Pokoik na strychu


Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Pokoik na strychu   Pią Sie 28, 2015 8:18 pm

srsly


Ostatnio zmieniony przez Clairemina Brohl dnia Pią Sie 28, 2015 8:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Pią Sie 28, 2015 8:33 pm

Dzisiaj przy śniadaniu lokaj Fitzgerald przyznał nam się, że go nie pochowano. Nie. Pochowano. Go. Trzysta lat temu. Ani żadnego roku później. A dlaczego? Bo udawał, że żyje. Kiedy to usłyszałam zakrztusiłam się moją zupą mleczną. Oczywiście panie Fitzgerald, nikt się nie zorientował, że… nie nie wiem… nie jest pan materialny? Ze nie może pan na przykład przynieść nawet zwykłej ściereczki? Poważnie. Poważnie. To najgłupsza rzecz jaką ostatnio słyszałam, a miałam okazję we wtorek słyszeć na korytarzu rozmowę Pipo i jego Himery. Odłożyłam łyżkę i spojrzałam wtedy na Yumę. Mamy trupa w domu. Który pewnie jest już szczątkiem, szczątków, ale zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma tutaj tego więcej. Dreszcz przebiegł mi po plecach, bo wiem, a w zasadzie jestem pewna, że to możliwe. Ludzie, przecież my tu śpimy, a co jeśli dwa piętra nad naszą sypialnią była sala tortur? Czy kogoś to dziwi? Nie! Czy kogoś to przeraża? Mnie, bardzo! Przez ten dom tyle się osób przewinęło. Zarządzam porządki. Wykorzystamy Colettich. Ale najpierw, musimy sami uporać się z panem lokajem Fitzgeraldem. Po tym postanowię, czy chcę zaglądać do reszty pomieszczeń w tej willi i odkrywać jej tajemnice.
Dobrze, stoję przygotowana z różdżką i moim kijem przed drzwiami na strychu. Przeoczyłabym je, jest tu ciemno, a one pokryte są pajęczynami i kurzem. Nic dziwnego. Przez trzysta lat nikt się tu nie zapuścił. A nawet jeśli, to pewnie wolał nie ryzykować i odszedł. Dobrze. Dobrze. Popycham lekko Yumę.
- Odważnie! - Mruczę, by dodać mu otuchy, ale sama kulę się za jego plecami. Y. Y. Y. Nie chcęę. Ale muszę. Oboże. Ale tu duszno.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Pią Sie 28, 2015 10:46 pm

Piłem herbatę, gdy Fitzgeraldowi przypomniało się, że jego ciało zalega gdzieś w domostwie. Czy się przejąłem? Chyba raczej nie bardzo. Odłożyłem filiżankę na spodeczek i spojrzałem na Claireminie w poszukiwaniu śladów nadchodzącej histerii, ale okazało się, że zniosła to lepiej niż podejrzewałem. No, ale zadziwiający spokój (jak na nią) Claireminy to jedno, a trup w naszej willi to drugie. Chyba kulturowo jestem bardziej obyty, u nas raczej nie da się wychowywać dzieci tak, by nie stykały się ze śmiercią, nie mam absolutnie na myśli tego, że codziennie ktoś z naszych pada. Po prostu polujemy na zwierzęta (no dobrze, ja nie), kilka razy podczas każdej zimy zdarza nam się wygrzebać spod śniegu jakiegoś człowieka, który nocą wybrał się w średnio trzeźwym stanie na spacer do lasu, by już nigdy nie wrócić do domu. Zwłoki same w sobie nie wywołują we mnie wielkich emocji.
Obawiałbym się raczej gniewu duchów, domagających się godnego spoczynku, ale Fitzgerald w najgorszym wypadku oświadczy, że przestanie mi przynosić herbatę. Cóż. I tak tego nie robi. Fitzgerald nie jest groźny, ciało jednak musimy znaleźć, inaczej Clairemina już nigdy nie zaśnie spokojnie.
- Masz rację, ubezpieczaj tyły. - Odwracam się przez ramię do rudej i dopiero wówczas kładę dłoń na klamce. Wtedy nachodzą mnie wątpliwości. Znam przecież historię rodu Brohlów i nachodzi mnie refleksja, że ciało kamerdynera to prawdopodobnie jedna z mniej upiornych rzeczy, jakie możemy tu znaleźć. Dobrze, Yumawikvatatawo, bądź odważny. Wzdycham przez nos, otwieram drzwi i wchodzę do środka.
Co za okropna atmosfera.
- ...nie potrafię nazwać połowy przedmiotów, które tu się znajdują - przyznaję po krótkiej chwili zmieszania. Czy to jest? O Wielki Duchu, nie. Odwracam wzrok, pamiętając, by omijać ten kawałem podłogi spojrzeniem.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Sob Sie 29, 2015 2:22 pm

Zaraz zwymiotuję. Nic nie widzę, ale czuję i tak tu jedzie, że kulę się bardziej, przyciskając nos do karku Yumy, trudno, będę oddychać przez niego, jest tak wątły, że pewnie i tak przepuszcza powietrze. No idź, no idź.
- I co? Leży tam? - Spoglądam w końcu i jednym okiem próbuję ogarnąć pogrążony w mroku pokój. Lokalizuję okno ale równie dobrze mogłoby go nie być, nie przepuszcza praktycznie wcale światła, takie jest brudne. A więc tutaj mieszkał Fitzgerald. Dalej mieszka. Gdzie on jest? Nie przyleciał za nami? Może nie chciał oglądać jak naruszamy jego prywatną strefę. W sumie nic dziwnego, gdybym ja była duchem to chyba też nie chciałabym, żeby mnie ktoś trzysta lat po mojej śmierci oglądał taką rozłożoną, pokrytą brudem.
- Otwórzmy okno. - Bo naprawdę zwymiotuję, potrzebuję świeżego powietrza, w tutaj nawet ciężko jest się poruszać, tak jest gęsto. Puszczam Yumę i podchodzę do okienka ulokowanego w dachu, siłując się z nim przez chwilę, aż w końcu udaje mi się je… wyrwać. Zamykam oczy i zaczynam kichać jak szalona, zaciskając dłonie na ramie okienka, nie wiem po co, w końcu odkładam ją na stół, pełen bibelotów. Prostując się uderzam głową w klatkę, w której coś trzysta lat temu zdechło i zaczynam piszczeć, kiedy włosy zaplątują mi się w zawiłe pręty przykryte welonem z pajęczyn. Yuma, Yuma pomocy!
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Sob Sie 29, 2015 8:41 pm

Co? Nie wiem. Nie widzę tu żadnego ciała, to znaczy, hmm, żadnej sterty kości. A co jeśli Fitzgerald się pomylił? Wygląda na takiego, który nawet za życia miał kłopoty z pamięcią, może wpadł do stawu, albo przygniotły go słoiki w podziemiach? Albo umarł w śpiączce w jakimś przytułku dla bezdomnych, a wrócił do tego miejsca, bo właśnie tutaj ostatni raz czuł się szczęśliwy? Wielki Duchu. Idę do przodu maleńkimi kroczkami, uważając, by niczego nie nadepnąć. Coś ucieka spod moich stóp, świeeeeeeetnie, mamy tu szczury. Mamy tu szczury! Przez moją twarz przechodzi jakiś dziwny skurcz, gdy o tym myślę. Clairemino. Masz miliony zakonserwowane w banku, podaj mi jeden powód, dla którego mieszkamy w rozlatującej się rezydencji. ZE SZCZURAMI. Wiesz, ja lubię zwierzęta, ale wychodzę z założenia, że dom wolny od szkodników to w dzisiejszym świecie raczej podstawa.
I to okno. Wielki Duchu. Przodkowie. Dajcie mi siłę. Ukrywam twarz w dłoniach i przez chwilę zbieram myśli. Nie, tak nie będzie. Zarządzam akcję renowacyjną willi Brohlów.
Co, zaraz, czemu tak piszczysz? O rany, Clairemino. Chwytam cię za ramiona, daj mi chwilkę, zaraz cię wyswobodzę, ale najpierw musisz przestać się wiercić. Rozplątuję włosy rudej spomiędzy prętów klatki, przy okazji wyciągając z nich kilka małych kosteczek, mam nadzieję, że tego nie zauważyłaś.
No. I.
Co teraz?
Odkaszluję, w powietrzu fruwa pełno kurzu. Okej. Okej. Jakbym miał zaraz umrzeć, to gdzie bym się ulokował? Oglądam łóżko należące niegdyś do Fitzgeralda, ale nic tam nie ma. No to. Hm. Zauważam przykryty jakąś rozpadającą się szmatą fotel. Hm. Może tutaj? Podrywam płachtę do góry, ale coś pod nią rozpada się z trzaskiem i w powietrze wzbija się tuman pyłu. Kaszlę. A potem. Patrzę na kupkę zniszczonych kości, z czego tylko część jest dobrze zachowana, a reszta krąży sproszkowana wokół mnie. I. Kości Fitzgeralda. I. One. Są. Na. Mnie. Aaa. AAA. AAAAAA.
Odwracam się z szeroko rozstawionymi ramionami, jakbym brzydził się własnego ciała. I. Krok naprzód. Krok naprzód.
Nawet nie wiem kiedy tracę czucie w nogach i padam twarzą na podłogę. Zaraz się jednak podrywam, spanikowany.
- MAM NA SOBIE FITZGERALDA! - Otrzepuję ubranie szybkimi ruchami i, Wielki Duchu, chyba się zaraz rozpłaczę.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Sob Sie 29, 2015 11:56 pm

- DLACZEGO KRZYCZYSZ? - Nie wiedząc czemu sama podnoszę głos, chociaż już zaczynam piszczeć głośniej, kiedy Yuma wyplątuje moje włosy z klatki i czuję, jak się kleją, Podnoszę ręce w górę i zaczynam wachlować się dłońmi, boże, oboże, co to było, co to był, czy ja mam nietoperza w włosach, CZY TO SĄ KOŚCI. Patrzę jak upadasz i rzucam się aby cię podnieść.
- AAAAAAAAAA - Krzyczę otrzepując cię z pyłu i Fizgeralda. Nawet nie wiem, czy dobrze trafiam dłońmi, bo po prostu w macham wyciągniętymi przed sobą rękami, z głową odwróconą na bok i zaciśniętymi powiekami. I chyba trafiam w twoją twarz. Przeskakuję z nogi na nogę nie przestając krzyczeć, aż w końcu tracę równowagę i upadam na biblioteczkę, wszystkie półki zawalają się a ich zawartość spada na mnie, między innymi dawno już wyliniały wypchany lisek. Podrywam się jak oparzona, łokciami spycham z siebie lisa i krzycząc głośniej wskakuję na Yumę. Oczywiście nie jest w stanie mnie utrzymać, więc upadamy na łóżko, które zapada się, a wokół wzbija się jeszcze więcej kurzu i prawie już nic nie widzę, zamykam usta ale i tak zaczyna mnie dusić, więc kaszlę obficie, próbując wydostać się ze starego koca i pościeli, próbuję wstać, ale potykam się o nogi Yumy i upadam taka zawinięta w brudny kokon, wiercąc się na boki, zaraz się rozpłaczę, to był zły pomysł. TO BYŁ ZŁY POMYSŁ.
- YUMAAAAAA! - Pomocy!!!!! Pomóż mi, wydostań mnie stąd i uciekajmy, uciekajmy! Już nigdy tu nie wrócę, nigdy nigdy, co to za miejsce, co to jest za dom, nie dziwię się, że Brohle nie chcieli poznawać jego tajemnic.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Nie Sie 30, 2015 12:34 am

- AAAAAA! - Mam trupa w oczach, mam trupa w oczach! Wycieram łzy spływające mi po policzkach, ale SPROSZKOWANE KOŚCI FITZGERALDA WPADŁY MI DO OCZU! AAAA! AAAAAAA!
Krzyczę też głównie dlatego, że Clairemina mnie bije. Przestań, wcale nie pomagasz! Nie mogę się zdecydować między wytrzepywaniem resztek lokaja z włosów i z ubrania, a powstrzymywaniem cię przed stosowaniem na mnie przemocy. W praktyce wymachuję rękoma równie chaotycznie jak ty. Tę żałosną scenę przerywa przypadkowy twój cios w moją szczękę, cofam się o krok, trochę zaskoczony i oszołomiony i na moment przestaję panikować, ale KOŚCI FITZGERALDA.
Nie wpadam jednak na żaden głupi pomysł, za to wpada na mnie Clairemina. WIELKI DUCHU. Czuję, jak upadamy na łóżko, ale to nie koniec, lecimy dalej w dół, gdy wszystko, drewniana rama, materac, kołdra, wszystko się pod nami zapada. Nie dość, że kurz wdziera się do moich płuc, to jeszcze Clairemina zgniata moją klatkę piersiową. ZA CO. Wymachuję kończynami, ale nie dam rady stąd się wydostać, nie dopóki ruda na mnie siedzi! Ała, Clairemino, co ty robisz? Gdzie ty... Wielki Duchu!
- Niminjinawez! - łkam trochę, ABSOLUTNIE ŻAŁUJĘ WSZYSTKIEGO, co to w ogóle za pomysł, jesteśmy dwójką nastolatków szukających zwłok kamerdynera na strychu, nic w naszym życiu nie jest takie, jakie być powinno! Zrywam się z łóżka i szarpnięciem próbuję ją wyswobodzić z tych pledów, chyba pod wpływem adrenaliny odkrywam w sobie jednak nieznane wcześniej pokłady siły, bo nie tylko rozwija się z koca, ale turla po brudnej podłodze, aż zatrzymuje się z twarzą przy wypchanym lisku.
AAA! To miejsce jest przeklęte! Zmieniam zdanie, Fitzgerald jest najgorszym duchem w historii złych duchów!
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Nie Sie 30, 2015 4:21 pm

- YUMA NIE PŁACZ. NIE PŁACZ JA CIĘ OBRONIĘ AAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAA. - MAM TWARZ W LISIE. MAM TWARZ W LISIE. MAM LISA NA TWARZY OBOŻE. Ściągam go z siebie i wyrzucam w przestrzeń, trafiając akurat wstającego Yumę. O matko, uderzyłam Yumę wypchanym lisem. Rzucam się w jego stronę, by go podnieść, Yumę oczywiście, nie lisa.
- NIE JESTEŚMY PRZYGOTOWANI - Wrzeszczę już sama nie wiem czemu, choć nic mnie teraz nie atakuje. Biorę Yumę za rękę i odwracam się by uciec stąd jak najszybciej, ale uderzam czołem w drewniany strop. Będę mieć siniaka. Zginam się w pół i jęczę, przykładając dłoń do czoła. Już nie mogę, to za dużo. Popłakuję sobie trochę, a potem na czworakach, a właściwie na trojakach, bo jedną ręką wciąż trzymam się za głowę idę w kierunku drzwi. Poddaję się. Wypełzam na strych nawet nie wstając, w obawie, że tutaj też zaatakuje mnie jakaś wystająca belka.
- Ponieśliśmy spektakularną klęskę. Dobrze, że nikt tego nie widział. - Mruczę zrezygnowana i wtedy trafiam na czyjeś nogi. Unoszę głowę ale i tak wiem kto to.
- Zrobiłeś to specjalnie?! - Pytam lokaja wstając, ale on zaprzecza i nie rozumie, co mogło się nam stać, on mieszkał w tym pokoju ponad pięćdziesiąt lat i nigdy nic złego mu się nie przytrafiło, poza tym, że umarł. Czuję, jak pulsuje mi żyła i nie mogę się powstrzymać.
- NA CHOLERĘ TRZYMAŁEŚ LISA W POKOJU?!?!?!?!?! - Wydarłam się aż nie poznałam swojego głosu, boże, przepraszam Fitzgerald. Zrobił urażoną minę spoglądając wymownie na drzwi swojego dawnego pokoju.
Powrót do góry Go down
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Nie Sie 30, 2015 4:53 pm

Ledwo oczy przestały mi łzawić od OBECNOŚCI PROCHÓW FITZGERALDA AAAA, a dostaję nagle martwym lisem w twarz. Wielki Duchu, chyba zwymiotuję. Co to w ogóle za dzień, czemu to się wszystko dzieje? Clairemina pomaga mi wstać, ale i tak chwieję się na nogach, niech ten koszmar w końcu się skończy! Zdecydowanie sobie na to wszystko nie zasłużyliśmy!
- WCALE NIE JESTEŚMY, TEN DOM NAS POŻRE JAK KOJOT PIESKA PRERIOWEGO! - Krzyczę, chwytając Claireminę za ramiona, zobacz tylko, jesteśmy tu od jakichś kilku minut, a co to miejsce z nami zrobiło?! Mam tego dosyć, szczurów, kościotrupów, wypchanych zwierząt i innych makabrycznych odkryć, wynośmy się stąd i zabijmy drzwi tego pokoju deskami, nikt tu już nie wejdzie NIGDY. NIGDY NIGDY NIGDY.
Nie zdążam ostrzec cię przed niskim stropem, próbuję więc chwycić się w porę, ale to był okrutnie zły pomysł, i tak uderzasz się w czoło, a przy schylaniu się dodatkowo wbijasz mi łokieć w brzuch. Ałć. Kucam, znów ze łzami w oczach, i przyciskam zaciśnięte w pięści dłonie do skroni, przygnieciony ogromem tych katastrof, jakie na nas spadły. To za dużo, najgorszy dzień w życiu, słowo daję.
Wyczołguję się za Claireminą, czuję się tak pokonany i upokorzony jak nigdy. Masz rację, dobrze, że nikt tego nie widział.
A potem podnoszę wzrok i widzę Fitzgeralda.
- Ninishkaadiz! - Wołam, rozjuszony, po czym pokazuję na Claireminę. - Onjida go gotaaji awe abinoonjii dibikadinig!!! - Fitzgerald, ty chory potworze! Podrywam się na równe nogi i przechodzę przez upiornego lokaja, po czym zbiegam po schodach, mam zamiar brać prysznic przez następną dobę!

/zt
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Czw Wrz 03, 2015 12:09 pm

(potem zmienimy nazwę tematu na"strych". Piszę na telefonie nie śmiejcie się z błędów)

Pani Claudia oznajmiła, że przybytek Brohlów wymaga dokładnych porządków. Zdziwiło mnie to - czy Clairemina Brohlówna jako przedstawicielka nobilis nie ma służby, której mogłaby to zlecić? Ma? L-lecz jest martwy od trzech wieków? Tak, tak, też nie sądzę, by okazał się dobrym towarzyszem w walce z brudem. Pani Claudia zapytała mnie o dziwną rzecz, to znaczy o najbardziej makabryczne zdarzenie, jakie uświadczyłem. Niechaj się zastanowię. Może gdy kompanię książęcą zdziesiątkowała jakaś dziwna niemoc i co szósty wojak wił się w konwulsjach, z twarzą pokrytą krwawymi czyrakami? Albo, hm. Odylen i Przybywoj ze świeżo wyłupionymi oczyma, z oczodołami czarnymi od brudnej krwi. O, teraz sobie też przypominam tego jarla, którego Sygryda kazała spalić żywcem, wcześniej każąc go obedrzeć ze skóry i... wystarczy, nadam się? Ale do czego? Uhm po co mi ta miotła?
Takoż na miejscu okazuje się, że zostałem wmanewrowany w sprzątanie poddasza. Nie jestem wcale kontent, nigdy nie zdarzyło się, bym musiał czynić porządki, a teraz czuję się jak jaka dziewka służebna. Pociągam nosem, czując się oszukany. I również dlatego, iż mdli mnie trochę od duchoty i kurzu.
- Spójrzcie, pani, kolejna wypchana sowa! - Wołam dziwnie podekscytowany, to będzie już szósta, jaką udało mi się znaleźć w ciagu ostatniej godziny (wiem iż upłynęła godzina, gdyż pani Claudia posiada przyrząd mierniczy zwany zegarkiem, nie przypuszczałem, że kiedyś będzie można było podzielić dnie na tak malutkie części jak chociażby sekunda!). Przerzucam sowę z ręki do ręki, nim w końcu składuję ją w pudle do tego przeznaczonym. - Pani, poprawcie mnie, jeśli się mylę, lecz to domostwo zamieszkują magowie od co najmniej kilku pokoleń, dlaczego nie natknęliśmy się na żadnego Chowańca? Wiecie, pani, kota opętanego przez Złego? Każda czarownica czerpie siłę od demonicznego towarzysza, duuh. - Ci obecni czarodzieje są jacyś oszukańczy. A na Brohli szkoda mi słów, gdzie te płaszcze z ludzkiej skóry? Gdybym był wiedźmą, nosiłbym taki.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Czw Wrz 03, 2015 3:25 pm

Nikt inny tego nie zrobi. Clairemina i Yuma nie wchodzą w grę, po ostatnim popisie, Carlo mi nie pomoże, o co go nie winię, nie wiadomo, co tam znajdziemy, nie chcę mu uzupełniać koszmarów. Cezary traktuje mnie jak powietrze, czyli norma. Chiara to dzieciak i księżniczka na ziarnku grochu. I wcale nie muszę tego robić. Ale.
Dobrze, chcę to zrobić.
Zrekrutowałam Lamberta, bo pewnie wiele w życiu widział, zresztą wydało mi się strasznie zabawne wysłużenie się księciem. Widziałam jego kwaśną minę. Nie mogłam się nie wyszczerzyć.
Lubię mieć plan działania, więc rzeczy dzielimy na te do wyrzucenia, jak wypchane sowy, część zostawiamy, a trzecia kupka jest na rzeczy, o które powinnam zapytać Claireminę. Jest też czwarty kubeł, osobiście mój ulubiony, mianowicie truchła. Na początku było nudno i karton wypełnił się kościami. Ale potem znalazłam mumię. I to jaką! Otwieram jedną z szaf a tam leci na mnie perfekcyjnie zakonserwowana ruda kobietka. Tylko trochę sucha, ale jaka piękna. Oczy ma zamknięte, ale widać, że gały miała wielkie. Niesamowite, nawet rzęsy ma. Ciekawe, czy jest wypchana w środku, czy zostawili wszystko i zaklęli ją po prostu. I w jakim celu? Jeśli była kimś ważnym w rodzinie, chociaż to młoda dziewczyna, to czemu jej nie pochowano z rodzinnym grobowcu? Clairemina jeszcze nie wie, ale ja odkryłam niedaleko w lesie, który chyba jest i tak własnością Brohli, katakumby.
- Hej, Lambert, patrz, co znalazłam! - Odwracam się, trzymając rudą w ramionach. Brohle to popierdolona rodzina. Kto trzyma takie rzeczy na strychu?
Dobrze, a kto normalny nie odskakuje na ten widok, tylko trzyma znalezisko, jakby było lalką? Nie ważne. Nigdy nie bałam się trupów. Widziałam moją mamę. Widziałam wiele martwych zwierzątek, muszę być z tym oswojona. Ciągnę za sobą ciało i kładę ją obok kartonów z kościotrupami, mam zamiar ją pochować. Nie, żebym była specjalnie religijna, ale dlaczego miałabym zniszczyć ją z resztą gratów jakby była rzeczą? Cała jestem już brudna, ale na początku nałożyłam sobie i Lambertowi zabezpieczenie na skórę, na co oczywiście naczelna ruda i Yuma nie wpadli. Zle się do tego zabrali. Nie rozumiałam wcześniej jakim cudem są tak bliskimi przyjaciółmi, ale po ich wrzaskach na strychu już wiedziałam, że są siebie warci, kretyni. Kucam przy dziewczęciu i próbuję rozchylić jej powieki, ale pod spodem są kamienie. Eh, fuj. Zepsuli cały efekt. Poważnie, Brohle, co jest z wami nie tak?
Wracam do szafy i znajduję tam kilka szat, sprawdzam, czy nie są zaklęte, ale wszystko z nimi w porządku, wyciągam je i idę do okna, jedna z nich jest cała czarna, ma wysoki kołnierz, tren i gorset, ZA JE BI ŚCIE. Musiała należeć do jakiejś buntowniczki, patrzcie, jaką złą jestem czarownicą. Patrzcie.
Zrzucam wszystko z siebie, nie zwracając uwagi na oburzenie Lamberta i wskakuję do sukni. Dobry boże jaka ona ciężka. Jak one w tym chodziły? Przecież pod spodem miały jeszcze warstwy halek i bielizny. Kiwam na Lamberta, chodź mi pomóc z tym gorsetem, przecież sama nie dam rady. O. Boże. Nie. Tak. Ciasno. Bo razem z biustem wypłyną mi wnętrzności. Co za męka. I to wszystko, aby mieć zgrabną talię i pokaźny dekolt? Zerkam w dół. Nieźle. Rozplatam warkocz i robię prowizorycznego koka na czubku głowy niemalże.
- Zmieniłam zdanie, pójdę w tym do ślubu. - Oczywiście nie ma takiej opcji, ale czemu nie miałabym przyprawić Lamberta o mini zawał? Jestem okropna. Ale tak świetnie się bawię! Ha!
Jeśli chcesz, Lambi, to wskakuj, męskie szmaty też tam są. Fantastyczny jest ten koronkowy ubiór błazna, chociaż podejrzewam, w jakich celach go noszono.
Dobrze, uzbierałam jeszcze kilka wypchanych zwierząt, w tym, hm, metalowy stelaż z głową jelenia i nie mam pytań. Lepiej, żeby Yuma tego nie widział. Zgromadziło nam się całkiem sporo kartonów, więc kiwam na Lamberta, chodź, mały. Musimy części tych rzeczy się pozbyć. Unoszę różdżkę i wszystko, co zebraliśmy podrywa się w górę. Na rudą narzucam starą kotarę. Nie chcę, żeby te biedactwa na dole dostały szoku.
Schodzę po schodach, uważając, żeby się nie potknąć o rąbek sukni, a za mną lewituje konwój pogrzebowy, z zamykającym go Lambertem. Chyba rozumiem, dlaczego kobieta, do której należała ta suknia ją nosiła i czemu ją zachowała. Na samym dole wchodzę do salonu, stamtąd najbliżej do ogrodu i szczerzę zęby do obecnych tam domowników. Biedni. Nie bójcie się. Sprzątajcie sobie bezpieczniejsze pokoje, obiecuję zająć się strychem. Zaklepane!
- Ten strych, to najlepsze miejsce, w jakim kiedykolwiek byłam! -  Opieram dłonie na biodrach, patrzcie, jak one teraz wyglądają! Mam gorset, widzicie? Clairemino dlaczego tak patrzysz w tamtą stronę…? Aha. No tak, pod kotarą rysuje się przecież humanoidalny kształt. Prawie wzruszam ramionami, ale nie mam tego w zwyczaju, w przeciwieństwie, do Yumy.
Yumo…? Hej?
Przechylam nieco głowę łapiąc jego spojrzenie i puszczam mu oczko. Dobrze, nie mamy czasu do stracenia, podchodzę do naprawionych już oszklonych drzwi, otwieram je i wychodzę, a wszystko posłusznie leci za mną.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Czw Wrz 03, 2015 4:22 pm

Burczę pod nosem, nie doczekując się odpowiedzi, nie wiem, skąd wynika to godne potępienia zachowanie. Przy Claudii naprawdę czuję się tak, jakbym przemawiał do powietrza, a przecież jestem księciem, nawet udawane baczenie na moje słowa byłoby wyżej niźli wskazane! Ale nie szkodzi, mogę przerzucać śmiecie zgromadzone przez stulecia w posiadłości Claireminy. I będę to robił w milczeniu. Z godnością.
Jednak gdy zwracam twarz w stronę Claudii i zauważam, co trzyma w ramionach, aż wytrzeszczam ślepia ze zdumienia. Wypuszczam jakiś dziwaczny przedmiot, który wygląda jak kula oblepiona mapami (uhm, po co?), nie przejmując się tym, że turla się gdzieś pod stopy Claudii. Nic nie poradzę, tak mnie tej widok poraził!
- O MÓJ STWÓRCO, SPÓJRZCIE, PANI, NA JEJ WŁOSY! - zachwycam się, splatając dłonie razem, i w dwóch krokach znajduję się przy nieboszczce. Oglądam dokładnie jej długie kędziory, no doprawdy, jak to możliwe, że po tylu latach wciąż zachowały taką miękkość? Są tylko przykurzone. - Dałbym się zabić, żeby wyglądać tak po śmierci - stwierdzam, kiwając poważnie głową. Ksiądz na ambonie grzmiał raz, że ciała są grzeszne, ale z tego co zrozumiałem, to po iluś latach trwania w zawieszeniu odrodzimy się w nich? W Nowym Jeruzalem? W takim wypadku naprawdę wiele bym oddał, by zachować TAKI wygląd. Przecież ta nieszczęsna niewiasta wygląda, jakby spała. Aż się rozmarzam trochę, bo czy w pewnym sensie nie pokonała ona śmierci?
Wzdycham tylko na widok tych kamieni, marnotrawstwo dobrego trupa, powiadam. Przypatruję się tym nietkniętym czasem zwłokom jeszcze przez chwilę, dręczony dziwnym wyobrażeniem tego, jak moi bliscy wyglądają po tysiącu latach spędzonych w grobie. A kiedy się oglądam za siebie, co za widok kala moje oczy? Niemal podskakuję w miejscu, wykonując przy okazji piruet i tak stoję, płoniąc się i zaciskając dłonie w pięści. Co to za obnażanie się? Nigdy nie zrozumiem tych czasów? Mielę coś w dłoniach i po chwili orientuję się, że to "coś" to ręka naszej nieboszczki. I. Niech to. Ukruszyłem jej palec. Odkładam go pospiesznie, zerkając tylko na panią Claudię i upewniając się, że uszło to jej uwadze.
Odwracam się dopiero, gdy zostaję wezwany do pomocy. Skąd mam wiedzieć, jak zawiązać gorset, duuh? W moich czasach nie torturowaliśmy dam w tak wymyślny sposób!
- O nie, pani, wykluczone! - Oburzam się na to postanowienie, to nie jest przyodziewek stosowny dla panny młodej! - Chociaż... - Skubię w zadumie dolną wargę, może i to ma jakiś głębszy sens? Ale wtedy należałoby ubrać do pary kawalera, a kto wie, ile to nam przysposobi trudności. Ten człowiek w ogóle nie jest skory do współpracy, jeśli o kwestie odzieżowe się rozchodzi!
Ale. A niech mnie. Jak złowieszczo wyglądają te dziwne ubrania! Nie przypominają ani tego, co nosiłem niegdyś, ani tego, co noszę dzisiaj. Prawdę powiedziawszy, chyba mi się nie podobają. Przypatruję im się jeszcze chwilę, po czym zbiegam za panią Claudią po schodach.
- Mamy już sześć sów! - Oznajmiam z szerokim uśmiechem Claireminie, nie czekam jednak na jej reakcję, pomagam uporządkować stosy na ogrodzie, po czym wracam na strych. Ciekawe, co jeszcze tam znajdę?
Uch, prawie zapomniałem, jak tu duszno. Wachluję dłonią powietrze przed sobą, po czym za swoją ofiarę upatruję niedotykany jeszcze przez nas kredens. Przy pociągnięciu szuflady jej dno wypada wraz z zawartością. Mrugam, zdziwiony, bo słyszę przy tym niepokojący chlupot. Spoglądam na dół, by spostrzec, że cała podłoga skąpana jest w jakimś wywarze, widocznie w środku znajdowały się jakieś ELIKSIRY! Cofam się spanikowany, aaa, czarownictwo, czarownictwo, ooo, hmm, nie, chyba nie. Nic się nie dzieje.
Drapię się po podbródku, jeśli to jakie magiczne trucicielstwo, powinienem był już skonać?
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Czw Wrz 03, 2015 5:08 pm

Nie wchodźcie do ogrodu. Usypaliśmy tam stosy. Jeden do spalenia, drugi do zakopania. Ale będzie śmierdzieć, matko. Wracam na górę, przeskakując co dwa schodki, a czarny tren ciągnie się za mną, nie wiem dlaczego, ale bawi mnie to strasznie. Na jego końcu właśnie powinien znajdować się czarny kot. Ciekawe, czy gdyby Lambert się tam położył to mogłabym go pociągnąć jak na saniach. Nie będę sprawdzać. Dociera do mnie dźwięk tłuczonego szkła i natychmiast odwracam się od jednej z szaf i dobiegam do Lamberta. Na szczęście nic mu się nie stało, a i nie uszkodził niczego wokół, poza samymi eliksirami, oczywiście. Pozbywam się ich jednym machnięciem. W innej sytuacji pewnie rzuciłabym jakiś komentarz, ale mam zbyt dobry humor. Poza tym. To nie jego wina. Zadne z nas nie wie na co się natknie. Na przykład ja, wróciwszy do szafy, zalazłam nakręcanego kota, pokrytego czarnym futerkiem. O. Rany. Uwaga teraz. Nakręcam kotka i kładę go na drewnianych deskach. Zabawka zaczyna iść w stronę księcia.
- Lambert! Uważaj, to Chowaniec! - Krzyczę teatralnie przestraszonym głosem i kryję się w cieniu. Masz swojego kota. Zaraz wybuchnę śmiechem. Oczy mi zachodzą łzami, kiedy okazuje się, że kotek otwiera pyszczek i próbuje wydobyć z siebie dźwięk. Jestem okropna. Okropna. Spłonę za to. I to chyba zaraz. Na tym stosie z wszystkimi truposzami. Nie mogę. Kotek zatrzymuje się i upada, a ja ocieram łzy rękawem i wyskakuję z ciemności.
- Pokonałeś go! Jak to zrobiłeś?! - Jestem bardzo, bardzo słaba w powstrzymywaniu śmiechu, więc przy ostatnich sylabach już się zginam w pół i nie mogę, wybucham śmiechem. Lambert, przepraszam, jestem straszna. Straszna! Chcę cię nawet przeprosić, ale kładę się na ziemi ze śmiechu i nie mogę się opanować, czekam na swoją instant karmę. Podnoszę się w końcu i biorę kotka, wrzucając go do kartonu z rzeczami do wyrzucenia. Chyba, że Clairemina go ocali. Ale to stara zabawka, nie wiem, do czego byłby jej potrzebny.
Po parunastu minutach w końcu udaje mi się dotrzeć do okna, które otwieram na oścież. Powietrze.
Po paru godzinach, z przerwą, na herbatę, którą przyniosłam dla siebie i księcia, jestem już zmęczona. A nie dotarliśmy nawet do połowy. Ba, chyba do ⅓.
Siedzimy więc w środku obozu graciarnio-trupianego i odpoczywamy.
- Co powinniśmy zrobić z tym akwarium? - Masz jakiś pomysł, książę? Jakieś półtorej godziny temu znalazłam ogromnych rozmiarów akwarium wypełnione fioletową cieczą. Wydawało mi się, że jest puste, dopóki Lambert nie uświadomił mnie, że w środku jest testral albinos. Faktycznie, po chwili znalazłam przyczepioną do ścianki informację. Jakoś mnie nie dziwi, że Mieszkowic był świadkiem czyjegoś przejścia do świata zmarłych. I chyba nie powinnam mu zazdrościć tego, że widzi testrala albinosa? A jednak, to wyjątkowe zjawisko i raz na jakiś czas zerkam w stronę akwarium, jakbym jednak mogła choć zarys tego zwierzęcia zobaczyć. Zdecydowanie nie chcę tego wyrzucić, ale co z tym zrobić? Zostawić tutaj? Wstaję i przechodzę przez cały strych podchodząc do jednego z okien, które udało mi się otworzyć i zerkam na ogród. Mamy już całkiem spore stosy, tam w ogrodzie. Chyba powinniśmy kończyć tutaj i zająć się tymi rzeczami na dole. Wysyłam na dół kolejne kartony i tylko jeden z nich, malutki, z zabawkami, ląduje w jadalni, obok mojego znaleziska dnia. Willa Brohli dla lalek, zajmująca powierzchnię całego stołu, a to przecież całkiem spory stół, nie miałam jeszcze okazji, ale nie mogę się doczekać, aż zajrzę do środka. Ciekawe, czy miniaturowy strych też jest taki zawalony. Willę idzie porozbierać, ściągnąć jej ścianki, dach i otworzyć ją, by podzieliła się na dwie połówki, wzdłuż głównego korytarza. Zamierzam później obliczyć skalę, w jakiej ten domek jest zrobiony. Oczywiście, to będzie moment. A potem można się bawić. Tylko najpierw prysznic. Choć i tak nie jesteśmy tak ubrudzeni jak Clairemina i Yuma, zaklęcie chroni nas dobrze, to po prostu ja już czuję, że potrzebuję orzeźwienia. Zamykam drzwi i dopiero piętro niżej orientuję się, że zostawiłam tam sweter i spodnie. Trudno. Zabiorę innym razem. Albo zostanie dla przyszłych pokoleń. To żart. Ale mnie rozbawił. Jestem żałosna. Jestem zmęczona. Chodź, Lambi, urządzimy ognisko.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : I
Skąd : Księstwo Polskie
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : książę

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Czw Wrz 03, 2015 6:15 pm

Stoję trochę jak skarcone pacholę, ze splecionymi z przodu dłońmi i wzrokiem wbitym w dół. Ale, hm, chyba naprawdę jestem możliwie daleki od domu, skoro nikt nie podnosi larum. Dziwne. Oglądam się jeszcze za Claudią, ale ta odchodzi bez słowa, posprzątawszy bałagan powstały z mojej winy, po czym z zadumą lustruję wzrokiem jedyny z ocalałych flakoników. Szkło jest tak brudne i mętne, że ledwo widzę połyskującą w środku miksturę. Ciekawe, czy magia już całkiem uleciała z tego wywaru? A może by odniósł efekt, należy go wypić? Obracam fiolkę w dłoniach, walcząc z chęcią przetestowania na sobie tego specyfiku. To by było głupstwo milenium, nie pije się wszak mikstur niewiadomego przeznaczenia, chyba że bardzo chce się udać na tamten świat. A i tutaj pewnikiem nie jest powodzenie, skoro napój ten może okazać się Eliksirem Wiecznego Życia. Brr, aż czuję, jak mrozi mi kark od tej myśli. Odkładam pospiesznie fiolkę i odwracam się, by...
- CHOWANIEC?! - Aż łapię się za piersi, w sercu mi kołacze! Lecz. Lecz. Z dłonią wciąż na klatce piersiowej i otwartymi do krzyku ustami, obserwuję, jak kotek dziwacznie sztywnym ruchem się zbliża. A potem pada jak martwy. Nie spuszczam z niego wzroku jeszcze przez chwilę, nie pojmując, co tu się właściwie stało, gdyż, gdyż... to zwierzę przecież... ono... Mrugam i powoli podnoszę spojrzenie na Claudię. - O, tak, tak, krotochwila jak się patrzy, śmiało, pani, dworujcie sobie ze mnie - mruczę rozeźlony, trącając czubkiem buta kota. Nie rozumiem. Naprawdę nie. W każdym razie, ta... istota chyba nigdy nie żyła? A ten jej chód to jakaś... iluzja? Głowa mnie boli od tego wszystkiego.
Całe szczęście, Claudia zarządza przerwę. Bardzo lubię napój zwany Her-Ba-Tą, za moich czasów również pijało się roślinne wywary, choć był to bardziej napitek prostych ludzi. Ja na przykład śniadanie, obiad i kolację popijałem winem. Nie przyznaję się głośno, raz spróbowałem i do tej pory patrzą na mnie jak na byle wioskowego opijusa. Przecież po tym trunku nawet w głowie nie szumi, to po prostu... wino? Nie wiem, ile trzeba by go wypić, by popaść w stan upojenia.
- Z akwarium... - Mamroczę znad tak zwanego Kub-Ka. - To zwierzę wprawia mnie w niepokój, pani i... nie czuję się dobrze z myślą, że tylko ja je widzę. - Zanurzam wargi w napoju, choć nagle przechodzi mi ochota na dalsze biesiadowanie. Odwracam wzrok od tego dziwnego, martwego konia. Przez niego czuję się trochę jak szaleniec.
Ten, hmm, testral zdecydowanie uczynił mój dzień nieco gorszym. Mieszam Ły-Że-Czką (a z tego co wiem, Galowie ukradli nam ten wynalazek jakoś w połowie tego milenium!) w Ku-Bku, nie patrząc nawet, co czyni pani Claudia. Nie mam ochoty na dalszą eksplorację, a przynajmniej do momentu, aż zauważam coś błyszczącego pod komodą. Na czworaka podchodzę do niej i sięgam dłonią po to błyszczące cudo. To kula. Szklana kula. Dziwne. Wydaje się, że gdy zmieniam jej położenie, wydaje z siebie głęboki, wibrujący dźwięk. Przyglądam jej się, oczarowany, nim wkładam ją do kieszeni spodni.
- Już idę! - rzucam do Claudii, nim podrywam się na nogi i zbiegam po schodach.

/zt
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Pokoik na strychu   Today at 9:08 pm

Powrót do góry Go down
 

Pokoik na strychu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Norwegia :: Bindalseidet :: Brohl-