Malika Feykirsdottir

avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Seyðisfjörður, Islandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : bogaty
Zawód : kolekcjonerka artefaktów, łamacz klątw

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Malika Feykirsdottir   Czw Sie 06, 2015 9:54 pm

Malika Feykirsdottir
28 lat | Kolekcjonerka artefaktów i łamacz klątw | Półkrwi
Seyðisfjörður, Islandia | Bogaty | Jestem neutralny

jestem bezradna, jestem jak organiczna definicja angielskiego słówka „pathetic", jestem jak podstarzały Donnie Darko, jestem potencjalnym samobójcą z miłości przez utopienie, jestem jak otwarta czakra, cieknący kran i krwawiący nos

Powiedzieli, że może podbić świat, że ma prawo stanąć do walki o siebie. Że nie ma granic i zakazów, że może wszystko, wystarczy chcieć. Mówili, że poszukiwania nigdy się nie kończą, ale przecież o to chodzi - by szukać. Przestrzegali, że głód będzie tylko rósł, że nigdy się nie nasyci. Zapewniali, że nigdy nie zapomni, że to, co zobaczy, będzie wracać w snach. Nauczyli, że życie ma wyższą wartość, że niesie emocje, śmiech i łzy, tęsknotę i szczęście, żal i wdzięczność. Że to wszystko ma znaczenie, że nie ma po co się opierać, że trzeba się dostosowywać, przeżywać głęboko, całym sercem. Pokazali, że jeśli kochać, to do bólu, do wycia w nocy, do ognia w sercu, drapieżnej zazdrości. Złamaną duszę chłodzili lodem, zimnym wiatrem północnych fiordów, zszargane nerwy koili zapomnianym śpiewem syren. Powiedzieli, że wyrwie się z każdych pęt, że jest jak kto z własnymi ścieżkami, własnymi sekretami i własną, bolesną tęsknotą.
Uwierzyła we wszystko.
Mówili, że jest twarda, że nic jej nie złamie. Przypominali, że jest członkiem stada, że to archipelag, nie samotne wyspy. Że by żyć, trzeba się otworzyć - na siebie, na innych. Trzecie przykazanie: mów dużo, daj się poznać; mów, choć nikt cię nie pyta. Mówili, że trzeba ufać, że nie można osądzać przedwcześnie. Że ambicję trzeba trzymać na krótkiej smyczy, że ponad własne pragnienia przedkładać dobro. Powiedzieli, że egoizm nie popłaca, że prowadzi do zła, z którego nie sposób wrócić. Że kłamstwo należy omijać szerokim łukiem, nawet jeśli prawda ma boleć. Kazali spoglądać na innych, ważyć słowa i ostrożnie stawiać kroki. Mówili: gdy cię uderzą, nadstaw drugi policzek, tak trzeba.
Nie uwierzyła w nic.

trzy godziny temu bardzo ładnie mi wytłumaczyła, powolnymi, wielokrotnie złożonymi zdaniami, że krzywdzimy się nawzajem, że tkwi między nami jakiś podstawowy konflikt

Dzieci, ulice pełne krzyku i taplania się w błocie. Rodziny - pełne, niepełne, tworzące rozległą sieć zależności. Dwanaście chat na skalistej plaży, zgromadzenie bez nazwy. Najbliższa ostoja cywilizacji - Seyðisfjörður.
Mieli wiedźmę, własną wieszczkę. Młodą, ładną, jasnowłosą. Miała na imię Evita, ale nikt tak do niej nie mówił. Była Widzącą - czterdziestoletnią ciałem, stuletnią duchem. Były siostrami, ona i Mal. To nigdy nie miało znaczenia, nigdy nie było ważne. Nie były rodziną. Malika nigdy nie miała siostry. Nigdy.
Miały ojca, Feykira. Chciał naprawiać świat, choćby ten mały, jego własnych córek. Nie naprawił. Mógł tylko patrzeć, jak czarny ogień pożera Malikę od środka. Siedemdziesięcioletni mugol, emerytowany policjant, tak bardzo nieświadom realiów życia.
I matka, matkę też miały. Piękna Filippa, to po niej Evita odziedziczyła Wzrok. Kiedyś zmarła, Feykir opłakał jej stratę. Mal nie potrzebowała pożegnania, nie wróciła ze swych ścieżek.
Mieli problem, Evita próbowała jej to kiedyś wytłumaczyć. Słowo po słowie, powoli, jak ułomnemu. Malika wyśmiała ją. Tylko na to było ją stać.

wiem, że za karę po śmierci odrodzę się jako szyjąca adidasy, głodzona Chinka

Tam, gdzie widnieje krwawy ślad, skończyły się Malice słowa. Przelała krew w wieku dwudziestu czterech lat, przypadkiem, i potem nie mogła już pisać. Karmazynowy odcisk na pustej karcie dziennika znaczy pamiętną datę. Szesnastego czerwca straciła zdolność okiełznania własnych myśli.
Przedtem było prawie dobrze. Miała mamę, tatę, siostrę. Nie kochała ich, nie nauczyli jej tego. Umiała tylko nienawidzić - za porównania, za powinnaś, za obojętność wobec jej łez i listę wymagań. Nienawidziła po szczeniacku, aż do bólu, bez chwili wątpliwości. Nie wyrosła z tego, nie minęło jej z wiekiem.
Ale to nic, miała przecież siebie. Szkołę (Instytut Dahlvald, Verden, uczennica przeciętna, bez motywacji), późniejszą karierę (łamacz klątw z przymusu, bo wypada, bo nie wiedziała, czego pragnie). I rodzinę, nową, nieskrępowaną więzami krwi. Nie mieli nazwy. Spotkała ich na jednej z dzikich plaż, gdy marzła, chłostana islandzkim wiatrem. Była ich trójka, dwóch mężczyzn i dziewczyna, nastolatka. Mieli psa. Pies lubił uciekać, ale zawsze wracał - sam, bo nikt go nie zmuszał.
Malika zazdrościła mu wolności.
Nauczyli ją życia. Nie dali jej ciepła, którego tak potrzebowała, ale pokazali, że może o nie zawalczyć. Gdy powiedziała, że chce zwiedzać świat, zapytali - to czemu jeszcze tego nie robisz? Posłuchała. Ruszyła. Znalazła własną drogę.
Towarzyszyli jej czasem, gdy schodziła w kolejne podziemia, włóczyła się w kolejnym zapomnianym mieście. Szukała skarbów, przedmiotów z legend. Takich, które powinny nie istnieć - ale czasem istniały. Zbierała je. Możesz na nich wiele zarobić, mówili, więc część sprzedała. Tylko tyle, by stać ją było na kolejne podróżowanie. Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich trudno walczyć o swe pragnienia. A potem - potem przestała się ranić. Każda sprzedaż była fizycznym bólem, przestała więc sprzedawać. Zatrzymywała dla siebie. Tworzyła swój własny skarbiec.
Czaszka zdobiona czarnymi wzorami. Rytualny nóż z ostrzem zanurzonym w jadzie. Kilka kart zagubionej księgi, stłuczone lusterko, srebrny grzebyk. To, co przeklęte i to, co błogosławione. To, w czym drzemie moc. Zna historię każdego z posiadanych przedmiotów.
Każdego z nich się boi.
Nie chciała wtedy ranić, wtedy, po latach awanturniczego życia poszukiwaczki przygód. Nie chciała słyszeć krzyku i widzieć plam czerwieni. To klątwa. Cichy szept, którego nie mogła nie posłuchać.
W pustej fiolce drzemie duch. Kryształową buteleczkę wciąż zdobi karmazynowa, zaschnięta kropla. Malika nie umiała wyrzucić skarbu. Trzyma ją między dziennikiem Eryka Hjalmarssona a czarnym łabędzim piórem.

wszystkie tytuły są cytatami z "Zrób mi jakąś krzywdę..." J. Żulczyka
Powrót do góry Go down
 

Malika Feykirsdottir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-