Vincent Solberg

avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 32 lata
Jestem : neutralny
Genetyka : wilkołak
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : bogaty
Zawód : bezrobotny panicz

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Vincent Solberg   Czw Sie 06, 2015 2:52 am

Vincent Solberg
32 | BOGATY BEZROBOTNY | 3/4 ZABRUDZONA WILKIEM
CENTRUM OSLO | BOGATY | JESTEM NEUTRALNY

Charakter

Ja, książę własnej bytności i niewolnik jestestwa zarazem. Od czasu wyburzenia pobliskiej, starej uliczki, która latem zachodziła ciepłymi promieniami sierpnia sprawiając wrażenie dawnej i majestatycznej czuję się nieco gorzej. Często chodziłem tam na spacery wiedząc, że nie spotkam się z nieprzychylnym spojrzeniem. Opustoszała niemalże, zamieszkana jedynie przez czarodziejów nie takich jak ja, lecz pokroju mi podobnego była jednym z tych miejsc, które były "moje'. Uliczka wyrzutków. Malała, pustoszała, cichła, zarastała i znikała jak majątek mojej rodziny, by któregoś dnia zniknąć na dobre. Już nikt mi na niej nie powie "dzień dobry, panie Solberg!", albo "witaj, psie!". Będę za tym tęsknić, i zapewne to przez to od kilku dni toczy się we mnie wewnętrzny, nieopisany dramat. Naturalnie zrodzona kolejna pustka, jaka pojawiła się w moim życiu. Na swoje szczęście przywykłem już do tego i uczucia te zaczynam traktować jak przyjaciół.
Ja, książę własnej bytności znajduję się na marginesie towarzyskim. Żal mi trochę z tego powodu, ale wiem, jakie zasady rządzą światem. Zamykam się w swojej bibliotece, w której przed laty często pojawiały się kolejne zbiory. Dziś zdobywam je rzadko, choć z tęsknotą oglądam w księgarniach i antykwariatach kolejne, opasłe woluminy. Nie mogę na nie trwonić roztrwonionej już fortuny. Wszystko, co znajduje się w moim domu już przeczytałem. Pozostały mi rozmowy z ludźmi. Z Marią. Jedyną osobą, która jeszcze mi została. I ona kiedyś odejdzie. Zamykam się w żałobnej szarości mojego domu. Niegdyś barwnego, dziś niemal pustego. Tylko gwieździste futro nocy zimowych sprawia, że pomieszczenia wydają się przyjazne. Przemykam po nich cicho, jak cień. Nikt z resztą mnie tu nie widzi, nikt mnie tu nie słyszy. Nawet Maria. Pozostałem sam sobie. Wszystko spowite letargiem pustych dni i nocy. Wpasowuję się w ten krajobraz.
Ja, niewolnik własnego jestestwa pogrążam się powoli, stopniowo, skutecznie w głębi siebie samego. Zajadam się żalem i rozczarowaniem, posiłkuję się z odrzuceniem, świadomością tego, kim się stałem i nazwiskiem, które w ostatnim dziesięcioleciu przestało już cokolwiek znaczyć. Czasem mam wrażenie, że stoję nad przepaścią. Że już wychylam się, że skoczyć próbuję, ale coś mnie cofa. Wola przeżycia, lub zakorzeniony gdzieś głęboko masochizm, o którego istnieniu do takich momentów nie mam pojęcia. Zamykam się w sobie, hoduję wewnątrz ból i złość do siebie i całego świata, w którym przyszło mi żyć. Jestem wynaturzeniem. Obiektem kpiny i pogardy. Wiem to, i zdają też sprawę sobie z tego inni. Podobno zdziczałem. Ale podobno przemoc jest grzechem. Zamykam się w piwnicy, za zaryglowanymi, ciężkimi drzwiami, by raz w miesiącu spędzić tam noc. I tak już do końca życia, przez które towarzyszyć mi będzie nie tylko ból fizyczny ale i ten psychiczny, ból istnienia. Czy boję się ciemności? Nie, już nie. Boję się jedynie siebie. Ja, książę samego siebie. Marudny, nieokrzesany w braku klasy jaką mieć powinienem. Ze skrzywionym poczuciem humoru i zgryźliwy od samotności.Zrezygnowany aż do niedbalstwa.

Aparycja

Wysoki. Zdawać by się mogło, że wątły, choć to nieprawda. O ciemnych włosach i oczach, głęboko osadzonych i błękitnych jak dwa nieboskłony przeszywające cię na wskroś, do głębi duszy, na wylot. Wyraźne kości policzkowe, nie mniej zaznaczona linia szczęki, duże usta. Zdarza się, że nie ma ochoty na golenie się.
Stara się być schludny, ale mieszkając w samotności rodzi się w człowieku pewna doza obojętności. Czasem budzi się zmęczony nocą, podczas której tylko uzupełniał zawartość szklanki whisky, czasem budzi się na fotelu, w bibliotece, przykryty starą książką. Nie obce mu zasady elegancji, odpowiedniego ubioru i innych, mało znaczących spraw, choć nie ma jednak wielu okazji, by z tej wiedzy w jakiś sposób korzystać.
Zwykle chodzi nieco przygarbiony, jakby wstydził się samego siebie, co w dużej mierze na pewno stanowi prawdę. Szara eminencja, nie tak ważna, jak by to powinno się wydawać. Ostatnimi czasy zaniedbany i zrezygnowany.


Więzy rodzinne

Ojciec, noszący imię królów (lub jak ten bałwan z bajki), Olaf , po utracie majątku zapił się na śmierć piętnaście lat temu. Nie potrafił pogodzić się z utratą pozycji rodziny. Smagany rozgoryczeniem, w którymś momencie życia nie rozstawał się z ze szklanką wypełnioną po brzegi alkoholem.
Matka, Arabella, zmarła kilka lat później. Ze zgryzoty, żalu i rozpaczy po mężu. Może też bała się, że nie da rady ujarzmić syna, który już wtedy zainfekowany był plugawą chorobą wyrzutków.
Maria. Córka zmarłej niedawno gospodyni rodziny. Praca u Solberga jej nieco ciąży.

Biografia

Kiedy się rodził, była burza. Pioruny co jakiś czas tłukły w ziemię, a deszcz soczyście spadał na wybrukowane uliczki i dachy domów. Wtedy jeszcze i dach dworu Solbergów cieszył się pełnią dachówek i pełną nieprzepuszczalnością wody bez potrzeby używania zaklęć. Wtedy jeszcze Solbergowie byli zapraszani na salony, a z ich zdaniem i opinią jak najbardziej się liczono. Nic jednak nie trwa wiecznie, a wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć.
Czysta polityka, kolejne zagrywki, umowy, znajomości... po kilku latach majątek zmniejszył się drastycznie. Olaf zaczął pić, jednak miał problem pod kontrolą. Jeszcze.
Dzieci nie powinny być puszczane gdziekolwiek bez opieki. To wypominała sobie Arabella do końca swojego życia, dopóki nie umarła ze zgryzoty za mężem. Podczas jednego ze spacerów, podczas zabawy w Wielka Włóczęgę kilkuletni Vincent zapuścił się w głąb rosnącego nieopodal lasu. Nie był to jego pierwszy raz, już wcześniej organizował sobie tam dziecięce wycieczki. Tym razem się przeorganizował, tym razem w swoim dziecięcym umyśle nie wziął pod uwagę tego, by nie oddalać się za bardzo. Szedł w głąb, dalej, w tę zieleń, w tę zieleń...! Mężczyzna, którego spotkał wydawał się być niegroźnym włóczęgą. Wydawał się. Nie był co prawda pedofilem, ale okazał się kimś równie niepożądanym: wilkołakiem. Wystarczyła chwila naiwnej rozmowy, by w kolejnej Mały Vince poczuł wbijające się w jego skórę zębiska. Klątwa, zaraza i plugastwo dostały się do jego krwi. Nie wiedział nawet, że będą mu towarzyszyć już do końca.
Z biegiem czasu fortuna Solbergów wciąż topniała, Olaf wciąż pił, a Arabella chodziła coraz bardziej załamana. Kwestią czasu było, aż głowa rodziny sama się wykończy. Oboje nie mogli pogodzić się z tym, co spotkało ich syna. W końcu Olaf zakończył żywot, i może wreszcie, w grobie poczuł się choć przez chwilę spokojny. Żona jego dołączyła tam kilka lat później, pokonana przez bezsilność. Został już tylko sam Vincent, jego przekleństwo oraz puste, zimne mury dworu, który kiedyś przeżywał swoje najlepsze chwile.
Zabezpieczeniem okazały się zamknięte w sejfie kosztowności, które został znalezione po śmierci Olafa i Arabelli. Cóż po nich jednak, jak reputacja do niczego? Zrezygnowany Vincent już jednak o nic nie dba, zamykając się raz w miesiącu w swojej piwnicy.
Powrót do góry Go down
 

Vincent Solberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-