Galeria Martwej Sztuki

PisanieTemat: Galeria Martwej Sztuki   Nie Gru 28, 2014 3:44 am

Galeria martwej sztuki
Jedno z największych pomieszczeń na strychu przeznaczone zostało do składowania wszystkich zużytych sprzętów, jakie znajdują się w Instytucie. Przez uczniów mało wrażliwych na piękno rękodzieł szumnie nazywane jest Galerią Martwej Sztuki głównie dlatego, że najwięcej miejsca zajmują w komnacie zniszczone obrazy i posągi, niekompletne zbroje i porozdzierane arrasy. Wszystko to poopierane lub pochowane jest za popsutymi szkolnymi sprzętami codziennego użytku. I chociaż bez trudu większość ze zgromadzonych tu rzeczy dałoby radę naprawić kilkoma bardziej złożonymi zaklęciami, nikt nawet nie kwapi się, by tę wynaturzoną kolekcję zmniejszyć.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Pią Mar 27, 2015 8:39 pm

Azyl. Ucieczka od rzeczywistości. Ucieczka w namiastkę raju. Do czegoś, co mógłby kiedyś nazwać domem. Zapach starości, tak bliski jego sercu, bije z każdej strony, otacza go niewidzialnymi mackami niczym morski potwór, tuląc do siebie coraz bardziej, coraz mocniej, jakby był najdroższym skarbem, zabranym ongiś z tego zrujnowanego królestwa. Wnikając głęboko przez nozdrza, przedzierając się eterycznymi witkami, by czym prędzej dotrzeć do miękkiej tkanki mózgu, wyplewić z niej ziarna wątpliwości, nim wzrosną wysoko, silne, zachwaszczając każdy fragment umysłu, pozbawiając dostępu do nerwów, za które z taką łatwością idzie ciągnąć, zniewalając całe ciało.
Chłonie to miejsce całym sobą, tak często przychodząc tu jedynie po to, by policzyć wszystkie zniszczone sprzęty; aby sprawdzić, które naprawić może natychmiast, a przy rekonwalescencji których będzie musiał czuwać nieco dłużej. Czasem znika tu na cały dzień, nie pojawiając się na zajęciach, nie schodząc na posiłki, sycąc się jedynie płynącą spod palców pasją, gdy dłonie same suną po naderwanych nitkach arrasów, łącząc je na nowo w jedno płótno. Zna każdą z nich, nocami oplatają mu myśli, łączą się z nimi, wtapiają stając się kolejnym wynaturzonym dziełem pełnym mistycznych stworzeń tonących w koszmarnej, jarzącej się własnym blaskiem bieli. Niekiedy zdaje mu się, że wszystkie giną w lawinie jego niedorzecznych, wydumanych pragnień, obaw, aspiracji, celów odległych o lata świetlne. A może to tylko i aż narastające ciągle, obrastające w kolejne wyrzuty pytanie dlaczego taki jesteś? Dlaczego, Gabrielu, jesteś taki niedoskonały? Dlaczego zawodzisz na każdej płaszczyźnie, na każdym kroku przyprawiając innych o coraz większe rozczarowanie? Nie wie. Jeszcze jedna fala goryczy, bo nie zna odpowiedzi na tak banalne pytania. Za każdym razem tylko odwraca wzrok, jakby to wcale nie dotyczyło jego. Przecież robi wszystko, by być dobrym człowiekiem. By być najlepszym bratem. Wzorowym uczniem. Mistrzem w swoim fachu. A jednak za każdym razem dopada go obezwładniająca bezsilność. Niemoc wiąże ręce, pęta nogi, knebluje usta, by przypadkiem nie wykrzyczał światu swojej nędzy. Jak teraz, kiedy niewielkie, w połowie wystrugane skrzypce bezwładnie leżą na podłodze, a on dławi się wszechobecnym kurzem, twarz chowa w porwanej, lazurowej poduszce mokrej od cichych łez. Dłonie wciśnięte pod pachy, pieką od świeżo powbijanych drzazg. Zabawne, jak fizyczny ból z szacunkiem ustępuje miejsca temu, który rozsadza duszę najpierw wyciskając ją jak szmatę z ostatków dobrych zdarzeń.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Sob Mar 28, 2015 6:57 pm

Laszlo obudził się dziś zanim zaczęło świtać i wcale nie myślał o tym, aby odwrócić się na drugi bok i spać dalej, jakby to zrobiła większość logicznie myślących ludzi. Laszlo lubił spać, jak każdy, ale sen nie stanowił dla niego rozrywki ani upragnionej chwili odpoczynku, po prostu był, więc skoro coś już mu go przerwało, nie widział sensu we wznawianiu tej czynności. Wstał więc Laszlo, ubrał się i najciszej jak potrafił wyszedł z pokoju. Laszlo nie chciałby nikogo obudzić, czułby się z tym bardzo źle, bo rozumie, że inni uczniowie mają problem nawet z wstawaniem na zajęcia na godzinę ósmą, co dopiero pobudka po trzeciej nad ranem. Laszlo ma dobre serce, więc cały zamek przemierza po cichu, nie chce też obudzić woźnego, nie dlatego, że się Laszlo boli schwytania, ale z tego względu, że woźny też człowiek, ma prawo swoją nocną zmianę przespać, skoro to tylko uczeń, a nie czarnoksieżnik zamachowiec, który narusza senną powłokę uniwersytetu. Za potężnymi drzwiami było już lepiej, Odynie, o wiele lepiej! Świeże, rześkie powietrze, ćwierkające ptaszki, Laszlo lubił tę porę roku, bo wtedy właśnie pierwsze ptasie melodie zaczynały pojawiać się nad ranem, a on lubił być przez nie budzony. Najpierw obszedł pół terenu znajdującego się przy instytucie, posprawdzał okoliczne grobiki, wschłuchiwał się w trzask gałązek i szum liści, tak, jak zawsze, Laszlo żył wszystkim, co go otaczało. Z niecierpliwością oczekiwał coraz cieplejszych dni, aby móc zanurzyć się w jeziorze i nie zamarznąć przy tym na śmierć, bo choć był zahartowany, nie chciał nabawić się zapalenia płuc, zawsze jest ryzyko, nawet jeśli jest się takim niedźwiedziem jak Laszlo. Poszedł więc Laszlo pobiegać, trochę powspinać, trochę poodpoczywać na szczycie jednej z wież, popatrzeć w odpowiednim momencie, właśnie wtedy, kiedy wschodzi słońce i budzi się świat, wylewając na siebie feerię barw. To nic nadzwyczajnego, jeśli robi się to często, ale Laszlo przeżywał wszystko za każdym razem inaczej. To niesamowite, ile dziecięcego zachwytu i cichej, pozytywnej energii siedziało w tym - jakby nie było - dorosłym już młodym mężczyźnie. Laszlo, pewnego dnia świat cię zje, a ty nie będziesz w stanie nic na to poradzić.
Każdy ma swój azyl, czasami jest ich kilka, czasem też dzieli się go z kimś innym. Galeria martwej sztuki. Sakrum martwej sztuki.
Gabrysiu, co zrobiłeś? Dlaczego nie założyłeś tych skórzanych rękawic?
Gabrielu, pozwól bratu się tobą zająć, co cię dziś dręczy? Co odcina dopływ tlenu, zastępując go zanieczyszczonym, starym gazem łzawiącym? Przecież mieliście tu dziś pracować. Mieliście spędzać czas ze sobą, dla siebie, podzielić się myślami najskrytszymi, nie zamykaj się, już tu jest, trochę się spóźnił, na godzinę, na którą wcale się nie umówiliście, ale to nic, przecież wiesz, jaki on jest, przecież wiesz, że ma swój rytm. Pokaż mu te dłonie, pokaż oczy. Gabrysiu, Gabrysiu mój, już wszystko dobrze. Spójrz jak się tobą zająłem, czy jesteśmy już weseli? Jeśli nie, powiedz mi, co cię trapi. Ja pomogę. Dam ci słodkie jabłko z kompotu.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Nie Mar 29, 2015 11:41 am

Wszędzie rozpozna te kroki. Mogliby mu słuch odjąć, wydłubać oczy, a wciąż wiedziałby, kogo nogi ku niemu niosą. Zna je od kołyski. Dorastał z nimi, dorastał w nich, dla nich mocniej zaciskał dłonie w pięści. Uczył się ich na pamięć zamiast alfabetu, utrwalały mu się wraz z kolejnymi jeszcze niewprawnymi ruchami siekierą, razem z długimi pociągnięciami papieru ściernego po drewnianych walcach. Były nadzieją, ukojeniem, szczęściem. Obawą. Że stało się coś złego, że na braterskiej twarzy miast rumieńców ekscytacji ujrzy fioletowe sińce, że słowa na zawsze uwięzną mu w gardle, że nie usłyszy więcej jego śmiechu i żartów przenoszących go tysiące kilometrów od domu, choć zamknięty był w czterech do bólu znienawidzonych ścianach. Teraz niosą ze sobą strach, że go zawiedzie. Przecież chłopaki nie płaczą. Nie tu, w Dahlvaldzie, gdzie wszystko jest takie jasne i dobre. Cieplejsze – od mroźnych podmuchów svalbardzkiego wiatru, od pustych spojrzeń wracających z pracy górników, od dźwięków tworzonych potajemnie melodii, od pęknięcia w górnym rogu okna i wyłożonej kafelkami podłogi. Nie może płakać przy Laszlo, bo to on ma mu dawać przykład, jak zaciskać zęby, gdy jest naprawdę źle; jak narastające falami niemoc i gniew przekuwać w rzeczy piękne i niewinne, wyzbyte z negatywnych emocji.
Podnosi się szybko, wycierając wilgotne wciąż oczy rękawem szaty. Jest dobrze. Jest poprawnie. Teraz tylko cieknący nos i czerwone oczy zdradzają, że coś jednak może być nie w porządku. Ale może to jedynie alergia na kurz? Może zbyt dużo pyłu podrażniło mu śluzówki? Uśmiecha się słabo – w przytłumionym świetle wpadającym przez brudne okienka wygląda to całkiem naturalnie. Nawet podkurczenie nóg i przycupnięcie na poduszce nie wydaje się niczym zaskakującym. Patrz, zrobiłem ci więcej miejsca, braciszku. Nie zostawiaj nóg na podłodze, to woda pełna piranii! Ta zdezelowana kanapa jest naszym statkiem, domem, oazą. Jeszcze tylko błyskawiczne sięgnięcie po zostawioną na podłodze pół-figurkę, by nie nasiąknęła za bardzo wodą, w mokrym drewnie nie można tworzyć.
- Nie przejmuj się tym, to nic takiego. – Czasami jest tak surrealnie nieodpowiedzialny. Jakby to nie on był tym rozsądniejszym; jakby to on zawsze chodził z głową w chmurach i sercem obleczonym w tysiące małych skrzydełek, wariującym na widok każdej ładnej rzeczy, zdarzenia, osoby. – Musiałem zostawić je w płaszczu i zapomniałem odłożyć je na miejsce – wyjaśnia, pociągając nosem.
Rąk nie chowa po kieszeniach, choć słowami usilnie stara się przekazać, że nie laszlowe zmartwienie wcale nie pomoże w pozbyciu się drzazg. Inną moc ma dotyk. Prawie zapomina o wszystkim złym zatruwającym mu wcześniej myśli, kiedy ciepłe opuszki palców prześlizgują się po miejscach, gdzie drobinki drewna zanurzyły się głęboko w skórze. Jakby tymi wąskimi tunelikami wysysał całą złą energię nagromadzoną w olbrzymim ciele.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Sob Kwi 04, 2015 11:52 am


Laszlo wie, że podłoga to lawa, podłoga to woda głęboka, pełna piranii, Laszlo stara się nie dotykać podłogi, a jeśli już, to tylko czubkiem buta, bo nigdy nie wiadomo co się stanie, a najgorzej, jeśli dotknie się pękniętego fragmentu kamienia, lub - co gorsza! - łączenia płytek. Tego nie wolno robić, każde dziecko to wie i Laszlo też to wie i Gabryś wie. Laszlo więc lokuje się na kanapie wygodniej, tak, by móc z Gabrysiem swobodnie rozmawiać i pomóc mu, bo Laszlo serce krwawi za każdym razem, gdy coś nie idzie po Gabrysia myśli, a te drzazgi w dłoniach brata to z pewnością planowane nie były. Laszlo ma serce dobre, a najlepsze ma dla braciszka dlatego zajmuje się teraz tym drzazgami najlepiej jak potrafi, a potrafi całkiem dobrze, bo to przecież lata praktyki, mało to razy z jego ręki całe badyle sterczały? Powody były różne naprawdę, czasami Laszlo się przewrócił w lesie, czasami wbił sobie kiedy rzeźbił coś, innym razem ojciec się pojawił i tu więcej nie potrzeba dodawać nic. Laszlo wie więc jak połączyć swoje umiejętności z magią, żeby wszelkie szkody w miarę możliwości naprawić, a idzie mu to sprawnie bardzo, ponieważ Laszlo ma niebywałe umiejętności manualne, wszystkie zwierzątka leżące w kwiatowych grobach mogą poświadczyć. Nie pyta Laszlo o nos i oczy, nie uwieżyłby przecież w alergię, przecież Gabryś nigdy nie miał alergii, a nawet jeśli kurz mu wleciał do oka i tarł, tarł, tarł, to skąd te pociąganie nosem? Nie chce jednak Laszlo brata rozgniewać, bo choć Gabryś traktuje Laszlo najpiękniej na świecie, to Laszlo zawsze trochę się obawia, że pewnego dnia Gabryś straci cierpliwość i wtedy nie będzie już takim dobrym braciszkiem, bo chociaż Laszlo kocha go najbardziej i wie, jakim Gabryś jest cudownym człowiekiem, to Laszlo głupi nie jest i wyłapuje małe cechy, małe znaczki, które świadczą o pewnym do ojca podobieństwie. Laszlo natomiast większość charakteru odziedziczył po mamusi i jest losowi za to ogromnie wdzięczny, ale czasem chciałby Gabrysia odciążyć i wziąć na siebie ojcowe podobieństwo, bo to musi być katorga straszna walczyć ze sobą każdego, bożego dnia. Bo Laszlo wierzy w boga. Nie jest Laszlo pewny w jakiego, ale na pewno w jakiegoś wierzy, może trochę sam sobie go wymyślił, może trochę wyidealizował, wysmuklił, trochę stworzył boskiego odpowiednika idealnego ojca, ale czasami Laszlo modli się do niego i uśmiecha. Nie do nieba, bo Laszlo nie wierzy, że bóg jest w niebie, w zasadzie Laszlo nie wie, gdzie ten jego bóg jest, ale na pewno nie na tym świecie. Są dni i miesiące, kiedy Laszlo o swoim bogu zapomina i wszystko jest zupełnie takie samo, jak wtedy, kiedy prowadzi wewnętrzne monologi. Są to monologi krótkie, oszczędne w słowach, bardziej barwne, emocjonalne, niż słowne, takie, jak Laszlo.
Teraz jednak opatrując dłoń brata Laszlo zastanawia się jak zacząć męczący go temat więc siedzi i wgapia się w tą rękę i nawet trochę się ociąga, bo mu się wstyd zaczyna robić i zaraz się zacznie rumienić i bez powodu uśmiechać, nie wie, jak ten proces ominąć, więc się w końcu w sobie zbiera i oznajmia cicho:
- Poznałem dziewczynę.
Powrót do góry Go down

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Piramida, Svalbard
Rok nauki : VII
Wiek : 20 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : przeciętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Pon Kwi 06, 2015 6:29 pm

W swoich najmroczniejszych, najcięższych koszmarach Gabriel jest ojcem. Ich ojcem. To trzymany w jego ręce gruby, skórzany pas zdziera kolejnymi, coraz mocniejszymi uderzeniami skórę z pleców Laszlo. To jego dłoń chowa się do kieszeni, nie chwytając wyciągniętej niemal błagalnie ręki matki, kiedy pod jej stopami usuwa się grunt, a schody zaczynają swoją drogę w dół. To jego usta wykrzykują słowa tak okrutne, że w jednej chwili mogłyby zmienić w przegniłe pole całe hektary lasów. To on potężnymi dłońmi miażdży całą, tygodniową pracę brata, każdy misternie wyciosany element, każdy starannie usypany grób, każdą zapisaną w myślach melodię. W swoich najgorszych koszmarach Gabriel nie jest ograniczony czymkolwiek. Nie ma moralności, nie ma zasad, nie ma wyraźnie zaznaczonej linii, której pod żadnym pozorem nie mógłby przekroczyć. Jest bogiem. Bezlitosnym, karzącym za każdy dobry i zły uczynek, strącającym w próżnię wszystkich – w pierwszej kolejności tych, na których zależeć powinno mu najbardziej. W swoich koszmarach Gabriel przemierza białe wszechświaty, obraca je w dłoniach, przeglądając się w nich jakby były lustrzanymi kulami, urządza sobie jednoosobową bitwę na śnieżki, używając ich jako broni i roztrzaskując bez skrupułów w drobny mak, jakby niewarte były chociaż sekundy zastanowienia się nad ich ocaleniem. Nie mówi o tym nikomu, chowając każdy sen w sobie, dusząc je wszystkie poczuciem winy i wstydu i trochę mając nadzieję, że rozłożą się w nim, by wreszcie wyparować samoistnie. To nigdy się nie dzieje. Ale nie oddałby swoich nocnych historii nikomu, związany z każdą z nich niemym przyrzeczeniem całkowitego oddania; zespolony z nimi, jakby stanowili jedno ciało. Nie byłby w stanie podzielić się ciążącymi mu na barkach problemami szczególnie z Laszlo, bo Laszlo nie zasługuje na to, by zostać przygnieciony dodatkową ilością kłopotów; by spłynęła na niego kolejna porcja przykrości, bo Laszlo jest jak słońce, co nieśmiało wychyla zza chmur w najbardziej niepogodny dzień, jest jak słodki, truskawkowy cukierek pośrodku góry anyżowych przysmaków. Dlatego Gabriel uśmiecha się odrobinę bardziej, kiedy dłonie ma już prawie połatane. Już wszystko jest w porządku, nic się nie stało, odstawmy to w niepamięć, porozmawiajmy o tym, co siedzi ci na sercu. Dziewczyna, mówisz? To brzmi poważnie. Trochę jak zagrożenie.
- Kto to? Jaka jest? – Gabriel nie chce się ekscytować, bo wie, że jeśli to wszystko będzie bardzo na serio, będzie miał dużo mniej Laszlo dla siebie. Wie też, że nieokazanie jakiegokolwiek zainteresowania będzie dla brata przykrością, w końcu interakcje nie tylko z dziewczętami, ale z ludźmi w ogóle są dla niego prawie jak wyzwanie, jak przejście przez Morze Czerwone bez Mojżesza. Gabriel nie chce być zazdrosny, ale trochę się boi. Tego, że Laszlo będzie cierpiał. Zaciska dłonie na dłucie, kolana podciąga bardziej pod brodę. Jaka ona jest? Jest dobra? Jest miła? Nie złamie pärtowego serca?
Tylko o którego Pärta chodzi?

zt oboje
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Galeria Martwej Sztuki   Today at 9:12 pm

Powrót do góry Go down
 

Galeria Martwej Sztuki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Poziom trzeci :: Strych-