Gabinet

avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Gabinet   Wto Sie 11, 2015 12:49 am

*
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Sie 11, 2015 12:49 am

Jestem taki zmęczony.
Na zaklęciach prawie zasnąłem nad podręcznikiem, czym oczywiście zwróciłem na siebie uwagę nauczyciela. Panie Yahto, proszę rzucić ten czar. Nie potrafię. Co to znaczy, że pan nie potrafi?
Nie potrafię. To dzień sporego tryumfu dla każdego, kogo irytowały moje nienaganne oceny. Nie muszę przeprowadzać żadnych eksperymentów, by wiedzieć, że nie ma we mnie ani krzty magii - co jest dosyć tragiczne, biorąc pod uwagę fakt, że jestem magiczną istotą. Mógłbym spróbować odpocząć i poukładać myśli podczas weekendu spędzonego poza szkołą, ale mam jeszcze jedną ważną rzecz do wykonania.
Na korytarzu czeka jeszcze kilka kobiet, chociaż ja właściwie podjąłem już decyzję. Panna Frost wydaje się odrobinę zbyt surowa, ale wytłumaczyłem jej już dokładnie, na czym miałaby polegać jej praca. Wydawała się odrobinę zdziwiona, ale przyjęła to do świadomości. Przede wszystkim ma czuwać nad majątkiem Brohlów. Nie życzę sobie, by próbowała Claireminę wychowywać, ale ma dopiąć wszelkich starań, by trzymać ją z dala od niebezpieczeństw. Może sobie prowadzić życie możliwie daleko nieobyczajne, prawdę mówiąc, nigdy mnie nie obchodziły standardy społeczeństwa. Byleby nic jej nie groziło. To wszystko.
Panny Vilhjalmsonn nie zamierzałem z początku zatrudniać, ale w jakimś stopniu przypadła mi do gustu. Jest nieśmiała i uprzejma, wygląda na bardzo wrażliwą osobę. Też jasno określiłem jej obowiązki. Jeśli Clairemina wyrazi chęć, by z nią porozmawiać, ma to zrobić. Żadnych nacisków i monologów. Może nawet przesiedzieć tu rok, nie zamieniając z nią słowa. Trudno jej było zrozumieć, że może dostawać pieniądze i nie robić nic, ale cóż, to dosyć nietypowa sprawa, sama pani musi przyznać, panno Vilhjalmsonn.
Odkładam ostatnią aplikację na bok i wtedy zauważam Claireminę. Na Wielkiego Ducha, jestem tak zmęczony, że nawet nie zarejestrowałem jej przyjścia.
- Dobrze cię widzieć - stwierdzam tylko i wskazuję jej krzesło naprzeciw biurka. - Usiądź.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Sie 11, 2015 1:30 am

Nawet nie chciałam wracać na ten weekend do domu, ale wyszło tak, że po prostu się tu znaleźliśmy, nawet niczego nie uzgadniając, szczerze mówiąc nie zamówiliśmy ze sobą przecież słowa, Yuma zdaje się tego nie zauważył więc i ja nie robię niczego w tym kierunku. Kupiłam sobie rolki. Różowe. I różowego walkmana. Już jakiś czas temu. Teraz więc każdą chwilę, poza spędzaniem czasu z Colettimi i odrabianiem zadań, spędzam na rolkach. Pozwalam sobie szkolnymi korytarzami poruszać się w ten sposób. Czego Yuma prawdopodobnie też nie zauważył. Nie obchodzi mnie to. Pewnie gdybyśmy mieli inne relacje, albo jakiekolwiek mieli to wyciągałabym go na wspólne rolkowanie. Próbowałam Charliego, ale jest w tym strasznie kiepski, ostrzegał mnie. Nigdy nie nauczył się jeździć na łyżwach, ani nawet na rowerze. Ale obiecałam nikomu nie mówić. To sekret.
Ten dom jest za duży. Jak mogła tu mieszkać czwórka ludzi. Przecież nawet, gdyby mieszkało ich tu trzydziestu, jestem przekonana, że spędzaliby całe dnie nie potrafiąc na siebie nawzajem trafić. My z Yahto zagospodarowaliśmy sobie tylko część. W wielu miejscach wciąż nie byłam. W piwnicy na przykład. Trochę boję się tam zejść. Podobno dalej są tam prace mojej babci. Nie byłam też w sypialni mamy, choć przechodziłam lub przejeżdżałam obok tych seledynowych drzwi już wiele razy.
Już jakiś czas temu prawie wszystkie schody wygładziłam, żebym mogła swobodnie poruszać się po willi na rolkach. Yuma nic nie powiedział. Nie widział? Możliwe. Nie istotne.
Na pierwszym piętrze wyjeżdżam z zakurzonego korytarza, na którym nie znalazłam niczego ciekawego i natychmiast natrafiam na coś, czego się nie spodziewałam.
Po pierwsze okropny zaduch, w powietrzu unosi się ten lekko cuchnący, ciężki aromat. Po drugie kilkanaście par kobiecych oczu wlepionych we mnie, w momencie, kiedy wjeżdżam na korytarz. Nie zwalniając przejeżdżam między nimi, spoglądając to na lewo, to na prawo. Kim wy do cholery jesteście. Yumawikvaytawa Yahto. Co ty. Odwalasz. W moim domu.
Wjeżdżam przez otwarte drzwi gabinetu i zamykam je za sobą, ucinając tym samym wścibskie spojrzenia kobiet, wyciągających swoje szyje. Ściągam słuchawki z uszu i wciskam pauzę na walkmanie, a potem podjeżdżam do biurka i opieram się o nie rękami, przyglądając się mojemu opiekunowi. Żądam wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Sie 11, 2015 1:54 am

Widzę, że jesteś zła, Clairemino. Wzdycham ciężko i przez chwilę przecieram oczy, czuję, że czeka nas ciężka rozmowa. Wolałbym sobie tego oszczędzić, ale przecież należą ci się wyjaśnienia. Jakby nie patrzeć, to dotyczy twojej przyszłości. Nawet jestem w stanie sobie wyobrazić twoją reakcję; wiem przecież, że nie przyjmiesz tego dobrze. Mam tylko nadzieję, że kiedyś może zrozumiesz... że staram się po prostu wszystko naprawić.
To dziwne, ale ja sam nie czuję się zdenerwowany. Wręcz przeciwnie, jestem nienaturalnie spokojny, jakbym już zużył swój limit emocjonalności na ten rok. Unoszę zmęczony wzrok na Claireminę i przez chwilę zastanawiam się, jak to wszystko ująć w słowa.
- Przepraszam - zaczynam, nie spuszczając spojrzenia z jej twarzy. - Chyba za bardzo chciałem sobie udowodnić, że... a, zresztą. - Przerywam tylko i wstaję. Przepraszam. Nic ponad to. Żadna ckliwa historia o moich problemach nie ma prawa zmiękczyć twojego gniewu. Poległem doszczętnie, czy to, że będziesz wiedziała, dlaczego, cokolwiek zmieni? Wziąłem na swoje barki coś, czego nigdy nie zdołałbym udźwignąć. Chciałem ci pomóc, podczas gdy byłem tylko kolejnym ciężarem. Przepraszam. To wszystko.
Z biurka wybieram dwie aplikacje i podaję je Claireminie. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet nie rzuciła na nie okiem, mam jednak kruchą nadzieję, że nie zareaguje tak źle, jak się spodziewam. Profilaktycznie poleciłem obu zatrudnionym dziś kobietom, by zaraz po rozmowie rekrutacyjnej wróciły do domów. Nie chciałbym, by Clairemina na nich wyładowała swoją złość. Później, gdy już ochłonie, może znajdzie w sobie dość rozsądku, by przynajmniej nie mścić się na nich za moje decyzje.
- Panna Frost i panna Vilhjalmsonn zgodziły się pomagać ci, aż osiągniesz pełnoletność. Nie wrócisz do sierocińca. Chociaż tyle mogłem dla ciebie zrobić.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Sie 11, 2015 2:46 am

Nie znasz mnie. Ja samej siebie nie znałam, więc jak mogę wymagać, że ty będziesz coś o mnie wiedział. Widzę, jaki jesteś zrezygnowany. Zmęczony. Takie rzeczy przecież jesteśmy w stanie wychwycić. Ale poza tym. Poza tym Yuma, co o sobie wiemy? Co mamy w głowie? Ja z pewnością nie wiem, co ty masz, a ty, oh, wierz mi, nie masz nawet tropu. Obserwuję cię, gdy do mnie mówisz. Zdajesz sobie sprawę, że to nasz pierwszy, dłuższy kontakt wzrokowy od jakiegoś czasu? Chyba nie tak to ma wyglądać, co? Zresztą, czy to ważne? Chyba nie, patrząc na to, co mi wręczyłeś. Wstajesz, a ja prostuję się, górując teraz nad tobą o głowę niemalże. Zerkam na aplikacje. A więc tak mnie załatwiłeś. Postanowiłeś nie wiem, wychować mnie? Zastąpić mi mamę, więc nie będąc pewien jak to właściwie wygląda w Europie zapłaciłeś od razu dwóm? Oczywiście pieniędzmi, które należą do mnie. Nie pytając mnie o zdanie. Informując mnie po fakcie. Po prostu składasz mi tu rezygnację, przez papiery. Nie znasz mnie, nie znasz mnie wcale Yumawikvayatawo Yahto.
Biorę w końcu głęboki oddech i odkładam kartki na biurko. A potem spoglądam na ciebie i wiesz, nie wiem, ile to trwa, ale nie spłoniesz pod moim spojrzeniem, nie obawiaj się. Nie zaatakuję cię. Słowem ani czynem. Nie zrobię nic, poza wypuszczeniem strumienia myśli, o tym, jak bardzo, bardzo, bardzo żałuję, że to wszystko między nami się zaczęło. Nie tego, że się kiedyś spotkaliśmy, tylko tego, że kontynuowaliśmy. Tego, że powierzyłam ci moje zaufanie. Tego, że byłeś obok mnie w trudnych chwilach, dając mi poczucie, że mam kogoś, kto wesprze mnie jak należy. Ze mam przyjaciela. Który po prostu uratuje mnie, wiedząc, jaką mam naturę, jak bardzo łaknę wolności, będąc przy tym przecież rozsądną, powinieneś był wiedzieć, że nie roztrwonię majątku na głupoty i nie podpalę willi smażąc sobie łososia, że świetnie sobie poradzę i całe te prawne zamieszanie między nami jest tylko dla obopólnych korzyści. Ale nie wiedziałeś o tym.
Spoglądam w końcu na biurko, zastanawiając się, co mam ci powiedzieć. Przykładam nawet palec do skroni i przez chwilę ją pocieram. Wynoś się? Zostaw klucze przy drzwiach? Dziękuję za współpracę? Powodzenia? Nie wiem, co do ciebie czuję, ale nie ma w tym krzty sympatii. Mam ochotę posadzić cię spowrotem przy biurku i podstawić pod nos kartkę, kazać napisać odwołanie. Ale to już nie jest twoja sprawa. Tylko moja. Ty nie masz tu już nic do powiedzenia. Sama to załatwię.
A więc to już. Pożegnanie. Ja zostaję, ty odchodzisz. Nie sądziłam nigdy, że to się tak potoczy. Wiesz. Nigdy.
Rzucam ci ostatnie, krótkie spojrzenie kiedy odwracam się i podjeżdżam do drzwi. Spoglądam na prawo na rząd kobiet i skręcam w lewo, wkładając słuchawki do uszu. Zamykam drzwi. Dla ciebie wszystkie drzwi w moim życiu są już zamknięte, Yumawikvayatwo Yahto.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Pon Sie 31, 2015 8:44 pm

Nie wiem, co mi zrobiłeś, ale to było bolesne i bardzo niesamowite. Nie wiem, na ile miałbym z tobą szanse, jeśli mogę być szczery, wiem, że w walce wręcz powaliłbym cię jednym, lekkim ciosem, ale w magicznym starciu cóż, mógłbym już być miazgą. Nie wiem, czy magia już całkiem do ciebie wróciła, ostatnim razem, gdy o tym rozmawialiśmy było na dobrej drodze, jeśli tak, to chyba nie powinienem z tobą zadzierać, co? A mimo wszystko Yummy, chyba mamy niedokończone sprawy. Stanąłeś w obronie Claudii, piękna sprawa, szlachetna! Nie wiesz jednak jak to u nas wygląda, a mimo wszystko wtrąciłeś się, na pewno w duchu powołując się na to, że jesteśmy tylko gośćmi w tym domu. Nie mylę się, co? Bycie gośćmi nie zwalnia nas jednak z bycia Colettimi. Zostawiłbym ją, wiesz. Zasłużyła sobie na karę. Ale musiałeś wkroczyć i wszystko, wszystko zepsuć. Nie wiem, czy wiesz, ale i tak do mnie przyszła niedługo po tych zdarzeniach. Zatroszczyła się o każdą ranę. Wszystko więc funkcjonowało tak, jak powinno.
Wiesz, nie zaczesywałem dziś włosów. Plączą się więc swobodnie, tak, byś w razie potrzeby mógł zatopić w nich dłoń, bez obaw, że zaraz zacznie się kleić od żelu. Będzie się kleić od innych płynów, ponieważ Yumo, zamierzam dziś zrobić z tobą wiele rzeczy i liczę, że tym razem nikt nam nie przerwie. To duży dom, niech znajdą sobie inny kąt, inną osobę do pogawędki. Ja muszę sprawdzić czy twoje elastyczne ciało ma jakieś granice.
Docieram do drzwi twojej sypialni, ale ciebie tam nie ma. Nic straconego. Nie ma cię też ani w salonie, ani w kuchni. Jest tam jednak Clairemina, krążąca na rolkach wokół wysepki kuchennej. Oferuje mi herbatę. Może potem, ale mrożoną. Pytam o ciebie. Posłuszne dziecko mówi mi, że ostatni raz widziała cię w gabinecie. Nie mam pojęcia, gdzie jest gabinet, ale znajdę go na pewno. Stawiam, że gdzieś na parterze, lub pierwszym piętrze, przecież nie korzystacie z pomieszczeń, które znajdują się wyżej. Zrobiliście to raz. Wszyscy słyszeliśmy, jak się to skończyło. Zaglądam przez jedne z uchylonych drzwi, a więc jesteś tu, promienny jak zawsze. Wchodzę do środka i zamykam drzwi, na kluczyk, opierając się następnie o nie.
- Hej.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Pon Sie 31, 2015 11:01 pm

Musimy wyremontować willę, ale Clairemina nie życzy sobie w willi żadnych obcych osób. To oznacza, że ja i Clairemina zabieramy się za remontowanie willi we dwójkę. Pogryzłem już końcówki czterech piór, układając harmonogram prac, więc w końcu dla oszczędności przerzuciłem się na ołówki, które mogę gryźć do woli. To nam zajmie całe wieki, nie wspominając już o tym, że najpierw należy zdobyć stosy pozwoleń. Wiem, od rana przeglądam przepisy w tej kwestii. Istnieje możliwość, że to trochę za dużo jak na nasze możliwości, wzdycham i wertuję stos zapisanych kartek. Właściwie, po co się z tym męczę? Lista prac do wykonania: wszystko. A teraz przystępujemy do realizacji.
Całe szczęście, spędziłem trzy lata życia na wydziale inżynierii magicznej w Longbourne, remont tej ogromnej posiadłości nie będzie nawet w połowie tak skomplikowane, jak moja praca semestralna. Ha. Ha. Ha. Tak poważnie, Clairemino, nawet jakbyśmy pracowali bez przerwy całą dobę, to ogarnięcie tego wszystkiego zajmie nam jakieś, hm, sto pięćdziesiąt lat. Brzmi niezbyt entuzjastycznie.
Muszę odpocząć, więc odkładam kartki na bok i opieram podbródek o splecione dłonie, zgięte łokcie kładąc na blacie biurka. Daję chwilę wytchnienia tylko oczom, mózg wciąż pracuje. Zaczynam się martwić o nasze bezpieczeństwo, ten dom to ruina, kto wie, czy którejś nocy dach nie zawali się nam na głowę. Gdzie jeszcze możemy się udać?
- Clairemino, nie te... - mruczę, gdy otwierają się drzwi, ale to nie jest Clairemina. Podnoszę głowę i przez chwilę po prostu przyglądam się Carlowi. Zamknięcie drzwi nie uszło mojej uwadze, nie daję jednak po sobie poznać, że trochę się obawiam. Lustruję tylko jego sylwetkę wzrokiem, zastanawiając się, czy nie ma gdzieś ukrytej różdżki. Prawdę mówiąc, zastanawiałem się, czy nie przyjdziesz, Carlo. Odegrać się. Już raz próbowałeś. - Hej. Chyba pomyliłeś drzwi. Nie winię cię, ten dom jest przeogromny, łatwo zgubić drogę. - Biorę ołówek w dłoń i obracam go w palcach, na krótką chwilę skupiając na nim uwagę. Zaraz jednak znowu unoszę wzrok na ciebie. - Myślałem, że sprawa jest jasna. Możesz tu zostać z rodzeństwem, dopóki będzie tego wymagać sytuacja, ale nie życzę sobie twojej obecności tutaj. - Przez "tutaj" mam na myśli przestrzeń wokół mnie.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Pon Sie 31, 2015 11:48 pm

Bla bla dom, bla bla rodzeństwo , przecież wiem, Yuma, przecież ja to wszystko wiem. Mamy się wynosić jak tylko sytuacja się ustabilizuje. Nie jestem zły, że to tak wyszło, dla mnie, dla nas to całkiem normalna sprawa. Ale dlatego nie chciałem w ogóle się tu przenosić. Wy macie inną mentalność, nie zrozumiecie tego. Wiedziałem, że stanie się coś. Nawet, gdyby nie wyszła na jaw sprawa z Claudią, stałoby się prawdopodobnie coś innego, całkiem podobnego. Nie jest mi przykro, że to widziałeś. Chyba powinno. Ale nie. To wy wtargnęliście w nasze rodzinne sprawy. Ale Yumo. Nie po to się tu zjawiłem. Schylam głowę, żeby ukryć uśmiech, kiedy mówisz, że nie życzysz sobie mojej obecności tutaj. To szkoda. Naprawdę. Ale zawsze miałem u ciebie pod górkę. Dopóki mi się nie odechce mogę przecież próbować. Albo dopóki mnie nie zabijesz. To byłoby naprawdę interesujące, szkoda, że przy tym zostawiłbyś rudą bez opieki, za to z milionem problemów na karku. Och i moja siostra. Na pewno nie odżałowałaby utraty nas obu. Jak to z wami jest? Wymykasz się kiedy Clairemina zasypia? Kolekcjonujesz Colettich? I co, Yuma? Zrobiłeś już sobie ranking? Które lepiej całuje, a które ssie? Wiesz, nie czułbym się komfortowo, gdyby Claudia była na liście nade mną. Takich rzeczy. Po prostu. Nie robi się. Ukochanemu bratu.
Mój Yummy. Nie mogę oderwać od ciebie wzroku, wiesz, nie byłbym szczery, gdybym powiedział, że za tobą tęsknię w pełni. Tylko do wybranych płaszczyzn naszej znajomości mam sentyment. Odpycham się od drzwi i podchodzę do krzesła, na którym siedzisz, okrążając spokojnie biurko. Wiesz, że ja wciąż wielu rzeczy ci nie pokazałem? Nie miałem okazji. Ominął cię cały katalog doznań, byłbym niepocieszony, gdybyś nie miał okazji zapoznać się z choć małą częścią z nich. Nachylam się, biorąc twoją głowę w dłonie i całuję cię, tak, jak jeszcze nigdy. Więc albo omdlejesz. Albo mnie pobijesz.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Wrz 01, 2015 11:25 am

Czego ty chcesz, Carlo? Nie spuszczam z ciebie czujnego spojrzenia, gdy tak krążysz wokół tego biurka. Rachuję swoje szanse. Jesteś większy i silniejszy. Clairemina zgubiła moją różdżkę (dziękuję, Clairemino, zawsze można na ciebie liczyć). W ostateczności mam jeszcze manogemaską magię, której kontrolowanie wychodzi mi raczej bardzo wybiórczo. Wychodzi więc na to, że masz sporą przewagę, a najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, po co tu przyszedłeś. Zaatakujesz mnie? Znowu spróbujesz kolejnych manipulacji? Posuniesz się do groźby czy do szantażu?
Ale ty jak zwykle mnie zaskakujesz, chociaż na dobrą sprawę nie powinienem być ani trochę zdumiony.
Carlo, ty skończony kretynie. Myślisz, że po tym wszystkim możesz tak po prostu przyjść tu i zachowywać się, jakby nic się nie stało? Powiedziałeś, że to koniec, nie pamiętasz? Wyswobodzenie się z tego uścisku nie jest jednak łatwe, napierasz mnie ciałem, odcinając możliwość ucieczki. Dobrze, Carlo, dobrze. Odwzajemniam więc pocałunek, mocno i agresywnie, wgryzając się w pewnym momencie w twoją dolną wargę. Nie skubię jej delikatnie, tylko naprawdę gryzę, dopóki nie czuję, jak twoja skóra w końcu pęka i wtedy odpycham cię od siebie, dysząc ciężko.
Ścieram twoją krew z ust wierzchem dłoni, patrząc na ciebie ze złością. Nie wiem, co sobie myślisz, Carlo, najwyraźniej masz o mnie bardzo mylne wyobrażenie. Wielu rzeczy ci nie wybaczę. Nie wybaczę ci Claudii. Nie wybaczę ci tego, że pozwoliłeś mi zaufać sobie, a potem tego zaufania nadużyłeś. A jednocześnie czuję, że chciałbym cię tak bardzo upokorzyć, jakby to pozwoliło mi wynagrodzić wszystko, co przez ciebie przeszedłem. Mrużę z wściekłością powieki, dlaczego mnie dręczysz, Carlo?
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Wrz 01, 2015 12:05 pm

Yummy, więc przyłączyłeś się do zabawy, wiedząc, że to jednocześnie twoja jedyna obrona? Wciąż uważam, że jesteś uroczy. Podobasz mi się taki bardzo, kiedy znowu jesteś mi wyzwaniem, tak, zdecydowanie bardziej to wolę od zwykłego skinięcia na ciebie, byś przyszedł do mnie wieczorem i się pobawił. Szybko bym się znudził. A tak, mogę próbować sięgnąć po ciebie i nigdy nie wiem co dostanę w zamian. Na przykład dziś mnie ugryzłeś, aby się wydostać. Odsuwam się popchnięty przez ciebie uśmiechając szeroko i łapiąc oddech. Jest coś takiego w gryzieniu, co wywołuje u mnie satysfakcję, więc tylko mnie zachęciłeś. Nie mówisz nic, nie uciekasz, nie rzucasz w moim kierunku tą ciężką lampą, uznaję to więc za zielone światło. Yummy, przecież wiesz. Nie skrzywdziłbym cię.
Co masz lepszego do roboty? Wolisz spędzić czas zanurzony w papierach, niż poświęcić chwilę mnie? Nie wierzę w to. Mrugam i zamykam usta, po prostu uśmiechając się do ciebie, słodki Yuma, moja krew tak pięknie kontrastuje z twoją bladą skórą, wiesz? Wracam znów do ciebie, stając tak blisko, że niemalże stykamy się czołami, obserwuję jak dyszysz przez rozchylone, czerwone wargi. Masz powiększone źrenice. Daję nam jeszcze chwilę, na uspokojenie oddechu, choć trochę, choć na chwilę, dopóki znowu zacznie za nami nie nadążać. Przechodzę, stając za tobą, kładąc jedną dłoń na twojej szyi, na której po chwili zaczynam rozmywać krew w moich warg, drugą ręką sunę po twojej klatce piersiowej, dopóki nie docieram do ust, wkładając w nie dwa palce, na wypadek, gdybyś jednak chciał powiedzieć coś, co zepsuje nastrój. I gdybyś jeszcze nie był przekonany. Przed czym ty chcesz się bronić, Yummy?
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Wrz 01, 2015 12:43 pm

Wiesz co, Carlo, mimo wszystko żałuję, że tak to wszystko się skończyło. Przez pewien czas wydawałeś się bardzo interesujący, chyba kupiłeś mnie w chwili, gdy zjawiłeś się z tym stosem książek w mojej sypialni. To było całkiem rozbrajające, wiesz, książę na białym koniu, chcący uratować mnie przed klątwą (jak w tej książce o Cornelii i Zoltanie, Clairemina ją uwielbia). Teraz jednak rozumiem, że ani przez sekundę nie chodziło ci o mnie, a twoją motywacją przez cały czas było tylko zaspokojenie własnej ciekawości. To aż smutne, że dałem się tak oszukać, może po prostu pojawiłeś się w chwili, gdy bardzo potrzebowałem sojusznika i dlatego tak łatwo było mi uwierzyć, że zależy ci choć trochę.
Może to dziwne, ale nie czuję już strachu, patrząc na ciebie. Nie przyszedłeś po zemstę. Jestem po prostu wściekły, wewnątrz aż się gotuję ze złości. Mam nadzieję, że dobrze się mną bawiłeś, myślisz, że nie potrafiłbym się zrewanżować i wydusić z ciebie odrobiny satysfakcji dla mnie?
Nie, Coletti, mogę ci przysiąc, że nie zrobimy dzisiaj niczego, co nie wyjdzie z mojej inicjatywy. Strącam z siebie twoje dłonie nagłym, szybkim ruchem, wstaję i odwracam się do ciebie, przewracając przy tym krzesło. Dzisiaj, Coletti, nie dam ci niczego, ale wezmę wszystko, czego tylko zechcę. Nie jestem jak jeden z twoich aniołków, wiesz o tym, jako jedyny wprawiłem cię w zakłopotanie, podejrzewam, że jako jedyny również prawie pozbawiłem cię życia, choć jeśli byłeś w stosunku do nich równie czarujący, jak przy mnie, niejeden z nich mógł mieć na to ochotę. Chłonę cię wzrokiem, zastanawiam się, czy wolę cię zgnieść na pył czy rzucić na to biurko, naprawdę, Coletti, nikogo chyba jeszcze tak nie nienawidziłem jak ciebie, ale jednocześnie nikogo tak nie... pragnąłem? Gardzę tobą, a nie potrafię wyrzucić cię za drzwi.
Odwracam się na chwilę i tak stoję, pochylony nad biurkiem. Opuszkami palców wybijam szybki rytm na blacie. Ale trwa to tylko kilka sekund, czuję, że jesteś blisko, więc w końcu obracam się niecierpliwie, uderzając cię otwartą dłonią w twarz. Zabawne. Bo jesteś pierwszą osobą, jaką uderzyłem. Naprawdę pierwszą. Nienawidzę cię, Carlo.
Rozpinam od góry koszulę.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Gabinet   Wto Wrz 01, 2015 1:23 pm

Yumo. Uderzyłeś mnie. Jestem mile zaskoczony. Chociaż przez sekundę byłem w ciężkim szoku, kiedy tylko odwracam się do ciebie znowu nie mogę powstrzymać szerokiego uśmiechu. Potrafisz dać z siebie więcej? Chyba obawiałabym się ciebie uderzyć, jesteś przecież taki słaby, ale wykręcić, poddusić? Tobą uderzyć. To zupełnie inne sprawy. Widzę jednak, jak się gotujesz cały, jak walczysz ze sobą, słodki chłopcze, ustąpię ci więc miejsca dziś, jeśli od tego zależy dobro sprawy. Chętnie to zobaczę, doświadczę tego. Proszę, nie krępuj swoich zapędów, zrób ze mną co chcesz. Mógłbym trochę to podkręcić, ale przecież ty wiesz, na pewno wiesz, w jak wielkim błędzie byłeś myśląc, że zależy mi na tobie jak na osobie. Ale po co, nie będę nic mówił, przecież i tak widzę, jaki jesteś nagrzany. Dobrze, rozbieraj się. Ja poczekam, to dziś twoje pole walki, masz pierwszeństwo. Na moją korzyść będzie każda najmniejsza nawet rana. Proszę zatem, weź co tylko chcesz. Nie mam absolutnie nic do stracenia. Ty jednak trochę tak, ale chyba nie to ci teraz w głowie? Aniołku, nie masz pojęcia jak bardzo masz przejebane. Idę do biurka nie spuszczając z ciebie zafascynowanego wzroku i opieram się o nie, czekając. Zrób to. Zabaw się. Zabaw mnie.

zt nie bd tego opisywać
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Gabinet   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Norwegia :: Bindalseidet :: Brohl-