Sala nr 1

avatar
PisanieTemat: Sala nr 1   Nie Gru 28, 2014 3:05 am

Sala nr 1
Skrzydło medyczne zdecydowanie nie jest miejscem, do którego uczniowie przychodzą z zadowolonym uśmiechem, jednak kiedy już tutaj trafią to nie mogą narzekać na tragiczne warunki. Prostokątne pomieszczenie urządzono niebywale skromnie, zupełnie jakby wykonawcy zabrakło kreatywności na wystrój szkolnego szpitaliku. Jasne, delikatnie błękitne ściany nie tak dawno były odświeżane, więc ich faktura przypomina wracającym do zdrowia pacjentom przejrzyste niebo.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pią Sie 07, 2015 7:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Årjäng, Szwecja
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Sie 03, 2015 7:11 pm

Ostrożnie stawiam krok za krokiem.
Trzymając się jednej ze ścian mijam kolejne labirynty korytarzy i klatek schodowych, dzisiaj dłużących się bardziej niż zazwyczaj. Wspinam się wyżej i wyżej, potem trochę niżej, bo chyba zaszłam za wysoko. Współczesny odpowiednik Ikara - unosisz się w górę by chwilę później spaść. Czujesz jak żołądek podchodzi ci do gardła, pęd upadku wyciska łzy z oczu, potem czuje się ból gdy kości gruchotane są o bruk. Boli przeraźliwie. Czasami nawet nie można się ruszyć. Ale dotknęło się słońca, poczuło się jego ciepło na skórze - i tego nie odda się za nic. Poczucie ciepła na skórze jest warte znacznie więcej niż niż ścisk żołądka, łzy wyciśnięte z oczu, połamane kości, smak krwi na wargach.
Tym razem schodzisz tylko trochę w dół, dziesięć schodków, obywa się bez trzasku łamanych kości. Nawet nie potykasz się o własne stopy.
Brawo Leilani, to duży sukces.
Ostrożnie stawiam krok za krokiem, w końcu udaje mi się dojść do celu. Dopiero tutaj pojawiają się trudności.
Nerwowe przygryzanie końcówki warkocza - kolejna życiowa historia. Nawyk towarzyszący od najmłodszych lat, przy różnych okazjach. Zdenerwowania. Zażenowania. Smutku. Zmartwienia. Zamyślenia - coś pozwalające na chwilę odciąć się od świata zewnętrznego. Na chwilę się odciąć. Przystanąć. Zastanowić. Babcia zawsze mówiła - w żołądku zrobi ci się wielka kula włosów przez co umrzesz. Przez dużo rzeczy można umrzeć. Przez czytanie w ciemności (bo popsuje się wzrok i można spowodować wypadek). Przez połykanie gumy do żucia. Przez jedzenie zbyt dużej ilości słodkości. Przez skakanie na trampolinie. Przez wszystko co przyjemne. Najlepiej nie żyć w ogóle - bo życie i tak prowadzi do śmierci.
Stoję pod drzwiami, przygryzając końcówkę warkocza. Zrobić kolejny krok czy też zawrócić - i znowu przejść przez labirynt korytarzy i schodów, tym razem jednak schodzić w dół, dół, dół.
Droga wstydu.
Dlatego też unoszę zaciśniętą w pięść dłoń i pukam. Trzy uderzenia w drewniane drzwi, powiedz proszę.
Uchylę je delikatnie i zajrzę przez szparę, czy śpisz spokojnie? Czy nie trapią cię koszmary? Nie chciałabym widzieć twojej twarzy wykrzywionej w bólu czy przerażeniu. Wolałabym zobaczyć spokojne oblicze ułożone na białej poduszce. Zagubiony kosmyk włosów, odsunęłabym go delikatnie z twojej twarzy by nie przeszkadzał w śnie.
Niemy strażnik.
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Sie 06, 2015 11:54 pm

Obudziłem się.
Białe ściany, pielęgniarz nade mną i Lágon u boku.
Za każdym razem to ogromny sukces. Nigdy nie ma przecież pewności, czy tak będzie. Z wizjami w końcu jest tak, że są nieprzewidywalne – niekiedy tracę tylko na chwilę wzrok, innym razem mgłę mam przed oczami, czasem tylko silne migreny; najgorzej jest jednak w momencie, w którym tracę przytomność. Tym razem był przy mnie Lágon, nie wiem czasem, co bym bez niego zrobił. To chyba on mnie tutaj zaniósł, tak mniemam. Widzę go śpiącego na krześle, lepiej, żeby wyspał się w dormitorium, więc szturcham go dość mocno, po czym uśmiecham się z wdzięcznością i odsyłam go do siebie. Porozmawiamy później, Lágon. Odpocznij, należy ci się, teraz nieszczególnie mam ochoty rozmawiać o tym, co się stało. Za dużo. Zdecydowanie za dużo, jak na jedną wizję. W końcu co z Amandine czy Laire? Widziałem jeszcze nieszczęsnego Yahto przy ognisku… Cóż, chciałbym powiedzieć, że nie przejmuje mnie jego żywot, ale nie da się ukryć – ciekawi mnie, czy coś mu się stało. Lepiej by nie, mimo że tak bardzo pałamy do siebie niechęcią.
Zauważyłem cię, Leilani. Nie musisz się przecież ukrywać, nie zaglądaj przez szparę uchylonych drzwi, po prostu wejdź i rozgość się. Nie spodziewałem się, że nasze kolejne spotkanie będzie miało miejsce właśnie w skrzydle medycznym. Podnoszę się powoli do pozycji siedzącej, choć wciąż jestem nieco obolały i zmęczony. Później pocieram lekko ręką o swój kark, po czym pokazuję gestem, abyś do mnie przyszła. Na początku byłem trochę zdziwiony, gdy cię tu zauważyłem, przyznam szczerze. Ale zdałem sobie sprawę, że przecież niektórzy ludzie widzieli to, co się ze mną stało, a wieści w Dahlvaldzie tak naprawdę roznoszą się z prędkością światła. Tak zapewne było i tym razem – w końcu ten Antoni Hukkelberg zemdlał, a plotki o wizjach z pewnością staną się jednym z głównych tematów w następnych tygodniach życia szkoły. Przeciągam się jeszcze, ziewam niczym kot i uśmiecham się nieznacznie w twoim kierunku. Cieszy mnie twój widok, wiesz? Dawno się nie widzieliśmy. Tak sam na sam, bez nikogo u boku.
- Uchyliłabyś okno?


Ostatnio zmieniony przez Antoni Hukkelberg dnia Pią Sie 07, 2015 1:33 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Årjäng, Szwecja
Rok nauki : VI
Wiek : 17 lat
Jestem : za Neoasgardem
Genetyka : metamorfomag
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Sie 07, 2015 1:01 am

Cieszę się, że mnie widzisz.
Na codzień wolę stać z boku, niezauważona, tak jest mi znacznie wygodniej. I bezpiecznie, chociaż brzmi to jakbym była jakąś małą, przerażoną dziewczynką uciekającą przed wilkami. Wyglądam wątle i nie potrafię unosić ciężarów, ale nie jestem słabą trzciną. Chociaż - trzcina wcale nie jest słaba. Potrafi wytrzymać napór nawet największego wiatru, jest wystarczająco elastyczna by nie poddać się jego naporowi, a dookoła padają najwyższe i najsilniejsze z drzew. Może to właśnie najwłaściwsze określenie mojej osoby. Trzcina. Mała, niepozorna, potrafiąca się dostosować do większości sytuacji. Przy wysokich drzewach raczej mnie zauważysz, ale ostatecznie to ja do końca pozostanę obok.
Cieszę się, że masz przy sobie więcej takich trzcin.
Chociaż nie lubię plotek - tym razem zdarzyło mi się słuchać tego co szepcą na szkolnych korytarzach. Podczas obchodów święta wszystko działo się tak szybko. Mdlejący uczniowie, przemiany, krzyk, przerażenie, chaos. Martwiłam sie o ciebie, wiesz? Dlatego nasłuchiwałam co mówią. Gdzie jesteś. Czy przenieśli cię do Munga, wróciłeś do rodzinnego domu, leżysz gdzieś ukryty w swoim dormitorium czy może trafiłeś tu? W miejsce w którym mogę cię odwiedzić. Przynieść ci słodkiego, ślazowego cukierka na poprawę nastroju. Posiedzieć obok, upewnić się, że już wszystko w porzadku.
Kiedy byłam dzieckiem często chorowałam. Nie wiem dlaczego, tak po prostu wyszło. Tata śmiał się, że jestem słabego zdrowia, okrywając mnie ciepłą kołdrą i pojąc różnymi eliksirami. Nieznosiłam ich smaku, kręciłam nosem na samą myśl o kolejnej dawce. Zawsze przekupywał mnie cukierkami. Jeden pięknie opakowany łakoć przypadał na każdą porcję medykamentów.
Kiedy obok jest ktoś troskliwy nawet choroba nie wydaje się czymś złym.
Kiwam głową i podchodzę do okna, otwierając je na oścież. Czujesz to? Wiosna w pełni podbiła zimne, skandynawskie serce. Drzewa zakwitły, w powietrzu unosi się słodka woń kwiatów, pojawiają się pierwsze świeże owoce. Już niedługo będzie można pójść zbierać poziomki. Ułożyć się ja trawie i jeść je rękoma, prosto z kobiałki. Sok będzie brudził palce i ubrania, ale co z tego.
Wiosna i początek lata - to najpiękniejszy czas.
- Przyniosłam ci coś na pokrzepienie - mówię, siadając na wolnym stołku obok twojego łóżka - Nie byłam pewna jaką lubisz najbardziej, więc wzięłam kilka - uśmiecham się lekko, wciąż trochę nieśmiałe, sięgając do torby. Po bułeczkę z budyniem, z owocami, pączka z marmoladą i ciasto francuskie nadziewane czekoladą. Są naprawdę pyszne, świeże, prosto z cukierni w miasteczku.
Możemy się do niej kiedyś wybrać razem, jako zwieńczenie spaceru wsród kwitnących wiśni, myślę, lekko przechylając głowę.
Ciekawe czy potrafisz czytać w myślach.
Powrót do góry Go down
avatar
Kapitan Kolvarien

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Sie 07, 2015 3:59 pm

Są takie dni, w których chciałbym być niezauważony, móc spokojnie przejść przez korytarz nie czując na sobie obcych spojrzeń. Ale to nie takie łatwe, gdy jest się Hukkelbergiem, a głowa wystaje ponad szary tłum. Nie pomyślałbym, że nastanie moment, w którym będę miał dość bycia w centrum uwagi – ale tak jest. Przynajmniej od pewnego czasu. Co byłoby, gdybym nie nazywał się właśnie Hukkelberg? Nie byłoby żadnych plotek. Nikt nie wiedziałby o tym, że jestem jasnowidzem, a może nawet w ogóle bym nim nie był. Nikt nie zainteresowałby się tym, że właśnie znajduję się w skrzydle medycznym. Z drugiej strony mam przecież życie, którego niejeden mógłby mi pozazdrościć. Gdybym jednak miał wybierać – nie potrafiłbym tego zrobić. I może dobrze, że nie mam takiej możliwości. Niekiedy lepiej i wygodniej jej po prostu nie mieć.
Nigdy nie byłem chorowitym dzieckiem. Wręcz przeciwnie – pełnym wigoru, ciekawości świata i ogromnej upartości, która została mi po dziś dzień. Wspinałem się na drzewa czy bawiłem się z mugolskimi dziećmi, choć przecież ponoć nie wypadało mi tego robić. Ciężko jednak było mi tego zabronić, nawet wtedy, gdy byłem tylko brzdącem. Uparty do końca świata i jeszcze dłużej. Z wiekiem jednak zaczęły się problemy, czasem nawet potrafiłem stracić przytomność na schodach przez wizje, co też wiązało się ze znacznie częstszymi wizytami w szpitalu. Ostatnio raczej nie miałem takich przypadków, aż do wczoraj. W głowie nieustannie mam mnóstwo pytań, nie chcę jednak o tym w tym momencie myśleć, pozwól mi się nacieszyć twoim towarzystwem. Odciągnij mnie od tego, co nieprzyjemne, Leilani.
- Nie trzeba było – zaznaczam od razu, nie kryjąc swojego zaskoczenia i uśmiechając się dalej. Sięgam po szklankę z wodą, która stoi na białym stoliczku obok mojego łóżka, po czym biorę łyk i odkładam ją na wcześniejsze miejsce. – Ale dziękuję, to miłe z twojej strony – dodaję po chwili, zerkając na wszystkie smakołyki, które przyniosła ze sobą Leilani. Bułeczki z budyniem, z owocami, pączek z marmoladą, ciasto francuskie nadziewane czekoladą – same słodkości, do których mam ogromną radość. Rozpoznaję, to z tej cukierni w miasteczku! Jedna z moich ulubionych, kto by pomyślał, tyle dobroci tak blisko. Ale pokażę ci tę najlepszą – Ladurée, jedną z najstarszych paryskich cukierni. Znajduje się w samym centrum miasta i nic nie równa się z ich kolorowymi makaronikami czy pralinkami. A wybierzemy się tuż-tuż, mamy przecież maj, niedługo czerwiec, a potem nasza wyprawa po Europie.
I nie potrafię czytać w myślach.
Oszalałbym wtedy.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Sala nr 1   

Powrót do góry Go down
 

Sala nr 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom pierwszy :: Skrzydło medyczne-