Klatka schodowa

avatar
PisanieTemat: Klatka schodowa   Nie Gru 28, 2014 2:56 am

Klatka schodowa
Schody tak naprawdę niewiele różnią się od innych – prowadzą na wyższe kondygnacje Dahlvaldu. Warto jednak wspomnieć, że te nie są zaczarowane i nie płatają uczniom niewinnych żartów. Wyłożono je czerwoną wykładziną ze złotymi zdobieniami, w dodatku zdają się być bardziej strome i wąskie, przez co w godzinach szczytu bywa tutaj bardzo tłoczno. Na ścianach można zauważyć szereg obrazów najznamienitszych czarodziejów z krajów skandynawskich.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Linghed, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : ubogi
Zawód : uczeń

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   Pią Sie 28, 2015 11:54 pm

Nigdy nie mógł zrozumieć istoty międzylekcyjnych przerw. Czas, który miał wówczas do dyspozycji nie wystarczał praktycznie na nic, co w danej chwili akurat miał ochotę lub powinien zrobić. Niekiedy ciężko było nawet w pełni odpisać brakującą część eseju na zbliżające się nieubłaganie zajęcia, zdając się jedynie na łut szczęścia lub wymyślane naprędce wymówki typu „ah, ostatnio mamy nasilone treningi, reprezentuję drużynę i nie mogę zawieść(…)”, co zresztą poniekąd było prawdą. Przez te kilka lat nauki wszyscy zdążyli już przywyknąć do faktu, że Normansson traktuje Quidditcha poważniej niżeli wszystkie przedmioty razem wzięte (no, może z pominięciem przystosowania fizycznego, niewątpliwie łączącego się z rozgrywkami), także nikogo nie wprowadzało to już w najmniejszy stopień zdziwienia.
Także teraz, siedząc na jednym ze schodków prowadzącej na pierwsze piętro klatki (jednocześnie jego ulubionej, przynajmniej tutaj żaden ze stopni nie plótł figli w najmniej oczekiwanym momencie), niesamowicie burczało mu w brzuchu i choć czuł się nieco nieswojo niepotrzebnie zwracając na siebie uwagę dziwnymi dźwiękami wydobywającymi się z jego wnętrza, niczym z niewprawnego brzuchomówcy, nie mógł nic na to poradzić. Oczywiście istniała opcja zbiegnięcia piętro niżej, szybkiego pochwycenia kawałka zapiekanki z bufetu i wrócenia na swoje miejsce, jednak jedzenie w pośpiechu całkowicie do niego nie przemawiało. Posiłki stanowiły dla Maximiliana rzecz świętą, celebrując je od zawsze w należyty sposób, stąd też starał się nie opuszczać żadnego śniadania, choćby ponosząc cenę znoszenia codziennej porannej dawki plotek od swoich rówieśników.
O rodzinie Normanssonów można by powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że są wysoko postawieni, a wystawne uczty w ich domu należą do kulturalnych rozrywek dla - równie przodujących w społecznej hierarchii - czarodziejskich rodów. Także niektórych może dziwić owa słabość Maximiliana do niemalże rytualnego obchodzenia się z jedzeniem. Wytłumaczenie jest jednak niezwykle proste i ma na imię Gina. Matka Maximiliana podczas swoich europejskich wojaży zdążyła nabrać nieco (może nieco zbyt wiele) francuskich nawyków. Nie było więc mowy o angażowaniu się w inne czynności równocześnie – dotyczyło to także biegania po zamkowych korytarzach.
Kiszki grały mu marsza w najlepsze, zakłócane jedynie wyjątkowym gwarem panującym na korytarzu za sprawą nieodłącznego mu tłumu, a on wpatrywał się z udawanym nadmiernym zainteresowaniem w obraz, przedstawiający wielkiego i zasłużonego czarodzieja, którego nazwiska za nic nie mógł sobie przypomnieć. Nie żeby był jakimś ignorantem. Po prostu nie miał pamięci do tych wszystkich historycznych faktów , nazw i dat. O wiele bardziej praktyczną umiejętnością było zapamiętywanie imion płci przeciwnej. Popełnienie gafy w tym wypadku byłoby o wiele bardziej nie ma miejscu.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   Wto Wrz 01, 2015 11:41 pm

Egzaminy. Połowa maja to odpowiedni czas, by zacząć się nimi przejmować, zwłaszcza, że teraz kończyła szóstą klasę, co oznaczało, że tegoroczne egzaminy należały do tych bardzo, bardzo ważnych. Na tyle ważnych, by spędzała w bibliotece właściwie każdą wolną chwilę. Czytanie własnych notatek nie było wystarczające, musiała poszerzać wiedzę książkami, jeśli chciała wypaść najlepiej (a chciała). Właściwie równie dobrze mogła się uczyć w pokoju wspólnym, rezydenci Verdenu ogólnie brali naukę bardzo serio, obecnie mało kto się tam wygłupiał, ale w szkolnej bibliotece panowała wyjątkowa atmosfera koncentracji, z której po prostu nie mogła nie skorzystać. W przerwach pomiędzy lekcjami pojawiała się tam głównie po to, by wyszukać sobie odpowiednie lektury – czytać je zamierzała dopiero po zajęciach, kiedy będzie miała więcej czasu na zgłębienie tekstu. Przeczytanie paru akapitów, by następnie pędzić na łeb na szyję do klasy wydawało jej się średnio dobrym pomysłem.
Tak częste wizyty w bibliotece pozwalały jej zauważyć, ilu jej znajomych wybrało podobny sposób nauki. I choć widok większości z nich w ogóle jej nie dziwił, ledwo rejestrowała ich obecność, tak niektórzy wyraźnie zapisywali się w pamięci dziewczyny. Ich ujrzenie dziwiło głównie dlatego, że zdecydowanie nie należeli do częstych bywalców szkolnej książnicy. Na przykład taki Normansson. Wzrost górskiego trolla (przynajmniej w jej odczuciu, ona przy Maximilianie wzrostowo wypadała naprawdę słabo), zachowanie górskiego trolla (co niby miały znaczyć te pomruki i chrząknięcia przy śniadaniu? Nie żeby nasłuchiwała, oczywiście), wygląd prawie górskiego trolla… Doszło też do jej uszu, że jego oceny pozostawiają wiele do życzenia. Ścigający, a więc sportowiec. Typowy mięśniak. Z takiego założenia wychodziła Iris i do tej pory jakoś niespecjalnie zmieniła zdanie, nawet pomimo usilnych prób Maxa, mających na celu ocieplić ich wzajemne stosunki. Może nawet spojrzałaby na niego przychylniej, gdyby tak nagminnie i z pełną premedytacją nie łamał zasad regulaminu.
I to właśnie Normanssona miała okazję zobaczyć nie dalej jak dwie przerwy temu. Całego ubłoconego, w nocy chyba padał deszcz, a on prawdopodobnie wracał z przystosowania fizycznego (albo treningu quidditcha, nie wiedziała, czy przypadkiem nie mają treningów rano), ale czemu wcześniej się nie umył?! Albo butów nie zmienił. To chyba nie jest jakiś straszny wysiłek. Bibliotekarka chyba uważała podobnie, bo cały czas coś burczała pod nosem i obrzucała chłopaka mało przychylnymi spojrzeniami. Już pomijając to całe zamieszanie związane z jego przyjściem, Max zapomniał zabrać jednej książki. Którą dla niego zabrała, przecież i tak już wychodziła, ale nie wzięła pod uwagę faktu, że ktoś o wzroście Normanssona porusza się o wiele szybciej od niej, dlatego też kiedy wyszła na korytarz, on już zniknął za rogiem. A ona nie wiedziała za którym. Trochę głupio czuła się z tym jego podręcznikiem w torbie, jednak liczyła na to, że wypatrzy go gdzieś na korytarzu i szybko pozbędzie się problemu. Nieco się przeliczyła, bo Normanssona nie mogła znaleźć nawet na obiedzie.
Obiad zjadła szybko, nałożyła sobie tylko sałatkę. Ta przerwa należała do najdłuższych, w dodatku zajęcia zaczynała dopiero za nieco ponad godzinę i aż żal było nie wykorzystać takiego czasu na naukę. Wybrała się więc schodami na górę… i to właśnie na nich spotkała Maxa. Akurat w momencie, w którym przestała już go szukać.
Normansson – przywitała się bez szczególnego entuzjazmu, zatrzymując się tuż koło niego. Dziwne uczucie patrzeć na niego z góry. – Nowy idol? – zagadnęła, patrząc na obraz, któremu przyglądał się chłopak. – Widziałam cię dzisiaj w bibliotece – dodała po chwili, z trudem hamując reprymendę w głosie.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Klatka schodowa   

Powrót do góry Go down
 

Klatka schodowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom pierwszy-