Sala baletowa

avatar
PisanieTemat: Sala baletowa   Nie Gru 28, 2014 3:12 am

Sala baletowa


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Kwi 05, 2016 5:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Kulusuk, Grenlandia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : 1/4
Status majątkowy : biedny
Zawód : greenpeace'owa aktywistka

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sob Cze 27, 2015 7:46 pm

Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. W całym zamku nie było ani centymetra powierzchni, która byłaby w stanie zrozumieć to dziwne uczucie w brzuchu, jakie nie odstępowało jej odkąd znowu pojawiła się w Dahlvaldzie. Jakby coś raz po raz wyszarpywało z niej wnętrzności, natychmiast wypełniając puste miejsca starą, skołtunioną watą. Korytarze wydawały się być za wąskie i zbyt pstrokate. Uczniowskie rozmowy pełne były niestosownej wesołości, a panoszący się po zamku nowy dyrektor… Nie powinno go w ogóle być. W spojrzeniu miał coś drapieżnego, bardziej niebezpiecznego od wszystkich sabatowców razem wziętych. I kategorycznie zabronił jakichkolwiek wyjść chociażby w okolice Närjarvi, nie mówiąc już o odwiedzaniu samego dwukrotnie (!) opuszczonego miasta. Był zły w sposób, w jaki tylko źli mogą być ludzie pragnący władzy. Bo tej chciał jak niczego innego, to dało się wyczuć po sposobie w jaki odnosił się do uczniów, w jaki się poruszał, nawet w tym, jak podczas posiłków jego sztućce uderzały o talerz. To nie był Dahlvald, jaki znała. To nie był Dahlvald, do jakiego mogłaby wrócić.
Zdawało się, że jedynym ukojeniem było sanktuarium szkolnych baletnic od siedmiu boleści. Sanktuarium, które z takim zaangażowaniem profanowała grupka wyszczekanych drugoklasistów. Hubba z taktem rozjuszonego buchorożca przegoniła gówniarzerię. Zaanektowała dla siebie całe pomieszczenie. To brudny, twardy parkiet sali balowej wydawał się obecnie miejscem najodpowiedniejszy do bycia jako takiego. Przestronna, jasna komnata przypominała hol odremontowywanego ratusza. Lustrzana ściana przypominała o tym, że cokolwiek by nie robiła, jakkolwiek pewna swego by nie była, zawsze będzie widoczna, zawsze ktoś patrzeć będzie jej na ręce. I ona jemu.
Zdobny w delikatne florystyczne ornamenty sufit pewnie zamykał się nad jej głową. Odzyskana różdżka – podobno naturalne przedłużenie ręki czarodzieja – spoczywała w jej dłoni jak miecz w ręce dopiero zaczynającego szkolić się w fechtunku giermka, nieśmiało poprawiając to, co ongiś, ku uciesze poważnych adeptów sztuk magicznych, stworzył wielki, a obecnie z kretesem zapomniany artysta. W niedługim czasie sklepienie tonęło w gęsto usianych niezapominajkach, a salę wypełniały monotonnie wypowiadane słowa.
- Niezapominajki są to kwiatki z bajki. Rosną nad potoczkiem, patrzą krzywym oczkiem i szepczą ci skromnie: nie zapomnij o mnie.
Rękoma i nogami zamiatała podłogę, robiąc niewidzialne aniołki.
Teraz było całkiem w porządku.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Oslo, Norwegia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Sabatem
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Sie 05, 2015 7:02 pm

Jestem dzisiaj badaczem. Włożyłem na siebie kilt szpitalny znaleziony w miejscu (miejsce jest bliżej nieokreślone, ponieważ nie pamiętam dokładnie z ktorej to z moich licznych, magicznych przygód przywiozłem właśnie tę pamiątkę) i wziąłem się do roboty. Ludzie mówią, patrzcie na tego Ezrę, on to nie potrafi pracować. A ja puszczam ich słowa pomimo uszu bo jeszcze by się na mnie zatrzymały i zrobiły krzywdę - robię swoje. Jak dzisiaj.
Poszedłem do kuchni pełnej skrzatów i powiedziałem im - elo skrzaty, ja tutaj mam misję do wykonania. Badania takie ciężkie, wszystko należy sprawdzić empirycznie, nie ma miejsca na domysły. Potrzebuje misek dużo, mleka dużo, no i płatki. Wszystkie jakie macie na stanie. Nie bójcie się jesli jakiś wam zabraknie, ja mam tutaj każdy trend. I kukurydziane, czekoladowe kulki, czekoladowe łódeczki, ryżowe, te co wyglądają jak ziarenka ryżu i są z czekoladą, miodowe kółka, te kolorowe to strzelają w ustach, oraz takie z suszonymi owocami i muesli, których ja osobiście nie znoszę bo ziom, muesli smakuje jak strawa dla konia. Nie mam nic do konia, skądże znowu, ja szanuje konie panie koniu, ale ich jedzenie to ich jedzenie. Jednak ludzie mają ciągoty do rzeczy niedobrych. Nic z tego nie rozumiem, jak można sobie żałować pyszności i wybrać muesli, kiedy można zjeść Wybuchowy Mix Ezry (to pomieszanie wszystkich dobrych płatków czyli - czekoladowych kulek, czekoladowych łódeczek, ryżu o smaku czekolady co chrupie, miodowych kulek i dużej ilości tych kolorowych co wybuchają w ustach. Proporcje są starannie wyliczone i trzymane w mojej głowie jako sekret przekazywany z Ezry na Ezrę. Jest u mnie bezpieczny. Sam przez większość dnia go nie pamietam), ale akceptuję wybory innych ludzi.
Badania dnia dotyczyły stosunku klęka do płatków. Jako bystry obserwator zauważyłem, że co człowiek to metoda. Jedni zalewają płatki mlekiem, inni dodają mleko do płatków. Nie mówię o przypadku ekstremalnego szaleństwa, człowieku, który zalał swoje czekoladowe łódeczki sokiem pomarańczowym, to nawet mnie przyszło ciężko by zaakceptować, więc wole po prostu nie myśleć o tak skrajnej odpowiedzialności.
To doskonale zrozumiałe - wziąłem sobie na ten eksperyment tydzień wolnego od zajęć ogólnoszkolnych (nie licząc fauny i flory, nie złamałbym serca pani F!) i próbowałem. Wypróbowałem absolutnie wszystkie możliwości!!! Prawie udało mi się pojąć tajemną wiedzę i poznać sekrety wszelkich płatków, kiedy to nagle porzuciłem wszelkie badania albowiem poczułem jak wola mnie ZEW MIŁOŚCI.
Nie można się oprzeć miłości ziom! Wie o tym każdy. Dlatego w swoim kitlu biegnę przez schody i korytarze, po czym jak młody wilk - hehe - wpadam do sali baletowej, jak tu...
Dziwnie ziom, te lustra i kwiaty, trochę czuje krzywe akcje, lekko mnie to zbija z tropu. Ale poprawiam kitel i wszystkie dready, dbając by Blady Kris trzymał poziom - bo to właśnie on jest największym wabikiem na kobiety - i przestępuje kilka kroków w przód, stając przed Hubbą.
- Gumeczko moja słodka, nigdy o tobie nie zapomnę! - wykrzykuję z emocją, bijąc się w pierś - Czy czegoś ci trzeba? Gumy? Pomidora? Płatków z mleczkiem? - kiedyś usłyszałem, że do kobiety trzeba się pofatygować. Więc się fatyguję, hoduję, szmugluję, a czasem nawet gotuję. Dla Bubby wszystko!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Kulusuk, Grenlandia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : 1/4
Status majątkowy : biedny
Zawód : greenpeace'owa aktywistka

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Sie 07, 2015 2:00 pm

Gdzieś w rozległej przestrzeni między trzytysięczną sekundą, a brokułowymi drzewkami (dalekimi od ezrowego Brokuła), wykonywanie aniołków przestało być wystarczająco pasjonującym zajęciem. Ręce i nogi zaczęły w końcu tworzyć w powietrzu niewidzialne wzory, tworząc z Nannuraluk żywą rzeźbę, którą formować można było na wszelkie możliwe sposoby, jakby miast sztywno trzymającego ją szkieletu zrobiona była z gumy. A potem wszystko ustało, gdy podłogowe deski zaskrzypiały cicho pod ciężarem niezapowiedzianego gościa. Znieruchomiała w nienaturalnej, niewygodnej pozie. Człap, człap, człap. Materiał tarł o materiał, coś szeleściło, falowało, uderzało o siebie, o coś, o powietrze. Zrobiło się głośniej, z każdą chwilą coraz więcej było hałasu w głowie i w sali, w wąskich żyłach krew tłoczyła się, nie dając rady przepływać szybciej i szybciej. Z każdym nieznanym krokiem, Hubba coraz bardziej zaciskała powieki, aż do ostatniej chwili nie chcąc poznać tożsamości włóczykija. W myślach grała sama ze sobą w kto to taki, wyliczając wszystkie znane jej nazwiska, nawet specjalnie nie starając się zidentyfikować osobnika. Nie aspirowała do bycia łowcą, ciężko byłoby jej nawet zostać szpiegiem, nie potrafiła więc z zamkniętymi oczami rozpoznać nikogo po sposobie, w jaki chodził, jak oddychał, jaki zapach mu towarzyszył – przynajmniej w większości przypadków – dopóki nie padłyby pierwsze słowa. Kto to taki, kto to taki? Verdneer? Hartvigsen? Hukelberg? Laxness? Sjöström? Coletti? Skarsgård? Yahto? Fisker? Brohl? Mårdh?
Vollan.
Oczywiście, że to Vollan. Bo kto inny, jak nie Ezra, podchodziłby do niej z takim entuzjazmem? Kto, jak nie on, zwracałby się do Hubby w taki sposób? W pewnym sensie to było całkiem urocze. Jak gromadka malutkich, osieroconych gumochłonów.
Kręcąc nosem, niby w zadumie nad zadanym pytaniem, pozwoliła sobie na jeszcze krótki moment leżenia w ciemności, wcale nie zastanawiając się nad konkretną odpowiedzią. Teraz nie potrzebowała niczego. Przez chwilę miała całkiem dużo, akurat tyle, by można było zakwalifikować ją do bycia człowiekiem szczęśliwym. Wreszcie otworzyła jedno oko, zerkając na Malveriena. Wszystko jest w porządku. Lyberthowie zawsze przepełnieni są radością i życzliwością dla całego świata. Co nie, Hubba? No… Nie.
- Brzmi jak piknik – stwierdziła z cieniem podejrzenia, kątem oka próbując zerknąć w stronę drzwi, by upewnić się, że to przypadkiem żaden żart. Spomiędzy vollanowych nóg niewiele było widać. – Co ci siedzi w głowie? – Poza tym, co oczywiste i zielone.
Poklepała znacząco podłogę obok siebie. Niech opowie więcej o tym, czego może jej brakować, co może jej załatwić, ile mu to wszystko zajmie, gdzie to wszystko poupycha, czy Keczup i Keczap będą z nim współpracować. Czy ma gdzieś zachomikowaną coca-colową hubbę, której nie widziała od… zanim wysłali ją na przymusowe wakacje.
Odwróciła się na brzuch, podpierając brodę rękoma. No, co tam, stary?
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Sala baletowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom drugi-