Salon

avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Salon   Pią Sie 28, 2015 10:47 pm

każdy temat z innego konta
Powrót do góry Go down
avatar
Komitet Uczniowski

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VIII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sie 29, 2015 12:04 am

Ogromny salon to zdecydowanie najprzyjemniejsze, najczystsze i najczęściej używane pomieszczenie w tym domu. Od momentu naszego przybycia to tutaj spędziliśmy najwięcej czasu. Parkiet z pewnością jest zaklęty, jak inaczej przez cały czas utrzymałby taki połysk? Nie zauważyłem, by Clairemina dziennie biegała tutaj z mopem. Ściany co prawda są już w gorszym stanie, w niektórych miejscach błękitna tapeta się łuszczy, ale wciąż, nie jest tak źle jak w reszcie domu, chociaż nie narzekam, pokoje, które nam zaoferowano są naprawdę przyjemne jak na standardy Willi Brohli. Mimo wszystko tęsknię za palermo. Miękkimi dywanami, świeżą wodą na stoliku, boazerią na ścianach. Ten dom kiedyś musiał być przepiękny, ale nie zdziwiłbym się, gdyby ostatnią osobą, która pamiętała go w świetnym stanie jest duch lokaja Fitzgeralda.
Wyciągam przed siebie nogi, zapadając się w kremowym fotelu, ale tutejsze dywany nadają się już zdecydowanie do wyrzucenia. Są sztywniejsze niż zamrożona trawa. Wyrzucam czwórkę karo i spoglądam na Claireminę. Tylko się nie wykładaj. Brakuje mi dosłownie jednej karty. Obserwuję uważnie jej mimikę, kiedy w salonie pojawiają się moje siostry. Claudia jak burza, co jest do niej zupełnie niepodobne, a Chiara za nią, ze zbolałą miną. Claudia nie musi otwierać ust, bo już wiem co się kroi, zwłaszcza kiedy staje przede mną z listem i zaczyna drzeć jape. Jak nigdy. A więc o to chodzi. O jej jebane nieposłuszeństwo. Rzucam okiem ostatni raz na karty wzdychając ciężko, tak blisko. Tak. Kurwa. Blisko. Spoglądam na Cezara. Wyprowadź naszych gospodarzy. Nie będą tego oglądać. Siedzę spokojnie spoglądając na moją siostrę, w tym czasie Chiara siada niespokojnie na jednym z foteli. I kiedy Cezar zamyka drzwi, wstaję, wyrywając Claudii list z ręki i uderzam ją w twarz. Dziwko, myślisz że możesz się tak na mnie drzeć? Mając pretensje o swoje idiotyczne zachowanie? Nie oszczędzałem się już na dzień dobry, więc upadłaś, ale nie wiem w którym momencie wyjęła różdżkę, bo nagle leżę po drugiej stronie a kolano pulsuje mi z bólu. Nie pozwalam nawet Chiarze dobiec do mnie, bo jestem tak wkurwiony, że to od razu wstaję, wyciągając swoją. Odsuń się dziwko. Podniosłaś na mnie rękę i gorzko tego pożałujesz. Podnoszę głos, żeby cię przekrzyczeć, wrzeszcz ile chcesz, zasługujesz na to, ręką odpędzam Cezara, który podniósł, hm, wyszarpał w górę Claudię za włosy. No i co? No i co? Dawno tak nie wrzeszczałem, niech cię jasny chuj, czego jęczysz? I co teraz zrobisz? Jesteś kurwa sama sobie winna. Uderzam w ciebie zaklęciem aż widzę, jak zaczyna czerwienić ci się bluzka. Akurat w prawą stronę. No i co? No i co dziwko?! Podchodzę, nadeptując ci na dłoń, której i tak już nie jesteś w stanie używać tym samym łamiąc twoją różdżkę. I tak na nic ci nie jest potrzebna, rozumiesz?! Na nic, gówno znaczysz! Ty i te twoje pierdolone marzenia! Poczekaj, poczekaj aż ojciec się dowie! Złoi ci skórę aż będziesz błagać, żeby cię potraktował tak delikatnie jak ja. I czego ryczysz kurwa, znieść tego nie mogę! Patrz tu na mnie, patrz, łapię cię cię za włosy na czubku głowy. Czego ty oczekiwałaś co? Co ty sobie myślałaś? Ze dostaniesz się na jakąś jebaną uczelnię, nie prosząc nikogo i pozwolenie, nikomu nawet nie mówiąc o tym słowem a my pogratulujemy ci i uczcimy to lampką wina?! Twoja zasrana krew plami ten ohydny dywan.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sie 29, 2015 1:08 am

Nie, Fitzgeraldzie, sam sobie przyniosę herbatę, naprawdę nie musisz o to pytać co pół godziny. Mhm, Augustusie, ten wiersz jest wciąż tak samo dramatyczny, nawet gdy deklamujesz mi go już czwarty raz. Dora wyjątkowo się nie nastręcza, nie widziałem jej dzisiaj.
Wielki Duchu, połowa moich znajomych nie żyje. Osiągam chyba jakiś nowy poziom aspołeczności, ale akurat pod tym względem nie czuję się niespełniony. Dzisiaj na przykład cały dzień spędziłem w bibliotece, a w każdym razie, w jednej z bibliotek, ta ze wszystkich posiada najmłodsze pozycje. Zależało mi na jakiejś mało wymagającej lekturze i na moje szczęście udało mi się znaleźć coś, czego szukałem, kilka traktatów alchemicznych. Czytałem je raczej jako ciekawostkę historyczną, w końcu dysponując współczesną wiedzą, z łatwością można obalić te tezy. Właściwie to dosyć zabawne. Ich autorzy głęboko wierzyli w swoją wizję, mieli za sobą ogólnie poważane autorytety, przeprowadzili setki badań i eksperymentów potwierdzających słuszność ich poglądów, ba, często porywali cały świat nauki, ale jednak mylili się. Jeden mały element potrafi zburzyć całe pojmowanie wszechświata.
Nagle dociera do mnie, że sam mogę tkwić w takim błędzie konfirmacji i wywołuje to we mnie drobny niepokój, nie przyszedłem tu jednak, by dalej dręczyć swój umysł, tylko by odpocząć. Odkładam więc pergaminowe rolki, nie dbając, by trafiły na dobrą półkę, bo tu i tak nic nie jest na swoim miejscu. I wychodzę, zamykając za sobą drzwi.
Na korytarzu widzę Claudię, próbuję ją zatrzymać, ale przechodzi obok wściekła, nawet mnie nie zauważając. Tak. To chyba pora na złe przeczucia. Staram się ją dogonić, ale w progu wpadam na Cezara, wypychającego z salonu skołowaną Claireminę. Szlag by to, co tu się dzieje? Zamykają nam drzwi przed nosem, cholerni makaroniarze, zapominacie chyba, gdzie się znajdujecie. Nie mamy pojęcia z rudą, co się dzieje, więc oboje tylko przyklejamy się do drzwi, nasłuchując, ale żadne z nas nie zna włoskiego, nijak da się zrozumieć, o co tutaj chodzi.
Mimo wszystko nie przegapiam tego jednego dźwięku, który mrozi mi krew w żyłach. Carlo uderzył Claudię.
Więcej mnie nie obchodzi, ta scena nie będzie trwać dłużej. Spoglądam na Claireminę, błagam, znowu zapodziałaś gdzieś różdżkę? Dziecko, przyklejaj ją sobie do czoła, może wtedy jej nie zgubisz. No dobrze, nieważne, nieważne. Wrzaski z salonu stają się coraz bardziej przerażające, a mnie niemal fizycznie boli wyobrażanie sobie, co tam się dzieje. Rzucam Claireminie moją różdżkę, a sam przechodzę do sąsiedniego pokoiku, to jakaś obrzydliwa graciarnia. Prześlizguję się przez stół do okna, stamtąd wychodzę na zapuszczony ogród i przez przeszklone drzwi do salonu widzę już, co się dzieje.
Carlo. Przysięgam na wszystko, że cię za to zabiję.
Gniew zalewa mnie całego, jakby po moim ciele krążyło stopione żelazo zamiast krwi. Wpadam do środka z impetem, drzwi skrzydło drzwi ze zbyt wielką siłą uderzają o ścianę, szkło pęka na tysiąc drobnych kawałków, a ja unoszę dłonie i... nie wiem, jak to się dzieje, ale najwyraźniej przypieram Carla do ściany, nawet go nie dotykając. Uczucie jest okropne, trochę jakbym próbował utrzymać dwa szalejące pod wielkim ciśnieniem węże ogrodowe, ale nie puszczam nawet wtedy, gdy z jego nosa i ust tryska obficie krew.
Ale do moich uszu dociera szloch Claudii.
Wydaje się, że to trwało całe minuty, ale doprowadzenie Carla do takiego stanu zajęło mi ledwie kilka chwil. Odwracam się do Cezara i Chiary z wyzwaniem w oczach, nie, na pewno nie udałoby mi się tego powtórzyć, ale oni nie muszą wiedzieć? Przekaz jest jasny, zabierajcie tego potwora z moich oczu, jeśli chcecie go ratować, to go sobie bierzcie, naprawdę, zabierzcie go stąd, bo jeśli jeszcze raz na niego spojrzę, słowo daję, nie powstrzymam się drugi raz.
Podbiegam do Claudii i klękam przy niej, z początku zamieram z rękoma wyciągniętymi nad nią, dając sobie te pół sekundy na panikę. Co robić, co robić? Bierz się w garść, Yumo. Głęboki oddech, no dobrze, działam. Podwijam bluzkę Claudii do góry, oceniając rozległość obrażeń, i znowu czuję w sobie gniew, twój brat nie ma duszy, Claudio. Nie wiem, kim trzeba być, by zadać tak rozległe obrażenia, a jednocześnie nie doprowadzić do stanu zagrożenia życia, czy on przeszedł jakiś kurs wykwalifikowanego kata?
- Nic ci nie będzie - mamroczę do Claudii, ale chyba tylko po to, by uspokoić samego siebie. Yyyyhm co teraz. Wielki Duchu, mamy w willi Brohlów psycholożkę, dlaczego nie zatrudniłem żadnej pielęgniarki? - Clairemino, apteczka. - Odwracam się, szukając rozbieganym wzrokiem rudej, no to tak, trzeba to zdezynfekować, opatrzyć i, szlagszlagszlag, przecież to Claudia zna się na medyczne!
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Palermo, Włochy
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : majętny
Zawód : ratuję mangozjebasaki

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sie 29, 2015 12:46 pm

Wyciągałyśmy i rozwieszałyśmy z Chiarą pranie, kiedy z pralki wyszła Dora, przejętym, słabym głosikiem oznajmiając mi, że do pokoiku panny Claudii sowa jakaś dostać próbuje się.
Dora jest duszkiem dziewczynki, która zmarła podczas epidemii grypy hiszpanki. Z reguły jest spokojna i nieśmiała, ale zauważyłam, że zdarza jej się rozbrykać, kiedy myśli, że nikt nie widzi jak eksploruje willę. Dora poznaje świat.
Docieram do pokoju i wpuszczam sowę, która siada na moim łóżku, zaraz cię napoję i nakarmię mała… tylko… przeczytam...
Miałam nieśmiałe marzenia, które w końcu postanowiłam wypuścić z dłoni. Chciałam uwolnić się od rodziny i kształcić, z tego powodu starałam się o stypendium i miejsce w hamerykańskiej uczelni. Brzmi super, zwłaszcza, że ciężko pracowałam i miałam szanse, ale, jak się okazało, Carlo zaingerował.
Zapominam o zmęczonej sowie, zapominam o praniu i o Dorze stojącej w progu, prawie nie czuję, jak przez nią przechodzę. Przebiegam. Carlo. Jak mogłeś. Docieram na dół w ekspresowym tempie, obijając się po drodze o ściany, bo nie zatrzymuję się na zakrętach. Nie ma go w pokoju, nie ma go w kuchni, wpadam do salonu. Bingo, gnoju. Nie zważając na obecność Claireminy wylewam z siebie cały żal, zapominając, że nie mogę. Nie jemu. Szybko mi o tym przypomina, ale jestem zbyt wściekła, żeby zostać na tej ziemi milcząco posłusznie, więc nie zważając na krwawiącą wargę w sekundzie wyciągam różdżkę celując w jego kolano. Chciałam mu je złamać, za co prawdopodobnie złoiłby mi skórę tak, że nie wstałabym przez miesiąc, ale jest silniejszy, nie udaje mi się. Cezar szarpiąc mnie za włosy stawia mnie do pionowej pozycji, a mnie już łzy do oczu napływają, przecież oni mnie zaraz zmiażdżą. Nie, nie, nie, nie, nie Cezar nie odsuwaj się, proszę już zostać, już wolę byś szarpał mnie za włosy i Carlo, błagam.
Rażona siłą ciosu upadam i na chwilę chyba ogłusza mnie z bólu. Nie mogę ruszyć ręką. Do moich uszu dociera mój własny jęk, kiedy Carlo staje mi na dłoni, miażdżąc mi palce, a wraz z nimi moją różdżkę. I nie mam już sił, proszę cię, zostaw mnie, dokończ co musisz i zostaw, abym doszła do siebie, tak, żałuję, naprawdę żałuję, nie, to się nie powtórzy, tylko zostaw mnie już. Nie wiem, co jest gorętsze, moje łzy czy krew zalewająca mi koszulkę i brohlowy dywan. Powtarzam sobie w myślach, że jeszcze trochę, że jeszcze chwila, zaraz odpuści, przecież go znam, pójdzie sobie i pozwoli mi się uleczyć. Tylko nie mam już różdżki. I nie potrafię nic zrobić prawą ręką. Ale to nic, to nic. Sprawy nigdy nie wyglądają tak źle, jak się ludziom wydaje.
O nie. O nie. Teraz jest źle, teraz jest gorzej.
- Yuma, nie! - Błagam cię. Co ty zrobiłeś. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie co ty narobiłeś. Próbuję się poderwać w górę, ale nie idzie mi to wcale, wszystko mnie boli.
- Co mu zrobiłeś, co mu zrobiłeś?! - Próbuję dojrzeć znad Yumy ramienia jak Cezar wynosi Carlo. Wierzgam nogami jak dziecko, nie mogąc się podnieść, ale to odruch, wołam Chiarę, chodź tutaj, wróć się. Wiesz przecież, gdzie mam rzeczy, uspokój się, posłuchaj mnie, setki razy byłaś przy tym, to tylko krew, to tylko krew, daj mu coś, na ból, na krew. Niech śpi, niech odpoczywa, nie zabierajcie go, tylko nie zabierajcie, ja się nim zajmę, powiedz, że się nim zajmę, rozumiesz. I Chiara, pilnuj go proszę cię. Odprowadzam rudą i moją siostrę wzrokiem.
Muszę mrugać intensywnie żeby się pozbyć łez bo nic już prawie nie widzę, ale odwracam głowę, nie mogę spojrzeć na Yumę. Jest mi za bardzo wstyd, że był tego świadkiem. I boję się, że teraz za to oberwie, a oberwie na pewno.
- Dlaczego nie dałeś mu p-po prostu dokończyć, Yuma ty nie rozumiesz tego, teraz będzie gorzej, teraz będzie gorzej przecież on nas pozabija i-i-i-i i będą z tego problemy, ja nie chcę p-problemów, już pożałowałam, ż-że chciałam coś zmienić, nie wiesz, jak funkcjonuje ta rodzina, możesz wyjechać, możecie rz-rzucić wszystko z Claireminą, ja nie mogę, ja zostanę tam w P-palermo, on zawsze będzie miał nade mną w-władzę, b-b-bo żadna włoska matka nie pozwoli synowi ożenić się z kobietą, która mu n-n-nie da dzieci i… - Głos mi drży, tak mi wstyd i oślepia mnie z nadmiaru wszystkiego, nie wiem, czemu to wylewa się ze mnie teraz, zaciskam powieki i mam ochotę położyć się tu na dywanie i wykrwawić, niech mnie wszyscy zostawią, ja sobie poradzę, posklejam się, ale nie teraz, teraz nie mam siły. I spalam się z upokorzenia. Clairemina wraca z moją torbą i ja spoglądam na nią trochę z ulgą, bo przecież nie jestem teraz tutaj najważniejsza.
- Clairemino! Clairemino, proszę cię, w moim pokoju jest głodna i zmęczona sówka, proszę cię nakarm ją i daj jej pić. - Jak mogłam o niej zapomnieć.
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sie 29, 2015 3:22 pm

Przykro mi, Claudio, ale jest już za późno. A przez "przykro mi" rozumiem, że nie czuję absolutnie żadnych wyrzutów sumienia, choć gdzieś we mnie tli się niepokojąca myśl, że Carlo naprawdę może nie przeżyć. Nie, nie chcę, by umarł, nawet jeśli zasłużył sobie na to, naprawdę zasłużył.
Nie odpowiadam ci, bo nie wiem, co mu zrobiłem. To znaczy, domyślam się, ciało człowieka w około sześćdziesięciu pięciu procentach składa się z wody, ale jeszcze nigdy, nigdy nie próbowałem manipulować cieszą w istocie żywej. Nie potrafiłbym nie zachwiać przy tym obiegu krwi, nie zniszczyć tkanek i, i, Wielki Duchu, czy ja zabiłem Carla Colettiego? Dociera do mnie, jak wielkie spustoszenie mogłem poczynić w jego organizmie i robi mi się niedobrze. Ale nieważne, niech Chiara i Cezar się nim zajmą, ja muszę zadbać o Claudię.
Przytrzymuję ją za każdym razem, gdy ta się podrywa, miej litość, Claudio, nie możesz się tak wiercić. I błagam cię, przestań dopytywać o Carla, on w tej chwili nie jest ważny. On nie zawahał się nawet przed zranieniem cię, będzie cię krzywdził, dopóki cię sobie całkowicie nie podporządkowuje. Claudio, dlaczego się na to godzisz? Wiesz, z każdą chwilą spędzoną wśród ludzi nienawidzę ich jeszcze bardziej, nigdy, przenigdy nie podniósłbym ręki na żadną z moich sióstr. Zawsze mnie uczono, że przemoc to ostateczność, znajdująca rację bytu tylko, gdy to jedyna możliwość obrony. Carlo już dawno przekroczył granicę, nikt nie ma prawa uzurpować sobie prawa do czyjegoś życia w sposób, jaki on robił to z tobą.
Jak można tak przyzwyczaić się do krzywdzenia i do bycia krzywdzonym? To obrzydliwe, żadne z was, Colettich, nie myśli o tym, jak chore relacje panują między wami? Claudio, nie widzisz tego? Jesteś na każde skinienie Carla, a on gotów był cię skatować, bo... nie, nie wiem, nie domyślam się nawet, ale co takiego mogłabyś zrobić, by zechciał aż tak się zemścić? Z wściekłości trzęsę się cały, Claudio, ja Claireminie wybaczyłbym wszystko, a wygląda na to, że tobie nie wybacza się najmniejszych przewinień.
I... o Wielki Duchu.
Słucham tego potoku słów, chociaż tak ciężko cię zrozumieć. I z każdym zdaniem skręca mnie w żołądku coraz bardziej. To wszystko jest tak bardzo złe, nie znajduję wyrazów dość mocnych, by opisać to wszystko. Jak to wszystko jest możliwe, jak można na to wszystko pozwalać?
Nie odpowiadam jednak, głównie dlatego, że nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę nie. Clairemina przybiega i podaje mi torbę Claudii, a ja po raz pierwszy zaczynam myśleć, że w jakiś pokrętny sposób pasuję do rodziny Brohli, w ciągu dwóch sekund niemal zmieniłem swojego byłego kochanka w krwawią miazgę. Przodkowie, miejcie mnie w opiece, coś naprawdę jest ze mną nie tak. Próbuję skupić się na zadaniu, dezynfekcja rany, okej. Przebieram w fiolkach, zajmuje mi to trochę czasu, bo muszę sprawdzać wszystkie etykietki, nie rozpoznaję tych eliksirów po barwie. Na chwilę tylko podnoszę wzrok, wbijając pełne niedowierzania spojrzenie w Claireminę. Czy ona naprawdę. Martwi się. O sowę? Nie chodzi o to, że sowa nie jest ważna, ale jej problemy mogą poczekać. Mimo to kiwam głową na rudą, tak, idź, zajmij się sową.
No dobra, mam. Drżącymi dłońmi otwieram fiolkę i wylewam trochę jej zawartości na gazę, czy ja wszystko robię dobrze? Przykładam gazę do rany, wiem, że boli, przepraszam. Nie krwawisz tak mocno, chociaż dłonie mam już całe zabarwione na czerwono, Carlo zranił cię rozlegle, ale nie głęboko. Wiedział, co robi, nie mógł ci zrobić niczego, z czym nie poradziłabyś sobie sama. Co za. Yuma, oddychaj. Dobrze. Odrywam gazę od rany, świeżym gazikiem osuszam brzegi rany. Now what. Ręce mi się trzęsą strasznie, nie wiem, czy o czymś nie zapominam. No dobrze. Przystępuję do założenia opatrunku, chyba zużywam za dużo gazy, Yuma, nie mdlej, używam bandaża, żeby utrzymać opatrunek w miejscu. Mam nadzieję, że dobrze oceniłem sytuację i obędzie się bez zszywania. Grzebię w twojej torbie, ale nie wiem, co podać na wzmocnienie i przyspieszenie regeneracji, rozpoznaję kilka eliksirów i wiem, że nie są w tej chwili potrzebne, więc je zostawiam, a sam wybieram cztery fiolki, których przeznaczenia nie znam i pokazuję ci je.
- Claudio...? - No dalej, będziesz wiedziała, co ci podać, wybieraj.
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sie 29, 2015 4:05 pm



Chyba nie do końca dociera do mnie co się stało. Co się dzieje. W jednej chwili gramy w karty, w następnej stoję na korytarzu i słucham włoskiej litanii przez drzwi, Yuma daje mi swoją różdżkę i zanim udaje mi się otworzyć nią drzwi to scena za nimi ewidentnie zmienia się, wchodzę a Carlo cały w krwi leży pod ścianą, Claudia po drugiej stronie w podobnym stanie, Yuma podbiega do niej, Cezar do niego, c-co się dzieje? To oni się tak pobili? Co oni sobie zrobili? Dlaczego? Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku? Nic z tego nie rozumiem. Nic. Co? Aha, tak, apteczka. Hej, gdzie zabieracie Charliego? Dlaczego go zabieracie? Chiara? Poczekaj na mnie. Biegnę za nią do pokoju, w którym urzęduje Claudia, Chiara daje mi jej torbę wyciągając z niej uprzednio kilka rzeczy. Aha Carlo w swoim pokoju. Ale dlaczego nie zostawiliście go w salonie? Czy to nie byłoby wygodniejsze? Zająć się obojgiem na miejscu? Halo? Chiara…? Wzdrygam się, kiedy z sufitu wyłania się cierpiący Augustus pytając mnie, o cóż ten spór, a przecież ja sama chciałabym to wiedzieć. Wracam z apteczką do salonu i rzucam ją na ziemię, sama klękam obok. Co ja mam robić? Co się robi w takiej sytuacji? Przecież ja nie wiem. Mówcie mi co mam robić! Co mam robić?! Jak nie będę miała niczego do roboty to zacznę panikować. Co? Co…?! Spoglądam na Yumę i. Poważnie. Dobrze. Dobrze niech będzie sowa. Przecież i tak nic tu nie robię.
Pokój Claudii jest najmniejszy z wszystkich, które im udostępniłam i przypomina ten, w którym mieszkał lokaj Fitzgerald. Jak się nad tym zastanawiam, to nawet znajdują się w tym samym pionie, tylko dwa piętra niżej. Claudia też ma malutką łazieneczkę. Ale mam nadzieję, że nikt tutaj nie umarł. Chociaż jak się nad tym zastanawiam, to Dora siedzi tu dosyć często. Hm. Możliwe, że Claudia śpi w pokoju dla służby. Ale hej, sama go chciała. Reszta Colettich zgodnie wzięła parterowe zadbane sypialnie.
Wchodzę i do razu widzę sowę, chodź sówko, nakarmimy cię i napoimy. Światło z okienka pada na łóżko więc dopiero po chwili orientuję się, że siedzi na nim - teraz prawie niewidzialna - Dora, cichutko łkając. Dziecko, co się stało? Dora zaczyna tłumaczyć, że ona nie chciała aby pannie Claudii stała się krzywda i gdyby wiedziała, że ten list jest przeklęty to w ogóle by jej nie wołała i odpędziłaby tą sówkę, wystraszyłaby, cokolwiek. Czekaj, Dora, jaki przeklęty list? O czym ty mówisz? No list, list, który dostała panna Claudia i z nim pobiegła na dół i zaczęło się to wszystko.
Siadam na łóżku patrząc przed siebie, z sową uczepioną mojego przedramienia. Dlaczego ktoś miałby chcieć rzucić na Claudię klątwę? I co w takim przypadku? Przecież wątpię, aby miała w swojej srebrnej torbie specyfiki, które ją odklątwią. I Carla. I oboże, może Yumę? W końcu dotykał jej krwi. Co teraz. Co teraz?! Czuję jak serce zaczyna walić mi szybciej więc wybiegam czym prędzej a sowa skrzecząc puszcza mnie i leci za mną, sio, sio! Co jeśli na sowich pazurach były resztki zaklęcia?! Wbiegam do salonu dysząc i od progu krzyczę, ledwo łapiąc oddech.
- Yuma nie! Nie dotykaj jej! Jest przeklęta, odsuń się!
Powrót do góry Go down
avatar
Koło Wzajemnej Przyjaźni

Umiejętności bojowe : III
Skąd : Minnesota, USA
Rok nauki : VII
Wiek : 18 lat
Jestem : neutralny
Genetyka : Manôgemasiz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : zajmuję się gimbem

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Nie Sie 30, 2015 12:14 am

No dobrze, wiem już. Odkładam do torby niepotrzebne fiolki, potem pomagam Ci unieść się do pozycji półsiedzącej, nie chcę przecież, byś się nadwyrężała. Przysuwam się i służę swoją klatką piersiową jako oparciem, odkręcam fiolkę nawet przytrzymuję ci dłoń na wypadek, gdyby ci zadrżała. No. I do buzi, jak to mówią Francuzi? Dzielna dziewczyna. Dopiero teraz sobie przypominam o pewnym szczególe i zaciągam delikatnie twoją bluzkę na brzuch, jest cała zakrwawiona, później Clairemina pomoże ci się przebrać.
Przepraszam, ale chyba nie dam rady cię podnieść, nie chcę jednak, byś tak leżała na podłodze. A może. Nie wiem, powinnaś, nie pamiętam, jaka pozycja by się najlepiej sprawiła, przy ciętej ranie brzucha. Poczekam na Claireminę, wyczaruje nam magiczne nosze, tak, to chyba będzie najlepsze.
Adrenalina powoli ze mnie schodzi i dociera do mnie wszystko, co się wydarzyło. I dopiero teraz to jestem w stanie przetworzyć. To dlatego tak cię traktują? Bo nie możesz mieć dzieci, a co za tym idzie, twoja wartość na rynku matrymonialnym drastycznie spada? Kręcę głową, myśląc o tym, ludzie mają za dużą obsesję na punkcie przekazania swoich genów dalej. Skąd w was te bezkrytyczne przekonanie, że wasze DNA zasługuje na rozpowszechnienie w ogóle populacji? Dzieci to miłe uzupełnienie rodziny, o ile nie są dość wymagające, ale nie wydaje mi się, by rozmnażanie było aż tak ważne. Cóż, we Włoszech najwyraźniej jest.
Rodzi się we mnie trochę absurdalna myśl, ale nie rozwijam jej dalej, nie, dopóki się całkowicie nie uspokoję, to zły czas na podejmowanie ważnych decyzji.
Albo. W sumie. O to chodzi, tak? Musisz mieć nad sobą silną, męską rękę, i dopóki nie znajdzie się ktoś inny, będzie to ręka Carla? No dobrze.
- Hej. - Ostrożnie obracam twój podbródek w moją stronę, zostawiając na twojej skórze smugę krwi. - Wyjdziesz za mnie?
I wtedy nagle do środka wpada Clairemina. Mierzę ją zaskoczonym spojrzeniem, zaraz, chwila, co? Jedną brew marszczę, drugą unoszę, naprawdę nie rozumiem, o co ci chodzi. Ale skoro już tu jesteś, to możemy jakoś pożytecznie wykorzystać twoją obecność.
- Świetnie, ja też. - Wzruszam ramionami, chociaż akurat ruda nie może wiedzieć, co mam na myśli, trwa w błogiej nieświadomości, jeśli o moje ostatnie przygody chodzi. - Nie opowiadaj głupstw, Clairemino. Potrafisz dobrze rzucić zaklęcie lewitujące, prawda?
Powrót do góry Go down
avatar

Umiejętności bojowe : II
Skąd : Bindalseidet, Norwegia
Rok nauki : V
Wiek : 15 lat
Jestem : za Protagonistami
Genetyka : jasnowidz
Czystość krwi : czysta
Status majątkowy : bogaty
Zawód : gimb

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Salon   Nie Sie 30, 2015 6:40 pm

Ccco. Ale. Ale przecież jest przeklęta. Dora tak powiedziała. Dora! DORA! Ccoo, jak to nie jesteś? A ten list? A, ale jak to, Dora powiedziała… No nie… Nie czytała go… Nie… Ja też nie przecież… Nie znam włoskiego…
Robi mi się głupio i spuszczam głowę. Przecież ja nie chciałam Claudii urazić. Chodziło tylko o to, że ja zmartwiłam się i. Dobrze. Nosze, tak. Rozglądam się, ale musiałam zostawić różdżkę Yumy w pokoju Claudii. Pobiegnę po swoją! Boże jestem taka głupia. Wpadam do pokoju i oczywiście leży na biurku, oczywiście, ja zawsze wiem dokładnie gdzie zostawiam moją różdżkę, tylko zapominam, by ją zabierać. O nie. Teraz będę musiała przetransportować Claudię a nie nakarmiłam sówki! Wracam się. Sowo…? Doro, widziałaś sowę…? Co? Na strych? Aha. Dobrze.
Na strych.
Na strych.
Później się tym zajmę. Wracam na dół. Dobrze, już jestem! Mam różdżkę, Yuma, mam różdżkę! Dobrze, j-już się tobą zajmuję Claudio. Na raz, dwa, trzy. Ok. Teraz. Teraz zaczynam się denerwować. A co jeśli ją upuszczę! Yuma, chodź tu, trzymaj mnie, zaraz zemdleję. Claudia każe mi się uspokoić, ale ja nie potrafięęę. Matko, muszę ją tak przetransportować na piętro. Po drugiej stronie domu. Nie ważne, nie ważne, dam radę. Ładnie ją tam przewiozę i p-pomogę jej w czym? P-p-przebrać się? A-a-ale c-całą? E. Y. Y. Y. Y. Y. J-jak?
Dobrze to. To Yumo. Zrób herbatę. Ale herbatę, a nie popłuczyny dobrze? Proszę. Dziękuję.


zt ekipa
Powrót do góry Go down


PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» "Wrota Hadesu" - salon gier.
» Duży salon
» Dom - salon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Świat :: Norwegia :: Bindalseidet :: Brohl-