Sala kominkowa

avatar
PisanieTemat: Sala kominkowa   Nie Gru 28, 2014 3:37 am

Sala kominkowa
Pomieszczenie jest przestronne, utrzymane w wyjątkowo ciepłych i przyjemnych dla oczu kolorach. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się tutaj kunsztownie zdobiony kominek wykonany w starym stylu, wygodne kanapy, drewniany stolik z pozłacanym świecznikiem, parę puf oraz przeogromny, wiekowy obraz Rasmusa Fjórgena, jednego z najpotężniejszych magów wszech czasów. Komnata ta przez swoją odmienność od pozostałych pokoi zamkowych jest uwielbiana przez większość uczniów, którzy przychodzą tutaj, aby pokonwersować, poczytać, porysować, upajając się bardzo miłą atmosferą – co najważniejsze, koedukacyjnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Wto Kwi 21, 2015 12:30 am

Gabriel lubi tu przychodzić późnymi porami, gdy ogień w kominku nie pali się już tak jasno, prowadzone przyciszonymi głosami rozmowy splatają się z odgłosami smutno trzaskających w ogniu drew; gdy atmosfera nie jest już tak nerwowa. Teraz jednak od zdenerwowania nie ma jak uciec. Jest wszędzie. Rozcapierza swoje palce niczym kotłująca się w nim biel. Niepokój niesie się echem po dahlvaldzkich korytarzach, dając o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Instytut z dnia na dzień zrobił się pusty, zabrakło tak wielu znanych mu twarz; bez słowa pozabierano w nieznane tak ogromną ilość światów, nieskończoność istnień; pozbawiono możliwości spełnienia tak dużo marzeń i pragnień. Pierwsze dni były chaosem. Niezmąconym niczym rozgardiaszem, w którym z trudem udawało mu się wychwytywać poznane i bezpieczne kawałki rzeczywistości. Pomocne ramię brata, życzliwy wzrok profesor od inżynierii magicznej, znajoma faktura kartek ulubionej książki, dźwięk zatrzaskiwanych drzwi za ostatnim spóźnialskim, pokrzepiający uśmiech Lelu, zapach świeżo parzonej kawy, cierpki smak wiśniowego placka. Niewielkie kawałeczki puzzli luzem porozrzucane w ramie. Ciągle brakowało wielu fragmentów, a zdaje mu się, że każdego dnia nieustannie ich ubywa, jakby ktoś siłą wyrywał mu z rąk cały świat. Dlatego przychodzi tu coraz częściej, zostaje dłużej, słucha uważniej, przygląda się skaczącym po drewnie płomykom wyobrażając sobie ich kolor. Czasem go widzi, wyblakłą, ciepłą barwę przywodzącą na myśl świeżo upieczone piernikowe ciasteczka. Po komnacie rozchodzi się aromatyczny, korzenny zapach, Gabriel odwraca się, sprawdzając skąd się wziął. Czy to tylko wspomnienia zaatakowały go z taką intensywnością? Czy może ktoś naprawdę przyniósł tu niewielkie, piernikowe ludziki? Pobawiłby się nimi chętnie. Właśnie teraz. Patrzyłby, jak lukrowe oczka topią się pod wpływem wysokiej temperatury, gdy zbyt długo i za blisko trzymałby je przy lśniących płonieniach; jak ciasto zmienia barwę na coraz ciemniejszą, wreszcie całe zajmując się ogniem, spalając na kamiennej posadzce, ponieważ nie zdążył wrzucić go do kominka. Zagryza wargi, zaciskając dłonie na podłokietnikach. Nie może tak myśleć. To nie wypada, nie w takich okolicznościach. Teraz bardziej na miejscu byłoby przejmowanie się tym, co dzieje się właśnie z Tanją; czy Laire jest cała; czy każde z tych dzieci jeszcze kiedyś wróci w progi Instytutu i skorzysta z możliwości ukończenia nauki. Nie zabawa, której Gabriel przecież nie zna. Wcale. Zanurza się głębiej w miękkim obiciu fotela, trochę chcąc rozpłynąć się w nieniknącej korzennej woni.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Wto Maj 19, 2015 10:28 pm

O tej porze o wiele bardziej powinna powoli szykować się do spania, niż owijać się pledem i iść do sali kominkowej z talerzem pierników, zachomikowanych jeszcze z kolacji. Bo mogła. Do szczęście brakowało jej tylko szklanki mleka i dobrej książki. To pierwsze było jednak zupełnie nieosiągalne o tej godzinie (mogła pomyśleć o tym wcześniej), a książkę zostawiła w miejscu, do którego właśnie zmierzała. Wszystkiego mieć nie można.
Po tych wszystkich wywózkach (których cudem uniknęła, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć), zamek zrobił się nieprzyjemnie opustoszały. Teraz przesiadywanie w Pokoju Wspólnym nie było już tak miłe jak kiedyś. Pomimo, że miała w zwyczaju narzekać na hałasy wywoływane głośnymi rozmowami, to obecnie chyba tęskniła za tym gwarem. To między innymi on tworzył taką mimo wszystko rodzinną atmosferę, w której czuła się najlepiej na świecie. A przynajmniej lepiej niż we własnym domu. Kiedy sporą część uczniów wywieźli, szkoła stała się jakby mniej przyjazna, już nie taka ciepła, bardziej ponura. I dla Iris było to odczuwalne o wiele bardziej, niż mogłaby przypuszczać. To właśnie z tego powodu szła do miejsca, w którym spodziewała się zastać więcej osób niż w pomieszczeniu należącym do rezydentów Verdenu, nawet pomimo późnej pory. Potrzebowała głośniejszego miejsca, inne sprawiało, że czuła niepokój. Uzasadniony tym, że być może jej ojciec niespodziewanie zmieni zdanie w kwestii ich umowy i zgrabnie sprawi, że wyląduje w getcie. Potrzebowała poczuć, że naprawdę jest w szkole, gdzie czuje się bardziej bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej. Choć w świetle ostatnich wydarzeń powinna jeszcze przemyśleć to stwierdzenie.
Do sali wmaszerowała z dość nieobecną miną i od razu ruszyła w stronę stolika przy kominku, gdzie postawiła talerz z ciastkami. Następnie z niezwykłą uwagą rozejrzała się po pomieszczeniu, najwyraźniej czegoś szukając, a kiedy nie dostrzegła nigdzie w pobliżu upragnionej książki, cicho westchnęła. Komuś zebrało się na robienie porządków, ale po kilku krokach do przodu i uważnej obserwacji regałów, dostrzegła księgę, którą tu zostawiła zaledwie rano. Dobrze, że przynajmniej w ogóle tu była, kiepsko, że tak wysoko. I kiepsko, że różdżkę zostawiła na nocnej szafce, gdzie ją położyła, kiedy szukała swojego pledu. Ale właściwie po co używać magii, skoro można zrobić coś samemu?
Z taką myślą stwierdziła, że poradzi sobie sama, więc jak gdyby nigdy nic zaczęła wspinać się po poszczególnych półkach… i wkrótce dowiedziała się, dlaczego dobrze byłoby używać magii w takich momentach. Już drugi „stopień” doszedł do wniosku, że dźwiga wystarczająco dużo książek i nie potrzebuje jeszcze dodatkowego ciężaru, więc czegoś się pozbędzie. I pozbył się Iris. W pomieszczeniu rozległ się suchy trzask łamanego drewna, a chwilę później głuchy huk i wtórujący mu jęk bólu. Cóż, głupich nie sieją, sami się rodzą –  obok regału stało krzesło, z którego mogła skorzystać. Nie skorzystała, bo przecież lepiej jest zrobić sobie krzywdę.
I to zaskakujące, jak bardzo bolesny może być upadek z bądź co bądź niewielkiej wysokości. Fakt, że dość niefortunnej, bo chyba za mocno uderzyła się w głowę i odrobinę ją zamroczyło, ale plecy bolały ją zdecydowanie zbyt mocno.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Czw Maj 21, 2015 4:02 pm

Pierniki okazały się nie być jedynie wytworem gabrielowej wyobraźni, ułożone niedbale na talerzyku, znajdowały się na wyciągnięcie jego ręki. Jakby pojawiły się specjalnie dla niego. Jakby wszystko, o czym przed chwilą myślał wcale nie było niewłaściwe. I teraz spoglądają na niego, jak od dawna wyczekiwana, upragniona nagroda. Pojedyncze wgłębienia w cieście mrugają na niego filuternie, zachęcając do przywłaszczenia ich sobie. Chociaż jednego. Przecież nic nie może się stać. A ciastka nie powinny zostawać bez opieki. Ale stało się. Oddzielenie jednego pierniczka od reszty dość niespodziewanie sprawia, że komuś wali się świat. Szybko, głośno i wyraźnie boleśnie. Gabriel najpierw to słyszy. Pęknięcie, głuchy łomot i zatrzymujący czas w miejscu jęk. Potem dopiero widzi, gwałtownie odwracając głowę w stronę, z której dobiega dźwięk, odrobinę obawiając się, że destrukcyjna siła już wyciągać może po niego swoje macki. A to jeszcze nie teraz, to nie może być ten moment, to za wcześnie. Bo jeśli przyjdzie po niego, to i po Laszlo, na to zaś nie może pozwolić. Wszystko zamyka się jednak w niewielkim fragmencie kominkowej komnaty, nie wędruje dalej. Powietrze zamiera na kilka nieznośnie długich sekund. Przez chwilę nie dzieje się absolutnie nic, jakby coś chciało, by każdy obecny w pomieszczeniu dokładnie przyjrzał się całemu wydarzeniu z nie swojego ciała, unosząc się niewiele ponad rozgrywającą się sytuacją. A potem znów wszystko spada w dół, pozwalając się ruszyć z miejsca.
Ciastko opada na talerzyk, sypiąc wokół okruszkami. To nieistotne, to uprzątnie się później. Dwa kroki wystarczą, by znaleźć się przy Verdence. Kuca, podnosząc jej głowę. Głowa jest najważniejsza, do środka głowy nie dostanie się tak szybko, jak do reszty ewentualnych ran. Głowa jest najważniejsza, bo to ona steruje wszystkim, serce trochę też, ale czasem serce może być tu, wysoko, nierozerwalnie połączone z mózgiem, tkanka przy tkance stanowiąc jedność. Może tak było w jej przypadku, może nie. Opuszkami palców sprawdza delikatnie, czy włosów nie zaczyna sklejać dziewczynce krew. Nie, wszystko jest we względnym porządku, zupełnie tak, jak w porządku może być po upadku. Będzie kilka siniaków, wyżerający od środka wstyd, że było się widzianym, ale to nic poważnego, z czym nie poradziłaby sobie gorąca kąpiel, świeża, miękka pościel i aromatyczna herbata. I kilkanaście godzin nieruszania się z tymczasowego azylu.
- Nic ci nie jest? – Gabriel pyta dla pewności. To głupie pytanie. Pytanie, na które zapewne usłyszy odpowiedź, jakiej udzielił sam sobie. W takich sytuacjach ludzie zazwyczaj nie są w stanie stwierdzić, czy naprawdę coś im nie dolega. Trochę boli, trochę szczypie, ale generalnie jest w porządku, wciąż są dwie ręce, wciąż dwie nogi, głowa na miejscu, chyba żadnych ran kłutych, chyba kości też nie drażnią mroku swoją bielą. – Co się stało? – To trochę rozsądniejsze.
Gabriel przygląda się jej uważniej, nie uciekając wzrokiem na boki. Chce odpowiedzi. Nie może pokazać, że wcale tak nie jest, chowając spojrzenie we włóknach dywanu, w rozrzuconych książkach, w kurzu zebranym pod regałem.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Pon Maj 25, 2015 9:27 pm

Przez kilka pierwszych sekund zupełnie nie docierało do niej nic z zewnątrz. Na ten czas cały jej świat ograniczył się tylko do tego okropnego bólu, promieniującego z głowy oraz z pleców. Nie spadła z jakiejś specjalnie dużej wysokości, więc dlaczego tak bolało? Spadła niefortunnie, może dlatego. Właściwie chyba i tak powinna się cieszyć, bo ludzie ginęli od bliskiego spotkania z ziemią nawet jeśli chwilę wcześniej ich nogi dotkały ziemi i stali na niej całkiem pewnie. Jakby nie patrzeć, jednak miała szczęście, choć w chwili obecnej zupełnie tak nie uważała. Myślała tylko o tym, żeby ten ból odszedł, żeby ktoś go zabrał, żeby po prostu już go nie czuła. I wcale nie pomagał jej fakt, że ktoś najwyraźniej obmacywał jej głowę. Nie wiedziała tylko jak długo, przez pierwszą chwilę wszystko docierało do niej jak przez szybę, siła doznania tego dotyku rosła z czasem, by w końcu odniosła wrażenie, że to dotykanie jej głowy wydaje jej się być kolejnymi uderzeniami o podłogę. W ocenie Mårdhówny było zbyt wcześnie, by nawet się ruszyć, a co dopiero sprawdzać obrażenia, więc zacisnęła jeszcze mocniej oczy i zęby, ale nawet pomimo tego z jej gardła wyrwał się jęk bólu.
Litości – wychrypiała w końcu, krzywiąc się mocno. Zero delikatności, zero. Ale nawet mimo otępiającego bólu potrafiła docenić troskę, więc nie rozpoczęła żadnej tyrady na temat tego, jak ostrożnie powinno się obchodzić z kimś, kto dopiero co naprawdę mocno uderzył się w głowę. Zresztą, chyba chciałaby wiedzieć, czy pękła jej czaszka i wypłynął mózg, czy tylko poleciała krew. Albo może udało jej się z tego wyjść względnie bez szwanku. Nawet jeśli, to chyba i tak powinna zajrzeć do Skrzydła Medycznego, przynajmniej tak na wszelki wypadek. Ktokolwiek teraz nad nią wisiał, chyba nie wyczuł niczego niepokojącego, bo nie skomentował swoich badań (chyba, że był to Hukkelberg i właśnie zastanawiał się, czy jej nie dobić), co wzięła za dobry znak… Chyba, że było tak źle, że owa osoba nie chciała jej straszyć.
Chłopak, siedział przy niej chłopak, który bynajmniej nie był Hukkelbergiem, co słychać było po jego głosie. Iris powoli otworzyła oczy, jakby się bała, że wrażenia wizualne wpłyną na wzmocnienie bólu. Twarz, jaką nad sobą dostrzegła, kojarzyła tylko z widzenia. Trudno było nie kojarzyć dwóch rosłych bliźniaków, Pärtów, zdaje się, ale nie wiedziała, z którym ma właśnie do czynienia.
Jeśli nie powiedziałaś mi o pęknięciu czaszki, to chyba nie – wymamrotała, leżąc ze zbolałą miną i nawet nie myśląc o podniesieniu się. Za duże ryzyko, że znienacka straci równowagę (nie ufała sobie w tym momencie) i znowu wyląduje na ziemi.
Co się stało?
Niewygodne pytanie. Iris na początku tylko westchnęła ciężko, nie mówiąc ani słowa i znowu na chwilę przymykając oczy. Parę sekund później z powrotem patrzyła w oczy chłopaka nad sobą, sprawiając wrażenie osoby po prostu zmęczonej.
Jestem głupia, to chyba najlepsze wytłumaczenie – odezwała się w końcu, trochę beznamiętnie, trochę z zażenowaniem, a trochę ze złością. Na samą siebie, naturalnie. – Pomożesz mi wstać? – zapytała chwilę później, szybko zmieniając zdanie odnośnie podnoszenia się z podłogi. Sensownie oceniała, że sama nie dałaby radę tego zrobić, a leżenie na ziemi jak ostatnia ofiara robi się zbyt uwierające, by mogła to znieść choć minutę dłużej. – Chciałabym usiąść w fotelu – dodała jeszcze, żeby tak w razie czego rezydent Kolvarienu mógł pomóc jej tam dojść. Gdyby może przypadkiem przyszedł mu do głowy taki pomysł, by ona, prosząc, nie robiła z siebie większego nieudacznika, niż nim jest w rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Sro Cze 03, 2015 10:57 pm

Gabriel dłonie ma szorstkie, nieprzywykłe do okazywania delikatności. Odziedziczył je po ojcu; choć są identyczne z dłońmi Laszlo – ta sama wielkość, ten sam kształt paznokci, identyczne bruzdy na skórze – jednak są tak bardzo inne, twarde, przyzwyczajone do wykonywania gwałtownych, szybkich, mało subtelnych ruchów. Trochę też dlatego wszystko, za co zabierze się Gabriel pozbawione jest finezji, jego pracom brakuje łagodności, rzeźby często są koślawe, jakby robione bez dokładności; zwierzątka przypominają wynaturzone senne kreatury, na których nikt nawet nie chce zawiesić oka, jakby niewłaściwy wygląd dyskwalifikował je z możliwości bycia oglądanymi jak wszystko, co znane. Gabriel nie pamięta, co to prawdziwa delikatność, zapomniał już dotyku matczynych dłoni na swoich pokaleczonych rękach, nie potrafi przypomnieć sobie uczucia przeczesywania chłodnymi, kobiecymi palcami włosów, kiedy udawał, że śpi, a mama w dyskretny sposób próbowała ukoić trudy codzienności, które miażdżyły bliźniakom ramiona. Wszystko jest więc takie, jakie być powinno. Reakcja dziewczyny nie jest dla niego zaskoczeniem, tak chyba musiało się stać. Kładzie jej głowę na podłodze, gdzie znajdowała się wcześniej; stara się bardzo, by już więcej nie doznała żadnych przykrości, czy to z jego strony, czy ze strony posadzki. Nie chce robić jej krzywdy, tej wokół jest zbyt dużo; dodatkowa, wyrządzona nieumyślnie, w niczym nikomu nie pomoże. Pokaże prawdziwą naturę ich obecnego społeczeństwa, z którą Gabriel nie identyfikuje się wcale. Jednocześnie będąc jej uosobieniem.
Uśmiecha się przepraszająco. Dobrze. Wszystko z nią dobrze. Nie musi wzywać pomocy magomedycznej, nie musi podnosić dodatkowego hałasu. Gabriel szczerze powątpiewa, by jeszcze większe zwracanie uwagi na poszkodowaną pomogło jej w pozbieraniu się i powrocie do właściwej formy. Nie mówi nic, niepewnie krótko kiwa głową, czekając na dalsze wyjaśnienia. Bez pośpiechu, bez denerwowania, bez snucia jakichkolwiek domysłów.
- Nie! – mówi gwałtownie, niemal wpadając jej w słowo, gdy prosi go o pomoc. – Znaczy tak, oczywiście – poprawia się natychmiast, głośno przełykając ślinę. Trochę niefortunnie to wyszło. Przecież to tak jasne, że jej pomoże. Dlaczego miałby tego nie robić. Zakłada sobie jej rękę za kark, podtrzymuje w pasie i… Zaraz okazuje się, że to nie jest najlepszy pomysł. Wyślizguje się niezgrabnie spod jej ramienia, sprawdzając jednocześnie, czy Verdenka wciąż stoi o własnych siłach. Może ją zanieść na fotel, ciężaru takiej kruszynki nawet by nie poczuł. Ale Gabriel nie lubi się narzucać i naruszać granic komfortu, a oderwanie dziewczynki od ziemi w takiej sytuacji nie uczyniłoby z niego bohatera. Podaje jej jedynie ramię, prowadząc przed kominek. Upewniwszy się, że fotel jest stabilny i, nie daj Odynie, nie przewróci się, kontynuuje przerwaną myśl. – Chodzi o to, że… Nie możesz mówić, że jesteś głupia. Popełnianie błędów nie robi z nas niemądrych. – Wzrusza Gabriel ramionami. Tylko tyle. Tylko tyle potrafi jej teraz powiedzieć, nie wiedząc, co się stało. Nie może jednak teraz tak po prostu odejść, sięga więc po talerzyk z pierniczkami, podsuwając go dziewczynie. – Jestem Gabriel. Chcesz?
Jedzenie pomaga zapomnieć o niepowodzeniach.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Czw Lip 02, 2015 11:34 pm

Miała zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu. Chociaż fakt, że to pierwsza taka sytuacja, którą można wytłumaczyć w ten sposób, nieco ją uspokajał. Po ostatnich wydarzeniach człowiek ma prawo (teoretycznie) być zmęczonym i nieco rozkojarzonym. Zresztą, popełniać błędy może w końcu każdy, prawda? Niby prawda, co jednak nie wyklucza tego, że jedne błędy są mimo wszystko bardziej głupie od innych…
Hm, spróbuje na następnym spotkaniu komitetu przeforsować pomysł, żeby przy każdym regale z książkami postawić stołek. Albo przynajmniej skrzynkę po kremowym piwie czy czymś podobnym. Niby mała rzecz, a jak życie ułatwi. Szczególnie osobom niskim i na tyle nierozgarniętym, że zapomniały zabrać ze sobą różdżki. Co zdarza się przecież nawet najlepszym.
Zrobiła stosowną notatkę w pamięci, w międzyczasie powoli i ostrożnie podnosząc się do pozycji siedzącej. Ugh, kto by przypuszczał, że obcowanie z książkami może być tak niebezpieczne. Cóż, na pewno nie ona.
Słysząc gwałtowne zaprzeczenie chłopaka, tylko zmarszczyła brwi w zastanowieniu, co takiego sprawia, że nie mógłby pomóc jej wstać, skoro tuż po bolesnym upadku klęczał nad nią i sprawdzał, czy jeszcze żyje. Najwyraźniej jednak to po prostu jego myśli płynęły innym torem, bo po chwili zreflektował się i parę sekund później spróbował założyć sobie jej rękę przez ramię i w ten sposób dotrzeć do fotela. Nieszczególnie trafna metoda, przez kilka krótkich chwil Iris dosłownie wisiała w powietrzu, zanim chłopak dostrzegł swój błąd i już tylko zwyczajnie zaoferował swoje ramię. Choć po stanięciu na nogach okazało, że zawroty głowy wcale nie są takie silne i słabną z każdą sekundą, to jednak doszła do wniosku, że ostrożny zawsze ubezpieczony. Z jego pomocą usiadła w fotelu, w ramach podziękowania, które zawsze jest jej jakoś trudno sformułować, posyłając mu jeden ze swoich sympatyczniejszych uśmiechów.
Zaczęłam wspinać się na regał. Masz jeszcze jakieś wątpliwości? – zapytała z cichym westchnięciem, zatapiając się w oparciu fotela. Jednak po pierniczka sięgnęła, w końcu jeszcze nie tak dawno miała na nie wielką ochotę. Teraz może faktycznie po zjedzeniu czegoś poczuje się lepiej. Bardziej ze względu na cukier. – Ja nazywam się Iris – przedstawiła się, jednak dopiero po ugryzieniu pierwszego kawałka. – Miło mi cię poznać – dodała, wygłaszając niby to jedynie formułkę grzecznościową, ale wyczuwalne ciepło w jej głosie nadawało wypowiedzi autentyczności. – Mam nadzieję, że nie sprawiłam ci kłopotu. Ani nie przeszkodziłam w zajęciu… czymkolwiek byłeś zajęty. – Podrapała się po głowie z lekkim zakłopotaniem.
Chciała być miła i nawiązać przynajmniej coś na kształt rozmowy, ale z drugiej strony nie mogła się uwolnić od myśli, że jest już po ciszy nocnej i chociaż sama przyszła tutaj z zamiarem poczytania książki, to na dobrą sprawę powinna rozgonić towarzystwo i wracać do łóżka. Ponownie westchnęła, tym razem nieco głośniej. W ramach walki, nawet jeśli chwilowej, z czynieniem powinności członka komitetu, wciągnęła na fotel nogi, zwijając się na nim w kłębek. Spojrzenia jednak dalej nie spuszczała z Gabriela, czekając na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Pią Lip 03, 2015 2:54 pm

Niedobrze jest zrzucać całą winę na siebie. Niedobrze jest nie dzielić się nią z nikim i niczym. Ona zawsze leży po obu stronach, a najlepiej rozdzielić ją na więcej części. Każdemu po równo. Wszystkiemu odrobinę winna była Iris, ale i trochę Gabriel. I książki. I regał. I ten, kto odstawił irisową powieść tak wysoko, zamiast zostawić ją na poprzednim miejscu. Winni byli również wszyscy ci, którzy nie zapobiegli tragedii. Każdy kto widział, a nie zrobił nic, i każdy kto nie zwracał uwagi. Nikt i nic w sali kominkowej nie powinno pozostawać bez wyrzutów sumienia, byleby tylko odciążyć dziewczynę. Ale Gabriel rozumie. Gabriel doskonale wie, że tak należy; że nie można odpowiedzialności za swoją nierozwagę zostawiać na barkach innych niż swoje. Dlatego bez wesołości kręci głową. Rozumie. Ma i nie ma wątpliwości. Jak zazwyczaj, rozdarty jest między właściwym a koniecznym, między dobrym i złym, czarnym a białym, między prawdą i zatajeniem własnych myśli. To niebezpieczny stan. Szczególnie teraz, gdy każdy może zajrzeć ci do głowy. Sprawdzić, w co wierzysz; po której stronie się opowiadasz; czy przed sprawdzianem nie miałeś wglądu w treści zadań; czy łatwo tobą manipulować. To wszystko w takich momentach jest u Gabriela widoczne jak na dłoni, wystarczy jedynie przedrzeć się przez zamieć w jego głowie. Nie będzie się temu opierać, to naturalna kolej rzeczy.
- Ja… – Wzrok odwraca w stronę kominka. Co, Gabrielu? Co takiego chciałeś powiedzieć? Gabriel nie wie, myśl uciekła mu tak szybko, jakby wcale jej nie było, jakby jedynie zdawało mu się, że cokolwiek zdążyło mu w głowie wykiełkować. Siada po turecku przy fotelu, garbiąc się. Czuje, jakby nie na miejscu był tu jego wysoki wzrost, nie dający się ukryć nawet podczas siedzenia na ziemi. – Nie byłem zajęty niczym konkretnym. Chyba dobrze, że tak wszystko się skończyło… Och. – Znów urywa. To nie zabrzmiało tak, jak powinno. Głośnym echem odzywa się laszlowe poczucie winy i skrucha, więc talerz z ciastkami wędruje ponownie w górę, ku dziewczynce. – Nie to miałem na myśli. Dobrze, że oderwałaś mnie od nic nierobienia. Dziękuję, Iris.
Uśmiecha się, kątem oka zerkając w jej stronę. Jemu też jest miło, inaczej nie zwracałby się do niej po imieniu; inaczej zostawiłby ją samą i poszedł, zabierając ze sobą ciastka. Zniknąłby w korytarzowych wnękach, za śpiącymi teraz zbrojami i czekał, aż cały zamek pogrąży się we śnie; aż raniąca uszy cisza i nieprzenikniona ciemność zasypią Instytut, zamkną go w niemym uścisku. Nie odchodzi jednak, uparcie trzymając na kolanach talerzyk już nie tak pełny pierniczków. Zabiera jeszcze jednego, więcej nie ruszy. Resztę oddaje Iris, z ich dwójki to ona potrzebuje słodyczy bardziej. Gabriel swoje zachcianki spełnić będzie mógł kiedy indziej.
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Mysmerbekken, Norwegia
Rok nauki : VI
Wiek : 16 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Czw Lip 09, 2015 8:28 pm

Kręcenie głową przez jej nowego znajomego skwitowała skinięciem swoją własną. Wykonał gest zaprzeczenia, to prawda, ale Iris widziała, że miałby jeszcze coś do powiedzenia w tej sprawie. Jednak postanowił się nie odzywać i była mu za to wdzięczna. Stało się, jej wina, lecz pamięć o tym wydarzeniu ulotni się pewnie krótko po tym, jak zniknie siniak. W końcu nie ma tu nikogo, kto, a zawsze istniało takie ryzyko, mógłby z niej zadrwić. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami, a szczerze wątpiła, by Gabriel był typem plotkary i złośliwca, w ogóle na takiego nie wyglądał. Nauczka na przyszłość: nie wspinać się na regały. I mieć zawsze pod ręką różdżkę, nawet, jeśli wybiera się gdzieś tylko na chwilę. Inna sprawa, że dziwną regułą dziania się rzeczy nieprzyjemnych jest fakt, że mają one miejsce zawsze wtedy, kiedy nie ma się przy sobie rzeczy mogącej temu zapobiec. Na przykład mózgu. Roztargnienie w końcu ją zabije.
W dalszym ciągu miała wielką ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło, a powstrzymywało ją wyłącznie to, że głowa bolała już wystarczająco mocno. Całą swoją uwagę skupiła więc na Gabrielu, który to, choć o tym nie wiedział, miał za zadanie oderwać ją od myślenia o wydarzeniach dzisiejszego wieczoru. Rozmową. I ciastkami – zasmakowały jej na tyle, że kiedy nadarzyła się ku temu okazja, sięgnęła po kolejne dwa.
Rozumiem, co miałeś na myśli – powiedziała z lekkim uśmiechem. – Zawsze fajnie jest poznać kogoś nowego, zwłaszcza tak miłego i wyrozumiałego – zrobiła, miała nadzieję, że całkowicie jasną, aluzję do jego osoby. – Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Zbagatelizowała w końcu dzisiejszy wypadek.
Oparła podbródek na podłokietniku fotela, przymykając na moment oczu. Ból głowy był dość dokuczliwy, chyba naprawdę wybierze się do Skrzydła Medycznego w drodze powrotnej, bo inaczej będzie miała spore problemy z zaśnięciem.
Zazdroszczę ci twojego wzrostu – odezwała się po chwili niespodziewanie. – Pewnie nie masz żadnych problemów z dosięgnięciem gdziekolwiek. Przydatne – podsumowała, kiwając nieznacznie (bo wybrana przez nią pozycja na zbyt wiele nie pozwalała) głową. Na kilka chwil zapadła między nimi cisza, chyba oboje tylko wpatrywali się w ogień w kominku. Nim Iris się spostrzegła, jedna z jej rąk powędrowała w kierunku gabrielowej głowy, wsunęła palce w jego włosy i zaczęła powolnymi ruchami je przeczesywać. Dopiero po dłuższej chwili jej dłoń zastyga na moment, podobnie jak i ona sama. Zazwyczaj przez dotyk wymusza na swoim rozmówcy skupienie uwagi tylko na sobie, ale teraz przecież nie czuła takiej potrzeby. Zrobiła to zupełnie odruchowo. To nie był nastrój na wzajemne patrzenie się na siebie. Atmosfera, jaką stwarzały nie dające zbyt dużego światła płomienie nastrajały raczej do przyciszonych rozmów, do zamyślenia, do obopólnej ciszy. Wahanie trwało jednak chwilę, Iris postanowiła nie przerywać zaczętej czynności.
Podobają mi się twoje włosy – powiedziała gwoli usprawiedliwienia dla odmiany bez żadnego zażenowania w głosie. Krótkie stwierdzenie faktu. Ale nie kłamała, lekko kręcone, miękkie i delikatne (a było to słowo mimo wszystko do niego niepasujące) naprawdę zyskały jej aprobatę i na razie nie zamierzała rezygnować z ich dotykania. Chyba, że właściciel tego sobie zażyczy. – I jeśli chcesz, możesz zjeść resztę pierniczków.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   Nie Sie 16, 2015 5:49 pm

To miłe, co mówi Iris. Przyjemne ciepło rozlewa się leniwie po całym gabrielowym ciele, promieniście rozchodząc się od środka brzucha do wszystkich strategicznych punktów: zahacza o żebra, owija się wokół krtani, zaciska mocno każdą kość, wreszcie dając ujście w czerwieniejących policzkach, w palących czubkach palców, w zwilgotniałych kącikach oczu, szczypiąc je nieprzyjemnie i próbując wymusić na Gabrielu jakąkolwiek reakcję. On jednak nie robi nic, na zmianę splatając ze sobą i rozplatając palce dłoni, zastanawiając się, czy Iris będzie mówiła jeszcze trochę takich ładnych rzeczy, czy zaplecie ze swoich słów wianek i wciśnie mu go na głowę, niby imitację korony. Tyle, że Gabriel nie może tego od niej wymagać, nie jest jej księciem z bajki, nie jest niczyim księciem z bajki. Wielki, potężny, nieprzystępny, bardziej przywodzi na myśl Bestię – nawet w konfrontacji ze swoim bratem wypada mniej nieskomplikowanie. Choć to doskonały materiał na kolegę, Gabriel nie chce być nikim więcej. Zobowiązania to cisi zabójcy, a on musi żyć. Dla siebie. Dla Laszlo. Dla tych drobnych chwil przyjemności, gdy czyjś uśmiech poprawia komuś innemu cały dzień; gdy na moment nie ma ani dobra, ani zła, jest jedynie olbrzymie, nieważkie Nic unoszące się w środku zamiast wnętrzności; gdy pozornie nieistotne gesty wyciągają z głębin najlepsze wspomnienia. Jak teraz, kiedy drobniutkie dłonie zaplatają się w jego włosy, zupełnie tak, jakby nie robiła tego przypadkowa Verdenka, ale mama. Mamusia. W drapiącym, ojcowskim szlafroku, z turbanem z ręcznika, z pełnymi miłości, sinymi oczyma. Z twarzą kurczącą, topiącą się w płomieniach. Mamusiu, dlaczego na to pozwalasz? Mamusiu, wytrzymaj jeszcze chwilkę! Mamusiu?
Gabriel wzdryga się, zaciskając mocno powieki, aż zaczynają boleć go gałki oczne.
- Przepraszam, nie przerywaj – prosi, nawet bliżej się przysuwając, byle dalej od kominka. Nie wraca już do rozmowy o wzroście i jego potencjalnym, użytecznym wymiarze. Co było, a nie jest… Zresztą, wszystko skończyło się możliwie najszczęśliwiej, tak jak szczęśliwie skończyć może się taki wypadek. Gabriel postanawia więcej tego nie rozpamiętywać, mimowolnie rozkruszając na talerzyku pierniczek na drobniutkie cząstki, aż w pewnym momencie nie zostaje z ciasteczka nic, żadna większa grudka poza drobniutkimi okruszkami, które zbiera z powierzchni wilgotnym opuszkiem. – Wiesz, że podobno, gdy zbyt długo wpatrywać będziesz się w ten ogień, tak, właśnie w ten. – Na chwilę przerywa, zadzierając głowę, by spojrzeć na dziewczynę. – Wtedy zaczną wracać do ciebie wspomnienia, o których przestałaś pamiętać. To tak, jakbyś patrzyła na wszystkie wydarzenia ze swojego życia w bardzo krótkim czasie. Myślisz, że to prawda, Iris? – Pytanie zadaje w przestrzeń, nie zerka na nią, nie spogląda w migające przed nimi płomienie, nie spuszcza głowy, by wzrokiem uciec w podobno dużo ciekawsze drewniane panele posadzki. On sam nie wie, jak odpowiedzieć na swoje pytanie. Przed chwilą coś się stało, przez króciutki czas znowu widział jej twarz, tak bardzo niepodobną do tej, którą zapamiętał. Więc cóż to było? Wytłumacz to, Iris, znajdź wyjaśnienie. Czy to kompilacja wszystkich odbytych w tym kominku sekretnych rozmów? Czy to duchy czasem płatają uczniom figle, igrając z ich zmęczonymi organizmami, z kruchymi barierami myśli?
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Sala kominkowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala kominkowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom trzeci-