Sala nr 6

avatar
PisanieTemat: Sala nr 6   Nie Sie 23, 2015 10:30 am

Sala
Jednoosobowy pokój, dostosowany do potrzeb majętnych pacjentów, którzy w zamian za małą darowiznę przekazaną na rzecz szpitala, uprzejmie proszą o odrobinę prywatności. Pomieszczenie nie jest zbyt duże, ale znajduje się w nim wszystko, co potrzebne: łóżko stojące przy oknie, szafka z radiem, stały dostęp do świeżej wody, a nawet oddzielna ubikacja.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Vík í Mýrdal, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 6   Nie Sie 23, 2015 11:31 am

- Barbie, zrób coś w końcu z sobą, myślałem, że mnie wgnieciesz w ziemię podczas Nocy Walpurgii. - Kurtyna upada, dziękuję ślicznie. Czuję się zobligowany do powiedzenia czegoś takiego, na korytarzu roi się od trzecioklasistek, urządziły sobie pielgrzymkę do koleżanki, która w tragicznym wypadku straciła włosy i zafarbowała się na zielono. Wszyscy już i tak powtarzają plotkę o tym, jak Lotta Ullmann skręciła mi kostkę, prawdę mówiąc, dla mnie to całkiem wygodne. Wbrew obawom Ezry moja sekretna dziewczyna wciąż jest sekretna (i do tego ciągle dziewczyną, wygrywam życie), ale w obecnej chwili to naprawdę mało mnie martwi.
Zatrzaskuję drzwi, ale wiem, że trzecioklasistki pewnie już przyklejają się do ściany, by podsłuchiwać, więc wciąż jeszcze nic nie mówię. Podchodzę do łóżka, odgradzam nas od świata zasłonką w kwiatki i przysiadam na materacu obok Lotty. Rany. Ale mnie nastraszyłaś. Wiesz, może to dziwne, ale niecodziennie oglądam, jak bliska mi osoba gryzie się do krwi po rękach, ogarnięta jakimś dziwnym szałem. No. Martwię się.
- Prawie przez ciebie dostałem zawału, co to u licha było? - zaczynam, ale łapię się na tym, że to brzmi zbyt agresywnie, więc wzdycham i spuszczam nieco z tonu. - Nie, przepraszam, wiem, że to nie twoja wina, ale... coś takiego nigdy się nie działo, dlaczego to się w ogóle wydarzyło? - Znowu się unoszę, wybacz, to te rude geny. Przez kilka sekund milczę, ponuro wpatrując się przed siebie, po czym podejmuję temat. - Wiesz, nie tylko ty wylądowałaś w skrzydle szpitalnym. Coś mi tu mocno nie gra, Lotta. Ten rytuał i... to, to zbyt duże zbiegi okoliczności.
Pokaż te rączki. Biorę twoją dłoń w swoją, wolną ręką gładzę powierzchnię twojej skóry. Jest gładka, nie widać nawet blizn. Oj, Lotta, zapłakałabyś się na śmierć, gdyby twoją porcelanową cerę skalała jakaś szrama, co?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Rovaniemi, Finlandia
Rok nauki : VII
Wiek : 17 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : brzeginia
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 6   Pon Sie 24, 2015 12:57 am

- Przyszedłeś po odszkodowanie? - pytam głośno, przekręcając oczyma, nie ma to jak grasująca w poszukiwaniu sensacji horda trzecioklasistek. Nie ma żadnych dobrych ploteczek w szkole? I to totalna niedorzeczność myśleć, że kiedykolwiek mogłabym się zafarbować na zielono. Halo! To by była skończona głupota. A co jak co, głupia nie jestem.
Leżę tak trochę naburmuszona, bo czuje się już w porządku i wcale nie chcę tutaj być. Papa się uparł. Na dobrą sprawę nigdy nie widziałam go w podobnym stanie jak wtedy kiedy wpadł do skrzydła szpitalnego - był dosłownie biały jak ściana i trząsł się ze złości. Nie pamiętam zbyt wiele z tego co działo się wcześniej czy potem. Byłam cholernie, cholernie głodna, wszędzie była krew (podobno moja), dużo osób biegało dookoła i krzyczało, najgłośniej mój papa o tym, że  trzeba mnie zabrać do szpitala, w pewnym momencie po prostu odpłynęłam. Kiedy się obudziłam leżałam już tutaj z tatą przy łóżku. Głaskał mnie po włosach i powtarzał, że wszystko będzie dobrze. I jest już lepiej. W ciągu ostatniej doby, trochę wstyd się przyznać, zjadłam górę surowego mięsa i czuje się dzięki temu znacznie lepiej. Nie cudownie. Ale na pewno nie mam ochoty pozabijać wszystkich dookoła.
Jedno trzeba przyznać. Þjóðrekur ma niesamowite szczęście, dziesięć minut wcześniej i natknąłby się na papę, a nie jestem przekonana, że to najlepszy moment na podobne spotkania. Wiesz tatusiu, to tak jakby mój chłopak. Kiedyś po pijaku zaczęliśmy się obmacywać i okazało się, że jest w tym całkiem niezły, więc od tamtej pory chowamy się po kątach. Ba! Nawet ostatnio zaczęliśmy też rozmawiać. Wychodzi nam to równie dobrze jak seks.
Nie. To nie są rzeczy o których chcę mówić swojemu tacie. Znaczy, pewnie okoliczności nam sprzyjają, mogłabym powiedzieć jak Þjóðrekur rzucił mi się na ratunek, połączeni wspólną troską o moją osobę uścisnęliby sobie ręce, moglibyśmy nawet w trójkę zjeść tutaj obiad, jakoś by to poszło…
Na dobrą sprawę to nawet całkiem niezły pomysł. Chyba trudno o lepsze okoliczności. Zawsze mogę go zaprosić na kolację, ale wtedy nie będzie miał przewagi w postaci troski jaką ma teraz!
- Postanowiłam pobawić się w wariatkę - mruczę na te zawały i pretensje, mrużąc przy tym oczy. Po czym wzdycham, uśmiechając się lekko kiedy łapie mnie za rękę ściskam lekko jego dłoń - Nie wiem co to było, to jak podczas nowiu tylko tysiąc razy gorzej. Miliard nawet, nigdy nie czułam się tak… dziwnie. Ale i tak jest ze mną lepiej niż z innymi. Widziałeś Laire? - rzuciła mi się w oczy podczas tego całego chaosu w skrzydle, na dobrą sprawę nie jestem pewna czy w ogóle jeszcze żyje -Jak twoja noga? - może wtedy byłam zbyt zajęta własnym głodem by zarejestrować co dzieje się dookoła, ale tak, doszły mnie plotki o tym jak skręciłam Rudemu kostkę - Nie musiałeś mnie ratować. Chociaż to było bardzo miłe z twojej strony - uśmiecham się słodko, zasłużył.
I wypraszam sobie! Jest cała masa maści na blizny, nie zostałby po nich nawet ślad. Wiem, bo kiedyś miałam jedną na kolanie. Spadłam z huśtawki, został ślad, tata kupił jakiś specyfik i tada, lśniące nóżki bez skazy! Nie byłoby żadnego płaczu, duuh, nie mam pięciu lat.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Vík í Mýrdal, Islandia
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala nr 6   Sro Wrz 02, 2015 11:50 am

A więc przed spotkaniem z ojcem Lotty uratowały mnie panie z rejestracji - los jednak bywa przekorny, w końcu z miejsca zakwalifikowałem je jako potencjalnych wrogów. Obie łypnęły na mnie złym wzrokiem, oceniając spojrzeniem całą sylwetkę, a kiedy oznajmiłem, że przychodzę w odwiedziny do panny Ullmann, niemal synchronicznie uniosły brwi do góry. No bo jak to tak, rudzielec w dżinsach do panny ULLMANN? Panna Ullman zapewne nie życzy sobie wcale takich gości! Wytłumaczenie im, że owszem, jednak będzie kontenta na mój widok, okazało się w praktyce awykonalne, musiałem więc posunąć się do tak zwanej intrygi. Fakt, że plan się powiódł w stu procentach, uważam za szalenie przezabawny, skoro po prostu wskazałem z przejętą miną drugi koniec korytarza, wołając, że chyba widzę wszystkich członków ABBY. Rany, naprawdę się dały na to nabrać! Grunt, że kupiłem dość czasu, by dostać się na oddział, a potem wystarczyło już tylko zapytać jakiejś małej dziewczynki, gdzie leży największa maruda i zołza. Tadam! Oto jestem, Lotto, twój rycerz na białym koniu.
I patrz, już cię wkurwiam, dobrze, że między nami wszystko po staremu. Unoszę dłonie w obronnym geście, okej, okej, koniec pretensji, obiecuję. Wiem, że to nie było nawet w jednej stu tysięcznej twoją winą. Jak rany, Lotta, na co dzień jesteś dość straszna, gdy dodatkowo udajesz obłęd, stajesz się jak ucieleśnienie wszystkich lęków. Nie, mózgu, stop, to poważna sprawa. Wzdycham i w końcu kładę się na boku obok ciebie.
To wszystko brzmi strasznie dziwnie. Nie trudno się domyślić, że cokolwiek się stało podczas rytuału, zdarzyło się właśnie tobie, bo... nie jesteś jakby do końca człowiekiem. Laire Larsen, Amandine Løvenskiold, młodsze dzieciaki, których nie znam z imienia i nazwiska. Ponoć Antoni Hukkelberg też zemdlał, ale z tego co widziałem, zwykła utrata przytomności to najłagodniejsza dolegliwość, z jaką zmagali się Pechowcy Nocy Walpurgii.
- Laire? Nie, nie wiem, co z nią... to znaczy, chyba żyje. - Wzruszam ramionami, po czym wytrzeszczam na chwilę oczy, orientując się, jak to brzmi. - Miałem na myśli to, że na pewno żyje. Gdyby nie żyła, powiedzieliby nam? - Milczę przez chwilę, przepraszam, Lotto, ale to wszystko jest trochę zbyt straszne. Najpierw te getta, a teraz... teraz to. Już pochowałem tyle bliskich osób, a teraz znowu dzieje się coś... ale tym razem wymierzonego w takich jak ty? Nie chcę o tym teraz myśleć. Przysuwam się do ciebie i kładę rękę na twojej talii. Hej, Barbie, naprawdę cieszę się, że nic ci nie jest.
- Oczywiście. Zawsze jestem miły. - Miękkość mojego głosu niemal mnie zaskakuję, uśmiecham się więc, z duchu żartując dla samego siebie. Rudy, ale cię wzięło. I to na Lottę Ullmann! - Możesz być pewna, że dla ciebie wypiję dowolną ilość Szkiele-Wzro, możesz więc mi łamać co tylko zechcesz. W ramach rozsądku, rzecz jasna. - Nie musisz się martwić o moją kostkę. Rekonwalescencja trwała oszałamiające pięć godzin.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Sala nr 6   

Powrót do góry Go down
 

Sala nr 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» [I piętro] Sala operacyjna 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Oslo :: Ulica Złośliwej Walkirii :: Szpital Bogini Eir :: Piętro II: Oddział Zatruć i Wypadków Magicznych-