Główna scena

avatar
PisanieTemat: Główna scena   Sob Lip 18, 2015 8:53 pm

Główna scena
Smutna wiadomość dla wielbicieli Jednookiego Hansa – tym razem legendarny muzyk nie wystąpi na szkolnej imprezie. Zamiast niego zatrudniono czterech smutnych, ubranych na czarno panów. Skrzypek, kontrabasista, altowiolista i klarnecista mogliby razem dać piękny pokaz muzyki klasycznej, ale każdy z nich gra w sposób tak pozbawiony energii i pasji, że czynne słuchanie ich usypia i odbiera wszelką ochotę do zabawy. Kto wie, czy przypadkiem nie o to chodziło władzom szkoły?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : z głuszy
Wiek : 35 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : wiedźma

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Wto Lip 21, 2015 10:10 pm

W nocy ledwie mogłam spać, tak mnie trawiły zmartwienia! Niecodziennie ginie cała populacja powarkutów rogatych. No dobrze, tak naprawdę, wcale nie tak nazywa się ten gatunek, właściwie zdziwiłoby mnie, gdyby właśnie tak oficjalnie figurowały w encyklopediach. Znam tutejszą faunę z praktyki, nie z książek, wiem, jak wyglądają i jak się zachowują, ale nie mam pojęcia, jak mówią na nie wykształceni ludzie. Wymyślam im nazwy, które według mnie do nich pasując, ot tak, żeby mi było łatwiej.
Tak czy inaczej powarkutów rogatych nie ma! Wcięło całe stado. A takie z nich pocieszne czworonogi, bardzo łagodne!
Przyszło mi do głowy, że może ktoś z Dahlvaldu mógłby mi wyjaśnić tę sytuację, tyle się tu jednak pozmieniało, mój dawny nauczyciel magicznej fauny od dawna leży w grobie. Dodatkowo musiały mi się pomylić daty, wydawało mi się, że mamy dzisiaj noc Walpurgii, a tutaj obchodzą chyba jakąś stypę. No trudno, zmarły się nie pogniewa, a ja muszę się dowiedzieć, co stało się z powarkutami!
Krążę wśród tłumów ludzi, uśmiechając się ciepło do dzieciaków i wcale nie przejmując się dziwnymi spojrzeniami, jakie mi rzucają. A potem zauważam podest, na którym grają smutni panowie. Idealnie! Wskakuję nań i odwracam się przodem do tłumu.
- Halo, halo! Jesteś tu gdzieś, Ezra, skarbie? Oggi potrzebuje twojej pomocy! - Rozglądam się, przykładając krawędź dłoni do czoła, by promienie słońca nie świeciły mi prosto w oczy. - Ach, gdzie ten nicpoń poszedł... - mruczę do siebie, po czym zauważam kogoś znajomego. - Frank? Frank, to ty? Frank, pamiętasz mnie, zaszyłam ci kiedyś portki, gdy sobie je rozdarłeś na dzikiej jarzynie... Frank! - Macham do niego, ale zniknął szybciutko w tłumie, najwidoczniej mnie nie zauważył. - O, chłopak z kotem! Tutaj, chodź no, bo... zaraz, co pan robi? - Ostatnie słowa kieruję do jakiegoś mężczyzny, który łapie mnie za ramiona i ściąga ze sceny! Wypraszam sobie! - Puszczaj no, bo kopnę! - grożę, lepiej posłuchaj. A mam nadzieję, że zdążyłeś zostać ojcem, bo gdy cię już kopnę, to marzenia o dzieciach możesz wrzucić do kosza! Mężczyzna tłumaczy mi, że nie mogę tu być, więc sama schodzę z podestu, jakby nie mógł od razu kulturalnie zagadać.
Jestem w końcu damą dobrze wychowaną!
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Malverien

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny
Zawód : nauczycielka fauny i flory

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Sro Lip 22, 2015 10:28 pm

Wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały, że wkrótce wydarzy się coś złego. Freya żałowała bardzo, że nie mogła przewidzieć przyszłości i zobaczyć chociaż odrobinę tego, co ta ze sobą niosła. Czuła, że będzie nieciekawie, a jej obawy potwierdziły się w chwili, gdy na tegoroczne święto Walpurgii wprowadzono obowiązkowe, ujednolicone stroje. Lystad była główną przeciwniczką tej decyzji i kilkakrotnie interweniowała u dyrektora w tej sprawie, ale jej próby spełzły na niczym. Musiała w końcu pogodzić się z tym, że nie będzie mogła pozwolić sobie na jaskrawy strój, który porzucić kazano jej na rzecz smutnej czerni. Specjalnie na tę okazję musiała użyć zaklęcia barwiącego na jednej ze swoich sukienek, bo po prostu nie posiadała niczego, co odpowiadałoby wyśrubowanym normom narzuconym przez 'tych z góry'. Na szczęście zdecydowano się też na kapelusze, szkoda tylko, że białe. Freya nie byłaby jednak sobą, gdyby nie pozwoliła sobie na drobną samowolkę. Na piersi przypiętą miała pozłacaną broszkę z jasnozielonym żukiem. Odrobina koloru nikogo jeszcze nie zabiła!
Otrzymany kilka godzin przez rozpoczęciem święta list od Brønnena utwierdził ją w przekonaniu, że w powietrzu wisi jakieś nieszczęście.
'Bądź czujna', 'może zwiastować coś złego'
Nie była jednak w stanie powiedzieć dlaczego aurorzy mają problem z ochroną szkoły, ale po kilkukrotnym przeczytaniu wiadomości od ich przełożonego postanowiła być czujna bardziej niż zwykle. List oczywiście zniszczyła spalając go w kominku, po czym wyszła ze swojego gabinetu i skierowała na błonia. W rękawie ukrytą miała różdżkę gotowa w każdej chwili jej użyć. Witała się ciepłym uśmiechem z mijanymi uczniami swoje kroki kierując w stronę głównej sceny. Grający kwartet nie był tym, czego spodziewać można byłoby się na takiej uroczystości. Bardziej nadawaliby się na coś w stylu pogrzebu. Freya nie miała jednak czasu długo roztrząsać kwestii doboru muzyki, bo przed jej oczami rozegrała się dość osobliwa scena. Uśmiechnęła się do siebie widząc Oggy. Podeszła w jej stronę.
- Dosyć... interesujący dobór motywu przewodniego na tegoroczne święto - chciała być zabawna, ale w tej atmosferze wyszło bardziej ponuro niż zamierzała.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Sro Lip 22, 2015 11:17 pm

Mówili o nim, że jest Mistrzem Alchemii. Pozbawić go różdżki, tożsamości, wolności będzie trudno. Źle mówili. Nigdy nie ufaj drugiemu człowiekowi. Nie jest tak potężnym czarodziejem jak mogłoby się wydawać, choć przyznam szczerze, że musiałem się natrudzić i rączki pobrudzić. Najpierw Cruciatus. Później Mjølner. Wypaliłem mu znak Młota Thora na pamiątkę, już nigdy nie usunie go z czoła. Znak Neoasów. Taki śmieszny! Ach, fanatycy. A potem wtrąciłem go do lochów, potrzymam go trochę, zastanowię się, co z nim potem zrobić. Może wypuszczę na wolność, może poczęstuję nim swoje głodne smoki, zjedzą go w kilka sekund. Cóż, muszę przyznać, że długo o nim zbierałem informacje i przygotowywałem się do tego, aby się go pozbyć. Dziś jednak nazywam się Lars Karjalainen. Ukradłem mu wszystko, co tylko miałem. Udało się. Teraz nastąpi wielki dzień, ale nie dla mnie. Nie wierzę w istnienie Asgardu, wykonuję tylko ich polecenia. Nie obchodzi mnie to, mam swoje powody, dla których to robię. Tylko to się liczy, nic innego. Ze sceny ściągam jakąś wariatkę, której prawdopodobnie poprzewracało się w głowie. Nie wiem, co to ma być, biorę ją jednak za te łachmany, by postawić w końcu gdzieś z boku, po czym przypatruję się jej uważnie, wreszcie ją puszczając. Zakładam ręce na klatce piersiowej, mrużąc lekko oczy.
- Co to miało znaczyć? – pytam, siląc się na jak najniższy ton głosu zbliżony do prawdziwego Larsa. – To nie szkolny teatrzyk, aby tak się zachowywać. – Nie wiem, co ta dziwna kobieta tutaj robi, ale jestem przekonany, że nie powinno jej tutaj być. Wygląda jakby rozpaczliwie potrzebowała pomocy, szukała czegoś, a to było już mocno podejrzane. – A ty, moja droga – zwracam się do drugiej kobiety, która prawdopodobnie była jedną z nauczycielek, choć raczej nie należała do naszego ugrupowania – powinnaś się tym od razu zająć. To bezwzględne niedostosowanie się do zasad tegorocznych obchodów.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : z głuszy
Wiek : 35 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : wiedźma

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Sro Lip 22, 2015 11:51 pm

Och, co za miła kobieta!
No dobrze, "Oggi, bądź mądra", powiecie, "wcale jej nie znasz". Jakoś jednak przekonuje mnie do niej ta kolorowa broszka, psująca monotonię stroju (jak smutno te wszystkie dzieci wyglądają w czarnych łachach, pewnie mojego Ezry w ogóle bym nie poznała, jakby mi wyskoczył w gajerku!), podoba mi się także ton jej wypowiedzi. Tak trzymaj, kochana, też uważam, że jest tu drętwo aż do bólu zębów! Jeszcze trochę i uczniaki zaczną uciekać do gabinetu dentystycznego, byleby się wyrwać z tej imprezy.
- Święto! - wołam z czymś, co nazywam życzliwym oburzeniem. Życzliwe oburzenie polega na tym, że gniewam się, ale nie na rozmówcę. Z rozmówcą się solidaryzuję! - Kochana, myślałam, że wam tu ktoś umarł, już chciałam tam wykrzyczeć kondolencje, ale mnie TEN PAN zgarnął. - Rzucam wściekłe spojrzenie na mężczyznę, coś podobnego. Kto to widział, by tak traktować damę. Przecież ja powinnam go postawić przed sądem za stosowanie na mnie aparatu przymusu!
A właściwie to czemu by mu tego nie wygarnąć? Oggi jest zdenerwowana, dziadeczku, nagrabiłeś sobie, oj, nagrabiłeś. Wyprostowuję się i celuję palcem prosto między oczy tego bezczelnego faceta.
- Słuchaj no, stary człowieku! - Zaczynam tyradę, z każdym słowem dźgając go idealnie między brwi, i dopiero wtedy opuszczam rękę. - Kim ty jesteś, żeby mi mówić, co ja mogę? Jak zechcę, to wskoczę tam na scenę i zatańczę rumbę, przynajmniej jedna osoba będzie się tu dobrze bawić! A jak ruszysz mnie jeszcze raz, to kijem przez łeb przełożę, o tu się dziadu wyłożysz i będziesz do rana jak próchno leżeć, taki zdechły sztywniak się wpasuje idealnie w klimat imprezy! - A żeby nie było, że żartuję, sięgam do tyłu i poklepuję przewiązany przez plecy długi konar. - Prowadź mnie do kogoś, kto się zna na zwierzętach, a jak nie, to tak cię grzmotnę, że z miejsca się przez skorupę ziemską przebijesz i wpadniesz prosto do kotła z wrzącym olejem!
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Malverien

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny
Zawód : nauczycielka fauny i flory

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Czw Lip 23, 2015 12:29 pm

Dobrze, że zgadzały się co do kwestii ubioru uczniów (i wszystkich wkoło!) na tegorocznym święcie. Zamiast wesołej zabawy mieli coś na kształt uroczystości żałobnej, na widok której Freyę przechodziły ciarki. Nie lubiła pogrzebów, bo te zazwyczaj były strasznie ponure. Na swoim z pewnością zabroni czegokolwiek w czerni, wszyscy będą musieli przyjść w jak najbardziej szalonych kreacjach we wszystkich kolorach widzialnego spektrum, do tego jakaś wesoła muzyka, kroczące pawie, dużo kwiatów i... ach, rozmarzyła się. Nie stać jej było na większość tego, co chciałaby 'gościom' na pogrzebie zaoferować, ale pomarzyć zawsze można, nawet jeśli dotyczy to własnej śmierci. Nie żeby Freya miała jakieś dziwne skłonności, w jej głowie te rozmyślania były naprawdę kolorowe i radosne, zupełnie jakby planowała kolejny wieczorek dla uczniów w swoim gabinecie.
Lystad obawiała się dokładnie tego samego, co nieznajoma wiedźma. Na miejscu swoich podopiecznych schowałaby się gdzieś w zamku urządzając potajemne, prywatne święto ku czci Walpurgii, ale nie mogła tego zrobić jako poważna nauczycielka, dlatego też, bardziej z konieczności niż przyjemności, pojawiła się na błoniach.
- Dokładnie - pokiwała głową rzucając w tonie bardzo podobnym do tego użytego przez Oggi wykonując przy tym energiczne gesty dłońmi - Przykro patrzeć na to wszystko - nie powinna chyba wydawać takich opinii, ale każdy, kto choć trochę znał Freyę wiedział, że niełatwo ją ujarzmić. To zapewne wina tych ogniście rudych włosów!
- Pan wybaczy... - zlustrowała dokładnie mężczyznę wzrokiem uśmiechając się lekko. Była zawsze wobec każdego nastawiona dość przyjacielsko, ale nauczyciel alchemii nie był akurat osoba, z którą nawet Freya byłaby w stanie się zaprzyjaźnić. Może to różnica charakterów? W normalnych warunkach uznałaby po prostu, że jest nieco ekscentryczny, ale wciąż miała przed oczami przestrogę z listu.
- ...ale nie sądzę, żeby szarpanie ludzi za szaty było dobrą metodą - dokończyła przenosząc wzrok na Oggi - Spokojnie, moja droga - położyła jej dłoń na ramieniu, nie chcieli przecież, żeby ktokolwiek tutaj komuś podpadł, prawda?
- Nie będziemy chyba robili afery z tego niewielkiego... incydentu - skinęła delikatnie głową Larsowi - Zwierzętach? Myślę, że mogę się przydać - znów zwróciła się do wiedźmy wygrażającej się nieznajomemu - Freya Lystad, uczę fauny i flory - przedstawiła się przez cały ten czas promiennie się uśmiechając, co mogło wydawać się karykaturalne w połączeniu z tą muzyką i szatami.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Pią Lip 24, 2015 3:31 am

Nigdy nie rozumiałem takich ludzi, choć nie wiem, czy to odpowiednie słowo w tym przypadku. Nie powinno wypuszczać się ich na wolność – są niebezpieczni i nieobliczalni, w dodatku znacznie bliżej im do Neandertalczyków, co widać chociażby po tej hałaśliwej i rozjuszonej wiedźmie z lasy, która w dodatku trzyma konar za plecami. Powinno się ich izolować, to nie podlega najmniejszym dyskusjom. W końcu żyjemy w dwudziestym wieku, jesteśmy cywilizowanymi czarodziejami i nie powinniśmy cofać się do czasów tak bardzo odległych. Jestem jednak spokojny. Tak naprawdę trudno mnie wyprowadzić z równowagi – potrafię być nieprawdopodobnie cierpliwy, ale nie da się ukryć, że także mam swoje granice. Nie zważam dokładnie na jej słowa, to tylko jakaś paplanina, nie obchodzi mnie, co ma mi do przekazania. Wystarczy jedno zamachnięcie różdżką i będzie po problemie. Zresztą, nie jestem tutaj sam. W końcu to dla nas, Neoasów, wielki dzień. Ponoć, o ile wierzy się w ten cały Asgard i panteon bogów.
- Przykro czy nie, to nie podlega żadnym dyskusjom. – Taka była ostateczna decyzja dyrektora i jego najbliższych współpracowników. Nie wszystko w końcu musi być po myśli tych rozwydrzonych bachorów, które przynajmniej nie mają w tym roku ochoty, aby nam w czymkolwiek przeszkadzać. Nie moglibyśmy na to pozwolić. Wzdycham ciężko, jednak wciąż patrzę surowo w kierunku nieznajomej kobiety. Różdżkę mam w pogotowiu. – Droga damo, proszę się uspokoić i baczyć na słowa, inaczej zaraz będę zmuszony wyciągnąć z tego nieprzyjemne konsekwencje. Nazywam się Lars Karjalainen i jestem nauczycielem alchemii, a to zdecydowanie nie jest miejsce na takie przedstawienia. Proszę porozmawiać z dyrektorem, Gustavem Landbergiem, jeśli coś jest nie w porządku. Jestem przekonany, że udzieli pani odpowiedzi na wszelkie pytania. A mieszanie do tego osób trzecich nie jest rozsądnym rozwiązaniem. – Mówiąc to, spoglądam na pannę Lystad, po czym kątem oka szukam swoich wspólników. Po co robić dym i zamieszanie? I tak jesteście na straconej pozycji. Wiedziałem, że ta kobieta obok należy do grona pedagogicznego, nie znałem jednak jej imienia, ale teraz już wiem wszystko, skoro się przedstawiła. Och, Faust, jak pięknie ci dzisiaj idzie podszywanie się pod starego Larsa! – Freyo, nie wiem, czy pamiętasz, lecz był wyraźny rozkaz, by nie zakłócać dzisiejszych obchodów.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : z głuszy
Wiek : 35 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : wiedźma

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Pią Lip 24, 2015 12:35 pm

Nieprzyjemne konsekwencje? Ależ mi ten człowiek działa na nerwy, czy on w ogóle wie, czym są nieprzyjemne konsekwencje? Nieprzyjemne konsekwencje będzie miał, gdy mu wetknę tego kija w... no, nieważne, ciesz się, że tu są dzieci, nie będę w końcu obsceniczna przy młodzieży! Wyprostowuję się z dumą i tylko patrzę mu prosto w oczy, patrzcie go, nauczyciel alchemii, taki ważniak.
Mimo wszystko staram się uspokoić, dobrze, że jednak los zesłał mi tę niespodziewaną sojuszniczkę. Widzę, że ta dwójka za sobą nie przepada, zresztą, kto by się dziwił, że taki brutal nie cieszy się sympatią?
Kiwam głową na słowa rudowłosej nieznajomej, właśnie tak, tylko sobie weszłam na scenę i pokrzyczałam, a ten robi tu nam awanturę stulecia, jakby nie wiadomo co się stało. Gdybym kogoś pobiła albo rzuciła klątwę wiecznych czyraków, no, wtedy zrozumiałabym to oburzenie, ale tak? Niech mi tu nie wykręca kota ogonem, żadnych obchodów nie zakłócam, bo i nikogo nie obchodzi, co tu się dzieje! Jeszcze chwila, a dzieciaki z nudów położą się plackiem na ziemi, przecież aż odechciewa się żyć przy takiej cmentarnej atmosferze.
- Weź no się pan uspokój, albo ja panu zakłócę funkcje życiowe - ostrzegam go ostatni raz, no doprawdy, że ktoś taki w ogóle dostał uprawnienia, by pracować z młodzieżą! - Przyszłam tu w bardzo ważnej sprawie, to wasze smutne zbiegowisko to przy tym pikuś! - No wyobrażają sobie, że skoro wyłożyli grubą mamonę na taką imprezkę, to teraz nic nie ma prawa jej popsuć.
Odwracam się, zaskoczona, gdy kobieta się przedstawia. O proszę, jednak nie przyszłam tu na darmo!
- To słuchaj, kochana... - zaczynam, ale urywam nagle, zerkając podejrzliwie na nauczyciela alchemii. - A pan co, w szpiega się bawi? Teraz to prywatna rozmowa! - A ty nie jesteś zaproszony!
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Malverien

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny
Zawód : nauczycielka fauny i flory

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Pią Lip 31, 2015 4:10 pm

Najłatwiej było straszyć wszystkich konsekwencjami, zwłaszcza uczniów, którzy bać mieli się w przekonaniu niektórych nauczycieli swych psorów. Ba, nawet drżeć na sam dźwięk ich nazwiska. Ale nie w przypadku Frei. Ona traktowała swoich podopiecznych jak młodsze rodzeństwo, trochę jak matka, do której można zawsze zwrócić się o radę. No i przede wszystkim - nigdy nikogo nie straszyła konsekwencjami! Owszem, przedstawiała im różne opcje, zależnie od tego, jak postąpią, ale nie w celu czynienia z siebie osoby mogącej im coś zrobić. Przecież znacznie lepiej pośmiać się razem i napić dobrej herbatki z odrobiną mleka!
Obserwowała w milczeniu @"Faust Vogler" dokładnie wsłuchując się w jego słowa, choć szczerze mówiąc jej myśli krążyły wokół innych spraw, ale przecież nikt nie powiedział, że Freya nie miała podzielnej uwagi! To znaczy, nie miała, ale nikt o tym wiedzieć nie musi.
- Oczywiście, że pamiętam jakie są instrukcje dyrektora - odezwała się w końcu wyrwana jakby do odpowiedzi, przy czym posłała Larsowi uprzejmy uśmiech - Nikomu nic się jednak nie stało nigdy od małego nagięcia kilku zasad, prawda? - zaśmiała się lekko - Nie powiesz chyba, że sam nie złamałeś w młodości jakiegoś punktu szkolnego regulaminu! - sytuacja może nie dawała do tego powodów, ale Lystad była całkiem rozbawiona tym wszystkim - No dalej! Przecież to wesołe święto - poklepała go po ramieniu, po czym spojrzała na @"Oggi".
- Zajmę się naszą towarzyszką, mój drogi. Możesz być spokojny, przypilnuję, by nie zakłócała naszych obchodów zbytnią spontanicznością i radością - znów lekko się zaśmiała, po czym chwyciła nieznajomą (a może już znajomą?) kobietę pod ramię i razem z nią odeszła od Larsa żegnając się z nim wcześniej skinieniem głowy.
- Jeżeli mam być szczera... - nachyliła się do kobiety obniżając ton głosu do szeptu - To nie jestem zachwycona tymi wszystkimi instrukcjami na tegoroczne święto - znów wyrażała opinię, o której nie powinna była mówić - No, ale powiedz mi co też ważnego cię tu sprowadziło! - była niezwykle zaintrygowana tą sprawą, w końcu dotyczyła jakiegoś zwierzęcia! A przynajmniej tego się domyślała.
Powrót do góry Go down
avatar
PisanieTemat: Re: Główna scena   Pią Lip 31, 2015 6:22 pm

Mężczyzna, który z wolna zbliżał się w stronę Freyi, Fausta i Oggi, wyglądał jak stary, dobry nauczyciel astronomii. Uśmiechał się nawet życzliwie sposobem kochanego przez uczniów profesora Sigrida, w duszy jednak aż kipiał od wściekłości. Przywitał się z Lystad, zmierzył trochę niepewnym wzrokiem dziką wiedźmę z lasu, po czym podszedł do Voglera, marszcząc brwi.
- Wszystkich zaczyna ponosić wyobraźnia, dobrze będzie przejść do właściwej części ceremonii, zanim z tych imaginacji zrodzą się większe podejrzenia – stwierdził mężczyzna, odwracając się za Freyą i Oggi, zaraz jednak ponownie skierował wzrok na Fausta. – Od teraz nie życzę sobie żadnych zakłóceń. – Nachylił się Voglerowi i dodał przyciszonym tonem: – Wiesz co robić, jeśli ta wariatka nie przestanie węszyć.
Z tymi słowami poklepał przyjacielsko mężczyznę po ramieniu i zniknął w tłumie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : z głuszy
Wiek : 35 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : wiedźma

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Sob Sie 01, 2015 3:17 pm

Kiwam głową ze zrozumieniem, nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że coś tu nie gra. Pamiętam przecież, jak za moich czasów obchodzono noc Walpurgii - przy licznych ogniskach bawiliśmy się do rana. Wyjątkowość tego święta przecież polegała na tym, że uczniom pozwalano na znacznie więcej, tylko wtedy nauczyciele znajdowali w sobie dodatkowe pokłady pobłażliwości. Dlaczego tak nagle to się zmieniło?
Z pewną ulgą odchodzę od tego wapniaka, cieszę się, że nie zamierza dalej nam przeszkadzać. Rozglądam się jeszcze, by upewnić się, że nikt nas nie podsłuchuje, po czym nachylam się ku Freyi konspiracyjnie.
- Nie zdziwię się, jeśli to wszystko się skończy jakąś awanturą... - wzdycham, oby się okazało, że nie mam racji. Ostatnio nastały dla nas niespokojne czasy, choć ja w swojej chatce w sercu lasu mam wrażenie, że nic się nie zmienia. Cóż, przynajmniej do teraz. - To dosyć dziwna sprawa - mruczę, nie wiedząc, od czego zacząć. W końcu zaczynam grzebać w torbie i wydobywam z niej pojedyncze poroże. - Żyło tu stadko takich zwierzaków... przypominały trochę wilki, tylko były mniejsze i miały długą, srebrną sierść i takie właśnie rogi. Teraz jakby cały tuzin wcięło. Ostatni ślad, jaki po sobie zostawiły, ma może tydzień. Myślałam, może wyłapali je wszystkie do ZOO? Gdyby coś je tutaj wytłukło, zostałyby po nich jakieś szczątki truchła, a tu nic, jakby wszystkie wyparowały. Nie wiesz, co mogło się z nimi stać? - Patrzę z powagą na kobietę, może to dziwne, że aż tak przejmuję się losem tych zwierzaków, ale żyję dość długo by wiedzieć, że cała populacja magicznych bestii nie może zniknąć ot tak, bez powodu. Ktoś lub coś musi za tym stać.
Dopiero po chwili dociera do mnie, że popełniłam towarzyski nietakt. Uśmiecham się przepraszająco do Freyi.
- Tak swoją drogą, nazywam się Oggi - przedstawiam się.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Malverien

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny
Zawód : nauczycielka fauny i flory

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Sro Sie 05, 2015 7:27 pm

Tak, Freya doskonale pamiętała obchody święta Walpurgii, gdy jeszcze sama była uczennicą. Szaloną, młodą wiedźmą, która chciała zbawiać świat i kochać wszystkich bez względu na ich poglądy, status społeczny, wygląd, pochodzenie, czy jakąkolwiek łatkę jaką przyczepiło im społeczeństwo. Wszyscy byli sobie równi, skrzaty domowe, czarodzieje, mugole, czy nawet jadowite tentakule, które tak naprawdę były jadowite tylko dlatego, żeby nie pozostawać bezbronnymi wobec okrutników, którzy je wycinali i niszczyli. Tak, nieco szalone.
Niemniej, w tym roku zdecydowanie było coś nie tak. I nie chodziło tu o to, że Freya posunęła się w latach i zapomniała jak się bawić. W tej kwestii nic się nie zmieniło i jeżeli mam być szczery to ona chętnie zatańczyłaby wokoło jakiegoś ogniska, gdyby nie zakazy wprowadzone przez dyrekcję.
- To możliwe - odparła nieco ponuro, wzdychając na koniec ciężko. Zawsze unikała wszelkich awantur starając się załagodzić sytuację, ale kiedy nie wiedziała o co tak naprawdę chodzi to było to dość trudne.
- Ach! - wyrzuciła z siebie zachwycona prezentowanym jej porożem, wprawdzie wolałaby obserwować je na żywym stworzeniu, ale przecież każdy wie, że rogate wilki zrzucają wiosną poroże. - Jak to zniknęły? - Spojrzała zaskoczona na kobietę. - To dość zmyślne zwierzęta, tylko coś naprawdę groźnego mogłoby wybić całe stado. Nie sądzę też, żeby komukolwiek pozwolono wyłapywać je do zoo z tych lasów... - starała się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie tego mało logicznego zjawiska. - Mogły migrować w inne miejsce, ale dlaczego? Tego nie wiem. - To była prawdziwa zagadka! - Może coś naruszyło ich terytorium? Albo przepędziło je stąd, choć wtedy należałoby się przyjrzeć sprawie bliżej ze względów bezpieczeństwa. - Jakieś nieznane albo groźne gatunki w lesie mogłyby zagrozić uczniom.
- Freya - przedstawiła się. Chwila oderwania od tej sprawy dobrze im zrobi, a uśmiech z pewnością nie zaszkodzi. - Ale to już wiesz! - Z całą pewnością działo się coś dziwnego. Może niekoniecznie należało dopatrywać się w tym czegoś niepokojącego, mogła to być po prostu jakaś anomalia, ale łącząc wszystkie ostatnie wydarzenia w całość można było mieć powody do zaniepokojenia.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : z głuszy
Wiek : 35 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : wiedźma

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Czw Sie 06, 2015 6:13 pm

Chowam poroże do torby, nieco przygnębiona słowami Freyi. Gdyby miano z jakiegoś powodu wyłapać całą populację tych zwierzaków, raczej by o tym słyszała, prawda? Prawdopodobnie więc te biedne stworzenia spotkało coś bardzo, bardzo złego. Nie wiem, czy teraz uda nam się ustalić, w jakich okolicznościach zniknęły - otwieram już usta, by zaproponować mojej nowej znajomej przeczekanie tej smutnej imprezy w mojej chatce, gdy znad ogniska dochodzą jakieś niepokojące odgłosy.
Odwracam głowę w tę stronę i przez chwilę wpatruję się tłum ze zmrużonymi powiekami. Przez słowa rytuału powtarzane przez setki uczniów przebijają się jakieś krzyki. Och, to nie zwiastuje niczego dobrego.
- Co tam się dzieje? - pytam zaniepokojona, zerkając na Freyę, ale widzę, że i ona jest równie zdziwiona jak ja. Nie zamierzam tak stać, gdy komuś potencjalnie stała się krzywda! Podbiegam w stronę ognia i już po chwili dociera do mnie, jaki horror właśnie tam się rozgrywa.
Nigdy nie widziałam wilkołaka (w każdym razie nie na własne oczy!), ale księżyc w pełni jasno wskazuje, co doskwiera tej (chyba?) dziewczynie. Krew ścina mi się na myśl, że miałaby się przeistoczyć w obecności tych wszystkich uczniów - co jeśli wyrządzi komuś lub sobie krzywdę? Ktoś musi ją jak najszybciej zaprowadzić w bezpieczne miejsce! Próbuję podejść bliżej, ale napotykam na jakąś blokadę - nie jestem w stanie przejść przez barierę wyznaczoną wokół kręgu. A niech ich licho! Nadgryzam dolną wargę niemal do krwi. To oczywiste, mogłam zorientować się wcześniej, że skurczybyki planują wmieszać te dzieciaki w jakieś mroczne czary. Teraz jest już za późno...!
Nie, nie. Ja im dam za późno!
- Freya! - Oglądam się szybko za kobietą, wskazując jej przemieniającą się uczennicę dłonią. - Leć do niej i pilnuj, by nikt do niej nie podszedł, a ja poszukam tych drani, którzy nakładają blokadę!
Musi ich być co najmniej dwójka - jeden pilnuje wilkołaczycy i chłopca, który najwyraźniej próbuje jej pomóc, inny pilnuje, bym ja nie dostała się do kręgu. A może pojedyncza osoba utrzymuje ten czar obszarowo? Wolę dwóch średniorozgarniętych czarodziejów niż jednego potężnego!
Puszczam się biegiem wzdłuż obwodu kręgu. Już ja im dam popalić!

z tematu
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Malverien

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Reine, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny
Zawód : nauczycielka fauny i flory

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Czw Sie 06, 2015 7:53 pm

Naprawdę zaniepokoiło ją to dziwne zniknięcie zwierząt. Z kilku powodów. Przede wszystkim, jak wiadomo, Freya miała dziwną słabość do wszelkiego żywego stworzenia, chociażby to miały być druzgotki, żuki, fiołki czy trolle. Całe stado ot tak rozpłynęło się w powietrzu. Niezwykle tajemnicza sprawa. Ale nie tylko dlatego Lystad zainteresowała się tą sprawą. Jako nauczycielka fauny i flory poniekąd odpowiadała za ochronę tutejszych żyjątek, razem ze szkolnym gajowym, oczywiście. Będzie musiała o tym porozmawiać. Dyrektora wolała o tym nie informować na razie, bo ten... Cóż, już sam fakt, że zaplanował takie święto Walpurgii nie świadczyło o nim dobrze. Nie, żeby podważała decyzje przełożonego (no dobra, właśnie to robiła), ale list od Protagonistów wzbudził jej czujność. Coś było na rzeczy.
Nie miały jednak czasu roztrząsać dalej tego problemu, bo nagle dotarły do nich krzyki znad ogniska. Freya nie uczestniczyła w głównych rytuałach będąc oddelegowaną do patrolowania terenów szkolnych. Dopiero teraz odwróciła głowę w kierunku ognia.
- Co też oni tam wyprawiają?! - W odruchu bezwarunkowym wysunęła spod rękawa swoją różdżkę gotowa w każdej chwili rzucić jakimś zaklęciem. Rzuciwszy przerażone spojrzenie Oggi została w tyle, ale ruszyła zaraz za nową znajomą, ale nie wyrównała już z nią biegu. Dotarła pod ognisko chwilę po niej. Tam dopiero ujrzała coś, czego się zobaczyć w szkole nie spodziewała.
Owszem, znała jednego wilkołaka, Tommen był niezwykle uroczym młodzieńcem. Ba, uwielbiała te jego wspaniała niebieskie oczy i może nawet się w nim podkochiwała, ale nie była to szczęśliwa historia. W każdym razie, znała się na wilkołakach z pewnością lepiej od przeciętnego czarodzieja, choć nawet na niej widok przemieniającej się uczennicy robił wrażenie.
- Postaraj się pozbyć bariery! - Pokiwała głową do Oggi na znak, że zrozumiała jej plan, po czym ruszyła w kierunku uczennicy wciąż jeszcze nie mogąc przekroczyć magicznej bariery.

z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Jyväskylä, Finlandia
Wiek : 31 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : hodowca smoków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Główna scena   Pią Sie 07, 2015 12:46 am

tu będzie post

z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Główna scena   

Powrót do góry Go down
 

Główna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» scena, na której gra naćpany zespół

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Tereny Dahlvaldu :: Lasy Północne :: Noc Walpurgii-