Luno Nevala

avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Oslo, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Luno Nevala   Wto Lip 28, 2015 11:00 pm

Luno Nevala
VII klasa | Malverien | Półkrwi
Oslo, Norwegia| Przeciętny | Jestem neutralny

Księżycowy chłopiec

Pewnie mnie znasz. Pojawiam się jak fatamorgana z towarzyszami życia u boku, więc trudno mnie nie znać czy chociażby nie kojarzyć. Mam specyficzną urodę, platynowe włosy i dziwne imię, które bardzo lubię, trochę mięśni i szaleństwo wymalowane na facjacie. Czasem drę się bez powodu, słychać mnie z daleka, bo śmieję się za głośno w nieodpowiednich momentach, bujając się w towarzystwie moich zacnych ziomków. Mówią, że tak naprawdę można mnie albo kochać, albo nienawidzić – sam wybierz najlepszą i najwygodniejszą dla siebie opcję, bo ja nie chcę ci niczego narzucać i nigdy tego nie zrobię. Jestem Luno i nie znam żadnej innej osoby o takim imieniu. Kiedyś długo zastanawiałem się, skąd ten pomysł u moich rodziców, aby tak mnie nazwać, aż w końcu dowiedziałem się, co to oznacza. Księżyc – może właśnie dlatego od zawsze lubiłem na niego patrzeć, mimo że nie jestem żadnym tanim romantykiem czy filozofem od siedmiu boleści, w dodatku kompletnie nie znam się na astronomii. Poza tym, rozważałem też opcję, że ojciec był po prostu pijany, gdy zdecydował się mnie tak nazwać – w końcu nie dość, że to była jego decyzja to jeszcze najbardziej prawdopodobna opcja. To nie tak, że jest alkoholikiem, nigdy nim nie był, Silas jest po prostu nietypowym ojcem. Tak, to właściwe określenie. Mógłbym nawet powiedzieć, że w ogóle go nie przypomina, traktuję go przecież bardziej jak mojego starszego kumpla czy brata, co czasem prowadzi do śmiesznych i krótkotrwałych sprzeczek, gdyż Silas zachowuje się jakby był w moim wieku! Nie znam drugiego tak liberalnego i jednocześnie nowoczesnego człowieka, w dodatku ma w sobie coś z ekscentrycznego artysty. Silas jest niekwestionowanie najlepszy, pozwala mi na wszystko, mówi, że młodość rządzi się swoimi prawami i każdy ma prawo do popełniania błędów. Akceptuje mnie i moje wybory w stu procentach – niekiedy aż mu się dziwię, nie chciałbym takiego dziecka jak ja. Nie mamy przed sobą żadnych wielkich tajemnic, nie muszę tłumaczyć się ze swoich nagłych potrzeb i okłamywać na każdym kroku, że w sumie nie zrobiłem nic złego.
Oprócz niego – jest jeszcze mama, ma na imię Catalina i pochodzi z gorącej Hiszpanii, stąd też moja tak bardzo wyróżniająca się na tle jasnoskórych Skandynawów karnacja. Dobre pytania, jak poznała się z Silasem z dalekiej północy? Spotkali się przez przypadek podczas jednej z pierwszych podróży Cataliny, która od razu po skończeniu szkoły zdecydowała się wyruszyć w świat autostopem po Europie. Ponoć wszystko działo się tak szybko, to było lato miłości, a wtedy nic nie było ważne. Potem na świecie niespodziewanie pojawiłem się ja, był ślub i wspólny dom na obrzeżach Oslo. Silas ostatecznie zdecydował się przejąć nazwisko Cataliny – w końcu i tak został wydziedziczony za związek z mugolką, więc nigdy nie poznałem rodziny z jego strony. Mimo wszystko, miałem szczęśliwe dzieciństwo, trudno mieć inne przy boku tak wspaniałych ludzi. Choć muszę wspomnieć, że moi rodzice rozeszli dwa lata temu. Nie skończyło się to jednak wielką, dramatyczną awanturą czy zaciekłą walką w sądzie o prawa rodzicielskie, po prostu rozeszli się w zgodzie. Pewnego dnia przy śniadaniu usłyszałem od Cataliny: „Luno, zrobiłam ci jajecznicę, a tak poza tym, wkrótce bierzemy rozwód, ale nie wpłynie to w żaden sposób na nasze relacje, dobrze?”. I faktycznie tak było, czego się w ogóle nie spodziewałem. Z perspektywy czasu chyba nie dograli się za bardzo, tak myślę, każde z nich potrzebowało kogoś innego, więc w pewnym momencie wpadli w zobojętnienie, a rozwód na nikim nie wywarł zbyt dużego wrażenia. Wciąż są zresztą młodzi – trzydzieści siedem lat nie podpina ich pod kategorię staruszków, a to ponoć jeden z fajniejszych okresów w życiu! Obecnie Catalina dużo podróżuje, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka i wysyła mi pocztówki z całego świata. Cieszę się, że jest szczęśliwa i robi to, co kocha najbardziej. To przecież jest w życiu najważniejsze, nie warto się męczyć, przynajmniej takiego jestem zdania. Czasem jednak wraca do naszego domu – zawsze w nim znajdzie dla siebie miejsce, a przy obiedzie nie ma miejsca na nieprzychylne spojrzenia pełne żalu czy rzucanie talerzami. Nikt do siebie nie chowa urazy, co może wydawać się dla innych dziwne, ale tak naprawdę nigdy nie byliśmy normalną, standardową rodziną.
Część życia spędziłem w Hiszpanii, część w Norwegii – i nie potrafiłbym wybrać, gdybym musiał tego zrobić. Pokochałem szum fal, możliwość surfowania na desce, woda to mój żywioł, ale lubię śnieg, choć czasem bywa on wkurwiający. Wychowując się w takiej rodzinie nie mógłbym wyrosnąć na kogoś zupełnie innego. Może jestem trochę ekstrawagancki i nie jestem kolejnym zimnym skurwielem jakich ostatnio na pęczki – nie mam serca z lodu, to chyba przez ten hiszpański temperament. Bawię się życiem, a świat przyjmuję takim, jakim jest. Tu nie ma czasu na narzekanie, nie lubię tego robić, więc unikam takich ludzi, którzy roztaczają wokół siebie negatywną aurę. Mówią o mnie, że jestem zbyt beztroski i to mnie kiedyś zgubi, ale nie chcę o tym myśleć, więc robię to, co mi się podoba. I taki jest świat – prosty w obsłudze, nie rozumiem, dlaczego ludzie myślą inaczej i na siłę utrudniają sobie życie, szukając odpowiedzi na pytania. Ograniczenia istnieją wyłącznie w nas samych, a jedynym naszym przeciwnikiem jest czas. Ale nie mamy nic do stracenia, możemy w końcu wszystko. Przecież jutra może nie być, a my nie jesteśmy nieśmiertelni. Nie zostanie po nas nic, żaden dorobek, wspomnienia odejdą w zapomnienie, więc tak naprawdę tylko szaleństwo jest jedyną rzeczą, której warto zaufać. Dlatego chodźmy upić się do nieprzytomności, potańczyć do psychodelicznego disco w jednym z obskurnych klubów, pewnie ci powiem wtedy kilka miłych słów i położę ręce tam, gdzie nie powinienem; kąpać się nago w zimnym morzu czy pobujać się na desce. Nauczę cię wszystkiego na nowo, krok po kroku, będę jedynym przewodnikiem i nauczycielem przy twoim boku. Razem postawimy nowe fundamenty, nie będzie wieży Babel między nami, potrafię przecież mówić w wielu językach.  Śmieję się często i dużo - ze wszystkiego, z ciebie, z samego siebie, mam ogromny dystans. Jestem ptakiem, który lata tam gdzie chce. Kotem, który przeciera własne drogi. Jestem dzikim, nieoswojonym zwierzęciem. Niczego się nie boję. Nie przywiązuję się, nie bawię się w miłość i wielkie deklaracje na całe życie. To jeszcze nie ten okres, w którym tego potrzebuję. Jestem hedonistą, nie ukrywam tego, nie mam się czego wstydzić. Jestem w takim wieku, w którym hormony buzują, a potrzeby czasem są silniejsze od rozsądku.
Róbmy wszystko.
Tylko nie mów do mnie o miłości.
 
Powrót do góry Go down
 

Luno Nevala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-