Bar Wiedźmy Grety

avatar
PisanieTemat: Bar Wiedźmy Grety   Nie Gru 28, 2014 2:39 pm

Bar Wiedźmy Grety
Atmosfera baru sprzyja przyciszonym rozmowom, przy akompaniamencie klawikordu, na którym przygrywa mistrz tego instrumentu, stary Henrik. Jest bratem właścicielki i swój stołek grajka opuszcza tylko po to, by posiąść kolejny kufel kremowego piwa. Większość elementów wnętrza lokalu jest zrobiona z drewna, nieliczne są kamienne. Stoły są nieregularnie poustawiane w całym lokalu, choć najczęściej oblegane są miejsca przy samej ladzie barowej, dlatego wielbiciele prywatności na pewno znajdą dla siebie trochę miejsca w kątach. Właścicielką lokalu jest stara i brzydka wiedźma Greta, która ma słabość do młodych chłopców z Instytutu Dahlvald.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Czw Mar 19, 2015 12:43 am

To był kiepski pomysł. Definitywnie to był jeden z najgorszych pomysłów, jakie w ciągu ostatniego tygodnia przyszły mu do głowy. Choć może gorsze okazało się wcielenie tego wszystkiego w życie. Albo jednak jego fatalne położenie ostatecznie przypieczętowywał fakt, że w ogóle miał nadzieję na to, iż podsłuchiwanie rozmów w miejscowym barze okaże się strzałem w dziesiątkę? Cokolwiek to nie było, musiało mieć porządnego zeza, by miast w środek tarczy trafić w stopę. A przecież instrukcje były jasne: rozejrzyj się; sprawdź, czy wszystko jest w porządku; popytaj ludzi; zabezpiecz strategiczne miejsca. A potem kup sobie loda. U Wiedźmy Grety loda nie dostanie. Nie takiego, prawdziwie lodowego, o lodowym smaku. Nawet jakby im tu zaczął tańczyć kadryla, wciąż miałby szansę jedynie na zaznanie nieco innej przyjemności. Ratatosk ich wszystkich trącał. W takim stanie aż wstyd wychodzić poza próg baru, nie wspominając o powrocie do domu. Smród ognistej, głowa pełna pieprzenia, coraz częściej rozbijające się po uszach fałszywie brzmiące nuty klawikordu, palce pełne drzazg od próby wygładzenia w naturalny sposób wyłamanego kawałka blatu. I poza raz po raz przewijającą się w rozmowach informacją, że w Królestwie Słodkości na lewo oferują gówniarzerii trufle ze sproszkowaną skórą nixi, nie dostał żadnej nagrody za cierpliwość. Niby nic groźnego, dla wprawnych degustatorów magicznych używek niegroźny otępiacz, dla świętoszkowatych smarkaczy… Cóż, posiadanie chociaż przez chwilę kundla w ludzkiej postaci to przyjemna wizja dla tych, którzy nie muszą upokarzać się przed innymi. Sprawdzeniem tego problemu nie on jednak będzie musiał się zająć, szczególnie, że pełna niepokoju informacja była jedynie wyrazem żalu, że tutejsi cukiernicy ograniczają się tylko do najmłodszej klienteli, prawdziwych smakoszy zostawiając z niczym. Kolejny kufel korzennego piwa z hukiem wylądował przed Peerem, a wystarczająco brudny i lepki stół pokrył się kolejnymi kropelkami bursztynowej cieczy.
- No dzięki – burknął do pleców znikającej już za kontuarem kelnerki, trochę nie dowierzając, z jaką wprawą udało jej się przelawirować między labiryntem stolików, trochę podziwiając, że jest w stanie ignorować pochlebstwa co bardziej podochoconych moczygęb, trochę podkurwiony, że został wzięty za jednego z nich. Nie mógł spodziewać się niczego innego, zamawiając szósty z kolei kufel. – Twoje zdrowie, towarzyszu – rzucił na poły do siebie, na poły do całej reszty klienteli, pociągając parę porządnych łyków i coraz mniej wierząc, że przed północą uda mu się jeszcze wyłuskać z mało klejących się już rozmów wiadomości wskazujące na to, że Neo Asgard przygotuje na najbliższą konferencję coś, co dosłownie zwaliłoby ludzi z nóg. Może wybrał złą miejscówkę? Może powinien tych kilka godzin spędzić w Wikingu albo Ośmiu Miotłach?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Keflavík, Islandia
Wiek : 48 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Czw Mar 19, 2015 3:46 pm

Enarson był w podłym nastroju. Przecież ile razy można powtarzać adeptom magii, którzy wybrali jego przedmiot, że są runy, których po prostu nie może im pokazać. Nawet jakby go o to prosili i robili wszystko by wreszcie Móri pokazał im choć odrobinę czarnej magii. Niestety Islandczyk miał surowo przykazane, że pewnych znaków runicznych po prostu nie może używać i choć wie jak je zrobić i ma je w swoim woreczku z runami nie może ich wyciągnąć i pokazać uczniom Instytutu. Po kolejnych ciężkich zajęciach Enarson po prostu musiał się wyrwać z murów Dahlvaldu, by pobyć sam ze swoimi myślami. Oczywiście najpierw nakarmił swoich podopiecznych, a gwizdnięciem przywołał swojego kruka. Stwierdził, że zwierzęciu również przyda się spacer. Przecież ile ten ptak może siedzieć w kruczarni czy jak to pomieszczenie było nazywane. Dopiero gdy zobaczył swojego podopiecznego humor mu się lekko poprawił. Posprawdzał wszystkie skrytki jakie miał w gabinecie i wyszedł zamykając drzwi na klucz i wzmacniając odpowiednim zaklęciem, by żaden ciekawski uczeń nie wpadł na pomysł zakradnięcia się do jego gabinetu. Zresztą dla Mistrza Run zabezpieczenie drzwi przed nieproszonymi gośćmi nie było wcale trudnym zadaniem. Mijanym po drodze nauczycielom i uczniom na ich powitania odpowiadał tylko skinieniem głowy. Wiedział, że pracownicy Instytutu jak i uczniowie przyzwyczaili się do tego, że Móri jest raczej milczkiem i otwiera usta tylko wówczas gdy ma coś do powiedzenia. Gdy wreszcie wyszedł z Instytutu od razu udał się na drogę do magicznego miasteczka. Sam nie wiedział czego tam chce szukać ale wolał ten wolny czas spędzić tam niż w Oslo. Ubrał się dość dziwnie. Miał na sobie długi, czarny, skórzany płaszcz, do tego na głowie czapkę z daszkiem założoną daszkiem do tyłu, czarną koszulkę z jakimś nadrukiem i czarne spodnie jeansowe. Wyglądał jak zwykły Mugol ale Enarsona to nic nie obchodziło. Po prostu szedł przez miasto. Dla Móriego takie miejsce jak Wiedźma Gerta było wręcz idealne. Nikt go tam nie nagabywał, bo większość osób się po prostu go obawiała. Tym razem jednak po przekroczeniu progu baru doznał dziwnego uczucia. Czuł, że albo był podsłuchiwany albo obserwowany. To akurat bardzo nie odpowiadało Enarsonowi. Wzrokiem szukał źródła tego niepokoju. Wreszcie znalazł jednak jego zdziwienie było wielkie. Osoba, która była źródłem jego niekomfortowego samopoczucia była mu znana. Bez zbędnych ceregieli przeszedł przez salę i przysiadł się przy mężczyźnie.
- Nie wiedziałem, że Protagoniści mają dzisiaj spotkanie w tym właśnie barze. – powiedział spokojnie. Miał tylko nadzieję, że mężczyzna jest tym, z kim miał się spotkać.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Pią Mar 20, 2015 12:22 pm

To naprawdę niesamowite, jak niezwykłe właściwości musi mieć serwowane tu piwo, skoro miast przytępić umiejętność czujnej obserwacji, jedynie ją wyostrzyło. I to do jakiego stopnia! Gdyby Peer wiedział, że przypadkiem stał się wielkim, migającym neonem na mentalnym radarze jednostek co bardziej wyczulonych na niepozorne podpatrywanie, czym prędzej zwinąłby manatki, nie chcąc stać się trochę mniej przypadkowym celem poukrywanych gdzieś po kątach baru Neoasów, roznoszących swoją Dobrą Nowinę z większym fanatyzmem niż Świadkowie Jehowy i nie darujących nikomu, kto stanie im na drodze w jej głoszeniu. Na swoje (nie)szczęście nie zdawał sobie z tego sprawy, wciąż niespiesznie sącząc syntetyczny nektar, khym, bogów. Zdziwił się nieznacznie, gdy bez żadnego uprzedzenia miejsce naprzeciwko niego zajęte zostało przez rosłego, kudłatego mężczyznę, którego jedynie po braku przerażonych okrzyków wokół można było odróżnić od przerośniętego goryla. A może to tylko wrażenie spowodowane zbyt dużą ilością wlanego w siebie alkoholu. Tak czy inaczej, usta Peera rozciągnęły się w leniwym, szerokim uśmiechu, zupełnie jakby był personifikacją Kota z Cheshire. Nieznajomy z każdą chwilą stawał się coraz bardziej rozpoznawalny, by wreszcie Lagerlöf mógł przypisać mu konkretne nazwisko i całą resztę danych. Móri Enarson. Lat czterdzieści osiem. Nauczyciel starożytnych run. Wcale niezły znawca magii żywiołów. Zwolennik protagonistycznych postulatów. Nie stanowi zagrożenia. Cóż, w obliczu zaistniałej sytuacji, ostatnią informację Peer był gotów poddać pod rozwagę.
- Nie mają – odparł bezczelnie wesołym tonem, nachylając się w stronę nowego towarzysza, by pod blatem stołu wymownie dźgnąć go różdżką. – No, stary, głośniej się nie dało? Wydaje mi się, że na końcu nie wszyscy usłyszeli. – Nie trzeba było wiele, by wróciła mu jasność myślenia. Jeszcze mniej dzieliło go w tej chwili od wdania się w bójkę, chociażby dla zachowania pozorów pijackiej atmosfery spotkania. W końcu czego nie zrobi się dla ratowania tej pożal się boże samozwańczej misji. – Co cię tu ściągnęło, Enarson? Chyba nie pogaduszki o pogodzie? – O tej mógłby porozmawiać z kimkolwiek innym znajdującym się w promieniu pięciu stolików, a jednak od przekroczenia progu baru zdawał się dokładnie wiedzieć, do kogo powinien podejść. To było co najmniej niepokojące i sprawiło, że Peer poważnie zaczął wątpić w to, czy przypadkiem sam nie jest poddawany od dłuższego czasu badawczym oględzinom. Różdżkę wsunął w kieszeń na udzie, gotowy jednak, by w razie czego sypnąć z niej fontanną kolorów. Zakładając lewą rękę za oparcie krzesła, kątem oka rozglądnął się mimochodem po pomieszczeniu. Nie. Nikt tu nie wygląda mniej podejrzanie niż zazwyczaj, zatem uwagę ponownie mógł skupić na Mórim.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Keflavík, Islandia
Wiek : 48 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Sob Mar 21, 2015 2:29 pm

Enarson nie wiedział jakie właściwości ma serwowane tu piwo, bo częściej pił ognistą niż „napój bogów”. Powód był prosty. Móri najczęściej przychodził do Gerty, by po prostu się napić i zapomnieć o ciężkim dniu. Podejrzewał, że piwo może być chrzczone lub też mieć jakieś inne dziwne właściwości choć nigdy nie widział tego na własne oczy i nie próbował swoimi kubkami smakowymi. Jednakże zawsze starał się unikać tego „złocistego nektaru bogów” jeśli oczywiście tylko mógł. Niemniej jednak jego aparycja rzeczywiście przypominała lekko goryla, co prawda mocno ogolonego i przystosowanego do życia wśród ludzi. Na Islandii, jego rodzinnej wyspie Enarson był uważany za syna upiora więc uważanie go za goryla czy też innego yeti nie zdziwiłoby go bardzo. Wiedział, że większość bywalców baru go kojarzy chociażby z widzenia i większość pijaczków i moczymordów Móri również kojarzył choć nigdy z nimi nie rozmawiał. Wolał wypić w spokoju swoje i wyjść niż wdawać się w pijackie dyskusje na temat poglądów. Jednakże dzisiaj miał pewne sprawy do załatwienia i niestety musiał mieć otwarty i czysty umysł. Prawdą było również, że odpoczynek od szkolnego hałasu był dla Enarsona ukojeniem nerwów ale nawet przyciszone głosy tego miejsca działały Móriemu na nerwy.
- Dziwne, że nie mają. No ale cóż skoro już tu jesteś Lagerlöf to pewnie chciałbyś uzyskać ode mnie jakieś ciekawe informacje. – powiedział nie zrażony tonem mężczyzny. Może i tutaj roiło się od Neoasów ale Móri miał to w poważaniu. W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie powinien atakować mistrza run, który jednym magicznym znakiem mógł spowodować cierpienie na odległość.
- Wiesz stary ci na końcu raczej nie są zainteresowani tym co my tutaj robimy, a mówiąc to co powiedziałem wcale nie zrobiłem tego głośno. Poza tym nie wiem czy zauważyłeś ale większość z gości baru jest zbyt zamroczonych by cokolwiek zrozumieć czy też nawet zaatakować. – mówiąc to Enarson rozejrzał się po barze, by upewnić się, że to co powiedział jest prawdą. W większości zapewne miał rację i miał nadzieję, że zdąży zareagować na najmniejszy nawet atak ze strony niespodziewanego napastnika.
- Tak szczerze to przyszedłem tu trochę odpocząć przy szklaneczce czy dwóch ognistej, ale skoro chcesz gadać o pogodzie to powiem szczerze, że wolałbym, aby była ona troszkę inna niż obecna. – stwierdził z takim spokojem, że każdego mógłby wytrącić z równowagi. Zresztą większość osób Móri irytował nie tylko swoim sposobem bycia co swoim sposobem ubierania się na osobę nie magiczną. Oczywiście Enarson wyczuł dźgnięcie różdżką ale jakoś nie zamierzał na niego odpowiadać. Po prostu nie miał najmniejszej ochoty na walkę z Peerem. Poza tym szkoda by było popsuć tego unikalnego wystroju tego miejsca.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Nie Mar 22, 2015 3:59 pm

Rytm kroków w inny takt niż wszystkie, zbyt lekki i ostrożny jak zaklinacza kroczącego przez gniazdo żmij. Szelest materiału i pokrytych czarną mazią włosów niby znikomy, a jednak zauważalny jak brzęczenie muchy w upalny dzień w pomieszczeniu pełnym ludzi. Gdy ją już usłyszysz, nie możesz jej zignorować i wkurwia Cię tylko to bzyczenie, bo nie umiesz sprecyzować skąd dochodzi. Kiedy weszła w powietrzu zakręcił się zapach formaliny, zapach pudru i gorącego piasku, tak różny od zastałego tu w powietrzu aromatu spoconej dupy i rozlanego po drewnie alkoholu. Wcale nie odróżniała się od tutejszych mętów, ubrana na czarno, z czarnym kożuchem zwisającym ciężko z ramion, twarzą niknącą w kołnierzu, wzrokiem zainteresowanym tylko swoimi sprawami. Równie brudna i demoniczna co opryszkowie wpadający tu, na granicę, na piwo czy coś mocniejszego. Długie, grube rękawice sięgają jej po łokcie, niknąc pod przykrótkimi, obszernymi rękawami płaszcza, wysokie, skórzane buty, czarny szal, czarny skrawek materiału przykrywający włosy.
Jak smuga, zbyt szybko na człowieka, zbyt niewyraźnie na żywą istotę prześlizguje się między stolikami. Jakby zamiast nóg miała wężowy ogon, tajska naga, śliskobrzucha nieznajoma.
Kiedy przechodzi obok wasz wzrok krzyżuje się tylko na chwilę, na jej ułamek, a jednak sprawia wrażenie, jakby dokładnie zaplanowała ten moment i jego długość. Jakby czekała, aż prześliźniesz się spojrzeniem po twarzach ludzi. Jej oczy spoglądają natarczywie, wyzywająco, z naciskiem, w wyjątkowo wulgarny sposób, jakby nic robiła sobie z tego, że się nie znacie. Mijając Was zdaje się zwolnić swój ślizg, na chwilę, minimalnie, ale dwóch tak dobrze wyszkolonych czarodziejów, specjalistów w swoich dziedzinach wie przecież, że to nie zapowiada nic dobrego. To zalatuje nieszczęściem. Zaraz znika między ludźmi pozostawiając wstęgę niepokoju i udaje się do baru.

Szerokość i grubość kontuaru nie umykają jej uwadze, jakby wszystko było tu niemożliwie ważne. Wzrokiem łowi wszystkich pracowników, ocenia ich wiek, ocenia możliwości, przeczesuje twarze klientów w poszukiwaniu czegokolwiek i znów spogląda w Waszą stronę. Natarczywie. Odwraca się i zamawia coś, tak cicho, że barman musi nachylić się by ja dosłyszeć i choć krzywi się z pogarda na twarzy znika na chwilę na zapleczu.
Metalowe hafty spinające poły jej płaszcza powoli ustępują pod naporem palców, ciężki materiał zsuwa się z ramion odsłaniając plątaninę czarnego płótna, którym jest owinięta niemal cała. Przerzuca go przez wolne siedzenie i ściąga rękawice obnażając wymalowane w czarne wzory dłonie. Dokładnie w chwili gdy szklanka staje tuż przed nią na kartonowym waflu.
Pełna zwykłego mleka.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Wto Mar 24, 2015 3:14 pm

Z niejakim znużeniem zamieszał resztkę piwa, obserwując jak pojedyncze pęcherzyki pękają, tworząc na powierzchni napoju dziesiątki mikroskopijnych kropek. Fascynujące. Jak szybko one potrafią zniknąć? Jedna, druga, trzecia, czwartapiątaszóstasiódma. Ups, to chyba trochę nieuprzejme, nie na tym powinien skupić w tej chwili swoją uwagę, a na dźwięczących nieprzyjemnie koło ucha, jak natrętne komary, słowach Enarsona. Jaka szkoda, że nie ma możliwości pozbyć się ich raz a dobrze tylko jednym, szybkim klaśnięciem w dłonie. To jednak byłoby już nie tylko nieuprzejme, ale zakrawałoby na mało wyrafinowane chamstwo. Nie tak powinien pracować, nawet jeżeli zaczyna odczuwać znużenie. W końcu jego służba trwa bez przerwy, dzień i noc, każdą minutę powinien poświęcić pracy, z niezobowiązującą uwagą słuchać wszystkiego, co przewija się w barach, na ulicach, w radio, nawet w samej Ambasadzie. A jednak znowu zagląda na dno kufla, ze smutkiem, który bardziej budzi rozbawienie niż faktyczny żal, nadymając policzki.
- A masz jakieś? – Ton, jakim wypowiedział to pytanie, świadczył o tym, że Peera ciężko było nazwać chociaż w połowie zainteresowanym tym, co miał do powiedzenia Mistrz Run. Nie przyszedł tu na pogaduszki z kadrą Dahlvaldu – bar Wiedźmy Grety nie był najodpowiedniejszym miejscem do tego typu rozmów. – Przypominam tylko, że każdą istotną informację na temat zagrożeń życia uczniów jesteś zobowiązany przekazywać nam niezwłocznie – wyrecytował przypominaną im właściwie codziennie formułkę, na którą on sam patrzył z przymrużeniem oka i traktował raczej jako uprzejmą wskazówkę niż świętą zasadę. Na przykład, gdy i tak był umówiony ze swoim „informatorem”. Ale nie w tym przypadku. Dziś w Måneström był incognito, tak mu się przynajmniej zdawało aż do teraz. – Aha – skwitował elokwentnie wypowiedź mężczyzny, kiwając ze zrozumieniem głową. Przykrość podszczypnęła go nieprzyjemnie, dobitnie uświadamiając, że Móri nie wyłapał nawet nie bardzo zakamuflowanej ironii. A może był zwyczajnie przepracowany? Zmęczony? Nieskory do słownych przepychanek? A może w ogóle brak mu poczucia humoru?
Zacmokał z zatroskaniem, dopijając piwo do końca. Gdy ostatnie krople wyzbyte już jakiegokolwiek smaku skapnęły mu na język, ponad kuflem – tak blisko, a jednak zdawało się, jakby to był zupełnie inny świat – odegrała się scena, która nie powinna mieć tu miejsca. Schowany jedynie za szkłem, sunął wzrokiem za ciemną postacią i wyraźnie czuł, jak krew w żyłach stygnie mu coraz bardziej, coraz szybciej, by zamrzeć na dobre, kiedy to niecodzienne zjawisko zrównało się z ich stolikiem, spojrzeniem wnikając głębiej w duszę niż to dozwolone.
Aż się zakrztusił. Splunął w bok, w miejsce, gdzie kilka chwil wcześniej znajdowała się pustynna wiedźma – bo nie był w stanie nie porównać jej do egipskich czarownic, swoimi mgielnymi karawanami przemierzających piaskowe oceany.
- Mówiłeś coś o zamroczonych gościach niezdolnych nikogo zaatakować? – O pogodzie też coś mówił, Lagerlöf, ale nie byłeś w stanie skupić się na słowach Móriego. Może to i lepiej.
Odwraca się, nawet nie dbając o dyskrecję w przyglądaniu się nowej klientce Grety. To nie miałoby większego sensu, podskórnie zdawał sobie sprawę z tego, że kobiecie nie umknąłby żaden szczegół związany (nie tylko) z ich dwójką.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Keflavík, Islandia
Wiek : 48 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Sro Mar 25, 2015 5:55 pm

Enarson był zarówno zmęczony jak i poważnie wnerwiony. Nie tylko zachowaniem uczniów, ale również zachowaniem Lagerlöfa. Oczywiście pamiętał jak ten mężczyzna się zwykle zachowuje jednak teraz Móri wolałby wypowiedzi, które były mniej nacechowane ironią czy też kpiną. No dobrze może nie wszystko był super wypoczęty, ale przecież widział jak zachowują się goście przybytku Wiedźmy Gerty. Poza tym większość tych ludzi był w stanie pokonać, jeśli nie za pomocą run to za pomocą magii żywiołów. Oczywiście można było przypuszczać, co by się stało gdyby Islandczyk słyszał myśli tudzież plany Peera, Móri wściekłby się jeszcze bardziej. No, ale na szczęście dla wszystkich tak nie było. Enarson miał tylko nadzieję, że Lagerlöf nie zacznie nagle prawić truizmów o tym, że wszelkie niebezpieczeństwa należy zgłaszać i tak dalej. W końcu został poinformowany o tym nie tylko przez dyrekcję Instytutu, lecz również przez Ambasadora Magii w liście. Dopiero po jakimś czasie Móri mógł ze spokojem spoglądać na zachowanie Peera ze spokojem i musiał stwierdzić, że to wszystko wina napoju bogów.
- Gdybyś czasem przejrzał moje papiery wiedziałbyś, że ja również mogę być zagrożeniem dla tych dzieciaków jednak jakimś cudem pracuję w Instytucie. – powiedział siląc się na spokój, choć widać było, że mu to średnio wychodzi. Tym bardziej, że kolejne słowa Lagerlöfa sprawiły, że oczy Islandczyka zwęziły się niebezpiecznie. Nie wiedział czy siedzący przed nim mężczyzna ma go za dziecko czy też przypomina mu tą regułę specjalnie.
- Na wszystkich czarodziejów magicznego świata, którzy spoczywają już w swoich grobowcach. Sądzisz, że nie znam tej zasady? Przecież znam tą zasadę na pamięć. – powiedział wnerwiony Islandczyk. Niestety słychać to było w jego głosie i na nieszczęście ludzi siedzących dalej od niego widać było to również w oczach Enarsona. Móri oczywiście starał się uspokoić, ale nie mógł. Nie przypuszczał nawet, że tego dnia usłyszy takie durne truizmy, które były mu zawsze wkładane do głowy. Przecież każdy czarodziej na Islandii wiedział, że Mistrzowie Run byli śmiertelnie niebezpiecznymi ludźmi. No dobra Enarson oddychaj głęboko i uspokój się do ciężkiej cholery idioto jeden. Pomyślał Móri nawet warcząc na siebie w myślach. Kolejnych wypowiedzi Peera jakoś nie usłyszał, co w tym momencie było dość zadowalające, bo nie wiadomo, co mógłby zrobić wściekły Islandczyk. Dopiero, gdy emocje lekko opadły i w oczach Móriego przestała szaleć wściekłość spojrzał na Peera. Jednak miast wypowiedzieć jakieś słowa, które utkwiły mu w gardle gwałtownie odwrócił głowę w stronę wejścia. Teraz może i zachowywał się jak wariat tudzież jak wściekły, uwięziony w klatce buchorożec tudzież inny równie niebezpieczny stwór. Islandczyk zmrużył oczy i zaczął obserwować wchodzącą do przybytku Wiedźmy Gerty kobietę. Już sam zapach, jaki od niej bił nie spodobał się Móriemu. Tak samo jak ubiór, który przywodził na myśl śmierć we własnej osobie. Dopiero, gdy kobieta przeszła koło ich stolika Móri wrócił wzrokiem do Lagerlöfa.
- Nie, wiem czy zauważyłeś ale ta osoba weszła dopiero przed chwilką. Przed jej pojawieniem się nie było się tu, kogo obawiać. Jednak teraz nie jestem pewny czy w dwójkę damy jej radę. Wygląda na Mistrzynię w swoim fachu i obawiam się po jej ubiorze, że nie jest to nic przyjemnego. Szykuj różdżkę, bo nie sądzę, by ta wizyta rozeszła się po kościach. – powiedział już spokojniej i znacznie, znacznie ciszej. W końcu nie chciałby czarna dama ich usłyszała. Klął pod nosem, że wybrał ten dzień na spacery po magicznym miasteczku.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Sro Mar 25, 2015 6:41 pm

Wciągnęła powoli zapach wnętrza knajpy, unosząc głowę i mrużąc oczy. Wilgotne powietrze zdawało się powoli gęstnieć, może z jej winy, może z Waszej, może cała trójka przyłożyła do tego rękę. Ciekawe, ze poza Wami i zdegustowanym jej preferencjami alkoholowymi barman, nikt specjalnie nie zainteresował się jej pojawieniem. Cóż, mieszkańcy Måneström nigdy nie należeli do specjalnie wojowniczych dusz, a kto jak nie wojownik może poznać w oczach innego, że widział śmierć. Wszyscy troje otarliście się o jej zimne, sztywne ciało, każde z Was przyzywało ją kilkukrotnie w swoim życiu. Jedni, wy, by złożyć na jej kościstych rękach cudzą duszę, inni, ona, by tę duszę z jej dłoni ukraść i schować do kufra.
Spokojnie, podniosła szklankę do ust i upiła kilka łyków, ostrożnie, coby bogactwo smaków nie wysadziło jej czaszki. Musiała uważać na konsumowane produkty, jej układ nerwowy był tylko imitacją prawdziwego, a posyłanie zbyt wielu bodźców smakowych do mózgu zazwyczaj kończyło się krwotokami z niemal wszystkich otworów w ciele. Półmartwy organizm nie zawsze reagował na zwykłe działania w prawidłowy sposób; reagował za to na inne w sposób wybitny.
Jak ciemny całun śmierci poczuła na sobie ciężar Waszej uwagi, ciężar przez który nic się nie mogło przedostać. Wąskie upudrowane na jasno usta rozciągnęły się w zdawkowym, niemal porozumiewawczym uśmiechu gdy z daleka wymieniliście się kolejnym spojrzeniem. Tylko wy byliście tu teraz dla niej ważni. Uniosła dłoń, a ozdobione zawijasami palce zagrały w powietrzu swoją melodię szeleszczącej, papierowej skóry i strzelaniem stawów. Jak przywoływanie deszczu piosenką i tańcem, jak wibracje gongów odganiające złe mary, stukot knykci przyciągnął do wnętrza baru jakąś obcą duchotę. Suche, upalne powietrze. Czujecie? Bardzo dyskretnie, jak gdyby ktoś przesadził z ilością polanek w kominku. Powoli wdzierało się przez szczeliny między deskami ścian. Unosiło kurz z podłogi wprawiając paprochy, zazwyczaj przylepione brudem z butów i rozlanym piwem do podłogi, do wirującego tańca. Ujawniało swoją szorstką czułość w rozpinanych bluzach, w ściąganych niedbale przez spocony kark swetrach, witało się z Wami lekkim pieczeniem w nosie jakby ktoś odjął z powietrza całą wilgoć, najmniejsze atomy wody, odparowując je i zastępując drażniącą suchością śluzówek.
Potrzeba kilka łyków piwa więcej, mężczyzna przy stoliku obok pocierając oczy łzawi jakby coś mu wpadło pod powieki, ktoś dalej kaszle.
Bierze kolejny, ostrożny łyk podnosząc się na palce i siadając na krawędzi barowego krzesła. Tylko dla Was pokazała swoją sztuczkę, przywitała się tylko, powiedziała co u niej słychać, powiedziała "Tak to u mnie jest, tak to wygląda". Z każdym kolejnym łykiem mleka jej gardło wracało do stanu normalności, używalności przynajmniej w zakresie wydobywania z siebie dźwięków silniejszych niż zdławiony szept. Potrzebowała tego by móc cokolwiek dziś zdziałać. Bez głosu nie mogłaby stawić Wam czoła, niezdolna do żadnej inkantacji. Kolejny łyk zostawił na górnej wardze miękki łuk, ślad przypominający dzieciństwo, śniadania z matką, może kakao? Wiedziała, że tak mogło być choć nie miała prawie wcale własnych wspomnień. Czarne opuszki palców powoli wytarły resztki mleka ujawniając spod warstwy makijażu niezdrową siność ust. A może była tylko chora?
Wiedziała, że jesteście czujni, powoli, bez prowokacji podniosła wolną dłoń do góry i delikatnie ściągnęła z głowy płócienny kaptur. Włosy lśniły w migotliwym świetle naftowych lamp jak wysmarowane czarną oliwą. Chyba były czymś wysmarowane. Może stąd jej dziki zapach?
Jak tu teraz ciepło. Przyjemnie. Prawie jak w domu...
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Pią Mar 27, 2015 3:57 pm

Przez krótką, ciężką jak oddech draugra chwilę Peer miał nadzieję, że się przesłyszał. Później pomyślał, że może Enarson żartuje. Wcale się na to nie zanosiło, lecz wreszcie i tak Lagerlöf wybuchnął gromkim śmiechem. Zapewne naśmiewanie się ze słów Mistrza Run także nie należało do czynności pożądanych i gwarantujących bezpieczeństwo, ale, na młot Thora!, w pewien mocno pokręcony sposób to było nieziemsko zabawne. W przeciwieństwie do tego, że nie zanosiło się, by udało mu się wyciągnąć z nauczyciela, jakież to informacje miał na myśli i czym skory był się podzielić. Nie sądził bowiem, by jedyną sensacją, z jaką przyszedł do pierwszego lepszego protagonisty był fakt, że nieoczekiwanie odezwały się w nim przestępcze instynkty i, tak na wszelki wypadek, dobrze byłoby się tą refleksją podzielić z kimś innym.
Zacmokał kilka razy, przepełniony chęcią ucięcia tej nieprowadzącej do niczego dyskusji aroganckim przebraniem się w wygodne, ptasie piórka i odfrunięciem, nim ich rozmowa skończy się na jałowym wymienianiu kompletnie wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Miast tego uśmiechnął się tak bardzo zadowolony z siebie, że magomedycy, gdyby tylko byli tu obecni, niezwłocznie zabraliby go na izolatkę w oddziale psychiatrycznym.
- Pomijając to całe twoje pełne żywiołów hokus pokus, to, bez obrazy, dla tych szczyli stanowisz takie samo zagrożenie, co upośledzony gumochłon. A może udało ci się przemóc działanie veritaserum i podczas ostatniej kontroli bajerowałeś nas aż miło? – Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Peer, pogodziwszy się z brakiem odpowiedzi na swoje poprzednie pytanie, postanowił w dość brawurowy sposób chwycić się kolejnej, wyciągniętej w jego stronę deski, jednocześnie ignorując oburzenie Islandczyka pouczeniem o zachowaniu czujności w każdym możliwym momencie. Może jednak Móri nie jest aż tak święty, za jakiego go mają? Dobrze, do świętego daleko mu jak z Maneström na Antarktydę, lecz sam fakt pracowania na rzecz protagonistów czyni z niego bardziej sojusznika niż potencjalnego szkodnika. Sprawą innego kalibru jest panowanie nad emocjami, zwłaszcza że praca z dziećmi należy do dużo bardziej stresujących, niż mogłoby się to wydawać. Fakt puszczenia w którymś momencie nerwów wydawał się zatem Peerowi czymś bardzo na miejscu i nie budzącym większych wątpliwości co do lojalności Enarsona.
Duchota wzbierająca w barze z każdą kolejną chwilą – nagle wydającą się rozciągać niemiłosiernie jak guma balonowa, jednak w ten mało przyjemny sposób, sklejając wszystko i sprawiając, że skupiało się na rzeczach mało ważnych acz irytujących – z prędkością gnającego przez prerię Strusia Pędziwiatra stawała się coraz to mniej przyjemna. Nie spowodowało to, że słowa Móriego zmusiły go do sięgnięcia po schowaną różdżkę.
- To, że weszła tu dopiero teraz – mówił nieco wolniej, pokasłując co i rusz i oddychając płytko, jakby mogło mu to pomóc w lepszym wysłowieniu się. – Nie znaczy, że była nieobecna. Darujże sobie wojownicze zapędy, nawet nie wiesz, kim jest – dodał z ledwie wyczuwalnym poirytowaniem. Gdyby szło im walczyć z każdym, kto wyglądał niecodziennie, raczej nikt nie obszedłby się bez większych czy mniejszych ran. A już na pewno nie on czy taki Enarson, których za posiadanie nie wyjściowej mordy powinno się zlikwidować z miejsca.
Gestem prosząc swojego rozmówcę, by pozostał na miejscu i nie robił żadnych głupot, podniósł się, strzelił palcami rozprostowując zastygłe kości i ruszył w stronę barowej lady. Zatrzymując się przy obleczonej w czerń i ciężkie aromaty kobiecie, zamówił kolejne piwo, zostawiając na blacie należną garść milii. Stuknął się szklankami z nieznajomą.
- ZdrówkoCzarna krówko, dorzucił sobie w myślach, wyjątkowo świadomy tego, że głośne nazwanie przedstawicielki płci pięknej w ten sposób sprowadziłoby Ragnarok na wszystkich w przybytku Grety szybciej aniżeli ktokolwiek by się spodziewał. Po drodze do swojego stolika wypił połowę zawartości kufla, resztą dzieląc się z dobrze zaprawionym już Henrikiem. Może po czymś mocniejszym niż kremowe gra na klawikordzie pójdzie mu lepiej. – Widzisz, stary, jeszcze żyję – oznajmił, zasiadając przed Mórim.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Keflavík, Islandia
Wiek : 48 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : biedny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Pią Mar 27, 2015 6:43 pm

Ciężki i wściekły wzrok Islandczyka nie zwiastował nic dobrego. Jednak teraz nie było wiadomo czy jest to spowodowane drwinami Peera czy też pojawieniem się tej dziwnej kobiety. Już sam jej widok budził w Enarsonie najgorsze wspomnienia i instynkty, których miał nadzieję, że nigdy nie ujawni publicznie. W końcu nie wiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że Mistrz Run zna również całkiem nieźle magię żywiołów wliczając w to możliwość władania krwią zarówno ludzi jak i zwierząt. Oczywiście Móri zaklinał krew tylko w określonych przypadkach i na pewno nie robił tego często. Jednak teraz samo zachowanie Lagerlöfa wprawiało każdy mięsień ciała Islandczyka w niewielkie drżenie. Chciał mu pokazać, co też potrafi, ale nie mógł. Wiedział, bądź też podejrzewał, że zachowanie siedzącego przed nim mężczyzny do czegoś zmierza, nie wiedział jednak, do czego więc zanim pokaże, co tak naprawdę potrafi zdziałać poczeka. Niestety Peer powiedział jedno słowo za dużo i to przechyliło czarę wściekłości Islandczyka. Móri zacisnął pięści, próbując się jeszcze jakoś powstrzymać jednak wiedział doskonale, że to na nic. Enarsona nie obchodzili w tym momencie ludzie przebywający w barze. Mogli zrobić, co tylko chcieli, ale urażone ego Islandczyka żądało zemsty.
- Przegiąłeś stary. Doskonale wiedziałeś, że mnie nie należy wyprowadzać z równowagi. – warknął i spojrzał na Peera. Rozluźnił dłonie zaciśnięte w pięści i spojrzał na bar. Wykonał pięć lub cztery skomplikowanych ruchów palcami, a butelki i beczki zaczęły się niebezpiecznie poruszać.
- Masz swoje wypełnione żywiołami hokus pokus. – syknął i pstryknął palcami jednocześnie rozkrzyżowując ręce trzymane dotąd na piersi. Piwo, które było przetrzymywane w butelkach i beczkach zmieniło się we wściekłą, pieniącą się bursztynową rzeką, płynącą zza baru przez sam środek pomieszczenia.
- Dalej uważasz, że to tylko przepełnione żywiołami hokus pokus? – warknął wściekle Islandczyk. Podejrzewał, że to może mieć poważne konsekwencje, ale w tym momencie musiał się jakoś wyładować. Może sposób nie był najszczęśliwszy, ale na pewno spektakularny. W końcu mógł pokazać, jaką potęgą można dysponować kontrolując tylko jeden żywioł. Jednak wściekły Islandczyk nie zauważył, że płomyki świec pełgające dotychczas leniwie i spokojnie również zaczęły palić się z większą siłą. No cóż każdy, kto choć raz skrzyżował swoje umiejętności z Enarsonem wiedział, że ten wysoki mężczyzna wie jak posługiwać się zarówno magią runiczną jak i magią żywiołów. I choć w pojedynkach Móri zazwyczaj używał jednego żywiołu, to teraz kontrolując jeden bezwiednie wzbudził i drugi. Może teraz wreszcie magia, której on poświęcił tyle czasu by się jej nauczyć i posiąść wszystkie jej sekrety zostanie doceniona. Islandczyk wiedział, że obrażanie magii żywiołów jest bardzo częste wśród czarodziejów, ale w jego przypadku dochodził fakt, że jeden z jego wujków był mistrzem tej magii, a to już dotykało personalnie Enarsona.
- A co do sprawdzania wszystkich to jakoś nie zauważyłem bym był odosobnionym przypadkiem, któremu być może udało się coś ukryć przed badaniem veritaserum. W końcu, każdego sprawdzacie i jakoś to nie eliminuje zwolenników Neoasgardu w murach Instytutu. – powiedział z wyraźnym tryumfem na twarzy. Jednak widać było po nim również zmęczenie. Dla Móriego panująca w pomieszczeniu duchota była wręcz nie do zniesienia. Tak bardzo nie lubił upałów, że dla niego na świecie zawsze mogłaby być zima. Jednak wiedział, że to tylko marzenia. Popatrzył ukratkiem na kobietę i zaczął się zastanawiać, co też chciała pokazać tym przywołaniem duchoty. Nie wiedział czy ma przed sobą osobę równie dobrze kontrolującą żywioły czy po prostu zna jakąś magię, której tajemnic Enarson nie znał. Dopiero, gdy zobaczył, co jego rozmówca zrobił stwierdził, że jego ostrzeżenia nie na wiele się zdały.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Chcesz powiedzieć, że była paprochem, który ktoś wyniósł na bucie, po czym wróciłaby pokazać nam swoją moc? – spytał dopiero po chwili odkrywając niedorzeczność swojej wypowiedzi. Jednakże w tym przypadku wszystko mogło się zdarzyć. Móri nie miał zamiaru powstrzymywać swojej natury, więc dalej był niespokojny i dość mocno podenerwowany. Duchota oblepiała jego ciało, a Islandczyk czuł się coraz bardziej obnażany ze swych tajemnic i wspomnień.
- No fakt zważywszy na twój obecny stan to wielkie osiągnięcie. – stwierdził widząc kolejny kufel piwa w ręku mężczyzny.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Karinainen, Finlandia
Wiek : 28 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : pracownik domu pogrzebowego

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Pon Mar 30, 2015 12:35 pm

Przez chwilę tonęła sama ze sobą w słodkiej błogości jaką wywoływało w niej ciepło. Jakby jej zesztywniałe po długiej podróży stawy dopiero teraz wracały z wolna do stanu używalności, przypominały sobie cały swój zasięg, skrzypnięcia wskakiwały z powrotem w swoją gamę dźwięków. Jechała tu zbyt długo w zbyt strasznych warunkach by odmówić sobie tej chwilowej przyjemności, mały gest, małe szpetne zaklęcie w obcym języku, a w sercu jednak bliżej spokoju. Przymknęła oczy biorąc kolejny łyk, tylko to mogla pić bez obaw. Mleko. Co ciekawe, straszne i trochę obrzydliwe - najlepiej przyswajała ludzkie, którego jednak nie łatwo było jej pozyskać z powodów oczywistych. Sztucznie dojone krowy też nie zawsze dawały mleko, które jej pomagało. Skład chemiczny tego produkowanego w naturalnym procesie do żywienia młodych było wybitnie najlepsze, potrzebne, mleko to życie, jakby jej rozpadające się ciało mogło jednak utrzymać się w kupie tylko dzięki mikro i makro elementom, laktozie, białkom. Kupowała mnóstwo eliksirów zdrowia, specjalnie warzonych esencji życia, eliksirów witalności, których producenci zapewniali o właściwościach uzdrawiających, mających przywrócić jej siłę, młodość, pomóc jej ciału odbudować wypalone tkanki. Po dziś dzień, mimo picia całego tego gówna, nic nie wydawało się pomagać na efekty klątwy bardziej niż zwyczajne, mleko. Kolejny drobny łyk spłynął jej gardłem, kiedy postanowiłeś skierować się w jej stronę. Obserwowała Cię uważnie, nie bez ciekawości, trochę nazbyt podejrzliwie jednak co to dla Ciebie Nieustraszony Lagerloofie, skoro nawet zdrówka jej życzysz. Uniosła lekko szklankę uchylając w odpowiedzi głowę, na zdrowie, kimkolwiek jesteś, zdrówko przyda się bardziej niż może Ci się wydawać. Odprowadza wzrokiem Twoje plecy z taką uwagą jakby rozpiętość skóry między Twoimi łopatkami i wysokość szyi wystającej znad koszuli były informacjami od których zależeć mogło czyjeś życie.
I byłaby gotowa jednak tu zostać w tym swoim sztucznie wyprodukowanym cieple, syntetycznej oazie w centrum Manestromu, obserwując was jak wytrawny myśliwy, jak rybak z małą wędką spoglądający przez powierzchnię wody na błyskające w niej ryby, gdyby nie... no właśnie.
Piwa trysnęły z beczek, z butelek, kufle wyrzygały się swoją zawartością plując pianą i zalewając wszystkich wokół siebie. W pomieszczeniu nastroje przez obcy gorąc i tak należały już do nienajlepszych, a taki incydent przelał czarę goryczy. Okrzykom oburzenia, przekleństwom, przewracanym krzesłom i groźbom zdawało sie nie być końca, właścicielka gniewnie i szpetnie klnąc wymachiwała pięścią w poszukiwaniu durnia, który narobił takiego bałaganu w jej knajpie. Ciekawe jak by się sprawy dalej potoczyły, gdyby odkryła, że winowajcą jest nauczyciel z Dahlvaldu i odprawił cały ten cyrk na kółkach tylko dlatego, że zdenerwowały go cztery zdania obcego gościa w knajpie wypowiedziane nad kuflem piwa. Słabe te nerwy, panie Enarson?
Dla Nany z pewnością było to zbyt wiele. Porzuciła swoją szklankę i umknęła czym prędzej z przybytku Grety. Jutro z pewnością zaczną huczeć o tym wszystkie lokalne gazety, a znalezienie się na którymkolwiek ze zdjęć było jej zupełnie nie na rękę.

z/t

// Móri, musze przyznać, ze takiej nielogiczności w poście nie spotkałam jeszcze nigdy w życiu xD winszuję.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : V
Skąd : Oslo, Norwegia
Wiek : 29 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : animag
Czystość krwi : nieznana
Status majątkowy : ubogi
Zawód : eee, protagonista

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Wto Mar 31, 2015 7:20 pm

Móri, byłeś kiedy w krainie jednorożców? Peer też nie, ale lubił ją sobie wyobrażać i w tej wyobraźni odwiedzać, szczególnie kiedy nerwy mu puszczały, trzymając się na najcieńszych włókienkach i gotowe były spektakularnie pęknąć, powiewając na wietrze niczym babie lato. To była dobra, przydatna umiejętność, pożądana zwłaszcza podczas wypadów na Ingenmannsland, gdzie tak często natykał się na cholernie zadowolone z siebie mordy Neoasów, a nie mógł uszkodzić ich w żaden sposób, dopóki nie znalazł się na bardziej przystosowanym do tego gruncie. Widział wtedy bezkresne, różowe niebo, po którym leniwie toczyły się wełniaste, miękkie jak wata cukrowa i jeszcze bardziej różowe chmury. Na grzbiecie jednorożca przemierzał błękitne łąki, których wysokie trawy, sięgające dobrze metr ponad powierzchnię ziemi, bujały się niespiesznie w rytm Hey Jude zwolnionym jeszcze o jakieś dziesięć procent. Powietrze wypełnione było zapachem świeżo przygotowanej czekolady, przypominającej najlepsze czasy dzieciństwa. W tej chwili Peer byłby skłonny zrezygnować z przyszłomiesięcznej wypłaty, by przenieść Enarsona w to bajeczne miejsce i dać mu się odprężyć. Zamiast na jednorożcu, mógłby nawet dać mu przemierzać tę krainę na jednej z chmurek, jak robił to Muminek. Ale Norny nigdy nie okazywały litości, gdy tej najbardziej było człowiekowi potrzeba.
Zmarszczył brwi, słuchając teorii mężczyzny na temat niezwykłych umiejętności tajemniczej nieznajomej. Trochę żałował, że oddał swoje piwo jednemu z moczymordów, bo nie miał w tej chwili jak ukryć konsternacji i zażenowania, w jakie sprawił go Móri. Już nie wspominając o tym, że wracając do stolika miał nadzieję na zakończenie ciągu kolejnych, pozbawionych większego sensu opinii.
- Tak to sobie tłumacz – odparł z półuśmiechem. Enarson nie był aurorem, nie będzie mu więc wykładał całej gamy niuansów, na które aurorzy zwracają uwagę już mechanicznie, przy okazji nie filtrując rzeczywistości przez grube sito „niebezpieczne”. Jak chociażby niedopuszczenie możliwości, że kobieta mogła obserwować klientelę baru zza jednego z okien. Peer wiedział, że tego akurat nie robiła – obserwacja gości przybytków tego typu nie rajcowało nikogo, nawet cały aurorat z protagonistami na czele był gotów losować zapałki, by drogą uczciwego losowania wybrać nieszczęśnika posyłanego na najgorszą z możliwych prac w terenie. – Wracając do rzeczy zgoła przyjemniejszych, wśród personelu nie ma nikogo, kto z własnej, nieprzymuszonej woli chciałby zostać pieskiem Neo Asgardu. Chyba, że coś zmieniło się w ciągu ostatnich dwóch tygodni.A o czym w takim razie powinieneś nam powiedzieć, mówił wzrok Lagerlöfa. – Dlatego śmiem podawać w wątpliwość twoje zapewnienia o ukrywaniu przed nami czegokolwiek – zakończył z zadowoleniem, pieczętując swoje słowa mocnym uderzeniem w stół. Szach mat, dziwko! Albo nie.
Rozsierdzony Enarson, postanowił dać upust emocjom, które w nim buzowały. Przez chwilę Peer zastanawiał się, dlaczego, po co to wszystko. Może dlatego, że Móriemu nie chciało się podejść do baru, nie wspominając o przywołaniu jednej z kelnerek, więc zadecydował w niekonwencjonalny sposób przywołać do siebie piwo? Jednak słowa, z jakimi wykonał swoje czary mary wyraźnie wskazywały, że chodzi o przelanie całej czary goryczy, jaką skrupulatnie wlewał w niego protagonista. Ups. No trudno, zdarza się najlepszym. Podniósł nogi, by rzeka bursztynowego płynu nie zafajdała mu butów. Niby nie było problemem, by zaraz za drzwiami baru wychłoszczył je jednym machnięciem różdżką, ale jeśli mógł uniknąć choćby tego… Kątem oka zarejestrował umykającą w tym zamieszaniu czarną postać, z niezadowoleniem machnął głową. Może nie uważał, by dama stanowiła w tej chwili jakieś poważniejsze zagrożenie, nie oznaczało to wcale, że nie powinien mieć na nią oka.
- Poważnie, kolego? To – Kciukiem wskazał za siebie. – jest poniżej twojej godności. Teraz wypij piwo, którego nawarzyłeś. – Z tymi słowami zostawił mężczyznę samego.
Miał robotę do wykonania. I raport do zdania.

zt
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : IV
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : za Protagonistami
Czystość krwi : 3/4
Status majątkowy : ubogi
Zawód : płetwonurek

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Nie Sie 09, 2015 10:13 pm

No bo to jest tak. Przychodzi Aren do baru, a za ladą stoi Barnaba. I tak się to właśnie zaczyna. Ich bajka o siedmiu wypitych ognistych, siedmiu rozbitych niezdarnie kuflach, o siedmiu przewróconych (zapewne przez Arena) krzesłach, a jeszcze to najlepiej, żeby wokół Amdahla znalazł się wianuszek siedmiu prześlicznych panien. To wtedy już naprawdę znalazłby się w siódmym niebie! Dziw bierze, że przez te jego wizyty posada barmana nie przekształciła się w wakat, ale przecież stara, brzydka Greta ma słabość do chłopców z Instytutu. Także tych, którzy już owy przytułek ukończyli. A zwłaszcza do tak uroczych chłopców. Zdecydowanie ani Gulbrandsenowi, ani Amdahlowi nie można było niczego odmówić. Biedny Barnaba, pewnie dawno nauczył się to wszystko znosić. Gdy już jest naprawdę późno, a Arenek znajduje się nieomal na krawędzi, między jednym a drugim światem, o którym szczegółów nigdy potem nie pamięta (choć też nie róbmy z biednego chłopaka takiego alkoholika, mimo wszystko takie sytuacje nie zdarzają się aż tak często! to przecież bardzo porządny chłopak!) to przed oczami zawsze pojawia mu się właśnie obraz Barniego, ze szmatką przerzuconą przez ramię, albo patrzącego na niego pełnym politowania spojrzeniem, automatycznie czyszcząc chwilę wcześniej umyty kufel. Aren spogląda na niego spod półprzymkniętych powiek i takie nachodzą go refleksje, że te siedem panien, to zdecydowanie powinno znaleźć się właśnie wokół niego - Barniego. Przecież przystojni barmani zawsze cieszyli się największym powodzeniem.
- ... i ja już wiem, że gadałem ci już o niej setki razy - Po raz setny zapewne wyrzucał z siebie to samo zdanie. - Jak zawsze kogoś poznam, a później tylko ci się tutaj rozpływam i rozwodzę nad powalającą urodą, niewyobrażalnym urokiem... Ale stary! - Przewrócił teatralnie oczami, pomachał burzą ciemnych loków, zakreślił w powietrzu nieokreślony gest lewą dłonią. - To było naprawdę coś innego! No przecież wiesz, że już nie jeden raz miałem do czynienia z mugolkami... A w końcu to dziewczyny takie jak każde inne... - Musiał pozwolić sobie na przesiąkniętą nauką protagonistów uwagę, skoro tak się ostatnio zaczął w to wszystko angażować, to w żadnym razie nie mógł swoich poglądów ukrywać. (w skrytości ducha chciał tą delikatną uwagę dać Barniemu do zrozumienia, że fajnie by było, gdyby jednak wybrał ich stronę, ale nie - on wolał być neutralny!). - Ona, no wiesz, była tak jakby na krawędzi. No wiesz, miałem wrażenie, że tak nie do końca tam pasuje. To znaczy nie, dopasowywała się w ten obrazek idealnie, ale... Jeszcze zacząłem jej opowiadać o tych całych jednorożcach. Pewnie patrzyła wtedy na mnie jak na idiotę. Nie wiem, nie chciałem wtedy nawet kątem oka złapać takiego spojrzenia... - Gwałtownie złapał oddech, gdy aż zabrakło mu powietrza w płucach przez ten cały słowotok. - A ja nawet nie znam jej imienia. Ona zresztą mojego też nie. - Uderzył głową w ladę, niemal nie strącając na ziemię kolejnej, jeszcze do połowy pełnej, szklanki. Po czym uniósł ponownie głowę i począł gwałtownie rozglądać się na boki. - Gdzie jesteś, moja Julio?! - wykrzyknął, po czym przyłożył ją ponownie do gładkiej powierzchni baru, równolegle oparł o niego także łokcie i popatrzył na przyjaciela spod oka. - Przepraszam, Barni.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Bergen, Norwegia
Wiek : 21 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : animag
Czystość krwi : półkrwi
Status majątkowy : przeciętny
Zawód : barman

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Pon Sie 10, 2015 3:07 pm

Obudził się, a w jego głowie szumiało. Nie było to zbyt dziwne, wczoraj trochę wypił. Trochę- a jednak wracając do domu czuł, że jego kroki są luźniejsze niż zazwyczaj i był niemal pewny, że gdyby przyszło mu z kimś porozmawiać, jego język by się plątał. Odkąd zaczął pracę u Wiedźmy Grety, zdarzało mu się wypić kieliszek lub dwa przed końcem dnia. Nie był z tego dumny. Ale wiecie... kiedy pracujesz jako barman, zwłaszcza u pracodawcy tak wyrozumiałego, ciężko nie jest odpowiedzieć na toast, kiedy cię do niego zapraszają i wiesz, że twoja zmiana dobiega końca. Ale dzisiaj- a jest to pierwszy dzień, kiedy faktycznie rano czuł, że pił alkohol- Barnaba postanowił, że nie wypije nic. Może dlatego, że wstał z łózka lewą nogą. Nigdy mu się to nie zdarzało. To niepokojące. Nagle poczuł taką falę niechęci do wszystkiego. Miał ochotę wrócić do łóżka, ale spojrzał na zegarek i zorientował się, że powinien już być na nogach, jeśli chce zdążyć załatwić wszystko przed kolejnym wieczorem w pracy. Pogardził sobą w myślach. Nie pamiętał kiedy ostatnio zdarzyło mu się wstawać koło południa. Co za dzień. Fatalny początek.
Zapowiadało się deszczowo, bo do baru Barnaba wszedł zdecydowanie ciężkim krokiem. W jego oczach trwała burza. Patrzył pod nogi, trochę przygarbiony, z dłońmi w kieszeniach bluzy, z kapturem na głowie. Od razu skierował się na zaplecze i westchnął ciężko, wyglądając zza rogu, najdyskretniej jak się da, na ludzi siedzących przy blacie. Co mu strzeliło do głowy? Praca w barze. Praca, w której jest tak wiele kontaktu z ludźmi. Nie mógł znaleźć w głowie logicznego wytłumaczenia dla swojej decyzji. Jednak kiedy wyszedł na swoje stanowisko, chwycił ścierkę i zarzucił ją sobie na ramie, poczuł gęste powietrze i dopuścił do swoich uszu gwar z całego pomieszczenia, uśmiechnął się lekko.
O Ironio! Był to jeden z tych dni, w których w barze pojawiał się Aren i burzył wszystkie poranne postanowienia Barnaby. Zdecydowanie to dzięki niemu Gulbrandsen miał same dobre wspomnienia z tego miejsca!
Przecierał uważnie blat, mniej uważnie słuchając Arena. Nie zrozumcie mnie źle- kochał go jak brata i zawsze dawał z siebie wszystko, co najlepsze, żeby tylko mu pomóc, ale... Ciężko powiedzieć jak długo trwało to zwierzenie. Przez ten czas kilka szklanek zdążyło lśnić od nadmiernego polerowania. Barnaba stał po drugiej stronie blatu i wpatrywał się w przyjaciela, momentami nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu i kiwania głową w rozbawieniu. Rozumiał, że Aren cierpi -szczerze nie był pewny, czy stojący przed nim trunek był dobrym rozwiązaniem- ale te błyszczące oczy, w których widać każdą emocję, to nadmierne machanie rękami i wiercenie się na stołku, to totalne niezwracanie uwagi na innych, jakby rozmawiali w pustym pomieszczeniu. Kiedy on wykonywał swoją pracę i przyjmował zamówienia, Amdahl zdawał się tego w ogóle nie widzieć- właściwie Barnaba obawiał się, że zaraz znajdzie jakąś ofiarę i któregoś z klientów wciągnie do rozmowy. Cały Aren. Nawet kiedy do głowy przychodziła wspaniałomyślna odpowiedź, nie można było jej wcisnąć między wiersze płynącego monologu. Jak można było się nie uśmiechnąć, widząc go całego i zdrowego? Nawet jeśli jego serce krwawi z tęsknoty za kolejną miłością. Nie raz je łatali, tym razem też sobie poradzą.
Kiedy uderzył głową o blat, Barnaba zmarszczył brwi, asekurując szklankę i zaraz przecierając miejsce, z którego głowa Arena ponownie powstała. Jednak ona wróciła. Zrezygnowany odłożył szmatkę.
-Wiesz co myślę?- zaczął powoli, jakby badając czy aby na pewno teraz jego kolej na podjęcie głosu. Wziął głęboki oddech, miał tak wiele do powiedzenia. Nie wiedział tylko jak to wszystko zebrać do kupy i ubrać w słowa. Spoglądał na przyjaciela, nie wiedząc, czy ten jest gotowy przyjąć taką dawkę filozoficznych rozmyśleń. -Nie wiem co mam myśleć.
Westchnął ciężko. Wyciągnął szklankę, a zaraz za nią butelkę, z której dolał Arenowi i nalał samemu sobie. Wziął szybki łyk, odstawiając naczynie z hukiem.
-Każdemu pisana jest wielka miłość. Jeśli uważasz, że właśnie ją spotkałeś, nie masz się czym martwić. Ona nie ucieknie. Nie musisz też jej szukać. Po prostu się znajdzie. Ale wiesz co? -zapytał  opierając się dłońmi o blat. Wychylił się lekko i spoglądając z góry na Arena, teatralnie przeniósł wzrok na drzwi. -Wątpię, żebyś mógł „Swoją Julię” spotkać ponownie w miejscu takim, jak to -dodał znów sięgając po szmatkę i wracając do polerowania blatu. -Co, jeśli siedząc tu, marnujesz czas? Co, jeśli siedząc tu, tracisz co kilka chwil okazję, aby znów ją spotkać? Wyjdź na światło dzienne.

Może Barnaba miałby chwilę na spotkanie swojej własnej miłości, gdyby Aren nie sprawiał wrażenia, jakby całego Gulbrandsena zarezerwował dla siebie. Już my znamy tę sytuację - nieważne z której strony podchodziła do Barniego kobieta, z jakiejkolwiek strony wcześniej nie stałby Aren, nagle znajdował się na drodze pomiędzy nim, a nią. Typowo!


Ostatnio zmieniony przez Barnaba Gulbrandsen dnia Pią Gru 30, 2016 12:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar

Skąd : Kornsjø, Norwegia
Wiek : 27 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : jestem nikim

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   Wto Sie 11, 2015 5:42 pm

Tyk, tyk, tyk,siedem dni. Siedem poranków i siedem nocy. Sto sześćdziesiąt osiem godzin, tysiące wdechów i wydechów. Każda sekunda poza tamtym koszmarem wydawała się jednak wiecznością. Wiecznością w szczęściu i słodkiej udręce. Nigdy nie żyła tak blisko krawędzi między światami ludzi i czarodziejów. Ukrywając się przed błyskami mugolskich latarek w nocy i brzęczącym dźwiękiem zaklęć tropiących, fruwających po ulicach pod postacią owadów i ptaków. Nigdy nie próbowała być anonimowa, nie miała talentu do ukrywania się. Sytuacja wymusiła na niej zupełnie nowe zdolności. Nauczyła liczenia.
Nic nie było takie, jak to wymarzyła, nie było szklanki soku warzywnego w mlecznym barze na rodzinnym osiedlu, nie było spaceru po miejskiej promenadzie do bólu stawów nieprzywykłych do ruchu, nie było rodzinnych uścisków i spotkania z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Żadna z utęsknionych wizji nie mogła się ziścić. Bar nie istniał, promenada pełna była ludzi, Magrit umykała jej szybko jak sekundy, a przyjaciele stali się wrogami.
Dnie opierały się na przemykaniu, z miejsca do miejsca, z momentu do momentu. Nie mogła pogodzić w sobie dwóch stron, jednej potrzeby odnalezienia siostry, drugiej świadomości,że nie może dać się znaleźć. Gdy zbliżała się do jednej strony szali, druga przechylała się niebezpiecznie w kierunku straceńczej przepaści.
Brak równowagi, to Yael. Była brakiem, wrakiem, szalonym metronomem o nierównym tempie.
Wchodząc do przybytku Grety pamiętała zapach drewna i kremowego piwa, na jakie wymykali się czasem ze znajomymi ze szkoły. Jakby ostatnich dziesięć lat spędziła w bryle lodu i czas się zatrzymał - wierzyła gdzieś głupio, że nic się nie zmieniło. Wszystko jest dokłądnie takie, jakie zostawiła. Chciała tego i złość eskalowała w niej z każdym trzaskiem pękającej bańki naiwności.
Świat na nią nie czekał.
Skierowała się w stronę kontuaru czochrając grzywę. Swoje piękne, długie, hebanowe włosy ścięła w mugolskiej toalecie na stacji benzynowej pod Olso. Od tamtej pory unikała spoglądania w lustra, z każdego z nich mrugała do niej obca twarz wykrzywiona w szyderczym grymasie.
Wstydzisz się siebie Yael? Nie jesteś już słodką, pucułowatą lolitką. Nie jesteś już najmłodszą siostrzyczką i oczkiem w głowie. Spójrz we własne oczy.
Nie. Nie muszę. Nie będę. Chcę, nie chcę. Tyk, tyk, tyk, metronom chwieje się na bogi w równym rytmie, jak bicie serca, jak kroki obutych w kradzione martensy stóp o surowe drewno barowej podłogi. Tyk, tyk, zgrzyt odsuwanego przy barze krzesła, syk powietrza wypuszczanego nosem, tyk, tyk, strzelają kostki stawów w palcach, nerwowo zaciśniętych w pięści.
Potarła dłońmi policzki wpatrując się bezmyślnie w twarz barmana. Czy znała tę twarz? Odwróciła wzrok. Nie wolno było patrzeć ludziom w oczy zbyt długo. Mogliby ją zapamiętać, podejrzliwie zastanowić się nad tym rozbieganym wzrokiem. Tyk, metronom przechyla się w drugą stronę, odwracanie wzroku to oznaka słabości. Prowokacja. Nie mogła sobie pozwolić na błędy. Spojrzała na niego znowu.
- Hm?
Przecież nic nie mówił Yael, Ty słodka, jadowita aktoreczko.
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Bar Wiedźmy Grety   

Powrót do góry Go down
 

Bar Wiedźmy Grety

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Spalić, wiedźmę! - wątek z Blizarre

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Måneström :: Centrum Måneström-