Empora

PisanieTemat: Empora   Nie Gru 28, 2014 3:00 am

Empora
Dobrze zabudowana, potężna galeria wychodząca na znajdujące się niżej foyer, posiada niewielkie balkoniki, oddzielone od siebie kunsztownie zdobionymi w kwiatowe ornamenty filarami. Mozaikowa posadzka usłana jest co i rusz pufami, nie tak pstrokatymi jak w holu, lecz pasującymi kolorystycznie do wiszących w oknach łososiowych ciężkich zasłon. Te części posadzki, które nieschowane są po siedziskami nazbyt często przyprawiają nieuważnych uczniów o kontuzje – niektóre płytki niespodziewanie unoszą się nieco wyżej, inne nagle stają się niebezpiecznie śliskie, a jeszcze inne zwyczajnie znikają.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Empora   Pon Mar 30, 2015 6:10 pm

Ostatnio jest niespokojna, krąży bardziej niż zwykle, nie plącze się ot tak - po prostu - tylko ciągle zmierza gdzieś, pospiesznym krokiem przecina korytarze. Ostatnio wciąż gdzieś musi być, coś sprawdzać, zaglądać. Jakiś niepokój w niej rośnie, trudny do opisania, zły niepokój wdziera się do i tak już skołatanego wszystkim umysłu, niepokój, który konkuruje z demonami codzienności, męczący i lepki, nie może go strzepać z ramion, zmazać, zmyć. Siada na chwilę w jakimś kącie, by uspokoić myśli, uciszyć rozdrażnione serce, a jednak wciąż coś ją w środku żarło, kąsało jak robal, wwiercało się głębiej i głębiej jakby nie było w stanie znaleźć swojego celu i żyło już tylko prowokowaniem stanu zapalnego jej organizmu. Jak wełniany sweter duszy, gryzący, swędzący, upierdliwy na każdym skrawku centymetrowym ciała.
Czasem tylko dzień na chwilę zwalniał swój bieg, kiedy wpadała na ciebie gdzieś, kiedy pomiędzy jedną bezsensowną gonitwą dokądś, a drugą pogonią za czymś nieuchwytnym zatrzymywałeś ją w pół kroku swoim kocim spojrzeniem. Twoje spojrzenie. Sweter dalej kąsał, ale już tak nie drażnił, dalej był niewygodny, lecz nie mógł konkurować z dotykiem twoich dłoni. W nich mogła na chwilę zamknąć oczy i wziąwszy głębszy wdech pozwolić sobie przez moment nie oddychać tylko dać się nieść czemuś innemu. Nie znała za dobrze definicji tego uczucia, nie rozumiała specjalnie, co właściwie dzieje się takiego na tej orbicie, na którą czasem wpadała wokół twojej osoby, jednak powoli przestawała z tym walczyć. Nie musiała przecież walczyć, nie z tobą. I choć często jeszcze agresywna potrzeba konkurowania gdzieś jej się jątrzyła między płucami, pracowała nad tym. Powoli. Nie walcząc.
Może to znów czując, że potrzebuje oddechu, podświadomie pokierowała się w jakiekolwiek miejsce gdziekolwiek, wypatrując twojej ciemnej, wysokiej postury pośród uczniowskiej gawiedzi. Może zatęskniła za spokojnym oddechem, za twoją jasną, zimną skórą. Może chciała znów, na wszelki wypadek, ugryźć cię w kark, by zobaczyć różowe ślady i być pewną po raz kolejny, że nie jesteś demonem Kandałakszy tylko samym sobą. Aż samym sobą.
Dysonans poznawczy pojawił się w momencie, kiedy przekraczając próg galerii zobaczyła kogoś jeszcze. Stałeś tam, cały taki jak zawsze, taki sam, bezpiecznie podobny do siebie sprzed kilku godzin, taki, jakim byłeś jeszcze wczoraj i jakim pamiętała cię sprzed kilku dni. Po prostu, ty, ale... była też ona. Zbyt piękna, zbyt dostojna, by mogła ot tak przy tobie stać. Co to za uczucie? Pozwoliła sobie przykucnąć, przysiąść na jednej z wolnych puf przy wejściu, ignorując niezadowolone mruknięcia drugoklasistów z Malverienu, którym przeszkodziła w przygotowaniach do prezentacji. Musiała się zastanowić, zatrzymać przy tym na chwilę, cóż to, co to. Chłonęła wzrokiem spod zmrużonych powiek jej figurę, jasne włosy, pełne usta tak naturalnie posyłające bezwiedny mikro-uśmiech. Miała piękne białe włosy, tak białe i gładkie, że Larsen musiała aż swoje palcami nerwowo przeczesać jakby były kołtunem nietrafionych spostrzeżeń i rozczesanie go miało wyrzucić z jej głowy tę myśl, która właśnie zakiełkowała swoim szpetnie błyszczącym pędem zazdrości prosto w jej serce. Hellia. Dlaczego wcześniej uciekała od ciebie wzrokiem? Może od zawsze węszyła w twoim doskonałym profilu coś, czego sama nigdy nie mogła mieć. Może widziała odbicie w krzywym zwierciadle swojego pokracznie upośledzonego ciała.
Wzięła głębszy wdech, drugi, czuła jak krew powoli przyspiesza w jej żyłach, rozejrzała się gniewnie po kątach pomieszczenia. Skąd ta roszczeniowa postawa Larsen? Co to wszystko ma znaczyć, dziewczynko.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Neoasgardem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Empora   Wto Mar 31, 2015 10:41 am

Czy to zazdrość, Laire? Ach, jakże niedorzeczne, jak rozkoszne uczucie. Nie wie, czy bardziej go w tej chwili bawisz, czy mu schlebiasz. Śliczna, zagubiona księżniczko. Widzi, jak patrzysz na Hellię. Widzi, jak pochłaniasz ją wzrokiem, jak zresztą czyni to większość istot, które postanowiła zaszczycić swym blaskiem. Pamięta dzień, kiedy ujrzał ją po raz pierwszy. Kiedy tak gwałtownie i niepowstrzymanie jej zapragnął. W sposób zupełnie odmienny od reszty przemierzających szkolne korytarze czarodziei. Dla niego nie była boginią, do której się modlił, która wyrywała westchnienie z półotwartych ust. Nie padł do jej stóp. Po prostu sięgnął po to, czego zapragnął. Tak, jak czynił to zawsze. Bez wahania. Tak po prostu. Osiągnął ogromny sukces, może tylko dlatego, iż przegrana najzwyczajniej w świecie nie wchodziła w grę. Rozkoszne były noce, które spędzali razem, ale gdy wstawał dzień, okazywało się, iż niewiele mają sobie do powiedzenia. Byli jakby dwoma duchami, podążającymi zupełnie odrębnymi ścieżkami, które spotykały się w nielicznych punktach, aby dać upust swojej fizyczności. Problem z dawnymi kochankami polega na tym, iż gdy się spotykają, okazuje się, że wciąż krępują ich dawne uczucia. W ich przypadku jednak jest zgoła inaczej, prawda?
Oni nie kochają się. Nigdy nie darzyli się głębszymi uczuciami. Nie w ten sposób. Poddali się po prostu czemuś, co było nieuniknione. Jak związek rozgrywającego z cheerleaderką. Jak ogień, pochłaniający suche trawy na afrykańskiej równinie. Ogień rozpalił się również w ich duszach. Ogień namiętności, płonący niemożliwym do zignorowania blaskiem. Każdy płomień musi kiedyś jednak umrzeć. Tak, jak stopniowo wygasła ich namiętność. Namiętność zastąpiona czymś, co Abaddon nauczył się doceniać. Czymś, co niektórzy z pewnością nazwaliby przyjaźnią i choć on sam określeń podobnych nie używał, Hellia była jedną z niewielu istot, z którą przebywanie przynosiło mu coś na kształt radości. Gdy tak się teraz nad tym zastanawiał, zabawnym było, iż nie ujrzałaś ich razem nigdy wcześniej. Paradoksalnie, był to chyba najlepszy moment. Jest wiele rzeczy, których nie może ci teraz powiedzieć. Faktów, których zdradzić nie może. Słów, w których wyraziłby, iż on również odlicza dni do pełni, że panuje nad tym w stopniu mniejszym, niżby tego pragnął. Kiedy jednak siedzisz tak, przygarbiona, na jednej z puf, z których przegoniłaś chwilę temu drugoklasistów czuje to dziwne mrowienie, głos w głowie nie pozwala mu tak po prostu cię zignorować. Doskonale przecież wie, iż szukałaś właśnie jego. Kładąc bladą dłoń na ramieniu Helli przeprasza ją więc na chwilę, prosząc, aby nie ruszała się z zajmowanego przez siebie miejsca i podchodząc do miejsca twego chwilowego spoczynku, kuca przy kolorowej pufie, po czym uważnie spogląda w twe piękne oczy.
- Panuj nad tym, mała. Nie chciałbym, abyś resztę dnia spędziła na czterech łapach - mruczy cicho, niemal niezauważalnie się uśmiechając. Zdaje mu się, iż słyszy twoje bijące teraz nazbyt szybko serce. Nie żartuje. Poznał już wilkołaki, które potrafiły swe przemiany wyrwać spod wpływu księżyca. Wolał, abyś ty nie doświadczyła tego nazbyt szybko. To nie czas, Laire. Nie miejsce. Wyciągając w twoim kierunku dłoń uprzejmie czeka, aż ją chwycisz, aby w końcu doprowadzić cię do stojącej nie tak w końcu daleko Helli. - Hell, to Laire, Laire, chyba nie poznałaś jeszcze Helli - mówi znowu, doskonale wiedząc, iż winien w tym miejscu dodać, że nie osobiście. Przemilcza jednak tą kwestię i puszczając dłoń Laire opiera się o gzyms kominka. Dla niego obie jesteście perfekcyjne. Piękne, niczym noc i pierwsze promienie dnia. Mógłby patrzeć tak na was przez resztę swojego życia. Póki co musi docenić zaś choćby kilka minut.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Kandałaksza, ZSRR
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Empora   Sro Kwi 08, 2015 6:31 pm

Zmrużyła oczy, gdy do niej podszedłeś i niechętnie zwróciła wzrok na twoją twarz. Potrzebowała cię bardziej niż mogła sama się do tego przyznać, a przecież nigdy nie potrafiła przyznać się do tego, że kogoś potrzebuje. Wilcza krew szumiała jej w uszach coraz głośniej z każdym dniem zbliżającym was do pełni, a w jej sercu mieszały się uczucia, jedno znane jej bardzo dobrze, drugie obce zupełnie. Dzikość zwierzęcia i strach. Mieszanka tak wybuchowa, że czasem krążąc po korytarzach miała wrażenie, że to już się zaczęło. W tej chwili. Nie chciała patrzeć w twoje oczy, obawiała się, że zobaczy w nich coś innego niż zazwyczaj, że, nie daj Odynie, skrzywisz się choć odrobinę, napną xi się nie te mięśnie mimiczne co zwykle, a przecież i tak zawsze byłeś oszczędny w wyrażaniu emocji. Nie zniosłaby tego, gdyby okazało się, że jej obawy są słuszne, a w twoich oczach zobaczyłaby odbicie swojej innej twarzy.
- Hellia - powtarza bez wyrazu. Oczywiście, że ją zna, dzieliliście jeden dom i choć Laire sprawiała wrażenie nieobecnej przez większość czasu, a przez jego resztę pragnącej być nieobecną gdzieś tam na zewnątrz, to jednak rejestrowała niektórych ludzi. Zarejestrowała Hellię już dawno temu.
Miała białe włosy, których Laire pragnęła nagle pogłaskać, skórę gładką aż proszącą o uszczypnięcie. Chciała patrzeć jak różowe ślady pojawiają się na niej i znikają powoli wraz z krążeniem krwi. Była piękną dziewczyną, piękniejszą niż większość - jak nie wszystkie dziewczęta, które zwróciły jej uwagę, choć z drugiej strony w gust Laire trudno było wierzyć. Rozpatrywała piękno w zupełnie innych kategoriach, widząc je zarówno w rozkładającym się truchle, na lodowej pustyni Syberii, jak i kociętach pumy leśnej, widziała piękno w próchniejącej korze drzew, jak i w rachitycznych dłoniach nauczycielki transmutacji. Nie umiała tego zdefiniować, ale czuła to w sobie, pomiędzy oczami, w samym centrum głowy, taki pulsujący punkt podziwu w tej najprostszej formie zainteresowania.
Całkiem spokojnie przyjmuje myśl, która właśnie pojawiła się w jej głowie. Spokojniej nawet niźli można było się spodziewać, wiedząc w jakiej jest obecnie kondycji. Jakaś podświadoma cicha duszka szepcze uparcie gdzieś z tyłu jej głowy, że tak właśnie powinieneś wyglądać, Abaddonie. To jest twoje towarzystwo i być może popełniasz straszliwy błąd, sięgając po dziką część natury, kiedy dostajesz od losu prawdziwy diament. Mruży jedynie oko, to mniej doskonałe, już raczej odruchowo, po czym ściąga usta w wąską kreskę. O ile zawsze czuła się odrobinę nie na miejscu tutaj w szkole, zawsze miała potrzebę wyjścia na zewnątrz, w tej chwili jednak czuła się nie na miejscu w ogóle w tym życiu.
- Widziałeś listę? - mówi, by w końcu przerwać ciszę. - Chodźmy stąd do dormitorium Kolvarienu, Abaddonie.

Abaddon, Hellia i Laire z tematu
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Empora   Today at 9:06 pm

Powrót do góry Go down
 

Empora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom pierwszy-