z wieloma przejawami sympatii, dlatego wypracował sobie taką a nie inną pozę obronną, to całkowicie zrozumiałe.
Chciałabym, żeby wiedział, że tutaj może się zrelaksować. Tutaj jest bezpiecznie. I naprawdę się cieszę, że się przysiadł!
- Nie musisz posiadać nieskończonych pokładów skromności, masz rację. Bez wątpienia jesteś jedną z najmądrzejszych osób jakie znam, na pewno w tej szkole. Twój referat na ostatniej alchemii był genialny. Naprawdę. Spędziłam potem pół popołudnia czytając o tym w bibliotece, tak mnie zainteresowałeś! - mówię. Nie kłamię! Lubię poszerzać swoją wiedzę. Myślę, że to ważne. Nie tylko w pracy aurora, ale tak po prostu, życiowo. Chociażby do rozwiązywania krzyżówek.
Na jeżyka, nienawidzę krzyżówek.
- Ale ja ci wcale nie chcę udzielać rad. Po prostu uważam, że to wielka szkoda, kiedy trzymasz się tak na uboczu. Mógłbyś zainspirować wielu ludzi. Owszem, nie każdy z nich jest mądry. - Niektórzy byli kiedyś, ale potem trawa zabrała im mózg. Tak, mówię o tobie Ezra! - Ale pomyśl, jaką inspiracją mógłbyś dla nich być. A jaką pomocą! Może nie odwdzięczą ci się niesamowitą rozrywką intelektualną, ale przyjaźnią na pewno. Czy może być coś ważniejszego? - Według mnie nie!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Nie Maj 03, 2015 4:02 am

- ...słucham?
Nie uważam się za kogoś, kogo łatwo zadziwić. Przede wszystkim, uczę się cały czas i pewna generalna wiedza pozwala mi uniknąć szoku, jakiego zwykle doświadczają niewykształcone osoby, które po raz pierwszy stykają się z ciekawostką w stylu "istnieje gatunek ssaka składającego jaja". To naturalne, że jeśli poznasz zasady rządzące światem, rzeczy absurdalne dla innych dla ciebie są czymś całkowicie normalnym i zrozumiałym. Poza tym, nie pamiętam, kiedy ktoś sprawił mi pozytywną niespodziankę - powiedzmy sobie szczerze, ludzie niemal bez przerwy rozczarowywaliby mnie, gdyby nie to, że mam już wyrobioną o nich złą opinię. Naprawdę nie wiem, do jak okropnych czy głupich czynów ktokolwiek musiałby się posunąć, bym poczuł się zaskoczony.
W każdym razie byłem święcie przekonany, że nic w tej szkole nie zdoła mnie specjalnie zdziwić. I niestety przyznaję, że się myliłem. Bardzo!
Przez chwilę patrzę na Lolę bez zrozumienia, zastanawiając się, co u licha miała ona na myśli. Czy się przypadkiem nie przesłyszałem, może pomyliły mi się słowa, przez co całość jej wypowiedzi opacznie pojąłem. W porządku, ja wiem, że tamten referat mi całkiem wyszedł, nie chwaląc się, wątpię, by ktokolwiek w tej szkole potrafił ująć temat w tak nowatorski sposób. Tylko że moje życie nie działało w ten sposób. Za ciężką pracę nie spotykały mnie pochwały, należę raczej do tych szczęśliwców, których starania spotykały się lekceważeniem albo niemal pogardą ze strony innych. W przypadku szkolnych wypracowań w najlepszym przypadku dostawałem najwyższą ocenę, bez specjalnego komentarza od nauczycieli, nie przepadają za mną, bo zdarza mi się poprawiać ich błędy czy zbyt drastyczne uogólnienia. Chociaż moim zdaniem powinni być wdzięczni, przecież teoretycznie zależy im na jak najlepszym przygotowaniu uczniów do egzaminów, a jak chcą pomagać rozwijać się młodzieży, skoro sami tkwią w fałszywych przekonaniach? Nawet jeśli mówimy o rzekomo nieistotnych szczegółach, przytaczanie przejaskrawionych czy fałszywych anegdotek jest niedopuszczalne!
Chodzi mi o to, że wiem, o co ci chodzi, Lolu Okeke. Yumawikvayatawa Yahto, tak się mądrzy, a w gruncie rzeczy to zwykły kretyn, na pewno nie wyczuje sarkazmu, jeśli pochwalę go z tym słodkim uśmiechem? Bardzo mi przykro, ale nie dam ci możliwości pośmiania się z przyjaciółmi, jak jeszcze bardziej napompowałaś moje i tak przerośnięte ego.
- Nie żartuj sobie ze mnie. - Wstaję gwałtownie, czując, że jestem odrobinę bardziej zdenerwowany, niż powinienem być. Lola Okeke spróbowała mnie podle podpuścić, i co z tego? Nie udało jej się, więc nie ma to żadnego znaczenia.
Ja wiem, że ludzie mimo wszystko nie uważają mnie za mądrego - co najwyżej za frajera, który nie ma co robić z wolnym czasem, więc czyta więcej książek, niż jest w stanie zrozumieć. I wiem też, że nikt nie upatruje we mnie źródła inspiracji, a już na pewno potencjalnego przyjaciela. Za co mnie spotykają te drwiny, to jakaś zemsta za ten lakier? Na wielkiego ducha, jak ja nienawidzę tego miejsca!
Odwracam się do niej plecami i zmierzam sztywnym krokiem ku wyjściu. Wiesz co, Lolu Okeke? Trafiasz na listę ludzi, którzy mnie rozczarowali. Będzie ci na niej trochę samotnie, bo wepchałaś się tak jako pierwsza, ale nie martw się, na pewno niedługo zrobi się tam tłoczniej.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Nie Maj 03, 2015 6:06 pm

Udało się nam osiągnąć coś niebywałego - wzajemnie się zaskoczyć. Naprawdę nie spodziewałam się podobnej reakcji i przyznam, że wszystkie emocje malujące się na twarzy Yumy - początkowe zadziwienie i późniejsza złość - bardzo mnie zaniepokoiły. Przecież to znaczy, że jego nigdy nikt nie docenił!
To tłumaczy absolutnie wszystko. To wywyższanie się, chłód, dystans, tak gwałtowną reakcję. Nikt nigdy w należyty sposób nie docenił jego wysiłków! A przecież taka wiedza nie przychodzi ot tak, znikąd! Musiał włożyć ogromne pokłady energii, by nauczyć się wszystkiego co wie, to pewnie godziny spędzone nad książkami. Rezygnacje z innych przyjemności. Jak wiele trzeba mieć też cierpliwości! Przyznam szczerze, że mnie jej czasem nie wystarcza, kiedy widzę przed sobą ogrom pracy i stosy książek zdarza mi się wpadać w panikę i uciekać pod kołdrę. Posiadam ogromne skłonności do samoużalania się. To mało chwalebne, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Żałuję, że infolinia dla ludzi z depresją i samobójców jest aż taka droga, lubiłam tam dzwonić w chwilach zwątpienia. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, tak swoją drogą. Jeśli człowiek naprawdę ma problem i taki telefon mógłby mu uratować życie, nie powinien za to płacić. A na pewno nie tak grubych pieniędzy! To tak jakby powiedzieć, że życie ludzkie jest warte dwie korony za minutę rozmowy. Straszna niesprawiedliwość!
Uciekł mi wątek - przecież nie ma nic gorszego niż bycie niedocenianym. Moja rodzina robi to na każdym kroku, za każdym razem kiedy mi się coś udaje dostaję od mamy i Thoma list z gratulacjami oraz słodkim prezentem. Co wakacje muszę zabierać ze sobą świadectwo do Afryki, tata chwali się nim wszystkim żonom, wujkom, ciotkom, babciom i dziadkom, absolutnie każdemu kogo spotka, na każdym kroku podkreślając, jaki jest ze mnie dumny. Czasami to trochę niezręczne, zdarza mu się przesadzać, ale prawda jest taka, że kiedy mam gorszy moment wystarczy, że pomyślę o ich dumie i od razu mam dwa razy więcej zapału do pracy!
Biedny, biedny Yumawikvayatawa!
Zagapiłam się przez ten cały szok i pozwoliłam, zupełnie niepotrzebnie, na tak gwałtowną reakcję. To moja ogromna wada nad którą muszę pracować, szczególnie jeśli chcę zostać doskonałym aurorem w przyszłości. Nie zagapiać się! - Yuma, poczekaj! - wołam więc za nim, podnosząc się z ławki. Chwytam za kubek z zupą, to kolejna zaleta jedzenia prosto z kubka. Jest poręczny i można go wziąć ze sobą absolutnie wszędzie! Oczywiście, po raz kolejny wychodzi moje gapiostwo i o lakierze przypominam sobie sekundę za późno. Albo wrócę się po flakonik, albo dogonię Yahto. Wybór jest prosty - mogę mieć tylko nadzieję, że lakier w kolorze chmur będzie na mnie czekał do powrotu.
- Wcale sobie z ciebie nie żartuję - zapewniam, doganiając go i łapiąc za ramię. Chwilę potem puszczam, bo nauczyłam się już, że nie każdy docenia kontakt fizyczny. Przynajmniej na samym początku znajomości. - Jakbym mogła?! Naprawdę uważam, że jesteś niesamowicie inteligentny, a twój referat był świetny. Jak zapewne wszystkie, ale słyszałam tylko ten jeden! - mówię i energicznie kiwam głową na potwierdzenie swoich słów. - Słowo honoru! - dodaję, unosząc w górę dwa palce jak podczas zaprzysiężeń, honor ma dla mnie ogromną wartość. Podobnie jak obietnice. Zawsze dotrzymuję obietnic, nawet tych najgłupszych. - I czuję w kościach, że potrafiłbyś pomóc naprawdę wielu uczniom, nie każdy ma taką łatwość w przyswajaniu wiedzy jak ty. Nie mówiąc o jej przekazywaniu! - Gdyby przyszedł na spotkanie koła, na pewno już po pierwszej sesji wspólnej nauki udałoby się nadrobić większość braków. A i poznałby wielu nowych znajomych!
Tam na pewno nikt nie miałby oporów przed docenieniem jego pracy.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Wto Maj 05, 2015 6:37 pm

Mogę się zgodzić z tym, że może przesadziłem. Prawdę mówiąc, jestem już trochę zmęczony - tym, że gdziekolwiek się pojawię, prędzej czy później pojawiają się jakieś konflikty ze mną w roli głównej, mimo że przecież wywoływanie takiego zamieszania w ogóle nie było moim zamiarem. Przecież ja sobie pokojową koegzystencję bardzo cenię, pewnie, z historycznego punktu widzenia to właśnie wojny napędzały rozwój technologiczny, co niekoniecznie dałoby się powiedzieć o rozwoju indywidualnym. Zresztą. Czasami mam wrażenie, że wszyscy się zmówili, by mnie nienawidzić. To w ogromnym stopniu zależy od interpretacji zachowań, prawda? To, jakie zamiary przypiszemy drugiej osobie, diametralnie wpływa na to, jak ją ostatecznie potraktują. No więc z moich doświadczeń wynika, że cokolwiek bym zrobił, ludzie zakładają, że kierowały mną egoistyczne pobudki. Nawet w przypadku Claireminy (swoją drogą, nie przypuszczałem, że wieści o tym, że zostałem jej prawnym opiekunem, rozniosą się tak szybko, nie byłem tak naiwny, by sądzić, że to się nigdy nie wyda, ale świadomość, że już dwa dni po fakcie cała szkoła huczała od plotek wydawała się cokolwiek przytłaczająca). Kto by mógł przypuszczać, że nawet w tym dało się upatrywać jakiejś podłości? Ale przecież na własne uszy słyszałem, co mówią - że zrobiłem to tylko po to, by położyć łapy na złocie Brohlów. Cóż, jeśli ktokolwiek uważa, że zaopiekowałby się Claireminą lepiej i że przyświecałyby mu szlachetniejsze serce, mógł sam wyciągnąć ją z sierocińca. Nie wydaje mi się, by szczególnie protestowała. Powiedzmy to sobie jasno, cały Dahlvald interesował się Claireminą mniej niż kształtem rodzynek w śniadaniowym musli, a teraz jej rówieśnicy omawiają jej przyszły życiorys z większą zapalczywością, niż to, co się dzieje w Närjarvi.
Wracając do tematu - możliwe, że jednak źle osądziłem Lolę Okeke. Zerkam krótko na jej rękę na moim ramieniu, chyba źle interpretuje to spojrzenie, bo zaraz cofa rękę. Zdziwiłaby się, gdyby wiedziała, w jakim społeczeństwie dorastałem, bliskość dotykiem okazywaliśmy sobie nawet częściej niż ludzie. O ile mieliśmy komu ją okazywać, rzecz jasna. Przyglądam się Loli w ciszy, mimo wszystko zastanawiając się - nawet jeśli mówi to wszystko szczerze, to po co to mówi? Nie ma potrzeby, by informować mnie o czymś, o czym już wiem. Nie mam absolutnie żadnych kompleksów na punkcie swojej wiedzy.
Dziwne, bo wygląda na to, że przekonanie mnie do jej dobrych intencji to dla Loli sprawa honoru. Nie wiem, czy to bardziej miłe czy podejrzane.
- W porządku - uspokajam ją, niech będzie, że jej wierzę. Prawdę mówiąc, nie chcę dłużej roztrząsać tej sprawy, bo czuję się całą tą sytuacją trochę zażenowany. - Zmierzasz do czegoś? - Możesz powtórzyć jeszcze kilka razy, że z pewnością poradziłbym sobie z pomaganiem komuś w nauce, chyba to jeszcze do mnie nie dotarło. - Jeśli masz problem z alchemią, wystarczyło powiedzieć - dodaję, świadom, że przecież nie każdy potrafi się przyznać do własnych braków.
Wiesz, Lolu, gdybyś po prostu powiedziała: "nie do końca zrozumiałam twój referat z alchemii, przez co musiałam całe popołudnie siedzieć w bibliotece, a i tak nie wszystko wydaje się jasne, mógłbyś mi wytłumaczyć?", już siedzielibyśmy nad podręcznikiem, a jeśli wykazałabyś się odrobiną sprytu, pewnie jakieś pół godziny później opanowałabyś cały materiał.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Cze 20, 2015 5:44 pm

Jest mi naprawdę bardzo ciężko wyobrazić sobie położenie Yumy i jest mi czasem naprawdę bardzo wstyd za moich wszystkich szkolnych znajomych. Wyrwany ze swojego domu, rzucony w zupełnie odmienne środowisko, zmagający się ze wszystkim, od języka począwszy na kuchni kończąc. Jasne, jest przy tym strasznym bucem, często się wymądrza i patrzy na wszystkich z góry, ale przecież każdy reaguje na stres inaczej! Może to jego sposób? Może przemądrzaniem się chce pokazać innym własną wartość, jakoś zbyt szybko zakładając, że mamy go za gorszego?
Trzeba dać mu szansę, tak zawsze powtarzam. Każdy na nią zasługuje. I to bardzo niesprawiedliwe, bardzo, odbierać ją już na samym wstępie.
Rozumiem za to tych, którzy nie są zwolennikami drugich szans. Sama do nich nie należę (chyba), ale rozumiem, że czasami okoliczności nie pozwalają na zrozumienie. Człowiek jest skrzywdzony zbyt mocno.
Czasami przeszkadza mi mój relatywizm. Na każde pytanie potrafię odpowiedzieć - to zależy, warunkując wszystko do sytuacji. Niby mam swoje stałe wartości, którymi się kieruję, jednak rozumiem ich naginanie w momentach, w których nie było innego wyboru, albo okoliczności zmuszały do podobnej decyzji. To chyba niezbyt dobre. Tak myślę czasem, że ludzie trzymający się twardo własnych przekonań mają jakoś... Łatwiej? Ja każda decyzję muszę przeanalizować tysiąc razy zanim cokolwiek powiem, a i tak mam najczęściej wyrzuty sumienia, że oceniam zbyt pochopnie.
Lola Okeke, proszę państwa. Byłabym najgorszą sędziną na świecie.
Ale jedno mogę powiedzieć na pewno - uważam, że to bardzo szlachetne z jego strony, zajęcie się Claireminą! To biedna, skrzywdzona przez los dziewczyna, wreszcie ma jakąś rodzinę. I co z tego, że nie jest wiele starszy, wydaje się być bardzo odpowiedzialny. Przez większość roku i tak mieszkamy w szkole, po jej ukończeniu wielu ludzi się usamodzielnia, mało kto wraca do rodzinnego domu. Ja bym tego nie chciała. Nie dlatego, że nie lubię swoje rodziny czy domu. Po prostu, będę chciała się usamodzielnić. Pierwsze lata będą ciężkie, w szkole aurorskiej raczej się nie zarabia sporo, ale dam sobie radę. Już teraz odkładam trochę do skarbonki, może po zakończeniu szkoły uda mi się za to wynająć jakieś fajne mieszkanie. W samym centrum Oslo, to byłoby świetne!
Mogłabym, tak myślę, zamieszkać z przyjaciółmi. W ciągu dnia byśmy ciężko pracowali, wieczorami siadali na kanapie, oglądali razem filmy, jedli pizzę, pili piwo. Czasem wychodzilibyśmy na miasto. Dzielilibyśmy się domowymi obowiązkami. Ja mogłabym gotować! Bardzo to lubię. Chociaż nie jestem w tej dziedzinie specjalnie utalentowana, to moja wielka, życiowa tragedia. Więc lepiej gdybym sprzątała. Albo robiła pranie... Mogę, na dobrą sprawę, przejąć większość domowych obowiązków poza myciem podłogi. Szczerze tego nie znoszę!
- Co? Ja? - mieszam się trochę. Z jednej strony to bardzo miłe, że chciałby mi pomóc w razie problemów... Ale czy to znaczy, że jestem uważana za słabą w tej dziedzinie? Tak być nie może! Ocena z alchemii jest naprawdę ważna przy rekrutacji do szkoły aurorskiej. Zawsze wydawało mi się, że jestem z nich naprawdę dobra... - Nie, dziękuję, ja sobie naprawdę dobrze radzę - prostuję, chociaż nie brzmię wybitnie przekonywająco, zwątpiłam w swoją osobę. Dość poważnie. - Chodziło mi raczej o Ingę. To taka dziewczyna z piątej klasy, jest przesympatyczna. Nikt nie robi takich ciasteczek piernikowych jak ona! Może się wydawać, że to zwykle pierniki, ale nic bardziej mylnego, mogę cię zapewnić, że nigdy nie jadłeś takich pyszności... - zboczyłam z tematu. - W każdym razie, ostatnio gorzej jej idzie z alchemią. Nie zaliczyła żadnego z esejów w tym semestrze, a nawet raz wybuchł jej kociołek... Ale nie mów, że ci powiedziałam! - Ale się zagalopowałam, co za wtopa! - Bardzo się tego wstydzi...
To naprawdę wyjątkowa dziewczyna!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Wto Cze 23, 2015 12:16 pm

Och. A więc nie ty. Zastanawiam się, czy powinienem teraz przeprosić za zasugerowanie, że nie radzi sobie z eliksirami, ale z drugiej strony, czy to aż tak duża rysa na jej honorze? Prawdę mówiąc, po tonie głosu Loli można poznać, że kilka zagadnień nastręcza jej trudności, w każdym razie, nie brzmiała jak całkowicie pewna swoich umiejętności osoba. Przyjmijmy więc, że istnieje między nami pełna zgoda, że chodzi o jakąś Ingę z piątej klasy, a ja właśnie nie zaproponowałem Loli Okeke prywatnych korepetycji i skończmy ten dziwnie żenujący dla mnie moment.
Pewnie nie powinno to dla mnie stanowić żadnej różnicy, ale z niewiadomych przyczyn irytuje mnie myśl, że to Inga potrzebuje mojej pomocy. Nie znam Ingi i nie wiem, czy jest głupsza od Loli - może jej problemy wynikają z tego, że nauczyciel nie potrafi do niej dostrzec i wystarczyłoby jej wyłożyć materiał nieco innymi słowami, a może zanim opanuje najprostsze tematy, miną miesiące. Trudno, właściwie, na nic się jeszcze nie zgodziłem, nie mam obowiązku, by pomagać każdej piątoklasistce z nauką, ale gdybym odmówił, musiałbym się zastanawiać, dlaczego myśl o edukowaniu Loli nie wywołała we mnie aż takiego sprzeciwu, a na to nie mam ochoty.
Uśmiecham się kącikami ust, gdy Lola wspomina o pierniczkach, dlaczego mnie to nie dziwi? Ta dziewczyna wiecznie coś podjada, mogę się założyć, że wspólne gusta kulinarne przyciągnęłyby ją szybciej do drugiego człowieka niż całkowita zbieżność światopoglądowa. Ponoć ludzie mawiają, że droga do serca prowadzi przez żołądek, my mamy podobne przysłowie. "Podaruj mężczyźnie pięćdziesiąt kolb kukurydzy, a będziecie ją wspólnie gotować do rana". W naszym języku brzmi trochę krócej. Zaczyna się od słowa "panhun", ale trzeba uważać, by akcent padł na drugą sylabę, inaczej chodzi o niedźwiedzia, który... ach, nieważne.
- Więc to ona tak usmoliła trzecią ławkę przy oknie - bardziej stwierdzam niż pytam, chociaż mój głos ma raczej neutralny ton, nie mogę opanować zmarszczenia brwi. Na wielkiego ducha, jakim beztalenciem w kwestii warzenia eliksirów trzeba być, by ze względnie bezpiecznych składników przygotować tak wybuchową mieszankę? - Lepiej, by ktoś faktycznie ją trochę podszkolił, zanim wysadzi w powietrze coś jeszcze - dodaję od niechcenia. Lolu Okeke, z góry ostrzegam, jeśli powiesz coś o moim dobrym sercu, mogę się pogniewać. Dobre oceny Ingi wcale mnie nie interesują!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Fårö, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Sob Lip 18, 2015 9:22 pm

Przyznam szczerze, że z wielką chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o kulturze, z której wywodzi się Yuma. Po pierwsze, dzięki temu udałoby się zażegnać większość sporów, jakie prowadzi z nim reszta świata. Przecież, przynajmniej głęboko w to wierzę, wynikają one po prostu z rożnych kręgów kulturowych, w których się wychowywaliśmy! Czasami wydaje mi się, że nikt o tym nie pamięta. Przecież to co dla nas oczywiste, mu może wydawać się totalnie absurdalne. I działa to w obie strony. Yuma czasem nawet nie zdaje sobie sprawy, że wywołuje niesnaski, działając w zgodzie ze swoją kulturą!
To takie oczywiste!
Ponadto, to chyba nawet ważniejsze, zawsze fascynowali mnie ludzie i to skąd się wywodzą, ich zwyczaje, obyczaje, język... Lubię odwiedzać ojca w Afryce, to zupełnie inny świat. Tam mieszka ze swoimi dwoma żonami (tak właśnie, dwoma! Dla nas, Europejczyków, to nie do pomyślenia, w jego kręgach uważany jest za to za bardzo powściągliwego i skromnego, dwie żony to mało! Podobno, tak przynajmniej mówi cioteczna siostra wujka papy, ta druga stanowczo nie zgadza się na więcej. Kolejna różnica pomiędzy kulturami, tam całe, ogromne rodziny mieszkają razem, ja swojego wujka od strony mamy ostatni raz widziałam trzy lata temu z okazji osiemdziesiątych urodzin dziadka), całą masą dzieci (mam całkiem sporo rodzeństwa, zawsze pamiętam o wszystkich urodzinach!) i resztą rodziny, hodują zwierzęta, żyją zupełnie inaczej niż tutaj, zgodnie z rytmem natury. To fascynujące. Gdybym nie planowała kariery aurora myślę, że mogłabym się zająć antropologią. To coś dla mnie!
I tak, jestem jedną z tych, którzy wierzą, że jedzenie najlepiej kruszy wszelkie lody, zawsze mam przy sobie coś dobrego. Nie zawsze słodkiego! Przyznam szczerze, że jednym z największych zaskoczeń mojego życia było odkrycie, że nie wszyscy ludzie kochają czekoladę.
Ale... Jak to tak?!
- Och, nie, trzecią ławkę przy oknie usmolił Samuel z trzeciej klasy, ale zapewniam cię, już dawno się tym zajęłam! - Koło Wzajemnej Pomocy działa doskonale! Nawet jeśli to ja jestem inicjatorką większości akcji i najwięcej się udzielam, wierzę, że prędzej czy później każdy złapie bakcyla! - Ona jest odpowiedzialna za regał - informuję konspiracyjnym szeptem, po czym powstrzymuję się od złapana Yumy za ramię, by zaprowadzić go do naszej głównej kwatery. Kiedy spyta jaki regał, powiem - no właśnie! - Może umówicie się na ten czwartek? Biedaczka w piątek ma wielkie zaliczenie z alchemii i po ostatnim nie może spać po nocach... - paplę radośnie, ciesząc się, że udało mi się zaangażować Yumę. Ani się obejrzy, a już będzie mieć całą masę przyjaciół!
A o lakierze oczywiście zapomniałam. Kiedy zaczęłam go szukać dwa dni później już dawno wyrzuciły go skrzaty.

Yumawikvayatawa i Lola z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Oslo, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : brzegin
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Czw Sie 06, 2015 11:57 pm

Można by spojrzeć na ciebie, kukiełko, i zadziwić się: jak to, on nie żyje z puchu i łusek? A przecież tak właśnie żyłbyś, gdybyś tylko mógł, ja wiem. Niezręcznie ci ściskać się w śniadaniowym tłumie, uszy cię bolą od szczękania sztućców, gwaru rozmów, szurania krzeseł. Rozlewa się dobre mleko, gniotą się pięknie wykrochmalone serwetki. Zero poszanowania dla ładu, czyż nie?
I dlatego tutaj przychodzisz, skąpany w kolorowych światełkach i kwietniowym cieple, gdzie jedynym hałasem są twoje własne podeszwy na niewzruszonej podłodze, której marmur spękał od stuleci zadeptywania przez niewdzięczne uczniowskie nogi.
Poruszasz się szybko, tuż przy ścianie, ręce kurczowo zaciśnięte na wytartym podręczniku do alchemii. Znasz już go na pamięć, łabądku, czytywałeś go do snu zanim inni w ogóle pomyśleli, by go otworzyć. Ale oni nie są tacy jak ty, bo nikt nie jest.
Twoja spokojna twarz odbija się w powierzchni wody wypełniającej ciężki dzban. Zabierasz go ze sobą do stolika, by jedząc zabawić się przelewaniem wody między szklankami, wyłapywaniem załamań światła. Lubisz przecież, gdy coś ci ucieka.
Przez powieki wciąż widzisz świat, poznaczony bliznami naczynek krwionośnych, których nie skrywa twoja cienka, miękka skóra. Widzisz światło, czujesz ciepło i nie słyszysz nic prócz własnego oddechu. Takie śniadania lubisz, prawda, jelonku? Ciche, prywatne, podczas gdy wszyscy gnieżdżą się przy bardziej wystawnych, lecz zbyt hałaśliwych stołach w wielkich salach.
Tu nikt nie pyta, dlaczego tak łapczywie patrzysz i pochłaniasz ten tatar wołowy, dlaczego w takich ilościach. Dlaczego steki na twoim talerzu wyglądają na nieusmażone w ogóle. Skąd twoje bezgraniczne uwielbienie dla sushi. A ty nie możesz inaczej, i tyle. Od zawsze taki byłeś, od zawsze jadasz na surowo. A matka nie przyzwyczaiła cię do kłopotliwych pytań. Po prostu zbliża się nów, a ty podążasz tam, gdzie ciągnie cię rozpaczliwy głód.
Ale już ci lepiej, w połowie drugiej porcji i po chwili wpatrywania się w niebieskie szkło witraży.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Årjäng, Szwecja
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Pią Sie 07, 2015 12:27 am

Zauważyłam, że ludzie lubią pytać.
Ja też lubię, wiesz, pytania zadaję naprawdę często. Najczęściej sama sobie, nie szukam w innych odpowiedzi. Na zajęciach zdarzało mi się kiedyś podnosić ręce i pytać - a dlaczego tak?, ale złośliwe szepty za plecami szybko oduczyły mnie podobnych zachowań. Ludzie lubią pytać, zauważyłam to już dawno, ale nie potrafią słuchać odpowiedzi. Albo po prostu nie chcą. Sama nie wiem. To też prawdopodobne. Czekanie na odpowiedzi stoi w sprzeczności dla dzisiejszego pędu świata. Wsłuchanie się w drugiego człowieka, w to co mówi, wejście w jego buty, po co to komu? Żyjemy sami dla siebie.
Żyjemy dla nas samych. Nie lubię tej tendencji. Nawyku gromadzenia. Rzeczy, pieniędzy, nawet ludzi. Możemy otaczać się całymi grupami, tłumami. Głośną trzodą wylewającą z siebie potoki pomyj, przeżuwającą, mlaskającą, śliniącą się i plującą. Jak świnie w korycie. Stworzeni by taplać się w błocie nieistotnych prowizorek, nigdy nie będąc wstanie spojrzeć na słońce.
Nie lubię mieć za dużo. Rzeczy dookoła. Czy ludzi właśnie. Nie chcę wielości, płytkich relacji, pytań nieoczekujących na odpowiedź. Ja pragnę bliskości. Zaufania. Rozmów bez użycia słów - garstki osób, dla których warto skoczyć nawet w ogień.
Mój mały jelonku, zagubiony księciu, najpiękniejsza z porcelanowych laleczek. Nie muszę pytać, by wiedzieć, że kiedy księżyc znika z nieba ty szukasz krwi. Nie muszę pytać, by wiedzieć, że najlepszym prezentem będą kryształy załamujące światło. Nie muszę pytać, by wiedzieć - jednak dobrze wiesz, że kiedy spytam poczekam na każdą z odpowiedzi.
Tłum ma jednak jedną zaletę, wiesz, można w nim łatwo zniknąć. Schować się, przecież nikt nie będzie wyszukiwał nas wzrokiem. Usiądziemy razem, na uboczu, znikniemy im z oczu. Przecież i tak nie chcą nas widzieć. Nie chcą znać odpowiedzi na żadne z pytań.
Bezszelestnie poruszam się pomiędzy ludźmi kłębiących się na mojej drodze. Od samego dormitorium - aż po cel. Wymijam ich krok za krokiem, niemal tanecznie, w końcu udaje mi się. Siadam naprzeciw ciebie, kładąc przed sobą miskę owoców. Lubię ich słodki smak, lubię kiedy sok klei moje palce. Lubię też to, że tutaj nikt nie powie mi - Leilani, nie wygłupiaj się, zjedz porządny obiad. Leilani, jak ty się odżywiasz, będziesz potem chora. Słodycz winogron, bułeczek z budyniem czy ślazowych cukierków, to lubię najbardziej.
Najmniej - pretensji.
Dzień dobry, mój książę, jak mija ci dzień?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Oslo, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : brzegin
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bufet   Pią Sie 07, 2015 8:07 pm

Wolisz pytania zostawione bez odpowiedzi. Słowa urwane, krótkie, proste, a najbardziej cenisz sobie te, których już nie trzeba, na które nie ma już czasu, a nigdy nie było ochoty. Rozmowy najlepiej wychodzą ci rękami, skarbie, i nikt nie może ci tego mieć za złe. Dziesięć lat mówiłeś rękami, a to więcej niż pół życia.
Jesteś troszkę inny, kochanie, od tego świata. Nie wyrastałeś w nim, ale nie szkodzi. W końcu i tak dostaniesz go na własność, oddadzą ci klucze do miast i korony z własnych głów, bo to dla ciebie inni żyją. Kogo tylko spotkasz, pamięta cię na zawsze i po latach jeszcze będą śnili o tęsknocie za dotykiem twojej ręki. Tak już jest, bez krztyny przesady.
Nieważne z gruntu jest, po co się żyje. Ty też się tym nie przejmujesz, żyjesz od twarzy do twarzy, od listu do listu zaadresowanego matczyną ręką.
Nie potrzebujesz celu, ale lubisz przecież błyskotki. Kryształki wyszukane na strychu, węże w słoikach, lśniące spojrzenia miękkich ludzkich twarzy. Sam jesteś błyskotką i przyciągasz, to co stworzone na twoje podobieństwo.
Woda skończyła się przelewać, znudził cię jej szum i zmorzyło pragnienie. Zbawienne zimno szklanki zetknięte z pękniętą z niedbalstwa wargą przepełnia cię najbardziej prymitywnym szczęściem. Potem otwierasz podręcznik i tuż pod swym pajęczym podpisem w górnym rogu poczynasz wodzić ołówkiem zatkniętym wcześniej za ucho.
I zaczynasz kreślić, jeszcze zanim ją rozpoznasz. Wyczulone ucho wyłapuje rytm kroków i już on sam wydaje ci się znajomy. Potem czujesz świeży zapach, jakby właśnie weszła wprost przez okno, jeszcze zaplątana w młode brzozowe gałązki. Zaczynasz rysować, zanim jeszcze się dowiesz, jak dzisiaj wygląda.
Uśmiechnij się do niej, owieczko, przecież się znacie.
- Lelu.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Bufet   

Powrót do góry Go down
 

Bufet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Parter-