Gabinet pielęgniarski

avatar
PisanieTemat: Gabinet pielęgniarski   Pią Sie 07, 2015 7:56 pm

Gabinet pielęgniarski
Nie jest zbyt duży. Znajduje się tu biurko i ciemnobrązowy fotel, na którym zasiada młody pielęgniarz, Einar Segerstråle, by wypełnić dokumenty uczniów. Czasem można tutaj spotkać także Élodię Arnòrsdòttir, jego pomocnicę. Na zapleczu umieszczono szafki z eliksirami, dobrze zabezpieczone zaklęciami, odkąd kilka razy zdarzyło się, że uczniowie ukradli kilka fiolek dla własnych potrzeb.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sro Sie 12, 2015 12:11 am

Chyba masz trochę racji w swoich obawach. Czasami się boję samej myśli o domku na przedmieściach, wykoszonym trawniku i co sobotnim grillu w okresie letnim. Chociaż kiedy myślę o tobie przed oczami mam raczej mieszkanie na poddaszu kamienicy, regały wypełnione książkami, okrągły stół w kuchni pełnej ziół i pianino w centralnym punkcie mieszkania. Tak, miewam czasami takie wyobrażenia, bose stopy tańczące na skrzypiących podłogowych deskach, cynowy garnek a w nim ciepła zupa w zimowe, mroźne popołudnie. Moglibyśmy wspólnie czytać książki, ukryci przed całym światem pod miękkim kocem.
Wszystkie te wyobrażenia grzeją mnie gdzieś tam od środka, czasami nawet rumienią policzki, to nie jest coś co czuję często. W ostatnich latach prawie w ogóle, ta szklana ściana rozrastała się nieprzerwanie od mojej pierwszej podróży. Z każdą kolejną dystans się zwięszał, im więcej widziałam, tym mniej potrafiło mnie poruszyć dogłębnie.
Kiedyś, wiesz, poważnie złamałam rękę. Miałam wtedy osiem lat, głupi wypadek. Udawałam łyżwiarkę na zamarzniętej ulicy przed domem - poślizgnęłam się i upadając, podłożyłam dłoń pod tyłek, przekonana, że obicie kości ogonowej to najgorsza rzecz jaka może mi się przydarzyć. Dzieci nie są najrozsądniejsze na świecie. Skończyło się to jakimś okropnym przemieszczeniem kości lewego nadgarstka, okropnym bólem i płaczem, chociaż starałam się być dzielna. Dzisiaj wiem jak szybko magia rozwiązuje takie problemy. Ale wtedy, ledwo co stojąca na nogach, zostałam zawleczona do miejscowego szpitala. Tam porządnie mnie znieczulono przed zabiegiem (który nie udał się do końca, wiesz, między kości weszło ścięgno, przez co moja lewa dłoń nie może obrócić się w pełni. Powiedzieli mi, że nigdy nie zostanę pianistką. Ojciec skwitował to krótkim - i tak nie gra na pianinie) i wiesz, myślę, że czasem czuje się jak po takim znieczuleniu. Bodźce docierają wolniej, nie w pełni, zatrzymują się w pewnym momencie, nie robiąc na mnie żadnego wrażenia. I jest mi tak bardzo zimno. Jak w tej baśni o Królowej Śniegu. Jestem jak Kai któremu zamrożono serce. Momenty ciepła zawsze zaskakują - a potem bardzo mi ich brakuje.
Te wszystkie wizje, tak różne od katalogowego uśmiechu i butelek coca-coli (lubisz w ogóle coca-colę? dla mnie jest za słodka), nie wywołują uczucia duszności. Owszem, są trochę przerażające. Bo aż zbyt mi miłe, zbyt drogie. To jak z posiadaniem czegoś cennego. Cieszy, ale żyjesz w ciągłym niepokoju, że ktoś pokusi się i sięgnie po to, co tobie najdroższe.
Kiwam głową słysząc twoją prośbę i razem przechodzimy przez liczne korytarze, jak dwa duchy, w środku nocy. Nie przeszkadza mi milczenie, wręcz przeciwnie. Czuje się trochę jak uczennica zakradająca się z dormitorium na schadzkę w blasku księżyca. Zdarzały ci się takie? Mnie nigdy, zbyt szybko torpedowałam zapędy zainteresowanych mną chłopców, jakby obawiając się, że będą chcieli wpakować mnie w schemat do którego w ogóle nie pasuję.
I zerkam tak na ciebie ukradkiem raz, drugi, trzeci, uśmiechając się lekko gdy schodzimy po schodach, obok siebie, ale wciąż w lekko bezpiecznej odległości, by nie skazać się na niezręczne, przypadkowe zetknięcie dłoni. Chociaż troszeczkę mnie kusi by złapać cię za rękę i zaprowadzić gdzieś daleko, w przyjemne miejsce, gdzie obydwoje usiądziemy przytłoczeni pięknem widoku, chłonąc wyjątkową chwilę.
Wiem jednak, że to nie jest dobry moment, chcesz zobaczyć swoich uczniów. Nie możesz ich teraz zostawić, doskonale to rozumiem.
- Śpią spokojne - mówię cicho, otwierając drzwi do poszczególnych sal.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sro Sie 12, 2015 7:22 pm

Szczęśliwy byłbym mogąc teraz radośnie zakrzyknąć: "Niespodzianka, Elodie! Mam przecież właśnie takie mieszkanie, gdzie wieczorami dudni o dachówki deszcz i wyją przeciągi, ale mam mnóstwo koców, więc nie szkodzi, wpadaj koniecznie!"
Ale przecież tak nie jest, zbyt wiele lat za mną wydawania ogromnych sum, by zgodzić się na mieszkanie w takich warunkach.
Mam przestronny (to znaczy się jest eufemizm na: pusty) loft w Oslo w nowym budynku, na pierwszym piętrze. Znacznie mniej poetycki, niż twoje wyobrażenia. Meble ze szkła i metalu z ostrymi krawędziami, mało używane łóżko, na wpół pusta szafa. I Steinway, akurat ten element fantazji pokrywa się z rzeczywistością, fortepian stoi w samym środku mego lokum.
Śpią. Wszyscy, w każdym pokoju.
-Nie przeszkadzajmy im. Ale wolę tu być, kiedy któreś zbudzi się z koszmaru.
Kiedy, nie jeśli. Tak już jest, że sekrety i koszmary chadzają parami.
Więc czekamy.
W gabinecie pachnie spirytusem i jodyną, nie ma powierzchni wolnej od książek, bandaży, strzykawek. Nagle wydaje mi się to bardzo złym pomysłem, przyjście tutaj, nadszarpywanie ich i tak już zmizerowanej i niepewnej prywatności.
Nie ma tu Einara, nic dziwnego, pewnie zdrowo śpi, tak jak i my oboje zresztą powinniśmy. Chętnie bym z nim pogawędził, prawda jest taka, że o ile nie wyląduje tu z poważną kontuzją to rzadko się widujemy. A to całkiem ciekawy typ. Pozwala mi na podejrzliwość rodem z film noir.
Jego nieobecność oznacza jednak również brak niezręcznych pytań, a to mogę docenić.
Zapachy w gabinecie i mnie przywracają wspomnienia. Wszystkie stare blizny zaczynają swędzieć, a ja, nieświadomie niemal, drapię się po jednej z nich, tej najstarszej. Na prawym policzku, pamiątka po pierwszym rozpaczliwym goleniu, kiedy miałem piętnaście lat. Teraz jej nie widać.
Mam ich więcej, w końcu taka praca. Jeśli zastanawiasz się, czy mężczyźni naprawdę urządzają sobie zawody na największą ilość blizn, to pozwól, że ci powiem: tak. Przynajmniej po robocie u nas w Kwaterze.
Pamiątki zmieniające ciała w dzieła sztuki, w dowody upływu czasu i zniszczalności człowieka.
Tak, mam też jedną, na lewej łydce, pozostałą po wymykaniu się przez okno z dormitorium na schadzkę. Moja ukochana z czasów szkolnych ma na imię Maia i może powinienem udawać, że tego nie pamiętam, albo chociaż dodać "jakaśtam". Ale nie należę do tego rodzaju. Jestem romantykiem i pewnie nie skończę na tym zbyt dobrze, lecz przynajmniej nie tylko pięści i kije zostawiały na mnie siniaki.
- Do czego to? - wskazuję na wysoce tajemniczy obiekt w przeszklonej szafce. Niby po odniesieniu tylu obrażeń powinienem być równie dobrze obeznany w wyposażeniu tego gabinetu jak ty. Ale może dlatego, że byłem nieprzytomny, gdy na mnie ich używano, wciąż nie wiem nic.
Zresztą już w szkole beznadziejnie szła mi pierwsza pomoc.
Nie wątpię, że warto spędzać tu czas, przemykając między łóżkami z tacą pigułek i fiolek. Szpitale to świątynie powołania.
Dziwnie jednak patrzeć na zakmniętą tu twoją młodość, której bardziej właściwe są błyski świateł i muzyka. Kiedy jednak z bliska spojrzę na twą twarz, zdaje mi się, że oczy masz starsze od moich, że masz blizny, których nie da się wyczuć pod palcami.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Mjóifjörður, Islandia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : pomocnica pielęgniarza

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Sro Sie 12, 2015 11:06 pm

Zbyt wielką wagę przywiązujesz, mój drogi, do mojej metryki - bądź też wyobrażeń o tym co dwudziestojednoletnia dziewczyna powinna robić wieczorami. Jakbyś obawiał się, że czas spędzony z tobą uznam za zmarnowany przez staruszka z brodą. Myślisz, że patrzę na ciebie właśnie w ten sposób? Kiedy siedzimy razem czy tutaj, czy w zakurzonych pokoikach wcale nie odczuwam wielkiej różnicy wieku. Owszem, czasami zachowuję się naiwnie. I naiwne są moje wyobrażenia, jak to o wiekowej kamienicy, poddaszu i skrzypiących deskach. Nie myślę w nim o przeraźliwym zimnie podczas mroźniejszych miesięcy ani duchocie nie do wytrzymania latem. Nie zastanawiam się nad grzybem czy wilgocią w ścianach. Tylko ten koc, te książki, to pianino jako serce całego domu, najistotniejsze części całej wizji. Nie ma w nich przemarzniętych dłoni i wiecznego pociągania nosem.
Mniej mam na uwadze swoją wygodę, ot proszę, znaleźliśmy wreszcie tę cechę mojej szalonej młodości. Wystarczy mi majątek zgromadzony w wojskowym worku, nie przeszkadza spanie pod gwiazdami, przykryta jedynie drelichową kurtką. Nie przeszkadza kąpiel w jeziorze bądź ssanie pustego żołądka podczas wędrówki. To, co tobie kojarzy się zapewne z kursem aurorskim i czasami do których nie chcesz wracać, dla mnie jest synonimem wolności. I masz może trochę racji, gdybym sama znalazła się w przestronnym lofcie na pierwszym piętrze nowowybudowanego budynku poczułabym się jak ptak w klatce, nie mam ku temu najmniejszych wątpliwości.
Tylko widzisz, tutaj też nie powinnam wytrzymać długo. To miał być jedynie przystanek, dwa, może trzy miesiące, odłożenie pewnej sumy pieniędzy na dalsze podróże. Tak żyłam przez te ostatnich kilka lat odkąd skończyłam szkołę. Kilka tygodni pracy, sypiane w ciasnych mieszkankach na końcu ciemnych uliczek, nocne wędrówki po odwiedzanych miastach, potem kilka tygodni ciągłej podróży. Stale zapakowany plecak, gotowa do wyjścia w każdej chwili. Widzisz, wcale nie miałam wracać do Skandynawii, to był czysty przypadek. Odwiedzałam brata, moja sakiewka zrobiła się pusta, szukałam miejsca w którym mogłabym się na chwilę zatrzymać. Jestem tutaj od dziesięciu miesięcy i, teraz już, dwóch dni. W tym czasie wybrałam się na trzy tygodniowe wycieczki i kilkanaśnie jednonocnych wypadów w różne części świata.
Zawsze wracałam.
Bez żalu. Bez uczucia, że świat to gdzieś indziej a nie tu. Bez wrażenia zmarnowanych chwil, bez tej melancholii która czasami dopada odwiedzeniu najpiękniejszego z miejsc. Kiedy skończy się rok szkolny znowu zniknę, kolejny tydzień, nie mam jednak zamiaru odmawiać wynajmu swojej klitki na końcu ciemnej uliczki, ani pakować do plecaka wszystkich swoich rzeczy.
Dobrze mi tutaj. Teraz.
Jestem na właściwym miejscu. We właściwym czasie. Nie jestem dzikim zwierzęciem schwytanym i na siłę zamkniętym w klatce obowiązku czy powołania. Nie duszę się - wręcz przeciwnie, w takich momentach jak ten zdarza mi się oddychać pełną piersią. Nie tracę niczego. Przecież wciąż często tańczę. Czy w tym ciasnym mieszkaniu, czy w głośnym klubie, podrygując w rytm muzyki nie mającej nic wspólnego z instrumentami. Lubię tańczyć - ty też? Mogę zabrać cię kiedyś ze sobą, chociaż mam wrażenie, że głośne kluby nie przypadną ci do gustu. To nic, tańczyć można wszędzie.
- Kiedy ich koszmary się skończą? - pytam, choć wiem, że nie masz prawa znać odpowiedzi na to pytanie. Pytam, bo wiem, że Einarowi zdarza się zszywać twoje ciało i składać cię na nowo w całość. Zawsze jestem na niego zła, że nie woła wtedy po mnie, a on zawsze odpowiada, że nie było ku temu powodów. Fukam wtedy na niego i odwracam się na pięcie, nie rozmawiamy potem ze sobą przez cały dzień.
Mógłbyś mi kiedyś opowiedzieć historię swoich blizn. Ja mam kilka własnych, też mogę ci je pokazać. Tę na łydce, towarzyszącą mi niemal przez całe życie. Na lewej dłoni, jedną we włosach. Tę najświeższą, sprzed roku, na brzuchu. Głupia historia.
- W tym trzymamy sproszkowane srebro z górską miętą, pomaga na ugryzienia wilkołaków. Jak do tej pory nie użyte ani razu. Przynajmniej przeze mnie - mówię, zerkając na srebrną szkatułkę, regularnie odkurzaną co trzy dni - Pewnie przez to wzięło się przekonanie o srebrnej kuli jako najlepszej broni na wilkołaki - wzruszam ramionami, to całkiem powszechny przesąd. Oczywiście mylny, ale ty, mój drogi, na pewno o tym wiesz - Za to w tym... - staję na palcach by sięgnąć po słoik stojący na jednej z wyższych szafek - Ukryłam trochę słodyczy - wyciągnę tylko ukrywające je bandaże i proszę, poczęstuj się. Są naprawdę dobre.
Kojarzą się z dzieciństwem.
Powrót do góry Go down
avatar
Opiekun Verden

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Kopenhaga, Dania
Wiek : 34 lata
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : majętny
Zawód : auror, nauczyciel technik pojedynków

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   Wto Sie 25, 2015 7:28 pm

Tak już jest w moim zawodzie, często trzeba myśleć procedurami, wszystko sprowadzić do potencjalnego raportu. Zostaną po nas metryki kurzące się w szufladach, czas guzików już minął. Śmieszne, czyż nie. Teraz rządzą zamki błyskawiczne, umieszcza się je nawet w rękawach.
Epoka bezsensów. Nie ma jednak we mnie nostalgii, masz zupełną rację. Nie chcę w ogóle wracać do czasów szkolenia, do ciasnych pokoi dzielonych z trójką bądź czwórką współkandydatów bez ogrzewania, czasami i bez okien. Niektórzy wylądowali za biurkiem, i na co to wszystko. Chyba tylko, by mieli co opowiadać, gdy dopadnie już ich starość, rozgoryczenie i roszczeniowość wieku emerytalnego.
Ja nie lubię opowiadać, niespecjalnie, zresztą najlepiej o tym wiesz, najwytrwalej wyłudzasz ode mnie historie, które nie do końca nadają się dla cywilnych uszu. Zresztą nie tylko w pracy niechętnie mówię, bliższa mi cisza. Być może książki są wyjątkiem, taki neutralny grunt, można powtarzać banały i cudze opinie. Z nieznajomymi tak robię, bo sam nie myślę trudnymi słowami, które się ceni w rozmowach o literaturze.
- Obawiam się, że się nie skończą. – moje też nadal trwają. Wielu z nas, możliwe że wszyscy, pochwalić się może przebytym, zaleczonym, zapracowanym zespołem stresu pourazowego. To fakt, nie żaden przyczynek do płaczliwej sesji snucia wspomnień. To założenie, które zrobić trzeba już zdając egzaminy po kursie: dramatyczna redukcja wrażliwości, imponująca poprawa czasu reakcji. Myślenie w metryczkach. Odruchy z młodości, potknięcia pamięci kończą się bliznami.
Tańczyć?
Niby umiem, wiesz. Moja mama uwielbia tańczyć, a potrzebowała w końcu partnera na tych wszystkich bankietach urządzanych ku czci, a później pamięci ojca. I muszę ci przyznać, że nawet to lubię, ale od niedawna. Chyba masz już wystarczająco wierne prawdzie wyobrażenie choćby dwudziestoletniego Jaspera, by zgadnąć, że wtedy nie było gorszej tortury niż te walczyki i polki.
Ale nikt nie może zobaczyć. Nikt. Nie zostawią na mnie potem suchej nitki.
Zanim podejmę decyzję świadomie, sięgam po te cukierki, choćby tylko dlatego, że pasują do dziwacznej scenki, jaka się tu rozgrywa.
- Jak długo- – przerywa mi dobrze znany rytm wystukiwany na szybie. Wiesz, że kruki w ambasadzie trenuje się, by szyfrowały część wiadomości albo informowały o tożsamości nadawcy, gdy nie może ona zostać przechwycona na piśmie? Pewnie nie.
Pilne. Pilne. Pilne. Wystukuje ptaszyna na parapecie.
- Wybacz.
Wybacz, naprawdę, wiem, że ciągle się to zdarza. Nie będzie inaczej, tak długo jak będę łączył posadę nauczyciela i aurora. Może to i dobrze, że nie śpię.
Zostawiam ci przepraszającą minę i „dobranoc” pełne nadziei, że chociaż ty się dzisiaj jeszcze wyśpisz.
Dobranoc.

Jas z/t
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Gabinet pielęgniarski   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet pielęgniarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom pierwszy :: Skrzydło medyczne-