Obserwatorium

avatar
PisanieTemat: Obserwatorium   Nie Gru 28, 2014 1:11 pm

Obserwatorium
Pięć lat temu obserwatorium zostało gruntownie zmodernizowane i unowocześnione, co zaowocowało eleganckim, bogatym wystrojem i nowym wyposażeniem w postaci teleskopów i innych urządzeń. Z wieży astronomicznej doskonale widać błękitne niebo, ale również zgliszcza miasta Närjarvi i zapierające dech w piersiach ośnieżone szczyty gór Bardal. Drzwi do obserwatorium zwykle pozostają zamknięte, ale zaklęcie otwierające znają niemalże wszyscy uczniowie.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 8:24 pm

Nabrał tendencji ucieczkowych. On. Dayton. Będący w Longbourne jedną z najbardziej swobodnych postaci pośród uczniów. Ograniczony zimnem, obcym językiem, ograniczony brakiem znajomości okolic czy zamku, ograniczony brakami w kręgach towarzyskich, uciekał gdzieś, gdzie nikt nie chodził i napawał się - o zgrozo - swoją samotnością. W Stanach nie zauważył nigdy tej przyjemności, nie doceniał chwili pozbawionej zgiełku ludzi jakby obawiał się, że samotność wyciągnie na wierzch wspomnienia rzeczy, których nie chciał pamiętać. Których wywlekanie zostawiał sobie na specjalne, masochistyczne chwile słabości.
Samotność w Skandynawii okazała się być kojącą odmianą, zimną wodą na poparzone miejsca, kostką lodu leniwie topiącą się na gorejącym purpurą siniaku.
Stał więc przy barierce i patrzył daleko, na szczyty gór, na rumowisko małego miasteczka, malutkiego jak paznokieć kciuka. Znalazł coś, co pokochał w tej szkole, człowiek niezdolny do kochania. Szelest wiatru w zakamarkach obserwatorium, powietrze pachnące zimnym kamieniem i wilgocią, szarość i błękit przetkany złotem padających nań promieni.
Rozważał zapisanie się na Astronomię! Ten widok, w środku nocy, musi być zachwycający.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 8:45 pm

Zdradzę ci sekret, Dylan. Płynna znajomość języka i posiadanie przyjaciół w liczbie co najmniej sztuk jeden wcale nie sprawiłyby, że czułbyś się mniej samotnie. Obiekt podglądowy: Yuma Yahto.
Jeszcze niedawno ten znienawidzony wśród uczniów osobnik wiele dałby, by los zesłał mu kogoś znajomego z Longbourne. Oczywiście, w Kolegium wcale nie był bardziej lubiany, może przez dłuższy staż nie cierpiano go nawet mocniej. Po prostu w pewnym momencie zaczęło mu brakować kogoś, kto w morzu (zdawałoby się, solidarnych) Skandynawów kwalifikowałby się choćby w minimalnym stopniu jako członek grupy społecznej, z którą Yuma by się utożsamiał. Ot, ktoś, z kim można ponarzekać na przywary nordyckiej mentalności, dziwnie brzmiące wyrazy, niuanse kulturowe.
Ponieważ jednak los szczerze umiłował sobie Yumę Yahto, ze wszystkich uczniów Longbourne postanowił na stałe spleść jego życie z życiem Dylana Daytona.
Yuma Yahto nie od razu pogodził się z tym faktem.
Pierwszego dnia Yuma Yahto uznał, że wszystko to jest pomyłką i zaraz okaże się, że Dayton zostanie przeniesiony do jakiegoś zakładu dla młodocianych recydywistów.
Drugiego dnia Yuma Yahto ciskał kamieniami we wzburzone morze, nie wierząc, że Dayton jest takim dupkiem, że dorwał go nawet w odległej Norwegii (Yuma Yahto szybko się zmęczył i wrócił do zamku).
Trzeciego dnia Yuma Yahto zaczął się przekonywać, że to tylko kwestia czasu, nim Dayton przetrąci komuś nos (komuś innemu, dla uściślenia) i wróci skąd przybył.
Czwartego dnia Yuma Yahto podejrzanie wylewnie pożegnał się wieczorem z Claireminą, być może przeświadczony o tym, że widzi ją ostatni raz (w końcu ileż można uciekać przed przeznaczeniem?).
Piątego dnia Yuma Yahto doszedł do wniosku, że pierdzieli to wszystko i idzie się rozmówić z mrocznym widmem przeszłości.
- Nice views they've got, huh? - zagadnął, z rękoma schowanymi w kieszeni. Mógł się założyć, że Dylan nigdy nie widział zorzy polarnej. Ani tak czystego nieba.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 9:07 pm

Trudno określić wspólny wyznacznik popularności tych dwóch panów zarówno w Longbourne jak i tu na miejscu. Coś każe się nam spodziewać, że i tam i tu Dayton bije Yahto na głowę. Albo i bardziej. (śmieszna sprawa to bicie)
Nie zdążył nawet zastanowić się dwa razy nad tym jak dobrze się tu czuje, kiedy z zamyślenia wyrwał go głos, mówiący w jego ojczystym narzeczu. I choć doświadczył już pogawędek grzecznościowych z ludźmi, chcącymi podszlifować swoje talenty lingwistyczne, to krótkie zdanie padło z łatwością, która przychodzi tylko komuś, kto operuje angielskim częściej niż od przyjazdu obcokrajowca do przyjazdu obcokrajowca. Faktem jest, że poznał ten głos, choć nie połączył go z twarzą, ale ostrzegawcza lampka mrugnęła w jego głowie, by za chwilę wybuchnąć wraz z momentem spojrzenia w twarz amerykanina.
-Better than i've expected. - powiedział po długiej chwili ciszy, spodziewając się, że za chwilę Yahto krople potu będą kapać z czoła.
Przyglądał mu się, bez ruchu, z uwagą, jak kuguar polujący na ścieżkach nierozważnych biegaczy. Jasne oczy jak reflektory łapały blondyna w pułapkę, niczym królika na drodze. Nie uciekniesz, zdawała się mówić jego mina.
- Well, you see, i have this struggle in me now... - oparł się o barierkę plecami splatając na piersi ramiona- ...would i rather snap your neck just to cherish our long lasting traditions... - zmrużył oczy, by znów zamilknąć na chwilę. Rzeczywiście obrazował sobie w tej chwili taką czynność- ...or hug you because your presence suprises me in very nice way. - zatoczył oczami i spojrzał melodramatycznie znów w przestrzeń, na widok rozciągający się z Obserwatorium.
- I know, that sounds crazy even for me, trust me. - zaufaj mi. Czyż nie tak mówią najpodlejsi oszuści? Westchnął i potarł dłońmi twarz.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 10:00 pm

Yumawikvayatawo Yahto, jeszcze niedawno skarżyłeś się Claudii na brak instynktu samozachowawczego, czemu teraz właśnie stanąłeś przed paszczą lwa, zastanawiając się, czy stosowniej będzie od razu wepchnąć mu głowę do gardła, czy może dla smaku przyprawić się kolendrą? I co uczynił ten ambitny samobójca? Stanął ramię w ramię obok Daytona, nawet nie patrząc na niego, tylko wodząc wzrokiem po niebie.
Może tego właśnie potrzebował, by pozbyć się tych coraz bardziej ciążących pokładów smutku. Rozliczenia z przeszłością. Szkoda tylko, że postanowił pogodzić się akurat z tą przeszłością, która w każdej chwili może przerzucić go przez balustradę.
- How about pretending that we both are capable of acting in a civilized manner? - zasugerował, opierając przedramiona o balustradę i garbiąc się trochę nad przepaścią, która dzieliła go od ziemi. Uśmiechnął się kącikami ust, zerkając przelotnie da Dylana. - But it's a pleasure to know that you at least consider not hurting me physically. I feel almost flattered.
Przez chwilę milczał, dla odmiany patrząc w dół. Tak, to brzmi szaleńczo nieprawdopodobnie, prawda, Dayton? Jeszcze rok temu dzień bez minięcia ciebie na szkolnym korytarzu wydawał się świętem, a teraz proszę, Yuma sam tkwi uparcie przy tobie. Co za głupia ćma, leci prosto do nieosłoniętej kloszem żarówki. Zbliżysz się jeszcze trochę i spłoniesz.
A potem co, Clairemina roztrzaska twarz kolejnemu frajerowi?
- So, have you already made up your mind? - No dawaj. Może zaskoczysz go i skorzystasz z obu opcji na raz.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 10:21 pm

- Pretending... - powtórzył głucho, z jakimś kpiącym wyrazem twarzy - Do you even know what 'civilized' means? As far as i know you're not even a human. - uniósł brwi, nie mógł się powstrzymać. Poniżanie odmieńców było jego rozrywką za szczeniaka, kiedy nie umiał w żaden inny sposób wyładować całego żalu i gniewu który w nim się zbierał podczas pobytów w domu. Takie mangozjebaski to przecież łatwy i... żałosny cel.
Twoje kolejne słowa marszczą jego brwi, to chyba zły znak.
-Don't. - ucina sucho- Just don't. I'm not the flattering type. It's still deep inside me, urge to see you suffer. Funny thing, you know - uśmiechnął się gorzko mimo woli- I don't even remember why i ever wanted to hurt you in a frst place.
Oczywiście, że pamiętał. Ale... nigdy Ci o tym nie powie.
Kolejna chwila wpatrywania się w przestrzeń w ciszy uspokaja go odrobinę. Jednak przyjemność prowadzenia rozmowy bez bolączek rozgryzania zawiłej norweskiej gramatyki i przedziwnego intonowania sylab była chyba tym, czego... potrzebował? Na bogów, potrzebował Yahto, żeby w końcu poczuć się dobrze?
- Maybe they all were right. Maybe this is right. This place, this moment. Maybe i should just make a change, step in different direction. - położył Yumie rękę na ramieniu - Try new things... - czy za zepchnięcie ucznia z wieży dostanie szlaban, czy tym razem go zamkną? Wyglądałbyś przezabawnie koziołkując w powietrzu. Umiesz koziołkować w powietrzu? Dayton był przekonany, że tak, nawet, jeśli nigdy nie trenowałeś.
Po chwili cofnął dłoń i wskazał palcem Najarvi.
- What's there Yahto. Be useful one time in my life and do as my personal guide. - pokusa była wielka, uwierz. Niewytłumaczalna, co prawda, ale ogromna. A Dylan się jej oparł. Póki co.
- And do not, ever, even try to think that we're good. I'll figure out why punching you in the face is my pleasure and probably i'll do it again. One day. - mówiąc to mruży jedno oko. Boże, czy on... właśnie zażartował?
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Sie 25, 2015 11:03 pm

- Oh my, aren't you charming? - Prawie się roześmiał. Prawie, bo ze względu na stare, dobre czasy nie mógł poskąpić Dylanowi dalszego komentarza. - You know, for the last six months I felt like a huge part of my heart was missing and I just realized why. God bless America, I can always count on retarded street rats like you, trying to humiliate me because of my heritage. Go ahead. The words you're looking for are 'know your place, you fucking savage'.
Kpiący ton, który próbował przybrać, wcale nie brzmiał wiarygodnie. W pewnym momencie nawet przestał się starać, podnosząc głos i z wściekłością zaciskając palce na balustradzie. Nie, Yuma Yahto nie był nawet bliski bycia spokojnym, ale dlaczego aż tak bardzo rozgniewało go kilka słów rzuconych przez Daytona? Słyszał przecież gorsze rzeczy. Znosił je spokojnie i - miał nadzieję, że tak to przynajmniej odbierano - z godnością. Nie bał się, że Dylan skrzywdzi go fizycznie, a jednak spanikował, gdy ten tylko wspomniał o nieludzkim pochodzeniu.
Objął swoje ramiona, omijając starannie Dylana wzrokiem. W Longbourne nazywając go ulicznym szczurem, pewnie podpisałby na siebie wyrok śmierci. Ale teraz nie są w Longbourne, prawda? Teraz są we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Czas na wypróbowywanie nowych rzeczy. Tak, Yuma uśmiechnął się jadowicie, gdyby nie to, że od wielu dni cierpiał na bezsenność, pomyślałby, że utknął w jakimś dziwnym śnie. Spójrz, Yuma, ręka Dylana na twoim ramieniu. I nie znajduje się tam po to, by zmiażdżyć ci obojczyk. Jak bardzo to zabawne?
- That place... I'm not surprised you find it interesting. - Milczał przez chwilę. Wielki Duchu, skulił się jak chory pies, ze złączonymi łokciami i dłońmi na własnych barkach wyglądał niemal komicznie. - Närjarvi - powiedział w końcu, po czym wzruszył ramionami. - An extermination camp I guess. It was not aimed at me or anyone of my kind, so I didn't bother much. - Tylko że to nieprawda. Yuma Yahto nienawidził tego miejsca. - Old story anyway. - W końcu minęły już prawie dwa miesiące.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Sie 27, 2015 4:45 pm

- Oh, of course it was not aimed to your kind. The only ones who might aim at you are fishermans, aren't they, little mermaid? - zmrużył oczy z uśmiechem pełnym wyższości. Cóż, każdemu zdarza się pomylić, a Yahto uświadomił Daytona, że wiara w mangozjeby będące myślącymi istotami jest błędna- Well well, retarded street rat. Aren't you getting pretty confident or it's just fact that for the long time nobody showed you your plase, blowfish. - wzdycha. Próbował. Nie będzie, że nie. Wychodzi na to,że może nie po przyjacielsku, ale po staremu pomogą sobie wzajemnie znieść tęsknotę za domem. Piastując tradycje, czyż nie?
- I wouldn't call you a savage. To be savage you'd need to grow some balls. -barbarzyńcy z reguły byli dzikusami. Yahto co prawda mieszkał pewnie w bajorze i generalnie patykiem dłubał w mrowisku by uzbierać śniadanie, ale do barbarzyństwa było mu tak daleko, jak zdechłej rybie do rekina.
Chwycił więc brzeg spodni blondyna i bez większego wysiłku szarpnął w górę jego chude ciałko, tak, że linia bioder znajdowała się ponad barierką. Drugą ręką złapał go za kark i przechylił przez barierkę..
- Extermination camp. Somebody should consider creating one for you and your kind. You're obviously not capable to live among humans... -szepnął mu w uszko, niemal pieszczotliwie, napierając na jego ciało coraz bardziej przechylając go w stronę przepaści.
- I have nothing to loose, I could just end this miserable relation between us right now. It ight be the sweetest cherry on top of my cake, seeing you with your head smashed on rocks. Or can you fly, blowfish? Can you? I think you can. - i już tylko pas u spodni i palce bezlitośnie wbijające się w kark jumci ratowały go przed niechybnym lotem w jedną stronę.
- I'm afraid 'savage' is my domain, my dear.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Sie 27, 2015 5:41 pm

Jeszcze za czasów Longbourne Yumawikvayatawa zastanawiał się, jak działa Dylan. Nie mówił dużo, chyba że zwietrzył okazję do upokorzenia kogoś, wtedy zdawało się, że wstąpiło w niego całe stado demonów, z czego każdy podszeptywał coraz bardziej oryginalne pomysły na kolejne obelgi. Być może Yuma uznałby to za smutne, gdyby nie to, że z miejsca został zakwalifikowany jako potencjalna ofiara; w takiej sytuacji wydłubanie z siebie choć szczypty współczucia dla Daytona było po prostu niemożliwe. Dylan Dayton zagościł we wspomnieniach Yumy jako najbardziej znienawidzony ze wszystkich ludzi, personifikacja całego zła, głupoty i okrucieństwa, tak charakterystycznego dla tego gatunku. A co najgorsze, gdy Yuma zamykał oczy i próbował wyobrazić sobie człowieka, który dziesięć lat temu zamordował jego matkę, widział Daytona.
Dylan Dayton kpił z historii i dziedzictwa, których nie znał. Nawet w tej chwili z poczuciem wygranej w tych słownych (póki co) przepychankach żartował o zagrożeniu jedynie ze strony rybaków, w kontekście ludu niemal do reszty wytępionego podczas trwających całe wieki prześladowań.
Pewność siebie, czy może naprawdę chodziło o to, że nikt od tak dawna nim nie pomiatał? Może jedno wynikało z drugiego, a w połączeniu z desperacją, dały ostatecznie iście za(samo)bójczy efekt.
Gdyby znajdowali się w Longbourne przed trzema laty, Yumawikvayatawa Yahto pewnie zacząłby popiskiwać jak mała myszka, bojąc się, że jego życie właśnie wisi na włosku. Teraz Yuma Yahto poczuł wyłącznie gniew. Gniew, przez który trzęsły mu się ręce, a z twarzy odpłynęła cała krew.
Może ktoś nieobeznany uznałby to za objawy strachu, ale Dylan Dayton jako specjalista od lęku nie mógł się pomylić.
- Are you? - Wycedził tylko, zaciskając pięści na ubraniu Dylana. Nie zdołałby się utrzymać, w razie gdyby chłopak poluzował uścisk, co najwyżej później musiano by wyciągać porwane skrawki materiału z jego martwych dłoni, ale akurat nad tą reakcją Yuma nie potrafił zapanować. Palce zdrętwiały mu tak, że nawet gdyby chciał, nie poluzowałby ich. - Are you capable of living among humans...? - Każde słowo wydyszane ciężko, podkreślone jakimś niekontrolowanym ściskiem dłoni, jakby Yuma próbował pociągnąć go za sobą w otchłań.
Nie wątpił, że wyrządziłby światu przysługę.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Sie 27, 2015 6:32 pm

Za czasów Longbourne, szczególnie pierwszych kilku lat, Dayton rzeczywiście lubował się w bezmyślnej krzywdzie. Odzwierciedlał dokładnie to, co otrzymywał, zamiast miłości oddając zdemonizowaną porcję bezpodstawnej agresji. Był zwykłym, głupim sadystą, który nie odczuwał ani litości, ani skruchy, który czuł spokój tylko pośród łkających głosów, tak słodko i ciepło przypominających mu dom.
Faktem jednak było, że w pewnym momencie nawet on z jego bezmiarem złości przekroczył pewien niewidoczny próg. Yumo, czy wiesz, że to czego teraz doświadczasz to niemal w zupełności Twoja własna zasługa? Po dniu, w którym Dayton opowiadał zawzięcie najboleśniejsze i najbardziej okrutne momenty swojego życia, zachęcany gorliwie veritaserum krążącym w jego ciele, coś w tym tępum osiłku pękło. Otworzył w końcu oczy, pogrążony wymowną ciszą przypadkowych słuchaczy przy śniadaniu i ...zapadł się w tym. Wiedział już każdy, a taka historia w zatrważający sposób zaczęła przybierać coraz bardziej wydumane formy. Z bezmyślnego kata stał się czymś gorszym, mroczniejszym, schowanym za uprzejmą maską obcokrajowca, czymś bardziej i głębiej niż mógłbyś pamiętać. Możliwe, że czymś tak odrażającym, jak to sobie wyobrażasz w najgorszych chwilach bezsilnej złości.
- I'm not. - przyznał spokojnie, cicho - I am highly disfunctional sociopath. I'm mental. Hopeless, but they still keep giving me chances, when you? Oh all you do is exist, and that good samaritans of mine want to slaughter every single one of you. What does it tell us about world, Yuma? - wyszeptał- Don't you think is fucking sad? I find it sad.
Zerknął na Twoje zbielałe kłykcie, trzymające kurczowo jego koszuli.
- I could fly with you and no one would bat an eye. I am nobody, I have nothing to loose. You? - powoli puścił jego kark, trzymali się więc ledwo balansując przez barierkę. Wystarczy, że się odchylisz Yumo, pociągniesz swojego demona za sobą. Uśmiechnął się do Ciebie, a w oczach nie miał nic ludzkiego.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Sie 27, 2015 7:40 pm

To zabawne, ale dopiero teraz, wisząc prawie siedemdziesiąt metrów nad ziemią, za kata i jednocześnie jedyną osobę, która powstrzymuje go przed spadnięciem w przepaść mając Dylana Daytona, był gotów się z nim zgodzić. W końcu jak na kogoś, kto właśnie usiłuje zamordować swojego szkolnego kolegę, przemawiał w całkiem rozsądny sposób. Tak, Dylan. Świat jest kurewsko smutny. Yuma jednak tylko patrzył na niego błyszczącym wzrokiem. Nie dyskutuje się z szaleńcami, Dayton. A ty jesteś szalony. I całkiem dosłownie stoisz na krawędzi.
A potem Yuma poczuł się tak, jakby został odcięty od zmysłów. Jedyne oparcie zniknęło.
Nawet nie drgnij, Yuma.
Nawet. Kurwa. Nie. Drgnij.
Zamknął oczy, przez kilka sekund, które wydawały się rozciągać w nieskończoność, próbując opanować chaos we własnej głowie. Prawie wstrzymał oddech, choć czy myślenie, że od głośniejszego westchnięcia, stracą równowagę i runą w dół, nie jest zbyt paranoiczne?
Co za paradoks. W jednej chwili uspokoił się, jego spojrzenie złagodniało, choć ucisk na koszuli Daytona nie zelżał ani trochę. Niebywałe, jak w sytuacji zagrożenia wszystkie zbędne emocje można zepchnąć ot tak, gdzieś na sam dół podświadomości, i skupić się tylko na jednym; na tym, by przetrwać. Drogi chłopcze, to już trzeci raz w tym miesiącu, kiedy Yuma ociera się o śmierć, jeszcze kilka takich zamachów i w ogóle przestanie to robić na nim wrażenie.
- For a second... I thought flying could be nice. - Uśmiechnął się tylko kącikami ust, nie był to uśmiech do końca przyjemny. - But... you see... I have something to loose. - Dobierał ostrożnie słowa, niczym mediator policyjny. - The girl's name is Clairemina Brohl. Silly ginger, she probably has bumbed you in the corridor once or twice, you know, she never parts with her rollerblades. Not so long ago she has smashed my face using her beater's bat, so I guess you two have a lot in common. I kind of... take care of her? - Ledwo poruszał wargami, wymawiając te wszystkie słowa, ale miał wrażenie, że Dylan zrozumie go bez przeszkód.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Rochester, Alberta
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : ubogi

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Sie 27, 2015 8:56 pm

Dayton nie wydawał się wzruszony sytuacją. W kwestii stawania ze śmiercią twarzą w twarz mógłby Yumie przybić piątkę, całe jego życie to pasmo nieudanych zamachów na jego życie. Różnica polegała na tym, że miał tylko jednego oprawcę i była nim ta sama osoba, co Twój znienawidzony demon z czasów lat szczenięcych, on sam.
Przyglądał Ci się chwilę bez słowa. Lot w jedną stronę był nadzwyczaj kuszący, choć sam Daytn nie był przekonany, czy taki moment ulgi chciałby dzielić akurat z Tobą. Pierwsze sekundy wolności, ostatnie sekundy życia.
- So... care. Love. The precious one. - powiedział jakby z bólem i odchylił się pociągając tym samym Yumę z barierki o pół kroku w stronę wnętrza obserwatorium. Pół kroku, które znaczyło wszystko- I'm not sure why do I care, but let it be. - chwycił Cię jedną dłonią za oba wątłe nadgarstki, odrywając zaciśnięte dłonie od swojej koszulki- It's good to have something in your pity, miserable life. - drugą ręką, bardzo pobłażliwie poklepał po jumowym policzku- Enjoy it, Yahto. Because the darkest day will come, when it will fade away and you'd become only - puścił Cię- ... a waste of space.
Wiedział dokładnie co znaczą te słowa. Poznał smak tej rzeczywistości lepiej, niż jakikolwiek w życiu. Smakowała goryczą.
I nie mówił tego tym samym, olewczo-prowokacyjnym tonem, o nie. To byłą obietnica Yumo, jak w tym filmie, gdzie jeden popapraniec chciał strzelić drugiemu w głowę, po czym puścił go wolno, mówiąc później, że dzień jutrzejszy, będzie najpiękniejszym dniem w życiu tego nieszczęśnika.
Odwrócił się z dziwnie nostalgicznym spojrzeniem i odszedł w głąb obserwatorium, by zniknąć na klatce schodowej. Mógłbyś przysiąc, że na pożegnanie usłyszałeś jego chory, smutny śmiech.
Biedny skurwysyn.

zt
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią Sie 28, 2015 11:53 am

Co można czuć w takiej chwili? Gdy patrzy się w oczy człowieka, który w każdej chwili może zakończyć twoje życie, który naprawdę gotowy jest to zrobić, i jesteś świadom, że właśnie w ciągu kilku sekund ten szaleniec rozważy, czy posiadasz dość dużą wartość, by cię jednak oszczędzić?
I przez krótką chwilę, kiedy w spojrzeniu Dylana pojawił się błysk bólu, Yuma był pewien, że to już koniec. Zamknął oczy, chociaż nie miał pewności, może wolałby jednak patrzeć na te wszystkie rozmyte od pędu obrazy, świadom, że to ostatnie, co zobaczy w życiu? Ale wtedy poczuł, jak otchłań zaciska szczęki, niezadowolona, że tym razem odejdzie nienasycona. Nie dzisiaj, Yumo Yahto.
I dopiero teraz, kiedy wreszcie stanął na własnych nogach, całe jego ciało zwiotczało, jakby te kilka chwil spędzonych nad przepaścią wyssały z niego wszystkie siły. Słyszał słowa Dylana, ale nie docierał do niego ich sens; zdawało się, że nie istnieje dla niego żaden dźwięk poza łomotem własnego serca. I kiedy Dayton w końcu go puścił, Yuma osunął się gwałtownie na ziemię, przylegając plecami do barierki i zaciskając na metalowych prętach dłonie.
Prawie umarłeś, Yumo Yahto.
Prawie umarłeś.
Znowu.
Nie zdziwił go nawet śmiech Dylana, bo sam też się śmiał nerwowo, ze łzami w oczach. Wepchnął pięść do ust, próbując opanować tę histeryczną reakcję, ale jego ciało zdawało się w tej chwili buntować przeciwko niemu. Nawet nie wiedział kiedy śmiech przeszedł płynnie w szloch, ten łatwiej było zdławić. Wytarł łzy rękawem i wstał, by niemrawym, sztywnym krokiem zejść w końcu z tego przeklętego obserwatorium.
Nie miał odwagi spojrzeć za siebie.

/zt
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

Powrót do góry Go down
 

Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Instytut Dahlvald :: Wieże zamkowe :: Wieża Zachodnia-